Ośla Łączka, Cz. 5 – Poziomy nagrania

Dzisiaj nadszedł czas zapoznać się z jedną z najbardziej istotnych kwestii w nagrywaniu sygnału audio.

I nie jest to ani model mikrofonu czy interfejsu, ani tym bardziej program DAW, w którym pracujemy. A już na pewno nie jest to komputer, który jest mózgiem naszego studia.

Czynnikiem mającym niebagatelny wpływ na prawidłowe nagranie ścieżek do DAW jest umiejętność odpowiedniego ustalenia (i zrozumienia) poziomów, z jakimi będziemy wprowadzać i rejestrować sygnał na dysku komputera. A przy tej okazji, należy również wspomnieć o poziomach odsłuchu – zgodnie z tym, co obiecałem w poprzedniej części Oślej Łączki.

I właśnie temu tematowi w całości będzie poświęcony poniższy artykuł.

KROK 7 – Poziomy nagrania

Czyli głośność, z jaką zarejestrują się nasze ścieżki. Poziomy to super-mega-hiper istotna sprawa. To właśnie przez nieumiejętne ustawienia poziomów jesteśmy zazwyczaj niezadowoleni z nagrań i automatycznie chcemy obwiniać sprzęt (bo jakieś szumy są albo coś trzeszczy, etc.). A okazuje się, że wystarczy trochę wiedzy z zakresu poziomów i przepływu sygnału na różnych etapach. I tą wiedzą się z Wami podzielę poniżej.

Na początek odhaczmy to, co nie będzie brało udziału w ustalaniu poziomów, czyli partie instrumentów wirtualnych nagrywane za pomocą komunikatów MIDI z klawiatury. Nie używamy tutaj fizycznych wejść interfejsu, więc to, z jaką głośnością (choć powinienem powiedzieć „natężeniem”) zagramy naszą partię, będzie decydowało o tym, jak głośno („mocno”) będziemy ją słyszeć po fakcie. Oczywiście możemy sobie dowolnie to po nagraniu zmieniać – taki urok MIDI, z którym możemy zrobić właściwie wszystko w ramach edycji. Jak ktoś bardzo chce, to może zmienić zapisaną partię MIDI nie do poznania czy do innego polskiego miasta. Każdy aspekt można w zasadzie zmienić po fakcie. No, ale wróćmy do tematu.

Wszędzie tam, gdzie występuje łączenie dwóch urządzeń, zazwyczaj otrzymujemy także możliwość regulacji poziomu sygnału – czy będzie to miejsce, w którym sygnał opuszcza dane urządzenie, czy miejsce, gdzie wchodzi na kolejne urządzenie, czy gdziekolwiek po drodze, czyli wewnątrz samego urządzenia.

To samo z resztą tyczy się zarządzania poziomami podczas miksu, gdzie mamy jakiś łańcuch wtyczek wpiętych jedna po drugiej – między nimi również zachodzą relacje i bardzo ważne jest, aby zachować odpowiednie poziomy – zarówno w miejscu, w którym sygnał opuszcza dane plug-iny, jak i w miejscu, w którym wchodzi na kolejne. Należy pamiętać, aby na każdym z tych etapów zachowywać optymalne poziomy – tzn. nie przeładowywać i nie zmniejszać zbyt mocno. Dobrą praktyką jest trzymanie się zasady, że poziom sygnału wychodzącego z danej wtyczki powinien być zbliżony do tego, na jakim na nią wchodził. Podobna zasada obowiązuje rzecz jasna podczas pracy z zewnętrznymi procesorami. Jedyny wyjątek stanowią zwykle procesy masteringowe, których jednym z zadań jest oczywiście podniesienie ostatecznego poziomu utworu, ale to już inna bajka.

Prawidłowe dystrybuowanie poziomem i obchodzenie się z sygnałem, to podstawowa umiejętność, którą powinniśmy posiąść. Im wcześniej to zrobimy, tym szybciej będziemy dochodzić do lepszych rezultatów.

Nie chcę się tutaj rozdrabniać na enigmatyczne dla początkujących wartości i oznaczenia, dlatego przedstawię to w najprostszy możliwy sposób i na typowych przykładach. Pierwszy i najczęstszy przypadek, kiedy będziemy mieli do czynienia z ustaleniem odpowiedniego poziomu ma miejsce podczas nagrywania jakiegoś sygnału mikrofonem.

Weźmy za przykład nagrywanie wokalu…

Wpinamy mikrofon w odpowiednie gniazdo, ustawiamy wokalistę i zaczynamy zabawę. Tylko teraz którą gałką kręcić i jak dużo? No właśnie… Patrzymy na nasz interfejs i widzimy na nim masę pokręteł. Gdzie zacząć? Otóż, potencjometrem odpowiedzialnym za wzmocnienie sygnału z mikrofonu (powiedzmy że wpiętego w wejście nr 1) jest ten oznaczony „Gain”, „Input”, „Level”, „Mic Pre”, „Sesnitivity” czy „Trim”. I to on ma ostateczny wpływ na to, z jakim poziomem nagramy w tym przypadku wokal.

Ale jest jeszcze druga gałka na interfejsie, którą często młodzi mylnie interpretują, jako tą mającą wpływ na to, jak głośno nagra się wokal. Mowa o potencjometrze „Output”, „Monitor” czy „Main Out” lub „Headphones” (w skrócie „Phones” lub “HP“). Rzeczywiście jej podkręcenie skutkuje głośniejszym sygnałem, ale to się tyczy wyłącznie drogi odsłuchowej i nie ma absolutnie wpływu na to, na jakim poziomie ścieżka zostanie zarejestrowana. To jest jedynie poziom, na jakim sobie odsłuchujemy/monitorujemy sygnał po przejściu przez etap wzmocnienia – taki potencjometr głośności, jak w wieży stereo. Możecie się zastanawiać, dlaczego w ogóle piszę o takiej oczywistości, ale wierzcie mi, że bym tego nie robił, gdybym nie spotykał się z niezrozumieniem funkcji, jaką pełni to pokrętło…

No dobrze, ale jak w takim razie to wszystko ustawić? – zapyta laik.

Ja proponuję taką metodę – przede wszystkim zacząć właśnie od ustalenia poziomu odsłuchu (tego w słuchawkach, rzecz jasna). Monitory na czas nagrywania wokalu warto w ogóle wyłączyć – jeśli znajdują się w tym samym pomieszczeniu, co artysta. I po kolei – podkręcamy delikatnie gałkę kontrolującą odsłuch, tak żeby w ogóle cokolwiek usłyszeć, jak nam się zacznie wokalista produkować (1/3 skali, może połowa – zależy od sprzętu czy chociażby impedancji słuchawek – tu tylko zdrowy rozsądek może podpowiedzieć…).

Teraz prosimy wokalistę o wykonanie jakiejś krótkiej partii, a my w tym czasie zaczynamy kręcić wzmocnieniem mikrofonu. Łapiemy za gain i zwiększamy czułość preampa do momentu, aż sygnał wchodzący do DAW zacznie się pojawiać w okolicach połowy słupka (miernika poziomu). A głośniejsze momenty wokalu, żeby pojawiały się powiedzmy maksymalnie na 75-80% skali. To i tak jest bardzo głośno jak na sygnał analogowy… (O skalowaniu i kalibracji poziomów opowiem przy innej okazji). Jeśli w tym czasie zrobiło nam się za głośno w słuchawkach, ale miernik poziomu w DAW jest daleki od świecenia na czerwono, to znaczy, że mamy za mocno podkręcony odsłuch, czyli nie ruszamy potencjometru od wzmocnienia (bo sygnał wchodzący mamy ok.), ale obniżamy sobie (i artyście) poziom odsłuchu słuchawek.

Poziom odsłuchu ma być wystarczający i komfortowy!

Jeżeli jednak wysterowaliśmy czułość preampa za mocno, czyli wokal na mierniku skacze do szczytu skali, a my słyszymy niewiele (lub co gorsza – nic), to znaczy, że zapomnieliśmy o pokrętle przeznaczonym do odsłuchu. Ja wiem, że to sytuacja dla wielu z nas raczej niespotykana i rozwiązanie jej jest banalne, ale nie raz dostawałem wiadomości opisujące podobne sytuacje zatytułowane mniej więcej: „Pomocy, mam ogromny problem!!!”. Po bliższym poznaniu tego „ogromnego” problemu okazywało się najczęściej, że dany osobnik nie miał pojęcia, jak te dwie gałki działają i do czego służą. Po krótkim wyjaśnieniu zdarzało mi się dostać maila w stylu: „Wow, nie wiedziałem! Jesteś mistrzem! Wszystko teraz działa”.

Także tego… Sami rozumiecie 🙂

Nie, żebym chciał być złośliwy i pastwił się nad młodzieżą, nic z tych rzeczy. Sam też przecież kiedyś nic w temacie nie wiedziałem, dlatego zacząłem najpierw podstawy czytać i się w trudniejszych sprawach ludzi radzić. Ale opanowanie podstaw każdy powinien zrobić w swoim własnym zakresie i to na samym początku. Bo do pieruna ciężkiego – jak można zabierać się z biegu za nagrywanie, jak o nagrywaniu wie się wielkie nic? A odpowiednie poziomy, zarówno nagrania, jak i komfortowego odsłuchu, to jakieś 70% sukcesu…

Przedstawiona wyżej metoda sprawdzi się w zasadzie przy nagrywaniu każdego instrumentu – niezależnie od tego, czy zbierzemy go mikrofonem, czy bezpośrednio kablem.

Poziomy nagrania a zewnętrzny preamp

Obiecałem w którejś z poprzednich części tego cyklu napisać nieco więcej o kwestii poziomów przy nagrywaniu sygnału przez zewnętrzny preamp, więc niniejszym to czynię.

Najbardziej popularne pytanie w związku z tą sprawą brzmi: „W którym etapie wzmacniamy sygnał z mikrofonu?” I już wyjaśniam, jak należy na to patrzeć.

W konfiguracji “mikrofon + zew. preamp + wejście liniowe interfejsu” wzmocnienie będziemy regulować gałką na zewnętrznym preampie, a czułość wejścia liniowego (o ile interfejs daje nam taką opcję) zostawiamy w pozycji nominalnej – czyli zerowej, domyślnej, nic nie podbijamy ani nie podcinamy.

Ja wiem, że jest to kwestia banalna, ale uwierzcie mi, że byłem pytany również o to, czy taki sygnał z zewnętrznego preampa należy jeszcze później wysyłać na wejście mikrofonowe (sic!) interfejsu i tam ponowne podbić jego czułość – stąd wyjaśnienie. Koledzy i koleżanki, którzy stawiają pierwsze kroki w nagrywaniu i z jakiegoś powodu posiadają zewnętrzny preamp niech sobie zapamiętają, że sygnał z mikrofonu wystarczy (i należy) wzmocnić JEDEN RAZ (ale za to dobrze).

Jeśli więc posiadamy zewnętrzny przedwzmacniacz mikrofonowy, to TYLKO na nim ustawiamy czułość (ilość wzmocnienia), a sygnał kierujemy do wejścia liniowego interfejsu i zostawiamy jego potencjometry w pozycji nominalnej. I proszę nie mylić tego z pozycją minimalną czy najniższą, bo to nie to samo… Niektóre interfejsy posiadają bowiem przy wejściu liniowym możliwość obniżenia poziomu sygnału wchodzącego (zwykle oznaczone jako “Trim”), więc my tego nie dotykamy w tym przypadku – zostawiamy tam, gdzie poziom się nie zmienia! Co oznacza, że sygnał z mikrofonu przechodzący przez wzmocnienie zewnętrznego preampa ma wejść na dokładnie takim samym poziomie przez interfejs do DAW, na jakim opuścił nasz zewnętrzny preamp.

A kiedy taki Trim przy wejściu liniowym może nam się przydać?

Chociażby wtedy, gdy chcemy nagrać sygnał z zewnętrznego klawisza, z którego wychodzi dźwięk o bardzo wysokim poziomie. Żeby nie przesterować konwerterów w interfejsie, możemy wtedy zjechać nieco naszym magicznym potencjometrem i obniżyć poziom sygnału wchodzącego przez interfejs. Jasne, że lepiej w takiej sytuacji w samym klawiszu obniżyć poziom wyjścia, bo wtedy na pewno na żadnym z etapów nie wystąpi przesterowanie i jest to praktyka, której powinniśmy się trzymać, ale jeśli dysponujemy jakimś urządzeniem emitującym dźwięk czy jakąkolwiek maszyną bez regulacji poziomu wyjścia, to pokrętło Trim na interfejsie będzie jak znalazł.

I na koniec jeszcze jedno wyjaśnienie w temacie zewnętrznych preampów… Niektóre z nich posiadają zarówno standardową regulację czułości wejścia (wzmocnienie dla Mic/Line czy Instrument), jak i regulację poziomu wyjścia (Output) – chociażby dobrze znany nam GAP Pre-73. I tutaj sytuacja wygląda następująco – wzmacniamy sygnał regulując czułość wejścia, a potencjometrem Output decydujemy, jak dużo wcześniej wzmocnionego sygnału chcemy wysłać z naszego preampa.

Spytać możecie, skąd taki pomysł, po co ta kombinacja i czemu ma w ogóle służyć takie dwuetapowe kontrolowanie poziomów?

Otóż ma to służyć temu, abyśmy mieli większą kontrolę nad charakterem brzmienia. Takie rozwiązania zazwyczaj znajdziemy w preampach mocno koloryzujących sygnał. Wspomniany GAP ma to do siebie, że pozwala nam na dość ostre jego wysterowanie (jeśli chcemy), co spowoduje pojawienie się dodatkowych harmonicznych sygnału, lekkiego (lub mocniejszego) przesterowania, etc. I to ma miejsce w pierwszym etapie wzmocnienia (kontrolowanego potencjometrem Input).

Problem tylko w tym, że to przesterowanie następuje wyłącznie przy wysokich poziomach, czyli musimy konkretnie podbić sygnał na wejściu, aby uzyskać te dodatkowe walory! I teraz, żeby móc wysłać taki głośny i mocno nasycony sygnał do interfejsu, ale nie przeładować konwerterów, musimy go w kolejnym etapie nieco przyciszyć (ale przy zachowaniu jego wcześniejszego “brudu”). Moglibyśmy to zrobić podcinając nieco sygnał dopiero na wejściu liniowym interfejsu, ale jak wspomniałem – nie każdy interfejs posiada taki potencjometr, więc możemy to zrobić od razu z poziomu zewnętrznego preampa za pomocą potencjometru Output.

I to jest jeden z przykładów wykorzystania dwuetapowego wzmocnienia w zewnętrznych przedwzmacniaczach. Zapewne domyślacie się, że drugim ekstremum byłoby bardzo stonowane, spokojne i zrównoważone wzmocnienie w pierwszej fazie (aby sygnał pozostawał czysty i niezabarwiony charakterem preampa), a następnie większe podbicie pokrętłem Output. Dzięki temu możemy sobie wyregulować, na jakim dokładnie poziomie chcemy, aby nasz czysty sygnał nagrał się do DAW.

A wszystko pomiędzy tymi dwoma ustawieniami jest jakby do naszej dyspozycji i fanaberii – bo możemy raz lekko ubarwić sygnał harmonicznymi, a raz mocniej, innym razem ekstremalnie mocno lub w ogóle – jak nam się tylko podoba. Pamiętajmy jednak o tym, aby pierwsza faza regulacji wzmocnienia dawała nam przyzwoity i zdrowy poziom, bo jeśli na tym etapie damy za mało podbicia, to próbując kompensować za niski poziom wejścia na wyjściu preampa, możemy wprowadzić tylko niepotrzebne szumy.

Poziomy we wtyczkach

Może nie jest to ściśle związane z nagrywaniem, ale skoro już o poziomach, to niech będzie.. Wspomniałem wcześniej, że sprawa poziomów jest również istotna wewnątrz plug-inów (jak i routingu w wirtualnym mikserze DAW) i należy do niej podchodzić podobnie jak podczas pracy z zewnętrznymi urządzeniami. Zdecydowana większość wtyczek posiada możliwość kontrolowania zarówno sygnału wchodzącego, jak i wychodzącego. Nasze zadanie polega na tym, aby starać się o zachowanie podobnych poziomów sygnału przed i po wtyczce.

Dla prostego przykładu – zapinamy korektor na jakiś ślad i wycinamy na nim sporą część niskiego środka (bo na przykład mocno dudni). Nie trudno zgadnąć, że podcięcie pasma spowoduje, iż w tym momencie sygnał po przejściu przez wtyczkę będzie obniżony (bo podcięcie pasma to nic innego, jak obniżenie głośności w danym zakresie). Żeby teraz nadrobić za to podcięcie, powinniśmy delikatnie podnieść poziom wyjścia (Output) wtyczki – tak, aby przed i po wtyczce sygnał rejestrował się mniej więcej na tym samym poziomie.

Sytuacja analogiczna ma miejsce wtedy, gdy za pomocą EQ podbijemy jakieś pasmo, powiedzmy, że chcemy dodać nieco klarowności czy “powietrza” do wokalu i decydujemy się dodać kilka dB w wyższych częstotliwościach. Oprócz tego, że brzmienie będzie nieco “jaśniejsze”, to zwiększy nam się również nieznacznie poziom sygnału na wyjściu. Chwytamy więc za gałkę Output i lekko obniżamy ogólny poziom sygnału po przejściu przez plug-in.

Podobnie jak w poprzednim przypadku, sprawdzamy jak ma się sygnał przed i po wtyczce (najwygodniej korzystając z przycisku ‘bypass’).

I taką praktykę proponuję przyjąć w pracy z każdym plug-inem, który w jakikolwiek sposób wpływa na poziom sygnału (wliczając w to również, a może przede wszystkim – kompresor). Nie raz spotykam się z tym, że niezrozumienie koncepcji poziomów prowadzi do takich kwiatków, jak twierdzenie, że kompresora używa się do podniesienia poziomu sygnału… A nic bardziej mylnego. Jest to jedno z bardzo wielu (ale rzadko stosowanych) zastosowań tej wtyczki, ale to już temat na inną dyskusję…

Podsumowanie

I tak wygląda w wielkim skrócie odpowiednie zarządzanie poziomami. Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać trochę wątpliwości i ułatwić co niektórym sprawę. Tutaj nie ma wybacz, musimy się nauczyć, jak wychodzić obronną ręką z batalii pt. Użytkownik kontra Odpowiednie Poziomy Nagrań 🙂 Jak sami widzicie nie jest to fizyka kwantowa, bo raptem wymaga znajomości kilku zasad i zachowania zdrowego rozsądku.

Tym artykułem zamykam krótki cykl pt. Ośla Łączka, który miał na celu wyjaśnienie początkującym kilku najistotniejszych spraw związanych z rozpoczęciem nagrywania ich pierwszych muzycznych pomysłów. Jak zawsze sekcja komentarzy stoi dla wszystkich otworem. Nie bójcie się pytać o sprawy, których nie rozumiecie. A jeśli kłębi Wam się w głowie jeszcze jakiś konkretny temat związany z kwestią odpowiedniego przygotowania i przystąpienia do rejestracji, to tym bardziej dajcie upust poniżej. Wspólnymi siłami na pewno uda się rozwiać wszelkie wątpliwości.

Zostawić komentarz ?

28 Komentarze.

  1. Jak zwykle świetny artykół. Często warto poczytać nawet o rzeczach oczywistych choćby po to by utwierdzić się w przekonaniu że wszystko robimy odpowiednio. Widzę na własnym przykładzie że niektóre drobne błędy wynikające z braku wykształcenia popełniałem latami i dopiero czytając niektóre artykóły zdałem sobie z tego sprawę.

    • Najgorsze to się nabawić złych nawyków na samym początku… 🙂

  2. Z brakami wiedzy w podstawach daleko się nie zajdzie…..można dojść w ślepy zaułek i tam zostać. Byłby z Ciebie świetny profesor na uczelni, …tam niestety masa zadufanych w sobie bezrozumnych pseudonaukowców męczy biednych studentów 🙂

    • Oj, chyba nie jest aż tak źle z tymi profesorami… Ja jestem zdania, że i tak do wielu rzeczy trzeba dojść samemu, na bazie prób i eksperymentów. Trzeba się tylko porządnie wziąć za pracę nad sobą. To zawsze popłaca i pozwala zweryfikować głupoty siane gdzie popadnie 🙂

  3. Korzystając z tematu chciałbym zapytać o “-18dBFS” o jakich często możemy usłyszeć. Podobno odpowiada to 0 VU i jest miejscem do którego powinno się dążyć w domenie cyfrowej podczas wysterowania przedwzmacniaczy jak i podczas miksu. Chodzi oczywiście o poziom średni w tych okolicach, poziomy szczytowe naturalnie wyżej. Jest to trochę przeciwnym twierdzeniem od tego aby wysterować zawsze maksymalnie tak aby szczyty dochodziły do 0dB ale nigdy go nie przekraczały, nie dbając od RMS.

    Jest to prawdą i ma jakieś uzasadnienie?

    Sam od dawna stosuję podobne wartości w całym projekcie ponieważ wydaje mi się to dosyć naturalne, nie za dużo headroomu ale też i nie za mało, łatwiej miksować, często wręcz inaczej się nie da wysterować podczas nagrań. Od strony podejścia pozwala mi to także bardziej szanowac dynamikę, nie prasuję nagrań i szczyty nie trzymają się kurczowo 0dBFS. Owocuje to lepszym materiałem i lepszym miksem, ale jak wyżej, to od strony mojego “podejścia” do tematu.

    Czy trzymanie poziomu średniego na -18dBFS ma jakiś wpływ na brzmienie? Szczególnie tam gdzie zachodzi konwersja analogowo cyfrowa?

    • Zdecydowana większość interfejsów jest tak skalibrowana, aby 0dbVU było równe -18dBFS i do takiego poziomu średniego nagrań śladów w DAW powinniśmy dążyć, bo jest to optymalna wartość dla urządzeń analogowych, co ma też wpływ na lepszą konwersję. Wiemy przecież, że jak ślady zaczynają dochodzić do cyfrowego zera, to bardzo szybko mogą zacząć brzydko przesterowywać. Nie wiem, gdzie wyczytałeś, że szczyty mają dochodzić do 0dB, ale to nie jest dobra praktyka, bo pozbawiasz się cennego headroomu i ryzykujesz przesterowanie. Słusznie zauważasz, że ciężko by było szczytom skakać do 0dB przy RMSie w okolicach -18dB, dlatego raz jeszcze podkreślam, że nagrywanie śladów, które ‘paekują’ blisko zera jest sporym błędem. To jest kolejny mit krążących wśród początkujących. Ja zawsze powtarzam, że okolice 3/4 skali na słupku to w zupełności wystarczający poziom. Szczególnie w 24 bit.

    • Takie opinie często krążą w obiegu, czy to w rozmowach czy to na forach, naszych czy zagranicznych – te żeby wysterować interfejs ile się da ale żeby nie przekroczyć 0dB, że niby wtedy jest najlepszy S/N. Sam kiedyś tak myślałem i dałem się złapać ale jak padło odpowiednie hasło o -18dBFS szybko zorientowałem się żeby zapoznać temat bliżej. Przyjąłem to jako fakt i nie zagłębiałem tematu dalej dlaczego tak jest.

      Temat ten w sumie pociąga za sobą kolejne pytania dotyczące odpowiednich pomiarów i które -18dBFS to te odpowiednie -18dBFS, sam trochę się w tym gubię. RMS niby prosta rzecz a można nieźle się w temacie zagubić. Już nie tyle czasem pomiaru, bo tutaj jest w miarę oczywista zalezność, co… No właśnie. Ciągła sinusoida na poziomie -18dBFS da poziom RMS w okolicach -21dBFS. Bob Katz na zagranicznym forum napisał kiedyś że poprawny RMS to tak skalibrowany aby poziom RMS sinusoidy był taki tam jak pokazuje peak. Z tego względu np. wtyczka TT Dynamic Range Meter ma stałe podbicie RMS o +3dB. Taką samą czynność można zrobić w Cockos Reaper ustawiając wartości wskaźnika RMS jednak domyślnie nie jest włączona.

      Nurtuje mnie więc pytanie – czy naturalny poziom RMS to ten bez żadnych podbić czy może wręcz odwrotnie, kalibracja jest wymagana i to w takich warunkach szukać -18dBFS?

    • Nie zagłębiałem się aż tak w kwestię RMSu, ale jestem pewny, że 3 dB w dół czy do góry nie zrobi większej różnicy. Poza tym i tak nigdy nie uda się utrzymać stałego poziomu RMS na nagrywanych śladach, bo chyba żaden instrument, a tym bardziej wokal nie emanuje super-stałym, niezmiennym poziomem średnim. Wszędzie są odchylenia, dynamika i ciągła zmienność. Poziom -18dBFS jest więc tutaj kotwicą do osadzenia w jakimś punkcie zaczepienia, a nie powodem do obsesyjnego dążenia, aby go bezustannie podtrzymywać. W przeciwnym razie żadna ścieżka nie brzmiałaby jak dany instrument.
      Co do kalibracji, to Ty nie bardzo masz cokolwiek do zrobienia. Interfejs jest fabrycznie kalibrowany.

    • Dziękuję za odpowiedzi, jak zwykłe bardzo fachowe!

  4. Jak już odnośnie poziomów, to chciał bym się z Wami podzielić ciekawą wtyczką dostępną na http://www.ikmultimedia.com/ i to całkowicie darmową po zalogowaniu się i ściągnięciu aplikacji Custom Sore.
    Jest to plugin T-RackS Metering, który w ciekawy sposób pokazuje oprócz poziomu szczytów i poziomu RMS poziom postrzegania głośności kawałka, co znacznie ułatwia pracę podczas miksu lub masteringu.
    Dodatkowo pokazane mamy spektrum oraz panoramę i to czy odtwarzamy w fazie czy w przeciw fazie.
    I jeszcze dla zachęty dostajemy drugi darmowy plugin czyli Classic T-RackS Equalizer. Jak darmocha, to czemu by nie skorzystać.

    A druga sprawa, to pisałeś Igorze o nie podbijaniu za preampem wejścia sygnału na interfejsie. Czasami próbowałem takich ustawień i powiem Ci, że może to w niewielkiej ilości dodać smaczku dla zgrywanej ścieżki, wszystko zależy od gustu.
    Pozdrawiam 🙂

  5. Ten temat mnie bardzo zainteresowal aż założyłem konto żeby zadać parę pytań.

    W przypadku mojego setupu, często używam przedwzmacniacza API512C który idzie do Motu 828 mk3.. i ostatnimi czasy działy się cuda.. do tego stopnia, że nagrywam werbel SM57 do powyższego łańcucha, gain na 0 w API, dodatkowo włączony pad -20.

    I teraz sygnał w analog in musiałem tak kolosalnie trimować, żeby w ogóle można było zapisać a bywało, że perkusista walił peaki według DAW.

    Coś źle robiłem? Czy któryś element w sygnal path jest zepsuty?

    • Tak być nie powinno. Jak masz w preampie sygnał na 0dB VU, to jest jeszcze spory zapas w DAW przed osiągnięciem cyfrowego zera (18 dB). Na sucho Ci nie powiem czy jest coś zepsute, bo z Twojego opisu wynika, że wszystko powinno być ok.

    • A może w MOTU masz przestawione wejścia liniowe na -10dBV zamiast +4dBu? Stąd przeładowanie.

  6. Drugi temat: wedle instrukcji Motu 828 mk3 TRS analog input ma -96 dB trim cut i Trim boost +22 dB

    Wedle powyższego artykułu jeśli ustawię trim cut na -18db. A wcześniej przedwzmacniacz nawet tak, że osiąga peaki.. to w teorii w DAW powinienem dostać sygnał właśnie na poziomie około – 18dB ? Tak się nie dzieje nidgy praktycznie.

    I ostatnia trzecia sprawa, o ile w cyfrze lepiej ustawiać na -18db (około) to w hardwarze analgoowym (preampy) mogę sobie pozwolić by sygnał latał pod czerwienią? Maksymalnie blisko zera? Czy też sporo niżej?

    No i ostatnia sprawa ale może o tym będzie temat: do jakiego poziomu (przy master faderze na “0”) powinienem dążyć z miksem a później ewentaulnie do jakiego poziomu mogę dopalić masterem?

    Sorry za tyle pytań ale ostatnimi czasy jest to bardzo ważny dla mnie temat! Z góry dziękuję jeśli ktoś zechce pomóc w wątpliwościach.

    p.s. Świetny blog/strona!

    • Hardware jest znacznie bardziej litościwy jeśli chodzi o poziomy. Powyżej pewnego progu zaczyna zwykle przyjemniej saturować, co z reguły jest wręcz pożądane, ale nie jest koniecznością. Masz zwykle około 22dB zapasu i możesz szaleć. I akurat API daje Ci spory margines szaleństwa, a nadal brzmi dobrze.
      Co do poziomu miksu, to warto zostawić od kilku do kilkunastu dB zapasu. Nie ma tu jednej, sztywnej liczby, ale ja bym minimum z 6 dB na najwyższych peakach zostawił. Co do mastera, to peaki blisko cyfrowego zera, a RMS w okolicach od -14dBFS do powiedzmy -8dBFS. Zależy od rodzaju muzyki i przede wszystkim od tego – jak to brzmi. Tylko ucho może być tu sprawiedliwym sędzią.
      Dzięki za dobre słowo.

  7. witam wszystkich serdecznie,
    zakamarki czytam od deski do deski od paru miesięcy, i pomimo że jakiś już skrawek wiedzy posiadłem, dobrze jest usystematyzować wszystko i rozwiać wątpliwości.
    może na wstępie jeszcze dodam (jak chyba każdy), że świetną robotę robisz Igorze! polecam ją każdemu, kto pyta mnie o źródło wiedzy realizacyjnej i produkcyjnej, nie było jeszcze ani jednej osoby niezadowolonej 😀

    no ale do rzeczy. tak w temacie poziomów przypomniał mi się jeden problem z przeszłości i chciałbym rozwiać wszelkie wątpliwości z nim związane.
    problem może wydać się trywialny, ale mimo tego bardzo prosiłbym o rozwianie moich wszystkich (może czasem głupich) domysłów.
    mianowicie ostatnio przyszło mi zgrywać kasety magnetofonowe do formatu cyfrowego. magnetofon, z którego korzystałem miał oczywiście wyjście liniowe stereo po klasycznym czinczu, które to połączyłem z wejściami liniowymi w moim interfejsie. korzystam z focusrite’a sapphire pro 14, który w mojej opinii ma przerażający mixer wewnętrzny. na wejściach liniowych mam dwie opcje – hi gain oraz low gain, sterowane z poziomu mixera.
    oczywiście nagrywałem na takim trybie, który nie pozwalał przesterować mojego sygnału. ale w związku z tym jak ma się mój sygnał, jakbym zarejestrował go (nawet jeżeli byłby bardzo cichy) na low gain? czy znacząco ucierpiałaby jego jakość? i rozumiem, że w grę wchodziłaby znaczna utrata tejże jakości już konkretnie w zamianie na cyfrę, z powodu próbkowania i głębi bitowej? nazwę to “po chłopsku” – czy poziom dźwięku byłby gorzej zarejestrowany i brzmiący przez to, że w środowisku cyfrowym (konkretniej DAWie) będzie musiał zostać “rozszerzony”? na zasadzie jak powiększanie zdjęcia do dużego rozmiaru? że zaczniemy widzieć piksele, czyli w tym wypadku słyszeć te artefakty?

    a drugie pytanie – raz robiłem tak, że nagrywałem piano podłączając kable jack jack z instrumentu do wejść mikrofonowych z preampami w interfejsie. było to jakiś czas temu i nawet nie mogę doszukać się nagrań jak to brzmiało. stąd moje pytanie – co się dzieje gdy nagrywamy linię (tak jak ja piano) przez preampy? czy chodzi między innymi o szum? z tego co pamiętam sygnał jakoś gigantycznie znacząco nie różnił się od tego, jak brzmiało piano, a dodam jeszcze, że sterowałem poziomy właśnie preampami.
    prosiłbym o odpowiedź, chociaż prawdopodobnie jest to baaaardzo idiotyczne pytanie 🙄 odwiedzam tę stronę bardzo często i dopiero ten wątek wydał mi się konkretniej nieznajomy.

    z góry dziękuję i pozdrawiam Igora oraz wszystkich czytelników!

    • 1. Nie wiem, co Focusrite w swoim interfejsie uznaje za low, a co za high gain, ale mniemam że chodzi o impedancję wejściową – high dla instrumentów wpiętych bezpośrednio, a low dla mikrofonów i połączeń liniowych. Jeśli rzeczywiście tak jest, to możesz spokojnie nagrywać sygnał z kaseciaka przez low-gain.
      2. Nagrywanie linii przez preampy teoretycznie jest błędem. Sygnał na tym poziomie nie potrzebuje dodatkowego wzmocnienia.

  8. Ja spotkałem się w różnych, notabene oficjalnych instrukcjach do softu, że czułość na wejściu, zarówno instrumentalnym jak i mikrofonowym, powinienem ustawiać tak, żeby dojść do maksymalnego wzmocnienia, ale bez przesterowania. Nawet gdzieś chyba obrazkowo pokazano to w instrukcji do mojego Fast Tracka… Tak więc nie wiem już, czy faktycznie dążyć do szukania najwyższego możliwego poziomu, czy dążyć do połowy skali. Z doświadczenia wiem, że kiedy zrobię taki zabieg przy nagrywaniu gitary po linii, gra mi się lepiej, łatwiej wyartykułować flażolety i generalnie gitara lepiej brzmi. Nie wiem natomiast jak to ma się do końca z nagrywaniem wokalu. Robię to przez pojemnościówkę, więc i o szumy nietrudno. Jednakże zmniejszenie poziomu na wejściu przyciemnia mi strasznie głos. Dlatego mam w tej chwili 3 źródła wiedzy – manuale, zakamarki i ucho.
    Czy w tej sytuacji można powiedzieć, że całe życie żyłem w błędzie? Czy może jednak, jeśli uważam, że coś brzmi dobrze, to niech tak będzie i koniec?
    Pozdrawiam

    • Nagrywanie z możliwe najwyższym poziomem miało sens kiedyś, jak interfejsy i miksery pozwalały nagrywać tylko w 16 bit. Wszystko po to, by mieć możliwie największy odstęp od szumów, o które było nietrudno. A w 24 bitach nie musisz już tak mocno wysterowywać preampów, tym bardziej, że optymalny poziom działania analogowych klocków w przełożeniu na domenę cyfrową to okolice -18dBFS, co zazwyczaj jest równe 0dBVU (zależy od kalibracji interfejsu). I to będzie w okolicach połowy miernika w DAW (w zależności od konkretnego DAW). Tak nagrany sygnał brzmi najwierniej i najczyściej. Sygnały dobijające do cyfrowego zera podczas nagrania nie będą brzmiały za dobrze, szczególnie jak zaczniesz je sumować. Rozróżnij też wzmocnienie preampa (np. zewnetrznego) który możesz wysterować bardzo mocno, ale sygnał podany do DAW i tak powinien się znajdować podczas konwersji w okolicach -18dBFS RMS z miejscem na wyższe wyskoki sygnału. Masz nadal ogromny zapas, spory odstęp od szumów i zero ryzyka doskoczenia do cyfrowego zera. Same plusy. Jeśli dysponujesz tylko Fast-Trackiem to nie masz za dużego wyboru i musisz bardziej zachowawczo traktować gain. A ucho bardzo łatwo nas oszukuje, że głośniejsze brzmi lepiej. To też miej na uwadze. Wystarczy sobie poziom odsłuchu podnieść i będziesz miał tak samo wyraźnie i klarownie, a z dala od cyfrowego przesteru.

    • I rozumiem, że tyczy się to zarówno wejść mikrofonowych, jak i instrumentalnych?

    • Wtrącę się do tematu, ponieważ chciałem podziękować Igorowi za szczegółowe wytłumaczenie. Zawsze się martwiłem, że nagrywam za słaby sygnał, zawsze powtarzałem nagrania z gain’em odkręconym bardziej w prawo, ale w końcu do mnie dotarło, że nie trzeba nagrywać przy samym zerze i że ma to więcej plusów. 😉 Jeszcze raz dzięki.

    • @Mateusz – tak, to się tyczy każdego sygnału.

    • @Creon – proszę Cię bardzo. W ogóle polecam tutek gościa z PureMix.net, który nazywa się Fab Dupont i bardzo dobrze wytłumaczył, jak ma się 0dBVU do kalibracji interfejsów -18dBFS i dlaczego nagrywanie na maksymalnym możliwym poziomie w 24 bit nie ma sensu. Do sprawdzenia TUTAJ.

  9. adamsosulski

    ,,Hardware jest znacznie bardziej litościwy jeśli chodzi o poziomy”
    święte słowa Igor!
    super wpis -wiedza bezcenna

    • Którą trzeba zgłębić, jeśli się chce dobrze zrozumieć, dlaczego nagrywanie w cyfrze rządzi się nieco innymi prawami niż w analogu (szczególnie w kwestii poziomów).

  10. Cześć Igor,
    Tradycyjnie, wielkie dzięki za tego bloga. Ale coś dawno nie było nowego wpisu, zacząłem się martwić, szczerze.
    Tymczasem mam dwa pytania odnośnie poziomów, jeżeli można oczywiście 🙂
    1) czy byłaby opcja abyś trochę przybliżył różne metody odczytów/pomiarów czy jak tam to zwał po polskiemu, po angielsku po prostu “metering”? Chodzi mi szczególnie o RMS i LUFS. Próbowałem szukać w necie, ale znalazłem tylko angielskie opisy, dla mnie trochę niezrozumiałe. Niby wiem, ze RMS to średnia głośność, ale jednak nie do końca kumam. Czy średnia to znaczy, normalnie arytmetycznie średnia między “peak” wychylenie zerowe, a “peak” maksymalne (transient) ? No i co to jest to całe LUFS. Niby to to samo co RMS, ale inteligentne 🙂 Tak wyczytałem/zrozumiałem z angielskich blogów, ale nie kumam dokładnie o co chodzi. No i sam LUFS ma chyba ze trzy słupki, jakieś “short coś tam”, “long coś tam” i chyba “avarage”, ale nie jestem pewien. Byłbym ogromnie wdzięczny za objaśnienie o co chodzi.

    2) Druga sprawa, dotyczy poziomów stopy i basu i ich wzajemnego stosunku. Wiadomo, ze dobrze jest wtedy gdy dobrze brzmi. Ale na jednym z muzycznych blogów (chyba Recording Revolution) wyczytałem, ze dobrym zwyczajem (a przynajmniej często sprawdzającym się) jest takie ustawienie basu i stopy, aby w momencie uderzenia stopy (transientu) razem z basem poziom RMS był o 3dB wyższy niż samego basu bez stopy. Po pierwsze, czy spotkałeś się z takim podejściem i co o tym myślisz? A po drugie skoro mowa o transiencie stopy, to dlaczego zalecają używanie do tego pomiaru RMS, a nie PEAK?

    Za wszelka pomoc z góry dziękuje.

    • 1. Co do RMS vs LUFS vs Peak będę pisał osobny artykuł, bo w kilku zdaniach ciężko będzie to sensownie opisać.
      2. W tej kwestii rzeczywiście najpierw trzeba podziałać uszami, a nie miernikami. W jednym gatunku te wytyczne, o których mówił Graham (choć oryginalnie to nie jego koncept) się sprawdzą, w innym nie zawsze. Może to być jakiś punkt zaczepienia i sam to kiedyś z ciekawości sprawdziłem na kilku różnych utworach, ale nie za każdym razem dawało to sensowny balans między stopą a basem. To jak zawsze sprowadza się do samego brzmienia obu tych instrumentów, do efektu jaki chcesz osiągnąć czy właśnie do konkretnego typu muzyki. Inaczej bowiem wygląda relacja między tymi śladami chociażby w metalu, rapie, rocku, jazzie czy muzyce klasycznej i moim skromnym zdaniem takie generalizowanie trochę mija się z celem, bo raz zadziała, raz nie. Przynajmniej ja mam takie z tym doświadczenie.

  11. Dzięki wielkie za odpowiedz, wiec czekam z utęsknieniem na artykuł o RMS, LUFS i PEAK.

Zostaw komentarz