Czas Otrzeźwienia…

Dzisiejszy wpis będzie miał dość osobliwy charakter… Nie będziemy w nim rozwodzić się na konkretną techniką, aspektami nagrywania, miksowania czy usuwania błędów popełnionych na jakimkolwiek z etapów produkcji muzyki.

A już na pewno nie będziemy nakłaniać kogokolwiek do porzucenia spożycia wyskokowych trunków, jak mógłby sugerować tytuł artykułu…

Niniejszy wywód napisałem przede wszystkim po to, aby uświadomić niektórych z Was o tym, jak bardzo nie doceniacie możliwości i funkcjonalności tego, co już posiadacie. Drugi cel tego wpisu jest taki, aby wskazując pewne rzeczy, postarać się zmotywować Was do pracy, a także do osiągania efektów, o których prawdopodobnie nie macie nawet pojęcia.

To wszystko leży w zasięgu ręki, wierzcie mi. Ale czasem nasze głowy nie dopuszczają takiej myśli, bo są zapełnione nieskończoną ilością frazesów powtarzanych w sieci przez innych użytkowników, a także przez producentów sprzętu i oprogramowania oraz innych osób próbujących nas przekonać o konieczności posiadania tego czy tamtego…

Przejdźmy więc do rzeczy! Zrobimy to w ten sposób, że wypunktuję kilka najważniejszych kwestii (zwykle powtarzanych bezmyślnie mitów) i postaram się je zwięźle obalić. Tematyka jest dość szeroka, ale ogólnie skupiamy się na TWORZENIU muzyki:

Moje DAW jest stare i nieudolne, nic nie da się w nim zrobić, potrzebuję mieć najnowszą wersję, bo ona ma wszystkie światełka, gwiazdki, dzwoneczki, guziczki i bajery.

Każde, w miarę współczesne DAW (nie tylko w najnowszej wersji sprzed tygodnia, ale i to sprzed 5 lat) ma tyle mocy i możliwości, że przechodzi to nasze wyobrażenie, a przeciętny użytkownik i tak korzysta maksymalnie z ok. 20% jego funkcji nie mając pojęcia o reszcie. Raz, że trzeba przeczytać instrukcję, a dwa, że trzeba mieć trochę podstawowej wiedzy, żeby wiedzieć, jak dane czynności się wykonuje i na czym one polegają.

Dokładnie taka sama sytuacja jest z wszelkiej maści plug-inami. Co z tego, że np. Rob Papen zrobił drugą wersję swojego flagowego syntezatora Blue? Czy to oznacza, że jedynka się nagle przestała do czegokolwiek nadawać? Wiedzieć powinniśmy, że to oczywiście nieprawda, ale zdaje się, że spore grono młodych ludzi uważa zupełnie inaczej – nowsza wersja = lepsza wersja. Po części pewnie tak jest, bo dodano nowe funkcje oraz usunięto jakieś błędy i bugi, ale z drugiej strony, nowsze wersje zwykle przynoszą też nowe problemy (np. z kompatybilnością), które mogą swoją siłą zmiażdżyć korzyści wynikające z kilku nowych pokręteł we wtyczce. Miejcie to na względzie i zawsze przed aktualizacją sprawdzajcie dokładnie czy np. nowa wersja wtyczki będzie kompatybilna z Waszą stacją roboczą albo czy spełniamy podstawowe wymagania sprzętowe, systemowe, etc. A już konkretnym samobójem może się okazać instalacja wersji ‘beta’, które z założenia posiadają jeszcze sporo niedociągnięć.

Mówi się, że jak coś nie jest zepsute, to się tego nie naprawia – trudno o lepsze podsumowanie tego akapitu. Nie uaktualniajcie na potęgę wszystkiego (łącznie z DAW), gdy tylko pojawi się nowa wersja. Odczekajcie chwilę, dajcie innym zaryzykować 🙂 A już szczególnie nie róbcie update’ów, gdy nie skończyliście jakiegoś projektu, bo się można niemile zaskoczyć. Ale trochę odbiegłem od głównego zagadnienia… W każdym razie chciałem napisać, że wersje DAW czy wtyczek, które obecnie posiadamy, są jak najbardziej zdolne do wydajnej pracy, a jak czegoś nie rozumiemy, czy nie umiemy, to nowy wariant wtyczki czy update stacji roboczej na pewno tego problemu nie rozwiąże.

Wiadomo, że będą sytuacje, kiedy ewidentnie źródłem jakiegoś problemu (czy jakiejś blokady) będzie rzeczywiście sam plug-in (np. brak wejścia side-chain w danym kompresorze, gdy chcemy zrobić kluczowanie), ale będą to sporadyczne przypadki. W 99% winą za słabe brzmienie powinniśmy obarczać samych siebie (tudzież muzyków), a nie konkretne narzędzia.

“Używam tylko darmowych (lub wbudowanych w DAW) wtyczek, dlatego moje miksy i brzmienia są słabe.”

Mnóstwo darmowych wtyczek ma bardzo dużo możliwości, bywa łatwiejsze w obsłudze i brzmi nie raz lepiej niż płatne plug-iny. Podobnie z tymi wbudowanymi w program – ja do dziś chętnie korzystam z pokładowego korektora i kompresora wbudowanego w Pro Tools, mimo iż posiadam naprawdę pokaźną kolekcję wtyczek z tych kategorii. One naprawdę brzmią przyzwoicie i jeśli nie potrafimy ustawić domyślnego korektora w Logic, Cubase czy Studio One, to ściągnięcie bądź kupno nowej wtyczki w niczym tu nie pomoże.

Wniosek jest taki, że trzeba się dokształcać, a nie pokładać nadzieję w innym plug-inie czy na niego zwalać winę za słabe rezultaty. Pamiętajmy, że samo posiadanie wtyczek nie czyni z nas realizatorów – umiejętność posługiwania się wtyczką lub zewnętrznym procesorem (nieważne jakiej firmy) daje nam doświadczenie, wyrabia podejmowanie decyzji, uczy słuchać – to czyni nas realizatorami.

“Chcę uzyskiwać tak dobre brzmienie, jak moi idole, ale nie mam takiego sprzętu jak oni.”

Jedno z drugim ma zazwyczaj niewiele wspólnego. Gdybyś dał im swoje syntezatory czy inne narzędzia do obróbki sygnału, to prawdopodobnie uzyskaliby oni na nich równie powalające rzeczy. I od drugiej strony – gdybyś nawet miał to, co oni, ale brakłoby Ci wiedzy czy zdolności – to wypadłbyś marnie, choćby Cię zamknęli z każdym urządzeniem kiedykolwiek zbudowanym… Wniosek jest taki, że to nie od narzędzi, wtyczek czy konkretnego DAW zależy, jakie osiągasz wyniki. Zadowalające rezultaty osiąga się przede wszystkim znajomością zasad rządzących produkcją muzyki, ciężką pracą, doświadczeniem, ciężką pracą, wyciąganiem wniosków, ciężką pracą, godzinami nauki i ćwiczeń oraz ciężką pracą. No i przede wszystkim – ciężką pracą…

Nikt nie rodzi się z umiejętnościami, których trzeba się długo uczyć. Jeśli komuś się udało dotrzeć na szczyt, to znaczy, że są duże szanse na to, że i Tobie się to uda – niezależnie od sprzętu, jakim dysponujesz. Zamiast patrzeć i rozpaczać nad tym, czego nie masz, rozejrzyj się po tym, co masz i zacznij ciężko pracować.

“Nie stać mnie na kupno interfejsu i mikrofonu, używam dynamika z kiosku i zintegrowanej karty muzycznej, więc robienie muzyki nie ma sensu.”

Podtrzymuję, że nie trzeba wydać fortuny na sprzęt, żeby uzyskać całkiem niezłe nagrania, ale jakąś podstawę mieć trzeba. A w dzisiejszych czasach możemy za niewielkie pieniądze posiąść zestaw, za który miłośnicy nagrywania 20 czy 30 lat temu musieliby zapłacić krocie! Za niecały 1000zł możemy mieć naprawdę przyzwoity zestaw do homerecordingu, wystarczy trochę pozbierać i przestać na jakiś czas przewalać hajsiwo na zielsko, piwo, pety czy na cokolwiek innego tam sobie te pln-y trwonimy – od razu świnka spuchnie i będzie można z miną zwycięzcy pomaszerować do sklepu muzycznego celem nabycia swojego pierwszego prawdziwego sprzętu drogą kupna. Potem się go nauczyć i jak najwięcej nagrywać. Nie rozwodzić się nad naprawdę głupiutkimi detalami, tylko wziąć się do roboty na tym, co się ma.

Nikt mnie nie przekona, że nie da się chociażby w wakacje odłożyć takiego pieniądza łapiąc jakieś proste prace. Sam wiem, bo też to kiedyś robiłem. Przez tydzień nie mogłem doszorować rąk od farby drukarskiej na ulotkach, których przeszło przez moje ręce prawdopodobnie 17 milionów… Czy jesteś uczniem, czy studentem – znajdź sobie dorywczą robotę, zepnij poślady i wyobraź sobie przed oczami Twój zestaw. To wszystko jest w zasięgu ręki. A nie ma nic lepszego niż po dokonaniu wymarzonego zakupu oświadczenie światu z dumą: „I worked hard for this sh*t.”

“Poznanie wszystkich aspektów związanych z dźwiękiem zajmuje bardzo dużo czasu.”

Zgadza się, ale czy to oznacza, że zaniechasz w takim razie poznawania czegokolwiek, tylko będziesz wszystko wiecznie robił „na czuja” i samodzielnie albo czytał coś tylko „po łebkach”? Rozłóż sobie naukę (w szkole też tak robią), poznawaj temat po temacie, a w międzyczasie ćwicz to, czego się już nauczyłeś. Sprawdzaj, próbuj, pytaj, a nawet podważaj i kwestionuj – to najlepsza droga do zrozumienia.

“Nie wiem, co robi ta gałka (i co oznacza), więc jej nie dotykam.”

A później pytasz, dlaczego nie umiesz skompresować wokalu (czy cokolwiek innego)? Moja rada – przede wszystkim przestać korzystać z gotowych ustawień korektora, kompresora, etc. Podstawowe parametry najważniejszych procesorów trzeba poznać, nie ma siły. Ale czy to oznacza, że musisz znać każde pokrętło w każdej istniejącej na rynku wtyczce? Ależ skąd! Jeśli używasz jakiegoś odjechanego plug-inu w celu uzyskania czegoś nietypowego, czy próbujesz na syntezatorze wykręcić niepowtarzalne brzmienie albo po prostu z czymś eksperymentujesz, to chwyć za gałki i kręć aż coś interesującego się pojawi. Potem zapisz sobie takie ustawienia, bo może kiedyś będziesz chciał raz jeszcze z takiego brzmienia skorzystać. A może nawet stworzysz jakiś własny, unikalny patch.

Dla jasności – nie mówię o prawidłowej kompresji wokalu czy korekcji jakiegoś instrumentu, parametrach pogłosu, delaya czy bramki – to są podstawy, które znać trzeba. Mówię o innych wtyczkach – przesterach, flangerach, phaserach, różnej maści modulatorach i całej gamie pozostałych efektów. Wiadomo – nie zaszkodzi znać wszystkich parametrów w swoich wtyczkach, ale czasem jak chcemy coś „od czapy” wykręcić – to po prostu kręćmy…

“Jestem gitarzystą/perkusistą/wokalistą, ale nie umiem grać na pianinie (lub czymkolwiek innym), a chciałbym mieć ten instrument w swoich aranżach. Da się temu zaradzić?”

Są dwie opcje – nawiązujesz współpracę z podobnymi zapaleńcami Home-recordingu (fora są ich pełne) i w końcu trafisz na kogoś, kto będzie czuł ten sam klimat co Ty i grał na pożądanym instrumencie.

Drugi wariant, wklepujesz nutki MIDI do DAW i podstawiasz do brzmienia jakiegoś wirtualnego instrumentu imitującego pianino (czy co tam Cię interesuje). Jeśli ten element ma być tylko dodatkową warstwą i tłem, to w ogóle nie masz się czym przejmować i bez kompleksów możesz użyć takiego rozwiązania. Upewnij się tylko, że nutki pojawiają się w tempie, blisko siatki, nie są porozjeżdżane, etc. Mało kto wyczuje, że to fake. Szczególnie, jeśli taka partia będzie schowana za innymi, ważniejszymi. Poza tym, istnieją takie funkcje jak Step Input, Quantize, Humanize, Randomize, Trasnpose, Pitch Shift, etc. One wszystkie ułatwią Ci wprowadzenie partii do sekwencera MIDI i ich urealnienie. A jeśli do tego dysponujesz nienajgorzej brzmiącym wirtualnym pianinem, znasz specyfikę gry na tym instrumencie i umiesz to wprowadzić w życie – to masz w zasadzie wszystko pod ręką i możesz z tej partii uczynić nawet instrument prowadzący.

Jeśli jednak liczysz na bardziej realne, przekonujące partie, to skorzystaj z opcji pierwszej i poproś kogoś, kto grać umie o nagranie partii dla Ciebie. I nie zapomnij mu/jej się odwdzięczyć (np. partią gitary, wokalu, bębnów czy fletu poprzecznego – bo przecież nie musisz od razu płacić gotówką).

“Chciałbym robić muzykę, ale nie da się znaleźć na to czasu…”

Ja też nie mam na nic czasu, bo pracuję, prowadzę bloga, realizuję nagrania, miksuję, piszę artykuły, odpisuję na dziesiątki wiadomości, tworzę kursy, czasem śpię i jem oraz wychodzę w weekend na miasto… Ponoć im więcej ma się zajęć, tym człowiek potrafi lepiej sobie czas zorganizować – coś w tym jest… Nawet godzina czy dwie dziennie poświęcone na pracę z muzyką to już dużo. Jeśli myślisz, że nie ma co zaczynać, bo nie masz całego dnia wolnego – to nigdy nic nie zrobisz! Chyba, że rzucisz wszystko i zamieszkasz w wymarzonym studiu… Ale bądźmy realistami, trzeba się zmobilizować i działać, bo samo się nie zrobi, a ławka i chłopaki przed blokiem nie uciekną.

“Nie mam goniących mnie terminów, więc robię sobie wszystko w swoim tempie.”

Brak presji może być niewątpliwie czynnikiem uspokajającym i sprawiającym, że będziemy się w naszym studiu czuć komfortowo. Ale niesie to ze sobą ogromne ryzyko nie ukończenia projektu/utworu/płyty nigdy! Z tego względu, bardzo dobrze jest samemu sobie ustalać terminy, rozplanować zawczasu działania, nawet rozpisać w kalendarzu i powiesić przed oczami. Jeśli nikt (typu klient czy wytwórnia) nie ma nad nami czasowego bata, to zaaplikujmy go sobie sami. Nawet, jeśli ma to być godzina dziennie – niech będzie przeznaczona powiedzmy na edycję wokalu. W następnym bloku dwugodzinnym (nawet, gdyby miał być za 13 dni) dopracujemy brzmienie perkusji… I tak krok po kroku. Miks wykonamy innego dnia, okładkę na płytę innego. Jeśli będziemy po kolei odhaczać kolejne działania i trzymać się planu, to w końcu dotrzemy do brzegu. A jeśli nie będziemy nawet zaczynać, bo nie mamy całego wolnego weekendu na dany utwór, to małe są szanse, że kiedykolwiek go ukończymy (szczególnie, jeśli jest w nim sporo do zrobienia).

Podsumowanie

Można by tak jeszcze wiele tego typu rzeczy powypisywać, bo każdy na pewno się spotyka na swojej drodze z różnego typu bzdurami, które szerzą się czasem jak plaga. A prawda jest taka, że mamy pod ręką niewyobrażalnie dobre narzędzia, które są w stanie zrobić w zasadzie wszystko. Sęk w tym, żeby się nauczyć, jak to robić i umieć sobie wygospodarować czas – nawet, jeśli ma to być jeden dzień w tygodniu/miesiącu. Ważne, żeby zrealizować ten plan! Dodatkowo, nigdy, przenigdy nie dajmy sobie wmówić, że czegoś się nie robi, że się nie da, że nie ma sensu czy coś w tym stylu.

Szukacie nietypowego brzmienia? Dlaczego by nie przepuścić partii wiolonczeli z instrumentu wirtualnego przez symulacje wzmacniacza gitarowego z sowitym przesterem? Takich przykładów można podać od groma. A nic nie powinno stać nam na drodze, bo tylko dzięki łamaniu ustalonych schematów możemy osiągać coś niezwykłego. I często możemy to zrobić za pomocą narzędzi już dostępnych w naszej stacji roboczej.

Zakończenie

No i najważniejsze – cały poruszany dziś temat sprowadza się w rzeczywistości do naszych umiejętności, pomysłów, kreatywności, wyobraźni oraz chęci do ciężkiej pracy. Odrobiny szczęścia w tym wszystkim też nie zaszkodzi, ale zdecydowana większość czynników wpływających na nasz sukces w tworzeniu muzyki (dobrej pod każdym względem) pochodzi od naszej pasji, ciągłego dokształcania się, eksperymentów, nie poddawania się, dążenia do celu, wyciągania wniosków i… robienia z tego notatek. Tylko konsekwentne dążenie do celu zapewni nam stopniowy postęp – z każdym kolejnym projektem.

Wiem, że może to brzmi jak tani skrypt do szkolenia motywacyjnego, ale jak przyjrzycie się sprawie bliżej, to zdacie sobie sprawę, że w zasadzie te same prawa rządzą wieloma dziedzinami i to one są odpowiedzialne za osiąganie zadowalających rezultatów.

A na koniec pytanie do Was – dajecie się czasem wciągnąć w tego typu błędne pojmowanie i rozumowanie w kontekście tworzenia muzyki? Byliście kiedyś w sytuacji, gdy ktoś Wam wmawiał, iż warunkiem do osiągania świetnych wyników jest ‘posiadanie’ jakiegoś narzędzia czy instrumentu? A może wręcz przeciwnie? Może uważacie, że bez konkretnych modeli wtyczek czy danej stacji roboczej nie da się dotrzeć do celu? Bardzo jestem ciekaw Waszych opinii…

Zostawić komentarz ?

59 Komentarze.

  1. Mateusz_P

    Jeszcze mam czerwony ślad ręki na policzku 😀
    A tak całkiem serio, bardzo dobry artykuł, mobilizujący…
    Co do pytania, to moim zdaniem brzmienie utworu jest ważne, ale najważniejsze jest, żeby taki utwór (albo płyta) był ciekawy, dobrze napisany, zaaranżowany – wtedy nawet przy słabym brzmieniu poruszy ludzi. W odróżnieniu oczywiście od nudnych utworów, które, mimo że są, np. zrealizowane za dużą kasę i tak będą nudne i nikogo nie poruszą.
    Pozdrawiam. 🙂

  2. Tutaj przykład tego, że muzykę da się tworzyć nawet ze śmieci:

    http://www.youtube.com/watch?v=iru0NKm63OY

    • Oczywiście!
      Człowiek, człowiek i jeszcze raz człowiek. Potem ogromna przepaść, a na szarym końcu narzędzia, sprzęt i cały bełkot z tym związany.

  3. Mase osób wmawia że to nie możliwe, albo tamto. Wynika to z różnych powodów. Jednym z nich jest to że do nich to mówimy, więc wyjdziemy na “lepszych” jeśli by to okazało się prawdą 😉
    Po drugie brak wiary w siebie, kompleksy, jakaś ciemna masa przed oczami itd itd itd
    Zerknę na komentarze za parę dni bo “mam nadzieję” że nie tylko ja takie sooboy spotykam.
    Odwagi więcej i wolnego myślenia a będzie postęp !

    • Trzeba robić swoje, niezależnie od tego, co mówią inni… 🙂 Postęp na pewno przyjdzie.

    • artree, współpracowałem co prawda tylko z kilkoma osobami, zawsze “na odległość”, ale nigdy im nie musiałem mówić: “- pliki powinny zaczynać się w tym samym miejscu…”, jak to jest w opisie na Twojej stronie 🙂 Czy często zdarza się inaczej? 🙄

    • Jeśli się pracuje w różnych stacjach roboczych, to ten wymóg należy spełnić, bo inaczej mogą być kwiatki przy imporcie (brak synchronizacji). Co innego, jak obie strony pracują w tym samym DAW – wystarczy projekt sesji dołączyć i wszystko bangla jak trzeba.

    • rufinmusic – ja nawet nie o tym mowie, ze w kontekscie miksowania, ale ogolnie w innych też sytuacjach jak nagrania, tworzenie muzyki itp
      skad wiesz ziloma osobami wspolpracowalem ?:)
      sa dwie opinie o mnie, ale to nic nie mowi o mnie tak nparawde 🙂
      a info o plikach dotyczy sesji, ktorej tracki wlasnie tak powinny startowac. kapele ktore mi slaly utwory jakos specjalnie poki co mnie nie zawodzily, a jesli tak to nie pamietam juz o tym dawno 🙂

    • coś nie tak doczytałem rufinmusic, sorki 🙁
      mialem wrazenie ze mowisz o mnie.

  4. Jak zwykle dobry artykuł 😎
    Całkowicie się zgadzam, że nie sprzęt jest najważniejszy. Ja używam tylko darmowych wtyczek i kiepskiego mikrofonu, ale coś tam mi się udaje zrobić i każdy następny miks jest imo, lepszy 🙄
    Jedyną droższą rzeczą są AKG K240 MKII 😈

    • Przyzwoity odsłuch to z pewnością coś, w co warto zainwestować. Używam dokładnie tych samych słuchawek 🙂

    • A właśnie miałem zapytać – czy jest jakaś znacząca różnica między K240 a k240 mkII ?

    • Ja nie mam porównania z poprzednim modelem.

    • Technicznie w zasadzie niczym…K240 MKII mają pozłacane końcówki i bodajże bogatsze dodatkowe wyposażenie. Porównaj tutaj:
      http://www.akg.com/K240+MKII-827.html?pid=1194

    • Dzięki, wcześniej już próbowałem porównywać i nie widziałem zbytnio różnic, myślałem ze może jakiś diabeł tkwi w szczegółach. Chyba skuszę się na te zwykłe, bo cena sporo niższa, a pozłacane końcówki to czysty marketing 🙂

    • Wiesz, musisz dobrze poszukać, podzwonić, może znajdziesz jakąś promocję 😆 Ja kupowałem w Riff, w Warszawie na pl. Konstytucji. Zadzwoniłem , okazało się, że mają jedną parę w… Gdańsku, ale facet powiedział, że jeśli jestem zainteresowany, to dostanę 10% rabatu i ściągną je kurierem dla mnie na następny dzień 🙄 W dniu zakupu, okazało się, że rano dostali maila z centrali, że tego dnia cały sprzęt sprzedają bez VAT-u, więc kolejna obniżka ❗ W sumie zapłaciłem 460 zł, a w komplecie dodatkowe welurowe nauszniki, pozłacana przejściówka na duży jack 6,3mm, oraz dodatkowy kabel spiralny 5m. ( i naklejka z logo AKG) Warto poszukać i pamiętać co powinno być w komplecie, bo słyszałem,że niektórzy sprzedawcy oszukiwali, wyjmując np. dodatkowy kabel… 😯
      Spróbuj np. tu, może dadzą jeszcze jakiś rabat? 😀
      http://www.musicexpress.pl/5968-akg-k-240-mk-ii–sluchawki-studyjne.html

    • Ja już mam w miarę obcykany sklep – dla gitarzystów. Można tu naprawdę tanio wyjąć niektóre sprzęty. Np wspomniane słuchawki w wersji MKII:
      http://guitarcenter.pl/catalog/sluchawki/akg-k-240-studio-mk-ii

      I w poprzedniej:

      http://guitarcenter.pl/catalog/sluchawki/akg-k240-studio

    • Guitarcenter nie polecam, sam się przejechałem kilka razy na nich. Tzn. mają nieaktualne ceny, sztucznie pozaniżane. Człowiek kontaktuje się, pyta, ew. zamawia i dowiaduje się, że to kurs dolara, to inflacja, to podatki, tamto, sramto, i już nie można sprzedać po cenie, która jest w Internecie, ale oczywiście z przyjemnością sprzedadzą to samo 30% drożej. Szczerze mówiąc – polecam raczej mniejsze sklepy, typu rockfan.pl, gdzie o każdego klienta się dba, bo jest ważny. Bo nie jest tak, że ma się klientów tylu, co przeciętny hipermarket, i strata kilku nie robi różnicy.

    • Zapomniałem dodać, że w mniejszych sklepach, przede wszystkim nie-sieciowych, można się targować 🙂

    • Mateusz, zgodnie z polskim prawem, targować się możesz wszędzie, nawet w hipermarketach. Pytanie czy i ile Ci się uda wynegocjować… 😈 Ja zawsze próbuję zbić cenę i czasami udaje się to bardzo dobrze 🙂

  5. i wystąpił tu swoisty paradoks. Zamiast iść do studia siedzę i czytam artykuł motywujący mnie do pójścia do studia 😆
    Swoją drogą (gdzieś już to pisałem)fajnie by było chodzić do studia do pracy zamiast iść tam po pracy 😛
    Dzięki Igor za kolejną dawkę mądrości i Wesołych Świąt ludziska

  6. Kiedy kompletowałem sprzęt do studia udawało mi się izolować od takiego sposobu myślenia.Ba ja wtedy zaczynałem przygodę z internetem i komputerem w ogóle.Dobrą stroną takiego mojego startu,było to,że wybór danego urządzenia powierzałem ludziom w sklepie, zawsze starałem się kierować średnią półką cenową i dobrze na tym wyszedłem.Nigdy nie miałem większych dylematów co kupić.To jest ten plus nie czytania zbyt wielu opinii internetowych.Minus jednak takiego stanu rzeczy jest taki ,że się jest mniej obeznanym i na każdym kroku muszę nadrabiać zaległości również te czysto informatyczne.Ale bardzo łatwo złapać się na takie myślenie.Zwłaszcza,że się wchodzi w środowisko o którym człowiek nie wiedział wcześniej nic. Ale podejmujemy się bardzo ambitnego zadania.Wszyscy muzyki słuchają,niektórzy ją wykonują a my nieliczni podejmujemy się jej tworzenia i produkcji.To najcięższy kawałek chleba.Więc Igor dzięki za wsparcie i cierpliwość do nas!

  7. A tam się przejmować panienkami 🙂 “Jak żaba nie umie pływać to mówi, że woda za rzadka.”

    Mnie najbardziej bawi kiedy czytam mądralińskich “producentów”, że trzeba wydawać minimum 2 tysiące na monitory studyjne albo nie wiadomo jaki interface, akustykę pomieszczenia etc. bo bez tego to nic się nie stworzy dobrego. Znawcy… kurde.
    Każdy tworzy na czym chce, jak chce i co chce… liczy się tylko efekt końcowy.

    Zakamarki powinny być mekką dla nowych chcących się zająć tworzeniem muzyki.

  8. Trociniak

    Wtyczki, presety, to wszystko jest zgubne jeśli chcemy niektóre etapy obejść gotowcami. Dla mnie najtrudniejsze w muzyce jest zresetowanie mózgu. Czasem jak brnę w jakiś temat, to zapominam o podstawach innych i się dziwię, że brzmi wszystko do dupy. Zaczynam od wokalu, ustawiam z gotowców jakieś brzmienia instrumentów, które niby powinny już same grać, próbuję ten wokal jakoś w to wsadzić i nie da rady. Chciałbym mieć cierpliwość do tego, aby wracać do absolutnych podstaw 🙂

    • Ja też sobie muszę o tym często przypominać. Coś w tym jest 🙂

  9. Człowiek jest najważniejszy, to co czuje, kim jest, a nie tylko ślepe zapatrzenie w kasę i ego dominowania nad wszystkim. Igor ten blog jest super bo jest ludzki, dużo prawdy tu jest o muzie, marzeniach, o nas. Z okazji Świąt wszystkim takiego nowego odrodzenia, żeby jak najmniej błądzić, widzieć sens co jest najważniejsze, rozumieć po co się żyje, co nas kręci, czym jest muzyka, jak przekazywać w niej piękno, które ten świat czyni lepszym. Alleluja.

  10. “dajecie się czasem wciągnąć w tego typu błędne pojmowanie i rozumowanie w kontekście tworzenia muzyki?”

    Myślę Igor, że każdy z nas czasem da się w taki kozi róg zapędzić! 😀 Lecz według mnie ma to też swoje plusy! Kiedy człowiek szuka jakiegoś rozwiązania, zaczyna przeglądać fora, YouTube’a i pokrewne, zaczyna wierzyć podsuniętym przez użytkowników metodom, których jest zazwyczaj 1000 500 100 900 to zaczyna wyrabiać w sobie własne zdanie, ponieważ z biegiem czasu jest w stanie wyodrębnić prawdę od fikcji! Zaczyna łapać co jest dobrym rozwiązaniem, a co jedynie bzdurnym przemyśleniem kogoś bez pojęcia bo tak często bywa. Przy okazji rozwiązywania jednego problemu jest w stanie poznać 10 innych rozwiązań do 20 innych problemów, ponieważ metoda prób i błędów go do tego doprowadziła! Oczywiście nie mam tu na myśli, że wskazywanie odpowiedniej drogi jest złe bo to wiadome ułatwia prace i podejmowanie decyzji, ale często właśnie takie błędne myślenie nas samych doprowadza do niespodziewanych efektów w postaci “Trening czyni mistrza!”.
    Często jednak właśnie widzi się pytania, który DAW brzmi najlepiej jakby to on stanowił fundament wykonywanej pracy bądź, które efekty są NAJDEBEŚCIARSKIE! A ile realizatorów, tyle opinii jak nie raz to juz powtarzałeś 😀
    Myślę też, że teraźniejsze podejście do muzyki jest dosyć leniwe patrząc po młodych producentach. Chcieli by wszystko mieć na tacy. Najlepiej otworzyć czache i wrzucić kilka książek, artykułów i tutoriali żeby to jak najszybciej przyswoić, a najgorszy jest fakt, że wielu brakuje ambicji! Chcą osiągać efekty bez nakładu pracy dlatego jada po najcieńszej linii oporu i korzystają z kompletnych gotowców i nadal stoją w miejscu. Ja wobec siebie stosuje takie rozwiązanie, że jeśli podoba mi sie dajmy na to plugin to biorę go na szybki test jak brzmi i jak działa, a następnie potem robiąc podsumowanie biorę wszystkie za i przeciw i podejmuję decyzje czy będę miał z niego pożytek i co nowego może wnieść. Taka natura ludzka, że nierzadko sam interfejs graficzny tak przyciągnie, że chce się na siłę wmówić sobie, że TEN SPRZĘT JEST MI POTRZEBNY! 😀 Druga sprawa jest taka, że jeśli już zainwestuje się własne ciężko zarobione pieniądze w jakieś oprogramowanie to siła rzeczy trzeba je później poznać i zacząć wykorzystywać do maksimum bo inaczej można uznać pieniądze za wyrzucone w błoto!
    Ogólnie dzięki Igor za porządny wpis! Od czasu do czasu takie artykuły na “odchamienie swojego myślenia” bardzo się przydają 😀

    • Dużo prawdy jest w tym co piszesz – łatwizna, najmniejsza linia oporu i zero wysiłku, pracy, etc. Cieszę się, że mogłem pomóc w “odchamieniu” 🙂

  11. Od początku mojej przygody z homerecordingiem wiedziałem że jeśli jest coś źle to jest to wyłącznie wina moich umiejętności a nie sprzętu. Owszem kiedyś sprzętu nie miałem ale mimo wszystko siadałem i robiłem coś swojego na tyle ile pozwalała tamtejsza “wiedza”. Najważniejszy jest pomysł stare kawałki można nagrać jeszcze raz na nowym sprzęcie bo jest “baza”. Do nagrań używam tylko darmowych wtyczek, jedyny płatny program to sam DAW którym jest Reaper.
    Z kwestią motywacji bywa u mnie różnie, nie jestem realizatorem, nie zarabiam na muzyce to wyłącznie moje hobby, komponuje i nagrywam gdy mam pomysł, gdy czuje się dobrze psychicznie i fizycznie bo to też ważna sprawa, inaczej nic ciekawego nie wymyślę. Widzę u siebie postępy pod względem kompozycji jak i samego brzmienia, dzięki temu blogowi i Igorowi sporo się nauczyłem. Gdy podsyłam kawałki swoim znajomym mówią, że im się podobają, nie wiem czy faktycznie tak jest czy tylko mówią tak z czystej grzeczności 😉 ale skoro dopytują się o kolejne to chyba coś w tym jest 🙂 Najgorszy jest dla mnie etap samego komponowania i wymyślania utworu, muszę borykać się z wieloma problemami poczynając od lenistwa na bólu głowy kończąc hehe w międzyczasie jeszcze jakiś zastój z weną 🙂 Miks i mastering to potem sama przyjemność. Dla mnie nagrywanie kompletnego kawałka to czysty sprawdzian siebie samego. Jeden utwór kończyłem dopiero po roku czasu bo wróciłem do niego po dłuższym czasie. Nie narzucam sobie terminów, że do tego i tego dnia zrobię to i to, czasem nóż na gardle by się jednak przydał 🙂 Tylko o jedno się martwię żeby dalej mieć wene i pomysły na kolejne utwory czego Wam i sobie życzę 🙂 Nagrywanie coverów mnie nie kręci 😛

    • “Gdy podsyłam kawałki swoim znajomym mówią, że im się podobają, nie wiem czy faktycznie tak jest czy tylko mówią tak z czystej grzeczności 😉 ale skoro dopytują się o kolejne to chyba coś w tym jest” – Spróbuj wrzucić swoją muzykę tu: https://soundcloud.com wtedy zobaczysz czy się podoba, czy nie, czy zdobędziesz wielbicieli. Nikt Ci nie napisze “przez grzeczność”, że mu się podoba 🙂

    • rufinmusic: tak zamierzam zrobić muszę tylko stare rzeczy odświeżyć bo nie brzmią dobrze 🙂

  12. musicmajster

    Witam

    Na wstępie Igorze dziękuję za ten artykuł i wszystkie jemu podobne bo właśnie kiedy zaczynam myśleć w podobny sposób jak te głoszone w wymienionych mitach , to po odwiedzeniu bloga dostaję masywnego kopa do działania tak jest i w tym przypadku.

    Co do myślenia, że jeżeli nie mam takiego sprzętu pluginów etc. jak “ktoś tam inny” to nie będę w stanie zrobić czegoś sensownego to ten etap w moim przypadku już minął i przyswoiłem sobie że tylko ciężka praca i godziny ćwiczeń coś dają wypróbowałem na sobie 🙂

  13. O!To święta prawda.Bo każdego interesuje na końcu co otrzymają jego uszy.A co się działo od kuchni to dla laika się nie liczy.

  14. Igor! jesteś wielki! brzmisz jak byś “zjadł zęby” w studio! Ja niestety nie mam takiego dystansu do swojej pracy – zwykle przeżywam to co robię i czasami do końca próbuję ukręcić z g… bat! Szacun bracie!

    • Że “zjadłem zęby” w studio, to powiedzieć nie mogę, ale co nieco doświadczenia mam. Jestem bacznym obserwatorem i robię notatki 🙂

  15. Ależ Ty się nami opiekujesz Igorze 🙂
    Aż strach się teraz przyznać do jakiegokolwiek lenistwa w studiu. Ale nie ma co, czasem kryzysowe sytuacje się zdarzają. Chyba każdemu…
    Dobrze jest czytać artykuł, pisany przez człowieka z pasją. Kawał dobrej lektury, dziękuję i pozdrawiam 🙂

  16. Według mnie najczęstszą przeszkodą jesteśmy chyba my sami;) Przede wszystkim to my musimy przekonać “naszą głowę” że poza naszą własna kreatywnością nic nie jest w stanie nam przeszkodzić. Bardzo często sam wpadam w tego typu pułapke myślenia że DAW nie taki jak trzeba, że pluginy kiepskie… itd. Oczywiście jakieś tam podstawy sprzętowe powinny być ale z drugiej strony jak sobie włączam numer który zrobiłem jakies 10 lat temu bez interface’u, monitorów, na jakimś podstawowym DAW i na sekwencerze krokowym sprzed 20 lat to mi szajba przechodzi;) I wtedy dopiero zaczynam myśleć o tym JAK coś zrobić a nie szukać przeszkód;) Igor, dzięki za super artykuł, który w większym bądź mniejszym stopniu opisuje każdego z nas:) Wesołych Świąt!!! YES, WE CAN 😎 !!!

    • To się zgadza – najczęstszą przeszkodą jesteśmy my. To my mamy ograniczenia – czy to myślowe, czy manualne… Wesołych wzajemnie!

  17. Witam serdecznie , dzięki za kolejny super wpis skłaniający do refleksji ale…..jak to się wszystko ma, gdy obracamy się w środowisku stricte syntezatorowym, gdy powiedzmy odsłuchując, nie zwracam uwagi na aranżację , kompozycję czy inne ważne aspekty całości utworu (napięcie, zmiany nastroju itd…), tylko na energię i potęgę jaką niosą za sobą analogowe moogi. Wirtualne emulacje są wstanie odwzorować te środowiko? Porównując bezpośrednio vst do hardwaru każdy wie że NIE. Ale czy jesteśmy w stanie zabrzmieć jak np Moderat , tak potężnie i szeroko , znając prawidła akustyki i opanowując wtyczki vst do poziomu perfect? Czy kontakt z analogiem jest jednak niezbędny w przypadku gdy to właśnie “te” brzmienie jest dla mnie nr 1? I tutaj rodzi mi się 3ecie pytanie, otóż z dwojga złego powinienem zainwestować 20 tysięcy na mooga, czy osiągnę te brzmienie nagrywając partię wirtualną imitacją vst i wyślę do studia z prośbą o przepuszczenie przez procesory lampowe, o których wartości wspominać nie trzeba? 🙂
    Pozdrawiam.

    • Jak masz te 20 tyś. to kup mooga, ale ja uważam, że akurat elektroniczne brzmienie to z vst wyciągniesz porównywalnie dobre… 😈 To i to elektronika… 😉

    • Generalnie mówi się że nic nie zastąpi prawdziwego instrumentu i zawsze lepiej na nim zagrać niż ustawiać klocki VST. Tylko, że tutaj mamy do czynienia już na wstępie z pewną imitacją jaką jest syntezator i to jednym z pierwszych a więc siłą rzeczy wysoce niedoskonałym. Podejrzewam że sprawa wygląda tak jak z płytą gramofonową – technicznie rzecz biorąc dzisiejsza płyta CD jest o wiele lepszym nośnikiem pod względem jakościowym, tylko że dziś komuś akurat te gramofonowe brudy (które te kilkadziesiąt lat temu stanowiły problem z którym walczyli inżynierowie) mogą akurat fajnie grać.

      Pokombinuj z VST i przepuść przez wtyczki saturujące – śmiem twierdzić że różnica między przepuszczeniem przez lampy a cyfrową saturacją będzie przede wszystkim w głowie, a nie dźwięku jako takim.

      Zawsze przed wydaniem 20 klocków, warto sprawdzić czy jest to konieczne.

    • Ja również byłbym sceptyczny w kwestii, że zakup analogowego Mooga nagle wszystko zmieni. Zgodnie z tym, co napisał Dariusz – różnica będzie w tym, jak obsłużysz dany sprzęt. Ja śmiem wręcz twierdzić, że w kontekście całego miksu, nikt nie będzie w stanie odgadnąć, czy dany dźwięk wydobyłeś z analoga czy jego wirtualnej symulacji. Potęge i energię wydobędziesz przede wszystkim z dobrze przemyślanej aranżacji, prawidłowo nagranych śladów i ewentualnie odpowiednio zrobionego miksu. Jeden Moog tego wszystkiego nie zastąpi. Taka jest moja opinia.

  18. Cóż, nie powiem niczego odkrywczego mówiąc, że Internet aż huczy od filmików takich jak ten: http://youtu.be/cBjpXPaLIh0
    Sam znalazłem krocie możliwości kreowania własnego brzmienia, każda z nich była równie dobra. To fascynujące, jak bardzo – mimo wszystko – ludzie bywają kreatywni, jak bardzo się muzycznie różnią.
    Swoją drogą – Igor chyba musi dostawać niezliczone ilości wiadomości typu “Pro Tools ssie bo moje nagrania brzmią źle, a przecież we wtyczkach ustawiłem presety jak trzeba”, skoro tak obficie pozbywa się tego jarzma, które leży mu na wątrobie 😛
    Pozdrawiam!

    • Zbyt często dostaje wiadomości w stylu “jakiej wtyczki użyć by uzyskać brzmienie jak ktoś-tam”. Jakby istniał na to schemat i od wtyczki to zależało… A zazwyczaj leżą podstawy, jak wykonanie (krzywo i niedokładnie zagrane albo zaśpiewane niedbale), aranżacja, dobór brzmień i instrumentów. Wtyczki tu nic nie pomogą i nie zastąpią porządnej partii. Wiara w magiczne właściwości sprzętu mi leży na wątrobie. Muzyka brzmi jak należy przede wszystkim dzięki ludziom – pracy nad warsztatem, pomysłowi, kreatywności, a nie klockom czy wtyczkom. Dopóki się tego nie pojmie i będzie się dopatrywać powodu słabego brzmienia w narzędziach – postępu nie będzie, a nasza muzyka pozostanie słaba. Żadna ilość “zabawek” tego nie zmieni.

    • Cóż, prawdziwe jest stwierdzenie, że to od tego, jak nagramy ścieżki, a nie jak je obrobimy, zależy 90% sukcesu. Ja mam wprawdzie mały problem ze znalezieniem zadowalającej wtyczki VST imitującej gitarę basową, znalazłem jak dotąd 1 w miarę sensowną, ale jest bardzo awaryjna. Ale póki co nie spamuję w internetach, mam nadzieję, że trafię w końcu na coś na jakimś forum 😉
      p.s. chciałbym jednak złamać co nieco pewien schemat. Otóż sprzęt – w moim przypadku – nabrał pewnego znaczenia. Być może to jest kwestia tylko ułatwienia pracy, nie wiem. W każdym razie ostatnio kupiłem wzmacniacz H&K Tubemeister 18 ze zbalansowanym wyjściem, z którego można nagrywać po linii. O niebo łatwiej jest uzyskać mi soczyste brzmienie i potem osadzić je w miksie. Być może po prostu nie mam odpowiednich umiejętności w pracy z wtyczkami, ale w tym konkretnym wypadku jestem niesamowicie zadowolony ze zmiany 😉

    • Bo sprzęt jak najbardziej znaczenie ma, tyle że nie w sytuacji jak komuś brak umiejętności muzycznych 🙂 To miałem na myśli, tak dla jasności.

      Ja miałem podobne odczucie, jak pierwszy raz wpiąłem się gitarą w wejście instrumentalne inne niż to w swoim interfejsie. Różnica była naprawdę spora i tak jak mówisz – od razu lepiej to siedziało z innymi śladami. Nawet po konkretnym przejechaniu takiego śladu symulacją. Kiedyś myślałem, że przecież to tylko surowy sygnał, po zastosowaniu symulacji i tak nie będzie słychać różnicy… Myliłem się bardzo.

    • Zrobiłem krótki eksperyment – ściągnąłem wymienione wtyczki, zastosowałem takie ustawienia i wynik wiadomy – brzmienie zupełnie inne. Gość na wstępie mówi, że nagrywał ślad gitarą z aktywnymi przystawkami, a te dają mocniejszy sygnał więc i symulacje inaczej reagują z definicji. Trzeba mieć tego świadomość, że wszelkie ustawienia i wtyczki należy dopasować do tego czym dysponujemy.

      Igor, opisz jak to robiłeś. Podłączyłeś się do pieca i nagrałeś clean a potem przejechałeś symulacją? A jak ten clean nagrywałeś? Mikrofonem z głośnika czy wyjściem DI czy tam line out?

    • @Dariusz – kiedyś dawno temu to ja wpinałem gitarę w wejście liniowe badziewnej karty zintegrowanej, więc po przeskoku na interfejs audio (poprzedzony niezłym DI) zrozumiałem jaka jest różnica między jednym a drugim. Co oczywiście nie zmienia faktu, że znalezienie identycznego brzmienia, jak ktoś tam wymaga o wiele więcej niż skopiowania plug-inów w łańcuchu. Gitara, elektronika, przystawki, artykulacja i… nasze palce!

    • To wiadomo, ale chodziło mi o sam tor nagraniowy. Poeksperymentuję sobie z piecem basowym, wpuszczę do niego gitarę, pokręcę gałami i potem wypuszczę z DI na interfejs oraz nałożę na niego przestery. Zobaczymy co z tego wyjdzie

    • Najlepiej popróbować,to wiadomka. Ja z racji warunków gitary w domu nagrywam zwykle przez DI i dobieram brzmienie z symulacji, ale czasem, jak jest możliwość to rejestruje jednocześnie omikrofonowany wzmacniacz. To nigdy nie zaszkodzi.

  19. gdybym jednak z zielska na sprzęt odkładał, to bym sprzęt posiadał 😀 to jest fakt!

Zostaw komentarz