Analiza Utworu i Rozwiązanie Konkursu

W poprzednim artykule zleciłem Wam samodzielną analizę jednego (lub więcej) z czterech utworów znanych artystów. Bardzo wszystkim dziękuję za wzięcie udział w zabawie, za wnikliwe i konkretne komentarze oraz za poświęcony czas i wykonaną pracę.

Ja także wziąłem udział w konkursie, ale niestety szanowne jury nie uwzględniło moich wypocin, bo uznało, że jestem zbyt blisko związany z autorem bloga i prawdopodobnie wywołałoby to konflikt interesów tudzież stronniczość podczas wyłaniania zwycięzcy… Dlatego zamiast konkurowania z Wami, postanowiłem, że opublikuję poniżej wyniki mojej analizy, żebyście mogli zobaczyć, co mi wyszło z tego przedsięwzięcia i w jaki sposób do sprawy podchodzę.

Na warsztat wziąłem kawałek A. Morissette pt. „Uninvited”, czyli po naszemu – „Nieproszony”. Kapkę niżej znajdziecie, co mi wyszło.

Ale wracając do Was i konkursu – zgodnie z obietnicą, autor najciekawszej i najbardziej merytorycznej wypowiedzi zostaje nagrodzony jednym z kursów video dostępnych na stronie oraz ma u mnie darmową konsultację w sprawie miksu. Przyznam szczerze, że nie było mi łatwo wyłonić jednego zwycięzcy, bo wielu z Was się naprawdę postarało o wnikliwą analizę wymienionych kawałków. No ale, żeby słowa dotrzymać, na kogoś paść musiało 😉

Ogłaszam więc, że zwycięzcą naszej zabawy został:

root – autor TEGO komentarza

Koledze ukrywającym się pod tym pseudonimem serdecznie gratulujemy! Otrzymuje on dowolny kurs video oraz darmową konsultację miksu. Ja się już do ‘roota’ odzywam i ustalamy szczegóły, a pozostałym uczestnikom… gratuluję również, bo i oni za udział w konkursie otrzymują skromną nagrodę!

Każdy, kto podjął się trudu przeanalizowania któregoś z utworów pod poprzednim artykułem, otrzymuje kupon zniżkowy w wysokości 50% na zakup któregokolwiek kursu, do wykorzystania przez najbliższe cztery tygodnie! Jeśli już sobie upatrzyliście któryś z pięciu tutoriali, to piszcie śmiało z formularza kontaktowego, podam Wam szczegóły skorzystania z rabatu.

Wszystkim bardzo dziękuję za wzięcie udziału w tym analitycznym przedsięwzięciu i zachęcam do dalszych analiz swoich ulubionych kawałków oraz do brania udziału w kolejnych konkursach.

A teraz przejdźmy już do analizy. Przypominam, że mówimy o TYM KAWAŁKU.

I. BUDOWA

Niezbyt skomplikowana, składająca się właściwie z trzech segmentów:

zwrotek, refrenów i mostków instrumentalnych, ale po kolei:

Intro – 2 takty

Zwrotka 1 (8 taktów)
Refren (4 takty)
Mostek (2 takty)

Zwrotka 2 (8 taktów)
Refren (4 takty)
Mostek (4 takty)

Zwrotka 3 (8 taktów)
Refren (4 takty)
Mostek (4 takty)

Zwrotka 4 (4 takty, poprzedzone dwoma taktami wygasania mostka)
Mostek na wyjście (16 taktów)

Dla uproszczenia nazwijmy sobie każdą sekcję jedną literą alfabetu i wyjdzie nam mniej więcej coś takiego:

A ABC ABC ABC AC

Nie jest to może najpopularniejszy układ, ale nadal stosowany. O innych – prostszych i bardziej zawiłych, jeszcze niedługo porozmawiamy…

II. KOMPOZYCJA, ARANŻACJA, INSTRUMENTARIUM

W istocie kompozycja jest banalnie prosta i opiera się w większości na jednej progresji akordów (D, Gm). Zarówno w sekcji A, jak i C mamy tą samą kombinację dźwięków, a jedynie część B (refren) wprowadza zmianę. Jak w takim razie poradzono sobie z urozmaiceniem piosenki? Rozsądnym zaaranżowaniem partii.

Zauważcie, że pomimo tak wielkiej powtarzalności sekcji, każda z nich brzmi inaczej. Pierwsza zwrotka jest bardzo goła, surowa, intymna – pojedyncze dźwięki pianina i lekkie akordy tylko „na raz”, delikatne uderzenia w congo, szumiące blachy i jakieś perkusjonalia, ale wszystko mocno w tle, natomiast delikatny wokal z dużym pogłosem siedzi na froncie.

Pierwszy refren równie nagi, co zwrotka, ale jak dobrze podkreślony zmianą akordu (mimo, że pojedyncze dźwięki pianina pozostają te same, co w zwrotce).

Następuje mostek instrumentalny z gitarą akustyczną i elektryczną oraz narastającymi pod sam koniec sekcji smykami. Te elementy będą nam towarzyszyć w drugiej zwrotce, do której wchodzimy razem z harmonią na wokalu. Słyszymy też nieco więcej perkusjonaliów – shaker, dzwonki, trójkąt oraz bongosy i organy, a wokale są zaśpiewane o wiele mocniej niż w pierwszej zwrotce.

Drugi refren jest zdominowany przez organy, nadal mamy bongosy, gitarę akustyczną, pianino, ale wydaje się, że jest on nieco oszczędniejszy (brak smyków) niż zwrotka (celowy zabieg, o którym w kolejnym punkcie). Dopiero tutaj pojawia się wyraźny bas (aczkolwiek już chwilę wcześniej da się wyczuć kilka pojedynczych jego dźwięków).

I tak dochodzimy do kolejnego mostku instrumentalnego, którego wejście jest dobitnie zaznaczone zestawem perkusyjnym. Mocno schowane wcześniej smyki teraz w bogatszej aranżacji wychodzą na przód. Dodatkowo pojawiają się dwie mocno przesterowane gitary – pierwsza jednokrotnie uderza ostrą, przesterowaną modulacją i siedzi na froncie, a druga, dodająca tekstury i znacznie cichsza pozostaje lekko w tle i towarzyszy nam w kolejnych sekcjach.

Na pełnych obrotach wchodzimy w trzecią zwrotką. Miejsce na wokal robią znów smyki, które pojawiają się mniej więcej tylko w przerwach między frazami. To jest kunszt aranżacyjny…

Następuje kolejny refren, ponownie lekko oskubany ze smyków, ale ze wszystkim innym obecnym. Wszystko po to, aby ponowne wejście smyczków w następnej sekcji instrumentalnej było bardziej wyraziste. Pamiętamy o tym, że cisza też jest bardzo ważnym elementem muzyki 🙂 W tym mostku na plan pierwszy smyki wychodzą zdecydowanie – to prawie jak ich solo…

Tak dochodzimy do ostatniej zwrotki, której dwa pierwsze takty rozpoczynają się wygaśnięciem niemal wszystkiego za wyjątkiem pianina. Pojawiają się tylko dwie (kluczowe) linijki tekstu, po czym następuje jeszcze większa eksplozja całości. To też dość popularny zabieg – żeby mocniej kopnęło, musi się zacząć od cichszego, prawda?

Tym gęstym „instrumentalem” z gitarowym solo po czwartym takcie kończy się utwór. Dlaczego tak? O tym w podpunkcie o wokalu…

Jeszcze słowo o instrumentach – standardowy zestaw zespołu rockowego zawsze dość dobrze współgrał z partiami symfonicznymi. W wypadku tego utworu dodały one jeszcze większej dramaturgii, niepewności, wątpliwości, która jest również wspomagana rozsądnie rozporządzonymi zasobami (raz gęściej, raz oszczędniej). Słuchając utworu po raz pierwszy tak naprawdę nie wiemy, czy zaraz nie będzie kolejnego uderzenia, a może uspokojenia – jak z kobietą… 😉

III. SŁOWA A MUZYKA

Nie będę się tu rozdrabniał na poszczególne linijki, bo nie na tym rzecz polega. Ogółem, tekst mówi o dwóch różnych światach – męskim i damskim. Z tym, że ten drugi nie jest zbyt otwarty na tą relację, jest niestabilny, nieodkryty, nieposkromiony, niespokojny i raczej nie gotowy na przyjęcie gościa. Ale czy do końca? No właśnie, ja odnoszę wrażenie, że trochę chce, a trochę nie chce.

W trakcie trwania utworu generalnie dowiadujmy się, że „Pani sobie Pana nie życzy”, ale z drugiej strony dochodzimy do ostatnich dwóch linijek, z których jasno wynika, że Pan nie jest skreślony czy nie wart uwagi, ale ona potrzebuje czasu, żeby bardzo dobrze to przemyśleć. I dlatego według mnie po tym wersie nie następują już kolejne, bo to jest właśnie ten czas do namysłu. To jest coś w rodzaju posłuszeństwa muzyki względem prowadzących słów i jest to bardzo dobrze wykonane. Pani mówi, że myśli, więc myślimy i my, słuchacze – dobrze kombinuję?

Nie wiemy, jak skończyła się ta historia, bo jesteśmy pozostawieni w atmosferze niepewności. To jest też coś, co bardzo lubię w muzyce – utwór opowiada nam tylko jakiś wycinek, kilka obrazów czy zdarzeń, nie wiemy jak coś się zaczęło i skończyło, dostajemy kilka puzzli i wolne pole do interpretacji całej układanki.

IV. KONTRAST I MIKS

Tekst – zestawienie dwóch światów (męski vs damski), dwóch różnych punktów widzenia. Jakby tego było mało, uderza nas totalna ambiwalencja autorki (chcę i nie chcę…)

Aranżacja – raz gęściej, raz oszczędniej, a mimo to ciągle atrakcyjnie i do przodu. Mamy urozmaicone i zróżnicowane sekcje przez co nie jest jednostajnie i nudno – ciągle coś się dzieje. Dobrze zaaranżowany kawałek (wszystkiego tyle, ile trzeba) mocno odciąża miksera, który nie musi pozbywać się partii, które zasłaniają i przeszkadzają. Bolączką słabej aranżacji jest za dużo różnych ścieżek…

Instrumenty – jedne przychodzą, drugie odchodzą. Różne poziomy smyków w różnych sekcjach (bardzo istotne dla czytelności wokalu, bo często grają podobnymi pasmami).

Miks – bliski, „duży” wokal z ogromnym pogłosem kontra pochowane w tle perkusjonalia, bębenki, etc. Potężna perkusja kiedy trzeba. W miarę postępu utworu te różnice się zatracają (wiadomo, że miks jakiś balans mieć musi) i czujemy, że całość trzyma się kupy, jak należy. Dodatkowo dochodzi sporo automatyki (szczególnie w miejscach, gdy wchodzą mostki instrumentalne). Nie uświadczymy tu jakichś wymyślnych efektów specjalnych czy super intrygujących brzmień – to jest surowe granie zdolnych muzyków i taki zestaw zawsze się obroni bez sztuczek. Jedyny wyjątek to ta przemielona efektami modulującymi i filtrami ostra gitara, która podkreśla wejścia mostków instrumentalnych.

V. NASTRÓJ I BUDOWANIE NAPIĘCIA

Częściowo już o tym wspomniałem. Mówimy o niepewności, oczekiwaniu, niepokoju. To na bank. Osobiście odczuwam jeszcze jedną rzecz, nie wiem, czy się zgodzicie ze mną w tym miejscu… Otóż, jak wchodzi refren, to z progresji akordów można wyczuć coś w rodzaju ulgi, zluzowania, nagrody za panujące napięcie. Tymczasem słowa totalnie temu nastrojowi zaprzeczają: „Ale Tobie nie wolno, jesteś nieproszony…”. A może jest to prostu ulga, jak mówisz drugiej osobie coś wprost? Któż to wie – o tym można by długo, a pewnie i tak okazałoby się, że Alanis szukała tylko jakiegoś fajnego słowa i nic ten zlepek wyrazów nie znaczy… To oczywiście żart, nie mogłem się powstrzymać.

Jeśli chodzi o budowanie napięcia, to jest one osiągnięte przede wszystkim zgrabnym i rozważnym rozbudowywaniem każdej kolejnej sekcji. Można sobie to zobrazować prostą linią pnącą się cały czas ku górze. Co chwilę nam dochodzą nowe instrumenty, gęściej grane partie, etc. Zdecydowanie czujemy, że z każdym fragmentem robi się coraz intensywniej. I kiedy w mostku po trzecim refrenie myślimy, że już jest apogeum, następuje wyciszenie, a po nim jeszcze większy wybuch całości.

Chciałbym, żebyście zwrócili na ten moment szczególną uwagę z jednego względu. W obecnych czasach, gdy tak dużo mówi się o przesadnej głośności, hiper-kompresji i innych zagadnieniach związanych z tym, że ma być jeszcze głośniej, ten fragment jest świetnym przykładem zaprzeczenia takim praktykom. Słychać, że nikt tu nikogo nie naciskał (przynajmniej nie za mocno), żeby wyciągnąć z tego ostatnie decybele. I świetnie.

Bo gdyby tak się stało i przesadzono by z kompresją całego utworu, to ten cichy fragment przed eksplozją byłby mniej więcej na tym samym poziomie, co poprzedzające go sekcje, a w momencie wejścia ostatniego mostka instrumentalnego, całość zamiast wystrzelić, by przysiadła. Za dużo razy to słyszałem i uważam to za karygodne!

Werdykt i płynąca nauka

Osobiście uważam ten numer za bardzo dobrze przemyślany i skomponowany. Nie jest to moja ulubiona piosenka na świecie, ale nie zmienia to faktu, że jest zrobiona jak należy. Na pewno każdy z Was ma takie „własne” przykłady świetnie zbudowanych kawałków, bo jest ich przecież tysiące, a nawet setki… 😉 Najważniejsze jest jednak to, jaka płynie nauka z takiej analizy:

    • uczymy się aranżowania od najlepszych
    • uczymy się budować napięcie, nastroje
    • uczymy się o miksie
    • uczymy się budowy, struktury utworów

I najlepsza rzecz jest taka, że możemy całą zdobytą w ten sposób wiedzę przełożyć na własne kawałki. Zdziwilibyście się, jak wiele popularnych utworów ma tą samą strukturę, co inne, jak wiele przebojów opiera się dokładnie na tych samych czterech akordach, jak wiele piosenek buduje napięcie przez rozsądną aranżację. A my to wszystko dostajemy na talerzu w postaci gotowych piosenek. Wystarczy trochę przysiąść, zrobić notatki i już będzie przepis na numer (przynajmniej częściowy, techniczny i teoretyczny). Wiadomo, że jeszcze musimy napisać dobre partie, dobrze je wykonać i nagrać, ale lwią część teorii mamy na wyciągnięcie ręki i to za darmo.

Nie bójcie się korzystać z istniejących struktur, ale i nie bójcie się eksperymentów. Progresje akordów nie są objęte prawem autorskim, co słychać na każdym kroku… Nie mówię, że macie bezczelnie zżynać całe sekcje czy melodie, ale jak pożyczycie przykładową strukturę AABA czy ABAB, to nikt się nie obrazi, bo to są tylko sposoby na ułożenie sekcji. Nie ma tu mowy o plagiatach czy czymś podobnym 🙂

Podsumowanie

Przedstawiłem Wam przykładową analizę utworu, którą od czasu do czasu warto wykonać – dla treningu, ćwiczenia wnikliwości, rozbudowywania palety możliwości czy po prostu – dla przyjemności. Jasne, że można by dodać do tego więcej elementów, rozrysować sekcje z instrumentami i podziałem (to też czasem pomaga lepiej wszystko zobaczyć i zrozumieć), ale mi głównie chodziło o to, żebyście zdali sobie sprawę z tego, jak można rozłożyć utwór na mniejsze składowe i postarać się z tego wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski.

Wprawdzie zastanawiać może fakt, czy analiza pop-rockowego kawałka jest w stanie nam pomóc, jeśli na co dzień pracujemy w zupełnie innych gatunkach. Ja twierdzę, że tak i to bardzo. Uczy nas to sporo o trudnej sztuce aranżacji, o tym, jak urozmaicać sekcje, jak je ze sobą kontrastować, żeby nie znudzić słuchacza, a przede wszystkim – pokazuje nam żywe przykłady. Jasne, że każdy styl muzyczny ma jakieś swoje reguły, ale przecież czerpać możemy też z innych, prawda? Dziesiątki gatunków czy pod-gatunków nigdy by nie powstało, gdyby ktoś się kiedyś nie odważył pomieszać elementów z różnych stylów!

Inna rzecz – czy budowa piosenki sprzed 40 lat jest nadal aktualnym zagadnieniem? Jak najbardziej – zwrotka, refren, pomost, solo… Te wszystkie elementy nadal definiują i będą definiowały piosenkę. Są to niezawodne metody, pewne wytyczne, które zawsze mogą nam pokazać drogę, pomóc zagubionym, którzy utknęli, ale najważniejsze – zawsze zostawiają miejsce na dodatkową interpretację, dodatkową sekcję czy zmodyfikowanie danej sekcji, itd. Jestem zdania, że kiedy mamy już ogarniętą podstawę, to możemy z utworem zrobić co nam się podoba, a zdobyta wiedza na temat struktury pozwoli nam szybciej dotrzeć do celu. Nie mówię, że zawsze, wszędzie i z każdym kawałkiem, ale jest to bez wątpienia bardzo dobry punkt startowy…

Jak sądzicie? Przydatne to zadanie?

Zostawić komentarz ?

12 Komentarze.

  1. Zgadzam sie z tym ze analiza innego zupełnie nam obcego gatunku moze dać dużo. Zawężanie sie do określonego gatunku, stylu to zamykanie sie na ogromny przecież świat dźwięków. Odkryć można tylko nieznane 😀 Świetna praca. Pozdrawiam 😉

  2. adamnpoland

    Mostek drugi nie ma 4 taktów czasem?

  3. Kotas Piotr

    No tak jak to trzeba umiec słuchać!Na wokalu w Uninvited pogłos jest ale delay-a chyba bardzo mało,a to nie to samo.Uczę się od najlepszych!Pozdrawiam.

    • Na moje ucho jest tam pogłos z nieco wydłużonym (kilkadziesiąt ms) pre-delayem.

  4. Zważywszy na to że posiadam kpl kursów , to czy można wykorzystać 50% rabat w chwili wydania nowego kursu ? 😛

  5. Wielkie dzięki 🙂
    Bardzo ciekawy konkurs i super artykuł.

  6. Tak odnośnie analizy utworu Alanis, niezbyt podoba mi się ten pogłos na wokalu ma za mało wysokich częstotliwości szczególnie w dolnych partiach brzmi zbyt.. “puszkowato”, i troszkę za głośno. Chyba lepszym rozwiązaniem byłoby dodanie troszkę pogłosu typu plate, dłuższego który zebrałby ładnie brzmiące sybilanty i dodałby taki efekt rozpłynięcia a to myślę pasowałoby do mistycznego klimatu tego kawałka 😉

    • Szkoda tylko, że my tutaj nic już nie zdziałamy… 🙂 Dla mnie na przykład zrobili jej wokal zbyt szeleszczący, a pogłos rzeczywiście mógłby być inny, ale cóż – taka była ich decyzja.

Zostaw komentarz