Bezpieczeństwo i Higiena Pracy w Studio

Wszyscy z pewnością sobie życzymy, aby nasza praca w studiu zawsze przebiegała przyjemnie, łatwo, miło i bezpiecznie. I choć na twórczy klimat wpływa sporo różnych czynników – od ludzkich, przez techniczne, na kolorze ścian i zapachu świec kończąc, to jedną z najistotniejszych kategorii wpływających na końcowe rezultaty wydaje się być higiena i bezpieczeństwo w środowisku pracy, czyli po naszemu – BHP.

Trudno bowiem dokończyć sesję nagraniową po tym, jak perkusista wpadł z impetem w swój zestaw bębnów potknąwszy się o kabel gitarzysty. Mimo, iż mogło to wyglądać równie efektownie co finały koncertów Nirvany, to miejmy na uwadze, iż w tym wypadku perkusista nie wykonał tego skoku celowo.

Dla niektórych kwestia BHP może się wydawać małostkowa, ale w momencie, gdy w progach naszej pracowni zaczną pojawiać się klienci, ich komfort i bezpieczeństwo staną się naszą odpowiedzialnością…

Nawet, jeśli pracujemy w pojedynkę, to i tak warto mieć na względzie kilka rzeczy, o których dziś napiszę, bo przestrzeganie kilku prostych zasad może uchronić nas przed nieprzyjemnymi skutkami.

Podobnie jak każdy inny „zakład pracy”, nasze studio powinno:

    • spełniać ogólne wymogi bezpieczeństwa (od prawidłowej wentylacji, przez hałas, po instalację elektryczną)
    • być tak skonstruowane/rozplanowane, aby umożliwić swobodne poruszanie się po nim (czyli bez kabli i innych przeszkód wiszących na różnej wysokości)
    • nie używać elementów/materiałów szkodliwych dla zdrowia
    • mieć sprecyzowaną listę czynności/zachowań, których się zakazuje (np. zakaz puszczania wiatrów w reżyserce…)

Bynajmniej nie chodzi o to, aby wywieszać na ścianach studia listę nakazów i zakazów – wystarczy po prostu z każdym gościem studia (a czasem też z samym sobą) krótko omówić te sprawy, żeby wszyscy byli zadowoleni i nikogo nie spotkała jakaś niemiła niespodzianka. Obok tych kilku głównych aspektów wymienionych wyżej, znajdziemy także kilka mniejszych, ale nie mniej istotnych punktów, które mogą nas uchronić od nieprzyjemnych skutków – ale o nich w dalszej części. Zacznijmy od tych głównych punktów:

Zagrożenia Elektryczne

Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że sama instalacja elektryczna powinna spełniać wymogi bezpieczeństwa i zamontowana być powinna wyłącznie przez wykwalifikowanych pracowników – tyczy się to oczywiście sytuacji, gdy budujemy studio od podstaw. Posiadając już swoje domowe studio w mieszkaniu, nie mamy bowiem wpływu na to, w jakim stanie świadomości i po ilu „maluchach” byli życzliwi monterzy… Coś, z czym jednak dość często można się spotkać, to nieprzyjemne brumienie (50Hz), które występuje po podłączeniu sprzętu do gniazdek. W takich sytuacjach radzi się tak rozplanować połączenia, aby nie używać więcej niż jednego gniazdka w danym pomieszczeniu, tzn. zastosować listwę rozgałęziającą (najlepiej przeciwprzepięciową) i do niej wpinać wszystkie urządzenia wchodzące w skład naszego arsenału.

Druga sprawa to same kable, których używamy – zarówno sieciowe (zasilające) jak i sygnałowe. Proponuję korzystać z przyzwoitych modeli produkowanych przez uznanych producentów. Unikajmy kabli typu ‘no-name’, bo te za długo nie wytrzymają, a czasem mogą mieć nawet degradujący wpływ na brzmienie. Jeżeli ktoś lubi sobie samemu lutować kable, to jak najbardziej zachęcam – pamiętajmy tylko o tym, aby używać dobrej jakości, ekranowanych przewodów i solidnych wtyków (np. Neutrik).

Nie trzeba chyba nikomu mówić, że stosowanie gdziekolwiek połączeń z „gołymi przewodami” na wierzchu to grzech niewybaczalny. W takiej sytuacji naprawdę nietrudno o porażenie prądem. Piszę o tym, bo kiedyś widziałem takie DIY w pełnej krasie i do dziś mnie bolą zawiasy szczęki…

Podsumowując ten akapit – jeśli mamy „zdrową” instalację elektryczną, bez problemów z uziemieniem i używamy solidnych kabli oraz nie spinamy nic „na krótko”, to nie musimy się obawiać o poparzone usta wokalisty przy próbie zbliżenia się do mikrofonu 🙂

Wentylacja

Jest to jasne niczym słońce, ale bywa, że co niektórym umyka fakt konieczności przepływu powietrza wewnątrz naszego studia – szczególnie, jeśli znajduje się w nim kilka ciał albo co gorsza – zamkniemy wokalistę w klaustrofobicznej kabinie. Kilka minut w takiej budzie bez świeżego powietrza odbierze inspirację nawet najlepszym śpiewakom…

Jeśli wentylacja w naszej pracowni jest hałaśliwa (a z reguły jest), to należy ją rzecz jasna wyłączać na czas nagrania, ale w każdym innym momencie powinna dostarczać nam wystarczającą ilość powietrza, tudzież chłodzić lub ogrzewać – wedle potrzeb. I znów – mowa w tym przypadku bardziej o większym studiu, a nie naszej sypialnianej pracowni, bo w tej, za profesjonalny element wentylacyjny robi zwykle okno 🙂

Kable, kable, wszędzie kable…

Kto jakiś czas prowadzi już swoje studio, wie dokładnie o tym, jak szybko dostępna przestrzeń zapełnia się kolejnym kawałkiem sprzętu – czy to nowym klawiszem, czy jakimś kompresorem, mikrofonami, głośnikami, etc. Większość takich elementów potrzebuje oczywiście połączenia kablem i niestety jest tak, że zanim się obejrzymy, z tyłu biurka uformuje nam się piękne kablowe spaghetti.

Jeszcze pół biedy, gdy uda nam się tak wszystko zorganizować, żeby ta plątanina znajdowała się w jednym miejscu. Gorzej, gdy jesteśmy zmuszeniu puścić jakiś kabel czy dwa przez cały pokój. W pewnym momencie po prostu nie unikniemy takiej sytuacji, dlatego moja rada jest taka, żeby nigdy nie oszczędzać na długości kabla. Nie musimy od razu kupować czterdziestometrowych „xlr-ów”, żeby je układać wzdłuż wszystkich ścian, ale kabel musi „leżeć” z zapasem, a nie „zwisać”, bo go ledwo starcza. Przekonacie się o tym po pierwszym razie, gdy wyrżniecie orła i pociągniecie za sobą statyw z mikrofonem.

Byłem, widziałem…

Poziomy Hałasu

Długa praca w hałaśliwym środowisku wpływa negatywnie na ludzki słuch, dlatego pracujmy przez większość czasu na umiarkowanych poziomach dźwięku (85dB SPL to przyjęta na świecie górna granica), róbmy przerwy, trzymajmy się z dala od najgłośniejszych źródeł sygnału (okolice werbla czy rozkręconego pieca gitarowego) szczególnie w mniejszych pomieszczeniach.

Izolacja i Adaptacja Akustyczna

Skoro już jesteśmy przy hałasie, to trzeba tu napomknąć o odpowiedniej izolacji akustycznej, czyli o zabiegu, który ma na celu zminimalizowanie dźwięków wydobywających się z naszej pracowni oraz tych dostających się do niej. Temat izolacji był wprawdzie omawiany bardziej szczegółowo w innych artykułach na blogu i jak najbardziej proponuję je przejrzeć, ale w dzisiejszym artykule chciałem jedynie zwrócić uwagę na inny aspekt materiałów używanych do izolacji. Otóż,  niektóre z nich mogą nie spełniać norm przeciwpożarowych, więc warto mieć to na uwadze i ewentualnie podjąć odpowiednie kroki, aby to zmienić. Ciężko byłoby oczywiście pruć ściany i wymieniać rodzaj izolacji, ale jeśli planujemy budowę swojego studia od podstaw, to warto się tym zainteresować.

Wełna, Pylenie i Rak…

O adaptacji wspomnieć muszę dlatego, iż niejedna już osoba pytała mnie o to, czy bezpiecznie jest stosować wełnę mineralną do paneli szerokopasmowych, które będą stały w naszym pomieszczeniu. Przecież włókna wełny pylą, wydostają się na zewnątrz, a my je wdychamy. Jak wygląda to od strony zdrowotnej i czy rzeczywiście któryś rodzaj wełny powoduje raka?

Ze zdrowiem nie ma żartów, dlatego sporo w temacie poczytałem, zasięgnąłem także opinii innych, a na deser sięgnąłem do TYCH BADAŃ. Jeżeli ktoś nie włada angielskim lub chce znać szybką odpowiedź, to już mówię o co chodzi:

Wszystko zaczęło się od tego, że pod koniec lat 80-tych ubiegłego stulecia w Niemczech przeprowadzono badania, które wykazały, że włókna wełny mineralnej (skalnej, szklanej i innych) mogą w niewielkim stopniu i w danej chwili zachowywać się podobnie, jak włókna azbestu. Ten, jak wiemy, może być rakotwórczy przy dłuższym przebywaniu w jego obecności. W czasie, w którym opublikowano wyniki tych badań, cały świat akurat pozbywał się azbestu ze swojego otoczenia i była to świetna okazja dla „przemysłu akustycznego”, aby wskazywać te badania, jako argument na rzecz porzucenia wełny na rzecz wszelkiego rodzaju pianek, mat i gąbek akustycznych. Bo skoro włókna zachowują się tak samo, jak te o potencjale rakotwórczym, to na pewno są rakotwórcze… Nic bardziej mylnego!

Nie wiem, czy pamiętacie, ale na samym początku swojej kariery, piramidki i ich pochodne były przede wszystkim reklamowane, jako w pełni bezpieczne elementy profesjonalnej adaptacji akustycznej. Wiele osób skusiło się więc na zakup takich materiałów, a reszta to już historia. Z jednej strony trudno się dziwić, bo argument zdrowotny, to jeden z najsilniejszych stosowanych w reklamie, a poza tym, w tamtym czasie nie istniały jeszcze żadne badania wskazujące na długotrwałe skutki przebywania w bliskości wełny mineralnej.

Mimo to, zła sława wełny bardzo szybko poszła w świat, a przemysł piankowy i pochodne zaczęły rozkwitać. Kilka lat później co drugie studio w Polsce zostało wyposażone w te badziewne gąbeczki, które do dziś przez wielu amatorów nagrywania uważane są za wyznacznik profesjonalnej adaptacji…

Doszło nawet do tego, iż firmy produkujące materiały izolacyjne, chcąc pozostać na rynku, zaczęły rozglądać się za alternatywnymi tworzywami, które mogłyby dorównać w jakimś stopniu właściwościom izolującym i pochłaniającym wełny. I niewiele brakowało, aby cały rynek materiałów do adaptacji akustycznej został przejęty przez „gąbkową mafię”. Nie chcę, żebyście zaraz pomyśleli, że Igor tu jakieś teorie spiskowe chce podsuwać, ale kto wystarczająco długo żyje na tym świecie, ten wie, że biznes robi się przede wszystkim dla pieniędzy, a nie dla dobra klienta. Wmawianie ludziom „prawdy”, kreowanie potrzeby na dany produkt czy inne podstępne metody są na porządku dziennym niemal w każdej branży. Nie inaczej było i w tym przypadku, co widać gołym okiem.

Gdzie jest prawda a gdzie fałsz?

Od tamtej pory przeprowadzono już na szczęście sporo badań nad długotrwałym wpływem wełny mineralnej na różne aspekty zdrowia człowieka i z każdego z nich jasno wynikało, że zakładane ryzyko nie występuje. Jak podaje NAIMA (Pólnocno-amerykańskie Stowarzyszenie Producentów Materiałów Izolacyjnych) wełna mineralna została oficjalnie usunięta z listy materiałów o potencjale rakotwórczym.  Mowa o liście, która jest uaktualniana przez IARC (Międzynarodowa Agencja Badań Nad Nowotworami). Opierając się na tych argumentach, możemy chyba spokojnie stwierdzić, że wełna mineralna nie powoduje raka płuc, skóry czy innych narządów i można ją bezpiecznie stosować w adaptacji i izolacji. Właściwie, do tej pory nie udowodniono, aby włókna wełny powodowały jakiekolwiek długotrwałe schorzenia.

Co jednak w badaniach udowodniono, to fakt, że niektórzy ludzie są po prostu uczuleni na włókna wełny, co jest widoczne podczas bezpośredniego kontaktu. Z tego powodu radzi się podczas montażu stosowanie masek, rękawiczek i innych elementów ubioru, aby nie doszło do kontaktu ze skórą. Nawet, jeśli tak by się zdarzyło, to osoba z alergią będzie się co najwyżej drapać jak kot przez dwa dni 🙂

Klikając poniżej możecie również pobrać 2 dokumenty w pdf-ie opisujące wnioski z przytoczonych badań.

pdf

Teraz kilka tych „mniejszych” reguł…

Kolejność włączania sprzętu

O tej kwestii pisałem już jakiś czas temu w TYM ARTYKULE, a tutaj chciałem tylko spojrzeć na kwestię zasilania fantomowego i ogólnych zasad wpinania i wypinania kabli.

Za każdym razem gdy chcemy użyć zasilania fantomowego (+48v), zanim je włączymy, a potem wyłączymy, należy albo całkowicie wyciszyć monitory, albo obniżyć suwak odpowiedzialny za poziom sygnału na głównych wyjściach. Operacja włączenia i wyłączenia fantoma łączy się z wysokim skokiem napięcia, a żaden sprzęt elektryczny tego nie lubi. Dodatkowo, po wyłączeniu fantoma, warto odczekać 20-30 sekund i dopiero potem wypiąć kabel z mikrofonu – na wszelki wypadek.

A skoro już przy kablach i włącznikach, trzymajcie się jeszcze jednej, bardzo ważnej zasady:

Muzycy nie wciskają żadnych guzików na konsolecie, gdy realizator poszedł na chwilę „poczytać”.

I kolejnej:

Żadnych napojów w okolicy sprzętu, ani koło miksera, peryferiów, głośników, komputera – czegokolwiek elektrycznego. Jeśli jest taka możliwość, to postawcie przy sofie na tylnej ścianie małą szafeczkę czy stolik i niech to robi za miejsce z herbatą.

I następnej:

Nie wiem, jaki Wy macie stosunek do używek w studiu, dlatego tutaj niczego nikomu nie narzucam. Miejcie tylko świadomość tego, czy dacie radę nad „zakręconymi” muzykami zapanować, bo niektórym dopalacze i inne środki po prostu nie służą 🙂

I jeszcze jednej

Zarówno my, jak i muzycy musimy pić dużo wody, uświadczyć świeżego powietrza, nałapać witaminy D ze słońca i ruszać się z wygodnych foteli. Jeśli macie fantazję, a muzycy usypiają, zróbcie grupową sesję kilkunastu „pajacyków”. Od razu humory się poprawią i krew zacnie krążyć, jak należy, znikną napięcia i frustracja 🙂

Epilog

A teraz wyobraźcie sobie taki niefortunny zbieg okoliczności…

Przerwa w sesji nagraniowej, kilku muzyków w studiu, wszyscy poza gitarzystą i realizatorem w reżyserce. Gitarzysta rozgrzewa się przed zarejestrowaniem swojego solo w pokoju do nagrań, realizator na zewnątrz rozmawia przez telefon z ciocią z Ameryki. Nagle gitarzysta zagrał niesamowitą sekwencję dźwięków, a nie do końca „dzisiejszy” wokalista, który do tej pory siedział na kanapie z tyłu, wyrwał co sił do przodu, aby przez talk-back oznajmić tamtemu, że „to było to”, że właśnie tak ma zagrać, etc. Zaaferowany wokalista nie zauważył, że wyrwał z pełną szklanką Red-Bulla z lodem, a jego uwadze (i nogom) umknęła niestety  pomarańczowa kostka gitarowa Boss z napisem DS-1 zostawiona na środku reżyserki… Niczym Ikar, wzniósł się wysoko, aby zaraz sięgnąć gleby, rozbił przy tym szklankę lepkiego napoju na konsoli i podarował sobie na czole bliznę, która już zawsze będzie mu przypominała o tej sesji. W tym momencie wszedł realizator i polało się jeszcze więcej krwi..

Dlaczego takie podsumowanie?

Bo choćbyśmy starali się z całych sił i wyłożyli zasady higieny i bezpieczeństwa pracy panujące w studio nawet dwadzieścia sześć razy, to nadal istnieje ryzyko, że samo przebywanie z nieodpowiedzialnymi, podchmielonymi czy upalonymi materiałem baśniowym muzykami o niskim poczuciu wartości, ale bardzo wysokim, maniakalnym wręcz poziomie własnego ego – może być już wielkim zagrożeniem 🙂

Zostawić komentarz ?

52 Komentarze.

  1. Trociniak

    Również jedzenie jest ważne, gdy czasem przesiedzimy na głodnego kilka godzin, a później się najemy tak pod korek, to odechciewa się dalszej pracy i mamy ochotę wyłącznie na drzemkę 🙂 Nie wspomnę już o graniu brudnymi łapami…

  2. rufinmusic

    “Z tego powodu radzi się stosowanie masek, rękawiczek i innych elementów ubioru, aby nie doszło do kontaktu ze skórą” – no to raczej trudno będzie wokaliście dobrze zaśpiewać, a pozostałym zagrać w rękawiczkach 🙄

  3. Mam małe pytanie odnośnie paneli DIY z wełny mineralnej. Czy po obiciu takiego panelu materiałem włókna szklane nie wydostają się na zewnątrz, a tym samym, czy nie trafiają do naszych płuc?

    • Zależy od materiału, jakiego użyjesz. Im bardziej przepuszczalny i cienki, tym większe prawdopodobieństwo, że coś tam się wydostanie – ale zgodnie z tym, co pisałem, nic w zasadzie Ci nie grozi. Słyszałem też o patentach, typu owijanie wełny cienką folią lub spryskiwanie jej roztworem wody z wikolem przed owinięciem jej materiałem, ale nie potrafię powiedzieć, na ile jest to sensowne i efektywne.

    • z tego co zauważyłem podczas montażu wełny w salce prób, to jeśli materiał jest drobno tkany nic nie powinno pylić.

    • Dokładnie.

  4. Odradzam też przyprowadzanie na sesję swoich żon, dziewczyn, kumpli itp. Z mojego doświadczenia wynika (choć muzycy twierdzą coś wręcz przeciwnego), że obecność osób tzw. trzecich źle wpływa na muzyków. Są wtedy rozkojarzeni, zestresowani i bardzo źle znoszą wszelkie sugestie i rady. Najlepiej się pracuje w zespole złożonym z muzyków i realizatora.

    • To jak najbardziej zrozumiałe, tyle że nie do końca z dziedziny bhp 😉

    • Masz rację, choć ja bym to umieścił w punkcie z używkami – działanie podobne ! 😆

    • albo taki koleżka usiłuję zaimponować dziewczynom, a mu to nie idzie i nagranie trwa 5 razy dłużej, bo trzeba kombinować i jeszcze im coś do picia przynieść… one się nudzą.

  5. Wczoraj jeden z moich monitorów zaczął buczeć/brumieć.
    Myślałem że oszaleję przez ten dźwięk 😡
    Godziny poszukiwań przyczyny-szukałem w interfejsie,w ustawieniach audio macbooka,iterfejs,kable audio.

    Wreszcie okazało się że po odłączeniu wszystkich urządzeń z sieci monitor brumi tak po prostu.
    Google, znalazłem że to wina prądu.

    Wujek jest elektrykiem, kazał powpinać wszystko bez listywy do jednego gniazdka. Na razie działa.

    Ale tyle co się naprzeklinałem to moje 🙂

    • Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze 🙂

    • Miałem niedawno problem z odsłuchami, zaczeły dziwne “pykać” tak jakby coś na instalacji elektrycznej było nie tak. Probówałem to powiązać z czymkolwiek, czy to może przez lodówkę, załączanie światła itd. Po kilku godzinach okazało się, że to zawieszona komórka niepotrafiąca złapać zasięgu pyka systematycznie co kilkadziesiąt sekund, mimo że była kilka metrów od odsłuchów. 🙂

  6. jeszcze w kwestii bezpieczeństwa: Zakaz używania komórek, laptopów, tabletów, facbooków, e-booków i wszystkiego, co nie dotyczy samego nagrania, czy bezpośrednio materiału. Przysięgam, że kiedyś wyjdę z siebie i kogoś/komuś coś…

    • Chodzi tylko o zakłócenia jak ktoś dzwoni, czy coś jeszcze?

    • To “coś” zawsze dzwoni w najmniej odpowiednim momencie 🙂 np. kiedy gitarzyście po 3 godzinach prób udało się zagrać tak jak sobie to wymarzył !

    • Bardzo, bardzo dobra sugestia – wszelkie elektroniczne urządzenia mają być wyłączone! 🙂

  7. Świetna rada ze świeżym powietrzem i ruchem. Od kilku miesięcy codziennie robię przerwę od pracy na powyżej 20 minut ćwiczeń. Wcześniej nie chciałem tracić czasu czy po prostu nie myślałem o tym by się ruszyć :D. Dużo trzeba by pisać aby wymienić wszystkie pozytywne aspekty. Odnośnie BHP to będzie zdrowy kręgosłup i kark (takie mało ważne części :D).

    Jak dużo siedzicie przy muzie zróbcie sobie tygodniowy eksperyment i w środku pracy idźcie na rower na 15 minut. Wiosna sprzyja :D. Na frustracje przy projekcie wystarczy kilka serii pompek i pajacyków:D Chociaż wątpię, że takie same słowa zmienią komuś rutynę dzienną. Mi z czasem samo przyszło:D.

  8. Będzie osobny artykuł o urzywkach w studio i podczas komponowania?

    • Używkach? Też sie czasem mylę 😉

    • I co niby miałoby w takim artykule być? Zestawienie rodzajów gandzi, jaką należy palić, żeby robić smutne/wesołe/szybkie/wolne numery…? 😉 Albo ile można wyżłopać browarów, żeby dało się jeszcze drzeć bez odruchu wymiotnego? 🙂 Nie bardzo kumam…

  9. Jeśli chodzi o BHP samych (moich*) klientów
    -wyłączajcie telefony!
    -przychodźcie przygotowani
    -przychodźcie pewni swego utworu
    -przychodźcie punktualnie
    -nie narzekajcie, że mam sprzęt nie taki jak u kolegi, czy w innych studiach, oraz mam inny system pracy.
    -“nie uczcie ojca dzieci robić”
    -przychodźcie sami, a nie z drugimi połówkami!!
    -przychodźcie czyści, nie śmierdzący!!

    bo inaczej “krew się poleje” 🙂

    może troche dziwne wymagania, ale to naprawdę wpływa na komfort i bezpieczeństwo pracy-Waszej i mojej

    *każdy może to odczytać jako własne “ja” 🙂

    • Dziwne wymagania? Wcale nie.
      Tylko jedno.. Często przychodzi ktoś śmierdzący?

    • zdarzyło się tak 2 razy. może nie było to nie do zniesienia, ale bardzo dyskomfortowe i przykre. powiedziałem sobie, że będę niezbyt miłym człowiekiem jeśli znowu ktoś taki przyjdzie-po prostu mu w prost odmówię. zarobek swoją drogą, ale nie na tym opiera się mój dochód, więc mogę sobie na to pozwolić-narazie jest to traktowane bardziej hobbystycznie.

    • jeszcze bym dodał jeden punkt;
      przychodźcie trzeźwi!

      bo potem pop filter śmierdzi piwskiem, w pokoju śmierdzi piwskiem, którego nienawidzę. nie wspomnę już o naćpanych osobach-miałem sytuację, że chop miał nagrywać reggae, przyszedł upalony i jak miał coś nagrywać, to śmiał się do mikrofonu. też się z niego pośmiałem, fajnie było, ale w gruncie rzeczy marnuje swój i mój czas.

  10. Witam. Mam pytanie z pogranicza BHP 😳 Jak prezentujecie pierwszy miks utworu zespołowi (przy założeniu, że wykonujecie go bez obecności muzyków)? Czy wysyłacie “suchy” miks, czy też może już podrasowany limiterem na sumie ?

    • ja wysyłam suchy, gdyż jest najwierniejszy oryginałowi. poza tym działa tu psychologia (chyba); jeśli ktoś potem usłyszy utwór po masteringu, to jest pod wielkim wrażeniem, że z cichego utworu zrobiłem głośny i ładny utwór (dodając zabiegi tj. eq, kompresja etc) 😀

    • Ja w takiej sytuacji zawsze trochę dopalam sumę, ale tylko żeby podbić głośność, co by nie było szoku, jak taki muzyk porówna z czymś komercyjnym. Ale należy to rzecz jasna później ściągnąć przed rozpoczęciem masteringu.

    • Bo to też zależy od świadomości muzyków. Wielu z nich nie wie, że miks jeszcze będzie poddany masteringowi i jak słyszą ten “suchy” miks, to mówią “czemu tak cicho i słabo, w radiu jest o wiele głośniej”. I potem trzeba im tłumaczyć. Ja daję tego limitera tylko tyle, by szczyty muskały 0dBFS, więc w zasadzie żadne ograniczanie nie ma miejsca i miks się jakoś diametralnie nie zmienia. Ale rozumiem czynnik “wow”, jak muzycy usłyszą, że aż tak bardzo dobrym jesteś inżynierem masteringu… 😉

    • Ja tak samo jak Igor. Ale zamiast limitera używam Slate Digital FG-X :D. Tu można zobaczyć jak działa http://therecordingrevolution.com/2012/06/20/slate-digital-fg-x-mastering-plugin-review-video/ Trochę prosto i na skróty ale słyszę co robię i daje mi lepsze efekty niż popsucie nieumiejętnym masterem.

      Pomaga nawet przy finalnej wersji dla klienta. Mówię o mixie własnej muzy np. do animacji, gry nie zespołach. Dodatkowo wysyłam jeszcze suchą wersje w paczce z rożnymi formatami etc. jak się komuś zechce szarpnąć na master lub potrzebuje wyższej rozdziałki do mixu z voicoverem, dźwiękiem itd.

    • Do ostatecznych masterów też używam FG-X, bo daje świetną kontrolę nad transjentami i ma niezłe mierniki.

    • Dziękuję za odpowiedzi.

  11. Moze nie tyle BHP co z życia 🙂

    Nienawidzę podrzędnych hiphopowców (używam tego określenia z premedytacją), a konkretnie pracy z takimi ludźmi.
    Nosz ku..wa przyjdzie taki jeden z drugim, mikrofonu trzymać nie potrafi, tekstu nie pamięta, mamrocze coś pod nosem zapluwając przy tym mikrofon swoim seplenieniem i po każdym kawałku: “słychać mnie dobrze?” “panie akustyku głośniej mikrofon” – NOSZ KU..A.
    Po pierwsze to, że ludzie nie bawią się podczas Twoich wypocin, jak na koncercie O.S.T.R’a to nie dlatego, że Ciebie nie słychać, tylko dlatego, że jesteś słaby i od RAPERA już nie wspominając o określeniu muzyk, dzieli Cię dłuuuuuuga droga, jeśli w ogóle, kiedyś tam dojdziesz.
    Po drugie Panie Hiphopowcu to ja wiem, jak to ma brzmieć, a nie Twój naj….y, przygłuchy kolega w czapce NY, którego wyznacznikiem brzmienia jest boombox z wiecznie aktywnym przyciskiem loudness.
    Już od dawna o tym myślę, ale w końcu kupię tę wiatrówkę i będę strzelał do debili zza stołu,bo oszaleć można.
    Dlaczego od Raashan’a, Abradab’a, Vienia, Te-Tris’a itd. nie usłyszałem tego je….ego “panie akustyku”….no właśnie, czyżby wyznacznik klasy? A może prosty sposób na odróżnienie rapera od pozera.

    A na koniec troche uśmiechu:
    Facet dzwoni do kapeli, żeby dowiedzieć się o ich ofertę – potrzebował 6 muzyków na imprezę weselną.
    Manager kapeli odpowiada:
    -Tak na szybko, z głowy mogę powiedzieć, że to będzie jakieś 5-6 tysiący złotych.
    Facet zaskoczony:
    -Co? Za muzykę???
    Na to manager mówi:
    -Powiem panu tak… Proszę zadzwonić do hydraulika i poprosić, by 6 fachowców pracowało dla pana od 18 do 4 rano w sobotni wieczór. Cokolwiek panu powiedzą – zagramy za połowę tego!

    P.S
    Drodzy młodzi wykonawcy (mówie do gatunku męskiego) zanim wejdziecie na długie godziny do studia wkładajcie swieze ubrania, w szczególności skarpetki, i nie przychodźcie w tramkach….plissss

    Pozdrawiam wszystkich twórców 🙂

    • Sugerowanie, że Wienio to noskill, a nie dobry raper

      >Dlaczego od Raashan’a, Abradab’a, Vienia, Te-Tris’a itd. nie usłyszałem tego je….ego “panie akustyku”….no właśnie, czyżby wyznacznik klasy?

      Czyżbyś ich nigdy nie spotał? Może Vienia, Daba, Tetrisa, ale Raashana? Śmiem wątpić.

    • Niestety wielu muzykow (nie tylko raperow) ma mgliste pojecie o pracy w studiu, nagrywaniu i calym she-bangu z tym zwiazanym. Zdecydowanie polecalbym im zachowanie sporej ilosci pokory, bo czasem odnosze wrazenie, ze swoim co-to-nie-ja rekompensuja braki w podstawach 🙂

  12. Trociniak

    Napiszę jeszcze jedną zasadę, która może oszczędzić przykrości i straty czasu. Zawsze przed wejściem do studia trzeba wyregulować dokładnie gitary, bo później jest problem. Niby wcześniej wszystko brzmiało dobrze na próbach, a później się okazuje przy nagraniu, że jedna gitara nie brzmi dobrze z drugą, z basem tak samo. Szczególnie trzeba uważać ze sprzętem pożyczanym na chwilę, który podobno jest wyregulowany 🙂

    • Wiadomka, ze podczas wchodzenia do studia, sprzet musi byc w mozliwie najlepszym stanie – tak samo jak muzyk 😉

    • Kiedyś, lata świetlne temu nagrywałem na tzw. setke demo zespołu, który jak to kiedys bywało grywał na wszystkich morzach świata zatrudniony przez PAGART. “Chłopcy” z lekko posuniętym wiekiem a co za tym idzie i doświadczeniem muzycznym zaczynają grać, a mnie w reżyserce coś nie stroi, wiec iterkomem mówie ze poprawcie strój. Nastroili sie, kolejne takty lecą a tu dalej cos nie stroi, wiec znowu mówię coby sprawdzili strój. Za trzecim razem mówię im, ze od początku sporo nie stroją, jakby cały ton, na co szanowni klezmerzy oburzyli się, ze niby ja się nie znam, oni to grają już tyle lat i…. no własnie “i”…. gitarzysta rzucił mimo chdem “gram to od lat w G-dur, na co basista do niego, co Ty pier….sz od zawsze gramy to w F-dur….. wiec po krótkiej wymianie życzliwości miedzy sobą, w końcu udało nagrać się poprawnie demu utworu na “setke” 🙂

    • Dosc ekstremalny przypadek. Ten lekko posuniety wiek chyba dosc wyraznie wplynal na sluch tych panow… 😉

  13. Boss DS-1, nie dość że szumi i ‘wali siarą’ (czyt. za dużo wysokich częstotliwości) to jeszcze ludzie sie o niego potykają…

    • True story… 🙂

    • Zawsze można eq zapiąć. DS-1 fajnie brzmi, a i teraz promocje na niego są, podobnie jak na wszystkie inne kostki BOSSa.

  14. Ja tam jakis problemow BHP nie mam, choc ostatnio przestawiłem biurko ze sprzetem i monitory zaczeły pykać, podłączone są na oddzielne gniazdka wiec dziwne.
    Ogolem co do muzyków to problemow nie mam, wiedzą jakie mam zasady i zawsze sie pytają np. czy mogą “wypic piwko”, wodę sam daje żeby nie zaschło przed majkiem (to podstawa).

    Lecz wkurza mnie zapluty pop-filtr i nie stosowalem wymiennych nauszników na sluchawki i niestety zobaczylem na nich brązowy brud.

    Tak więc zachecam do kupna “jednorazowych” nakładek na słuchawki, moze nie wyglądają “pro” ale nie każdy przychodzi z czystymi uszami niestety a przez miodek w uszach tracimy pewnie troche zakresu wysokich częstotliwości hehe 😀

  15. Igorze a odnośnie higieny pracy. Trzeba czyścić membrany w monitorach :D? Głównie chodzi o kurz :D. Jeżeli tak to jak często i czym :D? Ja dość nieśmiało do tego podchodzę i raczej wolę przywalić dobry bit :D.

    A np. warto raz na jakiś czas rozkręcać sprzęt i odkurzać? np. duży interface czy pianino 88 młoteczkowe? Trochę lat minęło i chyba zrobię taki zabieg. Oczywiście założenie jest, że bez awaryjnie się rozkręci i skręci :D.

    • Mozesz je przedmuchac sprezonym powietrzem z zewnątrz – tak czesto, jak zobaczysz, że się zakurzyły. Co do hardware’u – myślę, że nie zaszkodzi. Ja tak kompa staram się w miarę regularnie oczyszczać.

    • Dziękuję za odpowiedź :). Sprężone powietrze jest przydatne:D, ale nigdy nie pomyślałem by do monitorów użyć :D.

      Tym czasem biorę się za pianino. Kilka tygodni temu bratanek wsypał mi do niego sól i obawiam się, że rozpuściła się już… A dzieciak ma talent 3 lata i już ma kilka produkcji ! 😀

  16. Mam kolejne pytanie z pogranicza BHP. Jestem początkującym realizatorem. Umówiłem się z zespołem na rejestrację śladów do 10 utworów, które będą miksowane w studio z dużo większym doświadczeniem niż moje.Nagranie instrumentów poszło sprawnie. Schody zaczęły się przy wokalach. W efekcie podziału śpiewanego/mówionego/krzyczanego/szeptanego tekstu na frazy/takty/zgłoski/artykulacje (każda fraza po 6-7 ujęć) powstało ok. 50 śladów wokalu do każdej piosenki. I tu rodzą się pytania: otóż, umówiłem się na stawkę godzinową za rejestrację. Teraz należy wszystko przesłuchać, powybierać. Odrzucić te, które nie pasują do wyobrażenia artysty. Kto ma to zrobić? Czy jest to czynność przypisana do rejestracji? Kto wykonuje edycję: ja czy studio, które będzie wykonywało miksy?. Czy są na rynku jakieś reguły w tym względzie ?

    • rufinmusic

      Moje zdanie jest takie, że skoro się umawiałeś na rejestrację, to swoją robotę zrobiłeś. Edycja śladów, to już część miksowania… 🙄 Następnym razem musicie się konkretniej dogadać, ale możesz przecież zrobić tą edycję za dodatkowa kasę, to przecież, Twój czas, Twoja praca…

    • Jacek – takie rzeczy trzeba ustalać na początku, żeby nie było później nieporozumień. Powiedz klientowi, że jest 50 śladów do wyboru i ktoś tą pracę zrobić będzie musiał – czy Ty, czy osoba miksująca. Na Twoim miejscu wziąłbym to jednak na siebie za dodatkową opłatą (w sensie swoją stawkę godzinową) i nawet zrobił to w obecności klienta, jeśli by sobie życzył przy tym być. Nie powinno to zająć dłużej niż 1-2 godziny. Dla mnie nie jest to ani część rejestracji, ani miksowania, tylko edycji – a o tym, jak mniemam nie było wcześniej z nim rozmowy? Wziąłbym to dlatego na siebie, bo osoba miksująca powinna dostać “gotowe” już ślady (ostateczne wersje, wybrane najlepsze ujęcia, etc.), z których ma zbudować miks, a nie ślęczeć nad wybieraniem spośród 50 take’ów… Z mojej perspektywy tak to wygląda. Jako mikser nie podejmuję się miksu, jak dostaję po 5 wersji każdego śladu, każę zespołowi/producentowi/komukolwiek w poprzednim etapie – wybrać ostateczne ślady (wersje), które mają się znaleźć w miksie i kropka 🙂

  17. Dziękuję za odpowiedzi, tak właśnie zrobię.

Zostaw komentarz