Jak Przygotować Się Do Nagrania w Studio, Cz. 2

Po gorączce wielkich wyprzedaży i (często) nieuzasadnionych zakupów, które nasze życiowe partnerki będą nam wypominały przynajmniej do końca roku, przyszedł czas na dokończenie tematu przygotowań do sesji w studiu nagrań.

W pierwszej części artykułu wstępnie nakreśliłem Wam ten problem, a dziś kontynuujemy wątek i poznamy kolejne, złote prawdy towarzyszące temu wydarzeniu.

Skończyliśmy temat na sytuacji, w której muzycy doznają małego szoku, kiedy okazuje się, że ich partie w studiu nie brzmią już tak dobrze, jak grane na próbach, gdzie zwykle mamy do czynienia z wielkim, niekontrolowanym hałasem i chaosem.

Obiecałem, że podam Wam na tą bolączkę rozwiązanie i od niego właśnie zaczniemy drugą część tej przypowieści.

9. Nagrywajcie swoje próby

Nie musi to być high-end, wystarczy zwykły rejestrator, czy całość zebrana jednym lub dwoma mikrofonami w DAW. Służyć ma to wyłapaniu tych błędów, a także może być pomocne w ewentualnej modyfikacji aranżu. Warto po próbie usiąść i w spokoju to przesłuchać, rozpisać, rozrysować, przemyśleć czy taka, a nie inna budowa ma sens, czy takie a nie inne tempo pasuje, etc.

A co jeśli nie mamy w tej materii pewności (młode zespoły zwykle jej nie mają…)? Otóż:

10. Zaproście swojego przyszłego realizatora na próbę do swojej “jaskini”

On usiądzie, wysłucha i podrzuci ewentualne poprawki. Warto go posłuchać, bo on w tym siedzi od lat, a Wy jesteście dopiero na początku drogi…

11. Zaprzyjaźnijcie się ze swoim realizatorem

Nie mówię tu oczywiście o nieśmiertelnej przyjaźni do grobowej deski ani tej pozornej rodem z „faceboxa” (jak to mawia mój szef). Zbudujcie relację i zaufanie, bądźcie gotowi na ustępstwa i poprawki. To wszystko jest zazwyczaj dla Waszego dobra (i dobra Waszych utworów). Poza tym, bliższa niż tylko „biznesowa” relacja z realizatorem znacznie zmniejsza presję i stres przy nagrywaniu, a ten jest zwykle nieunikniony. Jak będziecie mieli pewność, że realizator jest po Waszej stronie, (mimo, iż siedzi zwykle po szyby drugiej stronie) – to od razu palce Wam będą swobodniej po gryfie biegać.

12. Ćwiczcie z metronomem (nie tylko perkusiści)

Rzadko kiedy zespoły nagrywa się bez „klika”. Im więcej czasu poświęcimy na próby z tym przydatnym tworem, tym łatwiej będzie nam się odnaleźć w studiu. Miałem kiedyś sytuację, że młody perkusista pewnego zespołu nigdy wcześniej nie słyszał o takim urządzeniu i przez pierwszą godzinę w studiu bardzo się męczył, twierdząc, że to cykanie go „wytrąca z rytmu”. Perełka 🙂

Po tej sesji przygotowałem mu kilkanaście plików audio z samym klikiem, w różnym tempie, żeby sobie ćwiczył z iPodem w swojej garażowej kanciapie. Nie mogłem wyjść z podziwu, jak zespół pojawił się tydzień później na kolejnych nagraniach, bo wydawało mi się, że mają nowego, lepszego perkusistę…

13. Przychodźcie na sesję wypoczęci, nie skacowani, umyci, zdrowi i przede wszystkim – z dobrym nastawieniem

Nic tak nie burzy atmosfery, jak fochy, fetor, aldehyd, ziewanie i ciągłe zrzędzenie. To wszystko odbije się na Waszych ścieżkach. Gwarantuję.

14. Przed przyjściem na nagranie, doprowadźcie swoje instrumenty do porządku – nowe struny, naciągi, etc.

To samo tyczy się wokalisty – gdy jakieś wstrętne bakterie zaatakowały jego gardło, to trzeba odpuścić i sesję przełożyć. Wokal musi być wypoczęty (a przed samym nagraniem – dobrze rozgrzany).

15. Jeżeli nie czujecie się na siłach nagrywać na setkę (czyli wszyscy na raz, jak prawdziwy zespół) to nagrajcie sobie chociaż przed sesją tzw. „piloty”

Są to np. ścieżki gitary, do których będzie grał perkusista – po to, żeby wiedział, gdzie w piosence się znajduje, czy to już refren, czy jeszcze zwrotka 🙂 Wiadomo, że nasz pałker powinien doskonale znać kawałek i pilota w zasadzie być nie powinno, ale uwierzcie mi, że znacznie lepiej psychiczne będzie się czuł w sytuacji, gdy mu w słuchawkach będzie grał „przewodnik”.

A drugi plus dodatni takiej sytuacji jest taki, że będzie się on mógł w całości poświęcić jak najlepszemu wykonaniu, a nie rozpraszać liczeniem taktów metronomu. Poza tym – o wiele bardziej inspirujące jest granie pod gitarę niż pod nudne klikanie… Nie muszę chyba dodawać, że pilot musi być zagrany bardzo dobrze i z metronomem…?

16. Uderzajcie w jakość, a nie ilość

Pisałem o tym już kilka razy – naprawdę lepiej kapitalnie przygotować się do nagrania trzech kawałków, niż upchnąć w jednodniowej sesji cały album ale tak sobie zagrany. No chyba, że nie zależy Wam aż tak na końcowym rezultacie i w gorącej wodzie jesteście kąpani, ale szybko takiego kroku pożałujecie.

17. Ustalcie jedną wersję wydarzeń przed przyjściem do studia

Co mam na myśli? Usiądźcie jak ludzie przy kawie czy soczku i podejmijcie decyzję co do tego, jak ma każdy kawałek wyglądać. Zróbcie burzę mózgów, wypiszcie pomysły, dojdźcie do jakiejś konkluzji. Nie mówię, że ktoś ma mieć więcej do powiedzenia niż inni, ale jeśli gracie już ze sobą jakiś czas, to zdążyliście sobie wypracować jakieś metody chodzenia na kompromis, podejmowania wspólnych decyzji, etc.

Te rzeczy musicie roztrząsnąć i rozwiązać we własnym towarzystwie, ale PRZED wizytą w studiu. Na pewno dojdziecie do jakiegoś porozumienia i podążajcie za tą wspólną wizją. W dniu nagrania każdy będzie wiedział co ma robić i co grać oraz w którym miejscu. Na wielkie zmiany jest z reguły w studiu za późno, dlatego tak istotna jest cała praca wykonana wcześniej. Nie bez powodu etap ten ma swoją własną nazwę – pre-produkcja. Pisałem o nim TUTAJ – uważam to za czynność konieczną!

18. Jeśli nie pracujecie z prawdziwym producentem (jest jakaś młoda kapela, która może sobie pozwolić na taki przywilej…?) to wybierzcie jedną osobę z zespołu, która będzie spełniała tą rolę

Zadaniem takiego osobnika będzie podejmowanie ostatecznych decyzji w imieniu zespołu, komunikacja z innymi osobami związanymi z projektem, etc. I znów – dyskusje są potrzebne, ale jeśli traficie na jakąś zagwozdkę podczas sesji, to decyzję trzeba podjąć i ruszać dalej. Wtedy taka osoba okazuje się bardzo potrzebna. Wybierzcie mądrze i tego się potem trzymajcie.

19. Na nagrania przychodźcie bez niepotrzebnych towarzyszy/towarzyszek

To powtarzane jest jak mantra i zapominać o tym nie należy, a jednak praktyka pokazuje, że niestety zdarza się nagminnie. W studiu powinien być tylko zespół i realizator. Obecność osób trzecich rozprasza, utrudnia koncentracje i sprawia, że powietrze staje się cięższe – dosłownie i w przenośni 🙂

20. A skoro mowa o skupieniu – jeśli wchodzicie do studia nagrywać swój materiał, to na nim się koncentrujcie

A nie na przykład na tym, że basista Wam wisi piątaka od miesiąca. Oni (i wiele innych osób) już tak mają, że pożyczanie im pieniędzy przyprawia ich o amnezję…

21. Pokora – słowo obce wielu muzykom, szczególnie tym początkującym

Moja rada jest taka, żebyście:

    • grali tylko tyle ile potrzeba – jeśli macie mnóstwo pomysłów w głowie, to rozsądnie je rozdzielajcie na kolejne utwory – nie próbujcie grać dziesięciu patentów w jednym kawałku, zamiast tego napiszcie pięć różnych utworów
    • nie starali się na siłę udowadniać, że jesteście lepsi niż w rzeczywistości – nie piszcie sobie partii, których nie umiecie precyzyjnie zagrać. Zamiast blasku i chwały najecie się niepotrzebnie wstydu. Historia nie raz pokazała, że siła jest w prostocie (ale nie mylić z prostactwem)

Podsumowanie

Pewna część ludzi decyduje się na przekazanie odpowiedzialności za rejestrację swoich piosenek doświadczonym inżynierom pracującym od lat w studiach nagrań. I nie ma w tym nic złego, bo jeśli ktoś z realizacją ma niewiele wspólnego, to prawdopodobnie taka opcja w ostatecznym rozrachunku będzie lepszym rozwiązaniem niż czasochłonne zdobywanie wiedzy na temat technik, metod i sposobów nagrywania (choć i to się przyda). Dochodzą tu oczywiście jeszcze lata praktyki i doświadczenia oraz sprzęt, który trzeba kupić i warunki, jakie należy do nagrywania stworzyć… To wszystko może zająć bardzo dużo czasu, dlatego czasem lepiej naprawdę powierzyć tą całą sprawę zawodowcom.

Ale żeby wszystko na końcu zagrało jak należy, muzycy muszą być do takiej sesji bardzo dobrze przygotowani! To jest podstawowy warunek.

Mam nadzieję, że wystarczająco dobrze nakreśliłem Wam ten problem i weźmiecie sobie do serca te wskazówki. Jeżeli macie jakieś dodatkowe uwagi, pomysły, porady czy inne historie wynikające z braku przygotowania, to wpisujcie je pod spodem. Chętnie dorzucę je do listy.

Druga strona barykady…

Można się teraz zastanawiać, jak wygląda sytuacja po drugiej stronie lustra, czyli jak do sesji nagrań powinien być przygotowany sam realizator. To także kwestia dość istotna. Ale zamiast silić się na ponowne koła wynalezienie, postanowiłem podzielić się z Wami pewnym e-bookiem, którego napisałem szmat czasu temu.

Myślę, że bardzo dobrze wpasowuje się on w tą tematykę, choć mówi przede wszystkim o tym, jak prowadzić swoje domowe studio. Jest tam jednak opisany wątek przygotowań, jakie powinien poczynić realizator przed przystąpieniem do nagrań, więc gorąco polecam rzucić okiem nań. E-book do pobrania po kliknięciu w ikonkę.

Tymczasem!

Zostawić komentarz ?

13 Komentarze.

  1. Trociniak

    Dodam jeszcze od siebie jedną ważną kwestię. Pomijając problemy logistyczne, dyspozycyjność swoją i realizatora, choroby itp. nie przeciągajcie w nieskończoność nagrywania. Wiadomo, że często nie ma możliwości zaszyć się w studiu na kilka dni i musimy wybierać pojedyncze dni np.- “to ja nagram perkusję jutro, wy gitary za miesiąc, bas za dwa, wokale za pół roku”. Nie idźcie “to drogo” 😀 ! Jak zwykle zacny artykuł do porannej kawy Igorze 😉

    • “To drogo” chodzić się nie powinno 🙂 Nic nie zastąpi nagrania na setkę. Smacznej kawy!

  2. Doskonały tekst. Gdyby jeszcze “młodzi” chcieli posłuchać…

    • Niektórzy na szczęście słuchają 🙂 A inni będą wiecznie niezadowoleni i chętnie całą winę zwalą na “pana akustyka” 😀

  3. Nawet jeśli mojego malutkiego nagrania nie zaniosę nigdy do wielkiego studia to i tak są to cenne rady,bo nietrudno je przenieść na swoje własne podwórko.

  4. “(jak to mawia mój szef)” – masz szefa ??? 😉

  5. Ja myślę, że całkiem niegłupim pomysłem dla zespołu przed wejściem do studia jest rozpisanie utworów w guitar pro, każdy ma możliwość bardzo precyzyjnego spojrzenia na swoje partie, wprowadzania edycji, smaczków. A żeby było lepiej, program ma odtwarzacz, dzięki któremu możemy dokładnie “nausznie” prześledzić utwór jeszcze przed jego nagraniem. Wprawdzie jakość tamtego odtwarzacza przypomina niejednokrotnie dźwięk spadającego widelca, to jednak myślę że jakość dźwięku w tym konkretnym przypadku nie jest najważniejsza.
    No i jeszcze jedna rzecz – odpada kwestia zderzenia się w studiu z rzeczywistością, tzn. odsłuchania utworu nie w szumie i hałasie, tylko każdą ścieżkę czysto, selektywnie.
    Wiem, że dla wielu osób to głupota, ale wiem też, że zespoły z najwyższej półki też korzystają z powodzeniem z tego patentu.

    • Jest to na pewno bardzo dobry pomysł od strony aranżacyjnej. Ostrożny bym jednak był co do strony brzmieniowej, bo co innego selektywność spadających sztućcy, a co innego prawdziwe instrumenty grające razem 🙂 Mimo to, zgadzam się, że warto to wykonać.

  6. Ja od niedawna zainteresowałem się tematem domowego studio nagrań, oczywiście tylko na potrzeby własne i bardziej pod kątem zdobywania doświadczenia. Póki co jestem na etapie gormadzenia wiedzy, w związku z tym poradnik przygotowany przez autora strony jest jak znalazł 🙂 Czekam na kolejną edycję. Sam do tej pory z ciekawszych wyszperałem taki poradnik-katalog: http://issuu.com/samsonpolska/docs/samson_manual_web_02122013 i http://www.dgpro.pl/realizacja-dzwieku/kurs-realizacji-dzwieku-na-dvd. Ale to niestety najbardziej prymarne rzeczy.

  7. Witam mam pytanie robię Mastering swojego utworu plik jest 24 bitowy w formacie wav ale gdy zrobię render do 16 bitowego pliku wav i potem zapiszę plik w mp3 w muzyce instrumenty zaczynają się z niekrztałcać i utwór traci barwę jest do niczego NAGRYWAM UTWORY 48000Hz a nie 41000 Hz dlaczego tak się dzieje występują jakieś zniekrztalcenia cyfrowe i czy mastering robi się na sterowniku ASIO4ALL. Pozdrawiam i proszę o pomoc 🙁 🙁

Zostaw komentarz