Kompatybilność i Wymiana Sesji Pomiędzy DAW-ami, Cz. 1

W życiu każdego z nas prędzej czy później przyjdzie taki dzień, kiedy będziemy musieli wymienić się sesją z innym użytkownikiem, współpracownikiem czy zaprzyjaźnionym muzykiem. Nie będzie to stanowiło większego problemu, jeśli obie strony używają tego samego programu, a tym bardziej tej samej wersji danego DAW, ale schody zaczną się wtedy, gdy nasz muzyczny/realizatorski partner będzie używał innego oprogramowania – co w dzisiejszych czasach jest przecież wielce prawdopodobne, bo dostępnych na rynku stacji roboczych jest całe mnóstwo… Jeżeli więc współpraca z innymi jest u nas na porządku dziennym to nieuniknione wydaje się zaznajomienie z możliwościami wymiany swoimi projektami oraz poznanie ograniczeń i niebezpieczeństw wynikających z takiego sposobu pracy.

Dziś postanowiłem Wam nieco przybliżyć ten proces prezentując jedną z trzech dostępnych metod wymiany sesji między różnymi DAW-ami. Miejcie jednak na uwadze, że jest to dość szeroki temat, który w jednym z tych przypadków będzie wymagał głębszego prześledzenia instrukcji swojego DAW, ponieważ każdy taki program działa w tym aspekcie nieco inaczej i daje nam lekko różne możliwości. Mówię oczywiście o automatycznym eksporcie/imporcie plików sesji w formacie OMF. Ale o tym w drugiej części artykułu.

Zacznijmy od początku…

Dlaczego sesje z różnych DAW-ów nie są ze sobą kompatybilne?

Każda stacja robocza ma w sumie takie same główne zadania – ma pozwolić nam nagrać, edytować, zmiksować czy zmasterować utwory. Każda z nich ma linię czasu, na której pojawiają się nagrane ślady audio, MIDI, mono, stereo, etc. Każda daje nam opcje manipulowania głośnością ścieżek, panoramą, automatyką. Każda z nich pozwala na użycie wtyczek, wirtualnych instrumentów, itd. Każda z nich ma za zadanie zsumować wszystkie sygnały na głównej szynie i wiele, wiele innych.

Jednak przy wszystkich tych podobieństwach napotkamy na kilka znaczących różnic pomiędzy poszczególnymi programami i to one właśnie stoją na drodze pełnej kompatybilności i możliwości bezbolesnej wymiany projektami między różnymi użytkownikami. Poczynając od innego protokołu wtyczek (VST, AU, RTAS, AAX, DirectX), innego routingu czy grupowania VCA, przez nazewnictwo i dostępne funkcje (z edycją włącznie), na różnych rozszerzeniach plików sesji skończywszy.

Mało tego, nawet w ramach tego samego programu, ale innej wersji, możemy spotkać się z sytuacją, w której wariant LE (lub „lite” czy inny – okrojony) nie jest w stanie otworzyć sesji oryginalnie utworzonej w pełnej wersji danego programu, bo ta posiada jakieś unikalne funkcje niedostępne w uboższym wariancie.

Jak w takim razie podzielić się sesją z kimś innym?

Wspomniałem wyżej o trzech wariantach wymiany sesjami i możemy w skrócie powiedzieć o nich, że są to:

    • Ręczny (zgranie wszystkich śladów jako audio)
    • Dwa Automatyczne (w tym: wyeksportowanie sesji w formacie OMF/AAF lub skorzystanie z zewnętrznego oprogramowania)

Teraz przyjrzyjmy się bliżej plusom i minusom pierwszej możliwości:

Wariant „ręczny” jest najbardziej karkołomny i czasochłonny, ale w stu procentach niezawodny. Polega na tym, aby każdy ślad w sesji zgrać (bounce/mixdown) jako osobny plik audio. Należy pamiętać o tym, aby wszystkie te ślady zaczynały się w tzw. punkcie zerowym, czyli np. od samego początku sesji (tudzież od początku pierwszego dźwięku utworu, bo przecież nie zawsze nasz projekt startuje od zera w sesji). Nawet, jeśli mamy ścieżkę cowbella, który pojawia się na 10 sekund, powiedzmy od 02:06, to i tak należy go zgrać od 0:00 (czy początku projektu) do końca partii, z tymi ponad dwiema minutami ciszy na początku. Służy to temu, iż po imporcie ścieżek przez drugą osobę, wszystkie będą ze sobą idealnie zsynchronizowane.

Jeśli bowiem byśmy wyeksportowali tą ścieżkę tylko od 02:06 do 02:16, a nasz współpracownik zaimportowałby taki ślad do sesji, to cowbell pojawiłby mu się od początku sesji (0:00) do 0:10, a tego zdecydowanie byśmy nie chcieli, dlatego odpowiedni eksport jest tu kluczowy.

Najbezpieczniej i najszybciej jednak jest to zrobić w ten sposób:

Wykonać zaznaczenie, które będzie obejmowało wszystkie ścieżki na całej rozciągłości piosenki i według tego zaznaczenia wyeksportować wszystkie ślady. Wtedy każdy z nich będzie miał dokładnie tą samą długość i niezależnie od tego, jakiej stacji roboczej będzie używała druga osoba, po imporcie będzie miała jeden, równy, wielki klocek plików audio w swojej sesji, które zachowają pełną synchronizację między sobą (patrz rysunek w nagłówku dzisiejszego wpisu).

Dostarczanie śladów do miksu

Trzeba pamiętać, że taki sposób wymiany sesją jest nie tylko dobry w sytuacji, gdy druga strona chce dograć jakieś dodatkowe partie i ewentualnie nam je potem odesłać, ale jest to również standard dostarczania plików do miksu. Jeśli więc planujecie powierzyć osobie trzeciej zmiksowanie Waszych hitów, to eksport ścieżek według tych zasad ucieszy każdego inżyniera miksu.

Są jeszcze inne aspekty, które musicie wziąć pod uwagę przesyłając swoje ścieżki do miksu, jak np. pozdejmowanie efektów ze śladów (szczególnie kompresji, pogłosów, limiterów, etc) – chyba, że są elementem brzmienia, ale rzadko się to zdarza, odpowiednie i jasne ponazywanie śladów (Audio 1, Audio 2, Audio 3 zdecydowanie odpada), ślady mono zgrane jako mono, a nie stereo, wszelkie instrumenty wirtualne pozgrywane na ślady audio wedle wcześniej wspomnianych zasad, etc.

Ale wróćmy do ręcznego eksportu sesji…

Oprócz śladów audio często używamy też w sesji śladów MIDI, które służą do wyzwalania dźwięku z instrumentów wirtualnych czy nawet zewnętrznych syntezatorów, bit-maszyn, etc. Jeśli chcemy mieć pewność, że osoba po drugiej stronie naszego projektu usłyszy także i te brzmienia, to mamy dwie drogi:

    • zgrać te instrumenty na nowe ślady audio
    • dołączyć pliki MIDI, ale tylko pod warunkiem, że nasz współpracownik dysponuje tym samym instrumentem wirtualnym bądź zewnętrznym z tym samym brzmieniem i powiedzmy presetem. Jeśli bowiem nie skorzystaliśmy z któregoś z fabrycznie zaprogramowanych brzmień (tzn. pokręciliśmy niektórymi gałkami wewnątrz tego instrumentu), to należy także dołączyć do wysyłki plik zawierający ustawienia danej wtyczki. Wtedy będziemy mieli pewność, że osoba po drugiej stronie Wisły usłyszy z tego instrumentu dokładnie to samo, co my.

Nietrudno się jednak domyślić, że sposób pierwszy jest szybszy i prostszy oraz eliminuje ryzyko błędu, o które w tych zabiegach naprawdę nietrudno. Poza tym, jeśli nasz muzyczny partner nie planuje zmieniać brzmienia takiego instrumentu, bo ma on służyć tylko jako element podkładu do nagrania kolejnych ścieżek, to nie widzę powodu do „babrania się” z MIDI i instrumentami wirtualnymi. Zgrywamy je u siebie jako tracki audio i wysyłamy z resztą ścieżek. Nasz współpracownik dogrywa, co ma dograć i nam to odsyła, a my po imporcie nowo nagranych ścieżek robimy dopiero miks właściwy z dostępem do wszystkich źródłowych brzmień i wtedy możemy manipulować sobie parametrami wirtualnych instrumentów do woli.

Jeśli jednak z jakichś przyczyn upieracie się na eksport MIDI, to proces ten sam w sobie nie jest jakiś skomplikowany, bo w zasadzie każde DAW obchodzi się z MIDI identycznie. Jest to tylko kwestia eksportu i importu, a transferujemy standardowe komunikaty, jak ‘note on’, ‘note off’, ‘program change’ czy ‘controller data’. Wszelkie dane zapisane w takim pliku są bez problemu odczytywane w każdej stacji roboczej. Jedyna różnica, jaka przychodzi mi do głowy, to możliwość innego rozpoznawania wielośladów MIDI przez różne DAW (rozbijanie na poszczególne ścieżki), ale w ogólnym zarysie eksport i import MIDI to szybki, prosty i bezbolesny proces. To, na co radzę tylko uważać, to wspomniana kilka zdań wyżej kompatybilność brzmień z instrumentów wirtualnych i zewnętrznych.

BWAV (BWF) vs WAV

Wracając jeszcze ja na chwilę do plików audio… Niektóre programy pozwalają nam na eksport/import audio w formacie Broadcast Wave File, który różni się od standardowego „wave’a” tym, że zawiera również informacje o pozycji danego śladu na linii czasu. Ma niejako odciśniętą czy zaimplementowaną taką informację (tzw. „time-stamp”), która pozwala po imporcie umieścić go dokładnie w tym samym miejscu na linii czasu, co w oryginalnej sesji. Należy jednak pamiętać, aby dokładnie sprawdzić w instrukcji, czy nasze DAW potrafi odczytywać tą porcję informacji, bo w niektórych stacjach roboczych ta funkcja jest niedostępna. Jak nietrudno się domyślić, ten wariant oszczędziłby nam trochę miejsca na dysku, bo teoretycznie eliminuje konieczność eksportu od punktu zerowego opisaną przeze mnie wcześniej, ale z doświadczenia wiem, że co na papierze – w praktyce często się nie sprawdza…

Archiwizacja Sesji

Opisana dziś ręczna metoda eksportu sesji może nam posłużyć nie tylko podczas wymiany sesją z innymi muzykami czy przy dostarczaniu śladów do miksu, ale stanowi również niezawodny sposób zarchiwizowania naszych dzieł. W tym przypadku należy jednak jeszcze rozważyć kilka innych czynników, jak np.:

nieaktualność lub nowsze wersje wtyczek

Jeśli zarchiwizujemy sobie ścieżki MIDI, które wyzwalają np. sekcje smyków, to i tak warto zgrać również te partie smyków, jako audio, bo za kilka lat może się okazać, że producent po kolejnym uaktualnieniu swojego instrumentu pozbył się starych brzmień i zastąpił innymi, które rzecz jasna zmienią brzmienie naszego utworu. Dysponując zgranymi śladami audio z tym „starym” brzmieniem jesteśmy w stanie idealnie odtworzyć brzmienie naszego kawałka ze smykami po odpaleniu takiej sesji. Mimo to, wyeksportowane MIDI i tak warto zachować, bo może nie będzie nam przeszkadzało nowe brzmienie instrumentu, a zachcemy zmodyfikować oryginalnie zaprogramowaną partię. Mając więc do dyspozycji oba warianty (MIDI i audio) nawet po latach będziemy mieli nadal spore pole manewru.

niezmienność i trwałość formatu wave

Od dość dawna wave jest standardem plików audio i nic nie zwiastuje tego, aby w najbliższych latach został wyparty, więc możemy być spokojni o to, że jeszcze przez dłuższy czas będziemy mogli sobie odpalić starą sesję na nowszych wersjach swoich DAW i będzie ona grała jak należy.

dwie wersje zgranych śladów

Z uwagi na to, że niektóre wtyczki i brzmienia mogą z czasem zniknąć z użycia, warto sobie wykonać dwie wersje zarchiwizowanych sesji – jedną z surowymi ścieżkami audio (bez efektów czy innych procesorów) w razie, gdybyśmy zapałali chęcią zrobienia zupełnie nowego miksu. A drugą wersję możemy zrobić ze ścieżkami zgranymi już po przejściu przez te plug-iny – tak, aby móc dodać jakieś nowe elementy do starej sesji zachowując oryginalne brzmienie istniejących już śladów.

Czego nie uda nam się przenieść stosując ręczną metodę?

Łatwo się domyślić, że bez ograniczeń się nie obędzie… Pamiętajcie, że eksportujemy TYLKO surowe ścieżki audio, bez dodatkowych informacji i zabiegów, które wykonaliśmy już na pokrętłach, insertach czy wysyłkach wewnątrz DAW. Z tego względu, nasz współpracownik po imporcie będzie musiał sam dokonać kilku czynności, aby miks u niego zabrzmiał tak, jak u nas. I będą to takie czynności, jak ustawienie poziomów śladów, odpowiednie ich spanoramowanie, poustawianie wysyłek, włączenie insertów, aktywowanie wtyczek i zaimportowanie do nich „naszych” ustawień (o ile dysponuje takimi, co my) i cała masa tego typu rzeczy. Z tego względu, ręczna metoda jest najskuteczniejsza w przypadku przesyłania śladów do miksu osobie trzeciej, bo realizatorzy o wiele bardziej preferują pracę na surowych, nieobrobionych śladach. To daje im największą możliwą kontrolę nad miksem i nie wiąże w żaden sposób rąk.

W kwestii pracy na odległość i wysyłania postępów miksu czy aranżacji, metoda eksportu samych śladów audio może nie być super-idealna, ale nadal jest bezpieczna i sprawdza się świetnie, gdy druga strona ma za zadanie tylko dograć jakieś swoje partie, a nie ingerować w te już istniejące.

I jeżeli mówimy o tym przypadku, to tutaj można sprawę jeszcze bardziej uprościć… Będzie to miało szczególne znaczenie dla osób, które obracają się w tworzeniu hip-hopu – zarówno beatmakerów, jak i samych raperów. Otóż, jeśli sami tworzymy podkłady i chcemy je wysłać do rapera, który mieszka na drugim krańcu Polski (lub gdziekolwiek) i ma za zadanie nagrać do kawałka swoje wokale, to wystarczy, że wyślemy mu gotowy miks podkładu w jednym pliku stereo.

To oczywiście przy założeniu, że nagrane ślady wracają do nas i my robimy miks mając dostęp do każdego śladu podkładu z oryginalnej sesji oraz nowo nagranych wokali (też na oddzielnych śladach, rzecz jasna). Jest to najbardziej preferowana metoda pracy, bo nikt nie czuje, że jest czymś ograniczony. Raper nie potrzebuje poszczególnych ścieżek, bo ma tylko nagrać swój głos (no chyba, że dajemy mu wolną rękę i to on sam ma wykonać miks – wtedy będzie potrzebował ścieżek), a my mamy po wymianie plikami wszystko (każdy ślad) pod nosem.

Podsumowanie

Zgodnie z tym, co napisałem we wstępie – metoda ręczna może być trochę czasochłonna, ale gwarantuje nam pełną kompatybilność z innymi DAW-ami – o ile będziemy przestrzegać wymienionych zasad (bo opiera się w zasadzie tylko na odczycie plików .wav). Stosuje się ją od lat i to na każdym szczeblu, ponieważ niesie ze sobą właściwie zerowe ryzyko błędu. W sumie jedyne zagrożenie może mieć miejsce podczas samego transferu plików (uszkodzenie dysku czy płyty, na których przenosimy sesje, problemy z wirtualnym hostingiem czy chmurą, za pomocą których wysyłamy pliki), ale od strony realizatorskiej jest to najbezpieczniejszy sposób, mimo że niezbyt wykwintny… 🙂

W drugiej części artykułu przybliżę Wam pozostałe dwie metody wymiany sesji, które są bardziej zautomatyzowane, ale mogą nieść większe ryzyko niepowodzenia.

A Wy wymieniacie się sesjami z innymi użytkownikami? Przesyłacie/otrzymujecie ślady do miksu? Archiwizujecie projekty? Jakie macie ulubione metody? Jakieś spostrzeżenia? Nie za dużo pytam? 😉
Zostawić komentarz ?

25 Komentarze.

  1. rufinmusic

    Ja podczas współpracy z innym muzykiem, wysyłam mu jeden plik audio, render całego projektu, do którego nagrywa swoją partię, lub partie i mi je odsyła. Zazwyczaj jest to kilka ścieżek, np. gitara line, gitara mikrofon, czasem mix tych dwóch, z kompresją, bez kompresji, itp. Tym sposobem mam kilka “różnych” ścieżek tej samej gitary w mojej sesji i dużą swobodę w doborze odpowiedniego brzmienia

  2. Ja kilka razy próbowałem wysyłać OMF, ale na koniec i tak eksport ścieżek:D. Jak dostaje pliki to też głównie wyeksportowane.

    Czasem dostaje folder całego projektu z innego DAW, to wtedy ładuje audio z pliku. Fart, że zawsze miałem równe ścieżki. Czasem muszę wysłać odpowiednie layer’y, czyli eksportować grupy ścieżek, jak ktoś chce miksować przy video, ale to prawie to samo co zwykły eksport :D.

    Tak czy inaczej, wole dostać tracki, a nie projekt na ten sam DAW, ponieważ każdy ma inny sposób myślenia, katalogowania czy ustawiania sesji przy nagrywaniu. Narzuca pewne rozwiązania (np. specyficzne grupowanie), które z rozpędu i bez namysłu przyjmę. Potem sama konwersja na swoje ustawienia może zająć dużo czasu. Szybciej wczytać same ścieżki i raz dwa ułożyć pod siebie:D.

    Co innego jak ktoś zrobił kawał dobrej roboty i mamy ingerować w to ciut np. automatyka.

    Wokalistom itp. wysyłam jeden surowy miks stereo :D.

    • Z projektami to fakt – każdy ma inny system pracy i lepiej czasem wrzucić gołe ślady, a sesję sobie według własnych preferencji ustawić!

  3. Mój pierwszy post, zatem Witam Serdecznie! 😉

    Zawsze przenoszę sesje pomiędzy DAW w Audio nawet jeśli mam zgrywać wysyłki każdej ścieżki do osobnego pliku. O ile w domu nie robi to problemów, bo sam widzę jakie mam ustawienia w Abletonie (używam aragment wiev abletona do komponowania) i odwzorowuje je w Logicu (mix i master). Żadna inna metoda nie zdała u mnie egzaminu. Natomiast przenosząc sesje do kolegi, który pracuje w Audition trudno jest opisywać całą DAWową krosownicę wysyłek. Lepiej zgrać audio i po kłopocie. Fakt, czasem z 16 śnieżkowego mixu wychodzi 40 ścieżek do przesłania, razem z wysyłkami pogłosów i opóźnień czy innych fxów dla każdej ścieżki osobno, ale opłaca się.

    Natomiast jeśli chodzi o OMF, to ja się zawiodłem. Próbowałem przerzucać swoje stare sesje z Windowsowych czasów z Samplitude 9 do Logica 9. Niestety nie zdało to egzaminu. Ścieżki nie ładowały się wszystkie, czasy się nie zgadzały, pluginy były zresetowane lub nie było ich wcale (choć na OSX też mam vst poinstalowane). Tak więc jedyne co mogłem zrobić to wyeksportować ścieżki osobno i zaimportować je do Logica. No chyba że dowiem się czegoś ciekawego od Igora w następnym wisie 😉

    • Witamy również!
      Zgodnie z tym, co pisałem – przenoszenie samego audio jest bezpieczne, choćby trzeba było podwoić czy potroić ilość śladów. OMF i AAF czeka wprawdzie jeszcze daleka droga, acz postaram się ten temat trochę przybliżyć w kolejnym wpisie.

  4. Ja chcaiłbym jeszcze wspomnieć o tym jakie ustawienia wave zostały wybrane przy exporcie.
    Tylko na moim przykładzie – znajomy nagrywa na adobe audition 3 a tam wszystko domyslenie jezeli chodzi o wavy zapisuje sie jako 32 bit float i potem miałem kłopot z bezproblemowym importem tego do pro tools 9 mp

    • Naprawdę tak jest domyślnie w AA?
      Ale da się to zmienić? 🙂

  5. FL Studio ma ten sam albo i gorszy problem, nagrywanie audio kuleje na całej lini, najlepszy sposób to nagrywanie wbudowaną wtyczką Edison. Jakkolwiek się ją ustawi przed nagrywaniem to z momentem odbioru sygnału i tak zmienia sobie na 32 bitową rozdzielczość i sygnał stereo, nawet jeżeli wybrane jest wejście monofoniczne (np. gitara). Takiego babola nawet do dziś nie poprawili w dobrze ocenianej wersji 11, takie rzeczy się dzieją. 🙂

  6. Ja polecam format flac. Bezstratna kompresja, pliki 2-3 mniejsze. Już dawno przestałem nagrywać i miksować w Wav-ach. Nie wiem tylko czy ten format jest we wszystkich DAWach (jest w Reaperze)?

  7. Fajny jest jeszcze ogg. mało miejsca, mała strata. Do różnego przeznaczenia, ale podejrzewam, że nie nadaje się do miksu właściwego.

    A jak to jest z Wavami na Mac’u? Powinny działać bez problemu? Kilka razy wysyłałem wav do osób na macu i prosili o inne wersje później(teraz już zawsze dołączam do paczki na Maca wersje). Z tym, że nie byli to muzycy tylko klienci i może czegoś nie ogarniali?

  8. Z drugiej strony jak dostaje sesje z Maca (chyba PT) to były wave’y w środku :P.

    • No to chyba czegoś nie ogarniali… Wave’y działają na Macu bez żadnych problemów.

  9. W takim razie będzie to kolejna nierozwiązana zagadka w życiu, bo właśnie się dziwiłem o co chodzi :D. No ale nie będę kwestionował tego co klient chce i wypytywał czemu nie działa.

    Dzięki za jasność i przepraszam, że posty wcześniej nie poszły pod poprzednim komentarzem – coś ja nie ogarnąłem tym razem :D.

    • Ja tam zawsze wypytuję i jak trzeba – instruuję, bo często się okazuje, że ktoś czegoś gdzieś nie kliknął i od razu szuka w Tobie winnego 😉 Ale mówienie, że wave’y nie działają na Macu to nie jest zagadka, tylko wierutna bzdura…

  10. Ja nie miałem nigdy problemów z importem czy eksportem Wave na Macu i komunikacją z PC w ten sposób. Wszystko jest zawsze ok. Faktem jest, że niektóre DAW mają do wyboru dwa rodzaje tego formatu, ale najbardziej popularny jest Wave PCM (w sumie spotkałem się z tym tylko w Samplitude) i generalnie ten format jest ustawiony domyślnie w większości DAW. Natomiast robiąc eksport na Macu często zdarza się (szczególnie po pierwszym uruchomieniu programu), że domyślnie jest ustawiony format AIF (tak jest w Abletonie, Logicu i Reaperze). Choć DAWy na PC też rozumieją ten format, ludzie nie są do niego przekonani, mimo, że jakość jest identyczna.

  11. Nie no jasne, że trzeba wypytywać i wyjaśniać. Komunikacja to podstawa i ważna umiejętność. Sam po wysłaniu posta się w czoło puknąłem, że źle to zabrzmiało (no i znowu nie pod postem wtf!?:D).

    Ale w tej sytuacji nie miałem pojęcia o co chodzi, może akurat klient przesłuchiwał na czymś co nie odpala wav jakaś mp3, może plik się uszkodził przesyłając(nie wiem czy to możliwe) – domyślnie wiem, że pracowała na Macu. Tak czy inaczej nie chciałem się na tym skupiać bo było dużo innych ważniejszych rzeczy do omówienia czy wyjaśniania. Komunikat był też jasny, że mam wysłać kolejną wersje w mp3. A jakiś limit marudzenia jest. Wystarczyło wysłać mp3 i git. W końcowej paczce i tak wysyłam kilka opcji wav, mp3, ogg, aif, 16, 24 itd.

    A zagadką jest czemu nie mogła odpalić pliku, o wav już napisane było wyżej to wiem :D.

  12. A tak dla oszczędności miejsca (50-80% zysku) przy ręcznym eksporcie ścieżek – wavpack lub flac. Ten pierwszy ma wtyczki dla kilku dawsów, m.in. steinberg i audition, acz ten drugi powoli staje się rynkowym standardem analogicznym jak kiedyś mp3.

  13. Microsoft stworzył format *.WAV, Apple ma swój *.AIFF, oba bezstratne PCM. Powinny być odtwarzane ale nie jestem pewny czy natywnie, wiadomo jak to jest z tą ich konkurencją. Pamiętaj o tym.

  14. Nie wiem co się dzieje ale po raz drugi nie działa opcja “Replay”, post pojawia się jak napisany normalnie na samym dole. ;/

    • Reply u mnie działa, jak widać 🙂 Po raz kolejny potwierdzam, że oba formaty działają na obu systemach. Te rozbieżności miały znaczenie 10 lat temu, teraz nie ma z tym żadnych problemów.

  15. rufinmusic

    Mi także zdarzyło się, że klikałem reply i nie działało… 🙁

    • Naprawdę nie wiem, dlaczego takie coś ma miejsce. Może przeglądarce trzeba update zrobić? Ciężko mi zgadnąć. U mnie problem nie występuje, więc nawet nie mogę go zbadać…

Zostaw komentarz