Jak Sobie Radzić z Hałasem i Szumem w Studio, Cz. 2

Zanim przejdziemy do drugiego etapu, na którym będziemy się jeszcze musieli trochę z hałasami pozmagać, chciałem Was uczulić na jedną, dosyć ważną rzecz. Mimo, że wymieniłem sporo metod radzenia sobie z hałasem w poprzedniej części artykułu, to nie myślcie o tym aż tak obsesyjnie.

A może inaczej – niektóre typy „brudów”, np. szum taśmy magnetofonowej czy bzyczenie ze wzmacniacza gitarowego w stanie bezczynności, to nie są jakieś straszne herezje… Czasem wręcz stanowią o unikalności i naturalności danego nagrania. Jak się przysłuchacie swoim ulubionym płytom, szczególnie tym starszym, to zauważycie, że jest tam sporo tego typu rzeczy i jakoś nikt nie ma z tym problemu.

Obecnie wymaga się krystalicznie czystych ścieżek, bo są ku temu fizyczne możliwości. Kiedyś ich nie było, a i tak nagrania brzmiały na swój sposób fenomenalnie. Nawet dziś robi się nagrania, gdzie mnóstwo szumu zostaje na śladach, np. słychać kiedy gitarzysta odkręcił wzmacniacz na te kilka sekund przed tym, jak miała wejść jego partia, etc.

Ja się bardzo cieszę, że są muzycy, realizatorzy i producenci, którzy nie panikują, jak usłyszą trochę bzyczenia czy szumu w nagraniach. Dopóki nie przeszkadza to w oddaniu przekazu, niech tak zostanie. Tylko błagam, w ferworze swej kreatywności nie mylcie przypadkiem takich „odgłosów tła” ze studia z terkoczącym gdzieś za ścianą sąsiadem golącym trawnik swoją małą pierdziawką, bo ten ma z naszą produkcją raczej niewiele wspólnego… A teraz do rzeczy:

ETAP EDYCJI I MIKSOWANIA

Nawet, jeśli bardzo się postaramy, żeby usunąć wszelkie źródła problemów z hałasami przed nagraniem, to nadal będzie istniało jakieś prawdopodobieństwo, że pewna ich ilość pojawi się na zarejestrowanych śladach. Podobnie jak w przypadku problemów z fazą, rezonansami i dudnieniami, zawsze najlepszym sposobem jest praca nad źródłem przysparzającym nam kłopotów, aniżeli odkładanie problemu na później. Przyjmijmy jednak, że jest już po przysłowiowych ptakach i nie mamy możliwości wpłynięcia na samo nagranie, dlatego musimy ruszyć z tym, co mamy. Oto kilka metod na poradzenie sobie z różnego typu szumami i hałasami po nagraniu:

    • Czyszczenie ścieżek za pomocą edycji (korzystając z przeznaczonych do tego narzędzi lub ręcznie). Weźmy pod lupę nagranie ścieżki wokalnej. Zazwyczaj jest tak, że każda partia wokalu składa się z zaśpiewanych czy zarymowanych fraz, a reszta, to względna cisza. Może nie tyle cisza, co sygnał bezużyteczny. Przerwy w oczekiwaniu na następną frazę często wypełnione są oddechami, mlaśnięciami, przełykaniem śliny czy chociażby przesłuchami ze słuchawek. Wszystko za wyjątkiem oddechów (a dokładniej wdechów) możemy spokojnie po nagraniu wyciąć.

     

Dlaczego mówię, żeby oddechów nie wycinać? Bo często zdarza się, że po takim zabiegu wokal brzmi nienaturalnie – szczególnie, jeśli mamy do czynienia z bardzo krótkimi przerwami pomiędzy frazami. Takie rzeczy należy zostawiać, ewentualnie zmniejszając ich poziom, jeśli sytuacja tego wymaga. Niektórzy wokaliści bardzo mocno zaciągają powietrze i wtedy należy to bezzwłocznie skorygować w DAW. Ja się trzymam takiej zasady, że przy bardzo głośnym wdechu ściszam dany fragment bezpośrednio na klipie audio i staram się dobrać taką wartość, aby wraz z następującą po tym wdechu frazą całość brzmiała naturalnie.

Pewnie chcielibyście widzieć, o ile należy taki fragment ściszyć? Ale któż to może zgadnąć – zależy, jak nagrany i zaśpiewany był wokal. Może w jednym miejscu trzeba będzie przyciszyć o 3dB, a w innym 10dB może być za mało…

    • Inna sytuacja czysto edycyjna to czyszczenie początków i końcówek wszelkich śladów. Większość z nich będzie wymagała jakiegoś przycięcia, bo po prostu brudzi nam odbiór całości, ale jak wspomniałem wcześniej, niektóre z nich warte są zostawienia, bo dodają bardzo interesującego „smaczku” czy charakteru. Musimy tylko rozróżnić, co jest tego warte, a co jest zdecydowanie do śmieci.

     

Tu przy okazji jeszcze jedna wskazówka, którą chcę się podzielić – pozwólcie swojemu DAW nagrywać chwilę dłużej niż trwa dany kawałek, czasem muzycy potrafią po ostatnim takcie dodać coś nieplanowanego, co może bardzo intrygująco zabrzmieć, a szkoda byłoby to stracić tylko ze względu na nasze niecierpliwe palce, prawda?

    • Stosowanie bramki/ekspandera. Czasem będzie tak, że zupełne usunięcie śladu z jakimś szumem nie do końca zadziała na jego korzyść – szczególnie, jeśli mówimy o cichym fragmencie. Dziać się będzie tak dlatego, że takie totalne pozbycie się fragmentu śladu, które skutkuje zupełną ciszą, zabrzmi bardzo sztucznie i nieładnie. Prawdopodobnie ujdzie nam to na sucho w ferworze wielu śladów w gęstym miksie, ale jak mamy przed sobą jakiś intymny i cichy moment oraz minimalną ilość ścieżek, to jest wielce prawdopodobne, że taki zabieg zakończy się porażką. W takich momentach, jeśli nie chcemy ręcznie edytować takiego miejsca, z pomocą może przyjść bramka/ekspander.

     

Zastosowanie takiej wtyczki pomoże nam szybko i skutecznie przyciszyć newralgiczny moment. Musimy tylko dobrać odpowiednie ustawienia i wypróbować je w kontekście całego miksu, a następnie ruszyć dalej. Jeśli działanie tego narzędzia nie jest dla kogoś z Was zrozumiałe, to proponuję zapoznać się z TYM FILMIKIEM. W wielkim skrócie chodzi o to, że wtyczka ta ma za zadanie ściszać (w trybie ekspandera) lub całkowicie pozbywać się (w trybie bramki) sygnału, który spadnie poniżej ustalonego poziomu.

Dość popularne będzie stosowanie tego plug-inu na ścieżce wokalnej, co oczywiście pomoże nam zamaskować szumy w momentach pauz (pomiędzy wersami), o których pisałem wyżej, ale nie jest to jedyne miejsce, gdzie możemy ją wykorzystać.

Drugim rodzajem śladu, który się z bramką lubi, są np. tomy perkusyjne. Jak wiemy, nie są one zbyt często uderzane, a przez całą długość trwania partii perkusyjnej będą podłapywać sygnał z innych elementów zestawu, więc czasem warto skorzystać z tego narzędzia, aby pozbyć się przebić ze stopy, werbla czy blach.

Piszę „czasem”, bo nie zawsze będzie to z korzyścią dla całościowego brzmienia bębnów. Nieraz warto te przesłuchy zostawić, ale w takich sytuacjach musimy pamiętać o tym, że relacje fazowe między wszystkimi mikrofonami „obsługującymi” perkusje muszą być wręcz idealne, bo inaczej skończymy z pokaźną dawką chaosu w brzmieniu bębnów.

    • Ostrożność z kompresją. Istnieje pewna zależność między ilością szumu, który dostał się do naszych śladów, a głębią kompresji, jaką możemy na takiej ścieżce zastosować. Jeżeli chcemy uniknąć wyciągnięcia tych brudów na wierzch, musimy być bardzo konserwatywni w stosowaniu kompresji, a w szczególności w podbijaniu poziomu (make-up gain) po przejściu przez kompresor. Jak wiemy, wtyczka ta jest w stanie podnieść poziom cichszych fragmentów i jeśli wśród nich znajduje się jakiegokolwiek typu szum czy hałas, to i on, razem z sygnałem pożądanym, będzie po kompresji wyraźniejszy.

     

Jeśli jesteśmy już z jakiegoś powodu zmuszeni użyć na danej ścieżce kompresora i to z agresywnymi ustawieniami oraz sporą dawką kompensacji za redukcję wzmocnienia, to warto  przed nim wpiąć bramkę i postarać się za jej pomocą wyeliminować bądź znacznie wyciszyć obecne szumy. Wtedy istnieje szansa, że nawet po sowitym podbiciu gaina w kompresorze elementy brudzące nam ślad pozostaną tylko nieznacznie wyciągnięte i cały proces spełni swoje zadanie w sposób akceptowlany.

    • Precyzyjne i rozsądne stosowanie korekcji. Szum przybiera różne postaci (kolory) i różnie też brzmi. Czasem występuje tylko w jakimś konkretnym paśmie, a czasem na całym spektrum. Zazwyczaj jego najbardziej słyszalna część będzie okupowała tony wysokie i średnie-wysokie. Z tego powodu, czasami skuteczne będzie (do pewnego stopnia, rzecz jasna) zastosowanie korekcji i wycięcie kłopotliwych częstotliwości – albo stosując filtr dolnoprzepustowy, albo półkowy, który zabrzmi mniej agresywnie niż LPF.

     

Jeśli mamy do czynienia z jakimś konkretnym dudnieniem czy brumieniem, które występuje w bardzo wąskim paśmie, możemy zastosować dość głębokie wycięcie korespondującej z danym hałasem częstotliwości używając do tego filtra z bardzo wysoką wartością parametru ‘Q’ – czyli bardzo wąsko. W takich przypadkach warto też rozważyć redukcję wielokrotności danej częstotliwości, bo i tam (w kolejnych harmonicznych) zazwyczaj jakieś śladowe ilości danego brudu też się będą znajdowały.

Tu jeszcze jedna, dość istotna uwaga. Jak zapewne zdążyliście się zorientować, osobiście jestem większym zwolennikiem podcinania niż podbijania pasm podczas używania korektora. Wam również proponuję przyjąć podobną strategię, bo znacznie lepiej wycinać rzeczy, które nie są sygnałem pożądanym niż na siłę podbijać to, co nim jest. A jeszcze gorsza sytuacja jest wtedy, gdy próbujemy podbić pasma, których w ogóle nie zarejestrowaliśmy – np. dół na stopie perkusji czy góra na akustyku. Jeśli użyliśmy złego mikrofonu lub źle go ustawiliśmy i nie zarejestrowaliśmy pełni sygnału, to korektor nam za to nie nadrobi, bo nie ma z czego…

Pamiętajcie, że stosując podbicia w korektorze, oprócz podnoszenia poziomu danej częstotliwości, podnosimy też wszystko inne, co nie jest sygnałem właściwym, a często będą to właśnie wszelkiego rodzaju hałasy. Poza tym, podcięcia zawsze brzmią mniej inwazyjnie i bardziej naturalnie, ale o tym przecież już doskonale wiecie, prawda?

    • Automatyka Korektora. Czasem natrafimy na sytuacje, w których zastosowanie korektora celem wycięcia najwyższych pasm nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Dany ślad może zabrzmieć wtedy zbyt niewyraźnie i matowo w kontekście całości, a poza tym, my chcemy tylko wyciąć jakiś szum w miejscu, w którym jest wyraźnie słyszalny. Zazwyczaj będą to długo wybrzmiewające dźwięki – jak na przykład wypuszczone na końcu utworu akordy na gitarze. Wraz z wygasaniem tych otwartych dźwięków, szum staje się coraz wyraźniejszy. Jednym ze skutecznych sposobów na jego zniwelowanie, jest zautomatyzowanie korektora. Efektywnie zadziała wspomniany w poprzednim akapicie filtr półkowy lub dolno-przepustowy. Musimy tak zaprogramować punkt odcięcia i ramy czasowe tego procesu, aby nasze EQ odcinało najwyższe pasma zgodnie z prędkością wygasania instrumentu. Rezultat będzie taki, jak byśmy zastosowali ściszenie (fade-out), ale tylko na wysokich częstotliwościach, czyli tam gdzie szum jest najbardziej słyszalny. Poniżej zamieszczam pliki audio, które pokazują działanie takiego filtra w praktyce (wyraźny szum pojawia się ok. 7. sekundy):

     

Przed automatyką EQ:

Po automatyce EQ:

    • Korzystanie z wtyczek redukujących szumy. Jako ostatnią metodę na pozbycie się różnego rodzaju hałasów, chciałem krótko opowiedzieć o wszelkiego typu dedykowanych do tego celu plug-inach. Znajdziemy ich na rynku całkiem sporo (chociażby od Waves czy Izotope) i większość z nich spełnia swoje zadanie całkiem nieźle, ale z ich używaniem wiąże się kilka, moim zdaniem sporych minusów – szczególnie, jeśli mówimy o domowym środowisku. Mianowicie:

     

a/ pakiet tego typu narzędzi jest zazwyczaj drogi.

b/ aby prawidłowo obsłużyć tego typu wtyczki potrzeba poświęcić trochę czasu na ich naukę, żeby rozumieć, co i jak należy zrobić.

c/ plug-iny te wprowadzają zazwyczaj dużą latencję zabierając przy tym pokaźną dawkę mocy obliczeniowej naszych maszyn.

d/ wprawdzie pozwalają na precyzyjne usuwanie szumów, kliknięć, sprzężeń i tym podobnych, ale zazwyczaj generują trochę artefaktów i jest to nieuniknione.

Nie mówię, że nie da się z tym żyć czy znaleźć sposobu na radzenie sobie z tymi aspektami, bo tak nie jest, ale uważam, że na potrzeby pracy w domowym czy projektowym studiu, inwestycja w taki ‘kombajn’ może się czasem trochę mijać z celem, choć oczywiście nie musi. Ja osobiście zacząłem niedawno korzystać z RX2 od Izotope i powiem, że jestem bardzo mile zaskoczony, ale zajęło mi trochę czasu rozgryzienie wielu funkcji oraz dobieranie odpowiednich algorytmów do konkretnych przypadków.

Ale zastanówcie się, czy nie lepiej porządnie się przyłożyć do nagrywania śladów od samego początku i zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy – zamiast nagrywać ścieżki w sposób niedbały, nie przykładając zbytniej wagi do kwestii otaczających nas hałasów i później inwestować kilkaset dolarów w program, który (zakładając, że będziemy umieli się nim posłużyć) tylko do jakiegoś stopnia naprawi nasze błędy? Rezultaty prawidłowego nagrania zawsze przewyższą nie wiadomo jak wyszukane narzędzia.

Nie zrozumcie mnie źle, bynajmniej nie neguję tego typu wtyczek, szczególnie, że w ostatnich latach znacznie poprawiła się ich efektywność i z pewnością będą one znajdywać zastosowanie w pracy z dźwiękiem. Chcę tylko zaszczepić w Was dbanie o jak najlepsze ślady od momentu wciśnięcia guzika „Record”, a nawet jeszcze wcześniej – jak przygotowujecie swoje środowisko pracy – wszystko po to, aby możliwie najmniej jakichkolwiek hałasów trafiło na Wasze dyski twarde razem z sygnałem właściwym, bo takie powinny być nasze priorytety. Poleganie na późniejszym naprawianiu fundamentalnych błędów rzadko kiedy dobrze się kończy.

Podsumowanie

Pamiętajcie, że w niektórych sytuacjach, pewnego rodzaju szumy wpływają pozytywnie na całościowy odbiór naszej muzyki (i bynajmniej nie mówię tu tylko o ditheringu). Z uwagi na to, że żyjemy w erze krystalicznie czystych nagrań (niestety, bo ja na przykład lubię trochę brudu…) producenci plug-inów zaczęli do niektórych produktów wprowadzać możliwość zaimplementowania emulacji szumu analogowego (np. Waves w emulacji bus-compressora SSL)… No masz babo placek – my tu walczymy, żeby się pozbyć szumu ze swoich śladów, a oni celowo i świadomie chcą, żebyśmy go teraz dodawali… WTF? 🙂

Nie wiem, czy jest to kwestia tęsknoty za czasami nagrywania na taśmę, czy niechęć do rzekomo „zimnego” brzmienia cyfry, ale jedno jest pewne – w świecie realizacji dźwięku nic nie jest pewne!

Hydysz!

Zostawić komentarz ?

18 Komentarze.

  1. chyba coś jest nie tak,nie słyszę żadnej różnicy…słuch czy odsłuch..nie wiem…

  2. No ja też nie zauważyłem większej różnicy w plikach. Coś tam trochę jest, ale można by było dać naprawdę szumiącą gitarę. W kwestii szumów używam wtyczki o nazwie Reafir która znajduje sie na pokładzie programu REAPER i powiem że całkiem szybko i skutecznie można usunąć szum ze ścieżek. Całkiem oznacza to, że nie usuwa go na 100 % tylko trochę zostaje, ale trochę brudu powinno być w nagraniach. Pieprzyć zasady idealnie czystego nagrania !!

  3. rufinmusic

    Haha, ja również specjalnej różnicy w tych nagraniach nie widzę (nie słyszę 😈 ):roll:

  4. wolę nagrać jednak dobrze utwór, aniżeli siedzieć kilka dobrych godzin na usuwaniu czegoś, czego w zasadzie się nie da usunąć.
    ostatnio nagrywałem gitarę akustyczną… w pokoju obok ma 2 ptaki i one się nagrały na ścieżkę… jednakże w takim momencie, że idealnie to pasuje aranżacyjnie i idalnie DALEKOOOOO jest w tle, po prostu czysty genialny przypadek 😀

    • Zawsze lepiej zadbac o zrodlo niz sie potem zmagac. A i ‘genialne przypadki’ tez trzeba wyhaczac, a czasem nawet podkreslic 🙂

  5. http://www.youtube.com/watch?v=CVZcAzXWciQ

    doskonały przykłąd jak wiele smaczku dodaje zostawienie troszke miejsca z porzodu z tyłu nagrania i pozostawienie kilku ciekawym dzwięków, głosów i brzmień. Genialnie zgrana kompozycja

  6. Ja tez lubie troszke brudu, w tym celu kupilem starego kaseciaka schneider, 72 rocznik, odnowilem i jak wsadzilem stara kasete to przypomnialy sie stare czasy.
    Teraz uzywam go jako efektora tasmy, naturalne szumy, naturalna kompresja, harmoniczne, etc.
    BTW. fajnie by bylo pogrupowac wszystkie wpisy na blogu, troszke zredagowac i stworzyc fajna polskojezyczna ksiazke, bo niestety jest ich jak na lekarstwo, a wiedzy tu je dostatek. 😀

  7. Moze oczywsite ale warto robic fade in i out na pocietych trackach.

    A przy pluginach lubi przesluchiwac samej odfiltrowanej czesci – aby nie zniszczyc tracku lub lepiej uslyszec co trace i potem porownac.

  8. A pokaż nam Igor jakiś taki kawałek gdzie realizator nie dość że celowo nagrał z brudem, to jeszcze na potrzeby koncepcyjno-artystyczne poharatał to nie taką edycją czy jakimś kopniętym dehisserem.
    Jak posłuchamy co to znaczy dobrze odlecieć z takim pomysłem, to niektórzy przestaną nazywać swoje nieumiejętności wintydżowym ciepełkiem czy ch… wie czym

    • Takie mocno przegięte rzeczy z brudami i “chorą edycją” będą obecne zapewne we wszelkiego rodzaju muzie elektronicznej, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone, a często używa się wręcz szumu do kreowania dźwięków. Tak samo, tnie się wokale na króciutkie frazy i np. opóźnia, wyprzedza, przyspiesza, etc. To niestety zupełnie nie moje podwórko, więc ciężko mi o konkretny przykład, acz słyszałem to nie raz. Ale jeśli chodzi o nieprzejmowanie się szumami, bzyczącymi wzmacniaczami lub nie wycinanie odgłosów tła, to posłuchaj płyty Curtains Johna Frusciante, która często tonie w szumach, czy chociażby wstępu do “All At Once” Jacka Johnsona, gdzie terkoczący wzmacniacz daje po uszach. Dodatkowo, warto mieć na uwadze takie rzeczy, jak “naturalne hałasy” – przydkład: wstęp do “Videotape” Radiohead, gdzie słychać kręcącego się na krześle i naciskającego pedały pianina Yorke’a. W tym samym kawałku też jest motyw rozmijającego się coraz bardziej fragmentu perkusyjnego w miarę postępowania kawałka (w lewym kanale). Naprawdę można sporo namieszać wszelkimi niedociągnięciami – i o to czasem chodzi 🙂

  9. oczywiście chodzi mi o współczesne nagrania

  10. Być może brak słyszalności różnicy wynika z gównianego odsłuchu, który ma taką a nie inną charakterystykę; mój 20-letni słuch słyszy ją bardzo wyraźnie, przykład jest dość wyraźny, ale jeśli chcecie być w 100% pewni, że wychwyciliście o co chodzi, odpalcie i przepuśćcie przez jakieś EQ, podbijcie górę – taka tania symulacja słuchawek dobrze przenoszących górę ;d Pzdr.

    • Jest to szybka i prosta metoda na wychwycenie różnic w tym przypadku. Kurczę, mi się wydawało, że będzie to bardzo wyraźnie słyszalne dla wszystkich 🙂

Zostaw komentarz