Jak Sobie Radzić z Hałasem i Szumem w Studio, Cz. 1

Powróćmy jeszcze na chwilę do tematu problemów technicznych, na jakie będziemy narażeni podczas pracy w studio. Jednym z najczęściej spotykanych wrogów dobrze brzmiących nagrań są niewątpliwie wszelkiego rodzaju hałasy, szumy i przydźwięki.

Niezależnie od tego, z jakiego pochodzą źródła, potrafią bardzo negatywnie wpłynąć na jakość naszych nagrań, dlatego należy dołożyć wszelkich starań, aby je wyeliminować lub chociażby zminimalizować – zanim jeszcze wciśniemy guzik „Record” w naszym DAW.

Żyjemy w takich czasach, że jesteśmy niemal bezustannie bombardowani odgłosami z zewnątrz, ale zwykle nie zdajemy sobie sprawy z ważkości tego problemu… dopóki nie zaczniemy nagrywać. W dzisiejszym oraz kolejnym artykule postaram się zaprezentować Wam kilka sposobów radzenia sobie z różnego typu hałasami w naszym studio, abyście bogatsi o tą wiedzę, mogli zoptymalizować swoją pracownię pod kątem pracy z dźwiękiem. Zdradzę Wam też mały sekret, który powinien znacznie podnieść jakość Waszych nagrań.

Pierwszą i najważniejszą kwestią jest zidentyfikowanie źródła potencjalnego hałasu, następnie dobranie odpowiedniej metody zaatakowania problemu i w końcu jego eliminacja.

Zacznijmy więc od klasyfikacji potencjalnych źródeł hałasów i szumów:

    • Zewnętrzne – ruch uliczny, kosiarki, ciężarówki, tiry, śmieciarki, syreny, samoloty, hałaśliwi sąsiedzi, itp.
    • Wewnętrzne – lodówka, pralka, telewizor, chłodziarka, klimatyzacja, komputer (wiatraki, dyski), skrzypiące drzwi, krzesła, itd.
    • Mechaniczno-Elektryczne – instalacja elektryczna, szumy, buczenie, brum, etc.
    • Sprzętowe – mikrofony, preampy, konwertery, wzmacniacze gitarowe.

Identyfikacja źródła hałasu

Usiądźcie wygodnie w swoim studio, zaprzestańcie jakichkolwiek prac i po prostu posłuchajcie przez chwilę „ciszy”. Co obserwujecie? Nawet, jeśli siedzicie bezczynnie, prawdopodobnie nadal usłyszycie szum z komputera, ciche buczenie z klimatyzatora lub szum wody w rurach czy może nawet jakieś „odgłosy dnia” z zewnątrz. Sytuacja jest szczególnie trudna, jeśli mieszkacie w gęsto zaludnionym rejonie czy na zamkniętym osiedlu, gdzie przez większość dnia słychać dzieci na placu zabaw czy panią tresującą psa w jeździe na deskorolce – autentyk z mojego podwórka – to jest za głupie żeby to zmyślić… 🙂

Jedna z “tajemnic” dobrych nagrań…

  • Obecność tego typu „zanieczyszczeń” jest wyraźnym sygnałem, że mamy do czynienia z wysokim poziomem hałasu i to jest jeden z najważniejszych czynników, który odróżnia nas od profesjonalnych studiów nagrań – w nich bowiem, w trybie „bezczynności”, nie słychać zupełnie nic. Komputer i wszelkie urządzenia zasilające są w innym pomieszczeniu, studio jest odizolowane od świata zewnętrznego i pomieszczeń typu kuchnia, łazienka i green room (pokój wypoczynkowy dla strudzonych muzyków) czy innych, mieszczących się w budynku. Jak artyści zaczynają grać w live-roomie – to powinno być słychać tylko ich.

Wierzcie mi lub nie – to jest jeden z kilku sekretów świetnie brzmiących nagrań oraz powód, dla którego nasze produkcje z domu będą jednak trochę odstawały od tych, zrealizowanych w przeznaczonym do tego celu placówkach. Tak, moi drodzy, hałas w nagraniach (a właściwie jego brak) jest tym, co odróżnia nagrania chłopców od nagrań mężczyzn. Możecie obsesyjnie poszukiwać butikowego sprzętu, czytać w sieci recenzję każdego mikrofonu, przedwzmacniacza czy innego urządzenia studyjnego i wybrać „ten najlepszy model”, ale jeśli nie wyeliminujecie hałasu ze swoich nagrań, to nigdy nie zbliżycie się poziomem do tych, produkowanych w profesjonalnych studiach. Nie jest to bynajmniej jedyny wymóg, ale świetny, bardzo znaczący i przede wszystkim – słyszalny krok w dobrą stronę.

  • Inna możliwość – to jednostajny, stały „brum” w każdym nagranym śladzie lub nawet przed nagraniem, który daje o sobie znać na częstotliwości 50Hz (w Europie) lub 60Hz (w USA), a czasem też sięgające 100Hz (lub 120Hz) i kolejnych harmonicznych. To jest wyraźny znak, że coś jest nie w porządku z naszą instalacją elektryczną, a dokładniej – z uziemieniem. Na brumienie najczęściej skarżą się właściciele laptopów, a szybkim i skutecznym sposobem eliminacji tego problemu jest odłączenie ładowarki i praca na samej baterii.

Rozwiązanie to jest oczywiście doraźne i znacznie lepiej zająć się problemem u źródła – jeśli mamy smykałkę do elektryki. Jeśli nie, zawsze możemy poprosić o pomoc specjalistę. Może się też okazać, że tylko jedno gniazdko jest wadliwe i przepięcie się do innego załatwi problem. Ciężko przewidzieć każdą sytuację, ale aby jeszcze dodatkowo zminimalizować problem i przy okazji trochę się zabezpieczyć, radzę zaopatrzyć się w listwę przeciwprzepięciową ze sporą ilością gniazd i tylko do niej podłączyć wszystkie używane przez nas urządzenia w studio. Raz, że zminimalizujemy brum, a dwa, że w razie awarii, spięć i tym podobnych, stracimy tylko listwę, a nie drogocenny sprzęt.

  • Kolejne możliwości, to wszelkiego typu sprzęty użytku domowego, które wymieniłem wyżej, plus to, o czym napisać zapomniałem lub czego nie potrafię przewidzieć oraz wszystko inne dochodzące z zewnątrz. Mieszkamy w różnych miejscach, w różnych regionach i w różnych środowiskach – sami z pewnością wiecie, jakiego typu hałasy przeszkadzają Wam najbardziej – u mnie oprócz pani z pieskiem, który jeździ przed blokiem na desce (jeszcze z miesiąc tresury i będzie kick-flipy wykręcał) do pieca dodaje sąsiad mieszkający piętro wyżej, który rzadko kiedy wyłącza muzykę.

Przeanalizujcie więc swoją własną sytuację i zastanówcie się, co możecie zrobić, aby ograniczyć dopływ tych wszystkich „brudów”.

Ja na przykład planuję zakup śrutówki…

  • Ostatnia możliwość, to szumy własne sprzętu, którym dysponujemy. Niewiele możemy zrobić w kwestii ich eliminacji czy poprawy parametrów, bo wiązałoby się to z ingerencją w „bebechy” danego urządzenia, do czego niewielu z nas ma kompetencje, nie mówiąc już o naruszeniu gwarancji, inwestycji dodatkowych pieniędzy w lepsze komponenty, wiedzy DIY i sporej precyzji w wykonaniu całego zadania.

Dobra wiadomość jest taka, że w dzisiejszych czasach zdecydowana większość produkowanego sprzętu do home-recordingu trzyma przyzwoity poziom i nie musimy się zbyt często o to martwić. Poza tym, uważam, że o wiele większą poprawę poczujemy pozbywając się głównych źródeł hałasów z zewnątrz i wewnątrz studia niż gdybyśmy obsesyjnie myśleli o tym, że nasz mikrofon jest o 2 dB głośniejszy (w sensie generowanego szumu własnego) niż mikrofon kumpla. Takie rzeczy powinny nam zaprzątać głowę dopiero wtedy, gdy większe zmartwienia będą zażegnane.

Jak Radzić Sobie z Hałasami?

Podobnie, jak w przypadku cyklu artykułów o fazie, dudnieniach i rezonansach, prześledzimy nasze opcje na różnych etapach pracy z dźwiękiem.

ETAP NAGRYWANIA

Ten jest kluczowy dla możliwie najuboższych w szumy ścieżek, dlatego wszystko, co zrobicie w kierunku wyeliminowania brudów, wyjdzie wszystkim na plus. Oto kilka moich propozycji:

    • Izolacja Akustyczna – wszyscy wiemy, że zainstalowanie „pomieszczenia w pomieszczeniu” to rozwiązanie idealne dla każdego studia, ale spójrzmy prawdzie w oczy, nikt z nas sobie raczej nie pozwoli na zainstalowanie pływającej podłogi czy kilku warstwowych ścian z pustką powietrzną wewnątrz mieszkania. Smutna prawda jest taka, że jeśli w naszym pokoju słychać sporo odgłosów z zewnątrz, to tylko do niewielkiego stopnia będziemy w stanie temu zaradzić. To jest ten przypadek, gdzie nie da się skutecznie wyeliminować problemu półśrodkami. Pół biedy, że nasze hałasy będą wydostawać się na zewnątrz naszego pokoju, gorsza część polega na tym, że tyle samo będzie się w stanie do naszego studia dostać i tu nasze nagrania ucierpią.

     

Co więc możemy uczynić zanim się ostatecznie poddamy?

    • Wybierzmy najcichszy pokój w domu/mieszkaniu. Nie zawsze jest to możliwe, ale jeśli jest – nie ma się nad czym zastanawiać. Jeśli mieszkamy w domu – lepiej wybrać pokój na piętrze. Jeśli mamy do wyboru pokój usytuowany pomiędzy innymi – wybierzmy go zamiast szczytowego (będącego granicą murów zewnętrznych). Jeśli jest z tyłu domu – będzie lepszy niż ten od strony głośnej ulicy, itd.
    • Uszczelnijmy okna i drzwi. Obowiązuje tu prosta zasada – jeśli powietrze może się dostać do naszego pokoju, tak samo może dźwięk. W ruch mogą pójść grube koce, kotary, a nawet ręczniki – wszystko, co w jakimś stopniu ograniczy hałasy z zewnątrz.
    • Możemy zmienić okna na grubsze bądź dwuwarstwowe, ale jest to rozwiązanie dość drogie.
    • Możemy zabudować okna – albo tymczasowo budując ruchomy panel z grubego materiału, albo na stałe przytwierdzając go do ściany i zakrywając całkowicie okno.
    • Wyłączmy lub wynieśmy z pokoju na czas nagrywania wszystkie urządzenia, które nie muszą być używane – klimatyzator, tykający zegar, chrapiący pies, etc.
    • Zmieńmy to skrzypiące krzesło, którego mieliśmy się pozbyć w zeszłym roku…
    • Ograniczmy hałas dobiegający z komputera. W tym celu możemy: zainwestować w zamykaną szafeczkę specjalnie do tego celu przeznaczoną lub złapać za deski, młotek, gwoździe i zawiasy i skonstruować takową samemu. Innym sposobem jest zbudowanie paneli, nawet z pianki akustycznej przyklejonej do jakiejś twardej powierzchni i zastawienie nimi wieży komputera z obu stron. Jeszcze inny sposób i to darmowy, to zbudowanie „zasłonek” z grubych bluz czy koców. Pamiętajcie tylko, że przy każdym z tych rozwiązań należy wziąć pod uwagę to, aby zostawić trochę marginesu na dopływ powietrza, bo inaczej komputer zbytnio się nagrzeje i po prostu wyłączy, a nic tak nie wytrąca z rytmu, jak samoczynne zamknięcie systemu, gdy właśnie nagrywaliśmy partię życia. A jak je znam – to właśnie wtedy komputer wybierze sobie taki moment 😉 Dlatego niegłupim pomysłem jest zabudowanie komputera z przodu, a zamiast takiej „ścianki” z tyłu, możemy dokładnie naprzeciwko „pleców” komputera przykleić na ścianę panel z pianki, co w jakimś stopniu odizoluje odbijający się od tej ściany szum, jednocześnie pozwalając na swobodny przepływ powietrza.

Nawiasem mówiąc, to jest jedyny przypadek, kiedy moim zdaniem można skorzystać z tych dziadowskich pianek, bo w tym przypadku nie są one elementem adaptacji pomieszczenia i nie mają wpływu na brzmienie. Niech mi nikt tylko nie wywnioskuje z tego, że pianki się nadają do izolacji akustycznej, bo to zupełnie nie ta liga. Dla jasności – izolacja, to pierwszy podpunkt tej listy, a nie zasłanianie komputera ścianką wielkości 60x20cm 🙂 Korzystamy w tym momencie z faktu, że pianki w przyzwoitym stopniu absorbują wysokie częstotliwości, a te w większości składają się na szum wiatraków komputera i dysków twardych. Koniec dygresji.

    • Możemy zainwestować w system chłodzenia komputera wodą – niegłupie rozwiązanie, ale nadal dyski będą nam hałasować. Za kilka lat pewnie standardem będą bezgłośne dyski SSD, ale póki co, musimy się jeszcze poużerać ze standardowymi „twardzielami”. W niektórych komputerach składanych z założeniem pracy przy dźwięku dyski twarde montuje się w lekko wyciszonych kieszeniach, co też trochę zmniejsza hałas wydostający się z obudowy. Jak mówię – każdy mały kroczek zbliża nas do celu. Warto tego spróbować.
    • Powinniśmy regularnie czyścić wiatraki wewnątrz komputera – np. sprężonym powietrzem. Gwarantuje, że maszyna od razu będzie pracowała ciszej.
    • Możemy zaopatrzyć się w bezprzewodową mysz i klawiaturę, aby móc odsunąć komputer jak najdalej od mikrofonu (lub nawet do innego pomieszczenia). To jest akurat bardzo dobre rozwiązanie, bo nawet we w miarę cichym pokoju, to właśnie komputer jest głównym winowajcą w kwestii generowania szumów.
    • Ustawiając się do nagrywania, starajmy się zachować jak największy dystans między mikrofonem a komputerem.
    • Ustawiając mikrofon do nagrywania, upewnijmy się, że jest skierowany tyłem do komputera. Korzystajmy z charakterystyki kierunkowej mikrofonów. Jeśli ktoś z Was nie wie, o czym mówię, może o poczytać o szczegółach W TYM ARTYKULE.
    • Nagrywając, stańmy bliżej mikrofonu niż by się nam wydawało sensownie. Im głośniejsze źródło, tym łatwiej nam będzie później zamaskować szum w nagraniu. Nie przesadźmy jednak z tą bliskością i zwracajmy uwagę na efekt zbliżeniowy.
    • Jeśli to możliwe, uczyńmy źródło sygnału głośniejszym – zagrajmy troszkę mocniej niż zwykle na akustyku, wyemitujmy ze swoich płuc i strun głosowych delikatnie mocniejszy dźwięk.
    • Ustawmy optymalną czułość przedwzmacniacza. Wszyscy wiemy, że każdy preamp ma jakiś optymalny punkt, tzn. taki, gdzie daje nam całkiem sporo czystego wzmocnienia. Z reguły są to okolice 70-80% skali, ale to też zależy od jego klasy. Powyżej optymalnego punktu zaczynają się pojawiać mocno słyszalne szumy, co jest znakiem, że musimy lekko wycofać potencjometr Gain i próbować jeszcze innych metod.
    • Zmiana mikrofonu na dynamiczny. To jest najśmieszniejszy ze wszystkich wymienionych punktów, dlatego nie mogłem o nim nie napisać… Już tłumaczę – jak wiemy, ‘dynamiki’ są o wiele mniej czułe od typowych ‘pojemników’, więc automatycznie wyłapią znacznie mniej odgłosów z pomieszczenia (w tym szumów). Ironia jednak polega na tym, że dokładnie z tej samej przyczyny wymagają znacznie większego wzmocnienia z przedwzmacniacza, przez co ten zapewne zacznie już szumieć, aby uzyskać w miarę użyteczny poziom sygnału. W takiej sytuacji zamieniamy jakby jeden szum na inny. Paranoja… 🙂 Nie zawsze tak będzie, ale w ekstremalnych przypadkach może się to zdarzyć. O, losie…
    • Jako ostatnią radę (celowo) mogę zasugerować zakup nowego sprzętu, typu mikrofon czy preamp o trochę lepszych parametrach (mniejszy poziom szumów) niż nasze obecne „zabawki”. A dlaczego mówię o tym w ostatniej kolejności? Jeżeli w naszym studio mamy do czynienia z hałasami z zewnątrz i wewnątrz pomieszczenia, to należy je zaatakować w pierwszej kolejności. Nowy preamp czy mikrofon ich przecież nie wyeliminuje, mało tego – on je wzmocni, bo będzie bardziej czuły na wszelkie sygnały. Rezultat będzie taki, że zadziałamy na swoją niekorzyść… Jeśli najpierw zajmiemy się wyeliminowaniem źródeł sygnału z zewnątrz i nasza pracownia będzie w miarę cicha w środku, to dopiero wtedy warto rozważyć upgrade do lepszego półkowo sprzętu, bo wtedy mamy szanse poczuć te kilka procent poprawy.

Podsumowanie

I tyle słowem zapobiegania i niedopuszczania różnego typu hałasów do naszych pieczołowicie nagrywanych śladów. Mam nadzieję, że weźmiecie sobie choć kilka z wymienionych rad do serca i wykorzystacie je podczas swojej kolejnej sesji, bo jestem bardziej niż pewny (to w ogóle logicznie poprawne…?), że Wasze ścieżki na tym sporo zyskają. O sposobach usuwania szumu po nagraniu porozmawiamy w następnym artykule, a jeśli macie jakieś własne sposoby radzenia sobie z szumami wewnątrz i wokół studia, to zapraszam do komentarzy.

Zostawić komentarz ?

25 Komentarze.

  1. Zmiana mikrofonu na dynamiczny to moja broń numer jeden:D. Szczególnie jak nagrywam dźwięki a nie muzykę. Wtedy szum jest bardziej słyszalny w końcowym produkcie. A Sm58 naprawdę cuda potrafi nagrać z dobrą dokładnością.

    Do tego stawiam sobie drugie drzwi we wnęce na korytarzu:D, uciszam ludzi, wieszam ładne koce jak pranie w pokoju :D, zasłaniam okna czym się da. Robi się cicho przytulnie, no i można rozpocząć kreatywną sesje :D.

    • Btw. do zobaczenia wszystkim na soundedit :D.

    • Plus dla Ciebie! W domowych warunkach trzeba korzystać z tego, co się ma w jak najbardziej kreatywny sposób 🙂

    • Większy plus dla nagrań:D.

  2. No dobrze, ale znam cala mase nagran w ktorych halasy biora udzial. Przychodzi mi do glowy Bruce Springsteen ze swoja plyta akustyczna ktorej tytulu nie pamietam ale zaskoczylo mnie to ze slychac ruch uliczny. Bylo goraco zostawil otwarte okno. Mysle e o wiele wiekszym problemem sa zaklocenia w sieci. Oczywiscie mamy na to lekarstwa jak DeBuzzer, DeClicker, DeNoiser fmy Sonnox aczkolwiek bez problemu mozna uzyc chocby Denoiser’a wewnetrznego w Logic’u jesli ktos uzywa Logic’a akurat z takim samym efektem ale wiekszym trudem.
    Noise gate moze troche pomoc, ale osobiscie mam wrazenie ze te halasy akurat (uliczne itp) dodaja troszke zycia nagraniom tym bardziej ze sa zawsze daaaaaaleko w tle.
    Nagrania domowe beda sie roznic od studyjnych PRO glownie z powodu braku odpowiedniej klasy i jakosci konwerterow AD/DA, odsluchow i umiejetnosci. Trudno jest mowic o dobrej jakosci gdy uzywa sie Apogee Duet chociazby w porownaniu do pelnego ProToolsa. Mysle ze jakosc spreztu domowego jest taka jak jego najslabsze ogniwo, wiec co z tego jesli ma sie nawet ULN-8 Metric Halo w domu jesli na nim jeszcze bardziej bedzie slychac slaba jakosc mikrofonu? Nie stawialbym na sterylnosc nagran jednak, ale to jest bardzo osobista uwaga 🙂

    • Jak najbardziej sie z tym zgadzam i nie bez powodu pisze we wstepie kolejnej czesci artykulu o nie wpadaniu w panike z powodu jakichs malych halasow towarzyszacych nagraniom.

  3. nie wiem, kogo bardziej boli sytuacja z pieskiem; Ciebie, czy pieska 😀

    przyda mi sie ten artykuł, gdyż przemeblowałem pokój i blisko mikrofonu mam komputer 🙂

    • Poki co, jeszcze nikogo jakos bardzo nie boli, ale jak kupie srut, to powinno sie polepszyc – ja bede mial ciszej, a piesek bedzie zasuwal na desce w podskokach 😉

  4. W kwestii szumów – warto też zwracać uwagę na barwę (ciepłotę) szumu własnego użytego sprzętu (mikrofony, preampy, konwertery, programowy dithering, etc). Szum nie zawsze jest wrogiem, ale jego jakość brzmieniowa, przynajmniej w niektórych przypadkach – decyduje o przyjemności ze słuchania.

  5. Powinien być jakiś magiczny sposób na odseparowanie szumów z nagrania. Później duplikowanie ich i puszczanie w przeciwfazie żeby się znosiły o.O Znaleźliśmy niszę na rynku. Chociaż wiadomo, że to tak nie działa, to i tak miło się o tym myśli.

  6. rufinmusic

    “Ja na przykład planuję zakup śrutówki…” 🙄 :mrgreen: Najlepszy fragment !

  7. hahahaha, śrutówki jak mniemam do odstrzelenia slaabych odsłuchów? Strzał w membranę powinien rozwiązać problemy…

  8. Dawid – magiczne sposoby na odseparowanie szumu owszem i są, tylko niestety nie działają tak magicznie jak zapewniają producenci. Aczkolwiek to też zależy od tego, na ilu śladach pracujesz i ile z nich ma analogowe źródło pochodzenia, plus – co (jaka treść) na tych śladach się znajduje.

    • Zgadza sie. Trzeba brac poprawke na to, ze totalne usuniecie szumow bez jakichkolwiek skutkow ubocznych jest raczej nieosiagalne. Ale z drugiej strony – nie nalezy z tego powodu popadac w obsesje.

  9. Wielkie dzięki Igorze za ten artykuł, co prawda o większości z tych rzeczy o których napisałeś wiedziałem już wcześniej ale napewno wielu “DJom OBoże” ten artykuł otworzy oczy.

    Kilka rad ode mnie:
    1. Starajmy się cały sprzęt studyjny podłączać do jednego gniazdka przez listwę zasilającą, ponieważ brumienia najczęściej pojawiają się kiedy podłączamy komp do jednego a resztę sprzętu nagrywającego do innego gniazdka, wtedy tworzy się pętla elektryczna powodująca te problemy.

    2. Do wytłumienia kompa najlepiej nadają się podkładki pod myszki naklejone od wewnątrz obudowy
    (przynajmniej u mnie dało to dobry efekt).
    Warto też zakleić nimi wszystkie otwory wentylacyjne z wyjątkiem tego na wprost wiatraka od procesora i wlotowego z przodu. To dodatkowo poprawia chłodzenie ponieważ w obudowie tworzy się “przeciąg w jedną stronę” powietrze wpada z przodu, chłodzi dyski potem resztę i wypada zasilaczem, nie wpada ogrzane innymi otworami.

    3. Dysków twardych po włożeniu w kieszenie wyciszające polecam nie przykręcać do obudowy i położyć na kawałku choćby styropianu – wyeliminujemy drgania dysku, choć należy o tym pamiętać przy przenoszeniu sprzętu.

    4. SMARUJMY WIATRAKI W KOMPUTERZE !!! Najlepiej zaraz po zakupie. Takie wiatraki chodzą ciszej niż producent przewiduje i przedłużamy ich żywotność.
    Moje wiatraki przy gwarancji na 2 lata chodzą cicho i bezawaryjnie już ósmy rok. Wystarczy zdjąć gumową zaślepkę pod nalepką na silniku i dać jakieś dwie kropelki zwykłego oleju silnikowego raz na kilka miesięcy.

    Wszystkie rady o których napisałem znam z autopsji więc myślę że wam też przyniosą zaskakujące rezultaty. 😉

  10. A tak w ogóle, to do nagrywania – warto kupić jakiś budżetowy field recorder (nagrywajkę terenową/polową) i wpinać się pod nią, bez komputera. Z polecanych w okolicach 2000zł to od sony’ego pcm-d50 (dobre brzmienie) i olympus ls-100 (8-śladowy playmultitrack z 2 wejściami XLR i phantomem 48V). Jasne że moża drożej (jakiś tascam za 4000), ale z podstaw to bym polecał właśnie te (z uwagi na jakość własnych parametrów vs możliwości).

    • Takie coś zawsze przydatne, szczególnie jak się chce trochę rzeczy w dziczy ponagrywać.

  11. Nie tylko w dziczy 😉 Kapele garażowe też dobrze łapie (oba w/w zniosą nawet najcięższe obciążenia garażowe na własnych mickach; dla przykładu zoom wymiękł daleko hen po drodze). Ogółem do live performance też się całkiem całkiem sprawdza. Można też wykorzystać w tandemie monitory-nagrywajka jak ktoś chce prawdziwej przestrzeni dodać (jop, tej z szumami własnymi) zamiast cyfrowych reverbów co brzmią jak blaszane garnki.

  12. 😆 Mowa jest tutaj o wyciszaniu pomieszczania żeby się szmer nie wdarł do nagrania. A co zrobić gdy sam wzmacniacz generuje najwięcej hałasu. Obecnie korzystam ze znanej i cenionej przez wielu muzyków oraz realizatorów dzwięku konstrukcji peavey-a 6505. Wzmacniacz ma ciekawe brzmienie jednak strasznie szumi bo zapewne producentom nie chciało się wstawić lepszego trafa.

    • Może być coś w konstrukcji samego pieca, a może to być wadliwa instalacja elektryczna (uziemienie). Generalnie żaden wzmacniacz nie jest idealnie cichy i zazwyczaj w nagraniach nie stanowi to problemu, bo jak grasz, to sygnał spokojnie ten szum zamaskuje. W przerwach w grze zawsze możesz zastosować bramkę lub ręcznie to potem wyciszyć edycją. W ostateczności zawsze można sięgnąć po wtyczki redukujące szumy.

Zostaw komentarz