Jak Przekładać Pomysły i Emocje Na Muzykę, Cz. 2

Zgodnie z obietnicą dziś zaprezentuję Wam kilka najważniejszych elementów determinujących to, w jaki sposób będzie odbierana nasza muzyka, czyli jaki ma ładunek emocjonalny i co ma do przekazania. Poznamy kilka środków do przenoszenia tych informacji posługując się różnymi przykładami audio.

Ten, poprzedni i kolejny artykuł powinny dać Wam solidną podstawę do zrozumienia tego, jak można przekładać swoje pomysły i emocje na muzykę.

W pierwszej części wpisu poznaliśmy trochę wstępnej teorii oraz przybliżyłem Wam istotę każdego utworu, czyli konieczność sprecyzowania sobie celu. Teraz przyszła pora na rozbicie elementów składowych naszego kawałka, a cały temat zakończmy w ostatniej odsłonie tego małego cyklu…

Krok 2 – Rytm

Według mnie to jeden z kluczowych elementów do ustalenia. Możemy go podzielić na 3 mniejsze sekcje, z których każda będzie miała nieco inną funkcję:

a/ Tempo

Ono będzie głównie odpowiedzialne za to, jak bardzo ekscytujący stanie się nasz utwór. Jeśli ustalimy szybkie tempo, od razu przywoła ono skojarzenie z szybko bijącym sercem, adrenaliną, podnieceniem i uniesieniem. Dla kontrastu, wolniejsze tempo będzie od razu sugerowało bardziej stonowany, spokojniejszy, a może nawet relaksujący klimat. W zależności od innych elementów, o których za chwilę, wolne tempo może też by kojarzone z bólem, cierpieniem, strachem czy smutkiem.

Ta część rytmu musi być na miejscu, bo inaczej możemy popełnić niemałe faux pas. Wyobrażacie sobie scenę pościgu w filmie, gdy w tle gra jakiś kawałek w tempie 46bpm? Albo scenę jak Jay i Silent Bob palą kolejnego relaksującego spliffa pod ścianą z towarzyszeniem muzyki Skrillexa? No właśnie…

Jest jeszcze jedna możliwość, czyli brak ustalonego, jednolitego i sztywnego tempa. W takich utworach z reguły panuje jakaś dwuznaczność czy niepewność. Taki brak stałego tempa może pasować do kawałków „płynących”, trochę wychodzących poza ustalone ramy, które mówią o czymś nieprzewidywalnym, niejasnym, ale i pewnym rodzaju wolności i buntu, etc. Zależy, co zrobimy dalej…

b/ Metrum (czyli Podział)

Jego wkład w ogólny nastrój utworu może być różnoraki i często odnosi się nie tylko do tego, w jakiej atmosferze postrzegamy dany kawałek, ale także sięga do naszych skojarzeń. Któż nie przyznałby, że pierwsze, co przychodzi nam na myśl słysząc utwór w ¾ to Waltz Wiedeński? 🙂 No, może przesadziłem, ale tak to generalnie działa…

Przykładowo, sporo irlandzkiego folku opiera się na podziale 6/8, co też może przywoływać na myśl „muzykę piracką” lub inne szanty.

Nieparzyste metrum, jak 5/4 czy 7/4, które niektórych przyprawiają o ból głowy, a u innych budzą jakieś dziwne uczucie uniesienia, ale połączonego ze stresem – dość często są stosowane w kinie akcji. O ile pamięć mnie nie myli, to taką tendencję można było zauważyć w ostatnim odcinku pierwszej serii PrisonBreak, gdy w końcu więźniowie zdecydowali się na ucieczkę – było zarówno uniesienie i podniecenie, jak i pewien strach przed tym, że im się nie uda, nieprawdaż?

Najbardziej jednak nam naturalne wydaje się standardowe 4/4, które w zasadzie niczego konkretnego sobą nie reprezentuje i nie skłania nas ku żadnym konkretnym odczuciom. W tym przypadku inne elementy decydują o klimacie i przekazie utworu. Stawiam, że jakieś 96% muzyki popularnej jest spisane w tym podziale…

c/ Puls (ang. Groove)

To, w jaki sposób pulsuje nasz kawałek, potrafi bardzo dużo słuchaczom zasugerować, bo też po części odnosi się do tego, do czego człowiek jest przyzwyczajony (a właściwie przyzwyczajany, bo gdybyśmy urodzili się na Bliskim Wschodzie, to zupełnie inne elementy muzyczne wydawałyby nam się naturalne). Wystarczy, że partia perkusji będzie trochę swingowała i już zmieni to percepcję utworu przez słuchacza.

Z groovem trzeba też uważać… Jak doskonale wiecie, jestem zwolennikiem eksperymentowania z brzmieniami i różnymi rytmicznymi patternami, ale miejcie na względzie, że nieprawidłowo dobrany groove potrafi nas również władować na minę.

Czasem zupełnie niezamierzenie możemy sprawić, że puls kawałka rockowego będzie brzmiał zbyt “dyskotekowo”, bo będzie w nim za dużo jednolitej stopy w równomiernych odstępach (tzw. four on the floor). Jeśli z kolei partię perkusyjną nasycimy zbyt dużą ilością synkop, to z kawałka alternatywnego, może nam się niepostrzeżenie zrobić funkowy czy nawet jazzowy puls. Może raz na milion taka kombinacja się sprawdzi, zawsze można spróbować, ale bądźcie gotowi wyrzucić taki puls, jeśli „coś” Wam nie będzie grało.

Pamiętajcie, że ustalenie odpowiedniego rytmu (i jego elementów) to bardzo ważny krok do osiągnięcia zamierzonych rezultatów w kwestii przekładania odczuć na muzykę. Teraz spójrzmy na kolejne elementy.

Krok 3 – Harmonia i Tonacja

Nawet zwykli słuchacze (nie muzycy) wiedzą, że akordy durowe są „wesołe”, a „molowe” smutne. Ale my oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że to tylko część bardziej skomplikowanej układanki. Zabawa rozpoczyna się wtedy, gdy zaczynamy łączyć ze sobą dźwięki, przechodzić z jednych akordów w drugie, dodawać te spoza ustalonej skali, etc.

Jeden akord wpadający w drugi (a potem w trzeci czy czwarty) tworzą unikalną mieszankę i niosą ze sobą różne ładunki emocjonalne. Właściwie do każdej zmiany akordu (z małymi wyjątkami) przypisany jest jakiś „bagaż”, który kojarzymy z różnym stopniem ruchu albo statyczności czy też uniesienia bądź opadania. Poniżej przykład bardzo stabilnej progresji akordów:

D, G, A, D:

Wszystkie akordy są durowe, pasaż jest bardzo statyczny, ciężko mówić o jakimkolwiek zabarwieniu emocjonalnym. Ale wystarczy, że zmienimy jeden akord i rezultat jest od razu słyszalny:

D, G, A, H:

Ostatni akord niejako rozjaśnia i unosi ten krótki motyw. Akord H odstaje od tonacji D, co ma dość ciekawy skutek, bo wydaje się on być jeszcze “bardziej durowy” niż pozostałe 3…

Podobny przypadek zauważymy dodając do prostego pasażu z akordem durowym i molowym, kolejny akord molowy pożyczony spoza skali:

Pasaż wyjściowy:

D, F#m, G:

Zwróćcie uwagę na przejście z D do F#m – nie brzmi jakoś dramatycznie molowo, ale jeśli zmienimy teraz G na Gm, to wtedy to drugie przejście wydaje się być jeszcze bardziej molowe (bo Gm nie należy do skali D):

D, F#m, Gm:

I w ogóle brzmi to dość dziwnie, ale jak odtworzymy sobie 4 razy z rzędu, to nasz mózg się już przyzwyczaja i na takiej bazie można napisać intrygujący utwór.

Nietrudno zauważyć, że możliwości jest całe mnóstwo i nawet tak prosta rzecz, jak przechodzenie akordów może mieć kolosalny wpływ na to, jak „poczuje się” słuchacz od samego początku utworu. Harmonia niejako wprowadzi go w atmosferę utworu, której charakter w ogromnym stopniu będą definiowały nie tylko tonacja, ale i harmonia.

Podsumowanie

Nie zrozumcie mnie źle – nie każę Wam wypróbowywać każdej kombinacji przy pisaniu swoich utworów. Często bowiem robimy te rzeczy naturalnie, bez zbędnego rozkładania całości na atomy. Chcę jedynie, byście mieli świadomość tego, jaka potęga tkwi w tym prostym kroku…

A dwa ostatnie elementy poznamy w trzeciej i zarazem ostatniej części artykułu.

Zostawić komentarz ?

18 Komentarze.

  1. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że łatwo można zachować dynamikę przy tempie typu 65 uderzeń jeżeli odpowiednio gęsto, w tzw. ‘podwójne tempo’ zagramy/zaprogramujemy np. partię hatów czy tomów na przejściach, jednocześnie zostawiając stopę z werblem w klasycznym tempie. Co de facto bardzo lubię w wielu utworach 🙂

  2. Czyli half-beat w tepie 130bpm. dodamy troche trioli troche basu i mamy dubstep:)
    a co do poscigów przy wolnym tempie to po “Drive” mozna się nie zgodzić;)

    • “Drive” jest generalnie trochę “inny” 😉

    • W sumie ani trochę nie miałem na myśli dubstepu, aczkolwiek trafna uwaga, tam również w ten sposób powstaje większość utworów 🙂

  3. Bardzo ciekawy i przydatny artykuł! Już od dłuższego czasu szukałam czegoś sensownego na ten temat i nareszcie udało mi się znaleźć! 🙂 Szczególnie interesująca była część związana z harmonią. Czy to, jakie emocje wywołują u słuchacza różne zmiany akordów, da się opisać zasadami (i jeśli tak, to gdzie ewentualnie mogłabym szukać tych zasad) czy możemy to poznać polegając wyłącznie na własnych uszach?

    • Nie da się tego skategoryzować i opisać zasadami, bo to zbyt szeroka kwestia. Słuch i tylko słuch…

  4. Michał Tuziak

    Krótkie, szkoda, bo dobrze się czyta.

  5. Muzyka to życie,….a szczególnie wtedy, gdy życie zostało nią totalnie ogarnięte. Warsztat, technika, sprzęt,…to wszystko może dawać ogromne możliwości w wyrażaniu emocji, które tylko się liczą….., no i jeszcze brzmienia są bardzo ważne, inspirują niesamowicie, pozwalają odkrywać nowe obszary do tej pory czekające, gdzieś w zaświatach, żeby się narodzić i ujrzeć światło dzienne.

  6. wojtekrakowiak

    Same świetne artykuły, trochę tak monotonnie, walnąłbyś dla odmiany coś słabego 😉

    Mnie też się najbardziej spodobała część z harmonią, choć trochę jestem obeznany.
    Chodzę do szkoły jazzu (choć dopiero rok) mamy tam sporo ciekawych rzeczy z teorii muzyki. Gdy się myśli o akordach, warto też się przypatrzeć jakie skale do nich pasują.

    D F#m Gm – Prosty przykład zmiany tonacji z durowej na mollową, gdzie można do D i F#m stosować zwykłą gamę durową D, a do Gm mollową g.
    Ale można też dobrać skalę, która pasuje do wszystkich akordów.
    Np. D Es Fis G A B Cis D – Brzmi tak trochę po arabsku 😉

    Czekam na kolejną porcję wiedzy 🙂

    • Dzięki za wkład! A w przyszłości postaram się wrzucać coś słabszego 🙂

  7. “…brzmi to dość dziwnie, ale jak odtworzymy sobie 4 razy z rzędu, to nasz mózg się już przyzwyczaja”

    To jest ciekawe zjawisko! Najpierw słyszy się niby fałsz, a dobrze zagrane i powtórzone zaczyna być charakterystyczne :D. Warto dlatego zrobić w kompozycji “spokojne” wejście gdzie mamy te chwile by poznać klimat kawałka i za 3 razem by już nie znudzić słuchacz (ale go zahaczyć i zapoznać z kawałkiem) iść dalej :D.

    Minusem tego zjawiska(nie wiem jak inaczej to nazwać:P) jest jak występuje raz, często mam tak, że słucham kawałka po nocnej przerwie i za pierwszym razem słyszę, że kurde coś jest bardzo nie tak, ale już za kolejnym odsłuchaniem kawałka nie słyszę tego. Przeciwnie do poprzedniej sytuacji, ten raz będzie wytrącał słuchacza. Więc warto to na początku zlikwidować szybkim i zdecydowanym ruchem, czy rytm czy melodia czy razem :D, czasem nawet zagranie np. za mocno zagrane lub timing.

    A najgorsze jest to, że po długim wałkowaniu kawałka tego naprawdę nie słychać i można się kłócić z innymi, że to najlepiej skomponowany utwór ale poza oszukanym samopoczuciem nic się nie zmieni :D.

    • To dość specyficzne zjawisko, zgadzam się. Myślę, że po prostu nasze umysły są od dziecka zaznajamiane z pewnymi formami i każde odstępstwo od nich powoduje natychmiastowy, acz chwilowy dysonans. Dlatego między innymi warto słuchać różnej muzyki…

  8. Moim lekarstwem na różnorodność mieszczącą się w ukierunkowanej celowości jest inteligentna randomizacja. 😉

    • I też ok 🙂 Ważne, że Cię to do celu zabiera, bo to jest zawsze cel nadrzędny!

  9. Będzie jakaś seria o teorii muzyki?

  10. Coś dla Hani odnośnie tego gdzie szukać pomysłów na harmonię:
    1. How music works – Harmony https://www.youtube.com/watch?v=hTUXKWnHH-g

    2. Wyniki analizy ponad 1300 progresji akordów http://www.stumbleupon.com/su/3185GB/:130R_vSPb:Ph5dg_wG/www.hooktheory.com/blog/chord-progression-search-patterns-and-trends/

Zostaw komentarz