Warunki Idealne a Rzeczywistość, Cz. 2

W pierwszej części artykułu opisałem trzy istotne aspekty odróżniające środowisko idealne do nagrywania od tego, w jakim rzeczywiście pracujemy i starałem się Was uczulić na to, jak można sobie poradzić z niektórymi problemami w tej materii. Dziś przyjrzymy się kolejnym elementom, które stoją na drodze porządnie brzmiących utworów tworzonych w domowych warunkach.

Skończyliśmy na tym, że żadna ilość (i sposób) obróbki nie zastąpią odpowiedniego brzmienia uzyskanego już u źródła, czyli przed jakąkolwiek ingerencją po nagraniu. Z założenia i w warunkach optymalnych, w normalnym studiu żaden realizator nie powinien przepuścić „babola” i pozwolić na to, aby zostały w sesji słabo brzmiące ślady. Ale jak jesteśmy sami ze sobą w jednoosobowym studiu, to już wtedy różnie z tym bywa, prawda…?

4 – Bardzo dobrze nagrane ślady

Nic tak dobrze nie wpływa na świetne brzmienie miksów, jak porządnie zarejestrowane ścieżki. Niektórzy mówią, że takowe same się miksują i coś w tym jest… Osobiście nie miałem wielu okazji miksować naprawdę genialnie nagranych śladów. Pierwsze moje zetknięcie z taką sytuacją skończyło się tym, że czego bym nie zrobił, to po obróbce brzmiało albo gorzej, albo nie było czuć żadnej poprawy.

A wszystko przez to, że przywykłem do tego, iż na wstępie pracy z miksem zwykle usuwam najpilniejsze problemy (których nie brakuje w śladach nagranych w domowych warunkach). Inna sprawa, że mało jeszcze wtedy wiedziałem, słyszałem i umiałem, dlatego każda próba kończyła się masakrą, bo nie było w śladach błędów, jakich już z przyzwyczajenia automatycznie oczekiwałem… 🙂 Potem było nieco lepiej, bo wraz z wyczulającym się słuchem dochodziłem do tego, że świetnie nagrane ślady potrzebują tylko niewielkiej ingerencji (pomocy), żeby zabrzmieć genialnie z resztą, a czasem – nie potrzebują tej ingerencji w ogóle. I to tyle.

Przy odpowiednio zarejestrowanych śladach nie trzeba eksploatować do granic EQ czy kompresji – no chyba, że chcemy jakiś pojechany efekt uzyskać, ale w 99% przypadków małe ruchy są wszystkim, czego potrzeba. I nie dość, że nie musimy się wtedy zmagać z wielką ilością wtyczek, to jeszcze zniekształcenia, które wprowadzają plug-iny, nie mają w sumie znaczenia, bo są w tej sytuacji niezauważalne. To kolejny, bardzo istotny element finalnego brzmienia.

No właśnie – ale czy my w naszych dalekich od ideału warunkach damy radę nagrać naprawdę dobrze brzmiące ślady…? Jeśli spełnimy wszystkie warunki, to jak najbardziej mamy szansę się zbliżyć do wymarzonego brzmienia. Musimy być tylko w pełni świadomi tego, co stoi na naszej drodze i starać się to za każdym razem przezwyciężać.

5 – Odsłuch

W warunkach idealnych powinniśmy dysponować wysokiej klasy systemem odsłuchowym – dwiema czy nawet trzema parami monitorów – najlepiej z porządnym kontrolerem odsłuchu, a także nienaganną parą słuchawek i jakimś zestawem konsumenckich głośników. A to wszystko powinno znajdować się w odpowiednio przygotowanym pomieszczeniu, o czym mowa była w poprzedniej części artykułu.

Mam nadzieję, że już na tym etapie zauważacie zależności, jakie panują między poszczególnymi elementami omawianymi w tym temacie? I że spełnienie większej ilości tych warunków jest drogą do lepiej brzmiących produkcji? Oby, oby 🙂

Jak natomiast sytuacja ma się w wielu przypadkach na gruncie domowych pracowni? Oj, różnie bywa… Jedni miksują na zestawie wieża stereo plus kolumny, inni wyłącznie na słuchawkach, jeszcze inni na jakimś budżetowym zestawie monitorów bliskiego pola, a relatywnie niewiele osób może pochwalić się wyższej klasy odsłuchem. I z reguły tylko ci ostatni dysponują również sensowną adaptacją akustyczną. Nadal w tym aspekcie przeważają miłośnicy wyklejania pokoju gąbkami, którzy ciągle dziwią się, że coś jest nie tak. Na szczęście obserwuję też bardzo pozytywne zjawisko porzucania wszelkiej maści piramidek na rzecz paneli z wełny i bardziej świadome podejście do sprawy. Tylko się cieszyć.

Ale znów – czy to na pewno wystarczy? Raczej nie, ale jest już sporym krokiem na przód. Bo wracając do zależności – żadna para monitorów nie da nam prawdziwego obrazu tego, co dzieje się w miksie, jeśli jest umieszczona w nieodpowiednim pomieszczeniu. Powtarzałem to wielokrotnie. Niestety spotykam się nagminnie z tym, że ktoś chce zmienić monitory na lepsze, a nawet nie wspomina o adaptacji. Mija się to z celem i do profesjonalnego brzmienia nas takie podejście nie doprowadzi, niestety…

Inna ścieżka, którą lubią co niektórzy podążać, czyli miksowanie na słuchawkach – ma zapewne kilka zalet (nikt z otoczenia nie musi słuchać efektów naszej pracy), ale niesie też wiele ryzyka. Napisałem o tym nieco więcej w TYM ARTYKULE. Powstały wprawdzie wtyczki czy programy (a nawet sprzęt) do symulowania prawdziwego środowiska odsłuchowego dla tych, którzy wiecznie pracują na słuchawkach, ale one są tylko zamiennikiem i półśrodkiem.

Stuprocentowo dokładne nie będą nigdy, bo dokładna jest ponoć tylko rzeczywistość (jakkolwiek dennie to nie brzmi) i póki co, nie istnieje sposób wiernego jej odzwierciedlenia za pomocą takich pudełek jak Focusrite VRM Box czy wtyczek typu 112dB Redline Monitor. Owszem, mogą być w pewnym stopniu pomocne, ale pamiętajmy – rozmawiamy o różnicach między warunkami idealnymi, a rzeczywistością. Natomiast ratowanie się półśrodkami, choć bywa pomocne – nie jest tym samym, co prawdziwe środowisko odsłuchowe. I to nie tylko w teorii. Sam posiadam VRM, ale i monitory w zaadaptowanym pomieszczeniu i choć w jakimś stopniu to pudełeczko potrafi mi czasem dopomóc, to bez monitorów czułbym się po prostu zagubiony.

6 – Sprzęt (ogólnie)

To jest temat rzeka i czasem ciężko w tej kwestii powiedzieć coś definitywnego i jednoznacznego… Zacznijmy może od tego, że zasada pod tytułem „im sprzęt droższy, tym lepszy” często nie ma zastosowania. Ale nie oszukujmy się – mikrofon do karaoke to nie Telefunken, a mikser Alto czy Phonic to nie Neve czy SSL. A z drugiej strony – nie dajmy się zwieść audiofilskim przekrętom w postaci np. podstawek pod kable za grube siano, które dla poprawy dźwięku robią tyle, ile cykl rozrodczy komarów dla rozwoju literatury.

Sporo da się obejść, przeskoczyć, do niektórych braków przyzwyczaić, ale miejcie na względzie, że bardzo istotnym czynnikiem jest też komfort, wygoda pracy, niezawodność sprzętu – to wszystko przyspiesza i ułatwia pracę. Nigdzie nie jest powiedziane, że za pomocą nieco słabszych narzędzi nie uzyskamy zadowalających rezultatów, ale wyposażenie z wyższej półki znacznie całą sprawę ułatwia.

W kwestii brzmienia sytuacja jest nie do końca oczywista, bowiem wiecie doskonale, że na nieco słabszym sprzęcie też można uzyskać bardzo dobre wyniki, ale zwykle trzeba się więcej napracować i nie zawsze się to uda. Poza tym, na rynku zwykle istnieją tańsze zamienniki droższych narzędzi, które też potrafią sobie dobrze radzić. Ale czasem, niestety pewnych ograniczeń sprzętowych po prostu przeskoczyć się nie da i trzeba pomyśleć o zakupie czegoś z wyższej półki – i to nie tylko ze względu na walory brzmieniowe, ale i wspomniany komfort pracy czy elastyczność i wielozadaniowość danego modelu.

Natomiast kwestią kluczową jest to, że nie mając warsztatu, wiedzy i doświadczenia, nawet na najlepszym sprzęcie nie uzyskamy powalającego brzmienia. Dopiero kombinacja zdolności i narzędzi jest drogą do osiągnięcia sukcesu.

A jak patrzeć na kwestię sprzętu z punktu widzenia ideału i rzeczywistości?

Osobiście uważam, że nasz osobisty rozwój powinien iść w parze ze zdobywaniem coraz to nowszego/lepszego sprzętu. Myślę bowiem, że najgorsza jest w tej sprawie dysproporcja, tzn. mamy powiedzmy osobnika, który dysponuje hangarem sprzętu, ale nic znaczącego nie potrafi z nim zrobić (to rzadkość, ale znam takich osób kilka, a jedną osobiście). Ten przypadek to oczywiście ekstremum, ale tylko dowodzi temu, że sprzęt sam nic nie zrobi.

Bywają też przypadki, że mamy do czynienia z osobą bardzo zdolną, świadomą i utalentowaną, która dysponuje podstawowymi narzędziami (może poza wyższej klasy preampem i mikrofonem), której stacją roboczą jest jakiś archaiczny Cubase SX3 postawiony na Windowsie 98. Nie pamiętam w tej chwili imienia i nazwiska osobnika, o którym mowa, ale był o nim swego czasu długi artykuł w którymś z brytyjskich magazynów – Computer Music, Future Music czy Sound On Sound. Co ciekawe, pan ten ma na koncie kilka wybitnych osiągnięć i aż dziw bierze, że do ich zrealizowania używa sprzętu, który dziś spokojnie można by już w muzeum wystawiać 😉

Jeśli jednak odczuwamy nieodpartą potrzebę wydania grubszej gotówki na sprzęt, niech będzie to (poza dobrym odsłuchem) inwestycja w tor nagraniowy (mikrofon + preamp), bo to da nam prawdopodobnie najbardziej słyszalną poprawę.

Przypadek wspominanego pana, to kolejny dowód na to, że sprzęt to tylko kropla w morzu, a kwadryliard innych elementów jest bardziej istotny. Ale znów dygresja mnie pochłonęła…

Jak więc mają się realia do środowiska optymalnego?

Zgodnie z tym co napisałem nieco wyżej, kwestia sprzętu jest troszkę bardziej zawiła. Rozwój technologiczny doprowadził nas do miejsca, w którym możliwości większego studia (pod względem samego sprzętu, oczywiście) można upchać do obudowy jednego czy dwóch urządzeń. Rozdzielczość nagrywanych ścieżek może być większa niż ktokolwiek jest sobie w stanie to wyobrazić, a moc obliczeniowa naszych komputerów, która przekłada się na możliwości i komfort pracy – przebija wielokrotnie to, z czym zmagać musieli się realizatorzy minionych lat.

Czy w tej sytuacji jakość naszego sprzętu przestaje mieć znaczenie?

Nie do końca. Jeśli spełnimy wszystkie poprzednio wymienione (oraz kolejne) warunki, to dobrej klasy sprzęt doda te ostatnie kilka procent do brzmienia naszych produkcji. Duże studia nagrań dysponują zwykle narzędziami z najwyższej półki, ale ma to sens tylko dlatego, że wszystkie inne warunki są spełnione. Jeśli więc i my pójdziemy drogą ulepszania każdego z opisywanych elementów, to również sprzęt się na takiej liście powinien znaleźć. Ale nie wcześniej, bo inaczej traci to sens. Naprawdę niepotrzebne nam będą super-drogie preampy, gdy nie mamy odpowiedniej adaptacji. Na nic nam będzie Neumann U47, gdy nie mamy pojęcia o pozycjonowaniu mikrofonów. I tak dalej…

Ale przyjmijmy, że spełniamy pozostałe warunki, a jedynym słabym ogniwem w naszej pracowni jest budżetowy mikrofon czy inny kawałek sprzętu. W takim wypadku, upgrade do czegoś lepszego jak najbardziej nabiera sensu i tylko wtedy powinniśmy w sprzęcie upatrywać możliwości poprawy brzmienia. Inaczej wyrzucimy w błoto mnóstwo gotówki, a większej poprawy niestety nie poczujemy.

7 – Muzycy i wykonanie

Już o tym nieco wspominałem. I ten aspekt leży bardziej po stronie artystycznej niż technicznej, jednak pominąć go nigdy nie wolno, bo jak wiemy – muzyka i jej wykonanie, to podstawa udanego utworu. Wszystkie inne kwestie bledną przy tym, jak istotny jest sam utwór (jego kompozycja, budowa, aranżacja, instrumentarium, etc) oraz to, jak dobrze został wykonany (zagrany, zaśpiewany) i w końcu zarejestrowany. Niezmienne od lat jest to, że dobry muzyk zawsze zabrzmi lepiej od słabego. Magia jest w umiejętnościach (czy talencie) człowieka, a nie studyjnych klockach.

Pamiętam jak kiedyś natrafiłem w sieci na film, na którym ogromny fan pana znanego jako Zakk Wylde (to taki słynny gitarzysta) do tego stopnia chciał uzyskać to samo brzmienie, co jego idol, że zaopatrzył się dokładnie w ten sam sprzęt. No i zaczęło się… wziął na ruszt jakiś riff swojego ulubieńca i pełen nadziei chciał zabrzmieć tak samo, jak jego guru. Niestety, palce i nadgarstki nie te same i mimo tego samego setupu, jedno od drugiego różniło się niemiłosiernie. Chłop jakoś bardzo źle nie grał, ale do Zakka zabrakło mu jeszcze jakieś 10 lat ćwiczeń…

Co więc jest ideałem, a co rzeczywistością?

Może zabrzmię brutalnie, ale wolę szczerość od mydlenia oczu. Prawda jest taka, że opanowanie gry na instrumencie czy zdolność komponowania, aranżowania i ogólnie pojętej ekspresji muzycznej to elementy, które stanowią o kolosalnej różnicy między domorosłymi muzykami, a ich idolami. Wiem, że tym stwierdzeniem Ameryki nie odkrywam, ale za często spotykałem się z sytuacją, gdy ktoś prosił mnie o ocenę swojej twórczości (głównie brzmienia czy ogólnie miksu), a okazywało się, że było zagrane krzywo i niedokładnie czy zaśpiewane nieczysto i bez emocji. Choćby sam Andrew Scheps miał to miksować, to taki twór muzyczny niczego by nigdy nie zwojował.

Miejcie więc proszę na uwadze, że domowe produkcje bardzo często odstają od tych profesjonalnych, bo najzwyczajniej w świecie brak nam umiejętności muzycznych. Tutaj rozwiązanie jest bardzo proste – trzeba dużo ćwiczyć, grać, próbować. Do upadłego. Nie możemy oczekiwać, że po roku czy dwóch latach gry na instrumencie będziemy grać jak wirtuozi. Podobnie z tworzeniem muzyki w całości w komputerze – układanie klocków MIDI i dopracowywanie detali związanych z każdym aspektem brzmienia to czynności, które trzeba długo praktykować i ciągle się rozwijać.

Podobnie z obecnym zalewem raperów. Jest Was całe zatrzęsienie, a tylko nieliczni pracują nad swoim warsztatem. Reszta bezsensownie skupia się na nic nie znaczących detalach, jak mikrofony lampowe (bo ktoś tam na takim nagrywa), mastering czy inne bzdury, które obchodzić Was powinny dopiero wtedy, gdy muzyka i wykonanie będą na wyższym poziomie. Dopóki nie będziecie umieli poruszyć ludzi swoimi tekstami i przede wszystkim ich wykonaniem, dopóty będziecie tkwić w miejscu, a Wasze produkcje nie wskoczą na wyższy level.

I to się jak najbardziej tyczy też wszystkich innych muzyków. Ja mogę Wam truć godzinami o technikach produkcji, ale pamiętajcie, że one są tylko uzupełnieniem powalającej muzyki. Jeśli jesteście jednocześnie muzykami i realizatorami, to już w ogóle macie podwójnie trudno…

Wszystko zawsze zaczyna się od porządnie napisanego i wykonanego utworu! To się nigdy nie zmieni i każdy muzyk, wokalista, raper, kompozytor czy producent bitów powinien o tym pamiętać!

W ostatniej części artykułu poznamy jeszcze kilka elementów, które decydują o tym, jak bliscy jesteśmy (i możemy być) warunkom optymalnym.
Zostawić komentarz ?

12 Komentarze.

  1. Propos ścieżek…

    Ja podczas nagrywania śladów zawsze staram się mieć w głowię wizję tego, jak to finalnie zabrzmi. Jeśli podczas nagrywania udaje mi się osiągać powoli to, czego oczekuję na samym końcu, to znak dla mnie, że będę miał mniej roboty w miksie- co zaowocuje lepszym efektem końcowym.

  2. Artykuł na medal! Takie informacje powinny wisieć na każdych stronach związanych z realizacją dźwięku 🙂 Świetna robota Igorze, czekam na trzecią część 😉

  3. Ostatnio na You Tube oglądałem filmiki poruszające temat plagiatów ijest ich cała masa nawet w znanych przebojach,ale ja akurat nie o tym.Nieraz bywa tak,że ktoś skąponuje naprawdę coś pięknego,a potem dopiero trzecia wersja plagiatu staje się przebojem.Dlaczego?Bo dopiero w tej trzeciej wersji piosenka natrafiła na właściwego wokalistę,aranżera,inżyniera dzwięku czy wreszcie ktoś nagrał ją w warunkach przynajmniej zbliżonych do idealnych,więc życie pokazuje,że warto się starać,aby w przyszłości nie usłyszeć swej piosenki w obcym i lepszym wykonaniu.Bo nigdy nic nie wiadomo.

    • Ja bym powiedział, że kawałek staje się przebojem gdy znajdzie przede wszystkim odpowiedniego promotora, który znajdzie odpowiednią gwiazdeczkę, która w odpowiednim momencie pokaże to czy owo albo prześpi się z tym czy owym. Bo na końcu tych wielkich przebojów na komórkach słuchać i tak będą ci którzy nie odróżniają C od Cis

    • Takie sytuacje moim zdaniem dowodzą tego, że można napisać ciekawy utwór pod względem kompozycji, melodii, etc., ale nienajlepiej go zaaranżować, źle dobrać instrumenty, brzmienia, nie wstrzelić się w obowiązujący w danym czasie trend, itd. Jak ktoś rozeznany w sytuacji weźmie później taki utwór na warsztat i go dopieści, to można mieć niezłego hiciora. Inna rzecz, że te przeróbki nie zawsze są plagiatem, bo często są wykonywane zgodnie z obowiązującym prawem autorskim (czy za zgodą autora – jak kto woli).

  4. Tak.Albo kiedy już mleko się wyleje to dwóch panów idzie na ugodę sądową i taki hicior-plagiat istnieje już legalnie,bo twórca utworu otrzymał to co mu się prawnie należało.

  5. Siemka. Mam pytanie co do znienawidzonych pianek akustycznych. Mam piwnice o.5x4m.
    Lecz jest bardzo niska i nie ma jak na suficie zainstalować wełny. Jedynie wchodzi w grę 2/3 cm pianki. Tylko pytanie czy to choć troszkę wygłuszy pomieszczenie na suficie : zmniejszy hałas na górnych pomieszczeniach i w ostatecznym znaczeniu polepszy akustykę pomieszczenia.
    Gram na gitarze, basie i perkusji, ale głównie chodzi mi o dźwięk z perki, zniweluje ja troszkę .
    Ściany wygłuszam wełną, a na nią ovata.
    Proszę o pomoc i dzięx z góry za odpowiedzi.

    • Pianka na suficie wiele nie zdziała, co najwyżej lekko wytłumi średnie i wyższe częstotliwości, co raczej pozytywne dla akustyki nie będzie. A już w ogóle nie ma siły, żeby zrobiła coś dla izolacji. Więc hałas na górze będzie jaki był. Szczególnie przy grze na perkusji.

  6. A jest jakaś tania i w miarę podobna alternatywa?

Zostaw komentarz