Jak Przygotować Się Do Nagrań w Studio, Cz. 1

Dzisiaj nieco odbiegniemy od tematu nagrywania w domowym zaciszu i przyjrzymy się bliżej sytuacji, w której naszą sypialnię zamienimy na pokaźnych rozmiarów live-room, nasze niewielkie umiejętności zamienią się na kunszt realizatora z długim stażem, a scrackowany FL Studio zamienimy na rozbudowany system Pro Tools HDX.

Słowem, nadszedł czas nagrać swoje utwory w studiu z prawdziwego zdarzenia… O tym, jak się do takiego przedsięwzięcia przygotować opowiem w tym dwuczęściowym artykule.

Jak wiecie, powtarzam wszem i wobec, że nagranie sensownie brzmiących utworów w domowym studiu jest jak najbardziej możliwe – tyle, że nie jest to takie proste. W końcu rozprawiamy o tych sprawach od kilku lat na blogu, co tylko dowodzi jak bardzo rozbudowany jest to temat. Ale czasem pójście do studia może uczynić bardzo dużo dobrego nie tylko dla brzmienia naszych produkcji, ale i dla naszej świadomości. Spróbujmy więc rozbić tą kwestię na mniejsze cząstki i zobaczmy co takiego powinniśmy uczynić, aby sesja w studiu nagrań przyniosła oczekiwane rezultaty.

Tak dla ścisłości, mówimy o sytuacji, gdzie jest to pierwsze wejście do profesjonalnego studia – czy jesteśmy młodą kapelą, czy śpiewakiem solowym, czy jeszcze innym instrumentalistą. Starzy wyjadacze powinni mieć te parę zasad opanowanych (choć i tu zdarzą się wyjątki), ale dla tych dopiero startujących w owych zmaganiach, poniższe prawdy mogą okazać się zbawienne.

Ale zacznijmy może od tego, co wielu młodym muzykom się wydaje, a jak sprawa ma się w rzeczywistości. Czyli łapiemy za imadło i zgniatamy legendy ludowe…

1. Studio i sprzęt w nim się znajdujący sprawią, że nasza muzyka zabrzmi zawodowo

Jeśli dysponujecie dobrymi utworami i zawodowo je zagracie, to jak najbardziej. Jeśli liczycie na to, że sprzęt sam za Was zagra, to się przeliczycie…

2. ”W studiu wszystko da się poprawić”

Da się sporo, ale jeśli idziecie z takim nastawieniem, to sesja będzie koszmarem, a rezultaty i tak nie będą zbyt dobre. Poza tym, studio nie jest po to, żeby naprawiać błędy partaczy, ale po to, żeby rejestrować możliwie najlepsze wykonanie zdolnych muzyków. Jak nie umiemy grać czy śpiewać, to nie idziemy do studia – szkoda pieniędzy i czasu.

3. ”Wybierzmy studio z takim sprzętem, jakiego używają nasi idole”

Taa… i najlepiej sami zasiądźmy za konsoletą. Jeżeli chcecie się zbliżyć brzmieniem do Waszych idoli, to znajdźcie człowieka, który realizował płyty, których brzmienie się Wam podoba, bo sprzęt w każdym szanującym się studiu ma generalnie te same możliwości.

A jeśli już będzie potrzeba wypożyczyć jakiś charakterystyczny kawałek sprzętu czy instrumentu, to realizator Wam to podpowie, bo ma w temacie rozległą wiedzę. Jeżeli macie dylemat związany z wyborem miejsca do nagrań, to proponuję zmienić podejście i szukać konkretnej osoby. Ona będzie wiedziała, czego Wam trzeba.

4. ”Studio to fajne miejsce na melanż”

Choć klimat podczas nagrań jest niewątpliwie bardzo istotny, to jednak jest to miejsce ciężkiej pracy (również nad sobą…). Możecie sobie z sesji nagraniowej uczynić imprezę, ale muzycznie wiele z takiego eventu nie wyniknie. Idąc do zawodowego studia zachowujcie się jak ludzie dorośli – zainwestowaliście w to ciężko zarobiony pieniądz i macie osiągnąć postawiony sobie cel. Browara czy co tam wolicie można sobie zawsze strzelić w pubie wieczorem po sesji.

Jako muzycy musicie wiedzieć, że choć realizatorzy zazwyczaj nie mają nic przeciwko, gdy przyniesiecie sobie puszkę chmielu, to i tak w głębi duszy raczej nie będą z tego jakoś szczególnie zadowoleni – niektórzy muzycy stają się po alkoholu nieznośni, poza tym, żaden inżynier nie chciałby, żeby jakiekolwiek płyny znajdowały się w okolicy sprzętu. Więcej o przestrzeganiu zasad BHP w studiu napisałem TUTAJ – polecam zajrzeć.

Jeśli dostatecznie długo obracacie się w temacie nagrań, miksów i całej realizacji, to na pewno niejednokrotnie spotkaliście się z jedną najprawdziwszą prawdą (wyrażaną w różny sposób) – to muzycy tworzą magię, muzyka jest najważniejsza, liczy się aranżacją czy znane z festiwalu Soundedit – „I am the sound!”.

Te wszystkie i inaczej wypowiedziane słowa znaczą w sumie to samo i to one są kluczem do sukcesu, a pobyt i nagranie w studiu są tego najlepszym i żywym przykładem. Ja jeszcze je nieco rozwinę i dodam, że cała ciężka praca włożona w powstawanie tej muzyki (singla, całego albumu czy EP-ki) musi zostać wykonana przez muzyków. I to zwykle PRZED wejściem do studia. Genialna muzyka powstanie tylko wtedy, jeżeli się odpowiednio do nagrań przygotujemy, a w trakcie sesji bezbłędnie wykonamy swoje partie.

I tyle słowem „krótkiego” wstępu. Przejdźmy już bezpośrednio do przykazań związanych z przygotowaniem się do nagrań. Na pierwszy ogień (i w duchu tego, co wysmarowałem powyżej) postanowiłem zacytować słowa właściciela studia The Rolling Tapes, Marka Szwarca, które opublikował na forum nagranie.net (wcześniej Akysz.net):

„(…) trzeba bardzo solidnie przyłożyć się do sesji. Zarówno od strony muzycznej, merytorycznej jak i technicznej. Dużo młodych muzyków dorasta w myśli, iż znakomite studio zniweluje niedoskonałości a “sprzętowy supersound” ukryje braki techniczne. I tu uwaga: NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚĆI!

Mit numer dwa, to super-wiara w edycję komputerową. Te wszystkie “genialne” usprawnienia pojawiające się z kolejnymi wersjami Protoolsa, Logica czu Nuendo… Komputer czasem naprawi naszą pracę, ale artystą nie jest i wykonawcą nigdy nie będzie. Jeżeli ktoś wierzy, że komputer uzdatni jego muzyczne buble, to jest w dużym błędzie. Poza tym, jest to zbędne zmarnowanie funduszy oraz czasu. Chyba że kapela ma nielimitowany budżet…

I tutaj kwintesencja:

“Im lepsze przygotowanie, tym mniejsze koszta nagrań i finalnie lepszy sound na koniec. Nawet topowe Mesy, Neve czy Manleye oraz segregowane lampy Siemensa w tych Manleyach i Riverach nie ukryją braków muzycznych i tandetnego wykonania. Gwarantuję, że jeżeli zespół nie chce jakichś post-produkcyjnych “cudów” przy miksie, a zależy mu tylko na doskonałej jakości nagrania, to wystarczy dobry miesiąc ćwiczeń we własnej kanciapie.

Wystarczy, że miesiąc przed sesją muzycy poćwiczą 3 razy w tygodniu cały materiał “na blachę”. Wtedy sesja w studio, będzie ich kosztować 2-krotnie mniej! To nie cud, tylko zwykły warsztat i świadomość tego, co się chce uzyskać. Z mojej autopsji znam, iż Pat Metheny gra 10 godzin dziennie, a Slayer, z którym miałem naocznie do czynienia w studio, gra przed setem całe swoje 3 płyty na rozgrzewkę! Pomimo iż młócą ten materiał niezłomnie 30 lat…

Tak (niestety) wygląda praca nad techniką. Wiem że dla niektórych to jest “niestety”… Właśnie ci, co tak uważają, płacą najwięcej za nagrania. Po prostu płacą za roboczogodziny realizatora, który zamiast kreatywnie poświęcać energię przy miksie czy budować brzmienie, niepotrzebnie zajmuje się godzinami nierówną gitarą albo ustawia krzywą stopę. Z praktyki wiem, iż bębnów na 16 śladach nie da się komputerowo skwantyzować i tu cudów nie ma…”

Otóż to! Praca, praca i jeszcze raz praca. Tylko dzięki takiemu podejściu można liczyć na sensowne rezultaty.

Podsumujmy więc tą wypowiedź i zacznijmy liczyć “przykazania”:

1. Nienaganne przygotowanie.

2. Perfekcyjna znajomość swoich partii.

3. Porzucenie wiary w edycję komputerową.

4. Im lepsze przygotowanie, tym mniejsze koszty.

5. Dużo, bardzo dużo treningu.

6. Solidna rozgrzewka przed nagraniem.

Dorzućmy teraz kolejne prawdy:

7. Trenować musi każdy z osobna i wszyscy razem. Zdolne kończyny, palce czy gardło to wynik wielu godzin spędzonych zarówno w domu, jak i na próbie. A ćwicząc w kanciapie szlifujemy dodatkowo zgranie z innymi – bez tego ani rusz w zespole.

8. Muzycy idący pierwszy raz do studia, często przeżywają szok, bo okazuje się, że partie grane wspólnie w studiu, nie do końca brzmią tak dobrze, jak na próbach czy koncertach. Studio ma to do siebie, że pozwala wszystko dobrze i selektywnie usłyszeć. I wtedy zazwyczaj okazuje się, że albo w atmosferze ciągłego hałasu, w jakim na co dzień ćwiczymy, nie słychać, że dźwięki nie są odpowiednio intonowane albo akcenty stopy z basem się nie zgrywają czy inne tego typu kwiatki.

Jednak i na to jest rozwiązanie jeszcze przed pójściem do studia.

I właśnie od niego rozpoczniemy drugą część artykułu…

Zostawić komentarz ?

16 Komentarze.

  1. Fajny artykuł, ale bardzo chętnie przeczytałbym o przygotowaniu do nagrań od strony właściciela studia / realizatora 🙂 Może coś nowego by do głowy wpadło, czego się samemu nie wypracowało ? 🙂

  2. Super sprawa, czekam na cz.2

  3. Poruszyłeś bardzo ważny temat. Może to nie jest dobre podejście, ale wychodzę z założenia że jak ktoś kocha to co robi to i tak będzie to robił. A ci co tylko grają dla jakichś śmiesznych powodów to i tak prędzej czy póżniej odpadną, także ja już nikomu nie mówię jak ważny jest trening palców, rozśpiewanie nie mówiąc już o nutach itp bo tylko wyjdę na nudziarza 🙁

  4. nie ma to jak z rana dobry artykuł 😛 więcej,więcej,i jeszcze raz więcej takich artykułów,pozdrawiam.

  5. Wszystko fajnie, prawdopodobnie jest w tym dużo racji, ale jedna rzecz mi nie gra. Gdyby było dokładnie tak, jak w tym artykule, to nie powstałoby 90% popowych płyt, a koncerty w USA nie brzmiałyby lepiej niż studyjne nagrania. Nie oszukujmy się, Mandaryna kilka lat temu nie nagrywała czysto piosenek dlatego, że w studiu się lepiej rozgrzewała, czy powietrze było cieplejsze. Nie wyszłoby z tego nic, gdyby nie setki roboczogodzin realizatorów, tony sprzętu i gigabajty software’u. “Gwiazdeczki” nie spiewałyby na żywo, gdyby nie wyrównywanie midi w czasie rzeczywistym. Wybaczcie mi, ale nie uwierzę, że absolutnie wszystko zależy od muzyków a praca realizatora to tylko delikatne wyrównanie, ustawienie panoramy śladów i rozstawienie pasm tak, żeby instrumenty były selektywne.

    • czlowieczek

      Przypomnial mi sie ten oto filmik po Twojej wypowiedzi:D
      http://www.youtube.com/watch?v=G2Rhh_4GZmU

    • Jasne. Rozgranicz tylko sytuację, w której muzycy GRAJĄ na prawdziwych instrumentach i chcą to o własnych siłach zarejestrować w studiu od sytuacji, gdzie sztab “budowniczych” układa dniami klocki w edytorze MIDI. To są dwa oddzielne światy – masz muzykę zagraną przez ludzi i muzykę “poskładaną” przez ludzi (plus hybrydy pomiedzy). Takie składanie można sobie w domu do upadłego robić jak ktoś lubi i do studia pójść tylko wokale nagrać i je potem przemielić Auto-Tunem. Z pierwszym przypadkiem jest trochę inaczej i trudniej – nie wyklikasz sobie myszką umiejętności grania 🙂 Ją trzeba latami ćwiczyć i pielęgnować. I o tym piszę w artykule.
      A z popem, jak sama nazwa wskazuje, już tak jest, że jest zwykle budowany pod publiczkę, modę, trendy. Robiony dla mas bez większych wymagań estetycznych, które nie odróżnią brzmienia Steinway’a od skwantyzowanego “pianinka midi” z lat 80-tych. Co do jakiejś Mandaryny, to serio uważasz, że ktoś z realizatorów miał jakakolwiek przyjemność w pracy z osobą, która ma problem z czystym śpiewaniem? Bo ja myślę, że takie przypadki plus nierówno grający pałker czy inny gitarzysta to jest zmora. Jal ktoś by Ci zapłacił fortunę, to może i byś się podjął poprawiania, równania i strojenia, ale młodych ludzi nie stać na takie fanaberie to raz. Dwa, że i tak wszystko wyjdzie na żywo. Dlatego należy się najpierw grać nauczyć, a nie iść do studia robić muzykę z niczego.

    • No i jeszcze jedna rzecz – są muzycy i są “produkty”…

  6. Trociniak

    Zauważ, że wokal to tak jakby osobna sprawa. W artykule jest to uogólnione, chodzi o całą produkcję. Nagrana na wiele śladów nierówna perkusja nie jest możliwa do wyrównania w 100%(gdybym ja to wiedział 5 lat temu… 😉 ), bo np. overhead zbiera też stopę. Solówek nie będziesz przecież przyśpieszał, czy zlepiał z 15 fragmentów. Można jakoś mądrze opracować przystanki w poszczególnych partiach i nagrywać większą ilość fragmentów, ale trzeba mieć wykute wszystko na blachę. Nie umiem czegoś, to się za to nie biorę, upraszczam. W studiu oczywiście można poeksperymentować, ale tylko po zarejestrowaniu materiału w całości. W przeciwnym razie będziemy tracić pieniądze i czas na to, czy tamto przejście, a zostało nam jeszcze pięć kawałków do nagrania 🙂

  7. Post będzie trochę nie na temat 🙂 Zbliża się Black Friday. Waves daje w tym roku za darmo Renaissance Bass

    http://www.waves.com/lpn/black-friday/free-plugin-pre-signup

    Pozdrawiam Igora i wszystkich Czytelników 🙂

    • Dobry plug-in.
      Pozdrawiam również 🙂

    • Bardzo dobry moment na przypomnienie o Black Friday i Cyber Monday. Igorze, może idąc śladem przeszłości, kiedy to wymienialiśmy info gdzie można ustrzelić jakieś mega okazje, zrób oddzielny-szybki artykuł na ten temat ? Oczywiście to tylko sugestia.

      Ze swojej strony podam, iż Sound Toys daje 45% rabatu w dniu jutrzejszym.

      Ale zastanawia mnie ważna sprawa. Chciałbym w coś zainwestować lecz jako osoba prowadząca działalność gosp. chcę ten zakup wliczyć w koszty i odliczyć VAT. Czyli najchętniej kupował bym software (w tym VST/i) w polskiej firmie, która oferowałaby promocje i bardzo zbliżone ceny jak w zagraniczncych sklepach online – ale też wystawiłaby mi na zakup fakturę VAT. Zna ktoś oże takie dobre sklepy w PL ?

    • Polskich sklepów oferujących takie zakupy nie kojarzę, a artykuł wkrótce wysmażę 🙂

  8. Ja mam pytanie Igor właśnie odnośnie wtyczek Waves i zbliżajacego się Black Friday! Jesteś na pewno już ogarnięty w sprawach zakupów w obcych walutach i tego dotyczmy moje pytanie. Otóż czy jeśli przykładowo Waves są oferowane w dolarach i można płacić kartą to działa to w ten sposób, że mam załóżmy konto w X banku i mam na koncie złotówki to kupujac te wtyki pobiera mi z konta odpowiednia kwote z przeliczenia z dolarów? Czy trzeba mieć konto walutowe do tego typu operacji?

    Pytam tutaj, ponieważ odpowiedź mailową mógłbym zbyt późno otzrymać.

Zostaw komentarz