Jak Przekładać Pomysły i Emocje Na Muzykę, Cz. 1

Jednym z największych osiągnięć muzyki jest to, że potrafi ona w dość nieuchwytny sposób przekazywać nam pewne odczucia. Może się to dziać zarówno podprogowo, jak i bezpośrednio, ale niezależnie od sposobu, każdy słuchacz jest w stanie powiedzieć, czy utwór wzbudził w nim radość, smutek, lęk, melancholię, naładował energią czy zepchnął do parteru.

Ponoć najgorsze są takie utwory, które nawet wyprodukowane niczym majstersztyki z niemieckiej fabryki – niczego emocjonalnie nie przenoszą. A takich jest też całe mnóstwo i nierzadko okupują one pierwsze miejsca list przebojów. Ale one mają zupełnie inny cel, a my nie o tym dzisiaj…

Każdy, kto kiedykolwiek próbował napisać piosenkę, wie doskonale o tym, że umiejętność przelania na nuty/papier/komputer swoich myśli i emocji za pomocą instrumentu czy własnego głosu może być nie lada sztuką. A żeby dodatkowo kontent liryczny „współpracował” z tym muzycznym, trzeba wiedzieć, na jakich płaszczyznach one się uzupełniają. I dokładnie o tym będą trzy kolejne wpisy. Pokażę Wam kilka „zasad” (choć może „dróg” byłoby odpowiedniejszym stwierdzeniem), które powinny uświadomić każdego muzyka w tym, jak przekładać swoje pomysły i emocje na muzykę.

Słowo wyjaśnienia…

Zanim na dobre zagłębimy się w ten temat, chcę zaznaczyć, że pod żadnym pozorem nie jest to jedyna droga, a jedna z wielu. Nie wszyscy bowiem lubią rozkładać muzykę na czynniki pierwsze. Są bowiem tacy, którzy działają w tym rejonie bardzo intuicyjnie czy „na czuja” i też potrafią osiągać powalające wyniki. Są i tacy, którzy przyjmują jeszcze inne, samodzielnie wypracowane metody… Nie zabraknie również tych, co to non-stop zapożyczają pewne motywy albo remiksują rzeczy już istniejące czy nawet tych, co bezczelnie kradną lub tylko przestawiają takty napisanej kiedyś już muzyki. Do tego dochodzi indywidualizm jednostki, preferencje, warunki, możliwości i umiejętności, ale w te aspekty wjeżdżać już nie będziemy.

Przejdźmy do podstawy dzisiejszego artykułu.

Muzyka dla muzyki czy dla celu?

Istnieje pewien umowny, acz dość rozmyty podział muzyki, który mówi o dwóch kategoriach:

    • muzyce dla muzyki (tzw. muzyka „absolutna”) oraz
    • muzyce dla celu (tzw. muzyka „programowana”)

I. Muzyka Absolutna

Ta zwykle służy czystym, purystycznym lub, jak to mawia mój znajomy – „onanistycznym” celom. Do tego worka można by wrzucić wszystko to, co pozwala nam podziwiać przede wszystkim kunszt muzyków, ich warsztat i wirtuozerię, intrygujące pasaże, ciekawe harmonie, intrygujące melodie, niecodziennie rozwijające się motywy, etc. Nie chcę tu wymieniać konkretnych artystów z szacunku do nich i tego, co zaraz napiszę, ale na pewno każdy z nas kiedyś zetknął się z takim „zbiorem muzycznym”, więc powinien wiedzieć, o czym (i o kim) mówię.

Otóż, zawsze zastanawiałem się nad tym, jak można wysiedzieć 45 minut słuchając albumu, na którym ktoś non-stop gra solówki na gitarze, a zespół jest tam tylko jako tło dla „mistrza ceremonii”. Nie, żebym nie podziwiał talentu i ciężkiej pracy, ale dla mnie osobiście po kilku minutach staje się to nudne jak flaki. I to bez oleju. Z flakami. Choćby był to największy wirtuoz tego instrumentu, to mnie takie coś po prostu nie rusza – mimo iż sam jestem gitarzystą. Posłucham jednego czy dwóch kawałków i starczy mi na rok. Stwierdzę, że ok, gość umie grać, ale nie ma w tym piosenki, nie ma „sytuacji” i kontekstu, nie przeżywam niczego, nic z takiej kompozycji nie wynoszę, nie poruszyła mnie i… w ogóle o niej zapomniałem. A już na pewno nie będę w stanie sobie tego pod nosem w tramwaju zanucić…

Rozumiem jednak, że są ludzie, których takie rzeczy nie nudzą i którzy sami również chcą takie motywy tworzyć, bo przecież istnieje spore grono odbiorców – więc jakby większego problemu tu w ogóle nie widzę. Przedstawiam wyłącznie własny punkt widzenia.

Nie zrozumcie mnie źle – też czasem sobie posłucham jakiejś 12-minutowej symfonii czy “palco-łamaczy” granych przez wirtuozów fortepianu, ale po prostu na dłuższą metę nie odnajduję tego poruszającym. Będą wyjątki, ale raczej rzadkie. I będą one przede wszystkim związane z tym, że któraś z takich kompozycji będzie mi przypominała o jakichś wydarzeniach, które jak wiemy najsilniejsze są wtedy, gdy związane się z uczuciami czy emocjami. I tu granica się zamydla. Może właśnie dlatego lubię posłuchać czasem tych „wyjątków”.

II. Muzyka Programowana

Bynajmniej nie chodzi tu o to, że siadamy za sterami komputera i kodujemy. To też nie do końca ten przypadek, gdy tworzymy całość układając klocuszki w FL Studio (czyli niejako programujemy). Muzyka programowana to w największym skrócie mówiąc środek do przekazania jakiejś informacji, wiadomości, uczucia, doświadczenia czy innych, bliskich człowiekowi stanów umysłu i duszy. Ma to być artystyczne narzędzie przekazu, za pomocą którego muzyk komunikuje się ze swoimi słuchaczami. To, jak umiejętnie wyśle wiadomości czy komunikaty ukryte w piosence (nie tylko za pomocą słów, ale przede wszystkim dźwięków), stanowi o „sukcesie” takiego artysty.

Ludzie lubią (i muszą, no dobra – powinni) doświadczać i odczuwać muzykę, przeżywać ją, a artysta, niczym gladiator w Amfiteatrze Imperium Romanum ma im tych wrażeń dostarczyć. Jeśli mu się uda, to słuchacz „jest już jego”.

Prosty przykład – zastanawialiście się kiedyś, dlaczego rodzice mówią o swoich nastoletnich dzieciach, że słuchają jakiejś „szatańskiej” muzyki? I to niezależnie od gatunku muzycznego – wcale nie musi to być jedna z trzystu tysięcy odmian metalu. Młodzi muszą czuć bunt, a artyści, którzy o takich rzeczach nawijają w towarzyszeniu „niegrzecznej”, ostrej czy agresywnej muzyki, doskonale się w ten stan młodego umysłu wpasowują.

Często jednak granica jest płynna…

Wielu ludzi uważa, że każda muzyka przenosi emocje, ta z pierwszej kategorii również. Bardzo możliwe, nie neguję tego. Osobiście po prostu tego nie czuję i zazdroszczę każdemu, kto to potrafi. Mam jednak świadomość, że ludzie są bardzo różni i akurat to, że do mnie taka muza nie trafia, nie znaczy, że na innych nie wywiera ogromnego wrażenia.

Jeszcze inna sytuacja ma miejsce, gdy mamy do czynienia z nie do końca wirtuozerską piosenką, ale za to przepełnioną różnego typu emocjami (z reguły tymi “przygnębiającymi”), które aż wylewają się z głośników. Bo czasem naprawdę nie potrzeba być mistrzem swojego instrumentu czy śpiewać super-idealnie, żeby pozyskać sobie grono wiecznych słuchaczy, którzy w jakiś sposób utożsamiają się z danym utworem czy nawet artystą…

Natomiast mnie najczęściej chyba kręci muzyka z pogranicza dwóch omawianych dziś światów (czyli emocji i kunsztu), bo bardzo lubię słuchać dobrze napisanych i emocjonalnie zabarwionych piosenek, w których bez problemu da się wyczuć talent i warsztat muzyczny. Można powiedzieć, że czerpanie z obu tych zbiorów daje mi najwięcej satysfakcji i przeżyć. A o to chyba w słuchaniu muzyki chodzi najbardziej. Nie wiem, tak zgaduje i strzelam – w ten sposób to po prostu czuję i nie widzę sensu w dalszym tego roztrząsaniu.

Więc dość dygresji. Nie jesteśmy tu po to, żeby rozmawiać o tym, co i jak inspiruje autora…

Ostatni, bardzo ważny element, który chcę poruszyć zanim przejdziemy do omówienia tych kilku kluczowych elementów, to WYOBRAŹNIA. Bez niej oczywiście ani rusz w tym departamencie. Ale nawet, jeśli nie znajdujemy jej w sobie tyle, ile byśmy chcieli za każdym razem, gdy siadamy do napisania utworu – możemy sobie bardzo łatwo dopomóc. W sukurs przyjść nam powinna muzyka filmowa.

Jest ona genialnym źródłem inspiracji do precyzowania emocji, które chcemy przekazać w naszej muzyce. Niektórzy ludzie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że oglądając jakąś scenę, to ścieżka dźwiękowa niejako dyktuje im i wzmacnia odczuwanie – czy będzie to radość i podekscytowanie, czy smutek z powodu śmierci któregoś z bohaterów filmu albo cokolwiek innego. Bez muzyki w filmie byłoby po prostu pusto.

Są wprawdzie filmowcy (zwykle alternatywni), którzy celowo minimalizują bądź w ogóle eliminują muzykę ze swoich produkcji, czyniąc obraz jeszcze bardziej surowym i wyrazistym, zmuszając przy tym widza do samodzielnej i głębszej analizy zjawisk na ekranie. Jednak w zdecydowanej większości przypadków to właśnie muzyka będzie odpowiedzialna za wzbudzanie u widza emocji.

Dlatego bardzo mocno polecam Wam analityczne wsłuchiwanie się w tło muzyczne podczas filmów i wychwytywanie momentów, w których dźwięki podkreślają to, co dzieje się na ekranie. Jest to świetna lekcja nie tylko kompozycji, ale i środek do osiągnięcia spójności między „produktem” a odbiorcą.

Nas oczywiście interesować będzie kwestia pisania i aranżowania utworu stricte muzycznego, bez obrazu, ale będę się w dalszej części artykułu kilka razy do filmu odnosił, bo uważam, że jest to mega-pomocna analogia.

Przejdźmy więc do komponentów utworu, które mają za zadanie przelać odczucia i emocje z muzyka na słuchacza.

Krok 1 – Cel (czyli co chcemy przekazać)

Może się to wydawać super-oczywiste, ale czasem jednak zapominamy, że posiadanie jasnego i wyraźnego celu w swoim utworze to rzecz podstawowa. Jeśli komponujemy dla filmu, to rzecz jasna, konkretna scena będzie tutaj dyktowała kierunek. Jeśli piszemy piosenkę, to musimy sobie w głowie ułożyć plan, o czym ona ma być, jakie zdarzenia czy stany ma reprezentować i na tej podstawie należy podejmować dalsze kroki. Starajmy się być możliwie najbardziej precyzyjni. Czasem nie wystarczy samo założenie, że „będzie to kawałek wesoły”, bardziej bym Was skłaniał do podejścia pełniejszego w detale, typu „będzie to kawałek opisujący moją radość, jak się dowiedziałem o tym, że w końcu można legalnie zawierać związki homoseksualne” – czy coś w tym stylu 😉

Raz, że ułatwi nam to rozbudowanie tematu i napisanie słów. Dwa, że od razu nam się może w głowie urodzić sporo obrazów, odniesień i ogólnego stylu. A trzy, że tak dokładnie sprecyzowane założenie uczyni cały proces o wiele prostszym i przyjemniejszym niż błądzenie wokół niedokładnego „będzie to kawałek wesoły” i liczenie na to, że utwór powstanie płynnie i sam z siebie.

Jak już uda nam się określić co konkretnie chcemy powiedzieć, należałoby rozwikłać kwestię tego, jak opowiedzieć to w muzyczny sposób. W tym celu rozbijemy nasz kawałek na kilka segmentów, o których to opowiem w dwóch kolejnych wpisach…
Zostawić komentarz ?

24 Komentarze.

  1. Bardzo dobry artykuł, trzeba było w końcu tą kwestię poruszyć. Moim zdaniem jest to problem większości początkujących – sami nie wiedzą po co tą muzykę chcą pisać i tworzyć oraz co chcą w niej przekazać. Kluczem jest to aby tworzyć muzykę taką jaką się chce a nie taką jaka przypadkowo wyjdzie.

    Czasy mamy takie że nic nas nie ogranicza ale z drugiej strony dzieło kompletne od kompozycji po gotową produkcję wymaga wiedzy i doświadczenia w wielu etapach. Przez to łatwo się zagubić skupiając się na wszystkim tylko nie muzyce, a wystarczyłoby tylko wrócić do korzeni – wyłączyć komputer, wziąć gitarę czy klawisze i trochę pograć ze skupieniem.

  2. rufinmusic

    Dla mnie zawsze najważniejsze w muzyce są emocje, klimat. Jeśli w kawałku tego nie czuję, to go od razu dyskwalifikuje 😉
    P.S.
    Znowu nie mogę wstawić emotki ;(

  3. Trociniak

    Z tym klimatem, to zawsze jest problem, jedni go słyszą, a inni mówią, że go w ogóle nie ma. Tak samo z emocjami. Może ten 15-latek, który przez 10 minut gra solówkę jest tylko jakimś tam rzemieślnikiem, ale dla niego to może być czymś wyjątkowym, czymś z czym się zmagał przez kilka dobrych lat. Bardzo chętnie dowiedziałbym się, w którym momencie najlepiej jest rozpocząć pierwsze (nucenia) podejścia do linii melodycznych wokali, czy podczas pierwszych podstawowych akordów, czy jak już mamy gotowy i ograny lub nagrany kawałek? Często się zdarza, że brakuje na ten wokal po prostu miejsca, albo tak przekombinowaliśmy wszystko, że nie jesteśmy w stanie nic ciekawego wymyślić 🙂

    • W przypadku w którym opisałeś emocje są czerpane z samego faktu że coś się udało a nie że sam utwór je w sobie zawiera. Chyba każdy kiedyś to przerabiał, ja tak samo – pierwsze rzeczy które stworzyłem budziły we mnie ogromne emocje własnie z tego powodu że coś mi się udało, że były z tym jakieś wspomnienia i tak dalej. Wystarczyło jednak aby kawałek trochę poleżał i po czasie okazało się że jest pusty jak worek bez dna.

      Moim zdaniem trzeba odróżniać wartość pracy jaką stworzymy do tego jaką wartość jej sami nadamy.

      Właściwie to temat na osobną dyskusję bo chyba jeszcze nikt tak naprawdę nie udowodnił czy emocje płynące z muzyki są uniwersalne gdzie odpowiednie dźwięki je wywołują czy po prostu polegają na stereotypach ukształtowanych przez lata do których ludzie się dostosowują. Tak samo jak zagadka dlaczego molowe tonacje brzmią dla nas smutno a durowe wesoło.

    • Molowe są smutne, a durowe wesołe, bo tak po prostu brzmią i nie ma co się w antropologów bawić, chyba że ktoś chce na własną rękę… Ale prędzej skończy w wariatkowie niż dowiedzie czegoś definitywnego 🙂 Nam zupełnie nie o to chodzi. Przecież to nie śledztwo i na siłę czegoś udowadnianie, bo to ślepy zaułek. Tu się rozchodzi o pokazanie, jakimi środkami można osiągnąć pewne cele, a nie o zbadanie ich genezy… To nie ta dziedzina 😉

  4. Haha! Akurat wczoraj miałem spór nad tym utworem http://www.youtube.com/watch?v=s08VjF7QLtQ (swoją drogą jest to coś niesamowitego). Rzuciłem tezę na pewnej grupie dyskusyjnej, mianowicie żeby zrozumieć do końca ten utwór trzeba obejrzeć Blade Runnera, ponieważ tytuł jak i motyw b-a-g nawiązują do tego filmu. Jeden człowiek powiedział, że wcale nie trzeba, gdyż “nie zmieniło to w żaden sposób odbioru utworu”. Wydaje mi się, że osoba ta nie do końca zrozumiała o co mi chodziło, czyli tło do przekazu autora które jest niezbędne do jego zrozumienia. Mam rację? 😉

    • Ja Ci na to nie odpowiem, bo nigdy Blade Runnera nie oglądałem 🙂

  5. kitametal

    Mam pytanko nie wiem czy to dobre miejsce ale do rzeczy:)Czy ktorys z kolegow podjal by sie zrobienia miksu tu jest utwor oczywiscie w celu zrobienia miksu wrzuce pliki w wave gdzies na serwer.Poprostu tu sa pogladowe https://soundcloud.com/brenlightmachine bylbym wdzieczny za odzew chcialbym zeby zrobil to ktos z zewnatrz bo ja juz nie mam dystansu i nie wiem do konca jak zrobic to dobrze Pozdro

    • Zarejestruj się na zaprzyjaźnionym “Akysz”. Jest tam wielu na prawdę dobrych mixerów którzy bardzo chętnie pokręcą gałkami.

  6. No fajny film i warto obejrzeć też dla soundtrack’u, ogólnie warto:P, piękny obraz i piękna muza:D.

    No a muza faktycznie nawiązuje trochę do motywu i inaczej ją przez to odbieram, ale ja wiem czy jest cokolwiek do rozumienia :D, inna muza i generalnie Vangelisowi ciężko dorównać :D.

  7. w całym procesie kompozycji i aranżu najtrudniej jest odzwierciedlić emocje. dwa najlepsze przykłady jakie znam to muzyka z filmu The fountain, którą robił Clint Mansell i rosyjski zespół rockowo metalowy Tracktor Bowling (słuchając ten utwór [ http://www.youtube.com/watch?v=rXSkm3eAvzc ] wierzę w każde wypowiedziane słowo 😀 )

    • Akurat nie rozumiem ani slowa, ale jej ekspresja mowi sama za siebie 🙂

  8. Andrzej S.

    Nie będę nikogo próbował zmuszać do polubienia muzyki, którą lubię;) ale zachęcam do posłuchania coveru piosenki U2 “Love is Blindness”, który zrobił Jack White. Sposób śpiewania Jacka w tym kawałku (według mnie) jest niesamowity…nie jest to przecież człowiek o anielskim głosie;), nie oszukujmy się “śpiewakiem” nie jest, a pomimo tego potrafi przekazać niesamowite emocje. Piosenka znalazła się też w soundtracku do Great Gatsby (niestety słychać ją bardzo krótko, ale uważam, że nie mogła znaleźć się w lepszym momencie w filmie). Kawałek przede wszystkim działa na mnie dlatego, że słuchając wokalu, nie słychać tam osoby, która stara się ładnie zaśpiewać tekst piosenki, ale słychać właśnie emocje.

  9. Witam Pana kierownika i Panów producentów ,Panów muzyków również witam.
    Jestem cichym bywalcem raczej i chciałem podzielic się tylko utworem z którego moim zdaniem emocje leją się do sąsiadki na dół.
    http://www.youtube.com/watch?v=GjZkKk1qquk
    No to spadam…

  10. P.S.
    Tytuł jest dosyć mylący:)

  11. Przynaję że czekałem na taki artykuł z utęsknieniem.
    Mam często problem z przelaniem tego co w głowie na konkretne dzwięki,więc tym chętniem zaznajomiłem się z lekturą 🙂

    pozdrawiam

    • W dwóch kolejnych częścach będzie jeszcze więcej, ale najlepsza zabawa, to odkrywanie tych rzeczy samemu 🙂

  12. Widzę, że Igor też nie trawi Malmsteenów i jemu podobnych. Grać chłopaki potrafią, trzeba im to oddać, tylko że ich słuchacze w 90% to właśnie gitarzyści.

    Ja osobiście jak coś tam komponuję to nie wyznaczam sobie żadnego celu, nie wyznaczam sobie przesłania. Jak dla mnie muzyka ma być muzyką, traktuję ją jako cel sam w sobie, ale nie “onanistyczny”.

    Trudno by mi było założyć co chcę wyrazić i potem układać do tego melodyjkę, bo to chyba by była melodia wymyślona na siłę. U mnie jest tak że gram na gitarze, improwizuję aż zagram coś co odróżnia się od reszty, sprawia że samo słuchanie tego sprawia mi przyjemność. Wtedy staram się rozwijać motyw itp. Warunkiem jest to że musi mnie to urzekać jako słuchacza.

    Zapewne jest to w jakiś sposób wyrażenie emocji, ale nigdy nie mam tak że najpierw zakładam co chcę wyrazić a potem poszukuję melodii.

    • Tak jak pisałem – to tylko jedna z wielu dróg. Każdy działa tak, jak mu najwygodniej i najefektywiej.

  13. Igor, tez masz tak, że czasami zrobisz część kawałka i nie masz pomysłu na resztę?

    • Nie ma zasady. Raz kawałek pisze się wręcz sam, innym razem drepczesz w miejscu cały dzień.

Zostaw komentarz