Jak Osadzić Wokal w Zmiksowanym Podkładzie, Cz. 1

Jakiś czas temu opublikowałem na blogu dwuczęściowy wpis poświęcony tematowi osadzania wokalu w miksie. Jeśli ktoś przeoczył, to można go przeczytać TU i TU. Dzisiejszy i kolejny artykuł są dedykowane koledze Hubertowi, który wykazał się czujnym okiem i dociekliwą naturą 🙂

Zauważył on bowiem, że pod koniec tych wspomnianych artykułów napisałem o bardzo istotnej rzeczy podczas procesu umieszczania wokalu w gotowym miksie, a mianowicie – o konieczności ingerencji w sam podkład (czy bit – jak zwał, tak zwał), jeśli chcemy mieć jeszcze większe pole manewru w tej kwestii. Jak najbardziej tą tezę podtrzymuję, bo naprawdę trudno zmielić ze sobą zmiksowaną muzykę i świeżo co nagrany wokal, bez ingerencji w ten pierwszy element.

I teraz właśnie tym tematem się zajmiemy, bo kwestia obróbki samego wokalu była opisana w tamtych artykułach, a do tematu manipulacji podkładem zapomniałem powrócić, o czym właśnie nasz czujny czytelnik nie omieszkał mi przypomnieć 🙂

Hubercie, specjalnie dla Ciebie i innych zainteresowanych, prezentuję krótką historię o tym, jak można podejść do obróbki „instrumentala”, aby wokal jeszcze lepiej siedział w całym miksie. Dzisiaj wprowadzę Was w ten temat i podam pierwszy z praktycznych sposobów, a w drugiej odsłonie podam jeszcze więcej możliwości na manipulację podkładem, która umożliwi nam lepsze osadzenie wokalu w miksie.

Moja opinia…

Zanim zaczniemy, to należy Wam się małe wyjaśnienie z mojej strony. Otóż, jeśli jeszcze nie wiecie, jestem wielkim przeciwnikiem miksowania w ten sposób (tzn. gotowy podkład w jednym pliku plus wokale). Uważam to za bardzo amatorski, niepoważny, mocno ograniczony i po prostu kiepski sposób robienia muzyki. Zdaję sobie sprawę z tego, że spora część środowiska hip-hopowego, szczególnie tego „podziemnego”, operuje w ten właśnie sposób i raczej nie da się tego zatrzymać, ale miejcie na względzie, że dysponując pojedynczymi śladami źródłowymi jesteście w stanie zdziałać sto razy więcej niż próbując cokolwiek zmienić w zmiksowanym podkładzie!

Nawet, jeśli dysponujemy bardzo rozbudowanymi wtyczkami i narzędziami, to i tak pewnych praw rzeczy nie przeskoczymy, choćby nie wiem co. Warto mieć tego świadomość i zawsze dążyć do pracy z oddzielnymi śladami, bo w każdym innym przypadku jesteśmy skazani na takie brzmienie muzyki, jakie miał w głowie człowiek odpowiedzialny za zrobienie bitu, który zwykle nie ma pojęcia, jakiego rodzaju wokal będzie do jego dzieła dogrywany.

My tu w tej kwestii już niewiele zdziałamy i tak czy inaczej, będziemy się musieli zmagać z osadzeniem w takim gotowym podkładzie swoich wokali. Nie mówię, że nic się zrobić nie da (bo wtedy nie byłoby tego artykułu), ale nasze możliwości są po prostu niewielkie…

No, ale do rzeczy.

Podkład podkładowi nierówny

    • Różne mogą być źródła pochodzenia podkładów, z których korzystacie. Jedni ściągają je skąd popadnie, inni kupują gotowce od producentów bitów, a jeszcze inni robią je samemu. Nietrudno się domyślić, że ten pierwszy wariant jest najmniej korzystny, bo zwykle są to lichej jakości bity, w słabej rozdzielczości, bardzo mocno sprasowane limiterami i na dodatek w formacie mp3. To niestety woła o pomstę do nieba, acz z drugiej strony trudno się dziwić – skoro taka „gotowa muzyka” w jednym pliku jest na wyciągnięcie ręki, to jednym kliknięciem możemy ją przecież mieć na swoim laptopie. Wystarczy dograć wokal i mamy kawałek gotowy. Niby jest to rozwiązanie proste i szybkie, ale niestety rzadko kończy się dobrze, bo musimy wiele rzeczy poświęcić, żeby to jakoś w ogóle finalnie brzmiało… Gdybym miał to opisać w jednym zdaniu, to brzmiałoby to mniej więcej tak – mnóstwo procesów naprawiających i niwelujących niedociągnięcia, ze słabą jakością końcową i właściwie żadną wartością nas rozwijającą i edukującą.
    • Drugi przypadek niesie jednak w sobie promyk nadziei – jeśli ktoś nam robi na zamówienie podkład, tudzież zaopatrujemy się weń bezpośrednio od autora takich gotowców, to istnieje szansa, że uzyskamy ślady źródłowe. Zawsze polecam spytać, a może akurat tenże „producent” się zgodzi. Jeśli nie, to jesteśmy niemal w tym samym miejscu, co w przypadku pierwszym. Z tą małą różnicą, że jeśli bierzemy podkład „prosto z fabryki” to będzie on prawdopodobnie lepszej jakości i w wyższej rozdzielczości niż krążący po czeluściach sieci (i prawdopodobnie nie raz przekonwertowany i zmasakrowany) podkład niewiadomego pochodzenia.
    • Trzeci wariant jest jakby oczywisty – sami robimy podkład, więc mamy wszystkie ślady źródłowe. Oto sytuacja idealna. Ale jak się okazuje, nawet tutaj można sobie strzelić samobója… Nie raz spotkałem się z sytuacją, że młodzi adepci realizacji robią najpierw miks samego bitu (łącznie z jego „masteringiem”), a potem dopiero zabierają się za obróbkę wokali do tego gotowego podkładu.  Przecież to jakiś absurd… Po to masz chłopie ślady źródłowe, żeby móc je potem z wokalami razem miksować! Nie robi się dwóch oddzielnych miksów! Wszystko miksujemy w jednej sesji!

Jeden przypadek, gdzie można sobie zrobić szybki miks podkładu, to etap nagrywania wokali (czy robimy to sami, czy ktoś inny nam je nagrywa). Łatwiej i szybciej bowiem wysłać komuś szybki miks poglądowy w jednym pliku niż kilkanaście śladów. Ale po nagraniu wokali, należy je sobie zaimportować do pierwotnej sesji, w której są wszystkie ślady i wtedy zabrać się za miks właściwy.

No dobrze, ale wróćmy do tematu… Zakładamy, że nie mamy dostępu do ścieżek źródłowych i chcemy zmiksować nasz wokal (czy wokale) z gotowym bitem w jednym pliku.

Na ile możemy sobie pozwolić?

W skrócie – na niewiele. Poza tym, wszystko, co zrobimy na ścieżce podkładu będzie mocno wpływało na każdy jego element, więc trzeba się liczyć z tym, że musimy działać bardzo subtelnie i ostrożnie. Nie damy rady podbić czy podciąć samego basu, bez wpłynięcia na stopę. Jeśli uznamy, że na przykład smyki są w podkładzie za ciemne i dodamy trochę korekcji mającej je rozjaśnić, to rozjaśni się cały kawałek, nie tylko smyki. Jeśli zechcemy dodać więcej pogłosu do werbla, to cały bit uzyska więcej pogłosu, nie tylko werbel. I tak dalej… Cokolwiek będziemy robić, zawsze słuchajmy tego, jak miks zmienia się CAŁOŚCIOWO!

Na co zwrócić uwagę?

Przede wszystkim musimy najpierw taki podkład przesłuchać i przeanalizować. Najlepiej sobie zanotować kilka najważniejszych punktów, typu:

    • czy nie brzmi on za jasno/ za ciemno?
    • czy jest „wąski”, czy „szeroki”?
    • czy instrumenty są od siebie dobrze odseparowane (zarówno pod względem pasmowym, jak i panoramicznym)
    • czy jest dynamiczny, czy może zmasakrowany kompresją i ograniczaniem?
    • czy jest w nim jakiś zapas poziomu, czy może co chwilę „dotyka” 0 dBFS?
    • czy bije nas po uszach agresją i pazurem, czy może jest miękki i zachowawczy?

Tego typu uwagi od razu nakierują nas na to, co możemy (lub czego nie możemy) z takim „instrumentalem” zrobić.

Jak zacząć obróbkę gotowego podkładu, aby zmieścić w nim wokal?

Jak znam życie, większość tych bitów będzie konkretnie przyciśnięta kompresją, a poziomy będą zwykle bliskie maksymalnym (bo przecież taki „producent bitu” uważa, że jego produkt musi być sfinalizowany, zmaksymalizowany, gotowy i zamknięty). I jak my niby mamy tam później jeszcze zmieścić wokal, skoro sam podkład co chwilę szybuje do maksimum skali? Finalizując podkład, osoba go robiąca na starcie związuje nam mocno ręce. Ale nie wszystko jeszcze stracone…

Tu są, ogółem mówiąc, dwie drogi:

    • Na samym początku ściszamy podkład o kilka decybeli i dopiero wtedy zaczynamy pracę z naszym wokalem czy wokalami
    • Nie ściszamy podkładu, ale wtedy będziemy musieli podobnie do bitu zmasakrować wokal, żeby był słyszalny i jakoś się przebijał przez gąszcz śladów nie odstając przy tym poziomem skompresowania

Nietrudno się domyślić, że wariant pierwszy jest nieco bardziej preferowany, bo nie skazujemy się już na samym początku na przekompresowanie całości. Proponuję tę drogę –  wbrew obiegowej opinii, że jak damy ciszej podkład, to cały kawałek będzie potem ciszej. To nieprawda. Jak zmniejszymy poziom podkładu i domiksujemy wokal na odpowiednim poziomie, to wtedy dopiero zajmiemy się głośnością utworu jako całości. Nic tu nie stracimy, jeśli chodzi o głośność. Będziemy ją regulować później z zachowaniem odpowiedniej relacji między wokalem a podkładem.

Jak już sobie w miarę dostosujemy poziomy (dobrze słyszalny wokal na tle podkładu), to możemy przejść do pozostałych czynności.

Jakie procesy możemy zastosować?

Jest kilka rzeczy, które możemy zrobić – niektóre bardzo proste, a inne wymagające bardziej zaawansowanych wtyczek i zabiegów. O nich opowiem w drugiej części wpisu. Teraz przyjrzyjmy się pierwszemu, najpopularniejszemu i dość skutecznemu sposobowi…

I. KOREKCJA

Może okazać się bardzo przydatna, szczególnie jeśli nasz podkład brzmi jasno/wyraźnie/ostro (patrz analiza podkładu opisana wyżej). W takiej sytuacji trudno nam będzie umiejscowić wokal, którego pasmo prezencji (a co za tym idzie – wyrazistości i czytelności) leży mniej więcej tam, gdzie nasz podkład ma bardzo dużo informacji. Słowem – podkład i wokal walczą o swoje miejsce w średnich, średnich-wysokich i wysokich częstotliwościach.

Dlatego należy w tym zakresie nadać wokalowi priorytet, ale niekoniecznie przez podbijanie tych pasm na wokalu, ale przez podcięcie ich na śladzie bitu. Robimy tym niejako „dziurę” w podkładzie, co pozwoli się wokalowi lepiej wtopić w całość. Jeden minus jest taki, że podkład utraci co nieco czytelności, ale zrobimy nieco miejsca dla wokalu, a ten przecież jest ważniejszy…

Jakie dokładnie to będą częstotliwości – ciężko powiedzieć, bo to będzie zależało zarówno od brzmienia podkładu, jak i brzmienia wokalu. Ale radzę szukać gdzieś między 1-2kHz do powiedzmy 5-6kHz. W tych rejonach możemy podciąć podkład o kilka dB i od razu wokal „wskoczy” w lepsze miejsce. Dodatkowo, tylko jeśli zajdzie taka potrzeba, można też wokal w tym samym rejonie delikatnie podbić, ale zwykle nie jest to już konieczne.

Inne dwa miejsca w spektrum, na które można zwrócić uwagę, to niski środek i bardzo wysokie częstotliwości. Jeśli nasz podkład ma sporo ciężaru (znów kłania się analiza), a przykładowo wokal jest ciepły i masywny, co chcielibyśmy zachować, możemy opisany wyżej proces zastosować również w tych rejonach (powiedzmy gdzieś w okolicach 200-350Hz). Z tym, że tu należy być bardzo dokładnym, bo nim się obejrzymy, możemy takim podcięciem zabrać muzyce cały ciężar. Jest to rzecz opcjonalna i zależna od przypadku, a nie jakiś warunek!

Podobnie może być z najwyższymi pasmami. Jeśli producent bitu okrasił go jakimś exciterem czy ogólnie nie pożałował swojemu bitowi najwyższych pasm, a my chcemy, żeby wokal miał to swoje przysłowiowe „powietrze”, to i tutaj można zastosować ten sam trik – pozbawić podkład „góry” pasma w niewielkim stopniu i ewentualnie delikatnie jej dodać do samego wokalu.

Podsumowanie

Opanowanie i „przydzielenie” takich trzech rejonów da nam znacznie lepszy start. Podkreślę raz jeszcze, że stopień naszej ingerencji w tym miejscu zawsze będzie zależał do brzmienia podkładu i brzmienia wokalu – raz będziemy mogli zdziałać więcej, a innym razem znacznie mniej. Dlatego warto spróbować też innych, bardziej zaawansowanych metod, o których porozmawiamy w drugiej części artykułu.

Wypatrujcie czujnym okiem!

Adieu.

  1. WKoncu chodzą mi zakamarki 😀 z tą korekcją podkładu trzeba uważać i trzymać sie zasady “odejmować nie dodawać” i będzie git 🙂 Ja często posiłkuje się EQ Izotopa ma ładne wykresy jeśli brakuje mi jakis częstotliwości w wokalu w miksie to odpalam, słucham samego wokalu a później z podkładem to wtedy słysze i widze co trzeba ściąć, podbić.
    Najwięcej realizuje nagrac hh/rap i niestety najwięcej jest takich przypadków ze przychodzi do mnie gościu z podkladem w słabej jakości mp3 i oczywiście z maksymalną kompresją, to wtedy dokladnie jest tak ze ściszam podkład do miksu z wokalem, a na koncu go limituje, a artystów ze swoją produkcją jest bardzo mało. Takie czasy chyba, jak najszybciej, najprosciej… ehhh.
    A takie pytanie do was.

    Korzystacie czasami z kompresji kilku pasmowej do wokalu? 🙂

    • Ja osobiście rzadko kompresuję wokal wielopasmowo – zazwyczaj tylko wtedy, gdy jest jakiś większy z nim problem. A zasada “odejmować, a nie dodawać” jak najbardziej dobrą rzeczą jest!

  2. kilka porad z których korzystam miksując w ten sposób:
    – jeśli podkład bardzo zmiażdżony warto użyć jakiegoś transient designera do wyciągnięcia transjentów.
    – często w lepszym osadzeniu pomaga małe ściszenie sygnału mid na bicie.
    – jeśli bit jest mocno skompresowany a wokal bardzo dynamiczny to będzie chował się za bitem więc trzeba go(wokal) skompresować dosyć mocno, pomaga kompresja równoległa. jeśli nie kompresujemy równolegle a chcemy uzyskać mocną kompresję użyjmy kilku kompresorów kompresujących w małych “dawkach” zamiast jednego silnie działającego.
    – dobieranie pogłosu:
    ścisz całkowicie sygnał mid/solo side na podkładzie i wsłuchaj się w pogłos. staraj się dobrać podobny i podziałać korektorem(jeśli trzeba, a pewnie trzeba) by jak najlepiej pasował do tego w bicie

    • Normalnie czytasz w myślach, chłopie. O tych i kilku innych metodach będzie w kolejnym wpisie 🙂

Zostaw komentarz