Wpływ Specyfiki Instrumentów Na Brzmienie Naszych Produkcji, Cz. 1

Wielokrotnie podkreślałem na blogu, że jedną z najistotniejszych rzeczy w ostatecznym brzmieniu naszych produkcji i miksów nie jest to, jakich użyjemy wtyczek lub zewnętrznych procesorów do obróbki, do jakich sztuczek się uciekniemy czy na jakim sprzęcie nagramy nasz materiał.

Wiecie już doskonale o tym, że zawsze na szczycie tej listy znajdują się takie elementy, jak sama kompozycja, odpowiednie zaaranżowanie utworu, jego wykonanie przez muzyka, klasa instrumentu, który chcemy zarejestrować i technika gry. I tymi dwoma ostatnimi elementami z całej układanki zajmiemy się dzisiaj.

Niezależnie od tego, czy mówimy o prawdziwym, czy o wirtualnym instrumencie, jego specyfika (budowa, klasa, możliwe techniki grania) w bardzo dużym stopniu determinują to, jak ostatecznie zabrzmi taki ślad – i to nie tylko w solo, ale i w kontekście całego miksu. Dziś zajmiemy się prawdziwymi instrumentami, a w drugiej części artykułu porozmawiamy między innymi o partiach wirtualnych.

Instrumenty a dźwięk

Nie sposób tu oczywiście wymienić i opisać każdego instrument na ziemi, ale postaram się w skrócie nakreślić, jak wygląda sytuacja z tymi najpopularniejszymi. A jeśli na swojej drodze napotkacie kiedyś mniej znany lub rzadziej używany instrument, to przed jego nagraniem proponuję zrobić szybki przegląd informacji dotyczących tego, w jaki sposób generuje on swoje brzmienie, jaka jest jego motoryka, dynamika i tym podobne rzeczy. Dodatkowo, warto podpytać samego muzyka o takie szczegóły, bo kto jak kto, ale on sam też powinien przecież mieć o tym całkiem niezłe pojęcie.

Żeby ten artykuł nie był zbyt nudny, nie będę się rozwodził nad najmniejszymi szczegółami budowy konkretnego instrumentu, bo to możecie sobie zawsze sprawdzić we własnym zakresie, a poza tym, jest to coś, na co nie mamy już zbytnio wpływu. Jeśli już będzie konieczność, to tylko krótko wspomnę o budowie w konkretnej sytuacji, ale dla nas istotniejszym aspektem tej całej kwestii będzie dzisiaj to, jak różne techniki gry wpływają na osiągane brzmienie.

Możecie przez chwilę pomyśleć, co to ma wspólnego z realizacją dźwięku, skoro mowa o technice gry. Otóż ma. I to o wiele więcej niż by się nam mogło wydawać. Jeśli sami jesteśmy jednocześnie muzykami i realizatorami – to chyba jest to oczywiste. Jeśli jednak tylko nagrywamy jakiegoś muzyka w swoim studiu, to w zależności od jego stopnia zaawansowania w grze na swoim instrumencie, zawsze możemy służyć bardzo cenną radą dotyczącą konkretnej techniki gry, która może mieć kolosalny wpływ na to, jak dana partia zabrzmi później w kontekście reszty śladów. A to, jakby nie było – przecież nasza działka. Więc do rzeczy…

Muzyk i Instrument

Można i wręcz trzeba przyjąć, że między muzykiem a jego instrumentem musi mieć miejsce coś w rodzaju specjalnej więzi. Tu powinna tworzyć się jakaś jedna, spójna całość, czego efektem będą piękne dźwięki wydobywające się z tego instrumentu za sprawą palców lub ust artysty. To jest niepodważalne. Zauważcie bowiem pewną zależność – jeśli muzyk jest nienajlepszy, a ma w rękach przykładowo genialne skrzypce Stradivariusa, to mało jest prawdopodobne, żeby uzyskał powalające brzmienie, czyż nie? Będzie dużo niedociągnięć, „skrzeczących” i piszczących artefaktów, błędów, itp. Jeżeli więc jeden biegun tego „partnerskiego związku” leży i kwiczy, to wyniki będą niestety słabe.

Teraz druga strona medalu – utalentowany muzyk ze słabiutkim instrumentem. Na pewno jest to sytuacja korzystniejsza niż wariant pierwszy, bo jeśli ktoś ma naprawdę niezłe pojęcie o graniu, to i na plastikowym ukulele może zrobić muzykę. Jego technika, kontrola i ekspresja przewyższą braki w konstrukcji „cuda”, które trzyma w rękach. Ale nie oszukujmy się – jeśli chcemy, aby końcowy rezultat był naprawdę wart zachodu, to obie strony tej relacji powinny trzymać poziom. Bo nawet najlepszy muzyk nie ukryje tego, że jego plastikowy instrument ma poważne problemy z trzymaniem stroju, tak samo, jak nawet najlepszy instrument w rękach amatora zabrzmi jak przysłowiowy paździerz.

Przechodząc na chwilę do świata instrumentów wirtualnych – tutaj ta zasada ma dokładnie to samo zastosowanie – choćbyśmy mieli najlepszy kontroler na świecie i genialnie brzmiące biblioteki, to jeśli nie umiemy płynnie grać na klawiszach czy padach, wynikiem zawsze będzie „padaka”. Istnieją wprawdzie możliwości „podciągnięcia” takiego wykonania po fakcie w DAW, ale wtedy ryzykujemy uzyskaniem bardzo „robotycznego” brzmienia. Głębszą edycją i humanizacją takich partii może zajmiemy się kiedy indziej, ale TUTAJ znajdziecie filmik, w którym pokazuję podstawy tego procesu na przykładzie wirtualnej perkusji.

I to samo od drugiej strony – nawet bardzo zdolny muzyk, który zawodowo gra na klawiszach czy elektronicznej perkusji, ale do dyspozycji ma tylko „kwadratowe” i siermiężne brzmienia, które kojarzymy z początkami kariery MIDI – nie uzyska ścinających z nóg wyników (no chyba, że celujemy akurat w takie syntetyczne brzmienia).

Artykulacja a Aranżacja

Technik gry na każdym instrumencie jest oczywiście kilka. I nie mówię tu koniecznie o tym, że pudła rezonansowego gitary mamy używać jako bębna (choć oczywiście można), ale o tym, że sposób grania i wyzwalania dźwięku z danego instrumentu mocno wpływa na finalne brzmienie. Jeśli więc aranżujemy utwór, w kórym dla przykładu jest sporo partii klawiszowych, to postarajmy się o to, aby poza samymi brzmieniami, różnicowały te partie także techniki gry. Niech jedna będzie długa i pociągła, inna krótsza – urywana, jeszcze inna niech się lekko kołysze, etc. Inny przykład – utwór z dużą ilością gitar. Niech jedna czy dwie grają pociągnięcia po wszystkich strunach akordów, inna w tle niech gra nibijane, tłumione dźwięki, jeszcze inna jakąś charakterystyczną melodię, czy coś w tym guście. Nie dość, że znacznie to wzbogaci nasz utwór, to dodatkowo nie będziemy mieli jednej, niewyraźnej papki, zlepka tak samo brzmiących i w ten sam sposób zagranych partii.

Niezależnie od tego, czy mówimy o sytuacji, gdzie sami jesteście muzykami lub tylko nagrywacie innych, a także od tego, czy gracie na prawdziwej gitarze, czy na tej wirtualnej wewnątrz DAW – informacje poniżej powinny Was naprowadzić na to, jak można manipulować artykulacjami, tym samym zmieniając charakter i brzmienie swoich ścieżek, co będzie miało pozytywny wpływ na wiele aspektów produkcji całego kawałka.

Skrzypce, wiolonczele i inne smyki…

Tutaj najistotniejszym elementem będzie to, jak mocno przyciśniemy smyczek do strun, w którym miejscu będziemy nim po strunach pociągać oraz jak szybkie ruchy będziemy nim wykonywać. Te trzy elementy będą najbardziej znacząco wpływać na to, jaki „kolor” czy charakter brzmienia uzyskamy. Jeszcze jedną, istotną kwestią w tego typu instrumentach jest to, że przesuwając smyczek po strunach, czujemy pewien opór pod palcami, który jeśli zbyt duży (za lekko gramy, za szybko go przesuwamy, za blisko mostka gramy), spowoduje ten nieprzyjemny „pisk”, który kojarzy nam się z sytuacją, gdy ktoś po raz pierwszy chwyta za skrzypce. Są to oczywiście rzeczy, które każdy skrzypek powinien mieć w małym palcu, ale warto wiedzieć o tym, że kontrola smyczka to podstawa. Druga rzecz to oczywiście umiejętność układania palców w odpowiednich miejscach na gryfie. W odróżnieniu od gitary, na skrzypcach nie uświadczymy progów, więc dokładne odnajdywanie dźwięków wymaga sporo praktyki. Jeśli będziemy nawet kilka milimetrów od pożądanego miejsca, skończyć się to może sporym odchyłem od docelowej wysokości dźwięku. Ale chociażby dzięki temu możemy samodzielnie stosować piękny i naturalny efekt vibrato, czyli jedną z najbardziej charakterystycznych artykulacji występującą w grze na tym instrumencie…

Trąbki, puzony, saksofony…

W tym przypadku liczą się takie rzeczy, jak kształt ust (i całej buzi, a czasem też praca językiem) oraz to, jak mocno będziemy wdmuchiwać do instrumentu powietrze – im mocniej dmuchamy, tym słyszymy więcej harmonicznych. Kontrola oddechu i ułożenia warg wymaga sporej wprawy i jeśli mamy z tym problem, to zbyt wiele w kwestii różnorodności brzmienia póki co nie osiągniemy.

Gitary, banjo, mandoliny…

Podobnie, jak w przypadku „dęciaków”, im mocniej szarpniemy strunę lub pociągniemy po niej kostką, tym głośniejsze będą harmoniczne (oprócz ogólnie wyższego poziomu/głośności, rzecz jasna). Dodatkowo, im bliżej mostka te struny uderzymy, tym znów, zmieni się stosunek częstotliwości fundamentalnych do generowanych harmonicznych. Z kolei, jeśli skierujemy się bliżej gryfu i zaczniemy dotykać strun na wysokości pudła rezonansowego, tym dźwięk będzie miał tych harmonicznych mniej. W zależności od tego, na której strunie zagramy dany dźwięk (o tej samej wysokości) – też zauważymy różnicę. Dla przykładu – pusta struna D zabrzmi zupełnie inaczej (naturalny, lekki i „otwarty” dźwięk), niż dokładnie ten sam dźwięk zagrany na 10-tym progu struny E (ciężki i stłumiony) – przynajmniej ja to w ten sposób słyszę. Niektórzy mówią też, że brzmi to tak, jak by podczas grania na grubszej strunie, zapięto filtr dolno-przepustowy, czyli odcięto sporo wysokich częstotliwości. Obie interpretacje mają jak najbardziej sens.

Tutaj, tak samo, jak w przypadku smyczkowych, zawsze czujemy pewien opór pod palcami, które dociskają struny do progów i jeśli nie będzie wystarczającego nacisku z naszej strony, nie wydobędziemy z danej struny pełnego dźwięku tylko jakieś krótkie, „martwe” wręcz ‘pstryknięcie’ albo ‘brzęknięcie’ struny o sąsiadujący próg.

Ogólnie wiemy o tym, że im nasza technika gry jest lepsza, a precyzja większa, tym lepsze osiągniemy rezultaty. Ale czymś w rodzaju kolejnego etapu wtajemniczenia w grę na konkretnym instrumencie jest umiejętność wprowadzania i manipulowania wszelkimi dostępnymi artykulacjami. Urozmaicenie gry różnymi technikami i wiedzą o tym, jak, gdzie i kiedy je stosować, to znak rozpoznawczy dobrego muzyka.

Teraz przyjrzyjmy się jeszcze pewnemu podziałowi instrumentów, który będzie świetnym drogowskazem do tego, jak można podchodzić do ich rejestracji, a także wprowadzi nas w świat różnych artykulacji. Mówimy tu o dwóch grupach instrumentów, które znacznie się od siebie różnią pod względem długości utrzymującego się dźwięku, który wygenerują, a co za tym idzie – możliwości wprowadzania artykulacji podczas jego wybrzmiewania. Bo jak już się zapewne domyśliliście, artykulacje to nie tylko to, w jaki sposób inicjujemy dźwięk, ale także to, co z nim robimy w trakcie jego trwania.

    • Instrumenty z krótkim wybrzmiewaniem

To te, w których dźwięk/nuta jest wygenerowany raz (poprzez uderzenie jednego obiektu w drugi) i zanika dość szybko w naturalny sposób, a muzyk nie ma możliwości kontrolowania brzmienia na etapie wybrzmiewania (poza skróceniem). Przykładem mogą tu być różnego typu instrumenty z mocnym atakiem i transjentem i stosunkowo szybkim zanikaniem – pianino (bez wciśniętego pedału sustain), gitary akustyczne, talerze perkusji, bębny, grzechotki. Zakładając, że nie używamy w tej sytuacji żadnych wzmacniaczy czy efektów, raz uderzony dźwięk po chwili ucichnie.

    • Instrumenty z długim wybrzmiewaniem

To te, w przypadku których mamy sporo kontroli nad cechami wybrzmiewania dźwięku – pod względem samej długości wybrzmiewania, głośności wybrzmiewania, charakterem wybrzmiewania (np. wspomniany efekt vibrato). Tutaj znajdziemy takie instrumenty, jak skrzypce, puzon czy nawet… syntezatory wszelkiej maści. Za przykład weźmy skrzypka, który może przesuwać smyczek po strunach bardzo „miękko” i lekko, po czym może podnieść poziom zwiększając prędkość smyczka albo zwiększyć „jasność” brzmienia zbliżając smyczek bliżej mostka i na koniec dodać vibrato, którego prędkość również może być na bieżąco modyfikowana. Dźwięk z jego różnymi elementami będzie wybrzmiewał dotąd, aż muzyk zdecyduje się zdjąć smyczek ze strun.

Najciekawsze w tym roboczym podziale (do którego nawiąże także w drugiej części wpisu) jest to, że na instrumentach z pierwszej grupy można w niektórych sytuacjach grać, jak by w rzeczywistości należały do drugiej grupy i na odwrót – np. „marszowe” granie tremolo na werblu, gdzie głośność, kolor i intensywność możemy kontrolować siłą uderzania i miejscem, w którym uderzamy. Werble należą do pierwszej grupy, ale ponieważ tremolo to bardzo szybka seria krótkich uderzeń, w rezultacie otrzymujemy niejako ciągły “szum” werbla. Podobnie z gitarami, banjo czy innymi mandolinami – możemy bardzo szybko piórkować kostką w górę i w dół na jednej strunie i także kontrolować głośność i intensywność wybrzmiewania przyspieszając lub piórkując mocniej – nie zmienia to faktu, iż te instrumenty również należą do pierwszej kategorii, ale dzięki zastosowaniu konkretnego stylu gry potrafią wybrzmiewać o wiele dłużej.

Dla kontrastu – instrumenty z drugiej grupy, jak chociażby wspomniane skrzypce, mogą wprowadzać charakter perkusywny, jeśli tylko zaczniemy grać techniką staccato (bardzo krótkie ruchy smyczkiem z natychmiastowym oderwaniem go od strun) lub pizzicato (szarpnięcia strun palcem).

Podsumowanie

Możemy jeszcze mówić o masie innych, charakterystycznych dla różnych instrumentów artykulacjach, technikach i zabiegach (tłumienia, alikwoty, rimshoty, „duszki”, klangi, slapy, hammer-ony i pull-offy, podciąganie, legato, glissando, crescendo, tapping, czy kontrolowane sprzężenia i wiele innych). Te wszystkie elementy stanowią o unikalności brzmienia danego instrumentu, wpływają na ekspresję, realizm i w końcu – emocje słuchacza. Jak wiemy, bez tego muzyka byłaby pusta, płytka, nudna i jednostajna. Dlatego należy z tej wiedzy korzystać i nawet wtedy, gdy nie mamy pod ręką realnego instrumentu lub po prostu natura nie wyposażyła nas w talent do grania i korzystamy z wirtualnych odpowiedników – miejmy koniecznie te rzeczy na względzie pisząc nasze utwory.

W drugiej części artykułu przyjrzymy się temu, jak z tej wiedzy korzystać w naszej codziennej pracy muzyczno-realizatorskiej.

Zostawić komentarz ?

40 Komentarze.

  1. Jednym słowem – Trza umieć grać !

  2. “nawet najlepszy instrument w rękach amatora zabrzmi jak przysłowiowy paździerz.” czuję się w jakiś sposób odpowiedzialny za rozpropagowanie tego stwierdzenia przez Piotra Chancewicza 😀 W oryginale mówił on tak: “Gitary dzielą się na Gibsony i paździerze” 😆

    Kolejny świetny art. Gratuluję, naprawdę masz ciekawe pióro i wiedzę. Ja jestem zaszokowany, jak ładnie się rozwinął Twój talent i ile jego stron ujawniło się, a o których nie miałem pojęcia. Super!

    • Dzieki za dobre slowo, Panie eM. O ile mnie zawodna moja pamiec nie myli, to wlasnie Ty (po przygodach z mister Dzikim) rozpropagowales te ludowe slowa wsrod muzycznej braci 🙂

  3. jeszcze jedno. wyjątek zaprzeczający regule. Pianino jako instrument o krótkim wybrzmiewaniu. The Beatles – A Day in the Life ostatnie 50 sekund mamy to: http://youtu.be/P-Q9D4dcYng?t=4m20s Oczywiście jest to fortepian/pianino stojące w studio, natomiast oczywiście jest tu nałożone kilkanaście uderzeń aby wydłużyć dźwięk. Może się do jakichś rozważań ten przypadek Tobie przyda? W ogóle ja uwielbiam produkcje The Beatles i Led Zeppelin. Tam naprawdę bardzo dużo się dzieje jak człowiek ucho dobrze przyłoży.

    • Wyjatki zawsze beda. I to jest piekne w muzyce 🙂 Tak samo, jak wystarczy w syntezatorze z barwa jakiegos Pada wlaczyc Arpegio i juz bedzie bardziej podpadal pod pierwsza grupe. Kwestia skorzystania z wiedzy 🙂 Co do The Beatles i Led Zeppelin – jak najbardziej sie zgadzam.

    • rufinmusic

      A propos “A Day In The Life”: “The final chord was produced by all 4 Beatles and George Martin banging on 3 pianos simultaneously. As the sound diminished, the engineer boosted to faders. The resulting note lasts 42 seconds, and the studio air conditioners can be heard toward the end as the faders were pushed to the limit to record it.”

    • I nie tylko wentylatory słychać, ale jak się przysłuchasz, to szept wyłapiesz i przestąpienie z nogi na nogę lub skrzypiący stół 🙂

    • rufinmusic

      Tak, to także słychać 😆 Ja przytoczyłem tylko fragment wypowiedzi, kogoś kto TAM BYŁ 🙄

  4. Świetny artykuł:) 😀 . Zgadzam się w 100%. Dzięki porządnej i przemyślanej artykulacji uzyskujemy emocje. A głównie o to chodzi w muzyce. :)czyż tak nie jest?!:) I też warto podkreślić, że od początku trzeba o to dbać i nie zepsuć tego podczas miksu:) Pozdrawiam!!!

  5. ostatnio tak rozmyślałem i doszedłem do wniosku, że perkusja to wyjątkowy instrument, bo niezależnie od długości nuty, to zawsze brzmi tak samo 🙂

    stricte do tematu-zauważyłem, że najlepsze aranżacje, to połączenie długich i krótkich wybrzmiewań instrumentów, bo jedne są “rytmiczno-melodyjne” (krótkie), a drugie typowo melodyjne (długie); najprostrzy przykład; perkusja (krótkie), bas (krótkie), gitara rytmiczna (krótkie [jeśli grane rytmy z dużą ilością pauz, małymi nutkami]) i gitara prowadząca (długie wybrzmiewanie). składając wszystko do kupy mamy bardzo ciekawy utwór, bo w zasadzie wybrzmiewanie można zmienić na każdym instrumencie (pomijając perkusję) i utwór jest jeszcze ciekawszy.

    w ogóle, ostatnio doszedłem do wniosku, że gitara basowa jest instrumentem rytmiczno-melodyjnym, gdyż jest obok perkusji najważniejszym instrumentem rytmicznym, a zarazem ma melodię której w zasadzie nie ma perkusja, więc można powiedzieć, że bas jest łącznikiem między rytmem, a melodią-przynajmniej ja tak odbieram 🙂

  6. Apropo brzmienia, miałeś Igor może styczność ze słuchawkami KRK KNS 8400 i możesz napisać czy warte są swojej ceny ?
    Czy nadają się do mixowania muzyki, jeśli ktoś nie posiada monitorów i adaptacji akustycznej.

    • rufinmusic

      Taniej możesz kupić klasyczne już AKG k240 studio http://www.akg.com/site/products/powerslave,id,252,pid,252,nodeid,2,_language,EN,view,specs.html 😈 , lub AKG K 242 HD 😉

    • Ok dzięki, i zaraz się zajmę tym tematem 😉
      W jakim celu mi to podałeś, są konkurencyjne względem KRK, czy adekwatne do ceny ❓
      W tej chwili mam do nagrywek Brainwavz HM3, gdyż dałem za nie 108pln 😉

    • @Endriu – sluchawek KRK nie slyszalem, wiec nie wystawie im laurki. Natomiast AKG K240 (z tym, ze model MK2) sluzy mi juz od jakiegos czasu i calkiem to przyjemny zestaw i gra w miare rowno. Ale jako jedyny odsluch, sluchawki to troszke za malo, przynajmniej dla mnie.

    • Ok, dzięki Igor.
      Zobacz ten namiar:
      http://www.amazon.co.uk/AKG-K240-MKII-Circumaural-Headphones/dp/B0016MNBAM/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1363782997&sr=8-1
      Są to właśnie wymienione przez Ciebie MKII.
      Warto je nabyć do mojego Scarlett 2i2 (kiedyś będę miał monitory, na razie muszę kupić nowe słuchawki, gdyż te Brainwavz mają 1.3m kabla…) czy może polecasz mi coś innego w tej cenie, gdyż jak widzisz na amazonie dam pewnie mniej niż w PL (darmowa wysyłka do nas), choć jeszcze poszukam oczywiści i u nas dobrej ceny 😉

    • Mi one odpowiadaja. Sa niezlym punktem odniesienia. Moesz jeszcze ewentualnie sprawdzic Beyerdynamic DT 990 Pro. Brzmia troche masywniej, ale mniej naturalnie – w mojej opinii. Tak naprawde w tym zakresie cenowym wiekszosc sluchawek trzyma jakis przyzwoity poziom i jesli tylko sie ich nauczysz, to powinno na jakis czas Ci wystarczyc. Monitory, tak czy inaczej w koncu kupic bedzie trzeba 🙂

    • Mr. White

      Ja często miksuję tylko na AKG k240 Studio, i da się coś tam wykręcić, możesz posłuchać moich miksów klikając na moją ksywkę. Pozdrawiam.

    • Bardzo chętnie ogarnę, podaj tylko tytuły mixów właśnie na K240 😉
      No chyba że wszystkie z tego SC 😀

    • I jeszcze jedno, na nich idzie nagrywać, czy będzie się przebijał podkład do majka ?
      Bit daje przeważnie na jakieś -20/-25db względem oryginału, gdyż posługuję się Direct Monitoringiem, a ten niestety jest cichszy niż software’owy odsłuch wokalu 😉

    • Mr. White

      Ogólnie to wszystkie te kawałki były miksowane w oparciu o K240 i monitorków Alesis M1 Active 520, ale głównie polegam na K240 bo moje pomieszczenie nie jest w żaden sposób przygotowane akustycznie do miksowania. Niestety przy nagrywaniu jak to bywa z słuchawkami pół-otwartymi dźwięk będzie dochodził do mikrofonu i nagrywał się razem z Twoim wokalem.

    • rufinmusic

      ” Niestety przy nagrywaniu jak to bywa z słuchawkami pół-otwartymi dźwięk będzie dochodził do mikrofonu i nagrywał się razem z Twoim wokalem.” – wnioskuję z tego, że jak zdejmiesz słuchawki, to dźwięk nie będzie dochodził do mikrofonu i się nagrywał… 🙄

    • Mr. White

      tak masz absolutną rację, jak położysz słuchawki pod pościelą dźwięk nie będzie dochodził do mikrofonu 😎

  7. Jest też klasa dość ciekawych instrumentów, których wybrzmienie zależy od samopoczucia i stanu zdrowia, własnego jak i osób znajdujacych się wokół. Innymi słowy – dźwięk się z nich wydobywajacy – zmienia swoją charakterystykę spektralną i dynamikę w zależności od tego, co znajdzie się w zasięgu. I mówię o naturalnych instrumentach, nie elektronice.

    • Mozna by pdpiac pod ta kategorie rowniez struny glosowe 🙂 Ale mniemam, ze nie o tym mowisz? Rozwiniesz troche?

  8. Przykład 1: chińskie gongi (wietrzne, tamtamy). Nie są to gongi symfoniczne jak od paiste, mają inną charakterystykę zachowań, żeby była jasność. Przykład 2: niektóre typy mis dźwiękowych.

    Już tłumaczę jak to działa, żeby nie było hohus pokus. Tego typu instrumenty, są jak wielkopowierzchniowe membrany (coś a’la typu głośnik-mikrofon), które wzbudzone do grania – emitują dość silne pola akustyczne. Gdy pole akustyczne napotyka na opór (zwykle w jakimś paśmie), dźwięk albo wraca, albo tłumi (zniekształca) falę, i tym samym membrana jako część środowiska akustycznego – zmienia swoje parametry wybrzmienia. Takie akustyczno-mechaniczne biosprzężenie zwrotne.

    Przykładem z elektroniki byłby np. eterofon (Theremin), a nowsze gadżety są sterowane np. laserowo.

    • Akurat Theremin i wywijanie nad nim lapskami jest mi znane 🙂 Z reszta nie mialem stycznosci, ale te misy brzmia bardzo interesujaco! Dzieki za ciekawe info.

  9. Tylko z gongami uważaj, bo ludzie czasem bez opamiętania walą (coś jak duzi chłopcy, co lubią duże samochody). 🙂 A to potrafi być takie 110 dość rezonansowych decybeli wydobywające się w sposób ciągły z powierzchni o średnicy 1 metra. Kilka takich w pomieszczeniu robi niezły jazgot. 😀

    • Ja rozumiem, że to miało być ku przestrodze, ale niestety zadziałało odwrotnie i mnie teraz bardzo zachęciłeś 😉

    • 😀

      Akurat hałas wbrew pozorom nie jest problemem (aczkolwiek powyżej pewnego progu gongi są po prostu hałaśliwe, efekt o którym wspominałem jest przy mniej inwazyjnym graniu). Tylko znajdź kogoś dobrego w tym fachu.

      Ciekawostką jest to, że na takich gongowych seansach – im głośniej grają, tym bardziej ludzie… chrapią/śpią. Z pozoru czary mary ale ma to swoje uzasadnienie w konstrukcji dźwięku i pewnych mechanizmach fizjologicznych.

      Powodzenia!

  10. Łukasz-ale-nie-Igor

    Hej

    Może to nie jest odpowiednie pytanie pod tym artykułem. W skrócie: Jak sprawić, by dźwięki gitary potraktowanej przesterem były od siebie oddzielone. Inaczej pisząc, żeby uniknąć miazgi grając ósemki czy szesnastki. Nie potrafię, nawet grając tłumieniem na mostku sprawić, że jest kontrast, że każde uderzenie jest słyszalne razem z sekcją rytmiczną. Wychodzi mi jedno wielkie szszszszsz ledwo zachaczająceo rytmikę.
    Pozdrawiam i przy okazji jeszcze raz dziękuję (chyba, że do tej pory to było tylko w myślach) za ten blog!

    • Poczytaj trochę artykuły z gitarami i komentarze pod nimi, pewnie znajdziesz jakieś pomysły.

      Ogólnie to różne rzeczy mogą Ci pomóc i to na każdym etapie tworzenia. Samo ustawienie dźwięku to dużo ale spróbuj np. dodać ślad czystej nieprzesterowanej gitary tej samej partii. Zawsze też jest EQ.

    • rufinmusic

      Może zmniejsz sustain 😆

    • Również możesz pościągać wszelkie efekty (o ile są zapięte), zmniejszyć przester, grać dokładniej.

  11. Mam takie pytanie, ostatnio widze często takie “budowle” na kick’ach, nie moge za bardzo pojąć co to jest? 🙂 https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/169160_368429493240051_1756326358_o.jpg

    • To jest mały ‘tunel’, który ma minimalizować przesłuchy z innych elementów perkusji na ścieżcę stopy.

  12. Hej! Ogólnie wszystko fajnie, ciekawy artykuł,. tylko nie rozumiem tych triol na werblu. Przecież to tylko forma podziału, np w tempie 120 BPM w metrum 4/4 to triole będą wolniejszymi(rzadszymi) uderzeniami niż np. 16 – stki czy 32 – ki. Więc nie rozumiem, jak triola może być formą artykulacji czy wydobywania dźwięku 🙂 Jeśli mój tok myślenia jest błędny proszę o sprostowanie i pozdrawiam 🙂

    • Masz jak najbardziej rację! Pokiełbasiłem z dociskowym tremolo… Tekst poprawiłem i obiecuję już nie pisać postów po nocach 🙂

Zostaw komentarz