Warunki Idealne a Rzeczywistość, Cz. 1

Zapewne nie jeden raz zastanawialiście się, co tak naprawdę wpływa na to, że jedne produkcje brzmią powalająco, inne są powiedzmy takie sobie, a jeszcze inne wręcz wstyd ludziom pokazywać.

Albo – dlaczego pomimo dowodów, że pianki są słabym elementem adaptacji – ludzie i tak nadal je kupują? Jeszcze inna rzecz – dlaczego teoretycznie „najlepsze” polskie produkcje nie brzmią tak dobrze, jak te ze Stanów czy z Wielkiej Brytanii?

Niby na każde z tych pytań można podać proste odpowiedzi w stylu: „bo ludzie som gupi”, „bo ludzie hajsu i sprzętu ni majo”, „bo talentu czy ciężkiej pracy brak” czy inne tego typu oczywistości 🙂

Prawda jest jednak taka, że za tymi wszystkimi różnicami zwykle stoi kombinacja bardzo wielu czynników. Ale nie lękajcie się – nie będę próbował odpowiadać na te pytania. Pragnę jedynie podkreślić, że istnieje spora przepaść między tym, jakie warunki byłyby idealne do tworzenia i produkcji utworów, a jak wygląda rzeczywistość w tej materii. Głównie rzeczywistość domowego studia, rzecz jasna.

Gdzie stoimy w starciu Ideał Vs. Rzeczywistość?

Jeśli czytacie bloga od jakiegoś czasu, to wiecie, że zazwyczaj opisuję sytuacje optymalne, takie do których powinniśmy dążyć. Pozwólcie, że wyjaśnię:

    • Jeżeli piszę o adaptacji i absorberach szerokopasmowych, to nie znaczy, że inne elementy czy materiały się do niczego nie nadają. Po prostu nie uzyskamy dzięki nim takiej skuteczności, jak w przypadku wełny mineralnej. I sporo osób korzysta z innych materiałów, nie wiedząc (bądź co gorsza – wiedząc), że istnieją lepsze rozwiązania, ale z różnych przyczyn nie sięgają po nie. Mhm…
    • Inny przykład – nietrudno dostrzec, że jestem wielkim zwolennikiem interfejsów audio. Ale czy to oznacza, że na słabiutkim mikserze z dwoma iksami w nazwie nie da się nagrać wokalu? Ależ skąd! I znów – są znacznie lepsze brzmieniowo rozwiązania (i czasem wcale nie droższe), aczkolwiek z różnych powodów – nie one są wybierane. Mhm…
    • Jeszcze inny przypadek – zawsze powtarzam, że jeśli jest możliwość, to lepiej aby mastering wykonywała inna osoba, niż ta, która dany utwór miksowała (lub miksował go ktoś inny niż nagrywał). Benefitów z takiego dystrybuowania zasobami jest sporo, ale tu nie czas i miejsce na ich wyjaśnianie. Jak się okazuje, mnóstwo osób realizuje utwory od początku do końca samemu. I w sumie trudno się dziwić – dać się da, ale czy to na pewno dobra droga?

I można by tak jeszcze trochę powymieniać przykładów, ale przecież nie w tym rzecz. Myślę, że już łapiecie koncepcję i rozumiecie, co mam na myśli pisząc o warunkach optymalnych. Taka myśl przyświecała mi od samego początku prowadzenia Zakamarków, w każdym artykule. Staram się pokazać, jak byłoby idealnie, ale rozumiem, że czasem nie mamy możliwości pójść daną drogą i trzeba znaleźć jakąś alternatywę. Wybaczcie, że dopiero teraz postanowiłem to bardziej szczegółowo wyjaśnić 🙂

Ja naprawdę bardzo bym chciał, aby każdy z nas mógł sobie pozwolić na tworzenie w idealnym środowisku, ale jak zapewne doskonale sami wiecie – zawsze czegoś brakuje, coś jest nie tak, czegoś nie wiemy, nie umiemy, nie znamy, nie posiadamy, nie rozumiemy, źle robimy, etc. Właściwie na każdym etapie produkowania utworu można obrać różne drogi. Jedne będą lepsze, inne gorsze, a jeszcze inne – po prostu inne… Często posiłkujemy się obejściami, półśrodkami, pracą na skróty, a w rezultacie otrzymujemy namiastkę dobrego brzmienia i nie bardzo wiemy, jak temu zaradzić.

Nie mówię, że zawsze tak jest i zawsze będzie, bo wiadomo – niektórym wychodzi to lepiej, innym trochę gorzej. To akurat jest normalne. Chciałbym jednak, aby każdy kto zabiera się za tworzenie czy miksowanie muzyki, był świadom tego, że niektórych aspektów związanych z produkcją pominąć nie wolno, a próby ratowania się zamiennikami na każdym kroku raczej do chwały nas nie doprowadzą.

Im mniej ustępstw w naszym podejściu – tym lepiej.

No dobrze, ale jak się w tym połapać? Jak unikać pułapek? Na co zwracać uwagę? Spróbuję poniżej wypunktować i krótko opisać kilka najważniejszych kwestii, które mają realny wpływ na to, jak nasza muzyczna i realizacyjna rzeczywistość mogłaby zbliżyć się do ideału.

1 – Adaptacja akustyczna

Idealnie byłoby mieć spore, kompleksowo zaadaptowane pomieszczenie w oparciu o szczegółowe pomiary i z użyciem odpowiednich materiałów. Rzeczywistość jest jednak taka, że młodzi nadal wpychają się do klaustrofobicznych kabin, które wyklejają piramidkami…

Jeśli już bardzo chcecie się odizolować od sąsiadów czy domowników i nie macie za bardzo wyjścia, to niech chociaż te kabiny będą jak największe i bez pianek, a z wełną. A w przyszłości celujcie w duże, otwarte przestrzenie i w takowych róbcie swoje studio. Nagrywane ślady lubią jak jest wokół nich dużo miejsca. Dlatego zawsze radzę adaptować pomieszczenie kompleksowo (tzn. minimum 20-30% powierzchni) – szczególnie, jeśli jest rozmiarów typowego pokoju, a nie na siłę budować klaustrofobiczne „kibelki”. Z resztą, zróbcie prosty test:

Włóżcie swe paszcze do pustego kubka od herbaty i spróbujcie w nim głośniej pośpiewać. Zamiast trzymać go za ucho, obejmijcie go wewnętrzną częścią dłoni i poczujcie, jak cały drży, kiedy wydajecie z siebie dźwięk. A teraz wyłóżcie jego wnętrze jedną warstwą papieru toaletowego, powtórzcie śpiew czy inny ryk i spróbujcie poczuć różnicę…

Wyłożenie kabiny piankami robi tyle dobrego dla akustyki, co papier dla zatrzymania drżeń kubka, czyli NIC (choć powinienem użyć słowa bliżej związanego z papierem toaletowym). Mało tego, przysparza nowych problemów. O szczegółach pisałem TUTAJ.

W dużych studiach czasem stosuje się specjalne pomieszczenia do nagrywania wokalu, ale z reguły są one naprawdę duże i pianką niewypełnione. A inna, równie dobra, a czasem i lepsza opcja – to po prostu nagrywanie wokalu w dużym liveroomie – to jest luksus i komfort, a i brzmienie nie jest jakieś stłamszone i ściśnięte. Polecam kiedyś spróbować.

2 – Izolacja

Choć mała kabina nie jest dobrym rozwiązaniem dla akustyki, to jeśli zgodnie z zaleceniem z punktu powyżej, zrobimy ją dość dużą (typu minimum jakieś 15-20m kw.) i nie wyłożymy jej piankami, ale wełną – to już da się w niej znośnie nagrywać. Jeśli dodatkowo odizolujemy ją od pokoju (od podłogi, sufitu i ścian) – tak, aby stała się czymś w rodzaju „pomieszczenia w pomieszczeniu”, czyli nie stykała się bezpośrednio z żadną z powierzchni, a ściany, drzwi, ewentualna szyba, wentylacja i wszelkie inne łączenia będą szczelne – to zrobimy również sporo dla izolacji.

Pamiętajcie, że wszędzie tam, gdzie może przedostać się powietrze, przedostanie się też dźwięk. Mało tego, fale akustyczne z przenikaniem przez cienkie ściany też sobie radzą bez problemu, szczególnie w przypadku niskich częstotliwości.

I choć na pewno warto wykorzystać taką odseparowaną dużą kabinę, to nadal jest to do pewnego stopnia rodzaj półśrodka, który nie zastąpi betonowych ścian, pływających podłóg i całego procesu związanego z budową od podstaw pomieszczenia z przeznaczeniem do nagrywania.

3-Mikrofon

Na rynku jest ogrom opcji jeśli chodzi o ten element wyposażenia studia. Jeżeli nagrywamy głównie wokal i czasem jakiś instrument akustyczny, to naprawdę warto zainwestować w jakiś porządny model mikrofonu pojemnościowego. I nie mówię, że musimy zaraz 10 tysięcy złotych na Neumanna wydawać, ale postarajmy się i uzbierajmy nieco więcej niż te często graniczne 400zł. A „lepszy” mikrofon wokalowy, to przede wszystkim taki, który nie ma przesadnie wyeksponowanej góry pasma, bo takowa jest wszechobecna w niemal każdym tanim ‘chińczyku’, brzmi naturalnie i co najważniejsze – pasuje do naszej barwy głosu.

I teraz jak się to ma do warunków idealnych?

Otóż jeden dobry mikrofon jeszcze cudów nie zdziała. I nie chodzi bynajmniej o to, by mieć dwa i nagrywać wokal w stereo na dwa mikrofony… 🙂 Różnica między naszą domową pracownią, a poważnym studiem jest taka, że w nim znajdziemy przede wszystkim – WYBÓR mikrofonów. I nie do końca rozchodzi się o wybór bardzo drogich mikrofonów czy o szpanowanie listą sprzętu, co o dostępną paletę brzmienia.

Trąbiłem już o tym, że mikrofon należy dopasować do konkretnego głosu i taką przewagę mają nad nami dobrze wyposażone studia – dają nam możliwość wyboru i dopasowania. My, dysponując w domu jedną, nawet porządną sztuką, jesteśmy jednak nieco ograniczeni. Jeszcze pół biedy, gdy zawsze nagrywamy tylko swój głos (do którego udało nam się znaleźć odpowiedni mikrofon), ale w zderzeniu z innymi wokalistami, jeden (nawet najdroższy) mikrofon może się po prostu nie sprawdzić. Co wtedy mamy począć? Kupić kilka porządnych i drogich mikrofonów? Chyba taniej by wyszło wynająć dobre studio… I to kolejny punkt na korzyść porządnego, idealnego środowiska.

Inne rozwiązanie, to po prostu nagranie tym, co mamy i ewentualne korygowanie brzmienia już wewnątrz DAW. Możemy w tej kwestii sporo zdziałać np. korekcją, ale trzeba mieć na względzie, że każde ingerowanie w sygnał po nagraniu w jakimś stopniu go degraduje. Jeśli mamy tendencję (lub przymus) do używania sporej ilości EQ i to na każdym śladzie, to niestety trochę tym procesem śladom zaszkodzimy. Oczywiście nie do poziomu niesłuchalności, bynajmniej, ale znacznie lepiej byłoby, gdybyśmy już u źródła zarejestrowali zbliżony do jakiegoś tam ideału sygnał, a ewentualnej korekcji użyli w ilościach jak najmniejszych.

Pamiętam jakiś jeden ze swoich pierwszych miksów, gdzie nie żałowałem korekcji na bębnach – zarówno na pojedynczych elementach, jak i sumie tej perkusji. I mówię o naprawdę sporych ilościach podbić i podcięć. Mało tego, większość tej korekcji wykonywałem ślad po śladzie w trybie solo. Jak już skończyłem i dowaliłem jeszcze korekcję na sumie bębnów, to trochę miałem zdziwioną minę.

Niby osiągnąłem fajną separację, każdy element bębnów był w pewnym stopniu klarowny i niby brzmiało to w porządku, ale bardzo słyszalne były artefakty zastosowania aż tak dużych wartości i ilości wpiętych wtyczek EQ (coś jakby się fazowało i brzmiało dziwnie „pusto”). Jak pominąłem wszystkie instancje EQ, to efekt uboczny oczywiście natychmiast zniknął, ale bębny już nie brzmiały tak klarownie.

Wniosek – trzeba je było lepiej nagrać…

No właśnie… I tutaj możemy przejść do kolejnego punktu, dotyczącego przepaści między warunkami idealnymi, a rzeczywistością. O nim (i kilu kolejnych) porozmawiamy w następnej odsłonie artykułu.
Zostawić komentarz ?

17 Komentarze.

  1. Super artykuł, na uwagę bardzo zasługuje ostatni punkt. Jeśli coś jest od początku źle nagrane, to w DAW tak naprawdę można więcej zepsuć niż poprawić, szczegónie jeśli chodzi o początkujących. Gdy zaczynałem przygodę z tą dziedziną muzyki to również popełniałem wiele błędów przy nagraniach (pewnie nadal sporo popełniam 😆 ) ale gdy za wszelką cenę starałem się to poprawiać w DAW zamiast nagrać ponownie to wychodziło z tego jedno, wielkie G. Czyli dobrze nagrany surowy ślad to podstawa.

  2. Ja właśnie noszę się z zamiarem adaptacji akustycznej mojego “studio”. Chodzi tylko o ograniczenie odbić w trakcie odsłuchu, izolacja od świata zewnętrznego niewymagana (nie nagrywam, wszystko robię “in the box”). Jesteś w stanie podać mi kilka produktów/firm, na które warto zwrócić uwagę? (po prostu jako referencję, żeby mieć do czego się odnieść w trakcie wyboru) Nie mam żyłki konstruktora, dlatego celuję w gotowe rozwiązania.

    • Liczy się nie tyle konkretna firma czy producent, ile materiał, z którego wykonane będą panele. Tak długo jak jest to wełna mineralna – możesz brać od dowolnego producenta. A jak chcesz wesprzeć rodzimy rynek, to proponuję podpytać Akysza – on tego ustrojstwa buduje sporo i z własnego doświadczenia wiem, że działa bardzo dobrze.

  3. Igor – a umiałbyś komuś dobrać mikrofon pod głos i zadany typ zastosowań? Bo samemu to wiesz jak jest – “nie powinno robić się masteringu własnego głosu”. A dobór mikrofonu jest trochę właśnie jak mastering.

    • Jak byś miał tego kogoś obok siebie, a przed nim ustawione kilka mikrofonów, to bez problemu usłyszałbyś, który wariant w danym przypadku brzmi najlepiej. W teorii czy na odległość to można sobie tylko gdybać. A “masteringu głosu” to się w ogóle nie robi, bo coś takiego nie istnieje…

  4. …ale się robi mastering całości zawierającej głos (i to jest kontekst głosu).

    Natomiast nie zgodzę z tym co mówisz, bo kiedy robisz mix/mastering czyjejś muzyki – to równie preferencyjny jest wariant gdy twórca siedzi obok i kiwa głową (z radości lub z politowaniem, zależnie co mu tam wymodzisz), jak wariant w którym klienta odsyłasz do domu i zabierasz się za swoją robótkę.

    Więc nie mówimy o gdybaniu. Mówimy o konkretnym profilingu, a podejście jest analogiczne jak przy pracy z monitorami studyjnymi. A swoją drogą, o ile pamiętam – są chyba jakieś programy udające rozmaite mikrofony? (konwertowane z zapodanych źródłowych referencyjnych, żeby nie było że z powietrza).

    • “…ale się robi mastering całości zawierającej głos (i to jest kontekst głosu)”
      No więc mastering jest całości, nie samego głosu. Głos możesz wmiksować w resztę czy go obrobić, ale mastering robisz już na całości materiału odpowiednio zmiksowanego w jeden twór.

      Jeśli chodzi o naśladowanie innych mikrofonów, to z niecierpliwością czekam na produkt Stevena Slate’a, bo dotychczasowe znane mi rozwiązania w tym temacie to był raczej śmiech na sali, a jego pomysł wydaje się póki co najsensowniejszy. Zobaczymy, jak to będzie działać w rzeczywistości, bo w tym temacie jest bardzo dużo czynników, które będą miały wpływ na wierne odtworzenie symulowanych zestawów (mikrofon+pre).

      Co do miksu czy masteringu czyjejś muzyki, to nie za bardzo zrozumiałem, co masz na myśli i jak to się ma do mojej wypowiedzi.

    • …i jeśli całość jest nagraniem lektorskim (audiobook, wykład, etc.), to wówczas mówimy o masteringu samego głosu, jeśli nie ma podkładu muzycznego w tle.

      Ale ogółem chodzi mi o wyłapywanie cech charakterystycznych łączących mikrofony z daną próbką głosu. Tak samo jak “na słuch” można się nauczyć monitorów studyjnych – tak samo “na słuch” można się nauczyć mikrofonów, jako “nakładek” na próbkę głosu w ujęciu konkretnego zastosowania (lektoring, hardrock, chórek kościelny, etc.).

      Napisz cóś więcej o tym produkcie Stevena Slate’a, co ma nadejść.

      “Co do miksu czy masteringu czyjejś muzyki, to nie za bardzo zrozumiałem, co masz na myśli i jak to się ma do mojej wypowiedzi.”

      yymmm… Albo klient siedzi koło Ciebie, gdy majstrujesz na śladach (i wted masz bezpośredni feedback w związku z tym co robisz), albo klienta gonisz do domu żeby się nie wcinał w proces twórczy. Zwykła najzwyklejsza dygresja i trochę analogiczna w temacie (albo gościa do dopasowania mikrofonu masz pod ręką, albo nie – a praca jest i tak wykonalna; relatywizm). A co innego miałem mieć na myśli? 🙂

    • No widzisz, trzeba więc w przyszłości dokładnie formułować wypowiedzi, co by nie było nieporozumień. A akurat mastering jest takim pojęciem, którego bardzo wiele osób nadużywa albo stosuje w złym kontekście.

      Ciężko na sucho opisać barwę i tembr głosu, a potem zgadnąć jak się zachowa z konkretnym mikrofonem, który też ma jakieś tam dane brzmienie. Przynajmniej ja tak nie umiem zrobić. Można wprawdzie bazować na bardzo ogólnych założeniach, typu niski/wysoki czy piskliwy/nosowy głos i coś typu ciemny czy jasny mikrofon, ale to tylko ułamek finalnego brzmienia i wszystkich elementów, które będą miały znaczenie w kontekście całości. Nie patrzyłbym raczej na to od strony “nakładki” na głos, bo chyba trudno by było sobie w głowie wyobrazić (a tym bardziej usłyszeć) co wyniknie z wzajemnego nałożenia się na siebie dwóch elementów, z których każdy ma jakieś swoje unikalne walory. Więc możesz się jak najbardziej nie zgadzać, nie mam z tym problemu. Moje stanowisko jest po prostu takie, że jak nie sprawdzisz w realnej sytuacji nagraniowej czy mikrofon pasuje do danego głosu, to inaczej (czyli w teorii) ciężko Ci będzie znaleźć optymalne rozwiązanie. I to dla mnie jest gdybaniem, a nie rzeczywistą wartością.

      Ja zrozumiałem CO napisałeś, ale nie chwyciłem,JAKI ZWIĄZEK miało to z dotychczasową rozmową. Teraz wyjaśniłeś, że to dygresja 🙂 Choć i tak nie bardzo podoba mi się taka analogia, bo co innego majstrowanie przy śladach, a co innego dobór mikrofonu. Chociażby z tego względu, że efekt miksu ma się przede wszystkim klientowi podobać (i nieważne czy kiwa głową z zachwytu siedząc obok Ciebie, czy wychwala Cię pod niebiosa w słuchawce czy na ekranie monitora) – dla mnie jedno i to samo. A z doboru mikrofonu masz być zadowolony Ty, jako realizator, bo on ma Ci w połączeniu z czyimś głosem dawać wszystko to, czego oczekujesz od dobrego brzmienia danego nagrania. Nie mam pojęcia więc jak ma się w praktyce dobieranie mikrofonu na odległość. Dla mnie to pozostaje gdybaniem i abstrakcją.

      A żeby jeszcze bardziej sprawę ubarwić – nieraz nagrywa się na dalekich od ideału setupach, a potem w miksie się kręci bardzo mocno inne brzmienie, więc cały wywód może być równie dobrze uznany za wart tyle, ile obietnice polityków 🙂

      I to też jest bardzo wymowne w kontekście warunków idealnych, a tego jak jest w rzeczywistości…

      O produkcie Slate’a najlepiej opowie Ci sam autor:
      http://www.slatedigital.com/vmspreview/

    • Widzisz Igor, wyszedł z Ciebie teoretyk tym razem :mrgreen: i mało brakowało, a byśmy się na słówka licytowali.

      Masz na co dzień do czynienia z rozmaitym sprzętem (ja dla odmiany pracuję w warunkach dalekich od ideału, nie mam Twojego komfortu) i zakładam, że nauczyłeś się rozpoznawać cechy charakterystyczne tego sprzętu. I nie mówię o gustach i guścikach, tylko o tym, że mimo tego całego relatywizmu – gdy złapiesz się za jedno odniesienie, wówczas pozostałe punkty stają się “trwałe” (fixed) względem niego. Zakładam też (tu mogę się mylić), że masz na tyle “złote ucho”, że potrafisz czerpać z tego co wyławiasz. Czyli – nazywać rzeczy po imieniu, interpretować zjawiska, zestawiać fakty (…a jeśli nie ma na to języka – to umiesz go opracować). Tymczasem czytam o teoretycznym teoretyzowaniu na temat praktyki. Wykrzesaj z siebie odrobinę polskiej innowacji i pokaż, że można inaczej, że można więcej. Sorry że Cię “szturcham”, ale… tak trzeba. 🙂

    • Miałem napisać jedno, dwa zdania, ale potem uznałem, że nie zawrę w nich wszystkiego, co chcę Ci powiedzieć, także tego…

      1. Przede wszystkim, pisz jaśniej, bo znów przestaję łapać, o co Ci konkretnie chodzi 🙂 “Można inaczej, można więcej” – tzn. jak? I więcej czego? Określ się.

      O stronie praktycznej Ci napisałem – mikrofon ustaw przed wokalistą/lektorem, nagraj, posłuchaj. Potem czynność powtórz z innymi mikrofonami. Na koniec usiądź w spokoju i przesłuchaj wszystkie próbki. Finałem procesu jest wybór najlepiej brzmiącego połączenia. (Jeśli robisz wokal do piosenki, to odsłuchu dokonuj w kontekście utworu). Zrób notatki na przyszłość. Może będą coś warte, a może nie. Przekonasz się sam 🙂 I tyle. Co tu jeszcze można napisać o stronie praktycznej doboru mikrofonu?? Dla mnie jest to jedyna, prawdziwa i trafna droga do uzyskania najlepszej (bo własnej) opinii popartej przykładem.

      Piszę o teorii, bo o praktyce masz wszystko powyżej. Teraz trzeba w tej kwestii zadziałać, a nie więcej czytać, bo w ten sposób odpowiedzi nie znajdziesz.

      2. Przez moje ręcę i moje studio przeszła jakaś ilość sprzętu, ale nie wielce różnorodnego. Poza tym, nie miałem go wystarczająco długo, żebym na zawsze zapamiętał każdy walor odróżniający jakiś jeden model od drugiego. Tym bardziej, że na podobnych półkach cenowych sprzęt z tej samej grupy różni się brzmieniowo tylko w nieznacznym stopniu, jeśli w ogóle. Jasne, że kilka rzeczy wryło się od razu w pamięć (szczególnie sprzęt z wyższej półki, acz też nie zawsze), ale różnice w pozostałych przypadkach były po prostu mało istotne. I z praktycznego punktu widzenia – pomijalne. Często też dochodzi kwestia podekscytowania i nieracjonalnej oceny sytuacji. Szczególnie, jeśli sprzęt jest nowy/drogi/ceniony. O tym można by książkę napisać, a ja tu nie będę zbytnio teoretyzował. Specjalnie dla Ciebie 😉

      Za to obcowanie z różnym sprzętem nauczyło mnie jednej, bardzo ważnej rzeczy – założenia nie zawsze sprawdzają się w prawdziwej sytuacji. Tobie czy mi się może wydawać, że coś powinno sprawdzić się najlepiej, a niestety czasem można zaliczyć niezłe zdziwko. Prosty przykład z mojej pracowni. Mam kilka mikrofonów pojemnościowych do wokalu, z których jeden bardzo dobrze pasuje mi do głosu. Nagrywam kawałek, przychodzi czas na wokal. Ustawiam mój “najlepszy” mikrofon, nagrywam. Po odsłuchaniu zwrotki i refrenu okazuje się, że wokal jest “za wielki”, za jasny, “za bardzo”… Sięgam po starego, poczciwego ‘dynamika’, nagrywam fragment i okazuje się, że wokal siedzi prawie idealnie w miksie. Jasne, wymaga małych operacji, ale źródłowo mam już jakieś 75% sukcesu, podczas gdy z sygnałem z teoretycznie lepszego mikrofonu bym się musiał znacznie więcej zmagać.

      Wniosek 1: Ten pojemnik najlepiej pasuje mi do głosu (nadal)
      Wniosek 2: Ten dynamik potrafi być najlepszy do mojego głosu

      I to jest strona praktyczna…

      Domyślam się, że Ty raczej pracujesz tylko z samym głosem, więc aspekt wpasowania wokalu w utwór nie dotyczy Twojej sytuacji. Podaję swój przykład, żebyś miał szerszy kontekst problemu. Niemniej jednak zdania nie zmienię, że dopóki nie postawisz paszczy przed mikrofonem, to żadna ilość “zapamiętanych” walorów i punktów odniesienia nie ma znaczenia. To nie jest fizyka czy matematyka, które mają na wszystko wzory. To jest przede wszystkim kontekst, kombinacja czynników, słuch, etc. O ile mi wiadomo, nikt na to jeszcze nie wymyślił formuły. I nawiązując – taki produkt Slate’a ma służyć przede wszystkim możliwości uzyskania brzmienia klasycznych i ciężko dostępnych mikrofonów, a nie dopasowaniu mikrofonu do danej osoby. Bo nikt przecież Ci nie zagwarantuje, że akurat Twój czy kogokolwiek innego głos “zaprzyjaźni się” z brzmieniem U47… Choćby nie wiadomo jakim klasykiem był, a jego symulacja byłaby w 100% wierna. To są dwie oddzielne kwestie, ale mniemam, że obaj to rozumiemy.

      3. Nie mam złotego ucha, ale staram się ćwiczyć ile się da.

      4. Bardzo często pracuję w warunkach dalekich od ideału. Mam np. do czynienia ze śladami, które brzmią różnie – od niezłych, przez przeciętne aż do takich, gdzie muszę odmówić współpracy. Nagrywam w warunkach, które nie raz wołają o pomstę. Czasem mam do dyspozycji mikrofony, które bez ‘gaffera’ przestają istnieć. Bywa zabawnie, bywa tragicznie. Komfort w tej pracy (przynajmniej w moim przypadku) to pojęcie względne…

      5. Języka zdecydowanie nie umiem opracować 🙂

      6. Nie wiem, co ma z tym wspólnego polskość i innowacja… Robię to, co robię najlepiej jak potrafię. Piszę Ci jak wygląda dobieranie mikrofonu do głosu, a nie udaję, że wiem, jak zabrzmi każdy głos na każdym mikrofonie (bo nie wiem i nikt tego nie wie). Istnieją tylko pewne ogólne wytyczne, o których pisałem Ci w poprzednim komentarzu, ale definitywne stwierdzenia odstawmy na bok, one tu nie mają racji bytu.

      7. I zrozum proszę jedną rzecz – nie jestem wszystko wiedzącym i wszystko umiejącym realizatorem ze złotym słuchem, dwudziestoma latami doświadczenia w pracy z najlepszymi muzykami i w najlepszych studiach nagrań.
      Tak samo, jak każdy inny muzyk/właściciel domowego studia zmagam się często z trywialnymi problemami. Wielu rzeczy nie wiem, sam ciągle się czegoś uczę. Wielu kawałków sprzętu nie dotykałem i nie testowałem. Robię dużo błędów i jeszcze długa droga przede mną. Jest mnóstwo innych, bardziej kompetentnych ludzi ode mnie, których możesz zapytać o swoje wątpliwości. Obawiam się tylko, że ich odpowiedzi mogą być podobne do moich. Ale mogę się totalnie mylić i może wtedy obaj się dowiemy czegoś nowego?

      8. Mam wrażenie, że rozmawiamy trochę o innych rzeczach – Ty próbujesz ode mnie wydobyć jakąś tajemną wiedzę o relacjach między różnymi modelami sprzętu, a ja Ci tłumaczę, że tu nie ma reguł i pokazuję Ci jak to wygląda od strony praktycznej (pal licho teorię) Ale jeśli to nadal za mało, to ja się poddaję… Nie wiem, jak można inaczej i jak można więcej.

  5. No toś pojechał po całosci. 🙂 Ale z drugiej strony widzę też, że po raz kolejny raczej po prostu dotykam czułego punktu. 😈

    Nie oczekuję od Ciebie wiedzy tajemnej, tylko czegoś nowego (innowacja, wymyślenie) i praktycznego. A czemu? A czemu nie. Jeśli 5 osób będzie tworzyć innowacje, to znaczy że jedna nie musi się skupiać na 5 innowacjach na raz, a wszyscy zaoszczędzą 4-krotnie czas. I nie oczekuję cudów – po prostu takie są praktyczne realia które znam, mimo że za jakiegoś geniusza miksu/masteringu się nie uważam; też się uczę. Chciałbym któregoś dnia podziwiać Ciebie, jak Ty – podziwiasz tych swoich majstrów z Zachodu dziś. A czemu nie?

    Rzuciłem przykład z dopasowaniem mikrofonu na podstawie typu zastosowań i próbki głosu (ewentualnie w zadanym pomieszczeniu), bo moje doświadczenie podpowiada mi – że to jest wykonalne – i byłem po prostu ciekaw co napiszesz. Dałem Ci nawet uzasadnienie, którego w ogóle nie wziąłeś pod uwagę. I nie chodzi o cudowanie z mikrofonami, a o określenie klas pewnych – nazwijmy to “parametrów”, które może są nazwane a może trzeba je dopiero nazwać/doprecyzować, parametrów które ułatwiają dobór “klasy” (niekoniecznie wg ceny) sprzętu; takie swoiste otagowanie plus łańcuch porównań na bazie tagów (tj. mając choćby jeden element w łańcuchu – w znacznej części znika relatywizm). To trochę tak jak z określaniem słuchawek – ostatnio przekopaliśmy się z kolegą przez kilkadziesiąt modeli w cenie 80-1000zł i każda była bylejaka na swój charakterystyczny, nazywalny i porównywalny sposób (nie podam szczegółów bo mnie za słowa będziesz łapał) – gdzie moje domowe audio techniki M50tki ów kolega z miejsca chciał mi wynieść bo tych mankamentów dla niego nie miały. Gdybym od początku wiedział z jakimi słuchawkami się zetkniemy – byłbym w stanie przewidzieć że tak się skończy, zaoszczędzilibyśmy czas.

    Z połową Polski (jak nie więcej) – to jest mniej więcej tak, że tak naprawdę nie masz gdzie pojechać i sprawdzać sprzętu, bo w sklepach coraz częściej zamiast asortymentu usłyszysz komentarz – “to my możemy sprowadzić na zamówienie jak pan to kupi”. Albo po prostu jest na miejscu zgiełk i niechęć do wypożyczania “bo się towar niszczy”. Kupowanie po internecie = czas i spory zapas funduszu jeśli chcesz korzystać z prawa 10 dni na zwrot. Więc skoro taki jest trend – trzeba opracowywać nowe narzędzia, które ułatwiają dobór w sytuacjach gdy nie ma możliwości sprawdzenia. Tym samym – fajny tekst traci przełożenie na rzeczywistość.

    Poza tym kiedyś – miałem podejście bardziej podobne do takiego jak w artykule. Ale wtedy – nie miałem jeszcze ani praktyki ani styczności ze sprzętem. Więc dla mnie ten tekst wyraża pewną sprzeczność. 🙂

    Nie wiem czy ktoś wpadł na to, o czym piszę, ale dobrze by było taką bazę mikrofonów (i nie tylko) wynaleźć lub stworzyć (nie patrz na mnie – zaadresuj to do kogoś kogo znasz, a kto się nudzi i pasuje do realizacji takich tematów).

    p.s.: z głosem pracuję od czasu do czasu. Teraz – potrzeba chwili.

    • Żaden czuły punkt. Lubię, jak dyskusja jest jasna, a że nie potrafię się czasem streścić w jednym zdaniu, to niestety wychodzą elaboraty 🙂

      Po kolei…

      1. Jakiego Twojego uzasadnienia nie wziąłem pod uwagę? Coś przeoczyłem?

      2. Oczekujesz ode mnie czegoś nowego, innowacyjnego? Sorry, ale primo – kim Ty jesteś, żeby mieć w stosunku do mnie tego typu oczekiwania? 😀 Secundo – kim ja jestem, żeby się porywać na takie rzeczy? Na moje oko obaj jesteśmy raptem pasjonatami muzyki czy realizacji, więc ja mógłbym równie dobrze oczekiwać tego samego od Ciebie, a tego nie robię (i wcale nie dlatego, że mi napisałeś o nie adresowaniu tego do Ciebie). Uważam za rzecz nie na miejscu np. proszenie jakiegoś “majstra z zachodu” (czy z kraju – nie ma znaczenia) o podobną rzecz. A co dopiero powiedzenie mu, że tego od niego oczekuję. A już tym bardziej nie zaargumentowałbym tego stwierdzeniem “A czemu? A czemu nie.” Więc raczej będziesz musiał sobie znaleźć inny cel do podziwiania w przyszłości. Ja się w takie działanie nie angażuję i nikogo o taką rzecz pytać nie zamierzam.

      3. Rozumiem już teraz nieco lepiej Twoją koncepcję i pomysł (oraz motywację do niego), ale jak wyobrażasz sobie mnie zań się zabierającego, skoro sam w ten pomysł nie za bardzo wierzę? Poza tym, nie mam zacięcia do przeprowadzania ogromnej ilości testów (co byłoby wymagane chcąc stworzyć coś w rodzaju takiej bazy), nie mam na to czasu, nie mam na to chęci. Wolę zajmować się nagrywaniem i miksowaniem. To dla mnie jest 100 razy bardziej interesujące i ekscytujące niż laboratoryjne badanie różnic między mikrofonami.

      4. Popatrz sobie na bazę recordinghacks.com i spróbuj sobie wyobrazić, ile to jest pracy, ludzi i czasu, żeby raz na jakiś czas zrobić sensowne testy kilku mikrofonów. Ja się nie nudzę, mam co robić, nie narzekam na brak zajęć. A jak miałbym to robić po łebkach i wyrywkowo (albo zacząć tak traktować inne rzeczy, którymi się zajmuję), to wolę tego nie robić w ogóle.

      5. Tekst Ci nie musi przecież odpowiadać – masz prawo do swojego zdania. Ja to biorę na klatę i ruszam dalej. W artykułach mogę nieco uogólnić, żeby młodych przestrzec przed nadmiernym zagłębianiem się w najmniejsze detale, a skupić się na robieniu muzyki. Albo, jak w tej serii – uświadomić, że jest pewna przepaść między światem (i warunkami) home a pro w tej dziedzinie i jak sobie z tym radzić. Ale naukowca badającego wszelkie zależności sprzętowe we mnie nie znajdziesz. Nawet gdybym pół życia w studiu spędził z każdym sprzętem dostępnym na Ziemi, to i tak bym się nie podjął takiego przedsięwzięcia. Potrzebowałbym na to równoległego życia, a póki co, resztki wolnych chwil spędzane w laboratorium, gdzie pracuję nad swoim klonem nie przynoszą obiecujących wyników, więc sam rozumiesz 🙂

      Jeśli masz marzenie o powstaniu takiego projektu, to po prostu proponuję wziąć sprawy w swoje ręce. Może to ja będę w przyszłości podziwiał Ciebie?

  6. Witam. Jestem tu nowy jednak coś niecoś już przeczytałem. Mam taki problem: dysponuję pomieszczeniem – długim a dość wąskim, podstawa 5,6 m x 1,9 m. Wysokość to ok 2,70. Czy takie wymiary kwalifikują się w ogóle do adaptacji na mini studio do nagrywania wokalu (klimaty rockowo-metalowe)? Podejrzewam że będą spore rezonanse, biorąc pod uwagę bliskość ścian, czy da się jakoś temu zaradzić? Dodam że miałbym w planie jeszcze to pomieszczenie lekko odizolować od strony sąsiada i od ściany z oknem wychodzącym na podwórko, więc wymiary mogą się jeszcze zwęzić, brałem pod uwagę też podłogę pływającą, ale nie wiem czy przy takiej wysokości jest to dopuszczalne… Mam do dyspozycji 5000 zł, myślałem (oczywiście po zrobieniu pomiaru) żeby kupić z 8 absorberów szerokopasmowych z wełny, resztę zainwestować w sE Reflection Filter i dobry mikrofon, np osławioną oktavę 319(posiadam oprócz tego interfejs usb lexicon lambda). Pytanie czy warto wywalać taką kasę dysponując tylko takim pomieszczeniem – podłużną kiszką?

    • Nie masz idealnych wymiarów, dlatego na pewno zalecałbym sporo absorberów na ściany (szczególnie te, które są w bliskiej odległości od siebie). W to wlicza się także sufit i podłoga. Reflection Filter też na pewno nie zaszkodzi. Pływająca podłoga do nagrań wokalu nie jest wymogiem, chyba, że izolacja od hałasu z zewnątrz jest koniecznością. Co do mikrofonu, to akurat ta Oktava jest ultra-czuła, co przełoży się na wychwytywanie każdego najmniejszego dźwięku z otoczenia…

Zostaw komentarz