Eksperymenty w Studio, Cz. 1

Dzisiejszym i kolejnym artykułem chciałbym zachęcić Was do odstąpienia od ciągłego stosowania tych samych technik, których używacie na co dzień w swoim studio. Chcę pokazać Wam kilka sposobów na wzbogacenie swojej palety sztuczek – po to, żeby Wasze nagrania odróżniały się od konkurencji i posiadały jakiś element unikalności.

W pierwszej części zaprezentuję Wam 11 pomysłów na urozmaicenie swoich nagrań i pokierowanie ich na bardziej kreatywne tory, a w kolejnej odsłonie poznacie kilkanaście kolejnych metod.

Istotne jest, aby zrozumieć, że do przeprowadzania takich eksperymentów konieczne jest posiadanie podstawowej wiedzy z zakresu przepływu sygnału oraz tego, jak działają poszczególne narzędzia. Z drugiej jednak strony, nie chciałbym Was w niczym ograniczać, bo jak wiadomo, przy każdym eksperymencie potrzeba trochę wolnej ręki i fantazji. Czasem najlepsze efekty osiągniemy idąc rozważnie krok po kroku, a innym razem możemy natrafić na coś bardzo interesującego zupełnie przypadkiem i idąc z założenia „pod prąd”…

Porozmawiajmy więc o tym, jak przeprowadzać dźwiękowe eksperymenty w studio.

Dobre kontra „niedobre” brzmienie…

W różnego typu poradnikach, filmach czy książkach o realizacji zazwyczaj będziemy spotykać się z szeregiem wskazówek dotyczących tego, jak prawidłowo nagrać ślady, jak uzyskać czysty dźwięk, jak zminimalizować szumy i brudy – tak, aby nasze ścieżki były możliwie jak najbardziej krystaliczne. Mówiąc w skrócie – uczymy się tego, jak osiągać dobre brzmienie. I nie ma w tym nic złego.

Problem polega tylko na tym, że czasem wcale nie chcemy, aby dana ścieżka brzmiała do przesady perfekcyjnie, bo akurat w danym kontekście aż prosi się o trochę nieczystości, niedoskonałości i o bardziej niecodzienny charakter. Można powiedzieć, że czasem musimy coś zrobić „źle”, aby dany ślad w konkretnym utworze zabrzmiał „dobrze”. Wszystko jest kwestią kontekstu! Jeśli dzięki jakiemuś zabiegowi osiągamy zamierzony efekt, to znaczy, że dany proces miał w tym miejscu jak najbardziej sens. I tego się trzymajmy!

Pamiętajcie, że czasem szukamy czystego i „prawidłowego” brzmienia, a czasem totalnie zmasakrowanego i brudnego. Co jakiś czas należy nam się odrobina szaleństwa, więc niniejszym zezwalam na to, aby czasem zniszczyć dźwięk, wyżyć się i zrobić w studio cyrk 🙂

Bez zbędnego przedłużania podam Wam kilka przykładowych sposobów na trochę mniej konwencjonalne podejście do kreowania brzmienia i mam nadzieję, że otworzy Wam to drzwi do dalszych eksperymentów. Będę również wdzięczny, jeśli po przeczytaniu tych dwóch artykułów podzielicie się w komentarzach swoimi pomysłami czy już sprawdzonymi, niecodziennymi technikami, bo zawsze możemy się przecież uczyć od siebie nawzajem.

Teraz do rzeczy:

    • Przesadnie tani mikrofon, nawet zabawkowy, taki plastikowy jak dla dzieci do karaoke, z bardzo ograniczonym pasmem przenoszenia, który będzie brzmiał fatalnie. Może się sprawdzić gdzieś w środku czy we wstępie utworu – w przypadku czegoś typu ogłoszenie przez interkom, domofon, na pokładzie samolotu czy na stacji kolejowej. Im bardziej trzeszczy i charczy, tym lepiej. Poświęćcie te 15zł w kiosku na rogu czy w sklepie z zabawkami i miejcie w zanadrzu możliwość osiągnięcia unikalnego brzmienia.
    • Trzymajmy się też zasady, że im taniej, tym lepiej – przypominam, że celujemy w „ohydny”, nieładny, niedokładny i zniszczony dźwięk. Możemy zainwestować w malutki, nie do końca „poważny”, ćwierć-watowy wzmacniacz gitarowy i besztać nim każdy sygnał. Kto powiedział, że ma on służyć wyłącznie, jako element wystroju?
    • Wzmacniacze gitarowe użyte do kreatywnych celów. Zazwyczaj wpinamy do nich gitary albo używamy do reampingu surowych śladów. A co, jeśli zreampujemy wokal, bębny, smyki, klawisze – co tylko przyjdzie nam do głowy? Dodatkowo możemy taki sygnał przepuścić przez jakieś kostki efektów, typu chorus, flanger, phaser czy delay.
    • Dodatkowo, możemy użyć kilka mikrofonów na takim wzmacniaczu – ustawionych blisko, daleko, z tyłu, z góry, w innym pomieszczeniu… Miejcie tylko na uwadze, że będzie to pewnie wymagało konkretnego rozkręcenia wzmacniacza.
    • Jeśli dysponujemy piecem lampowym, możemy go rozkręcić do przesady, aby uzyskać bardzo mocną saturację. I jak wiemy, wcale nie musimy do niego koniecznie wprowadzać sygnału z gitary… patrz dwa punkty wyżej.
    • Inna możliwość, to eksperyment z lampowym wzmacniaczem o bardzo małej mocy i niewielkich rozmiarach. Takowy możemy rozkręcić na maksa bez ryzyka eksmisji z mieszkania, a często otrzymany w ten sposób dźwięk może idealnie zadziałać w jakimś utworze. Pamiętajcie, że uzyskanie w nagraniu gitar „ściany dźwięku” wcale nie wiąże się z koniecznością użycia osiemnastu paczek 4×12 każda.
    • Gitara basowa wpięta we wzmacniacz gitarowy. Czasem możemy szukać bardziej zadziornego brzmienia basu, które domiksujemy do oryginału (tego z pieca basowego bądź bezpośrednio z DI Boksa). Musimy być jednak ostrożni z poziomami, bo dół pasma, który niesie najwięcej energii, może uszkodzić głośnik w piecu. Dla zachowania bezpieczeństwa i uchronienia się przed przykrymi niespodziankami, możemy zreampować taki bas, czyli najpierw nagrać czysty sygnał z linii (przez wejście instrumentalne w interfejsie), a potem w DAW odfiltrować z niego sporo dołu i dopiero wypuścić z interfejsu do wzmacniacza gitarowego. Podczas eksperymentu możemy dość mocno przesterować wzmacniacz i nagrać rezultat na oddzielny kanał, a później zmiksować go z czystym basem. Tym sposobem przesterujemy tylko środek i górę pasma z zachowaniem czystego dołu. Możemy też pójść dokładnie w odwrotną stronę:
    • Gitara wpięta we wzmacniacz basowy – uzyskamy w ten sposób zupełnie inne niż zwykle brzmienie, które wbrew naszym założeniom, może się akurat fenomenalnie sprawdzić w jakimś utworze.
    • Gitara elektro-akustyczna wpięta we wzmacniacz gitarowy i traktowana, jakby była gitarą elektryczną. Dla jeszcze lepszego efektu można okrasić ją kilkoma efektami i przesterować. Z pewnością nie zabrzmi jak zwykle słyszany akustyk i to bardzo dobrze. Zdziwimy się, jak wiele interesujących tekstur brzmieniowych można w ten sposób uzyskać.
    • Reamping, jako efekt aranżacyjny. Możemy zreampować i przesterować bębny nawet przez jakiś mały, kilkuwatowy wzmacniacz gitarowy do ćwiczeń, powiedzmy jakąś jedną sekcję, np. bridge, gdzie zabrzmią one zupełnie inaczej, ale przede wszystkim skromnie, dzięki czemu, jak wejdzie po tym refren z normalnie, pełnie brzmiącym zestawem perkusyjnym, poczujemy ogromny przypływ energii.
    • Efekt głośnika Leslie własnej produkcji. Nie, bynajmniej nie mówię o konstruowaniu tegoż cuda, mam na myśli wytworzenie sytuacji, w której uzyskany rezultat do pewnego stopnia będzie przypominał nam efekt wirującego głośnika. Potrzebujemy dwóch mikrofonów ustawionych w konfiguracji ORTF (więcej o tym ustawieniu TUTAJ) , sporo miejsca wokół siebie i mały wzmacniacz gitarowy, kołyszący się przed nimi – albo na lince albo na naszych rękach. W takim przypadku, parametrem Rate (częstotliwością kołysania) zwaną również Speed (prędkość) będzie nasza zdolność machania piecykiem na boki przed mikrofonami. Mało, że genialny eksperyment i ciekawe efekty, to jeszcze korzyści dla zdrowia i kondycji – trzeba czasem ruszyć swoje wielmożne cztery litery i wykazać trochę aktywności, god damn it!

Podsumowanie

Póki co, wystarczy pomysłów z użyciem wzmacniaczy gitarowych, bo wierzę, że Wasze zdolne głowy na pewno same wpadną na kolejne rozwiązania. W drugiej części artykułu przyjrzyjmy się jeszcze całemu workowi innych możliwości z wykorzystaniem przeróżnych urządzeń i przedmiotów. Nie chcę tu prorokować, ale myślę, że będzie to obowiązkowa lektura dla każdego, kto chce mieć w zanadrzu coś więcej niż tylko opanowanie podstawowych technik. Za kilka dni się przekonacie… Do rychłego!

P.S. Chciałbym jeszcze tylko przypomnieć, że za 4 dni mija termin specjalnej promocji na zrecenzowany niedawno na łamach bloga pakiet wtyczek Golden Ensembles 3 od firmy Musicrow. Kto jeszcze się waha, niech podejmie szybką i męską decyzję, bo taka oferta się już nie powtórzy.

Zostawić komentarz ?

33 Komentarze.

  1. Gitara elektryczna wpięta w piec basowy to już niekoniecznie musi być eksperyment. Jeśli masz gitarę jasno brzmiącą np. Strat to wpina się ją pod piec basowy np. Fender Bassman i uzyskuje się ciemniejsze barwy przydatne np. w Jazzie. Artykuł bardzo przydatny. Dzięki 🙂

    • Fakt. Nie każdy jednak o tym wie i można to potraktować, jak coś trochę innego niż standardowe wpięcie gitary w piec gitarowy 🙂

    • Fronside jeszcze kilka lat temu używali starych LDMów VGA i paczek basowych zarówno w studio jak i na koncertach 😀

  2. No czasem taka metoda może się okazać strzałem w dziesiątkę, w moim wypadku sam miks najlepiej nagranych ścieżek byłby tego rodzaju eksperymentem z krainy dziwolągów,,, no ale dopiero zaczynam się interesować światem home recordingu, czas na opanowanie podstaw i do boju, pozdrawiam autora mojego inspiratora do kolejnego hobby:)

    • Bez opanowania podstaw ciężko iść dalej, więc walcz dzielnie 🙂

  3. Chciałbym podziękować przy okazji za opracowanie kursów video, sprawiłem sobie nimi jeden z fajniejszych prezentów urodzinowych dzięki Igor

  4. dzieki za fajny art! chyba sie wieczorem pobawie reampingiem bebnow 🙂 juz sie nie moge doczekac drugiej czesci :mrgreen:

  5. Przepuściłem sygnał gitary elektrycznej przez wokoder . Brzmienie okazało się lekko dziwne, ale akurat wpasowało się w utwór 😀

  6. Ja kiedyś uzyskałem ciekawy efekt nagrywając laptopowym mikrofonem. Szumy pochodzące z komputera agresywnie odfiltrowałem przy nagraniu gitary akustycznej. Najdziwniejsze jednak okazało się użycie samego laptopa jak perkusji – uderzenie w podnadgarstnik do złudzenia przypominało werbel, a uderzenie w stół na którym stał stopę. Niechcący też nagrał się dzwonek telefonu, co dodało do całości wrażenia jakby podsłuchiwało się kosmitów 😀

  7. Bardzo ciekawy wpis, czekamy na ciąg dalszy!

    Igor, może pociągniesz temat produkcji nagrań w estetyce “lo-fi”. Robi tak wiele alternatywnych kapel w Stanach uzyskując ciekawe, świeże brzmienia.
    Nadmiar produkcji i studyjne dopieszczenie dobre jest w popie czy easy listening, ale zabija siłę i autentyczność. Widać to w przypadku polskich kapel wchodzących po raz pierwszy do studia i brzmiących identycznie i nudno. Panuje kult “poprawności” a brakuje odwagi w kreowaniu nowych brzmień i błysku szaleństwa 😉

    • Ogólnie się zgadzam. Pomyślę nad tym.

    • Pod tym wyględem polecam płyte supergrupy Down pt. “Down II: A Bustle In Your Hedgerow”. Nagrywana w stodole, a mimo to brzmienie powala. Brudne, ciemne, jak najwieksze zadupie Louisiany. Ale mimo to gdy słucha sie na słuchawkach można idealanie wyobrazic sobie miejsce w którym album zostal nagrany i rozmiescic w nim instrumenty. Tak samo nagrania yespolu Kyuss swietnie pokazują, że dobre brzmienie nie równa się brzmieniu wYchuchanemu i wypieszczonemu. Trzeba po prostu wiedziec co sie che osiągnąć i po co.

    • Podpisuje sie pod tym wlasna krwia 😉

  8. baroquepopbob

    Posiadanie zerowych środków na sprzęt pozwala często na ciekawe eksperymenty. Lat ileś temu w moim posiadaniu była jedna jedynie gitara klasyczna, a marzyło mi się harde granie. Co zrobiłem zatem? Otóż do wnętrza pudła rezonansowego chamsko wkleiłem tani mikrofon internetowy (wklejałem go zresztą w różnych miejscach gitary szukając zadowalającego dźwięku). Dzięki za przypomnienie, że takie zabawy da się urzeczywistniać, jak wtrócę do domu to sprawdzę, czy to co nagrałem wtedy, da się w ogóle słuchać 😈

  9. Kiedys zrobilem brzmienie stopy przykladajac jakis tani mikrofon dynamiczny do spodu biurka pukając w nie od góry palcem, tam nagrany sampl pozniej obnizylem w sekewencerze o kilka poltonow (i jakies efekty jeszcze nałożyłem…niepamietam juz co to bylo) i wyszla z tego naprawde ciezka stopa idealna do muzyki elektronicznej. Ciekawym efektem jest tez przepuszczenie sumy bebnow (w tedy w moim przypadku były to ciezkie bebny do kawalka rapowego) przez symulator pieca gitarowego…chyba amplitube to było. W ogole tak apropos ożywienia i nadania rapowym bebnom niezłego kopa puszczenie ich przez horus flanger (oczywiscie w minimalnej ilosci) dodaje to przy odpowiednim ustawieniu przestrzeni…
    Tyle ode mnie z tego co pamietam tak na szybko na chwile obecną.
    Ciekawy wpis Igorze.
    Pozdr.

    • Dobry patent! Opcji jest naprawdę sporo, wystarczy uruchomić wyobraźnię 🙂

  10. Warto eksperymentować z wszelkimi instrumentami, nawet z zabawkowymi cymbałkami :). Z zabawkowym mikrofonem to już pewnie dzieło samo w sobie;).

  11. rufinmusic

    Ja natomiast z braku kasy i dostępności, (młody byłem – połowa lat 80’tych) sam zrobiłem gitarę elektryczną, przebudowując całkowicie jakieś stare pudło. Do tego dorobiłem kilka kostek efektowych i jak to brzmiało ! Nikt inny nie miał takiego brzmienia :mrgreen: Co do eksperymentów, nagrywałem marakasy – pojemnik na przyprawy z zielem angielskim, wokal przez mikrofon od headsetu Creative za 100 zł i przepuszczony przez efekty typowo gitarowe, itp. Fajny artykuł, dzięki Igor

    • Nieźle 🙂 Ja dziękuję za podzielenie się swoimi podbojami eksperymentalnymi.

  12. najciekawszy eksperyment jaki zrobiłem to puszczenie czystego śladu gitary na combo Cube 15, a wyjście z Cube’a na combo basowe Fender Rumble 60 i zebranie tego wszystkiego Shurem PG57 razem z Lampifier’em 711. wyszło potężne, ciężkie brzmienie, a zarazem wyraźne i bardzo wygładzone (zasługa EQ Fendera) 😀

  13. Zaczynam przygodę z elektroniką, mam nadzieję że tym razem udaną i z większym rozmachem. Chcę sobie zbudować kopię MXR Distortion +. Myślę że bardzo się przyda w eksperymentowaniu tym bardziej że za części zapłacę niecałe 10 zł, a oryginał kosztuje 270 zł. 😉

  14. polecam nagrywanie komórką 😀 kiedyś nagrałem w ten sposób jakieś plumkanie na akustyku a jak niedawno to odkopałem to zdziwiłem się brzmi prawie jak zdarta płyta sprzed wojny z bluesem a la Robert Johnson

  15. Panowie, proszę o polecenie statywu w granicach 50-70pln. Może to być statyw podłogowy, albo i taki na biurko. Majk to Audio Technica AT2020 😉

Zostaw komentarz