Profesjonalne Brzmienie w Domowym Studiu – Wywiad z Jarkiem Siemienowiczem

Poza Stadem - Siemion

Wielu z nas zapewne często zastanawia się nad tym, jak sprawić (i czy w ogóle jest to możliwe), aby nagrywany w domowym studiu materiał zabrzmiał naprawdę dobrze. Zawsze próbuję podkreślać, że osiągnięcie świetnych wyników jest jak najbardziej osiągalne, ale musimy spełnić kilka bardzo istotnych warunków, aby taka sytuacja mogła zaistnieć. Nie raz wałkowaliśmy już kwestie, które wpływają na końcowy rezultat brzmienia naszych produkcji, ale dziś zaserwuję Wam coś naprawdę wyjątkowego w tym temacie…

Przedstawiam Wam zapis rozmowy, jaką przeprowadziłem ostatnio z wieloletnim gitarzystą zespołu Proletaryat –  Jarkiem Siemienowiczem, który niedawno ukończył prace nad swoim solowym albumem pt. „Poza Stadem”. Co ciekawe, płyta ta została w całości zrealizowana w domowym zaciszu i przy minimalnym nakładzie budżetowym oraz w warunkach sporo odbiegających od idealnych… Zobaczmy, co z tego wynikło…

Igor: Witaj, Jarku i pozwól, że na samym początku pogratuluję Ci ukończenia prac nad Twoim świetnym albumem. Zanim przejdziemy do tematu produkcji płyty, pozwól, że poproszę Cię o kilka słów na temat Twojej przygody z muzyką. Jak to się wszystko zaczęło? Kiedy zacząłeś grać, komponować, śpiewać?

Jarek: Bardzo trudne pytanie. Wydaje mi się, że zacząłem chcieć być muzykiem jak miałem jakieś 7 lat? Tak długo marudziłem, aż wreszcie moja babcia kupiła mi gitarę firmy Defil czy coś podobnego i tyle. W domu zawsze było pianino i wino, The Beatles, Chuck Berry itp. hahaha. Kiedy miałem 16-17 lat założyłem zespół i zacząłem układać piosenki i pisać teksty. Szczerze mówiąc, to nie pamiętam już wielu rzeczy zbyt dokładnie, ale było zabawnie. Koledzy marzyli, żeby być Bitlesami (celowe spolszczenie), a ja żeby się dowiedzieć jak oni to robili, że takie fajnie piosenki pisali.

I: Jaka muzyka Cię najbardziej inspirowała kiedyś, a jaka inspiruje teraz?

J: Od zawsze i zawsze klasyka, bo tego było u mnie w domu najwięcej, no i uczyłem się grać na gitarze klasycznej. Do tego stary blues z lat 30-tych (Charley Patton czy Robert Johnson), The Beatles, Black Sabbath, Led Zeppelin, myślę że podobne rzeczy jak większość ludzi…Ale tak jak się zastanawiam, to nie mam pojęcia tak naprawdę. Jest tego sporo. Bardzo lubiłem Grechutę na przykład. To jest straszny mix bo Metallica i ich “St. Anger” to coś niesamowitego, ale i Bob Marley w całości to coś kapitalnego, Bob Dylan, no nie mam pojęcia co mógłbym wymienić. Trudno mi tez powiedzieć o inspirowaniu. Tak naprawdę, to zawsze jak coś mi wpadnie do głowy, to długo się zastanawiam czy już ktoś tego nie skomponował albo czy nie jest to do czegoś podobne. Jeśli wiem, że jest – to odpuszczam sobie 🙂

I: Twoja przygoda z zespołem Proletaryat trwała blisko 20 lat. Czego się przez ten czas nauczyłeś, jeśli chodzi o muzykę, warsztat i relacje międzyludzkie?

J: Nauczyłem się sporo. Jeśli chodzi o muzykę to nauczyłem się współpracy z innymi, oraz tego jak ważne są chwile. Mam na myśli niezwykłe momenty, gdy piosenka powstaje w ciągu dosłownie 10 minut w czasie próby z połową tekstu włącznie. Czasem z kolei trzeba poświęcić miesiąc, żeby dotrzeć do tej wersji która jest właściwa. Nauczyłem się oczywiście zachowywać w studio podczas nagrań, dowiedziałem się sporo o instrumentach. Grając taką ilość koncertów oczywiście to pomaga w doskonaleniu warsztatu. Nauczyłem się też, że w tzw. „branży muzycznej” nie istnieje przyjaźń, ale zespół zależności, współzależności i wspólnych interesów…. No i nie ma sentymentów jeśli chodzi o pieniądze. Jest za to masa zawiści i zazdrości. To mnie zawsze trochę przytłaczało.

I: Jak zazwyczaj wyglądała praca z zespołem w studio?

J: Wiesz, myśmy mieli taką „staromodną” zasadę, że kiedy wchodzimy do studia to piosenki możemy zagrać na żywo na 100% i tyle. Byliśmy przygotowani do tego, żeby zagrać to co mamy do zagrania najlepiej jak umiemy. To nie były oczywiście już czasy kiedy panowie inżynierowie dźwięku chodzili w białych fartuchach, a muzycy mieli zagrać i do domu, ale na przykład Leszek Kamiński nas wyrzucił z reżyserki i powiedział, że on to zrobi po swojemu albo to bydle (SSL w Studiu S4) jest do naszej dyspozycji… Nikt nie zaryzykował. Najwięcej czasu zajmowało ustawianie mikrofonów, zawsze.

I: Bardzo dobrze sobie radzisz ze stroną realizacyjną w kwestii nagrań. Kiedy i w jakich okolicznościach zacząłeś się tym bardziej interesować i czy miałeś osobę lub źródła, które Cię tego fachu uczyły, czy może raczej podłapałeś wszystko samemu?

J: Dzięki. Pierwszy raz musiałem coś zrobić w chyba 1996r. kiedy nagrywałem płytę z dawno nieistniejącym zespołem Anioły. To było w Nowej Hucie w TR Sound Studio. Okazało się, że jakoś mam smykałkę do miksowania gitar i trochę, ale niewiele zacząłem się tym interesować. Tam też upadł mit „wchodzenia do studia”. Mój kumpel (wokalista z tego zespołu) miał w domu ATARI, sampler AKAI S2000 chyba, magnetofon kasetowy 8-śladowy Yamaha MT8X chyba, Sure SM58 i jakiś reverb Alesis MicroVerb czy coś takiego… i u niego w domu nagraliśmy sobie płytę. Wydało ją SONY/BMG, ale żeby było zabawnie, kilka utworów na płytę weszło z tej domowej produkcji. Po pierwsze, nie udało się odtworzyć tego klimatu w piosenkach, a po drugie nie brzmiały lepiej w tym studio, mimo iż było naprawdę profesjonalne. Bardzo dobre studio z bardzo dobrymi pomieszczeniami już nie istnieje w Nowej Hucie. Ale najwięcej nauczyłem się o tym w Edynburgu w czasie studiów. Miałem dwóch doświadczonych nauczycieli którzy pracowali w tym fachu. Za każdym razem powtarzali: „Nie ma reguł, nie ma ustalonych wzorów jak postawić mikrofon, musicie sami eksperymentować. Pamiętajcie, że jak coś brzmi dobrze, to znaczy ze brzmi dobrze. Zwracajcie uwagę na Gain na wejściu przede wszystkim. Musicie wiedzieć czego chcecie, bo inaczej utkniecie w poszukiwaniach. Musicie wziąć mikrofon i chodzić wokół instrumentu żeby znaleźć TO miejsce i pamiętajcie że ‘poprawie brzmienie w miksie’ nie istnieje. Nagrywać trzeba od razu dobrze.

Tak więc nie miałem wyboru i musiałem podłapywać sam, ale z drugiej strony oczywiście ludzie zawsze chętnie dzielili się informacjami miedzy sobą. Kiedyś kolega świetnie nagrał gitary akustyczne. Spytałem go, jak to zrobił i pół godziny tłumaczył mi jakich mikrofonów użył i jak je ustawił, a było ich sześć do każdej gitary….

I: Porównując z pracą w profesjonalnym studiu, co Twoim zdaniem stwarza najwięcej problemów podczas realizacji albumu we własnym, małym, domowym studio?

J: Możliwość braku dyscypliny! Możesz zawsze sobie włączyć sprzęt i coś nagrać i dlatego że nie musisz, to bardzo często tego nie robisz. Wiesz, najbardziej pracowity dzień to dzień jutrzejszy. Poza tym, na ogół musisz wszystko podłączyć, wyjąc coś z szafy, ustawić, postawić i masę innych rzeczy.  To trochę czasem zniechęca. Daniel Lanois na przykład stwierdził, że on nie ma czasu na podłączanie wszystkiego i na ustawianie, bo jak zaczyna to robić to czasem zapomina co chciał nagrać, więc ma jeden guzik od zasilania, nawet mikrofony podłączone i ustawione. Po prostu wchodzi, przyciska jeden przycisk i w ciągu minuty już może nagrywać… Natomiast kiedy wchodzisz do studia, to na ogół wszystko jest podłączone przez kogoś i musisz wykorzystać czas, za który zapłaciłeś. To też ma swoje wady oczywiście, bo czas ucieka, a pośpiech nie jest dobrym doradcą.  Jeśli chodzi o kwestie sprzętowo-techniczne zawarte w pytaniu, to dziś już nie ma problemów. Oczywiście nie można porównywać jakości Studera do nagrywania cyfrowego, ale jeśli się zastanowimy, to niedługo mp3 będzie jakością dla audiofilów. Do nagrań używa się czasem super-świetnego sprzętu, a na koniec to ląduje w iTunes albo mp3… Jedyne, co może naprawdę rozłożyć na łopatki, to akustyka pokoju w którym nagrywasz. Ale jeśli nie masz wyjścia to wykorzystaj to, co jest przeciwko tobie i użyj tej złej akustyki po prostu… Właśnie teraz mam problem z pokojem w którym nagrywam i miksuje. Coś strasznego. Brzmi fatalnie.

I: Ale mimo tych wszystkich przeciwności udało Ci się wyprodukować bardzo dobrze brzmiące utwory. Żebyśmy nie pozostali gołosłowni, pozwolisz, że poniżej zamieszczę dwa utwory znajdujące się na płycie:

Możemy Sobie Gdybać

Z Grzanym Winem

I: Porozmawiajmy o tym, jak wyglądał ten cały proces. Zacznijmy może od samego początku – w jakich okolicznościach powstają Twoje utwory? Od czego zaczynasz komponowanie?

J: Każdy ma swój indywidualny sposób na robienie piosenek i każdy sposób jest dobry. Wiesz, ja biorę do reki gitarę klasyczną albo banjo, albo ukulele i sobie gram. Gram cokolwiek i wtedy najczęściej z tego „cokolwiek” rodzą się jakieś konkretne rzeczy, które wprowadzają mnie w konkretny nastrój. To znaczy, łapię nastrój piosenki która ma powstać i zaczynam sobie do tego śpiewać najczęściej od razu jakiś tekst i potem to się rozwija. Tak w skrócie. A żeby nie zapomnieć co i jak gram to sobie włączam kamerę w kompie i nagrywam pomysły hahahaha, serio. Bardzo mnie inspirują brzmienia instrumentów przy czym moim głównym jest gitara klasyczna.

I: W Twoich utworach słychać ciekawą mieszankę instrumentów. Co wchodzi w skład Twojego arsenału muzycznego?

J: Przede wszystkim, jak wspomniałem – gitara klasyczna. Jest Musima z byłego NRD jak i hiszpańska gitara, chyba lutnicza (no niby hand-crafted, ale bo to wiadomo…?), ukulele, banjo, melodion, gitara akustyczna Alvarez, wszystkie instrumenty są z Solid Wood. Jakoś nie trawie tych z laminatu a prawdziwe drewniane można dostać czasami niedrogo na E-bayu. Mam też TeleBass, bardzo ciepło i głęboko brzmiący. Reszta to sample, poza tamburynami… hahaha. Wiesz akordeon, pianino, tureckie lutnie itp. Kupiłem sobie Mellotron. Sampler oczywiście, bo prawdziwego nie miałbym gdzie trzymać. Slychać go w kilku utworach, ale główną role gra w “Pudełeczko do Grania“.

I: Czy dużo partii programujesz wewnątrz komputera? Jeśli tak, to jakie to partie?

J: Staram się grać jak najwięcej na instrumentach. Niemniej nie dałbym rady z perkusją, bo nie umiem na tym grać. Programuję perkusję – mam Addictive Drums i Toontrack i używam różnie, ale czasem tez używam wewnętrznej perkusji z Logica. Czasem brzmi świetnie. Akordeon, instrumenty typu Turecka Lutnia i tym podobne rzeczy oraz fortepian. Ale bas już jest prawdziwy. Czasem podłączam go pod taki śmieszny wzmacniacz do trenowania Peavey – malutki i świetnie się nagrywa. Takie brzmienie jak do muzyki DUB. Generalnie przy nagrywaniu używam MIO Console i ich symulatorów lampowych preampów w połączeniu z ich fizycznymi preampami. Bardzo dobre, muszę przyznać 🙂

I: Czy podczas układania partii i późniejszego aranżowania, zdarza Ci się przewrócić wszystko „do góry nogami”, tzn. totalnie wszystko poprzestawiać i pozmieniać, czy raczej trzymasz się sztywno ustalonego, wcześniejszego planu?

J: A to widzisz bywa różnie. Najczęściej wiem co robię, to znaczy dokąd zmierzam i staram się tego trzymać, ale zdarza mi się, że zmieniam wszystko tak diametralnie, że z pierwotnej koncepcji pozostaje tylko wspomnienie. Wiesz, to się rozwija w trakcie i czasem muszę zostawić wszystko, żeby sobie pomyśleć dzień czy dwa, która koncepcja mi się podoba, której piosence w której sukience będzie do twarzy. Takie przerwy mam na przykład z nagrywaniem chórków. Kiedy Aga i Magda nagrywają chórki, nigdy nie słucham tego, co zrobiły wcześniej niż po dwóch dniach… Musze mieć dystans, bo chórki są elementem dopiero wprowadzonym i one kompletnie wykraczają poza moja pierwotna koncepcje. Tutaj więc mamy do czynienia z takim troszkę ‘przewracaniem do góry nogami’…

I: Czy w tworzenie albumu byli zaangażowani jacyś inni ludzie – muzycy, realizatorzy, rodzina? Jeśli tak, to w jakim stopniu?

J: Jeśli chodzi o muzyków, to w “Szarowidzeniu” na basie gra Marek “Bruno” Chrzanowski. Znacie go z Wilków, a teraz gra z Johnem Porterem. Świetny basista. Może jeszcze być tak, że nagra basy do wszystkich piosenek. Kolejna zmiana. Dwie siostry, które świetnie śpiewają – Aga i Magda Frączek. Śpiewają chórki. Rodzina oczywiście też była zaangażowana, ale w zupełnie inny sposób. Wielkie wsparcie i sporo instrumentów na urodziny czy gwiazdkę 🙂

Poza tym, reszta to moja ciężka praca. Ciężka, bo musiałem się wysilić, a z natury jestem leniwy, hahahaha. Realizacja, mix, produkcja, nagrywanie, generalnie wszystko. To takie Zrob To Sam.

I: Jeśli pozwolisz, to chciałbym wypytać o trochę więcej detali związanych z Twoim studiem. Powiedz jakie (jeśli w ogóle) elementy adaptacji akustycznej posiadasz w swojej pracowni lub ewentualnie jakimi sposobami sobie radziłeś, aby przezwyciężyć dalekie od idealnych warunki akustyczne w swoim pomieszczeniu?

J: Właśnie widzisz, tutaj mamy ciekawą sytuację. Nie zrobiłem kompletnie nic… Część płyty nagrywałem pod łóżkiem, dosłownie. Mielismy takie Loft Bed, czyli spaliśmy na wysokości około 180cm, a pod łóżkiem miałem sprzęt. Idealne warunki do nagrywania. Wyobraź sobie, nad tobą i po bokach drewno plus materac, za tobą ściana zabudowana szafą z drewna, ściany z tynków wapiennych – świetnie mi to brzmiało. Nie zrobiłem kompletnie nic. Jakiś czas temu się przeprowadziliśmy i zaczął się dramat. Pokój wysoki, kwadratowy i wszystko brzmi jak w pustej prawie łazience-generalnie, jak wszedłem i klasnąłem w dłonie, to aż musiałem sobie whiskey wypić, żeby się uspokoić. No cóż, kupiłem taki ekran SE ten drogi (sE Reflection Filter – przyp. Igor), ale szczerze mówiąc, to nie działa jakoś rewelacyjnie. Myślałem, żeby parawan postawić za mną, ale jakoś nie udało mi się kupić… i zostawiłem w końcu jak jest. Więc żadnej adaptacji akustycznej. Jakoś, mimo wszystko, da się pracować. Wiesz, podstawą jest myślenie nie o tym, co cię ogranicza, ale jakie masz możliwości, więc zacząłem używać częściowo tego pogłosu naturalnego, który mam. A przy realizowaniu, kolumny jakoś dają radę. Mają bass-reflex z przodu i (tutaj inwestycja) stoją na specjalnych gąbkach Auralex.

I: Czytelnicy na pewno są bardzo ciekawi, jakiego sprzętu używałeś do nagrań, bo to jest zawsze gorący temat. Wspomniałeś już, że pracujesz w Logicu. Powiedz nam jeszcze, z jakim interfejsem oraz na jakich mikrofonach lub zewnętrznych procesorach nagrywałeś ten materiał, z jakich instrumentów wirtualnych korzystasz na co dzień oraz jakiego rodzaju wtyczek użyłeś do miksu i masteringu?

J: Tak, używam Logica. Uważam, że jest bardzo dobry do komponowania – łatwy i szybki. Próbowałem  Reapera, DP, Pro Toolsa musiałem używacć na studiach w studio nagraniowym, ale zawsze wracam do Logica, który mimo swoich niedoskonałości daje wszystko, czego potrzeba do zrobienia płyty. Generalnie, na studiach używaliśmy Logica do komponowania, a Pro Toolsa w studio nagraniowym. Dla mnie nie ma różnicy, do czego się podłącze, bo dziś praktycznie każdy soft daje prawie identyczne możliwości. Z tego wynika, że mam Mac’a. To jakiś iMac z monitorem 27”. Sporo na tym widać i się nie wiesza.

Karta dźwiękowa to Metric Halo ULN-2d Expanded. Mikrofony to Blue Baby Bottle, GAP R1 Active MK III, Sure SM58 i Sure SM57. Kolumny to KRK, do MIDI klawiatura Novation 49SL MkII. Słuchawki to Beyerdynamic DT100, DT250, AKG K240 MKII, Sennheiser HD 580 Precission, KOSS Porta Pro, Sennheiser PX 100. Każde z nich mają swoje zadanie. Tak, z słuchawkami to trochę przeginam, wiem. Nagrywam na dysk zewnętrzny oczywiście i zawsze natychmiast robie dwa backupy. Taka obsesja po tym, jak mi jeden dysk się popsuł. Jeśli chodzi o wtyczki… Do bębnów kupiłem EZDrummera od Toontrack i kilka jego zestawów oraz Addictive Drums. I jedno i drugie brzmi fajnie. Często też używam Ultrabeat z Logica. Z Logica też używam większości wirtualnych instrumentów jak pianino, szczególnie fajnie grający Tango Accordion, IK Multimedia SampleTron. Poza tym, kilka darmowych rzeczy z Bolder Sound, Orca i jakieś drobiazgi freewarowe. Z wtyczek mam PSP Audioware OldTimer ME jako kompresor (ulubiony), ale poza tym staram się korzystać z darmowych wtyczek. Musiałem się kilka razy udać z sesją do znajomych, którzy mieli czy iZotope Ozone, czy niektóre Wavesy, czy też Sonnoxa. Nie miałem już wyobraźni, żeby to kupić. Ale na dziś wiem, że moja następna inwestycja, jeśli będę mieć taką możliwość, to będzie zestaw Abbey Road. Są świetne. Zauważyłem też, że wewnętrzne plug-iny w Logicu są naprawdę bardzo dobrej jakości, choć nie należą do zbyt atrakcyjnych od strony graficznej. Trzeba je zrozumieć i można na nich zrobić dosłownie wszystko.

I: Na co zwracasz szczególną uwagę podczas rejestracji instrumentów i wokalu? Co sprawiało Ci największe trudności i na co, Twoim zdaniem, powinni uważać początkujący artyści i realizatorzy? Możemy przy okazji liczyć na fragment utworu tuż po nagraniu śladów (bez żadnej obróbki) i po zmiksowaniu?

J: Przy nagrywaniu na przykład gitary zakładam zamknięte słuchawki DT250 i tak długo się kręcę z gitarą, aż ona brzmi tak, jak moim zdaniem powinna. Nie mam stałych pozycji. Zwracam szczególną uwagę na brzmienie. Sprawdzam mikrofony. Ten wstęgowy GAP sprawdza się przy gitarach klasycznych na przykład bardzo ładnie. Przy wokalu to mam już kłopot, bo nagrywam samego siebie, ale i z tym można sobie poradzić. Uważam, że przy nagrywaniu powinno się nagrywać jak najbardziej naturalnie i jak najlepiej, żeby potem się nie męczyć przy miksie. Ci, którzy zaczynają nagrywać powinni szczegolną uwagę zwracać na GAIN. To pierwsza poważna sprawa. Na tym można się najbardziej wyłożyć. Cyfra to nie taśma i tutaj nie ma tolerancji niestety. Trzeba zacząć od ustawienia gainu na odpowiednim poziomie. Trzeba też pamiętać, jak parszywie się sumują sygnały, jeśli nagrywamy więcej niż jeden instrument. Robi się coraz głośniej i brzydziej i w końcu wytwarza się takie ciśnienie, że trudno jest tego słuchać. Zwróciłbym też uwagę na to, że jeśli wszystko brzmi „grubo”, to na koniec zaczyna się dudnienie. Ale podstawa, to wszystko, co się nagrywa powinno być od początku nagrane najlepiej jak to możliwe. Takie kiedyś popularne powiedzenie „to się poprawi przy miksie” tak naprawdę nie działa.

Fragment utworu przed miksem:

I po miksie:

I: I dokładnie to słychać w przykładach powyżej – te różnice “przed” i “po” nie są jakieś diametralne (pomijając poziomy) i chyba dokładnie o to chodzi – dopracowujemy tylko jakieś małe niedociągnięcia czy braki, ale 99% sukcesu, to dobre nagrany ślad… A powiedz, czy nagrywane ślady poddajesz jakiejkolwiek edycji? Jeśli tak, to co konkretnie z nimi robisz – czyścisz z brudów i szumów, poprawiasz punktualność, stroisz wokale?

J: Owszem, edytuję. Czasem czyszczę z brudów, ale niekiedy je zostawiam, bo mi fajnie graja. Często odcinam lub kasuję fragmenty „puste”, w których słychać jakiś oddech czy szum z zewnątrz. Nigdy natomiast nie poprawiam punktualności, nie stroję wokali. Słychać zresztą, że nie umiem śpiewać i pewnie Melodyne mogłoby to poprawić (zapomniałem, że mam Melodyne Singletrack), ale nie używam. Co do punktualności, to bardzo rzadko używam funkcji Quantize. Ekstremalnie rzadko. Raczej gram tak długo, aż zagram dobrze i równo.

I: Jesteś zwolennikiem miksowania w trakcie nagrań, czy raczej wolisz odseparować te dwa procesy? Co według Ciebie przemawia na korzyść danego podejścia?

J: W czasie nagran robię zawsze wstępne miksy. Ustalam sobie panoramy, umiejscawiam instrumenty. Czasem je equalizuje odrobinę, używam kompresorów, robię grupy. To mi znacznie ułatwia nagrywanie następnych śladów, jak i późniejsze miksowanie. Kiedy wszystko jest skończone, wtedy robię już miks, który jest dokładny. Wywalam dudniące częstotliwości itp., ustalam bardzo dokładnie poziomy itd. Szczerze mówiąc, nie mam argumentu na korzyść takiego podejścia. Jest mi łatwiej się odnaleźć w piosence, kiedy jest wstępnie zmiksowana, a ja muszę coś jeszcze nagrać. Orientuje mnie to w tym, jakiego brzmienia jeszcze potrzebuję, a jakiego muszę unikać. Taki mam po prostu styl pracy, a wiem że każdy ma zupełnie inny.

I: Wiadomo, że różni realizatorzy mają różne metody rozpoczynania i postępowania ze śladami w miksie. A Ty, które elementy utworu próbujesz okiełznać jako pierwsze?

J: Zaczynam od tempa. Potem staram się zrozumieć, jak powinna grać perkusja w piosence, bo nagrywanie na przykład gitary z samym metronomem (a później zrobię bębny) bardzo często zawodzi. Można mieć problemy z groovem i trzeba często zaczynać nagrywać od nowa, a zdarza się, że później trudno jest uchwycić to coś, co było na początku. Generalnie żeby ułatwić sobie sprawę, zakładam że użyję konkretną ilość tracków i je natychmiast tworzę. Dla mnie to 16 Audio i 8 Software Instruments. Na ogół staram się używać mniej śladów. Przeznaczam kilka śladów na tzw. “guides” (“piloty” – przy. Igor). Czyli takie, na których nagrywam próbnie, jako przewodniki – gitarę, wokal, bębny. Czasem je potem wykorzystuję. Ale takie działania pomagają mi wiedzieć dokąd zmierzam.

I: Masz jakieś sprawdzone techniki na obróbkę konkretnych śladów? Są jakieś stałe procesy, którym zawsze poddajesz dane ścieżki?

J: No na pewno wyszukuje takich brzydkich częstotliwości. Zakładam, że być może czyta ten artykuł ktoś, kto jest całkowitym nowicjuszem, wiec tłumaczę: zapinam EQ na ścieżce np. gitary klasycznej, która mi jakoś dziwnie dudni. Ustawiam EQ bardzo wąsko i ostro (taki szpikulec), żeby podbić z całych sił jak najwęższą częstotliwość i jadę powoli wzdłuż pasma szukając tego, co mnie drażni i dudni. Kiedy znajduję tę częstotliwość, zjeżdżam z np. +24dB do -12dB na przykład i jeśli zniknęło to dudnienie to zostawiam. Zakładam kompresory na te instrumenty, które graja nierówno (poziomami). Używam też często czegoś, co się nazywa Parallel Multi-band Compression (Wielopasmowa Kompresja Równoległa – przyp. Igor) do perkusji, a czasem do innych instrumentów.

I: Czy mógłbyś nam zaprezentować kilka przykłady konkretnych śladów „przed” i „po” obróbce?

J: Jasne…

BAS

Ten bas był nagrywany „w linię”, choć zazwyczaj używam małego wzmacniacza Peavey i mikrofonu.

Użyłem Bass Amp z Logica, plus korekcja, gdzie ściąłem w okolicach 100Hz i podbiłem w okolicach 200Hz i 400Hz oraz 500Hz dość szerokim „Q”, plus kompresor PSP OldTimer ME w zmodyfikowanym presecie Loud Bass.

PERKUSJA

To akurat EzDrummer firmy Toontrack z zestawem Vintage Rock. Tutaj słyszeliśmy kompletnie czyste sample.

Skorzystałem z Linear Phase EQ (Logica) z podbitym 230Hz i 2500Hz a obciętym lekko poniżej 100Hz z szerokim „Q” plus send z ReValverem Peavey oraz Paralel Multiband Compression.

GITARA

Gitara została nagrana na dwa mikrofony: wstęgowy i pojemnościowy. Tutaj słyszeliśmy wersję “czystą”.

A tutaj zostały lekko podbite okolice 4000Hz i zdjęte poniżej 700Hz z naprawdę bardzo szerokim „Q” plus przy pojemnościowym, podbite około 2000Hz i 6000Hz, oraz ścięte 98Hz, które brzydko się miksowało z basem. Dodałem też nieco kompresji.

I: W Twoich nagraniach słychać, że dość oszczędnie stosujesz różnej maści efekty, co przekłada się oczywiście na dość naturalny charakter brzmienia całości. W szczególności, jeśli chodzi o efekty przestrzenne, ale mimo to, czuć w tych piosenkach wyważoną głębie i dystans. Jaką masz filozofię w tej kwestii?

J: Moja filozofia to „bez przesady”. Wydaje mi się, że wszystkie te efekty są potrzebne, ale w rozsądnych granicach. Jak mówiłem wcześniej, można spokojnie używać naturalnego pogłosu pomieszczenia, w którym się nagrywa. Niekoniecznie trzeba wygłuszać wszystko na potęgę i potem się męczyć z doborem pogłosów.

I: Kiedy uważasz swój miks za skończony?

J: Mój znajomy malarz powiedział: “Kiedy skończę malować obraz, to jest to najlepszy moment, żeby zacząć go malować od początku.” To jest problem nie tylko mój… Zawsze znajduje się coś do poprawy. Staram się jakoś z tego wybrnąć i miks uważam za skończony, jak puszczę go w samochodzie, na iPodzie, na komputerze, na CD, na małych głośniczkach Creative od komputera – i wszędzie brzmi tak samo dobrze, czyli akceptowalnie. Wtedy postanawiam, że mam już dość.

I: Jak zapatrujesz się na teorię, że znacznie lepiej jest, gdy nagrania, miks i mastering wykonują różne osoby, bo każda z nich może wtedy podejść do kawałka z nową, świeżą perspektywą? Czym podyktowana była decyzja o realizacji całości na własną rękę?

J: Myślę, że to jest dobra opcja pod warunkiem że albo „artysta” nie ma pojęcia co z tym zrobić, albo wie o co mu chodzi i może być przy tych działaniach.  Oczywiście w moim przypadku ja wiedziałem czego chcę i musiałem samemu to zrobić, bo nie miałem kasy na tych, którzy mogliby to zrobić. Prawdopodobnie następnym razem zabiorę materiał do kogoś (wiem już kogo) i posiedzę z nim nad tym (niestety, będzie mnie to kosztowało). Nie ukrywam, że mimo satysfakcji z tego, iż zrobiłem to sam, była to dość wyczerpująca praca. Aczkolwiek, mam kilka próśb o miks i master od innych ludzi, więc to by znaczyło, że udało mi się zrobić to przyzwoicie.

I: Jak najbardziej! Coś, co mi się osobiście bardzo podoba, to fakt, że Twoje nagrania nie są bezlitośnie skompresowane i zlimitowane. Zdecydowałeś się poświęcić te kilka dB głośności na rzecz większej dynamiki i klarowności czy może uznałeś, że do tego typu muzyki prosi się o trochę „swobodniej oddychające” numery – nawet, jeśli oznacza to niższy RMS?

J: Tak, postanowiłem nie “pompować” tych nagrań. Oglądałem sobie wywiady z Bobem Katzem, czytałem jego książkę nt. masteringu i nie jestem zwolennikiem totalnej kompresji. Nie wiem czy zauważyłeś, ale kiedyś prawie zawsze była minimalna różnica w głośności nagrania między początkiem, a końcem. Pod koniec było troszkę głośniej, tak jak naturalnie zespoly przyspieszają w czasie grania piosenki. Teraz to raczej mało możliwe kiedy jest wojna na decybele. Wolę tę przestrzeń i fakt, że brak totalnej kompresji nie wywołuje takiego zmęczenia podczas słuchania.

I: Mam bardzo podobne zdanie w tej kwestii… Zarówno czytelnicy, jak i ja sam, jesteśmy bardzo ciekawi tego, jak dużo w ostateczny rezultat wniósł proces masteringu. Powiedz, czy wykonywałeś na tym etapie sporo czynności, czy raczej były to zabiegi bardziej kosmetyczne? I czy jako ostatni przykład audio, nie zechciałbyś się podzielić fragmentami „przed” i „po” masteringu?

J: Ja chyba zrobiłem coś najbardziej amatorskiego na świecie w kwestii masteringu. Trudno nawet nazwać to “masteringiem”, hahaha. Po prostu na ogólnym miksie, przy otwartych wszystkich channel stripach (a nie na już zmiksowanym pliku stereo) na traku OUTPUT zapiąłem wszystkie niezbędne efekty, których się używa przy masteringu. Wiem że to głupi pomysł, ale jakoś miałem ochotę sprawdzić, jak to działa. Zrobiłem to też prawdę mówiąc trochę z lenistwa i dlatego, że Logic daje mi taką możliwość, a komputer jest póki co w stanie to uciągnąć. Nie chciało mi się wracać do miksów i korygować tego, co mi nie grało. Więc sprawdzałem, jak wszystko brzmi z EQ, Limiterami, Kompresorami na sumie – jakby „na żywo”. Da się tak zrobić, choć lepiej jest działać na pliku stereo oczywiście. Więc jak mi coś nie pasowało, to poprawiałem miks. W końcu jakoś to wyszło. Różnica jest oczywiście dość duża. Zreszta posłuchajcie jak to się mowi „z” tudzież “po”:

Bas:

Perkusja:

Gitara:

Finalny master:

W tym utworze mastering to przede wszystkim EQ, kompresja i limiter.

Co się wydarzyło:

– poprawione 8100Hz

– podbite 362 Hz

– podbite 64Hz

– podbite pomiędzy 3 a 7 kHz szerokim lukiem

– podbite 8kHz szeroko

– podbite 6500Hz  jako Presence

– podbite 7000Hz

– plus kilka tajemniczych zabiegów, ale wszystko ustawione bezpiecznie do max 0.3 dB

I: Bardzo dziękuję za podzielenie się informacjami na temat tego, jak wygląda u Ciebie proces powstawania i produkowania nagrań. Teraz pytanie najważniejsze – czy istnieje możliwość posłuchania lub zakupienia Twoich utworów w sieci?

J: Będzie taka możliwość. Plan jest taki, że to będzie w wersji do ściągnięcia, a po jakimś czasie będzie też na fizycznych płytach. Na razie powstaje plan: co z tym zrobić, żeby ludzie się dowiedzieli, że coś takiego istnieje i potem zdecydowali, czy im się to podoba czy też nie.

I: Czy planujesz promować ten materiał na jakichś koncertach? Będzie można Cię zobaczyć i usłyszeć gdzieś na żywo?

J: Tak, mam nadzieję, że jeśli wszystko się uda, to na jesieni będę mógł grać koncerty.

I: To byłoby świetnie. A są w planach kolejne albumy?

J: Już powstaje drugi. Nie mam pojęcia, czy cokolwiek z pierwszego wyjdzie w kwestii promocyjnej, ale zasada jest ciągle taka sama: na nagranie pierwszej płyty masz całe życie, ale na nagranie drugiej już tylko 12 miesiecy. Oczywiście, jeśli mam być szczery, to tak czy siak mam sporo piosenek i mam ochotę je nagrać i zrobię to, bo lubię. Jakoś nie mam parcia na kasę…

I: Tego Ci życzę i trzymam kciukiTeraz już przedostatnie pytanie z mojej strony – jak udaje Ci się godzić obowiązki i życie prywatne z pasją do pisania, nagrywania i wydawania swojej muzyki? Masz na to jakieś sprawdzone metody?

J: Oj, to nie jest latwe. Tak, mam sprawdzoną metodę, lub metody. Musisz mieć partnerkę, która cię kocha, rozumie i wspiera w pasji. Poza tym, ja zawsze robię coś wtedy, kiedy mam „coś do powiedzenia” – nic na siłę. Jedno jest pewne, zawsze potrzeba trochę czasu, ciszy i samotności. Nie jest to łatwe mając też życie prywatne, ale da się to połączyć.

I: Gdybyś miał podzielić się z młodymi ludźmi produkującymi muzykę w domu jedną lub dwiema najważniejszymi Twoim zdaniem poradami, to co by to było i dlaczego?

J: Myślę, że niezwykle ważne są dwie rzeczy, na które należy zwrócić szczególną uwagę:

1. Time Menagement – czyli dokładne planowanie czasu ze szczególnym uwzględnieniem „co musisz, co możesz, a czego prawdopodobnie nie dasz rady zrobić” i w ten sposób ustalanie priorytetów – od czego zaczynać, a co zostawiać na koniec. Oczywiście to drobny wycinek całej tej zabawy w planowanie.

2. Deadline. To oznacza ostateczny termin zakończenia co do dnia. Nie na samym początku oczywiście. Na początku należy założyć, że płyta, kiedy są już wszystkie piosenki, musi być skończona przykładowo w czerwcu. Kiedy już jesteśmy „w czerwcu” i wiemy gdzie jesteśmy z płytą, ustalamy na przykład konkretna date. Powiedzmy 14 Lipca. I koniec. Jeśli do tego momentu nie skończyliśmy, to znaczy, że jest fatalnie. Trzeba zrobić wszystko, żeby skończyć. Tak jak na uniwersytecie – 7 dni po terminie i dostajesz 0% za pracę, choćby nie wiem ile była warta. Kończymy więc szczęśliwi 14-go lipca i odpoczywamy tydzień lub dwa nie słuchając tego wcale. Potem wracamy, żeby sprawdzić miksy lub mastering i dajemy sobie dwa tygodnie na ostateczne zakończenie – no chyba, że wszystko jest dobrze. W ten sposób można skończyć to, co się zaczęło. To jeden z bardzo ważnych trików natury organizacyjno-psychologicznej. Inaczej płytę będzie się kończyć przez następne 10 lat…

I: Od razu na myśl przyszła mi płyta Guns N’ Roses o chińskiej demokracji… 🙂 Jarku, bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę i życzę powodzenia z „Poza Stadem” i następnymi projektami!

Siemiona znajdziemy na Facebooku:
www.facebook.com/siemion.muzyka

Jego prywatny profil:
https://www.facebook.com/jaroslaw.siemion.siemienowicz

Profil na Reverbnation:
http://www.reverbnation.com/siemion

Koniecznie sprawdźcie, polubcie, posłuchajcie i nabądźcie oraz szerzcie wieści dalej, bo to kawał dobrej muzyki jest!

Zakończenie

Chciałbym bardzo serdecznie podziękować Jarkowi za to, że zainicjował taki temat i zechciał się z nami podzielić efektami swojej pracy oraz nie szczędził detali w opisie sytuacji i warunków, w jakich nagrywał i miksował swój album. Jak widzicie i słyszycie, przy odpowiednim przygotowaniu od strony muzycznej i artystycznej, kompozytorskiej i aranżacyjnej – można zrealizować naprawdę dobrze brzmiące nagrania w domu i to przy absolutnym minimum sprzętowym.

Myślę, że cała ta rozmowa i dołączone do niej przykłady audio są na to świetnym dowodem i chyba nikt już nie powinien mieć wątpliwości co do tego, że to nie sprzęt decyduje o finalnym rezultacie. Zdolny muzyk, który dobrze wykona mądrze napisany i zaaranżowany utwór, to podstawa udanych nagrań.

Nie da się ukryć, że dzięki swojemu wieloletniemu doświadczeniu w pracy z zespołem i uczestniczeniu w sesjach nagraniowych, Jarek nabył też sporo zdolności realizatorskich, co jeszcze bardziej ułatwiło mu samodzielną pracę nad całym krążkiem.

Mam nadzieję, że sukces ostatecznego kształtu „Poza Stadem” będzie dla Was mocnym czynnikiem napędzającym i motywującym do realizowania nagrań w zaciszu własnych pracowni oraz nakłoni Was do większej pracy nad własnym warsztatem, zamiast bezowocnego poszukiwania „idealnego” i „najlepszego” sprzętu.

Ja chciałbym ze swojej strony złożyć Jarkowi serdeczne gratulacje za cały album oraz podziękować mu raz jeszcze w imieniu swoim oraz Waszym za pojawienie się w Zakamarkach i za chęć podzielenia się swoim doświadczeniem, a także za zdradzenie szczegółów procesu produkcji płyty.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytanie do Jarka lub chcecie coś dodać, dołożyć lub na coś ponarzekać, to jak zawsze – możecie dać upust myślom swym poniżej.
Ja powiem tylko jedno – Jarek, jesteś wielki!
Zostawić komentarz ?

47 Komentarze.

  1. Studio pod łóżkiem to najfantastyczniejszy ustrój akustyczny pod słońcem!
    Przez dwa lata miałem biurko pod łóżkiem na antresoli i faktycznie nic więcej nie było trzeba. Po przeprowadzce trzeba było kilka dni kombinować jak polepszyć kwadratowy, obity boazerią pokój… a i tak brzmiał parszywie…

    • Bo czasem tak jest, że sporo można zdziałać bez dodatkowych manipulacji 😉

  2. bardzo fajny wywiad i swietna muzyka!

  3. “przy absolutnym minimum sprzętowym” tu mnie rozbawiłeś 😀

    Ale pozytywnie jest 🙂 Ten wywiad otworzył mi oczy na parę drobnostek, którymi się przejmowałem 🙂 Dzięki!

    • Mikrofon(-y) i interfejs – cała filozofia 🙂 Jak dla mnie to jest minimum sprzętowe. Chłopak jest utalentowanym muzykiem i to jest 90% sukcesu.

  4. Krzysztof

    Najlepszy, najbardziej szczery i pomocny wywiad jaki czytałem. Jarek Siemienowicz, w przeciwieństwie do wielu realizatorów, mówi o szczegółach, prezentuje je bez obawy, że ktos moze sie do czegos przyczepić. A wszystko to z odpowiednim dystansem 😉 “Minimum sprzetowe” – dokładnie tak to odbieram – podany w wywiadzie sprzęt to jest jakieś minimum. Mikrofony GAP i Blue sam zamierzam sprawdzić przy najbliższej okazji. Dzieki, Igor za ten wywiad. Jak najwięcej takich.

    • Sam czytałem odpowiedzi Jarka z zapartym tchem 🙂 Będę się starał robić takie rzeczy częściej.

  5. Świetna strona, lecę od początku, szkoda że tak późno na nią trafiłem, ale jeszcze nic straconego 🙂 pozdrawiam autora stronki 🙂

    • Dziękuję, zachęcam do dalszego czytania i również pozdrawiam!

  6. Jak na takie warunki to bardzo fajna jakość mu wyszła. Gratulacje 🙂

  7. Ciekawy wywiad, miło oglądać pracę ludzi po fachu. Co do nagrywania w takich warunkach, nie ma co, fajnie ten brzydki pogłos zamienił się w integralną część miksu. Mimo wszystko jednak myślę, że nie w każdym nagraniu można by tak zrobić. Niektóre aranżacje poprostu kłociłyby się z takim pogłosem.

    • Słuszna uwaga. Tutaj się udało, ale pewnie byłoby inaczej przy innym projekcie. Wszystko kwestia kontekstu…

  8. Bardzo konkretnie i bez puszenia się.
    “Czar prostoty i urok surowego piękna”

    • Myślę, że taki właśnie był zamysł, więc sprowadzało się to do rzetelnego wypełnienia wizji na ten projekt… Kolejne potwierdzenie tego, że pre-produkcja i odpowiednie przygotowanie oraz nastawienie są bardzo istotne.

  9. Michał Tuziak

    >Zawsze próbuję podkreślać, że osiągnięcie świetnych wyników jest jak najbardziej osiągalne

    >osiągnięcie jak najbardziej osiągalne

    • Lubię takie zakręcenia tekstu, bo jest to oczywista oczywistość 😉
      Nieżyjący już serwisant RTV mawiał w momencie kiedy klient miał wątpliwości czy sprzęt jest sprawny po naprawie:
      “To jest całe dobre bez niczego” W.Dercz
      Ów kolega rozumiał “bez niczego” = “bez problemu”

    • 😉

  10. Rewelacyjny wywiad. Bardzo fajnie się go czytało, zwłaszcza że został okraszony samplami z pracy nad materiałem. Bardzo fajna inicjatywa, a Pan Jarek bardzo lekko i z jajem odpowiedział na wszystkie pytania. Piątka z plusem za tą inicjatywę. Bardzo, to słowo klucz :mrgreen:

    A teraz uderzę z innej beczki, bo mam problem Panowie 😉

    Kumpel kupił używane M-Audio Audiophile USB, podłączył to pod PC z win7 64bit sp1, pobrał najnowsze sterowniki od producenta i niestety system mu w ogóle nie wykrywa karty. Zintegrowana odinstalowana i wyłączona w biosie, sterowniki zainstalowane, po podłączeniu karty zero reakcji mimo, że ta świeci diodą. U znajomego, od którego kupił śmigała bez problemów na xp, potem na win7. Macie jakiś pomysł, bo mi wyschły już wszystkie moje stare źródła informacji, a sam trochę wypadłem z obiegu w tym temacie i nie mogę sobie teraz przypomnieć jakie były rozwiązania takiego problemu…

    • Jarek naprawdę się wykazał – zarówno przy wywiadzie, jak i muzyce oraz całej produkcji.
      Co do pytania, to ja bym zaczął od tego, czy ten kumpel kumpla mial Win7 32 czy 64bit.

    • teraz to już mi kumpel namieszał…

      dobra, działało to tak:
      najpierw na xp, potem na viście 32bit, koleś myślał, że ma 7 bo podobnie wygląda :mrgreen:
      karta działa z zasilacza, z samego USB kumpel nie próbował (jutro sprawdzi co się stanie z samego USB). Sterowniki są dedykowane pod win7 sp1, zainstalowane bez żadnych bugów. Po podłączeniu skrzynki zero reakcji. Raz komputer wykrył sprzęt i próbował zainstalować, ale wywalił błędem o niepomyślnym zainstalowaniu sprzętu. Jeszcze się z tym fizycznie nie macałem, więc tak na prawdę opieram się na tym co mi powie kumpel, a jeden i drugi nie specjalnie ogarniają temat, więc mam trochę związane ręce. Wiem, że zawsze były mniejsze lub większe problemy z tymi kartami na różnej maści sprzęcie, ale ku mojemu zdziwieniu wszystkie moje “ulubione” fora i strony, na których o tym dyskutowaliśmy wyparowały. Zostałeś tylko Ty Igor, więc tutaj uderzam, może się czegoś dowiem zanim się pomacam z tym sprzętem… Oj wypadłem z obiegu 😆

    • Sam też tego sprzętu chyba nigdy nie macałem, dlatego napisałem pierwsze, co bym zrobił. Ale po tym, co teraz napisałeś, to najpierw zakwestionowałbym dostarczane Ci przez ‘chopakuf’ informacje 😉

  11. Krzysztof

    Trochę OT sie zrobił. O interfejsach chyba lepiej pisać w “dedykowanym” wątku?
    Igor, może zamiast innych wywiadów, namów jeszcze JS na kolejny? 😉 Wolałbym osobny wywiad nt każdej nagranej piosenki z takimi konkretami jak tutaj niż ogólne opowieści różnych guru. 🙂
    Pytanie: Czy wokal w prezentowanych piosenkach był nagrany na GAP R1 Active MK III?

    • Offtop tylko częściowy, trzeba przywyknąć 🙂
      Póki co, nie miałbym sumienia dalej ciągnąć Jarka za język, bo i tak się bardzo przy tym wywiadzie napracował.
      O mikrofon wokalowy mogę zapytać.

  12. Krzysztof

    Ok, jasne. To żart z mojej strony przecież 🙂
    O mikrofon zdążyłem już Jarka zapytać.
    Jeszcze raz dzięki za ten wywiad.

  13. Siemion (Jarek Siemienowicz)

    Witam,
    Ciesze sie niezmiernie ze podobal sie Wam ten wywiad. Bardzo staralem sie opowiedziec o tym jak to robilem, poniewaz uwazam ze jedynie dzielenie sie wiedza moze prowadzic do jakiegos progresu. Zawsze bolalo mnie, kiedy widzialem jak ktos “trzyma dla siebie” pewne sztucki i tajemnice. Kiedys nagrywalem plyte w S4 i rozbawilo mnie do lez, kiedy realizator (bardzo bardzo znany z bardzo znznych produkcji bardzo znanych zespolow-nie zartuje) kazal nam, czyli zespolowi wyjsc ze studia, poniewaz on teraz bedzie ustawial SM57 do mojej gitary i nie chce zeby ktos podpatrzyl jeego tajemnice…hahahahaha. On szczerze mierzyl milimetry i kąty zeby bylo idealnie. NIE WYSZLO IDEALNIE, bo muzyka i brzmienie nie jest matematyka, ale sztuka oparta na slyszeniu ktora niektorzy staraja sie obliczyc matematyczno fizycznie. Nie mowie ze to zle, bo mamy dzieki temu swietne symulatory kompresorow, preampow itd…., ale bedac muzykiem im batrdziej bedziesz sie koncentrowal na szczegolach tym bardziej bedziesz zatracac ogolny obraz. Brytyjczycy czy Amerykanie dziela sie wiedza na temat nagrywania miedzy soba. Nie maja z tym problemu. Kiedy bylem na uniwerku studiujac muzyke nasz nauczyciel od Studia Nagraniowego pokazal nam prywatny film o tym jak powstawaly sample do BFD2. Koles ktory to robil, a przeciez jest bardzo znany i powazany nie mial problemu z tym zeby ktos wszedl i nagral go przy pracy 🙂
    Pozdrawiam wszystkich i prosze pamietajcie, ze jestescie w stanie zrobic swietne nagrania, musicie tylko wierzyc w siebie i nie naprawiac czegos co nie jest zepsute. Jak fajnie gra to znaczy ze fajnie gra i juz.
    Oczywiscie jesli ktos ma ochote spytac o cos i ja bede znal odpowiedz, to chetnie odpoewiem tutaj przez strone Igora 🙂
    Pozdrawiam.

    • A my raz jeszcze Ci dziękujemy za podzielenie się swoimi “tajnymi metodami”. Myślę, że wiele osoób skorzysta, a także uwierzy w to, że naprawdę można!
      Co do Amerykanów i Brytyjczyków, to przypomniała mi się historia Michaela Paula Stavrou, który w swojej ksiązce opowiadał o tym, jaka przepaść mentalna dzieli jednych i drugich. Pisał o tym, jak to się starał o pracę u Wujka Sama i w każdym studiu mu mówili, że u nich jest najlepszy i magiczny sprzęt i w ogóle raj, a u innych padaka. Jak pojechał na Wyspy, to tam usłyszał, że w zasadzie każde studio na świecie używa w sumie tego samego i jeszcze mu polecili inne studia w okolicy, żeby je sprawdził. Nie trudno się domyślić, który kraj i ludzi wybrał. A dla nas nauka z tego taka, że naprawdę liczymy się my, a nie klocki 🙂
      Sorry za offtop – Jarku, z całego serca i w imieniu wszystkich odwiedzających te skromne progi – WIELKIE DZIĘKI!

  14. No padłem…! Po pierwsze bardzo fajny wywiad. Z trzeźwym podejściem do tematu. No a po drugie, choć bardzo proste to niesamowicie klimatyczne… po prostu piękne piosenki! Gdzie nabyć tę płytę? 😀
    Pozdrowienia dla Jarka Siemienowicza no i Igora.
    Że mu się chce… A my możemy się czegoś dowiedzieć 🙂

    • Na szczęście są ludzie, którym jeszcze się chce 🙂 A póki co, Reverbnation podaje, że oficjalna premiera przewidziana jest na 1 września 2013.

  15. KeniMaster

    Kurde czekałem na wzmianke o wokalu po mixie i przed i ew. po końcowym szlifie w stereo bo mam problemy z tym jak powinien wyglądać zakończony miks.Jak ktoś ma jakieś miksy przed masteringiem wrzuccie jakiś link to mi bardzo pomoże.pozdrawiam 🙂

    • rufinmusic

      Mogę Ci wysłać na priv 😆 Mam właśnie taki w trakcie produkcji. Napisz do Igora, to Ci poda maila do mnie 🙄

    • Niestety nie ma czegoś takiego, jak “powinien” wyglądać miks, czy brzmienie wokalu po obróbce. W każdym kawałku będzie to co innego. Poza tym, nic Ci nie powie brzmienie wokalu w solo po jakiejkolwiek obróbce, bo nawet jak zrobisz je takie same w swoim kawałku, to i tak się nie sprawdzi w zderzeniu z Twoimi śladami. Mimo wszystko, wysłałem Ci maila z kontaktem do rufinmusic, żebyś spróbował i się przekonał…

    • rufinmusic

      Igor, oczywiście 🙄 Chodzi mi o pokazanie jak wygląda mój miks przed masteringiem, a nie jak powinien wyglądać 😈

    • Ja wiem, że Ty wiesz, ale koledze KeniMaster próbuję od kilku dni wyjaśnić, że szukanie “prawidłowego” brzmienia jest stratą czasu 🙂

    • Byc moze Keni Master chodzi o to co zrobic z wokalem zeby bylo go wyraznie slychac w miksie?

    • Ale faktem jest ze co do wokalu to jest to tak bardzo zalezne od wokalisty ze nie ma chyba nawet jednej wlasciwej reguly 🙂

    • Oczywiście, że nie ma. I im wcześniej się to zrozumie, tym lepiej 🙂

  16. KeniMaster

    Siemion dobrze rozkminił chodzi mi o to jak wygląda osadzony wokal w miksie mi sie czesto zdarza odcięte zbyt dużo dołu np. i potem już tego nie poprawię muszę wracać do miksu tak samo wydaję mi się że w moich miksach jest coś nie tak dlatego w tym czasie potrzebowałem właśnie jakiś dobry przykład.Wiadomo każdy miks jest inny każdy wokal jest inny każdy ma inną tego wizję itd…

    • No więc musisz wziąć pod uwagę to, że inne ślady w miskie (oraz to, co z nimi będziesz robił) mają niemały wpływ na obróbkę wokalu – bo przecież wszystko robi się w kontekście. To jest gra zależności. Jak masz gęsty miks z wieloma instrumentami, to prawdopodobnie będziesz musiał uciąc z wokalu więcej dołu, niż w sytuacji, gdyby miks był skromny, itd. Podobnie z innymi rzeczami – w środku pasma (zazwyczaj najgęstszy rejon) musisz na innych śladach zrobić trochę miejsca, żeby wokal nie był przez nie maskowany. Tak to wygląda. Dlatego na nic Ci się zdadzą konkretne przykłady, skoro w swoich utworach masz zupełnie inne elementy/instrumenty/ślady, niż ktoś inny w swoich. Jedyne, co można doradzić, to upewnić się, żeby wokal nie był zasłaniany innymi śladami i w tą stronę obrabiać wszystkie ścieżki. Rzuć okiem na artykuły na blogu o osadzaniu wokalu w miksie. Patrz tutaj:
      https://zakamarkiaudio.pl/2011/12/jak-osadzic-wokal-w-miksie-czesc-1-z-2.html
      I tutaj:
      https://zakamarkiaudio.pl/2011/12/jak-osadzic-wokal-w-miksie-czesc-2-z-2.html

  17. KeniMaster

    Przede wszystkim dziękuję za szybki odzew z waszej strony wiem gdzie popełniałem błędy przy odfiltrowaniu dołu na wokalach po czym odfiltrowałem jeszcze w masteringu trochę dołu wiem o czym piszesz jednak nie miałem dostępu do poszczególnych śladów bitu miałem bit w stereo..Miksuję głównie jak nie jedynie kawałki hip hopowe i nei zawsze mam ingerencje w ślady podkładu.Czytałem to nie raz jak osadzić wokal w miksie znam to.Pośpieszyłem się zbytnio z tym pytaniem wybaczcie 😉 pozdrawiam 😛

  18. Bardzo fajny wywiad. Szkoda tylko że nie opisał dokładnie jakie ma zadania dla każdej pary słuchawek 😉

    Igor, nie wiem dlaczego ale kilka razy przed zamieszczeniem tego komentarza wyskoczyło mi info “possible spam bot”

    • Trzeba Jarka podpytać jaki ma cel w używaniu tych wszystkich słuchawek.

      Co do spam bota, to działa m.in. na zasadzie analizy liczby zostawionych komentarzy w danym przedziale czasowym. Ostatnio puściłeś sporo jeden po drugim w krótkich odstępach, stąd mógł Cię chwilowo wrzucić na czarną listę.

  19. Wywiad super!Podsyłam coś co było też nagrywane całkowicie w domowym studio,bardzo ciekawe instrumenty-cymbały ,fisharmonia,i masa innych 😀

Zostaw komentarz