Jak Skutecznie Używać Pogłosów, Cz. 2

W ostatnim wpisie poznaliśmy różne rodzaje pogłosów, których znajomość przyda nam się w podejmowaniu decyzji o tym, jaki algorytm czy brzmienie będzie odpowiednie do konkretnych ścieżek czy całych utworów. Nie ma bowiem jednego ustalonego sposobu dobierania algorytmu czy tym bardziej ustawiania parametrów tego efektu. Mając odpowiednią ilość informacji oraz paletę różnych typów pogłosów pod ręką, możemy przystąpić do okraszania naszych śladów pogłosami. Jak to zwykle bywa, tylko zdrowy rozsądek i czujne ucho będą mogły podjąć tu ostateczną decyzję.

Zanim złapiemy za nasze ulubione wtyczki, najpierw słów kilka na temat tego, jak, gdzie, po co, ile i czy w ogóle pogłosu używać…

Insert czy Send, czyli gdzie wpiąć plug-in pogłosowy?

Zasadniczo trzymajmy się zasady, że aplikujemy wtyczki pogłosowe na oddzielne kanały pomocnicze (Aux-y czy FX-y) i do nich wysyłamy różne porcje sygnału ze śladów surowych. Na TYM FILMIKU wyjaśniam o so cho… 🙂 Zaoszczędzimy mocy obliczeniowej, będzie nam wygodniej operować stosunkiem sygnału przetworzonego do suchego, etc. W rzadkich przypadkach użyjemy pogłosu jako insert – zazwyczaj wtedy, gdy interesuje nas jakiś konkretny efekt, który chcemy zastosować tylko na jednej ścieżce, ale 9 razy na 10 wysyłka (send) jest tym sposobem, po który warto sięgnąć, szczególnie w gęstszym miksie.

Gdzie w łańcuchu procesorów ma znajdować się pogłos?

Ponieważ będziemy używać go na wysyłce i z reguły w trybie post-fader (o tym opowiadam z kolei W TYM FILMIE), to tak czy inaczej znajdzie się on po wszystkich korekcjach, kompresjach i innych procesorach jakich użyjemy na danym śladzie. I to bardzo dobrze, bo nie chcemy wysyłać nieładnie i nierówno brzmiącego śladu (czyt. przed obróbką) na pogłos. W sporadycznych przypadkach skorzystamy z trybu pre-fader i to dla jakichś specjalnych efektów, ale o tym opowiem trochę więcej w dalszej części.

Po co używamy pogłosów?

W bardzo różnych celach… W nagłówku pierwszego artykułu wymieniłem kilka typowych zastosowań. Tutaj dodam tylko tyle, że bez pogłosu śladom zazwyczaj brakuje pewnej spójności, przestrzeni, kształtu i trójwymiarowości. Pogłosy pomagają w osiąganiu takich celów, ale miejcie na uwadze, że łatwo jest z nimi przesadzić. I tu przechodzimy do kolejnego aspektu…

Ile pogłosu w miksie?

To również będzie zależało od utworu, bo to jego kontekst i cel, jaki chcemy osiągnąć, będą nam dyktowały potrzebną ilość reverbu w utworze. Generalnie można przyjąć, że ma go być tyle, żeby nie zasłaniał innych śladów i nie „topił” ich w sobie, ale nie tak mało, żeby nie był w ogóle zauważalny. Inna teoria mówi, że dodajemy go tyle, aż zaczniemy wyraźnie słyszeć jego obecność, a potem lekko go cofamy. W jeszcze innych słowach – ma być go tyle, żeby nie był mocno odczuwalny, ale po jego wyłączeniu mamy odnieść wrażenie, że czegoś brakuje. Wiem, że to mniej precyzyjna odpowiedź niż „ustaw wysyłkę na 24%”, ale w rzeczywistości jest ona najlepszą, jakiej można udzielić. Robi się to bowiem na słuch (zgodnie z tymi trzema teoriami), a nie “na cyferki”, bo te w każdym utworze przyniosą inny rezultat.

Używać pogłosu czy nie?

Tak, tak i jeszcze raz tak – ale świadomie, uważnie i z głową! Nie raz pewnie spotkaliście się z utworem, w którym wydawało się, że nie ma żadnego pogłosu. I choć może raz na milion przypadków będzie to prawda, to w pozostałych sytuacjach ten pogłos tam jest, ale użyty oszczędnie, z bardzo konkretnym algorytmem, który idealnie pasuje do danego śladu. Często można to usłyszeć na wokalach w RHCP czy bębnach u Radiohead. Słyszymy, że jest mega-sucho, bez szalejącego ogona pogłosu, ale mimo wszystko nie jest to surowe, jak zaraz po nagraniu.

Będą wprawdzie gatunki muzyczne, jak Jazz, Bossanova czy muzyka klasyczna, w których rzadko kiedy sięganie po pogłos będzie wskazane, a jeśli już, to wyłącznie celem dodania mikroskopijnej ilości prawdziwego ambientu. Ale ogólnie można przyjąć, że w szeroko rozumianej muzyce popularnej, rockowej, hip-hopowej czy innej elektronicznej – pogłosy (i często delaye) są nieodłącznym elementem miksu. Sztuką jest to, aby odpowiednio z nich skorzystać.

Pogłos a dół pasma

Tutaj jeszcze słowo o poszczególnych śladach w miksie i kwestii używania (i nieużywania) na nich pogłosów. Przyjęło się, że wszelkie ścieżki niosące przede wszystkim informacje w dole pasma, nie powinny być ubarwiane pogłosami, bo niskie częstotliwości wysłane do jakiejś przestrzeni szybko zamydlą i zamulą cały kawałek. Jest w tym sporo racji, bo nie chcemy przecież słuchać dudniących odbić, ale nie jest to super-sztywna reguła, a poza tym, są sposoby, żeby tego typu ślady (np. stopa perkusji czy jakiś masywny syntezator) brzmiały przestrzennie bez wspomnianego efektu ubocznego.

Zawsze można bowiem odfiltrować niskie pasma z sygnału wchodzącego do pogłosu (albo odfiltrować dół w samej wtyczce pogłosowej) i problem mamy w zasadzie z głowy.

Będą natomiast sytuacje, gdy akurat stopa perkusji z bardzo niewielką dawką pogłosu sprawi wrażenie jeszcze bardziej masywnej, więc starajcie się sprawdzać różne ewentualności, zamiast z góry je skreślać, bo ktoś gdzieś powiedział czy napisał, że pod żadnym pozorem nie wolno wysłać takiego a takiego śladu do pogłosu.

„Nie wolno” czy „nie powinno się” to w ogóle mało wartościowe stwierdzenia w tej dziedzinie… Kiedyś twierdzono, że nie powinno się robić sprzężeń zwrotnych czy zapętlać sygnału – jasne, trzeba uważać, ale bez twórczych i otwartych głów nie mielibyśmy teraz kilkakrotnych odbić w delayach, flangerów-samolotów czy pięknie skrzeczących przesterowanych gitar.

To tyle słowem wstępu… Przyjrzyjmy się teraz kilku praktycznym wskazówkom, które pozwolą Wam zachować zdrowe podejście i może podsuną kilka pomysłów:

1. Ilość pogłosu na danym śladzie musi być zrobiona w kontekście miksu

Nawet, jeśli chcemy sobie odsłuchać w solo, jak konkretny ślad prezentuje się z jakimś algorytmem pogłosu i dobierzemy odpowiednie parametry, to zawsze później odsłuchajmy całego miksu. Dopiero w tym miejscu chwyćmy za suwak odpowiedzialny za ilość wysyłanego sygnału do wtyczki pogłosowej. Trzymajmy się tych trzech wskazówek teoretycznych, które wymieniłem wyżej, a na pewno nie przesadzimy wtedy z jego ilością. Często przełączajmy się na wersję z pogłosem i bez pogłosu – to bardzo pomaga.

2. Automatyka poziomu wysyłki

Miks statyczny to dopiero pierwszy krok do powalających rezultatów. Nawet, jeżeli ustalimy odpowiedni poziom wysyłki dla danego śladu czy śladów w całym miksie, może okazać się, że po jakimś czasie, wraz z postępem utworu, zaczyna nam brakować zmian, ruchu, dynamiki. Jednym z lekarstw na tego typu bolączki może być zaprogramowanie ruchów suwaka odpowiedzialnego za ilość wysyłki do pogłosu, np. w taki sposób, aby każda sekcja miała go w różnej ilości.

3. Mieszanie różnych pogłosów ze sobą

To jest równie potężna technika, co poprzednia, ale niesie ze sobą większe ryzyko klapy. Za dużo różnych pogłosów w jednym utworze to też niedobrze. Musimy mieć na względzie, że nie każdy typ przestrzeni zabrzmi odpowiednio, gdy jest odtwarzany z innym. Nie powinno nas to jednak hamować przed próbami. Ale jeszcze inne podejście, ściślej związane z poprzednim punktem to nie mieszanie kilku pogłosów jednocześnie, a przełączanie się między różnymi algorytmami w różnych sekcjach utworu – np. mniejszy i krótszy pogłos w zwrotce, a większy i dłuższy w refrenie lub totalnie na odwrót. Trzeba sprawdzić oba warianty. Takie coś również osiągniemy automatyką (programujemy pojawienie się ‘mute’, czyli wyciszenie jednej wysyłki z jednoczesnym pojawieniem się, czyli odgłoszeniem drugiej wysyłki). Możliwości jest tu sporo.

4. Panoramowanie powrotów efektu

Dla jasności – powrót efektu to ten ślad Aux czy FX, na którym mamy zapiętą wtyczkę pogłosową. O co chodzi w tym podpunkcie? Otóż, nie każdy pogłos musi być stereo i musi dawać nam te same informacje przestrzenne na kanale lewym i prawym. Bardzo ciekawą techniką jest skorzystanie z pogłosu mono i spanoramowanie go w innym miejscu obrazu niż oryginalny ślad. Przykładowo, solo gitarowe dochodzące lekko z boku wysłane do pogłosu mono typu hall i powrót efektu ustawiony w przeciwległą stronę do śladu źródłowego. Jeśli zrobimy to subtelnie (np. gitara 20% w lewo, a pogłos podobnie w prawo) uzyskamy troszkę więcej przestrzeni i trój-wymiaru oraz zyskamy na wrażeniu szerokości. Jeśli dla kontrastu użyjemy bardziej ekstremalnych ustawień (po 70 czy nawet 100%), to wkroczymy bardziej na terytorium specjalnych efektów. Miejcie jednak na uwadze, że to, jakiej użyjemy liczby ma mniejsze znaczenie i żadna kombinacja nie jest tu „najlepsza”. Trzeba jak zawsze trochę pomanipulować i zobaczyć, co lepiej pasuje do danego kawałka.

5. Pogłos dla separacji

Kwestia nawiązująca do poprzedniego punktu, ale z odmiennym podejściem. Nadal mówimy o pogłosach mono, ale tym razem spanoramowanych dokładnie w tym samych miejscach, co ślady źródłowe do pogłosów wysyłające. Zostańmy jeszcze przy tym samym instrumencie i załóżmy, że mamy bardzo gęsty miks i fajny riff na prowadzącej gitarze spanoramowanej mocno w lewo. Brzmi ona bardzo sucho i chcemy to zmienić, ale nie bardzo podoba nam się perspektywa wysyłania jej na wielki pogłos stereo, który zająłby bardzo dużo miejsca w miksie. W tym celu możemy zastosować niewielki pogłos (room albo spring) i powrót efektu ustawić dokładnie w tym samym miejscu panoramy, co ślad surowy. Nabierze on wtedy nieco atrakcyjniejszej barwy, a reverb nie zatłoczy nam kawałka.

6. Długi pogłos we wstępie/przejściu/zakończeniu

Nasza twórczość i pomysłowość to jedyne wyznaczniki zastosowania tego specjalnego efektu… Możemy przykładowo zastosować „wielkie”, przestrzenne bębny z narastającą ilością pogłosu we wstępie utworu (za pomocą wysyłki w trybie pre-fader i zwiększaniem jej poziomu z jednoczesnym zmniejszaniem poziomu bębnów surowych). Świetnie się to sprawdzi również w jakimś przejściu z sekcji w sekcję czy na zakończenie utworu – tak, jakby „na do widzenia” bębny stawały się coraz bardziej odległe i sobie po prostu odchodziły. Dodatkowo można też tak zrobić z innymi instrumentami, aczkolwiek radziłbym nie wykorzystywać tego za często i na zbyt wielu śladach jednocześnie.

7. Odwrócony pogłos, jako tło

Większość z nas pewnie jest zaznajomiona ze standardowym wykorzystaniem odwróconego pogłosu na werblu czy chórkach, który pojawia się przed frazą właściwą i powoduje efekt niby „zasysania” pogłosu. Taka rzecz, użyta sporadycznie jak najbardziej potrafi ubarwić nasze produkcje. Ale tutaj chciałem podsunąć Wam bardziej niekonwencjonalne podejście do tematu. Proponuję następującą sztuczkę:

    • wrzuć jedno uderzenie werbla na oddzielną ścieżkę
    • dołóż na to nie kończący się pogłos (decay typu minuta czy coś w tym stylu) i nagraj to na nowy ślad
    • z tej nowo powstałej ścieżki utnij sam początek (tam gdzie jest uderzenie werbla) i skompresuj całość na potęgę – tak, aby ogon pogłosu wybrzmiewał na w miarę wyrównanym poziomie
    • odwróć (reverse) ścieżkę

Uzyskany w ten sposób długo wybrzmiewający pogłos można ustawić bardzo cicho w miksie (np. w jakiejś jednej sekcji, typu bridge albo we wstępie/zakończeniu) dzięki czemu otrzymamy, długi, kontrolowany i “dziwny” ambient schowany gdzieś w tle.

8. Przyłóż się do wyboru pogłosu

Nie tyle mam na myśli konkretną wtyczkę, co sam algorytm. Wiadomo, że są wtyczki nieco lepsze i nieco gorsze (pod względem wydajności, funkcjonalności, możliwości, brzmienia i ceny), ale nie to jest najistotniejsze. Nawet te zwykłe, domyślne, tanie czy darmowe pogłosy mogą nam co nieco zaoferować, więc znacznie ważniejszą kwestią będzie to, aby zdecydować się na pasujący typ pogłosu w miarę wcześnie. I żeby była jasność – nie mówię, że mamy pogłos wybierać na początku miksu… Mam na myśli to, że jak już przyjdzie na niego czas (po korekcji, kompresji, innych procesach), to poświęćmy kilka minut na dobranie najbardziej pasującego algorytmu zamiast wybrać cokolwiek, a potem zmagać się z konsekwencjami. Dla przykładu – jeśli celujemy w ciepły, bogaty i ciemniejszy miks, nie wybierajmy błyszczących pogłosów płytowych czy symulacji łazienki. Dla kontrastu, jeśli miksujemy szybki i żywiołowy numer, nie sięgajmy po długi i ciemny pogłos, który wyssie z numeru całą energię…

Podsumowanie

Pogłos to niewątpliwie szeroki temat i dzisiejszy wpis ledwie zdołał temat nakreślić. Ale idąc krok po kroku i poznając trochę teorii i konkretnych przykładów zastosowań, powinniście powoli się oswajać z tą bestią. Nie chcę Was zasypać zbyt dużą porcją informacji, dlatego na dziś zakończę już swój monolog. Pozostałą mieszankę wskazówek i porad podam Wam w następnej części artykułu.

Zostawić komentarz ?

19 Komentarze.

  1. Znów ciekawe i praktyczne informacje, dzięki 😉 Będę musiał spróbować tej sztuczki z odwróconym pogłosem na przejściu 😉

  2. Witam wszystkich ! Igorze mam pytanie czy jest możliwość zmiksowania wokalu z podkładem sciagnietym z sieci ? Czy cos z tego będzie w ogóle ? Mam tylko tą opcję do wyboru. Proszę o odpowiedz pozdrawiam

    • Jest to możliwe, ale niezbyt wygodne i daje Ci niewielkie pole manewru. Generalnie odradzam, bo nie za dużo da się w takiej sytuacji zdziałać.

    • Chodzi mi o wklejenie wokalu do podkładu gitarka akustyczna i jakiś pad. Chciałbym wiedzieć czy mam coś kombinować przy podkładzie nie wiem poszerzać itd. czy tylko z majstrować przy wokalach ?

    • Jest na blogu artykuł, który się nazywa Jak Umieścić Wokal w Miksie. Rzuć sobie okiem.

    • dzięki za pomoc !

    • Dziękuję za pomoc 😀

    • Nie ma za co. Oczywiście chodziło o “osadzić”, a nie umieścić 😉

  3. Maciej Sobczak

    Zalecenie odfiltrowania sygnału do pogłosu jest praktyczne (znaczy: słychać, że jest lepiej), ale kontrowersyjne. Pogłos, jeśli nie jest stosowany jako efekt specjalny, ma nam zasymulować jakąś przestrzeń. Sęk w tym, że w realnych przestrzeniach żadne filtrowania dołu nie występuje – w małym składzie jazzowym kontrabasista i trąbka są w tej samej przestrzeni, na tych samych prawach. Na scenie w klubie, na stadionie czy w filharmonii to samo – wszyscy muzycy mają tą samą przestrzeń, na równych prawach i nie ma czegoś takiego, że różne instrumenty mają różne filtry w zależności od swojego dominującego pasma i przez to stopa ma mniejszy pogłos, niż saksofon. Warto o tym pamiętać jako o przeciwwadze do reguły z filtrowaniem, żebyśmy nie utracili czegoś naturalnego. Złoty środek jest pewnie gdzieś w środku. 🙂
    Oczywiście te “naturalistyczne” rozważania nie dotyczą tych rodzajów muzyki i brzmień, które już z natury są sztuczne, bo tam wszystko jest OK, nawet odwrócony pogłos…

    • Ja wręcz myślę, że prawda nawet nie tyle leży po środku, co jej miejsce jest płynne 🙂 Na każdy efekt czy proces trzeba zawsze brać poprawkę w postaci kontekstu.

  4. Max Payne

    —Z góry przepraszam za off-top ale nie znalazłem nic w archiwum orasz w opcji szukaj [która z resztą mocno kuleje…]—

    Myślę, że dobrym pomysłem byłoby stworzenie wpisu na temat komputera w domowym studiu; jego optymalizacji, parametów itp.
    W jaki dysk zewnętrzny się wyposarzyć, FireWire 400, 800, eSATA?

    • Możliwe, że taki wpis powstanie. Co do pytania o dysk – to zaopatrz się w taki, jakie masz porty w komputerze dostępne. Osobiście polecam USB 3.0 i Thunderbolt.

    • Maciej Sobczak

      A dlaczego dysk zewnętrzny ma być tu problemem? Używaj wewnętrznego dysku w czasie pracy nad projektem a zewnętrznego (albo zewnętrznych, bo dobrze mieć co najmniej dwa) używaj do archiwizacji – wtedy jego parametry mają drugorzędne znaczenie. Nie warto się napinać i przeinwestowywać na tym odcinku.

    • Przy mniejszych projektach można sobie pozwolić na pracę z wewnętrznego dysku, ale im śladów więcej, tym posiadanie zewnętrznego dysku i ciągnięcie śladów z niego nabiera większego sensu. I tu warto mieć jakiś porządny wariant. Do archiwizacji (gdzie prędkość przesyłu ma małe znaczenie) można wybrać wolniejszy dysk. Ja generalnie nagrywania na systemowy nie polecam i to nie tylko z oczywistych względów. Po prostu nie lubię sobie syfić wewnętrznego dysku setkami plików 🙂

  5. Max Payne

    No raczej wole używać właśnie zewnętrzego do zapisu i archiwizacjci ścierzek/projektów.

    Mam FW 400 przez expresscard i eSATA wsółdzielone z USB 2.0

    Przez FW będzie szedł interfejs więc pewnie lepiej to eSATA.

  6. Trociniak

    Igorze, a może tak zrobić temat o najlepszych przenośnych odtwarzaczach muzyki w formatach bezstratnych? Pewnie nie jestem jedyną osobą, która lubi posłuchać efektów swojej pracy w tzw. biegu 🙂 ? Oczywiście chodzi o same odtwarzacze do tego celu stworzone, nie o żadne smartfony, tablety…

    • Nie za dużo mam akurat w tym temacie do powiedzenia i niezbyt widzę sens na silę cos takiego pisac. Mi stary, poczciwy Creative przenosny w zupelnosci odpowiada, jakis tam model Sony kiedys mialem i bym znosny, ale z mega-upierdliwym oprogramowaniem, a brzmienie iPodow mnie razi… Tu jeszcze dosc istotna jest kwestia samych sluchawek, ktore potrafia wszystko wywrocic do gory nogami. Jak jestem ‘w biegu’ czy w podroży, to mi generalnie niebardzo zależy na bezstratnych formatach, bo i tak wokol jest masa halasu, ktory skutecznie maskuje jakies niuanse czy tego typu rzeczy. Wychodze z zalożenia, że dobre sluchawki zamkniete i przyzwoity player (nawet mp3) spokojnie do sluchania w ruchu wystarczą.

    • Macie Spider

      Mogę Ci polecić odtwarzacze Sandisk, są drogie ale chyba jedne z najlepszych na rynku, posiadam Sansa Clip i jestem bardzo zadowolony, dźwięk super, słuchawki w zestawie bardzo dobrze przenoszą wszystkie tony, a najlepszą dla mnie zaletą jest dyktafon, nagrywa bardzo czysto i prawie bez szumów. Zalecam tylko wgranie do niego Rockboxa, który doda kilka nie wspieranych formatów.

Zostaw komentarz