Eksperymenty w Studio, Cz. 2

Zgodnie z obietnicą, w drugiej części artykułu rzucimy się na głęboką wodę przeróżnych eksperymentów w studio. Ostatnio poznaliśmy kilka sposobów na urozmaicanie brzmienia śladów głównie z użyciem wzmacniaczy gitarowych i basowych, a dziś poznamy kolejne 14 trików i technik, które będą mogły stanowić o unikalności naszych ścieżek.

Na koniec krótko opiszę pewne aspekty związane z teoretyczną stroną przeprowadzania eksperymentów oraz podzielę się z Wami jedną, istotną radą.

A więc eksperymentów ciąg dalszy… Spójrzmy, co by tu jeszcze nabroić:

    • Używanie ekstremalnych ustawień wtyczek lub zewnętrznych procesorów. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jaki sens ma ogromny zakres możliwości podbicia lub wycięcia jakichś częstotliwości w korektorze? Zwykle podchodzimy do korekcji w sposób stonowany i chirurgiczny stosując niewielkie, kilkudecybelowe zmiany. Ale dlaczego by nie pójść dalej i zobaczyć, gdzie nas może takie okrutne traktowanie sygnału zaprowadzić? Czasem warto wypróbować jakieś skrajne ustawienia EQ, czy też zmasakrować bębny kompresorem albo kilkoma różnymi kompresorami lub zastosować na nich przestery, saturację i inne procesy. Pamiętajmy tylko o tym, żeby przed zastosowaniem takiego ekstremum obniżyć trochę poziom sygnału, bo wielkie podbicia jakichś pasm są niczym innym, jak podniesieniem głośności w danym zakresie. Jeżeli decydujemy się na spore wycięcie, to należy po takim zabiegu podnieść poziom danej ścieżki, rzecz jasna.
    • Używanie kostek gitarowych na przeróżnych źródłach dźwięku, nie tylko na gitarach. Niezależnie od tego, czy skorzystamy z wtyczkowych emulacji stomp-boxów czy wypuścimy sygnał na fizyczną kostkę, każdy rodzaj ścieżki puszczonej przez jeden bądź łańcuch efektów może nam przynieść ciekawe wyniki – szczególnie, jeśli chodzi o wszelkiej maści przestery – fuzz, overdrive, distortion czy inny „total-masakrator” 🙂
    • Korzystanie z zabawkowych instrumentów, małych elektronicznych pianin, grzechotek, wozów strażackich, skrzeczących kaczuszek czy innego tego typu zabawek. Nawet kawałek drewnianego klocka uderzony pałką perkusyjną, czy grzechotka z dużej solniczki albo szklana butelka, jeśli użyte z wyobraźnią mogą wzbogacić dany track. Generalnie powinniśmy się rozejrzeć po kuchni czy pokoju i sprawdzić, co może generować jakiś dźwięk – po prostu skorzystajmy z tego, co mamy w domu. Może to czasem wyglądać komicznie, ale wierzcie mi, że zabawa jest przednia, a efekty potrafią mocno zadziwić.
    • Używanie nietypowych instrumentów. Nikt nie powiedział, że musimy zawsze używać tylko standardowych i popularnych zestawów. Zamiast gitary, zagrajmy na ukulele, zamiast bębnów, wypróbujmy bongosów, przetestujmy cymbałki, flet, marakasy i całe multum innych, rzadziej bądź nigdy nie używanych w naszej muzyce instrumentów. Nie bójmy się wyjść ze swojej komfortowej strefy i bądźmy otwarci na nowe tekstury brzmieniowe. Raz, że nasze ślady zabrzmią bardziej unikalnie, a dwa, że mniej popularne i mocno różniące się od siebie charakterem ślady o wiele lepiej i łatwiej się miksuje.
    • Możemy umieścić mikrofon gdzieś w zamknięciu czy też w ledwo uchylonej szufladzie lub z dala od źródła dźwięku i rozkręcić mocno preamp. Otrzymamy w ten sposób raczej nienaturalne i niecodzienne brzmienie, ale z naturalnym odfiltrowaniem. W przypadku rejestracji danego śladu ze sporej odległości, będziemy mieli sporą ilość naturalnego pogłosu i taka ścieżka sama się podczas miksowania będzie odsuwać na dalszy plan i w przestrzeń – bez konieczności stosowania jakichkolwiek pogłosów.
    • Korzystanie ze starych magnetofonów, „jamników”, kasetowych dyktafonów czy tym podobnych i sponiewieranie ich, jak się tylko da. Można nagrać nań cokolwiek, co jest za głośne, za mocne, nieczyste, etc. i potem przenieść to do DAW. Uzyskamy jakieś tam unikalne brzmienie, którego nie dałoby się uzyskać w inny sposób. Trzaski i brud – mile widziane.
    • Tworzenie łańcucha przeróżnych efektów, wpinając jedno urządzenie w drugie, zmieniając kolejność – tyczy się to zarówno analogowych klocków, jak i wtyczek. Nie zapomnijmy się tylko położyć spać, bo noc nas może szybko zaskoczyć – tyle jest opcji…
    • Jako alternatywa do poprzedniego rozwiązania – nakładanie na siebie warstw jednej ścieżki w kilku wersjach, np. jedna czysta i obrobiona „prawidłowo”, druga zniszczona do granic i ewentualnie trzecia, zmodyfikowana w jeszcze inny sposób – odfiltrowana, pocięta na fragmenty, lekko odstrojona – znów mamy morze możliwości.
    • Budowanie samemu klonów urządzeń (efekty, stomp-boxy, etc.) – o ile mamy smykałkę do DIY…
    • Wypróbujmy każdą wtyczkę, jaką posiadamy, a nawet każde fabrycznie zapisane ustawienia we wtyczkach efektowych i modulujących. Generalnie odradzam tzw. presetologii przy podstawowych procesach, jak EQ, kompresja czy pogłosy, ale w przypadku efektów, możemy podejść do sprawy bardziej liberalnie. Nawet darmowe plug-iny w Pro Tools (seria od AIR), jak Vintage Filter czy Talkbox czy powiedzmy element samego głośnika Leslie z wtyczki DB-33 albo jakiejkolwiek maści wokodery, potrafią bardzo ciekawie zniekształcić każdy sygnał audio. Podobnie sprawa się ma z pakietem wtyczek od SoundToys – ściągnijcie demo i zobaczcie jak nieokiełznane rzeczy można zrobić z tymi narzędziami. A jak się dobrze rozejrzycie, to znajdziecie w sieci mnóstwo legalnych i darmowych narzędzi efektowych. Nie zapomnijcie tylko wziąć urlopu czy innego chorobowego, bo przy takich zabawach czas płynie siedmiokrotnie szybciej niż zwykle.
    • Wykorzystywanie algorytmów do zacieśniania i rozciągania audio (time-compression i time-expansion), ale w sposób „nieprawidłowy” – tzn. używając najbardziej skrajnych ustawień, jakich się da. Bardzo przydatną funkcją w Elastic Time znajdującym się na pokładzie Pro Tools jest automatyczne podświetlanie się klipu audio na czerwono, gdy zbyt monco go rozciągniemy lub zacieśnimy. Jest to znak, że po takim zabiegu usłyszymy mnóstwo artefaktów, skutków ubocznych. Świetnie, dokładnie o to nam chodzi.
    • Odwracanie (reverse) fragmentów audio – szczególnie ciekawie działa na nie za gęstych solówkach gitarowych, gdy domiksowane ciszej do oryginału. Także odwrócone i zsynchronizowane bębny (tak, aby koniec odwróconego sampla pokrywał się z początkowym uderzeniem oryginału) również domiksowane ciszej do oryginału potrafią dodać niezłej warstwy i dynamiki.
    • Stosowanie plug-inów typu bit crushing czy lo-fi i używanie najniższych wartości – im niżej tym lepiej. Mogą się nieźle sprawdzić, gdy domiksowane do oryginału werbla, stopy czy innego perkusyjnego elementu. Prawie, jakbyśmy dodali lekkiego clippingu i ostrości, ale bez koniczności sięgania po korektor.
    • I jeszcze jedna metoda reampingu, o której zapomniałem wspomnieć w poprzedniej części artykułu. Możemy w bardzo interesujący sposób wzbogacić brzmienie werbla, ale w lekko inny sposób niż reampując go tradycyjnie. Mianowicie:

 

  1. Tworzymy kopię śladu werbla w DAW.
  2. Aplikujemy dość agresywne ustawienia bramki – tak, żeby zminimalizować przesłuchy z innych elementów perkusji i zachować przede wszystkim inicjujący atak werbla – chodzi przede wszystkim o impuls i uderzenie, mniej o brzmienie (w tej chwili).
  3. Zapinamy filtry HPF i LPF na ten ślad werbla.
  4. Wychodzimy z interfejsu wolnym wyjściem
  5. Wpinamy się w Re-amp Box i jego wyjście wpinamy do wzmacniacza gitarowego położonego „na plecach”, czyli kierujemy go do góry głośnikiem.
  6. Na piecu kładziemy werbel (sprężynami do góry).
  7. Włączamy ‘Play’ w DAW i manipulujemy parametrami wzmacniacza do uzyskania zadowalającego brzmienia.
  8. Ustawiamy jeden mikrofon ok. 50-100cm ponad werblem, a drugi możemy dać gdzieś dalej, żeby wyłapał brzmienie pomieszczenia.
  9. Ustawiamy poziomy i nagrywamy.

W ten sposób zarejestrowany sygnał możemy zmiksować z oryginalnym werblem i gratulować sobie kreatywności i ciekawych rezultatów.

Nie sposób wymienić wszystkich pokręconych rzeczy i efektów, jakie możemy uzyskać robiąc rzeczy „źle” – zostawiam Wam tu pole do popisu i chętnie poczytałbym też w komentarzach o tym, jakie macie z tym doświadczenie oraz w jaki sposób lubicie od czasu do czasu masakrować swoje ślady.

Jakimi metodami eksperymentować?

Może się to wydawać trochę głupie, by szukać tu jakiegoś ustalonego modus operandi, bo przecież eksperyment z założenia powinien nosić znamiona jakiegoś szaleństwa i czegoś nieodkrytego, ale miejmy na uwadze, że czasem możemy świadomie i celowo dążyć do uzyskania czegoś oryginalnego (nastawiając się na dzień eksperymentów i przekręcając wszystkie gałki na przysłowiowe 11, analizując dokładnie schematy urządzeń, w międzyczasie dumając nad stosownością danego zabiegu…), a innymi czasy, możemy natrafić na coś niespotykanego relatywnie szybko i zupełnie przypadkiem.

Bywa też tak, że czujemy potrzebę „zrobienia krzywdy” jakiejś ścieżce, ale nie bardzo wiemy, jak miałoby to wyglądać. Jeden z pomysłów to po prostu odpalenie listy plug-inów, którymi dysponujemy i próbowanie każdego po kolei – aż natrafimy na coś interesującego. Raz zajmie to chwilę, innym razem trochę dłużej, ale warto dać się czasem trochę ponieść i nie myśleć kategoriami – „tak się nie powinno robić”.

Nie wszystko na raz…

Jeszcze inny sposób patrzenia na eksperymenty polega na tym, aby zawęzić pole swojego działania do jakiegoś jednego aspektu związanego z dźwiękiem, a nie próbować zrobić trzysta rzeczy na raz. Co mam na myśli? Otóż możemy w jakimś klipie, który chcemy jakoś zmodyfikować, skupić się na jednej warstwie, np. aspekcie czasowym, tzn. poddać go jakiejś szalonej obróbce pogłosem czy delayem i na tym się głównie skupić. Możemy również chcieć poddać próbie tylko sam aspekt dynamiczny danej ścieżki i zmasakrować go kompresorem czy innym plug-inem przesterowującym. Kolejny, inny aspekt eksperymentowania może polegać na dawaniu upustu swoim fantazjom z efektami modulującymi. I tak dalej…

Generalnie chcę powiedzieć, że czasem warto mieć choć delikatnie sprecyzowany zamysł, co do tego, jaką część, czy jaki element składowy dźwięku chcemy zmodyfikować i tylko na tym się wtedy skupić, bo inaczej możemy spędzić cały dzień kręcąc na oślep różnymi gałkami bez jakiejkolwiek wizji, co może się po prostu skończyć w ślepym zaułku.

Trzeba nam również wiedzieć, że czasem może się zdarzyć sytuacja, kiedy nie uda się osiągnąć dokładnie takiego brzmienia, jakie wyprodukowała nam w głowie nasza wybujała wyobraźnia. Musimy wziąć to na klatę i ruszyć dalej, bo tego typu sytuacje, nie tylko w kwestii eksperymentów – będą się nam co jakiś czas zdarzały 🙂

Twója własna “torba sztuczek”

Moja najważniejsza dziś rada jest taka, żeby sobie zawsze zanotować, co i jak dokładnie miało miejsce, dopisać to do listy swoich tajnych trików i może kiedyś ponownie wykorzystać przy nadającej się do tego sytuacji. W szczególności jest to istotne, kiedy próbujemy czegoś w obecności klienta – znacznie lepiej wtedy sięgnąć do naszego worka po coś już przez nas sprawdzonego i przetestować kilka z tych opcji, niż na siłę szukać czegoś nowego – testując przy tym cierpliwość osoby obok. Jak jesteśmy sami ze sobą – wtedy możemy, rzecz jasna, hulać do woli.

Podsumowanie

Próbujmy i eksperymentujmy, z zachowaniem zdrowego rozsądku i pewnych zasad, ale puśćmy też wodze fantazji używając tego, co mamy, w niekonwencjonalny sposób – nawet, jeśli wydaje nam się, że coś się nie sprawdzi. Będzie jeszcze bardziej interesująco… Nigdy nie wiadomo, na co możemy natrafić. Zasady zasadami, ale nie raz odkryto jakieś świetne metody właśnie przez eksperymentowanie i do tego chciałbym Was jak najbardziej zachęcić. W końcu praca we własnym studiu powinna być także dobrą zabawą, prawda?

Zostawić komentarz ?

21 Komentarze.

  1. rufinmusic

    Ciekawy artykuł 🙄
    P.S.
    Kwestionariusze wysyłasz alfabetycznie? 😉

    • Nie, kwestionariusze lecą według widzimisię mojego serwera 😀 Czyli z włączoną fukncją “randomize” 😉

  2. Bootyplayerz

    Bardzo interesujący artykuł:D
    Zresztą jak wszystkie 😀

  3. jak będę miał w najbliższym czasie więcej wolnego, to spróbuje wszystkich pomysłów jakie podałeś w dwóch artykułach, a nóż wpadnę na coś jeszcze innego 😀

    • Zachęcam!

    • mój ostatni eksperyment; nagranie liniowo basu i nałożenie na niego symulatora gitarowego (ja korzystam z symulatora Messy Boogie). co to daje? albo masywny przesterowany bas, który aż rwie uszy, albo można zastąpić ścieżkę gitarową takim “basem” (oczywiście trochę odchudzony na EQ). ciekawym efektem jest granie tak na cieńkich strunach-prawie jak elektryk, ale taki “inny” 🙂

  4. Igorze, nie wiem czy wiesz ale tworzysz najlepszego bloga w tym temacie w calym internecie!!! kolejny swietny art. dzieki

  5. “Raz zajmie to chwilę, innym razem trochę dłużej” tak od siebie dorzucę :D, żeby nie bać się szybko zaakceptować danego rozwiązania, bo jeszcze sporo do “przejrzenia” zostało:D.

    Np. szukam presetu syntha (który ostro przerobie:D), nagle nazwa X wpada mi w ucho, sprawdzam max 5 kolejnych i jak dalej o nim myślę to wracam :D. Wcześniej wiedziałem, że nie zapomnę i przeglądałem 100 kolejnych(całkiem szybko idzie) ale często po powrocie już nie czułem tej magii 😀 i lipa a nie muza wychodziła.

  6. Racja… Nie należy się ograniczać tylko do standardowej obróbki sygnału.
    Chociaż ja osobiście wolałbym opanować w pełni technikę miksowania i masteringu, a dopiero moze coś z kreowaniem udziwnień;)
    Pozdrawiam

  7. też tak myśle – że najpierw jednak trzeba się nauczyć robić to dobrze, żeby potem robić coś źle, żeby było dobrze :mrgreen: ale arytuł i tak dobry. kreatywny gość z Ciebie Igor !

  8. Leffy Bejbe

    Tak temat jest bardzo ciekawy. Sam jestem zwolennikiem właśnie takich eksperymentów. Od dawna szukam unikalnych dźwięków i odgłosów we własnym domu, do tego można uzyć praktycznie wszystkiego. Nie raz tworzyłem własne uderzenia werbla lub tzw “clap” miksująć kilka uderzeń lub różńych klaśnięć na raz. Oczywiście nie mogło zabraknąć dźwięu otwieranej zabawkowej kasy która znalazłem u chrześniaka w pokoju ;]na YT jest film w którym producent używa dźwięku strzyżarki do włosów przy produckji bitu.(Johnny Juliano Makes Beat With Hair Clippers) Tak więc muzyka jest wszędzie wokól nas. :]

    • To prawda. Dobry patent z kasa chrzesniaka 🙂 Zabawki sa w ogole geniqlne do takich rzeczy… Ja juz chyba we wszystko w swoim mieszkaniu naparzalem, wszystkim trzaslem, krecilem, otwieralem i machalem. Ostatnio odkrylem dzwiek wlaczajacego sie aparatu cyfrowego i wysuwajacego obiektywu. Obnizylem go o 2 oktawy i odjechalem 😉

  9. Pomysł dla dysponujących fortepianem/pianinem:

    Nagrywamy w pomieszczeniu, gdzie stoi w/w instrument, który preparujemy podnosząc tłumiki tak, by rezonował z instrumentem, który nagrywamy. Doskonale sprawdza się ze smyczkami, strunowymi, głównie akustycznymi. Efekt przypomina nieco sitar, violę d’amore itp.

    • Zabawa ze sprzężeniami potrafi dać ciekawe wyniki. Ostrożność trzeba tylko zachować z poziomami…

    • Doskonałe rezultaty zaobserwowałem na żywo podczas konkursu wiolonczelowego, gdy zapomniano zamknąć klapy fortepianu stojącego za wykonawcą, instrument dawał znakomity rezonans, ale warunki były specyficzne: niemal absolutna cisza: 3 osoby na widowni plus jury na balkonie, dobrze zaaranżowana akustycznie sala (aula) AM w Krakowie.

      Nie na żywo, za to w dwóch interpretacjach: “Prologue” Griseya, gdzie wzmocniony dźwięk altówki puszczano na różne instrumenty, w tym werbel i fortepian, rezultat powalający, opieram się na nagraniach Gartha Knoxa na albumie “Spectral viola” oraz “Les espaces acoustiques”

Zostaw komentarz