Jak Budować Przejścia Między Sekcjami w Utworze, Cz. 1

Niezależnie od tego, w jakim gatunku muzycznym obracamy się na co dzień, każda piosenka wymaga tego, aby przejścia między sekcjami były w miarę sprawne, gładkie i najlepiej – interesujące. Wyrobienie sobie nawyku urozmaicania tych zwykle kilkusekundowych momentów pozwoli nam na wprowadzanie elementu ewolucji, narastania, oczekiwania, uniesienia, aż do finalnego katharsis.

Możemy spokojnie przyjąć, że są to emocje, których większość ludzi szuka odsłuchując utwory swoich ulubionych artystów. Niczym najlepsi montażyści klejący sceny filmowe według wcześniejszej koncepcji dążącej do utrzymywania widza w napięciu czy niepewności lub strachu, my musimy umieć podkreślić te kluczowe momenty w utworze, umieć podtrzymać wrażenie progresu, kontynuacji, jak i podnosić napięcie w kulminacyjnych momentach. Dziś chce zaprezentować kilka sposobów na to, jak budować takie przejścia między sekcjami w Waszych utworach.

Zdecydowana większość utworów jest podzielona na typowe sekcje, jak wejście, zwrotki, refreny, etc. Te mogą być jeszcze podzielone na pod-sekcje lub sub-sekcje, jak kto woli. Dla przykładu, w muzyce tanecznej będą to zazwyczaj bloki ośmiotaktowe, czy powiedzmy szesnastotaktowe zwrotki w rapie. Każdy z takich bloków będzie zwykle wymagał jakiegoś „łącznika” (ang. link), swego rodzaju spoiwa, które pozwoli na gładkie, a zarazem interesujące przejście do nowej sekcji lub kolejnego bloku sub-sekcji – żeby przykładowo zaznaczyć półmetek zwrotki.

Mimo, że przejście z jednego ‘patentu’ w drugi może być kłopotliwe i wymaga czasem trochę wysiłku, weny, pracy i pewnego wyczucia, to może warto potraktować je, jako świetną okazję do zaskoczenia swoich słuchaczy. To jest jedno z tych niewielu miejsc, gdzie można naprawdę zaszaleć z efektami. Jeśli jesteście od jakiegoś czasu czytelnikami tego bloga, to wiecie, że zazwyczaj sugeruję dość sporą powściągliwość w używaniu efektów, bo subtelność w tej materii jest jak najbardziej wskazana. Ale w takich miejscach, jak łączniki sekcji, zezwalam Wam na puszczenie w ruch swoich najśmielszych fantazji – tych muzycznych, rzecz jasna. Zobaczmy w takim razie, co mamy do dyspozycji.

Repertuar efektów i zabiegów stosowanych w „przejściach”

I. ZGŁOŚNIENIA / ŚCISZENIA

Jednym z najpopularniejszych trików stosowanych w miejscu łączenia się sekcji są zgłośnienia. Zabieg niby bardzo prosty i niewymagający jakiegoś wielkiego wkładu pracy, ale w rzeczywistości to bardzo delikatny proces, któremu trzeba poświęcić kilka chwil, chociażby po to, aby dopracować jego poziom względem innych śladów czy upewnić się, że znajduje się on dokładnie w tym miejscu na linii czasu, w którym powinien.

Jak wykonać taki proces?

Do dyspozycji mamy w zasadzie trzy metody. Możemy albo wykorzystać fragment jakiejś ścieżki, która już istnieje w sesji, albo wprowadzić (zaimportować) zupełnie nowy element/sampel, który ma służyć tylko temu celowi. O trzeciej metodzie troszkę później. Procedura wykonania zgłośnienia lub ściszenia jest banalnie prosta, bo każde DAW daje nam możliwość wykonania ściszenia (fade-out) i zgłośnienia (fade-in) danego fragmentu audio – czy bezpośrednio na klipie audio, czy też używając krzywej automatyki. Jednym z często stosowanych efektów tego typu jest odwrócony crash. Importujemy pojedyncze uderzenie blachy do sesji, odwracamy je (komenda ‘reverse’), dzięki czemu przy odtwarzaniu słyszymy narastające wybrzmiewanie aż do momentu najwyższej amplitudy. Świetnie, tego nam właśnie było potrzeba. Teraz tylko pozostaje nam tak ustawić ten element na linii czasu, aby jego najgłośniejszy moment znajdował się dokładnie w miejscu pierwszego uderzenia w nowym takcie sekcji, w którą wchodzimy. Na końcu ustalamy głośność tego przejścia i voila. Tu mała sugestia – nie przesadźcie z głośnością takiego efektu, to ma być tylko ‘smaczek’, a nie coś, co wytrąci słuchacza z pulsu całego utworu. Dla lekkiego urozmaicenia można dodatkowo wysłać tą odwróconą blachę na jakiś dłuższy pogłos typu ‘hall’.

W kwestii ściszania można chociażby agresywnie (szybko) zminimalizować głośność kilku elementów na raz tuż przed wejściem nowej sekcji. Dzięki temu uzyskamy sporo miejsca na tzw. ‘wdech’, a nowa sekcja wejdzie z jeszcze większym impetem – jeśli oczywiście o taki efekt nam chodzi.

Z czasem zauważycie, że w niektórych kawałkach czy w różnych stylach muzycznych lepiej sprawdzą się krótsze, a w innych dłuższe zgłośnienia/ściszenia pojedynczych śladów czy grup śladów. Jak już dopasujecie długość „fade’ów” do konkretnego śladu i z wyczuciem ustalicie ich poziom w miksie, to z pewnością zauważycie, jak taki mały element potrafi wzbogacić moment przejścia i tym samym – cały utwór.

Trzecia metoda – moim zdaniem najciekawsza, acz jedna z trudniejszych, to naturalne zgłośnienie. Co mam na myśli? Otóż wykonujemy je sami podczas nagrywania, a myśl o nim pojawia się zwykle już podczas aranżowania utworu. Załóżmy, że w jakimś rockowym kawałku zbliża się mocny refren i chcemy podkreślić, że takowy właśnie nadchodzi i że zamierzamy wejść w niego z mocą odrzutowca. Możemy przykładowo dograć dodatkową, narastającą partię gitary, jeszcze lepiej z postępującym poziomem przesteru, który osiąga apogeum w miejscu pierwszego uderzenia w pierwszym takcie refrenu.

Całe zgłośnienie powstaje wprawdzie pod palcami gitarzysty, ale my możemy ewentualnie je jeszcze dopieścić później w miksie – np. robiąc wysyłkę do pogłosu (najlepiej stereofonicznego z wysyłką spanoramowaną w przeciwległą stronę niż sama partia dogrywanej gitary), której poziom zwiększa się proporcjonalnie do nagranej partii. Dzięki temu uzyskamy efekt nie tylko narastającego poziomu sugerującego nadchodzącą zmianę, ale także powiększania się (poszerzania) całego utworu w tym miejscu.

Jeszcze inny przykład naturalnego zgłaśniania służący podniesieniu napięcia, to stopniowe podnoszenie hi-hatu przez perkusistę na kilka taktów przed wejściem refrenu. Stary, sprawdzony i niezawodnie skuteczny środek budowania swego rodzaju ‘uniesienia’.

II. FILTROWANIE

Często używany (i nadużywany) sposób akcentowania przejść w utworze to stosowanie zautomatyzowanych filtrów, zarówno górno- jak i dolnoprzepustowych (HPF i LPF), choć czasem spotkamy się również z zastosowaniem typowej korekcji służącej wycięciu bądź podbiciu jakiejś częstotliwości ze środka spektrum bez odfiltrowywania skrajnych pasm. Warto korzystać z różnych filtrów o różnych parametrach, żeby nasze kawałki nie brzmiały ciągle tak samo.

Jeden z przykładów zastosowania zautomatyzowanego filtra to stopniowe wprowadzenie nowej partii – najpierw z mocno odfiltrowanym dołem, powiedzmy na 4 takty przed wejściem nowej sekcji i takie zaprogramowanie punktu odcięcia, żeby stopniowo to odcięcie się zmniejszało, a dźwięk stawał się pełniejszy i cięższy aż do momentu pojawienia się nowej sekcji i wyłączenia filtra.

Inna sytuacja. Załóżmy że mamy 4-taktowy loop perkusyjny, którym chcemy wzbogacić partię perkusji. Możemy na przykład odciąć sporo wysokich częstotliwości filtrem dolnoprzepustowym, podbić lekko parametr ‘resonance’, co spowoduje nieznaczne ‘dzwonienie’ na częstotliwości obok punktu odcięcia i zaprogramować filtr, aby zmniejszał odcięcie do zera, kiedy wchodzi nowa sekcja. Tym sposobem uzyskujemy efekt ‘otwierania się’ dźwięku.

Można by podać naprawdę dużo przykładów zastosowania filtrów i kombinacji kilku trików na raz z nimi związanych. Niektóre gatunki muzyczne wręcz opierają się o tego typu zabiegi, więc jeśli jesteście mocno zainteresowani poznawaniem kolejnych sposobów użycia filtrów do budowania przejść, to zacznijcie przede wszystkim od mocnego wsłuchania się w produkcje swoich idoli i próbujcie wyłapywać, jak dany efekt mógł zostać osiągnięty. Wiem, że może się to niektórym (zwłaszcza początkującym) wydać za trudne, ale wierzcie mi, że jest to pożyteczna lekcja.

III. PRZEJŚCIA PERKUSYJNE (Drum Fills)

Tu chyba nie trzeba zbyt wiele tłumaczyć, bo przejścia perkusyjne są od zawsze stosowane w każdym rodzaju muzyki. No chyba, że kawałek akurat nie posiada żadnej partii perkusyjnej… Warto może tu tylko zaznaczyć, że eksperymentowanie z patternami perkusyjnym jest zawsze dobrym pomysłem, bo oprócz tego, że zbudowanie przejścia z pewnością zaakcentuje moment wejścia innej sekcji, jak i urozmaici naszą partię i piosenkę, to dodatkowo może wprowadzić pewien ludzki czynnik do tępo stukającej warstwy rytmicznej.

Jest to uwaga, którą powinni sobie wziąć do serca szczególnie ci, którzy zazwyczaj pracują z gotowymi loopami perkusyjnymi. Nawet, jeśli nie macie dostępu do pojedynczych uderzeń, bo dysponujecie jedynie całą pętlą na jednym śladzie, to zawsze można pociąć ją na pojedyncze zdarzenia i zbudować z nich przejście – bądź na nowych ścieżkach audio – przydzielając osobne ślady dla uderzeń werbla, stopy, hi-hatu i tomów, bądź ładując je do samplera i programując lub ręcznie nagrywając takie przejście za pomocą klawiatury sterującej czy padów.

Dodatkowo, jeżeli dysponujemy jakimś romplerem perkusyjnym, to warto sprawdzić kilka wariantów nagranych przez prawdziwych bębniarzy i bazując na figurze, jaką zagrali podstawić własne brzmienia, tzn. te, korespondujące z naszym wyjściowym loopem – żeby zachować spójność brzmienia.

IV. EFEKTY PRZESTRZENNE I MODULUJĄCE

Wszelkiego typu pogłosy, delay’e, phasery i flangery czy nawet wtyczki redukujące ilość bitów potrafią bardzo ciekawie zaznaczyć moment przejścia w inną sekcję utworu. Cała sztuka używania takich chwilowych efektów polega na tym, aby stworzyć swego rodzaju wariację, wytworzyć napięcie i progres, ale też nie dać się zbytnio ponieść, bo inaczej możemy skończyć z zatopionym w przestrzeni utworem.

Jednym ze świetnych przykładów użycia chociażby flangera jest zastosowanie go do wspomnianych powyżej przejść perkusyjnych. Mając partię naturalnie (bądź nie) brzmiących bębnów, które płyną sobie przez utwór i wiedząc, że nadchodzi moment kulminacyjny, do którego wprowadzi nas to przejście perkusyjne, możemy uczynić tą chwilę jeszcze bardziej pikantną stosując mocną modulację flangerem na samym tylko przejściu perkusyjnym. Nie szukając zbyt daleko – posłuchajcie kawałka Dani California” RHCP – tuż przed wejściem kończącego kawałek gitarowego solo, pałker papryczek robi mocny i energiczny przegląd swoich tomów, co w miksie zostaje doprawione sowitym flangerem skutkując bardzo przyjemnym dla ucha efektem (okolice 03:47).

Jeśli chodzi o efekty przestrzenne używane w przejściach między sekcjami utworu, jednym z moich ulubionych zabiegów jest chwilowe odsuwanie na dalszy plan jakiejś partii – zazwyczaj uzyskuje się taki efekt poprzez kombinację automatyki poziomu danego śladu i automatyki poziomu wysyłki do pogłosu. Tworzymy w ten sposób wrażenie podróżowania dźwięku w trzecim wymiarze.

Jak to osiągnąć?

W miejscu, którym chcemy, żeby taki efekt nastąpił (zazwyczaj działa świetnie tam, gdzie chcemy na chwilę zatrzymać czy spowolnić utwór i pozwolić mu niejako odpłynąć w dal) możemy przykładowo zautomatyzować ostatnią frazę wokalu – tak, aby się ściszała, a zrobić odwrotnie proporcjonalnie z poziomem wysyłki do dużego pogłosu. Efekt będzie taki, że dźwięk ze źródła, czyli oryginalny wokal będzie się stopniowo przyciszał, a coraz głośniejszy będzie robił się poziom wokalu wysłanego na pogłos. Zaczniemy tracić wokal bliski i bezpośredni na rzecz oddalającego się i bardziej przestrzennego. Dwie rzeczy konieczne do tego, aby taki efekt działał skutecznie, to wysyłka w trybie pre-fader (co oznacza, że poziom wysyłanego sygnału nie będzie zależał od poziomu śladu źródłowego, bo normalnie tak jest – tryb post-fader – szczegóły wyjaśniam w tym filmiku), a drugi warunek, choć może bardziej sugestia – efekt ten działa najlepiej na długo podtrzymywanym przez wokalistę dźwięku.

Żeby jeszcze dodatkowo urozmaicić taki moment, można poeksperymentować z efektami typu auto-pan lub delay a’la ping-pong na powrocie tego pogłosu. Wtedy, mało tego, że uzyskamy oddalający się wokal w 3D, to możemy jeszcze stworzyć bardzo szeroką atmosferę plączących się odbić ostatniej frazy. Wiem, że może z opisu wydaje się to być zaawansowaną magią, ale w rzeczywistości jest to dziecinnie proste i oprócz zrozumienia co i jak oraz którędy wysłać i dokąd, będziemy jedynie potrzebowali odrobiny wyczucia.

Jeszcze inny przykład wykorzystania chwilowego użycia efektów przestrzennych to wysyłanie na pogłos lub delay pojedynczych uderzeń perkusyjnych czy innych o ostrych transjentach. Wyobraźmy sobie, że za werbel robi jakiś dźwięk typu ‘clap’, który jest na przestrzeni trwania utworu dość ‘suchy’, czyli nie wzbogacony żadnym pogłosem. Możemy wtedy ni z tego, ni z owego wysłać go na spory reverb albo podczas przejścia perkusyjnego, albo pod koniec ostatniego taktu jakiejś sekcji. Zaskoczymy słuchacza i po raz kolejny urozmaicimy i otworzymy brzmienie. Nie muszę chyba wspominać, że kluczem będzie tu dobranie pogłosu o parametrach pasujących do kontekstu utworu…?

Podsumowanie

Opisałem powyżej cztery, moim zdaniem najpopularniejsze metody budowania przejść między sekcjami w utworze. I choć daje Wam to już sporo możliwości manipulacji wspomnianymi efektami, szczególnie jak zaczniecie stosować kilka technik w jednym, to postanowiłem podzielić się jeszcze czterema, mniej znanymi, ale równie skutecznymi metodami, które potrafią wzbogacić warstwę efektów i nadać naszym kawałkom trochę bardziej profesjonalny kształt. O nich dowiecie się z drugiej części artykułu.

Zostawić komentarz ?

13 Komentarze.

  1. Choć metody są mi w większości znane i często z nich korzystam to lekcja bez wątpienia przyda się początkującym, ale i nie tylko, bo osobiście zauważyłem, że ostatnimi czasy konkretne przejścia trochę odeszły na dalszy plan.. Często spotykam utwory, w których przejścia są totalnie, ale to amatorskie.. Wręcz ich momentami nie ma..
    Co do przejść polecam darmową wtyczkę DBlue Glitch (http://togeostudios.com/ts-blog/free-resources/dblue-glitch-free-vst-effect/). Bardzo fajnie można poukładać na niej pewne momenty przejść. 😀

    Sam ostatnio np. eksperymentowałem 😀 I.. nałożyłem na master panoramizer, który uruchamiał się na początku przejścia, po czym stopniowo monofonizował całość, a do tego nałożyłem lekki HPF oraz arpegiator w taki sposób, że uzyskałem efekt zatrzymującego się utworu bez zmiany tempa 😀 I miło sie zaskoczyłem bo efekt naprawde ciekawy i szczerze mówiąc nigdy się z tak owym nie spotkałem 😀

  2. Moim zdaniem nie potrzebne jest takie tworzenie schematów, każdy powinien być oryginalny. Dorwie się do tego artykułu więcej ludzi i będziemy mieć same narastające blach przed refrenami. Mówie o ludziach, którzy nie potrafią traktować przedstawionej w artykule wiedzy jako podpowiedzi/naprowadzenia, tylko uważają że wszystko mają podane na tacy.

    • niech robią co chcą, jak poznają schematy to albo zaczną robić po swojemu, mieć własne pomysły, albo nie – na to nikt nie ma wpływu. a jak ktoś zdolny wypróbuje którąś z tych metod, to po drodze pojawi mu się w głowie kilka innych, bo się okaże że po odwróceniu blachy, spróbuje odwrócić niski dźwięk fortepianu, a potem jeszcze coś innego. moim zdaniem wpis bardzo pożyteczny.

    • Bądźmy szczerzy.. w większości produkcji używa się jednakowych narzędzi i efektów, a tym samym w większości słyszymy niemal te same przejścia,a przynajmniej bardzo do siebie zbliżone 🙂 Na chwile obecną nasze pokolenie jest dość leniwe 😀

    • Podrzucam Wam podstawy, punkty startowe – tu trzeba jeszcze trochę wyobraźnię poruszyć… 🙂

  3. Fajny artykuł. Oczywiście prezentuje możliwości od strony realizatora. Według mnie i tak najlepszym sposobem na przejścia jest ład i harmonia od strony muzycznej. 🙂

    • Im wcześniej się takie rzeczy zaplanuje, tym mniej czarów musi później tworzyć realizator. Ale to też zależy od gatunku, bo czasem naprawdę warto zostawić to na sam koniec – szczególnie we wszelkich odmianach elektroniki.

  4. Witam, jestem tu nowy, aczkolwiek czytam zakamarki już jakiś czas. Bardzo fajne artykuły panie Igorze!

    • Witamy również! Dzięki za opinię i zachęcam do częstszego zabierania głosu.

  5. kamil777-87

    Kolejny bardzo dobry artykuł. Niby nic nowego dla mnie ale warto przypomnieć sobie podstawy. Dzięki Igor!

    • Proszę bardzo. Temat będzie jeszcze lekko rozwinięty w kolejnej odsłonie.

  6. kurde tego bloga powinien czytac kazdy kto sie w ogole zabiera za robienie muzy 😀 fajnie Igor ze laczysz strone realizacyjna z ta bardziej muzyczna!! wielki props leci do Ciebie!

Zostaw komentarz