“Jakość” Cyfrowego Dźwięku, Cz. 1

Powoli zamykamy cykl artykułów o teorii cyfrowego dźwięku i jako ostatni temat z tej kategorii chciałem poruszyć kwestię jakości cyfrowego dźwięku w zderzeniu z jakością dźwięku analogowego.

Dla jasności, chodzi o różnice w nagrywaniu i miksowaniu w domenie cyfrowej, czyli w środowisku DAW lub ewentualnie zewnętrznych rejestratorów, a nagrywaniu na taśmę magnetofonową i miksowaniu za pomocą zewnętrznych procesorów. Bynajmniej nie chodzi mi tu o dowiedzenie, który z tych światów jest lepszy, bo jak wszyscy wiemy, w każdym z nich możemy osiągnąć piękne nagrania.

Bardziej chciałbym się skupić na zaszlachtowaniu przekonania o tym, że tylko nagrywanie na taśmę i używanie lampowego czy innego „vintage’owego” sprzętu daje nam ten „niepowtarzalny” smak i jeśli chcemy brzmieć profesjonalnie, to musimy nasze produkcje nagrywać analogowo…

Niektórym może się to wydać dziwne, ale naprawdę wiele osób uważa, że „analog” to jedyne słuszne rozwiązanie, a cyfra brzmi źle, zimno, bez charakteru, itd. Podobne mity dotyczą tego, że aby uzyskać tłusty dźwięk, trzeba korzystać ze sprzętu lampowego. Mało tego, spotkamy się także z opiniami, że dźwięk analogowy jest wierniejszy oryginałowi, czystszy, tłustszy i pełniej brzmiący, a obraz stereo jest szerszy niż w cyfrze. Może na początku swojej kariery, cyfra rzeczywiście pozostawiała co nieco do życzenia, ale te czasy już dawno odeszły i takie stwierdzenia są po prostu nie na miejscu… Mimo to, zagorzali fanatycy analoga do dziś jak mantrę powtarzają, że tylko analog da Ci „prawdziwy” i „tłusty sound”, a cyfra jest „be”…

Mity nadal krążą i mają się dobrze…

Ciężko mi stwierdzić, dlaczego tego typu opinie są wciąż podtrzymywane, ale wiem za to, że rozprzestrzeniają się niczym szarańcza, co głównie skutkuje tym, że początkujący i młodzi realizatorzy popadają w kompleksy nie mogąc sobie pozwolić na kupno prawdziwego analogowego sprzętu i winą za złe miksy obarczają wtyczki, które są złej jakości i nigdy nie dorównają analogowym „klockom”. Nie zrozumcie mnie źle – nic nie mam przeciw zewnętrznym procesorom. Sam kilka posiadam i jestem z nich zadowolony, ale większość rzeczy, do których są one zdolne, można bez problemu odtworzyć na wtyczkach. Serio.

Poza tym, zgodnie z tym, co napisałem na wstępie, nie mam zamiaru roztrząsać, co jest lepsze – analog, cyfra czy cokolwiek innego, co wynajdzie człowiek, bo jest to kompletna strata czasu. Na obu systemach da się osiągnąć świetne rezultaty, mało tego – na obu systemach można uzyskać niemal identyczne rezultaty. A przynajmniej na tyle podobne, że mało kto się pozna. Ale przejdźmy do konkretów.

Zacznijmy od sprzętu lampowego

Wiele osób, szczególnie młodych, przeżywa jakąś niezrozumianą fascynację klasycznym sprzętem analogowym, zwłaszcza lampowym, która najwidoczniej bierze się z tego, że na takim właśnie sprzęcie ich idole nagrywali najlepsze płyty. Ciężko jest wytłumaczyć niektórym amatorom domowego nagrywania (a wierzcie mi, coś o tym wiem…), że to nie sprzęt, którego użył ich ulubiony muzyk decydował o końcowym brzmieniu. Ale pomińmy ten aspekt…

Z tego typu sprzętem jest sporo kłopotów, ponieważ lampy próżniowe:

    • potrzebują odpowiednich warunków do pracy (napięcia)
    • szybko się zużywają i w końcu potrzebują wymiany
    • w miarę, jak się starzeją, zmienia się charakter brzmienia sprzętu, w którym operują
    • mają bardzo wysoką impedancję na wyjściu, więc większość wzmacniaczy lampowych zawiera transformator na wyjściu, który znacząco koloryzuje dźwięk (czy na dobre – to temat na oddzielną dyskusję…)

Fakt czy marketingowy bełkot?

Dodatkowy i najsmutniejszy z podpunktów to fakt, że w obecnych czasach producenci budżetowego sprzętu bardzo sprytnie wykorzystują naiwność młodych realizatorów i reklamują swój sprzęt jako „lampowy” (np. preamp mikrofonowy za 200zł), który rzekomo „nada Twoim nagraniom tego legendarnego, ciepłego i tłustego brzmienia”. Bla, bla, bla…

Przecież taki młodzik zobaczy w opisie, że jest „tube” i już żadny argument do niego nie trafi. Nie liczy się przecież, że jest tam zazwyczaj wstawiona jakaś tania imitacja lampy, a jeśli już jest tam rzeczywiście umieszczona, to i tak nie pracuje na optymalnym napięciu i z „toob”-soundu, robi się „kup-sound”. Już wyjaśniam – mniej niż optymalne warunki pracy, tuba z odzysku w Malezji o wartości dwunastu groszy, najtańsze okablowanie w plastikowej obudowie, słabiutkie parametry i podejrzanie niska cena, a taki delikwent naiwnie wierzy, że uzyska to mityczne i legendarne brzmienie? Trzymam kciuki 😉

Ale czytajcie dalej, bo zrobi się jeszcze ciekawiej…

Trochę żałuję, że nie urodziłem się kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat temu, bo byłbym naocznym i w pełni świadomym świadkiem rozwoju technologii nagrywania, może miałbym szanse nagrać kilka płyt na taśmę, pozmagałbym się z wszelkimi niedogodnościami i warunkami dalekimi od tych, które mamy dziś, itd. To na pewno wiele by mnie nauczyło. A z uwagi na to, że nie lubię nie wiedzieć, staram się czytać jak najwięcej w wolnym czasie i często są to tematy powiązane właśnie ze starszymi metodami zapisu dźwięku. Bardzo żałuję, że naprawdę rzadko uczy się dziś studentów, jak kalibrować magnetofon czy jak robić notatki podczas sesji i jaka to była ciężka i żmudna praca, a przy tym, jaka nauka.

Teraz każdy dzieciak może sobie kupić DAW, interfejs i mikrofon i twierdzić, że jest „producentem”. Tylko, że parę dni później, po przeczytaniu kilku wątków z forum z DJ-a-O-Borze, już wie, że musi sobie dokupić lampowy preamp firmy na B, bo to podstawa „tłustych nagrywek” 🙂 I tak się brednie szerzą. Po kilku miesiącach, nasz „świeżak” jest już zagorzałym fanem analoga i musi sobie sprawić kompresor do nagrywania wokalu, najlepiej lampowy. Na gwiazdkę oczywiście poprosił Mikołaja o mikrofon – zgadnijcie jaki… I tak uzbierał cały zestaw sprzętu „lampowego”. To nic, że nagrania brzmią tragicznie, pełno w nich szumów i strona artystyczna leży – to na bank wina sprzętu… Ale znowu zboczyłem z tematu.

Charakter czy Neutralność?

Gdyby każdy z adeptów realizacji dźwięku zobaczył, jak wygląda praca z taśmą, ile trzeba się napocić, żeby skalibrować 24 ślady w magnetofonie i jak trzeba mieć wyćwiczony słuch, by zrobić to precyzyjnie, jak czasochłonne i drogie jest serwisowanie sprzętu lampowego (i ogólnie – analogowego), to może kiedyś by w głowie takiego młodziaka zaświtało, że w tamtych czasach nie było czegoś takiego, jak pęd do lampowego brzmienia – był za to pęd jak najdalej od charakterystycznego, lampowego brzmienia. Zanim mnie wyśmiejecie i zaczniecie się zastanawiać, czego się nałykałem, pozwólcie że pójdę dalej i rozjaśnię.

Wtedy nie było innego sprzętu. Zanim jeszcze pojawiły się tranzystory, każdy mikrofon był lampowy, każdy wzmacniacz był lampowy, korektory były lampowe, kompresory były lampowe. Pogłos płytowy ważył kwadryliard ton i zajmował cały pokój. I mimo, że brzmienie tych rzeczy może nas urzekać, to praca w takich warunkach była trudna, bo non-stop coś nawalało, a ceny były horrendalne. Mało tego, ilość generowanych przez lampy zniekształceń, szumów i innych trzasków była ogromna.

Ludzie, którzy budowali w tamtych czasach sprzęt studyjny mieli jeden, jasno postawiony cel – osiągnąć możliwie najmniej “zabrudzone” brzmienie z możliwie najczystszym charakterem używając dostępnych komponentów i osiągnięć ówczesnej techniki. A że lampy z przejrzystością mają tyle wspólnego, co parówki z mięsem, to producenci godzili się na możliwie najmniejsze zniekształcenia, bo już czyściej się nie dało na lampach niczego zbudować. Oni chcieli budować sprzęt, który dodawałby do dźwięku jak najmniej wszelkich brudów, przesterów i zniekształceń, ich celem była neutralność brzmienia.

Taśma

Taka sama sytuacja miała miejsce z używanym wtedy nośnikiem, czyli taśmą magnetyczną. Myślicie, że takie firmy, jak Ampex, 3M, BASF czy Scully celowały ze swoimi produktami w „taśmowe brzmienie”? Ależ skąd! Ich marzeniem było wyprodukowanie taśmy, która dawałby największą możliwą transparentność i czystość sygnału. A że niestety ograniczały ich fizyczne właściwości taśmy, to zdołali dojść tylko do pewnego punktu. Myślicie, że gdyby uzyskanie wysokiej rozdzielczości i super-przejrzystości taśmy było osiągalne, to nie mielibyśmy teraz takowych taśm w sprzedaży? Nadal przecież można kupić taśmy. I mimo, że ich produkcja pewnie wkrótce wymrze ostatecznie, to do dziś nie dało się obejść ograniczeń tego nośnika…

Miksery

I ostatni przykład – wielkie konsolety, stołami mikserskimi zwane. Naprawdę uważacie, że takie sławy, jak Rupert Neve czy Dave Harrison zaczęły używać tranzystorów w obwodach po to, aby uzyskać konkretny „kolor” czy charakter brzmienia? Oni chcieli uciec od szumiących i nieprzewidywalnych lamp. Tranzystory i to, co dodawały od siebie do brzmienia, to był kompromis, bo bez nich tor sygnału był zbyt hałaśliwy i szumiący. Więc używali ich celem zmniejszenia szumów, czego efektem ubocznym było nieco podkoloryzowane brzmienie. Zrozumcie, że jeśli korektor Neve podczas podbijania jakiegoś pasma zniekształca czy „dzwoni”, to jest to efekt uboczny, bardziej wada produkcyjna wynikająca z ograniczeń komponentów, a nie jego planowana cecha!

Musielibyśmy uczestniczyć w takiej jednej, dużej sesji nagraniowej ze sprzętem w pełni analogowym i lampowym, żeby zrozumieć, jak wiele elementów mogło znienacka zrujnować nagranie i przysporzyć wielu kłopotów i niewygody. I nawet, jeśli udałoby się Wam dotrwać do końca bez spalenia się ze wstydu, to i tak nagranie wykonane w takich warunkach przez laika brzmiałoby o wiele słabiej pod względem szeroko rozumianej „rozdzielczości” (mimo „legendarnego sprzętu lampowego”) niż jakby wykonał je na prostym interfejsie audio w DAW.

Gdzie tkwi problem?

Niemal w każdej amatorskiej produkcji, którą mam okazję wysłuchać, powtarzają się dokładnie te same błędy i nie mają one nic wspólnego z tym, jakich użyto w sesji preampów czy mikrofonów, a już tym bardziej interfejsów. Zwykle leży albo aranżacja, albo sama kompozycja, albo fatalna akustyka pomieszczenia, albo złe wykonanie i brak ekspresji, albo brak elementarnej wiedzy, albo wszystko na raz… A młodzi ludzie ciągle obarczają winą swój sprzęt i pytają, czy powinni zainwestować w lampowy preamp, żeby poprawić brzmienie swoich nagrań. Jeśli myślicie, że jakiś klocek w torze sygnału napisze za Was lepszy utwór, lepiej go zaaranżuje, poprawi akustykę w pomieszczeniu i zaśpiewa za Was daną partię – to proszę bardzo. Będzie to ewenement na skalę całego Układu Słonecznego…

Podsumowanie

Serio, moi drodzy. Jeżeli utwór jest niewyraźny, miks ściśnięty, góra pasma charczy, a dół jest zamulony, to naprawdę nie dlatego, że nie użyliście vintage’owych przedwzmacniaczy, czy mikrofonu lampowego. Taka ślepa fascynacja brzmieniami przeszłości może być trochę zgubna. Magia tamtych nagrań wynika przede wszystkim z wielkiego talentu, jaki posiadali muzycy a nie rodzaju sprzętu na jakim nagrywano ich muzykę. Muzycy musieli dobrze zagrać i zaśpiewać, bo nie było Auto-Tune’a, Elastic Audio czy precyzyjnej i szybkiej edycji każdego aspektu audio. Inżynierowie natomiast starali się przezwyciężać ograniczenia wynikające z dostępnego wtedy sprzętu. W tamtych czasach nie chodziło o to, aby na siłę uwypuklać charakter jakiegokolwiek procesora, wręcz przeciwnie – kierowano się przede wszystkim w stronę jak najmniej zniekształconego dźwięku.

A teraz świat stanął na głowie – mając dostępną niewyobrażalnie wysoką rozdzielczość nagrań i jeszcze większą precyzję przetwarzania sygnału wewnątrz DAW, o której do niedawna ciężko było marzyć, początkujący realizator narzeka, że to ciągle jakieś słabe parametry są, że on musi mieć wszystko naj-naj-naj, „jakiś aliasing” mu przeszkadza, choć go nie słyszy i cała masa podobnych idiotyzmów. Ten sam człowiek w kolejnym zdaniu stwierdza, że musi mieć preamp lampowy (bo jego nagrywki nie są „tłuste”) i mikser analogowy, bo analog jest wierniejszy oryginałowi i ma “czystszy” dźwięk… Ja się pytam – z której strony??

I znów – nie róbcie przypadkiem nadinterpretacji moich słów – nie mówię, że analog jest „be”, bo nie jest! Jak się ma pojęcie, to można na nim zrobić super rzeczy. Tak samo na cyfrze! Nie znoszę po prostu pustego bełkotania o wyższości analoga propagowanego przy każdej okazji, a szczególnie przez młodych muzyków czy realizatorów, którzy w życiu się nawet nie zetknęli z taśmą, a często też nie mają pojęcia o podstawowych sprawach związanych z technikami nagrywania. Trochę rozsądku, per favore.

Dalszy ciąg i zamknięcie tematu w kolejnym artykule. Zanim jednak takowy się pojawi, chętnie poznam Wasze opinie w temacie – czy zamiana preampa na lampowy albo kupno kompresora do nagrywania wokalu (lub inne tego typu stwierdzenia) rzeczywiście wybawi nas od nietłusto brzmiących nagrań? I podkreślam na czerwono – nie dyskutujemy o tym, co jest lepsze, zostawmy to ludziom, którzy lubią tracić czas na takie dywagacje… Jak mi ktoś zacznie snuć wywody o wyższości jednego systemu nad drugim, to naprawdę zwątpię w to, że czytacie ze zrozumieniem…

Zostawić komentarz ?

82 Komentarze.

  1. Jestem zdania, że im wcześniej uzyska się dobre brzmienie tym lepiej. Po prostu, dotyczy to instrumentów akustycznych, elektrycznych jak i tych wirtualnych. Wchodzi w to dobra kompozycja, pomysł, wykonanie jak i dobre zrealizowanie nagrania czy zaprogramowanie brzmienia. Inaczej mówiąc jeżeli coś nie brzmi na sucho to mała szansa, że zabrzmi w ogóle. Neutralność cyfrowych nagrań jest bardzo wrażliwa na takie rzeczy stąd może taki trend dzisiaj do maskowania błędów za lekkim szumem i innymi “smaczkami”.

    W temacie jakości cyfrowego i analogowego dźwięku. Jak to się ma do syntezatorów analogowych i cyfrowych? Tutaj także dalej panują dziwne opinie, w podobnym tonie.

    • Dobre brzmienie u źródła to podstawa. Z resztą jest to temat, który był wałkowany w zeszłorocznym cyklu o tym, jak zostać lepszym realizatorem i w kilku innych postach 🙂 Co do syntezatorów, to zależy o czym konkretnie mówimy – miektóre modele brzmią rewelacyjnie i czasem ich cyfrowe odpowiedniki nie do końca odzwierciedlają oryginały – ale jedne i drugie mogą być genialne. Zależy, kto za sterami siedzi…

  2. Po pierwsze umiejętności i wiedza producenta czy miksera, potem cały sprzęt i pluginy. Osobiście nie posiadam sprzętu analogowego, nie wykluczam że jakiś będę posiadał jeżeli finanse kiedyś pozwolą, ale jedno mam cały czas w głowie: uczyć się słuchać szczegółów, uczyć się miksować, uczyć się jak dojść do brzmienia które mam w głowie, jak wykorzystać narzędzia które posiadam w 100%. Po co mi analog lampowy czy inna taśma jeżeli nie będę potrafił wysłyszeć niuansów brzmieniowych, które one zapewniają, a to właśnie o te niuanse w tym wszystkim chodzi. Może mi ktoś zarzucić, że przeczę sam sobie w tej wypowiedzi: “Jak docenisz niuanse brzmienia jeżeli nigdy nie słyszałeś analoga?”. Ano właśnie w ten sposób, że nauczę się słuchać tego co trzeba, a jak? używając pluginów, jeżeli ktoś nie jest w stanie usłyszeć niuansów brzmieniowych wtyczek, to tym bardziej nie będzie w stanie usłyszeć tego w analogu. Prosta kwestia porównać sobie klony jakiegoś klasyka, choćby LA2A, zmiksować kilka projektów z użyciem każdego z nich, nauczyć się jak tego używać i jakich sytuacjach i potem dopiero brnąć w analog.

    Mam nadzieję, że moja wypowiedź jest klarowna, myślę że można ją podsumować jednym stwierdzeniem: “najpierw wiedza i doświadczenie, a potem narzędzia” i tego staram się trzymać.

  3. Zgadzam się z przedmówcą. Jeśli coś ma zabrzmieć, to zabrzmi już na etapie nagrywania. Po odsłuchaniu takowej surowej sesji można zorientować się czy kawałek “siedzi”. To coś jak pierwsze wrażenie… albo nas dany utwór zauroczy albo nie. I faktycznie nie będzie to wina sprzętu ale popełnione błędy w sztuce, od kompozycji po wykonanie i nagranie. Proponuję zawsze mieć na uwadze jedno: mniej znaczy więcej 😉 i jeśli coś nie brzmi proponuję odejmować (czegokolwiek), np. wtyczek, ścieżek, dubli, efektów itd. niż dokładać kolejne wierząc, że to poprawi brzmienie, bo efekt będzie zupełnie odmienny od oczekiwanego. Lepiej nagrywać 3 miesiące i miksować 3 dni niż… nagrywać 3 dni i 3 miesiące edytować w nadziei, że coś się wreszcie “urodzi”, bardzo często w bólach 😛 Radzę zainwestować najpierw w siebie, swoje umiejętności – tzw. warsztat i przyzwoite instrumenty (najważniejsze żeby stroiły, bo nie muszą być wcale najdroższe i “TOP” 🙂 A wtedy nie straszne będzie realizowanie dobrze czy nawet świetnie brzmiących projektów. Pozdrawiam autora postu i wszystkich forumowiczów 😉

    • Idealnym przykładem na to, że jeśli coś ma zabrzmieć to zabrzmi już w etapie nagrywania są materiały puszczane przez Andy Jacksona na zeszłorocznym soundedit.

    • Piotr – zgadzam się z tym, co piszesz. Cały przekaz bloga skupia się głównie wokół tych pojęć 🙂

  4. Najlepszy polski artykuł nt pro audio ever!Brawo!

    • Haha! Najlepszy powiadasz? Nie przepadam za tym słowem, ale dzięki 🙂

  5. Mr. White

    Świetny artykuł, mnie też wkurza, że ludzie ciągle wczuwają się w sprzęt, zamiast po prostu szlifować swój warsztat, trzeba pracować, pracować i jeszcze raz pracować nad sobą, bo po co spać jak można miksować
    Pozdrawiam

    • Dokłądnie tak! “Po co spać, jak można miksować?” chyba już gdzieś słyszałem 🙂

  6. Krótko, treściwie i na temat.
    Producenci i sprzedawcy nie będą zadowoleni.

    “Najpierw pomysł potem realizacja” nie można liczyć na to że w trakcie nagrywania coś się urodzi.

    • Czy producenci i sprzedawcy nie będą zadowoleni? – Nie wiem… Ale wiem, że sprzęt, tak czy inaczej w końcu będzie potrzebny, więc jakaś straszna herezja się tu nie dzieje. Po prostu chcę, żebyśmy byli świadomi tego, co kupujemy i w czym pokładamy nadzieje.

  7. Wielkie dzięki za ten artykuł!
    Do tej pory kiedy czytałem wypowiedzi n/t porównania systemów cyfrowych i analogowych, zawsze wyłaniało się widmo mistycznej jakości analogów, gdzie dźwięk cyfrowy był(a właściwie: miał być zawsze “zimny”.
    Coś czuję, że komuś nie podoba się, że współcześnie praktycznie w zasięgu każdego jest sprzęt pozwalający nagrywać profesjonalnie brzmiące kawałki.

    • Mity zawsze będą nas otaczały, szczególnie w świecie realizacji i pro audio. A jak wszyscy wiemy, to nie sprzęt tworzy nagrania – tak nigdy nie było i nigdy nie będzie 🙂

  8. Witam.
    Artykuł – stzał w dziesiątkę.
    Ja wcześniej również byłem i jestem nadal podobnego zdania. Do tej pory myślałem, że tylko ja tak uważam i traktowałem moje zdanie jako prywatne i może zbyt oderwane odz rzeczywistości.
    Nie spierałem się z nikim na ten temat i jeśli ktoś uważał, jest bardziej “tłustszy”, tzn. jego analogowy dźwięk szanowałem jego opinię i z przymrużeniem oka traktowałem te rewelacje.
    Teraz widzę, że nie jestem sam w mojej opinii i dzięki za podbudowanie moralne w tej dziedzinie.
    Najbardziej poprawia mi humor rewelacyjny preamp mikrofonowy za 170 PLN ze znanego portalu aukcyjnego, hihihi.
    Z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły.
    Pozdrawiam.

    • Można zaryzykować stwierdzenie, że wiele młodych dusz przyjmuje za pewnik jakieś legendy i trochę bezmyślnie i bez jakichkolwiek wątpliwości bierze je, jako prawdziwe, po czym rusza w świat szerzyć taką nowinę dalej. Niektórzy, na szczęście, zatrzymują się, pytają, kwestionują, na własnej skórze sprawdzają i wnisoki wyciągają. Dzięki temu szlachtuje się mity. Problem z tym, że wielu ludzi jest bardzo trudno przekonać do zmiany, ale to już każdego prywatna działka – iść za tłumem czy się zastanowić? 🙂

  9. Igor…dobrze ze ruszyles ten temat,bo nie ktorym do glowy nie przychodzi ze cyfra nie moze grac dobrze.Ja od lat powtarzam ze doczekamy czasow gdzie cyfra bedzie wszech obecna i lepsza.15 lat temu nikomu nie przeszlo przez mysl,ze kazdy moze siedzac w domu nagrywac.Bez glosu bez umiejetnosci grania na instrumencie trzeba zapomniec o muzyce i nagrywaniu…super, uczymy sie dalej..do roboty musze z miksowac demo aby jeszcze pare groszy zarobic….pozdrawiam

    • Tak to będzie zawsze wyglądać – niezależnie od rodzaju sprzętu, liczy się zawsze człowiek.

  10. Witam wszystkich!Wcześniej byłem tylko obesrwatorem tego niezaprzeczalnie ciekawego bloga (szacunek dla Igora)i forum,ale dziś temat soundu lampowego poruszył mnie i chce coś dodać.Tak sie składa,że jestem gitarzystą interesujacym sie też nagrywaniem(siebie i innych).Moim zdaniem problem z brzmieniem dotyczy ,oprócz domeny,w której nagrywamy,przede wszystkim o wiele istotniejszych kwestii.Są nimi np. artykulacja,brzmienie instrumentalisty “z ręki”.Lecz najistotniejszą kwestią jest umiejętność takiego aranżowania utworu,aby nie nakładać (nie powielac)dźwięków poszczególnych instrumentów np.piano gra am7 w 1kreślnej,to gitara lub inny instrument używający tej oktawy, nie mogą grać w tym samym rejestrze i czasie,bo te dźwieki sie stlumią wzajemnie.To podstawowy błąd popełniany przez niedoświadczonych muzyków,reżyserów ,producentów.Jeśli aranż będzie ok,to zabrzmi i na lampie i na cyfrze.Co do urządzeń lampowych,to są odpowiednie dla gitarzystów lubiących przester(lampy służą do znikształcania dźwięku)

    • Zgadzam się, że aranżacja, artykulacja, rozkład partii, etc – to najważniejsze rzeczy – całe artykuły o tym pisałem 🙂 Co do gitarzystów, to się zgadzam – z lampy można wyciągnąć fajne przestery, ale i tranzystorowe wzmaki są niczego sobie – wszystko kwestia kontekstu.

    • Dla gitarzysty sprzęt lampowy, czy w ogóle analogowy ma przewagę nie tyle pod względem brzmienia(chociaż i tutaj niektórych brzmień jeszcze cyfra do końca nie symuluje ale za to oferuje inne, które na lampie mogą być niedostępne) co pod względem odpowiedzi. Niestety urządzenia cyfrowe nie oferują tej dynamiki odpowiedzi na grę co analog.

    • Tu się trochę z Tobą, Krzyśku zgodzę. Nie miałem możliwości potestować Kempera, a ponoć on sobie z tym całkiem nieźle radzi.

  11. rufinmusic

    “Pogłos płytowy ważył kwadryliard ton i zajmował cały pokój.” – przykład z Abbey Road Studios:
    http://news.cnet.com/2300-13772_3-10008433-25.html

  12. Artykuł jak zwykle super 🙂
    Przyznaję, że sam odczuwam jakiśtam sentyment do lampowego 😀 ale to może dlatego, że muzyka której słucham to lata 70′ 80′ i wtedy nie było takiego nafaszerowania efektami w negatywnym znaczeniu, jak dzisiaj można się często spotkać i słowo “vintage” mi się kojarzy z takim właśnie wyciskaniem najlepszych rezultatów z tego, co się ma. Jednakże uważam nagrywanie analogowe jako opcję.

    U siebie z takiego sprzętu mam wielkie nic i nie zależy mi na tym żeby to zmieniać (choć fajnie byłoby spróbować, albo chociaż zobaczyć jak ktoś, kto się zna obsługuje to wszystko). Nie doprowadzam piosenek do końca (ustawiam poziomy głośności, panoramę, może jakieś lekkie efekty oraz trochę eq, nawet bym nie potrafił wykonać dobrego miksu :D), jeśli się nagrywam, to najczęściej orientacyjnie (ćwiczę wokal, grę, chcę usłyszeć jak mi idzie), albo wymienić się pomysłami z innymi muzykami, lub kiedy komponuję na kilka instrumentów (mam tylko 2 ręce :D)

    Lubię czasem poeksperymentować z położeniem mikrofonów. Nie mam zaadaptowanego akustycznie pomieszczenia, a jest ono dość różnorodne 😀 jak mam jeden mikrofon przed twarzą, drugi przy gitarze, to czasem sobie dołożę trzeci, albo to dalej, albo za siebie, albo do szafy 😀 Z czystej ciekawości jak to zabrzmi.

    Nie potrzebuję profesjonalnej jakości, moją pasją jest bardziej granie i komponowanie niż obróbka dźwięku, choć też cośtam się nią interesuję.
    Sprzęt też mam z niższej półki, ale jestem z niego zadowolony. np. nagranie na parze mikrofonów behringer c-2, bez jakiejkolwiek obróbki obróbki (tylko panorama i stosunek głośności) http://kaktus.unix.net.pl/FairyTale.mp3
    bardzo mi się podobają dźwięki mechanizmu, choć skrzypienie pedała bym wyrzucił 😀 tutaj coś innego, też bez obróbki (mxl 770) http://www.youtube.com/watch?v=VOjTmHIzViI

    Pewnie Wy byście tam wiele jeszcze pozmieniali, mi się nie chce i nie odczuwam takiej potrzeby. Tutaj też jest plus cyfrowego nagrywania – prostota i niska cena. Nie wyobrażam sobie zrobić takiego orientacyjnego nagrania na sprzęcie analogowym 😀

    • Prostota i cena to wielkie zalety środowiska cyfrowego. Tak długo, jak będziemy wiedzieć, jak się posługiwać sprzętem (jakimkolwiek) i poznamy techniki, reguły i zasady, to mamy szanse na dobre brzmienie w każdych warunkach.

  13. Kolega kiedyś mi opowiadał o takiej historii, gdzie były zawody sprzętu analogowego na najlepszy sound. Wygrała jedna osoba, wszyscy zachwyceni brzmieniem, że genialne, piękne etc. nagle otworzył swój sprzęt, a tam wszystko oparte na tranzystorach i ogólnie cyfrze, a lampy połączone “pająkiem” byleby świeciły. Mina widowni była bezcenna, a po chwili prawie go zaszlachtowali.
    Druga rzecz-ostatnio nagrywam gitarę przez linię+darmowe Sim-amp’y i szczerze mówiąc gitary i bas brzmią bardzo dobrze. Nie muszę targać kilkunasto kilogramowego Peavey’a 6505 czy jakiejś Mesy Dual, które kosztują majątek, a efekt może nie jest identyczny, ale bardzo dobry i nie dużo brakuje do oryginału. Jedynym minusem w tym jest to, że jak Igorze napisałeś-analog jest nieprzewidywalny, ale czasem może przez nieprzewidywalność wyjść coś takiego, co się nigdy nie powtórzy i jeśli to zarejestrujemy, będzie pasować i dobrze wyeksponujemy, to mamy bardzo oryginalny utwór.

    Zatem każdy może zauważyć, że cyfra nie jest gorsza. Może być taka sama, lepsza, czy po prostu INNA, ale nie gorsza.

    • Ciekawa anegdota i tylko dowodzi temu, o czym piszę 🙂 Co do nieprzewidywalności analoga – zgadzam się i to też kolejny argument na to, że nie ma z analogiem nic złego. Zawsze najważniejsza jest świadomość…

  14. Czasami mam wrazenie, ze ludzie mysla, ze sprzet lampowy jest analogowy, a tranzystorowy cyfrowy..
    Sprzet cyfrowy to taki, ktory dziala na impulsach (binarnie – cyfrach), mozna go zbudowac z tranzystorow jak i rowniez lamp. Tak samo sprzet analogowy mozna zbudowac z obydwoch elemntow.

    Mam w planach zrobienie sobie klonu mooga, ogranicza niestety budzet, bo schematy/projekt juz przygotowalem i nie mam go za co wykonac, mimo ze wlasna produkcja wyjdzie duzo taniej niz kupienie gotowego mooga. Mam wtyczkowa wersje od arturii, bardzo mi sie podoba, nie jestem fanboy’em analoga, czy cyfry, poprostu chce wykonac dla siebie hardware bo lubie krecic galkami. Po wykonaniu najpierw klonu, chce dodac cyfrowe “wavetable” do sekcji oscylatorow, zrobic w pewnym sensie hybryde, czyli bylby przelacznik pomiedzy klasycznymi osc (sin, trojkat, prostokat, pila – generowane analogowo), a cyfrowym “wavetable” (sygnale generowane cyfrowo przez ukomputer – na pc rysuje przebieg jaki tylko chce, wrzucam do ukomp. i wio dalej zabawa z moogiem).

    • Ludzie różne rzeczy mylą. A swoją drogą, to zazdroszczę smykałki DIY i trzymam kciuki za owocną pracę – niezły pomysł 🙂

    • Dzieki wielkie 🙂 Akurat tak mi sie trafilo ze mam dwa bardzo scisle wspolpracujace zainteresowania. Elektronika zajmuje sie dluzej niz praca przy dzwieku, zdobylem wyksztalcenie, w sumie dalej zdobywam bo studiuje elektronike ze specjalnoscia realizacji dzwieku.. poszedlem z ciekawosci na te studia, bo wiadomo zadne studia nie uczynia z ciebie dobrego realizatora jesli sam nie nabedziesz doswiadczenia/wiedzy. Marzy mi sie praca w dobrym studiu oraz wlasna dzialalnosc produkujaca rozne “klocki” do studia z wypromowana nazwa 🙂

    • Dawid, jaki szacujesz koszt budowy takiego mooga ?

    • @Karol
      Sorki ze tak pozno odpisuje.. chwilowy brak internetu.
      Jak sam pewnie wiesz moog ma budowe modularna, wiec mozna zrobic jakie i ile sie chce elementow.
      Ja chce prototyp zrobic bez arp, bo nie mam jeszcze skonczonego projektu tego modulu.
      Zalezy tez jakiej jakosci elementy sie wykorzysta (kondesatory/rezystory/polprzewodniki itd). Wstepnie obliczylem ze na podstawe z dobrej jakosci klawiatura potrzeba przynajmniej 10000zl. Na elementy nie chce zalowac(szczegolnie kondesatory – lepsze tak szybko nie wyschna), ale za to nawet moje wnuki beda mogly z tego urzadzenia korzystac. Na sama obudowe licze prawie 1000zl, bo musi byc drewniana, a fronty (z blachy lub pleksiglasu pomalowane czarnym matem) z nadrukiem (chyba sitodruk bo poki co nie mam pomyslu jak inaczej zrobic). Gdzies widzialem, ze klony mooga chodza po 35k USD wiec zrobic samemu wychodzi duzo taniej i przy tym jest tez frajda i satysfakcja jak dla mnie.

  15. danceofeternity

    Ha! Zawsze czułem że z tą lampowo-analogową propagandą jest coś nie tak!

    Witam wszystkich – śledzę bloga od dawna ale do dziś nie komentowałem jako żem laik.

    Jestem gitarzystą – amatorem. Przez lata nie było mnie stać na porządny sprzęt – grałem na taniutkich tranzystorowych piecykach i marzyłem o wielkich lampowych Marshallach, Mesach i innych Englach. Przełomem w moim życiu był moment kiedy kilka lat temu kupiłem sobie piec znanej-amerykańskiej-firmy, cyfrowo symulujący brzmienia różnych legendarnych wzmaków. Pomyślałem: “O w mordę! Jest za***biście.” 😈 Jakiś czas później nabyłem nowszą wersję symulatora – brzmienia są jeszcze lepsze i jestem bardzo z nich zadowolony nawet gdy podłączam ustrojstwo do amplitunera od kina domowego:-)

    No ale w międzyczasie zarobki mi wzrosły, a ta mityczna lampa ciągle za mną chodziła. Więc i ja zacząłem chodzić po sklepach, ogrywając różne szafy – oczywiście drogie i uznanych marek. Szczerze: jeśli te “klimatyczne” lampowe cudowności mają polegać na pierdzeniu, brzęczeniu i konieczności rozkręcania wzmaka do poziomu grożącego ogłuchnięciem, to ja wolę moją “zimną”, “sterylną” i bezpłciową cyfrę która gra tak że mi ciarki po plecach chodzą:-) (I to za ułamek ceny lampy:-)

    • No właśnie – co innego powtarzać obiegowe mity, a co innego wypróbować samemu!

    • Akurat co do gitary nie można się zgodzić. Granie na lampie a tranzystorze to zupełnie inna bajka. Lampa ma w sobie dynamiczne przesterowanie; grasz lżej masz crunch, wręcz cleana – mocniej masz mocny distrotion.
      Przy nagraniach być może i tranzystor początkowo wypada lepiej, bo nie trzeba go aż tam rozkręcać, łatwiej się gra, lecz ostatecznie lampa go i tak przebije.
      A grając zaś z zespołem lampa się dużo bardziej przebija przez inne instrumenty, jest bardziej selektywna.

    • Wszystko zależy od tego jak ico się gra.Można grać tak,że w zespole jeden drugiego zagłusza i wtedy występują takie problemy jak konieczność “przebicia się” np.gitary.Można taż tak aranżować muzę-nawet rockową,że wszystko będzie słyszalne,bez zagłuszania się nawzajem.Brzmienie nie bierze sie z ilości Watt,ani z ilości kostek efektowych,z lampy,czy tranzystora,lecz z umiejętności operowania harmonią i z artykulacji.Nie jest sztuką grać głośno,lecz cicho i dobrze brzmieć

    • danceofeternity

      @Piotr49

      Dużo zależy od potrzeb stylu muzyki. Lampa sprawdza się IMO najlepiej w rocku czy bluesie gdzie potrzebujesz często overdrivu, crunchu i dużej odpowiedzi na artykulacje. Ale np. ekstremalne distortion na obniżonym stroju albo idealny clean w którym chcesz uzyskać powtarzalny sound niezależnie od siły ataku na struny mogą wypaść lepiej na tranzystorze. Przykłady: brzmienie distortion ś.p. Dimebaga Darrela z Pantery czy jazzowy clean z tranzystorów Rolanda.

      Ale mój komentarz był zasadniczo o cyfrowych symulacjach a nie o tranzystorach. Technika symulacji poszła tak do przodu że np. efekt o którym piszesz tj. lampowa odpowiedź na artykulację, jest już jak najbardziej odwzorowywany. Co do przebijania się przez zespół: trudno mi się odnieść bo gram w domu:-)

    • w pewnym sensie tranzystor jest analogiem i ma mało wspólnego z cyfrą. moim zdaniem testując głowę Cratę z paką Bugery i Peavey’a 6505+ combo, to vombo lepiej wypada, bo tranzystor brzmi dziwnie na przesterach szczególnie high-gainowych. porównywałem różne style gry na dwóch różnych wzmakach pod względem technicznym i w moim odczuciu lampa lepiej wypada na mocnych high-gainach, czy ogólnie przesterach, a tranzystor na clean’ach, bo jest mniej zakłóceń, szumów i brzmienie bardziej “szklankowe”

  16. Mix Robin

    Wydaje mi się, aby niejako rozwiać tajemnicę brzmenia lampowych urządzeń które uchodzą za tłuste,ciepłe,pełne czy nasycone i szerokie :mrgreen: należy rozjaśnić co kryje się pod tymi pojęciami i w jaki sposób spowodować aby te same walory brzmieniowe uzyskać za pomocą wtyczek pluginowych. Wtedy łatwiej oczy otworzyć początkującym adeptom tej sztuki.
    Ostatni tekst z sesji….. dlaczego nie nagrywasz przez preamp lampowy bębnów? przecież będą bardziej tłuste ciepłe pełne szerokie i wyraziste 🙄

    • Takie teksty niestety są na porządku dziennym, mimo że bardzo mijają się z prawdą. Jak mi starczy życia to się pokuszę o tekst rozjaśniający, co się pod tymi pojęciami naprawdę kryje 🙂

    • dolaczam sie! tez bym chetnie sie dowiedzial co sie kryje pod tymi pojeciami.

    • Wiec sie za to zabralem i bedzie wkrotce 🙂

  17. Mix Robin

    “Przy nagraniach być może i tranzystor początkowo wypada lepiej, bo nie trzeba go aż tam rozkręcać, łatwiej się gra, lecz ostatecznie lampa go i tak przebije.
    A grając zaś z zespołem lampa się dużo bardziej przebija przez inne instrumenty, jest bardziej selektywna.”

    Z mojego doświadczenia wynika iż tutaj nie ma żadnych reguł. Czasem lapma oddaje jakiś charakter, czasem zastosowanie jej zupełnie się nie sprawdza. Lepiej zawsze wypróbować dwóch wariantów i wybrać brzmienie którego szukamy. To czy się przebija to kwestia umiejętnie wykonannego miksu.

    • Jak najbardziej. Nie ma regul – jest za duzo roznych sytuacji i mozliwosci. A kwestie przebijania sie mozna juz nawet lekko ustalic przy samym dobieraniu brzmien, w miksie mozna to oczywiscie jeszcze dopracowac.

  18. Witam wszystkich!
    Jest to mój pierwszy wpis na Twoim blogu Igorze, choć nie powiem, jestem tu stałym bywalcem 😀 … zatem do rzeczy …: W życiu spotkała mnie fajna rzecz, gdyż przez pół roku miałem możliwość obcowania z nagrywaniem na taśmę. Faktycznie, brzmienie utworów miało ten klasyczny charakter oraz w pewnym stopniu niepowtarzalne brzmienie, które wyczuć mogę słuchając winyli Deep Purple :twisted:. Nie chcę oszukiwać, ale jest w tym wszystkim jakaś magia, jakieś niewytłumaczalne zauroczenie. Jednak zgadzam się tu z Igorem, że cały tor audio, typowo przystosowany pod “analogowe brzmienie” jest cholernie nieprzewidywalny, niekiedy nawet w głębi duszy błaga się wszystkich bogów by nic się nie spieprzyło podczas sesji. Nie chcę powiedzieć że jest to reguła, ale kiedy ma się coś wyłożyć, to zazwyczaj dzieje się to wtedy, gdy już wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Kolejnym minusem są niezbyt duże możliwości samej taśmy oraz jej właściwości eksplatacyjne, gdyż z każdym nagraniem traci się jakąś minimalną część jakości. W przypadku “cyfry” również mamy plusy i minusy, ale nie chcę się już rozwlekać specjalnie nad tym. Osobiście korzystam z urządzeń analogowych bo a). używane jak się chce to można trafić na tanie, tylko trochę cierpliwości, a jakaś perełka zawsze się znajdzie, b.) jako że posiadam jakaś tam mocno podstawową wiedzę na temat elektroniki, potrafię najczęstsze przyczyny problemów wyeliminować sam, za grosze (w przypadku cyfrowych urządzeń jestem kompletnie zielony), c). znam swój sprzęt już w takim stopniu, że nie chciałbym go zamienić na żaden inny 😛 . Żeby nie było Igorze, że nie czytam ze zrozumieniem, całość jest i tak podłączona do przetworników, czy jak kto woli, interface’ów i wysłana na komputer, a to co chciałem już uzyskać, w większym bądź mniejszym stopniu, zostało zrobione na tych paru skrmonych analogowych urządzeniach. Komputer da mi zawsze o tysiąc razy większe pole manewru oraz funkcję ctrl + z, na którą nie można sobie pozwolić przy zabawie w taśmę. …taka jest moja recepta na szczęście a Wasza?:mrgreen: Pozdrawiam!

    • Dobrze jest znać swój sprzęt i jego możliwości, niezależnie od jego rodzaju. I z pewnością korzystanie z dobrodziejstw obu światów (cyfra+analog) jest jak najbardziej na miejscu. A recepta, to chyba świadomość ograniczeń i umiejętność korzystania z tego, co się posiada w najlepszy możliwy sposób. I wbrew opinii wielu ludzi – receptą nie jest zakup najnowszego sprzętu 😉 Pozdrawiam również!

  19. święte słowa jak najbardziej zgadzam się z tym co napisał Igor

    • Tylko nie ‘święte’ 😀 Kościola to ja nie zamierzam otwierac 😉

  20. Andrzej S.

    Ta cała sekta wielbicieli lampy to śmiech na sali. Jednym z moich ulubionych artystów jest Jack White. Niestety on też do niej należy 😉 … Wszyscy co oglądali It Might Get Loud wiedzą o co chodzi. Facet “brzydzi się” cyfrą 😉 …spojrzmy jednak do jego pedalboardu… Digitech Whammy – efekt cyfrowy, tłusty fuzz Electro Harmonix Big Muff – to właściwie puszka z procesorem w środku. Myślę, że przewaga analogów jest taka, że ludzie jak już coś nagrywali to wkładali w to więcej pracy (bo wymagało to znacznie więcej czasu i pracy…szczególnie edycja 😉 ). Ja też uwielbiam analogowy sound, wielu ludzi przepuszcza sample czy kawałki przez magnetofony szpulowe. Sam się zastanawiałem czy nie kupić 4 ścieżkowego magnetofonu Tascama, aby dodać trochę brudu, szumu i saturacji do nagrań, ale zniechęciłem się jak przeczytałem, że potem pojawiają sie problemy z synchornizacją z innymi śladami w DAW bo taśma magnetofonowa nie pracuje tak równo jak komputery. Lubię analogowy sound, ale jeszcze bardziej lubię cyfrowe pluginy, które dobrze symulują analog 😉

  21. W taki m razie gdzie są obrońcy i zwolennicy analoga o których piszesz? Bo jak narazie wszyscy komentujący wolą cyfrę… Oczywiście ja też – bo jest bardzo “wygodna”

    • Albo ich Igor swoją mocą przekonał, albo nie mają odwagi się teraz odezwać 😉

      Po prostu czytelnicy tego bloga wiedzą, że nie ma lepszego analog, czy cyfra. Ludzie którzy komentują to czytelnicy bloga, środowisko, które już w pewnym mniejszym lub większym stopniu jest “wtajemniczone”, czy tam “uświadomione” 😉
      Dlatego nie można stwierdzić jak jest w całym społeczeństwie na podstawie komentarzy tutaj.

    • @jangok – przejrzyj troche stron i for internetowych o muzyce i nagrywaniu – emocje w tym temacie gwarantowane 🙂 Dodatkowo, wiele pytan, jakie dostaje o sprzet, rowniez zahacza o dziela sztuki typu preampy ‘lampowe’ od nie powiem jakiej firmy… Uwierz mi, ze z palca sobie tego nie wyssalem 🙂 Mi nie chodzi o to, co kto woli, co podkreslilem w artykule nie raz, tylko o slepe wierzenie, ze analog i lampa to koniecznosc w osiaganiu ‘tlustych’ i ‘cieplych’ nagran.

    • a jakie to jest “ciepłe brzmienie?”

    • no tak z 42 stopnie 😉

    • no to nie umiem uzystakć miksu 42*, co najwyżej 40* 😀
      a tak na poważnie to nigdy nie wiedziałem co to ciepły miks. nie umiem tego zinterpretować.

    • To jest glownie zwiazane z rozkladem pasm. Postaram sie to dokladniej opisac w oddzielnym artykule, moze nawet w drugiej czesci tego.

    • dzięki wielkie, bo ja osobiście operuję tylko pojęciamy tj. ciemny, jasny, sypie siarą, sypie piachem i inne skrajności oraz synonimy tych potocznych pojęć 😀

    • Bo te wszystkie pojecia sa z reguly mgliste, a poza tym nie kazdy je interpretuje w ten sam sposob…

    • @jangok – pytałeś o zagorzałych zwolenników analoga, więc w końcu jeden wyszedł z ukrycia i przytacza swoje argumenty:
      https://zakamarkiaudio.pl/2013/01/jakosc-cyfrowego-dzwieku-cz-2.html#comment-29799
      Miłej lektury…

  22. Zgadzam sie z artykułem, chyba, że mówimy o muzyce stoner/drone/sludge/pochodnych. Tam liczy się kaszana, brud, gruz i piach pustyni, a takie “spartanskie” warunki nagrywania rodem z lat 60tych zapewniają charakterystyczne “syfiaste” brzmienie pełne zniekształceń.

    • Wiadomo. A jak sie chce, to i w DAW mozna nagrac syf, brud, gruz i kaszane i przemielic to bezlitosnie plug-inami 😉

  23. Mix Robinn

    Co prawda miksuję wyłacznie w domenie cyfrowej ale miałem okazję pokręcić analogowymi klockami i też tymi drogimi. Wnioski są takie (o których również pisał Igor) iż w dziewięćdziesięciu paru procentach można to samo brzmienie uzyskać za pomocą pluginów. Te pozostałe parę procent pewnych różnic wysłyszy garstka dla której nie ma sensu wydawać tyle siana na analogi. Używam jednego amerykańskiego dwukanałowego preampu lampowego MPA GOLD tylko dla tego że jest neutralny i niczym mi nie zalatuje. Ale żeby magicznie polepszał jakość nagrania? Będę również powtarzał jak mantrę:
    1. Przemyślana aranżacja
    2. Jakość wgranych śladów – muzyczna i brzmieniowa
    3. Świadome sięganie po narzędzia (w tym wypadku niekoniecznie drogie pluginy)
    4. Unikanie konkurencji pasmowej w miksie.
    Spełniając powyższe warunki moim zdaniem, mastering nie będzie konieczny.

  24. Fajny artykuł. Generalnie blog, który z konsekwencją powtarza, co w muzyce jest ważne, a co poboczne.
    Ja dodam 2 rzeczy.
    1: Słyszałem kiedyś argument na rzecz analogowej domeny, który mnie zainteresował. Otóż chodzi o rodzaj zniekształceń. W cyfrze występują zniekształcenia z obcego poza “przyrodniczego” świata, które budzą nieprzyjemne odczucia. W domenie analogowej mamy zniekształcenia niejako znajome z otaczającego nas na codzień świata. Te drugie są w tym sensie bardziej znajome/przyjazne.
    Nie sugeruję niczego, ale po prostu przytaczam ten argument jako ciekawy.
    2. Praca w domenie analogowej wymusza kompletnie inne metody pracy twórczej. Tutaj jestem fanem Jacka Whita, który jest wrogiem edytowania audio w cyfrowych DAW i cyfry generalnie. Wiem, że to trochę wątek poza jakością analog/cyfra, ale warto zwrócić na to uwagę myśląc o niesamowitych nagraniach z przeszłości. Ja nie jestem sam skrajny po żadnej ze stron, ale chętnie kiedyś bym spróbował swoich sił pracując analogowo, co wymusiło by ze mnie siódme poty w roli muzyka i realizatora. Zero kompromisów 🙂
    Podobna rzecz ma się z fotografią analogową, kiedy kilka razy zastanowisz się zanim zrobisz zdjęcie i proces twórczy jest bardziej świadomy (nie mówię, że to na plus czy minus, po prostu zwracam uwagę na różnicę).

    • 1. Zgoda, ale jest to mikroskopijnej wielkosci – malo kto uslyszy roznice, szczegolnie w slepym tescie…
      2. Jak najbardziej!

  25. Arthur Keen

    Bardzo ciekwie napisane , fakt ze cala wojna o to glownie toczy sie pomiedzy poczatkujacymi producentami bo ci bardziej doswiadczeni wiedza ze dobre nagranie to podstawa calego sukcesu, wtyczki powinny sluzyc do zbudowania ramy w namalowanym juz obrazie a nie do jego malowania… jesli mozna to tak ujac , mam nadzieje ze to rozumiecie….
    Ja zauwazyle ze im wiecej produkuje tym mnie wtyczek i procesorow uzywam a bardziej mi zalezy na Healthy Signal , kiedys zdawalo mi sie ze wszytsko sie procesorami naprawi …
    Tak czy inaczej kto juz troche w tym siedzi to z reguly wie jak uzywac atrybutow obu swiatow bez zbednej sprzeczki …
    Choc podejscie autora wydaje mi sie troszke stronnicze momentami moze to byc tylko moje zludzenie.
    Pewnie dlatego ze ja osobiscie nie znosze klinicznie czystych nagran i lubie jak muzyka ma pewna doze bledu , nie jest perfekcyjna.Zdaje sie wtedy bardziej czlowiecza nie komputerowa…
    Najlepsze jest to ze tu nie ma zle czy dobrze a ludzie sprzeczaja sie tak naprawde o wlasne gusta … Za duzy mamy wybor to dlatego tak podzielone sa zdania, Igor tak jak ty tez bym chcial byc producentem 30-40 lat temu … moze bylo trodno ale ja szcunek dla gotowego materialu byl znacznie wiekszy 😀

  26. fajnie, ze poruszasz ten temat. beda jakies argumenty w rozmowach z innymi 😈

  27. Trochę mnie tu nie było, ale wpadłem na chwilę :mrgreen:

    Widzę, Łukasz że “język” masz coraz bardziej cięty. Dobrze 😀 Trzeba czarno na białym obnażać te dyrdymały beznamiętnie powtarzane na wszelkich możliwych forach przez teoretyków, którzy w większości przypadków nigdy nawet nie macali się z tym osławionym analogowym sprzętem.

    Dj-O-Borze wiecznie żywy :mrgreen:

    Brak elementarnej wiedzy u młodych adeptów sztuki realizacji dźwieku i ten durny trend chodzenia wszędzie na skróty są powodem tych pojawiających się jak grzyby po deszczu dyskusji o wyższości analogu nad cyfrą.
    Jakby analog był lepszy (technologicznie) to nikt rozsądny nie pchałby milionów zielonych w rozwój cyfry. To chyba oczywiste, a jak widać nie każdy potrafi świadomie na to spojrzeć.

    Ostatnio miałem fajne starcie z człowiekiem zakochanym w analogu – akurat chodziło o płyty. Gość jest absolutnym fanem winyli, ma całkiem ładną kolekcję i tak sobie słuchaliśmy tych jego zbiorów. W którymś momencie zapytał się o moją kolekcję. Odpowiedziałem mu, że sobie powolutku buduję moją płytotekę… CD :mrgreen: Jakbyś zobaczył jego oburzoną minę to byś skonał 😆 Oczywiście bardzo lubię dźwięk winyla – te wszystkie dropy, trzaski i szumy, które są nieodłącznym artefaktem gramofonu. Ale prawda jest taka, że to są ułomności tego sprzetu, a nie zamierzony efekt konstruktorów. I dokładnie tak samo jest ze sprzętem do rejestracji dźwięku. To, że ucho ludzkie jest bardzo ułomne i niektóre niedoskonałości sprzętu traktujemy jako “przyjemne” nie znaczy, że to jest w jakikolwiek sposób potrzebne muzyce 😉

    A teraz sobie “popacze” co tu jeszcze napłodziłeś 🙂

    • Fajnie, ze wpadles – troche Cie tu nie bylo 🙂 Jak zwykle rzucisz ciekawa anegdotke i dolozysz cegielke informacji… A dyrdymalow krazy bez liku, trzeba sie z nimi rozprawiac 🙂 Pacz, pacz. Zobaczysz, jak upuszcze swego jezyka w kolejnym poscie… 😀

    • Andrzej S.

      Akurat co do winyli uważam, że to nie do końca tak. Tu nie chodzi o sam dźwięk. Ja też dałem się oczarować magii czarnej płyty… pomimo, że zbieram CD, a nawet mam pojedyncze mp3 z itunes, których nie mogłem nigdzie dostać w ludzkim formacie. Płyty winylowe to w pewnym sensie zboczenie 😉 …wydania na winylach często są bogatsze, posiadają nieraz “bisajdy” i ogółem sposób powstawania dźwięku w gramofonie jest dla mnie (jakkolwiek głupio to zabrzmi) szlachetniejszy niż w laserowym odtwarzaczu CD. Jest sporo ludzi, którzy kochają krystalicznie czysty dźwięk, bez szumów (nierzadko też bez dynamiki 😉 ). Ja osobiście lubię stare nagrania z szumem i trzaskami. Nie bez powodu są tworzone wtyczki symulujące taśmę, gramofon itp.

    • Kwestia gustu jest bezdyskusyjna, ale przecież nie o tym rozmawiamy 🙂 Ja też lubię czasem “brudne” nagrania, bo ma to miejscami sens. Tematem jest bezsensowne powtarzanie bzdur o mitycznej wyższości tego środowiska. I właśnie z uwagi na to, że są tworzone wtyczki symulujące taśmę czy szumy z gramofonu, możesz sobie bez problemu na cyfrze takie efekty odtworzyć.

  28. Według mnie najczęstszym błędem młodych producentów czy realizatorów jest ich myśl przewodnia, że ‘sam sprzęt i pluginy zrobią wszystko za niego’. Że każde narzędzie ma magiczny przycisk ZRÓB i na tym kończy się praca nad sygnałem.

    Po drugie – lenistwo.
    Martwi mnie trochę obecny rynek sampli bo co raz więcej jest dostępnych Construction Kit’ów gdzie można składać gotowe utwory z pięciu śladów. Dla mnie jest to niedopuszczalne jeśli chodzi o produkcje. Moze to troche nie na temat, jednak myśle, ze tego typu rzeczy na rynku rozleniwiają młodych adeptów bo wszystko mają jak na dłoni, nie kombinują, nie ćwiczą, nie starają sie, nie eksperymentują.

  29. Trociniak

    Szkoda, że kilka lat wcześniej nie powstała ta stronka. Jak dziś pamiętam słowa znajomego “ja to przepuszczę przez cośtam najlepszego w Polsce i będzie brzmiało”. Tak samo z wokalami “no to brzmi słabo, ale trzeba jeszcze z 10 nałożyć i będzie git”. Nie było :smile:.

  30. Co do generalnej gonitwy za lampą trudno się nie zgodzić. Dzisiejsze urządzenia tranzystorowe czy cyfrowe zapewniają o wiele lepszą jakość dźwięku.

    Jednak kwestią sporną jest sprzęt nagłaśniający instrumenty – wzmacniacze, zwłaszcza hi-gainowe gitarowe. Lampa wydaje się być podstawowym elementem nagłośnienia gitarzystów grających szeroko rozumiany metal. Najczęściej tłumaczone jest to charakterystyką lampy nie w podstawowym zakresie jej pracy, a to jak wchodzi w przesterowanie.

    O ile taśmy, analogowe stoły mikserskie itp faktycznie odeszły do lamusa ze względu na ich wady wspomniane w tym felietonie, to trudno powiedzieć aby tak się stało w przypadku sprzętu gitarowego.

    Wart zauważenia jest fakt, że dziś większość płyt, nawet tych największych zespołów nagrywanych jest za pomocą DAWów i pluginów, jednakże odbierających sygnał z mikrofonów przystawionych do jak najbardziej analogowego, lampowego nagłośnienia.

    Nie widziałem nigdy aby znane zespoły, których muzyka bazuje na przesterowanym brzmieniu nagrywały clean po czym nakładały na niego cyfrowe przestery. Nie twierdzę że nikt tak nie robi, oglądając różne studio reporty różnych znanych zespołów czegoś takiego nie widziałem.

    Często na forach gitarowych pojawiają się opinie ze tranzystor nie zabrzmi tak dobrze jak lampa. Moje osobiste zdanie jest takie, że po prostu producenci sprzętu traktują w większości tranzystorowe wzmacniacze po macoszemu, produkują na bazie tranzystorów tanie, budżetowe układy to jest właśnie powodem ich często kiepskiego brzmienia. Uważam, że gdyby producenci do konstrukcji tranzystorowych podeszli z takim zaangażowaniem jak do konstrukcji lampowych ze szczytu swoich ofert to udałoby się uzyskać taki sam efekt za mniejsze pieniądze.

    Ciekaw jestem zdania Igora na ten temat, bo trudno nie dostrzec przewagi popularności sprzętu lampowego w tym segmencie.

    • Co do wzmacniaczy gitarowych to się jak najbardziej zgadzam. Symulacje bywają niezłe, ale prawdziwy piec lampowy to coś, co raczej nie przeminie 🙂

  31. Hej! Właśnie mam zajęcia w studio nagraniowym gdzie mamy do dyspozycji analogowy sprzęt http://mcirecording.com/500.htm i rzeczywiście nie jest to łatwa sztuka obsłużyć ogromniasty mikser, maszynę z taśmą, wszystkie peryferia, a o crosowaniu to już nie wspominam, I faktycznie zawsze przed zajęciami pan inżynier coś konserwuje i reperuję, także chyba to jest niekończąca się opowieść 😀 Dobry artykuł BTW 🙂

Zostaw komentarz