Problemy z Fazą, Dudnienia i Rezonanse, Cz. 4

Zanim rozpoczniemy dzisiejszy artykuł, chciałem tylko podać do wiadomości, że na stronie festiwalu Soundedit 2012 został już opublikowany szczegółowy harmonogram warsztatów, jakie odbędą się na tegorocznej edycji imprezy – do wglądu TUTAJ.

A teraz do dzisiejszego tematu.

Ostatnia część tej przydługiej serii artykułów, to różnego typu dudnienia, syki, trzeszczenia, mlaśnięcia, kliki i popy. Głównie będziemy o nich myśleć w podobnym kontekście, co w przypadku rezonansów, czyli pod kątem nadmiaru jakichś częstotliwości, ale nie tylko, bo dudnienia i ich pochodne mają także ścisły związek ze specyfiką instrumentów, charakterem ludzkiego głosu czy użytym mikrofonem, a nie jak omówione w poprzednim wpisie rezonanse, które są ściśle związane z właściwościami pomieszczenia. Ale do rzeczy…

DUDNIENIA

ETAP NAGRYWANIA

Tutaj musimy głównie zwrócić uwagę na charakter nagrywanego instrumentu lub głosu. Weźmy na warsztat gitarę akustyczną – jedna drugiej nie równa, bo każda ma swoje własne walory brzmieniowe, począwszy od rodzaju drewna, przez struny, wielkość pudła rezonansowego, na stylu i technice grania skończywszy. Jedne gitary produkują więcej niskich pasm, inne znacznie mniej. I tymi z większą ilością „ciężaru” przyjrzymy się przede wszystkim. Taka gitara może brzmieć sama w sobie fenomenalnie podczas grania prób czy ćwiczenia gam w sypialni, ale jak przychodzi czas na nagrywanie, to musimy mieć na względzie kilka dodatkowych aspektów.

Jednym z nich będzie niewątpliwie problem dudnienia, które z miłą chęcią wyeksponuje nasz mikrofon. Chyba, że… Tak, zgadliście – poeksperymentujemy z jego pozycją. Możliwości ustawienia mikrofonu do zarejestrowania gitary akustycznej jest cały wór i naszym zadaniem jest takie jego ustawienie, aby wyłapać możliwie najbardziej zbalansowany pasmowo dźwięk – zazwyczaj, rzecz jasna, bo czasem są specyficzne potrzeby, ale mówimy teraz o ładnie i pełnie brzmiącym akustyku. A tak na marginesie – zawsze możemy (i powinniśmy) zmienić gitarę na taką, z której nie emanuje więcej dołu niż potrzebujemy w konkretnym utworze, ale zakładamy, że utknęliśmy z takim instrumentem, jaki mamy.

Poniżej zamieszczam dwa pliki audio zawierające nagranie gitary akustycznej – pierwszy, w którym zaniechano ingerencji w dudniącą częstotliwość:

I plik drugi, pokazujący jak niewielka zmiana w pozycji mikrofonu potrafi zminimalizować ilość dudnienia. Weźcie też poprawkę na to, że manipulując pozycją mikrofonu, działamy niczym “naturalne EQ” i jest to o wiele lepsza metoda niż późniejsze zmaganie się z korektorem podczas miksu.

Inna sytuacja z niezbalansowanym pasmowo sygnałem może mieć miejsce, gdy mamy za zadanie nagrać wokalistę/-tkę, których głos jest mocno nosowy czy też świszczący. W takich sytuacjach nie mamy zbyt wielkiego pola manewru, bo nie przeprowadzimy operacji strun głosowych, przepony, klatki piersiowej czy innych komór, którymi przepływa powietrze i wpływa na charakter brzmienia danego wokalu. Jedyną rzeczą, o jaką możemy poprosić artystę, to przepłukanie gardła i oczyszczenie nosa. Oprócz tego możemy rzecz jasna pomanipulować pozycją mikrofonu licząc na lekkie zamaskowanie problemów, możemy też dobrać inny mikrofon, a w miksie możemy ewentualnie skorzystać z korektora lub kompresora wielopasmowego i postarać się stłumić częstotliwość odpowiedzialną za dany problem w momencie, gdy będzie się zanadto wybijała.

Kolejny przykład potencjalnych problemów nagraniowych to syki, szeleszczenia, mlaski i tym podobne. O tych zwykle mówimy w przypadku nagrań wokalnych i jest kilka rzeczy, które możemy wykonać przed nagraniem, aby ograniczyć ilość tych potworków w naszych nagraniach. Możemy:

    • namówić artystę, aby starał się kontrolować swoje sybilanty czy inne newralgiczne głoski – bądź odsuwając się lekko na czas ich trwania od mikrofonu, bądź starając się zmniejszać napór powietrza podczas ich wymawiania
    • zmienić pozycję mikrofonu (nakierować go nie bezpośrednio na usta wokalisty/-tki)
    • zmienić mikrofon (na taki, który nie jest tak czuły na wysokie pasma – a niestety większość budżetowych „chińczyków” jest)

Poniżej przykład wokalu nagranego bez żadnej ingerencji w problematyczne świszczenia, mlaśnięcia i inne sybilanty i „popy” (podmuchy powietrza przy głoskach wybuchowych)

A tutaj ta sama kwestia, z tą różnicą, że mikrofon skierowany był delikatnie od osi na wprost ust, nieznacznie powyżej nosa, użyto pop-filtra, a dodatkowo zwrócono uwagę na zachowanie ostrożności przy wypowiadaniu głosek syczących.

Zwróćcie uwagę, że mówimy o etapie nagrania – póki co, nie użyto tu jeszcze żadnego procesora, wtyczki, czy innego urządzenia – zawsze należy atakować problem u źródła, bo zabrzmi to o wiele lepiej niż próby ratowania kiepskiego nagrania w kolejnym etapie.

I ostatni przykład, to różnego typu trzeszczenia i „kliki”. Ich źródło może być przeróżne – od zepsutego kabla, przez uszkodzony wtyk, gniazdo, źle ustawione poziomy w przedwzmacniaczu (przesterowanie, clipping), etc. Nie sposób wymienić tu wszystkie możliwości. Najlepsza rada, po raz kolejny, to zaatakowanie problemu u źródła, czyli naprawa uszkodzeń mechanicznych czy prawidłowe ustawienie czułości preampa. Naprawdę nie warto zostawiać takich ‘byków’ w nadziei, że w miksie się jej poprawi, bo… się ich nie poprawi. Jak nagramy fatalny, trzeszczący, „strzelający” i szumiący sygnał, to on takim pozostanie, niezależnie od magicznych wtyczek, jakimi spróbujemy go potraktować.

ETAP MIKSOWANIA

Celowo opuszczę wyżej wymienione problemy na tym etapie, bo naprawdę – albo dbamy o porządny sygnał wprowadzony do DAW, albo zmieniamy profesję. Jakieś tam minimalne „boki”, które mogą nam umknąć niezauważone, jak ciche mlaśnięcia czy chrząknięcia wokalisty, możemy spokojnie wyciąć narzędziami edycyjnymi, ale jak coś skwierczy, piszczy, szumi i skrzeczy jednocześnie z sygnałem właściwym, to nagranie jest do śmieci. Kropka.

Jeśli chodzi o dudnienia, których załóżmy nie wyeliminowano podczas nagrywania, mimo iż powinno mieć to miejsce, to do dyspozycji mamy właściwie tylko korektor i precyzyjne wycięcie nadmiernie wyeksponowanej częstotliwości. Proponuję najpierw znaleźć dokładne pasmo odpowiedzialne za problem, a potem je lekko podciąć używając wysokiej wartości ‘Q’, czyli wąskiego wcięcia.

W przypadku sybilantów, możemy posłużyć się nieśmiertelnym de-esserem lub chwycić automatykę i zapisać niewielkie zmiany poziomu w miejscach wypowiadanych/wyśpiewywanych „esek”. Raz jedna, a raz druga metoda będzie skuteczniejsza. Czasem kombinacja ich obu przyniesie najlepsze rezultaty. W redukcji sybilantów raczej nie sprawdzi się za to korektor, bo ten aplikuję zmianę balansu pasmowego na całym śladzie, a nas interesuje redukcja tylko w newralgicznych miejscach.

Podsumowanie

To był ostatni artykuł z serii o problemach fazowych, rezonansach i innych dudnieniach, które będą prześladowały nas na każdym etapie pracy z dźwiękiem. Z czasem wejdzie Wam w krew obsesyjne myślenie o tym, aby je eliminować jak najwcześniej, ale najważniejsze, żebyście mieli najpierw ich świadomość. Często jest tak, że zdajemy sobie sprawę z tego, jak coś gra niewłaściwie, ale nie umiemy tego zidentyfikować. Dlatego starałem się w tej serii wpisów zasygnalizować Wam niektóre z tych problemów, żebyście następnym razem nie przepuścili jakiegoś „byka” w nagraniu. A nawet jeśli będziecie mieć do czynienia z już nagranym śladem, ale przez kogoś mniej rozgarniętego, to chociaż będziecie mieli w zanadrzu jakieś narzędzia i techniki pomocnicze. One wprawdzie podreperują słabsze ślady, ale pamiętajcie, że nigdy nie będą one tak skuteczne i naturalnie brzmiące, jak przy bezpośrednim zaatakowaniu źródła problemu.

Zostawić komentarz ?

25 Komentarze.

  1. Spoko przeczytałem całosc przyda sie.

  2. dzieki za cala serie przydatnych informacji!

    • Proszę bardzo. Temat może nie najbardziej porywający, ale warto mieć świadomość tych czyhających na nas w studio potworków 😉

    • Aaa tam, porywający temat jak nic;). Każdy kto więcej świadomie robił przy muzie zna ból. Tylko nie za wiele więcej da się odpowiedzieć :D.

  3. kitametal

    witam nagrywalem ostatnio wokal mikrofonem shure sv 100 i mialem problem z sybilantami :)Zastanawialem sie wlasnie jak je usunac bo de-ess er w moim daw nie zabardzo sobie radzi wiec moze po tym artykule cos wymysle :)http://www.reverbnation.com/systematicchaosband Pozdrawiam

  4. rufinmusic

    Akurat na temat: 10 dniowa wersja demo narzędzia do naprawiania: iZotop RX2 😈 , można także kupić teraz taniej o 100$ 🙄
    http://www.izotope.com/products/audio/rx/download.asp

    • A tu można kupić jeszcze taniej:
      http://audiodeluxe.com/products/izotope-rx2
      Trzeba tylko mieć konto (darmowe) i wtedy cena wynosi $209. Nie mogłem się oprzeć 😉

    • rufinmusic

      No rzeczywiście 😆 Wystarczy założyć konto i cena o 40$ niższa 😯
      Igor, a jak to się sprawuje?

    • Jeszcze nie miałem okazji sprawdzić od wczoraj. Ale naoglądałem się trochę filmików i generalnie robi wrażenie.

    • rufinmusic

      To jak już trochę poznasz, napisz parę zdań ➡

    • Obiecałem się wypowiedzieć, więc niniejszym czynię. RX2 jest bardzo sprawny. Można sporo rzeczy nim naprawić – szumy znacząco podciąć, oczyścić nagranie, pozbyć się jakichś niewielkich hałasów w tle, a nawet przesterowane audio można “zaokrąglić” i nie słychać clippingu. Naprawdę kawał fajnego softu. Poza tym, wbrew pozorom nie jest jakiś mega trudny do opanowania. Osobiście rzadko sięgam po tego typu narzędzia, ale już wiem, że jak będę musiał, to mam świetnego “pomocnika” 🙂

  5. Hej….troch z innej beczułeczki.Jako amator i dopiero co mający sprzęt…..jak ustawić w pro tools 9 mbox pro jako kartę dźwiękową( i prosze:) ze szczegółowymi objaśnieniami,bo w tej materii jeszcze jestem bardzo w tyle)…za pomoc z góry dziękuję

    • Jeśli zainstalowałeś sterowniki do MBoxa przed instalacją PT i wszystko poszło gładko oraz podpiąłeś interfejs przed odpaleniem programu, to wykryje Ci go automatycznie i nic nie będzie trzeba ustawiać. Dla pewności wejdź w Pro Toolsie w Setup->Hardware i zobacz, czy MBox tam widnieje. Potem wejdź w Setup->Playback Engine i zobacz, czy tam też jest ustawiony.

  6. Imperator

    To skoro już jesteśmy przy wszelkiego rodzaju „brudach” to może dałoby radę dopisać do listy przyszłych artykułów coś o „odszumianiu”, tzn. w jakich przypadkach warto odszumiać, czym i w jaki sposób? Byłbym bardzo wdzięczny, bo trochę mi tego brakuje od strony „jak robią to profesjonaliści”- czyli nasz niezastąpiony Igor 🙂

    • Teraz przy muzie nie ma dużo problemu z szumem. Czasem nawet fajnie, że jest:D. Wystarczy przestrzegać zasad bhp dźwiękowca:D i będzie ok.

      Co innego jak masz “odszumić” jakieś tragiczne nagranie wypowiedzi, rozmowy czy coś.

      Na blogu nagrywamy.com (było ostatnio podawane przez Igora) jest artykuł co szumem jest a co nie jest :D. Dobre na wstęp:).

    • A artykuł (a nawet dwa) o szumach i innych hałasach już w drodze 🙂 Niebawem się ukaże.

  7. mr explosion

    Jest zdanie w artykule, że żeby zredukować nosowość czy świszczenie wokalu można użyć kompresora wielopasmowego. Czy de-essera można użyć także jako “de-nossera”? Jeśli wycinam equalizerem okolice 1000 Hz to pozbywam się w jakimś stopniu nosowości, ale jednocześnie zbyt zmienia się całość brzmienia. Stąd taki pomysł. Teoretycznie jest to możliwe bo de-esser chyba działa na zasadzie sidechainu z sygnału wchodzącego i kiedy pojawia się dana częstotliwość to odpala się kompresor… Tylko nie wiem na ile skuteczne to będzie na 1000 Hz. Czy ktoś zna odpowiedź?

    • Teoretycznie można. Tylko zwykły de-esser zazwyczaj ścisza CAŁY sygnał w momencie gdy pojawia się newralgiczna częstotliwość, ewentualnie tylko wysokie częstotliwości powyżej wyznaczonej. Im bardziej wyrafinowany de-esser, tym więcej możliwości – wiadomo. Sugeruję użycie kompresora wielopasmowego dlatego, że ten daje możliwość redukcji tylko wyznaczonego pasma, a nie całego sygnału.

    • mr explosion

      Dzięki za szybką odpowiedź! Jeśli de-esser scisza cały sygnał to faktycznie lepiej będzie zadziałać kompresją pasmową. Tylko jaki będzie najbardziej sensowny sposób na sidechain tego kompresora? Musiałbym stworzyć “ghost track” z kopią wokalu i nałożonym korektorem, który wycina wszystko poza problematyczną nosowością. I ten “ghost track” musiałby kluczować kompresor na oryginalnej ścieżce wokalu. Czyli w momencie kiedy wchodzi “nnn”, kompresor zadziała na wybrane pasmo. Pozostaje tylko kwestia jakie czasy ataku i powrotu zastosować? I w jakim trybie powinien chodzić mój kompresor? Bo wiem, że są feed forward, feed back i jakieś jeszcze (czy to w ogóle da się zastosować przy sidechainie z innej ścieżki?). Ech, czeka mnie trochę eksperymentów. Jeśli miałbyś jakiś pomysł jak to najlepiej zrobić, będę wdzięczny za porady.

    • Mozesz, ale wcale nie musisz stosowac kluczowania przy kompresji wielopasmowej. Wystarczy, ze uaktywnisz tylko jeden przedzial pasma i wtedy kompresor bedzie tylko w tym przedziale dzialal, pozostawiajac reszte sygnalu nietknieta. Co do czasow, to dosc szybkie – tak, zeby wylapal od razu sybilanty i odpuscil w chwile potem. Musisz sie zdac na sluch.

    • mr explosion

      Hmm, nie wpadłem na to 🙂 Po co komplikować skoro można prościej. Dzięki za pomysł, będę próbował

  8. Nie bardzo wiem, w którym dziale o to spytać, ale tu chyba pasuje. A mianowicie zdarza mi się, że w miksie w momencie gdy wchodzi np. solo lub inna wstawka, zwiększa się natężenie dźwięku, pojawiają się ledwo słyszalne trzaski, jakby skwierczenia. Każda ścieżka z osobna brzmi dobrze, problem pojawia się przy nałożeniu ich na siebie. Jak najlepiej poradzić sobie z tym problemem?

    • Prawdopodobnie przeładowujesz sumę miksu. Obniż lekko poziom wszystkich śladów, żeby Ci nie brakowało miejsca na nowe elementy. A najlepiej zaczynać miks z niższymi poziomami.

Zostaw komentarz