Kontrast w Produkcji Nagrań, Cz. 4

W ostatnim już wpisie na temat kontrastu w produkcji nagrań przyjrzymy się finalnemu etapowi pracy z dźwiękiem, czyli masteringowi. Zobaczymy, który aspekt tego procesu może mieć pozytywny wpływ na odbiór naszego utworu przez słuchaczy i jakie mamy pole manewru w tym zakresie.

ETAP IV – MASTERING

Możecie uznać, że skoro mastering polega na pracy z gotowym miksem w postaci jednego śladu stereo, w którym nie mamy już dostępu do pojedynczych śladów, to mamy zupełnie związane ręce w kwestii wytwarzania kontrastu. I po części będziecie mieć rację, ale są jeszcze dwie rzeczy (a właściwie jedna, ale w dwóch kontekstach), którymi możemy manipulować, a które to mają niebagatelny wpływ na całościowy odbiór kawałka. Zobaczmy, o czym mowa…

    • Głośność poszczególnych sekcji utworu. W zasadzie każdy utwór możemy podzielić na poszczególne części – intro, zwrotki, refreny, mostki, zakończenia, etc. Od tego, jak w sensie głośności sekcje te wpadają w siebie, zależy to, jak odczuwamy te zmiany. Głośność refrenu, który następuje po zwrotce będzie w dużym stopniu determinowała to, czy poczujemy swego rodzaju „nagrodę za wyczekiwanie” czy nie. Jeżeli obie te sekcje będą mniej więcej na tym samym poziomie głośności, to efekt nigdy nie będzie tak piorunujący, jak wtedy, gdy ten refren wejdzie z większym impetem. Z poprzednich wpisów wiemy, że tego typu zabieg jest jak najbardziej do wykonania podczas miksu – i tam zrobiony być powinien, ale jeśli nie mamy możliwości powrotu do etapu miksowania, to nawet podczas masteringu możemy trochę sytuacji dopomóc.

W jaki sposób manipulować głośnością sekcji w masteringu?

Najprościej jest do tego użyć automatyki – programujemy zmiany w poziomie suwaka odpowiadającego za głośność naszego miksu. Dobrze jest na tą chwilę mocno przybliżyć wykres fali miksu na ścieżce, aby precyzyjnie określić moment pierwszego uderzenia refrenu, wstawić tam jeden punkt i czynność powtórzyć dla pierwszego uderzenia dla następującej po refrenie sekcji. Tym sposobem dokładnie wyizolujemy sobie refren z całości. Teraz wystarczy nieznacznie podbić poziom naszego zaznaczenia i ewentualnie dodać po jeszcze jednym punkcie automatyki przed i po refrenie i ustawić ich wartości pomiędzy tym, co było oryginalnie, a tym, na co ustawiliśmy dwa pierwsze punkty graniczne refrenu. Wszystko po to, żeby ta zmiana głośności nie następowała zbyt agresywnie. Jest to oczywiście kwestia zależna od każdego utworu – w jednym takie dodatkowe punkty będą konieczne, w innym nie, a w jeszcze innych nie będzie trzeba w ogóle wprowadzać tej automatyki, bo o dynamiczne wejście refrenu zadbano już w miksie… Ale załóżmy, że osoba miksująca się nie spisała najlepiej i powinniśmy to miejsce skorygować.

Drugi sposób, to po prostu bezpośrednia ingerencja w klip audio, czyli wysegregowanie z całości sekcji refrenu (używając nożyczek czy tym podobnych) i manualne podniesienie głośności tego fragmentu audio.

O ile dB wzmocnić sygnał w tym referenie?

To będzie w dużej mierze zależało od utworu i tego, jak zmienia się instrumentarium, aranżacja, przestrzenie, etc. Pamiętamy z poprzednich wpisów, że samo wzbogacenie aranżu może już naturalnie zwiększyć kontrast (jak i postrzeganą głośność) w sekcjach. Dlatego jedynym czynnikiem weryfikującym liczbę decybeli MUSI być nasz słuch. Czasem będzie to 1, czasem 2 czy 3dB, a czasem coś pomiędzy nimi lub tylko 0.5dB.

Jak zdecydować o tym, o ile dB wzmocnić poziom refrenu?

Żeby ułatwić sobie podjęcie tej decyzji, wystarczy wprowadzić niewielką zmianę i odsłuchać, jak zmienia to percepcję z pozycji słuchacza. Cofnijmy odtwarzanie do powiedzmy dwudziestu ostatnich sekund zwrotki – żeby nasz słuch przyzwyczaił się do stałego poziomu zwrotki i bez przesadnie analitycznego wsłuchiwania się oceńmy, czy moment wejścia refrenu jest wystarczająco zaakcentowany. Jeśli nie, zmieniamy wartość podbicia i czynność powtarzamy. Bądźmy tutaj bardzo ostrożni, bo łatwo jest przesadzić i jeśli nam to umknie, to wspomniane przejście z sekcji w sekcję może zabrzmieć trochę niepoważnie i amatorsko. Ten proces z założenia ma być subtelny i lekko odczuwalny, a nie tak wyraźny, jak różnica między psem a budą.

Głośność to tylko jeden aspekt procesu masteringu, ale podobnie jak każdy inny na tym etapie, ma niemały wpływ na finalny produkt, bo dotyka utworu całościowo. Dlatego raz jeszcze – robimy to delikatnie i z chirurgiczną precyzją!

I tutaj w zasadzie kończą się nasze możliwości w kontekście kontrastu. Ale tylko wtedy, gdy mowa o masteringu jednego utworu. A przecież doskonale wiemy, że proces ten obejmuje także, a nawet głównie, obróbkę kilku czy kilkunastu utworów, które mają się składać na EP-kę lub cały album. I właśnie w tym kontekście popatrzymy na drugi zabieg, który umożliwi nam budowanie kontrastu między poszczególnymi utworami w pełnej kompilacji.

    • Relacje między głośnością (i nie tylko) poszczególnych utworów. Już kiedyś wspominałem o tym, że bardzo istotne w takiej sytuacji jest to, jak utwory współgrają ze sobą, jako całość. Czy przerwy między nimi mają sens, czy pasują do siebie pod względem balansu częstotliwości, szerokości obrazu stereo i poziomów między nimi.

Doskonale wiemy o tym, że nasza praca w tym miejscu nie polega na idealnym dopasowaniu do siebie tych czynników, ale na tym, żeby różnice występujące w poszczególnych kawałkach miały sens w kontekście albumu i jego wizji oraz funkcji. Jak się taki sens objawia?

BALANS PASMOWY

    • Nie chcemy idealnie sklonować rozkładu częstotliwości z kawałka na kawałek, bo utwór wolny i melancholijny zawsze zabrzmi lepiej i wiarygodniej, jeśli będzie nieco „ciemniejszy” w porównaniu z szybszym i bardziej agresywnym numerem w tempie 140bpm. W tym miejscu chciałem Was nie tyle przestrzec, co uczulić na używanie wszelkiego rodzaju „matching EQ”, czyli dostosowywania konturu pasm z kawałka referencyjnego do naszej produkcji. Jest to narzędzie przede wszystkim do nauki, a bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że istnieje jakiś jeden idealny rozkład pasm, który będzie się sprawdzał w każdym kawałku – niezależnie od stylu, tempa czy nastroju piosenki. A tak niestety nie jest. Owszem, idealny balans pasmowy w pewnym stopniu istnieje, ale dla każdego pojedynczego utworu będzie on nieco inny.

POZIOMY

    • Nie chcemy bezlitośnie zrównać poziomów wszystkich utworów do linii prostej, bo każdy wie o tym, że kawałek akustyczny i intymny będzie siłą rzeczy cichszy niż ten zbudowany z pełnej sekcji rytmicznej i wspierającej go orkiestry symfonicznej. Jeśli zaburzymy te proporcje, to całość, jako album, może wtedy prezentować się dość komicznie.

PRZERWY

    • Ktoś może sądzić, że się w ogóle nie liczą. I ma to dużo sensu w sytuacji, gdy wydajemy swoją muzykę w postaci pojedynczych utworów do ściągnięcia w iTunes czy tym podobnych serwisach. Jeżeli jednak celujemy w klasyczne wydanie kompilacji czy mix-tape’u na płycie, to kwestia przerw między kawałkami nagle zaczyna nabierać znaczenia. Przerwy należy ustawiać w zależności od kontekstu i wizji na album – o ile takowa istnieje… Jeżeli kawałki składające się na płytę są szybkie i energiczne, bo taką robimy muzę, to bez sensu byłoby robić pięciosekundowe przerwy między nimi, prawda? Wtedy momentalnie spadłoby ciśnienie żądnych adrenaliny słuchaczy.
    • Druga kwestia związana z przerwami, czasem określana nawet, jako pewna „zasada”, to dopasowanie przerwy między utworem A i B do tempa utworu A, tzn. pierwszy dźwięk utworu B ma zacząć się w takim miejscu, aby poprzedzająca go przerwa trwała tyle, ile cały takt (lub dwa) w tempie utworu A licząc od jego ostatniego dźwięku. Lub bardziej łopatologicznie –  w momencie, w którym kończy się utwór A, zaczynamy odliczać sobie cały takt, czyli stukamy „1, 2, 3, 4” (dla utworu w metrum 4/4) i w miejscu, w którym wszedłby teoretycznie drugi takt, czyli (uderzenie nr 5) ustawiamy początek utworu B.

Inna sytuacja ma miejsce wtedy, gdy łączymy ze sobą zróżnicowane stylistycznie numery. Przyjmijmy, że po nastrojowym kawałku granym na Hammondzie i roztapiającym serca twardzielów damskim głosie, ma wejść wesoły i żywiołowy kawałek reggae. Nie powinniśmy upychać go zaraz po zakończeniu tego poprzedniego, słuchacz potrzebuje bowiem momentu przetrawienie tego, co przed chwilą usłyszał. Pamiętajcie, że dobra muzyka miesza ludziom w głowach i jeśli będziemy robić mieszankę różnych stylów na płycie, to musimy dbać o to, aby potencjalny słuchacz nie dostał ataku padaczki przez zbyt radykalne zmiany w jego świadomości… 🙂

Jest już 4.82 rano, więc najwyższa pora zakończyć ten pseudo-psychologiczny bełkot i spróbować zamknąć ten rozległy wywód jakąś sensowną puentą…

Podsumowanie

Nieważne, co jest źródłem kontrastu, ważne, że musi on istnieć, bo bez niego ciężko jest zwrócić uwagę słuchaczy. Sytuacja idealna jest wtedy, gdy piosenka od momentu swojego urodzenia ma ten kontrast niejako naturalnie wbudowany – z uwagi na zmiany melodyjne, harmonijne, rytmiczne, tonacyjne i emocjonalne. Im bardziej taki utwór popycha słuchacza do przodu, tym mniej my – nagrywający i miksujący, musimy się martwić o sztuczne wytwarzanie takiego kontrastu bądź jego wzmacnianie. Mimo to, uznałem, że warto znać tych kilka zabiegów, bo nigdy nie wiadomo, w jakiej staniemy sytuacji.

ZAKOŃCZENIE CYKLU O KONTRAŚCIE

Może nie myślicie o kontraście tak obsesyjnie, a może właśnie macie na uwadze te aspekty, które w jego kontekście opisałem, ale robicie pewne rzeczy odruchowo, na słuch i z wyczuciem. Mam tylko nadzieję, że te kilka ostatnich wpisów pozwoliło Wam tego wroga nazwać i teraz będziecie mogli z pełną świadomością komponować, nagrywać i miksować swoje kawałki. Polecam również pod tym kątem przeanalizować trochę nagrań Waszych ulubionych artystów i zrobić notatki. Spróbujcie wyłowić z nich potencjalne źródła kontrastu i nie wahajcie się inspirować takimi metodami we własnych produkcjach. Z pewnością temat można by jeszcze uzupełnić o kolejne metody wzmagające kontrast, ale myślę, że z czasem sami zaczniecie zauważać pewne rzeczy oraz wypracowywać i odkrywać nowe metody. Czego oczywiście Wam życzę.

Jeśli macie jakieś swoje sprawdzone metody aplikowania kontrastu i nie boicie się nimi podzielić, to sekcja komentarzy stoi dla Was jak zawsze otworem.

Zostawić komentarz ?

14 Komentarze.

  1. rufinmusic

    Ciekawe rzeczy Waść prawisz 🙄

  2. dobry motyw z tymi przerwami. nigdy nie myslalem zeby tak robic 😀 dzieki za wskazowki z calego cyklu. pozdrawiam mocno!

    • Mam nadzieję, że wskazówki się przydadzą. Również pozdrawiam!

  3. Twój wpis przypomniał mi stare, dobre (?) czasy. Pamiętam, jak dawno temu dążyłem do zachowania zbliżonego balansu pasmowego pomiędzy utworami. Jednym pomagało a inne – dożynało. Już się wyleczyłem… 😉

    Co do przerw między utworami to jestem fanem kombinowanego podejścia. Dla energicznych kawałków zostawiam 0,5 – 1 taktu, a dla tych spokojniejszych tudzież – parafrazując Ciebie – robiących sieczkę z mózgu, od 1 taktu w górę.

    • Fakt, czasem nie warto na siłę (albo co gorsza – wizualnie) klonować balansu pasmowego, bo można tylko utworowi zaszkodzić. Co do przerw – jak najbardziej sensownie.

    • Przed chwilą uświadomiłem sobie, że napisałem oczywistą głupotę, więc małe sprostowanie.

      Pomiędzy utworami nie zostawiam 0,5 – 1 taktu tylko najczęściej 0,5 – 1 FRAZY. Dla kawałków potrzebujących dłuższego wybrzmienia (czy to fizycznie czy w… mózgu) ponad jedną frazę. Wszystko też zależy od gatunku i jego tempa. Niekiedy wystarczy 1 takt, ale przyznam szczerze, że 0,5 taktu zostawiać jeszcze mi się nie zdarzyło.

      Przepraszam za tą małą zmyłę wcześniej. Nie wiem – ciężki poranek czy co?

    • Nic się nie stało, nawet tego nie wyłapałem 🙂 Poranki łatwe nie są…

    • Sam balans pomiędzy utworami to jest jedna sprawa. Druga to wg mnie balans wewnętrzny w samym utworze. Można dodać lekką automatykę na eq tak samo jak poziomów. Dajmy na to zwrotkom leciutko podciąć niskich częst. żeby na refrenach wzmocnić potęgę basu właśnie przez kontrast.

    • Bardzo dobre spostrzeżenie!

  4. rufinmusic

    Promocja:
    “Happy Holidays from Native Instruments! Two incredible free gifts are our thanks to you for your support this year. DRIVER is a screaming filter distortion effect for adding anything from movement to mayhem – works stand-alone in any DAW, and integrates perfectly with MASCHINE.

    DJs get five floor-filling Remix Sets for TRAKTOR’s Remix Decks. And we’re also giving you a $30 / 25 € voucher, valid on software* at the NI Online Shop until December 31, 2012. Get your holiday gifts today!”

    • Zawsze polecam zapisywanie się na Newslettery wszelkiej maści 🙂 Driver już na liście we wpisie o darmowych wtyczkach!

  5. AarabMuzic

    Bardzo pomocne, mam nadzieje ze wciaz bedziesz prowadzil ten portal. szacun

Zostaw komentarz