Producent, Realizator czy Muzyk, Czyli Kim Jesteś w Swoim Studio?

Dzięki szybkiemu rozwojowi technologii i dostępności sprzętu do nagrywania właściwie każdy entuzjasta tworzenia muzyki ma możliwość samodzielnego wyprodukowania utworu od początku do samego końca nie ruszając się z domu. Niezależnie od tego, czy jesteśmy kompozytorami, wykonawcami, realizatorami, producentami, inżynierami miksu czy masteringu – można spokojnie przyjąć, że o ile posiadamy jakieś tam zdolności w każdej z tych dziedzin oraz minimum sprzętowe, to możemy bez trudu spłodzić album ze swoimi utworami bez oglądania się na innych. Jest to na pewno spory plus – ze względu na pełną swobodę artystyczną i czasową, minimalne koszty, wygodę, etc.

Ale musimy pamiętać, że każdy kij ma dwa końce i samodzielna praca w naszym studiu stawia przed nami spore wyzwania. Dlaczego? Otóż dlatego, że musimy wchodzić w różne role podczas poszczególnych etapów pracy nad piosenkami, co nie jest proste, bo umiejętność conajmniej “roztrojenia się” nie jest mocną stroną zbyt wielu ludzi…

Celowo mówię o trzech rolach, bo to one właśnie determinują nasze myślenie, zachowanie, czynności i decyzje, gdy siadamy za sterami naszego studia i będą to – Muzyk, Realizator i Producent. Dzisiaj więc przyjrzymy się każdej z nich i zobaczymy jakie potencjalne problemy mogą stwarzać, a także poznamy kilka sposobów na przezwyciężenie tego trójgłowego potwora, który tylko czyha na nasz błąd.

Na Czym Polega Natura Problemu?

Odpowiem bardzo prosto, bez zbędnego psychologicznego bełkotu – bycie świetnym muzykiem czy kompozytorem nie musi oznaczać, że znamy się na realizacji nagrań i vice versa – możemy wiedzieć wszystko o korekcji czy kompresji, ale być totalnie niezdolnym do grania na jakimkolwiek instrumencie. Rzadko (o ile w ogóle) zdarzają się przypadki, żeby ktoś miał świetny zmysł kompozytorski i aranżacyjny, był wirtuozem gitary, a do tego miał dwudziestoletnie doświadczenie w studiu nagrań i portfolio realizatorskie budzące respekt u większości kolegów po fachu.

Prawda jest taka, że jeśli jesteśmy skazani na samodzielne urzeczywistnianie naszych kompozycji w każdym etapie i puszczanie ich w eter, to jesteśmy na bardzo trudnej pozycji. Wprawdzie zawsze możemy zasięgnąć opinii innych muzyków czy realizatorów, szukać pozytywnego krytycyzmu, porad czy sugestii, ale nie oszukujmy się – często bywamy na nie po prostu głusi lub przynajmniej oporni. Przecież to nasze “dziecko” i my wiemy lepiej, czego mu trzeba. Brzmi znajomo? 🙂

Przejdźmy na chwilę na grunt bardziej profesjonalny i zobaczmy, jak w wielkim skrócie wygląda przykładowa praca nad utworem w środowisku zawodowców.

    • Dobry producent podpowie muzykowi, gdzie jego utwór ma braki lub niedociągnięcia, zasugeruje właściwy kierunek, zaproponuje zmiany, etc.
    • Dobry realizator skupi się na tym, aby uzyskać najlepsze możliwe brzmienie.
    • Muzyk dba o najlepsze wykonanie swojej partii.

Zauważcie, że każdy ma tutaj swoją wyraźną rolę i każda z tych postaci skupia się przede wszystkim na swoim warsztacie. Z grubsza można powiedzieć, że właśnie tak powstają świetne utwory. A my, będąc takimi trójgłowymi smokami, musimy non-stop przechodzić z jednej strony barykady na drugą i zrozumiałe jest, że po drodze będą nam umykały pewne rzeczy. Zobaczmy więc, co w trawie piszczy…

Rola Muzyka

Ze swojego podwórka powiem, że kiedy jestem podekscytowany jakąś nową partią (powiedzmy gitary akustycznej), która właśnie urodziła się w mojej małej głowie, to chcę ją oczywiście jak najszybciej nagrać i czasem zapomnę, aby włożyć więcej wysiłku w możliwie najlepsze jej brzmienie. Energicznie chwycę za mikrofon, ustawię go “na szybko” w miejscu, gdzie “w miarę” się sprawdzi i nacisnę magiczny, czerwony guzik. Ale gdybym w tym czasie pomyślał, jak realizator, to wiem, że skupiłbym się bardziej na dokładniejszym ustawieniu mikrofonu, może w innej odległości, może pod innym kątem, może zastosowaniu dwóch, jeśli kontekst utworu by to sugerował, może założyłbym nowe struny, użył twardszej kostki, usiadł w innym miejscu w pomieszczeniu, i tak dalej…

Będąc w trybie muzyka bardziej skupiamy się na aranżacji, instrumentarium, kompozycji, słowach do utworu, a mniej wagi przywiązujemy do technicznego aspektu procesu nagrywania, bo chcemy jak najszybciej zadomowić nasze pomysły na twardym dysku. Jest to z jednej strony dobre, ponieważ możemy w ten sposób mieć swego rodzaju ścieżki pilotażowe, które później mogą posłużyć za wzorzec konkretnych partii, ale problem jest wtedy, gdy te niedbale zarejestrowane “piloty” zostają już na stałe w sesji, bo nie mieliśmy z jakiegoś powodu ochoty nigdy nagrać śladów właściwych – z reguły dlatego, że nie mogliśmy się doczekać, żeby te nasze ścieżki miksować… Błędne koło 🙂

Rola Realizatora

Wchodząc w tę rolę mocno skupiamy się na brzmieniu, poziomach, dynamice, przestrzeni, preampach, procesorach, odpowiednim dobraniu i ustawieniu mikrofonu, itp. Będąc tak mocno skoncentrowanym na technicznym apsekcie procesu nagrania, łatwo może nam umknąć fakt, że utwór jest niedopracowany aranżacyjnie, jest źle zbudowany, nie buja, nie jest wystarczająco dynamiczny, etc. W skrócie – można przyjąć, że próbujemy ubrać psią kupę w markowe ciuchy. Z takim nastawieniem na pewno daleko nie zajdziemy, no chyba że szczytem naszych ambicji jest poziom szmirowatych gwiazdek typu… (tu wpiszcie, co tam uważacie).

Z byciem realizatorem w naszym studiu podczas samodzielnych nagrań wiąże się jeszcze jedno duże niebezpieczeństwo – patrzymy na te wszystkie mierniki, wskaźniki, cyferki i światełka, a za mało uwagi poświęcamy pasji wykonania, które jest KLUCZOWE dla powalającego brzmienia (mimo, że z brzmieniem ma niewiele wspólnego)… Nagrywając martwimy się o to, czy poziom sygnału jest wytarczająco wysoki lub czy nie przesterowujemy mikrofonu / konwerterów, czy na pewno transjenty są ładnie zachowane, czy głoski wybuchowe się nie wybijają nad to, czy sybilany nas za mocno nie drażnią, a przecież powinniśmy całą uwagę poświęcić na to, żeby nasze wykonanie było pełne emocji.

Rola Producenta

To najbardziej odpowiedzialne zadanie ze wszystkich, bo będzie się przekładało na każdy etap pracy. Zadziwiający jest fakt, że wcielaniu się w tę rolę i wykonywaniu zadań pod nią podlegających przyglądamy się we własnym studiu zbyt rzadko. I nietrudno się w sumie dziwić, bo bardzo trudno jest wyjść z siebie (muzyka) i stanąć obok patrząc obiektywnym wzrokiem. A co konkretnie jako producenci powinniśmy robić? Przede wszystkim podgladać każdy aspekt procesu realizacji, wyłapywać ewentualne błędy wykonawcze, pokazać kierunek dalszych działań, sugerować zmiany, motywować. Słowem – sprawować pieczę nad projektem i być jednocześnie potencjalnym gronem słuchaczy, które będzie odbierało naszą muzykę.

Jeśli jako muzyk uważamy, że czterominutowe intro w dwunastominutowym kawałku jest najlepszą rzeczą na świecie i zdobędziemy takim ruchem rzeszę fanów, to możemy się grubo pomylić, bo przyszły słuchacz może stracić zainteresowanie naszym dziełem po pierwszych 30 sekundach. Obiektywizm jest tu słowem, z którym powinniśmy się mocno zaprzyjaźnić, bo to właśnie on potrafi uchronić nas od szybkiej utraty najwierniejszych fanów. Jeśli więc wystarczająco poważnie potraktujemy nasz utwór jak coś, czego będą słuchać inni, to może okazać się, że stworzymy o wiele lepszą piosenkę.

Nie zrozumcie mnie źle, nie mówię, żeby pisać “pod publiczkę”, bo tego i tak już jest na rynku za dużo. Chodzi tu bardziej o to, że korzystamy z pewnych wskazówek, które się po prostu sprawdzają, niezależnie od tego czy robimy death metal czy disco polo. Niby istnieją jakieś mniej czy bardziej mgliste wskazówki, co do tego, jak długo powinien trwać “dobry” utwór, po jakim czasie wstępu powinien wejść wokal, jak szybko powinien pojawić się refren czy co ile maksymalnie sekund utwór powinien się zmieniać (przechodzić z sekcji w sekcję), ale to nie są super sztywne reguły, tylko drogowskazy opracowane na przełomie lat.

Wykorzystywanie tego dorobku w swoich produkcjach przynosi zawsze wymierne korzysci i nie ma nic wspólnego ze schematem na hit, bo taki po prostu nie istnieje. Są, jak mówię, pewne wytyczne czy pomysły na to, ale jeszcze żaden matematyk czy inny naukowiec nie obliczyl, w jakich proporcjaci i w zderzeniu z jakimi dzwiekami należałoby je zastosować, żeby podbić Billboard. Czynników jest tu cała masa i w tym właśnie tkwi całe piękno.

Jeżeli nie potrafimy samodzielnie analizować utworów, ich budowy, struktur, instrumentarium, napięć i brzmień, zawsze możemy sięgnąć po poradę. I o ile uda nam się przezwyciężyć myśli o tym, że do wychowania naszego dziecka inni też mogą się przyczynić w sposób pozytywny, to powinniśmy przynajmniej rozważyć sugestie z zewnątrz. Jeżeli ktoś nam sugeruje, że intro jest za długie, lub że zamiast trzeciego refrenu należałoby wprowadzić jakiś bridge, żeby utwór urozmaicić, to może naprawdę warto wziąć to pod uwagę i posłuchać opinii słuchacza?

Jak sobie radzić z wcielaniem się w te wszystkie role?

Rzeczą poniekąd naturalną jest to, że przez większość czasu w studio będziemy przenikać z jednej głowy w drugą, żeby jak najlepiej spełniać swoje zadania. Niestety, zwykle kończyć się to będzie niedopilnowaniem któregoś ze szczegółów, ale nie obawiajcie się – są na to sposoby. Oto kilka luźnych pomysłów na uporanie się z tym monstrum:

    • Wysterowując poziomy na preampie przed nagraniem weź poprawkę na to, że podczas nagrania zaśpiewasz/zagrasz głośniej niż podczas próby – zmniejsz delikatnie wzmocnienie – skupisz się na wykonaniu bez zamartwiania się o zbyt silny sygnał.
    • W skrajnych przypadkach (nagrywając jakiś dynamiczny instrument) skorzystaj z funkcji soft-clippingu na wejściu, jeśli Twój interfejs ją posiada, wtedy na pewno nie przesterujesz sygnału, ale pamiętaj, że zbyt mocne nadwyrężenie tej opcji może spowodować wiele zniekształceń, dlatego patrz pierwszy odnośnik. Jeśli interfejs nie posiada takiej opcji, możesz użyć kompresora lub limitera z DAW (sygnał z preampa kierujesz najpierw na kanał Aux, tam zapinasz procesor dynamiki, a wyjście z Auxa kierujesz wolną szyną na kanał Audio).
    • Zaopatrz się w jakiś sterownik MIDI, za pomocą którego będziesz mógł kontrolować obsługę podstawowych funkcji swojego DAW – play, stop, record, etc. Nie ma chyba nic gorszego, jak nieustanne spacerowanie od mikrofonu do komputera w celu powtórnego wciśnięcia czerwonego guzika i wytrącania się z rytmu i atmosfery nagrania. Opcjonalnie można sobie przedłużyć kable od myszy i klawiatury.
    • Jeśli nie dysponujesz dłuższymi kablami czy sterownikami obsługi transportu w DAW, skorzystaj ze znaczników w sesji, opcji automatycznego wgrania danych fragmentów (punch-in) – daj sobie zapas czasu zanim dotrzesz do mikrofonu i wczujesz się w klimat.
    • Korzystaj z nagrywania w trybie pętli (loop-record). Nie będziesz musiał co chwilę się teleportować z miejsca na miejsce i możesz nagrywać w kółko, do znudzenia. Jest to szczególnie przydatne, gdy nagrywasz jakąś krótszą partię (np. gitarowe solo). Później siedząc przed monitorem (będąc w trybie realizatora) będziesz mógł wybrać najlepsze wykonanie lub ewentualnie zrobić zlepek (comp) najlepszych momentów i stworzyć jedno, perfekcyjne wykonanie.
    • Pytaj innych o opinie na temat swoich postępów. Jeśli nikt Cię nie lubi, bo w dzieciństwie kradłeś dzieciom kredki z piórnika, to daj sobie trochę czasu. Odstaw dany kawałek na kilka dni i wtedy go przesłuchaj “świeżymi” uszami. Gwarantuję, że z takiego ‘dystansu’ słyszy się więcej i lepiej.
    • Nie bój się korzystać z nagrań referencyjnych – te zawsze są świetnym drogowskazem, nie tylko pod względem brzmienia, ale i aranżacji czy poziomu wykonania.
    • Bądź dla siebie krytyczny, ale nie przesadnie. Sam fakt, że jesteś 3 w 1 już czyni Cię kimś wyjątkowym. Nie popadaj w skrajności – od narcyza po nieudacznika, a będzie ok. Staraj się myśleć bardziej kategoriami “Czy mogę to jeszcze jakoś ulepszyć?”.
    • I moje ulubione – przeznacz jakiś konkretny czas w studiu na wykonywanie tylko jednej roli. Jeśli ma to być realizator – skup się wyłącznie na edycji, miksie czy tym podobnych. Jeśli producent – poświęc trochę czasu na posłuchanie topowych produkcji, weź kartkę i długopis w rękę i zrób analizę kilku utworów. Jeżeli wchodzisz do swojego studia jako muzyk, po prostu nagraj swój pomysł w najprostszy sposób. Niech później będzie on inspiracją dla kolejnego utworu – potraktuj go jak “pilota”. Następnym razem przysiądziesz, posłuchasz go kilkukrotnie, zdecydujesz, jak nalezy go podrasować i poprawić, a jak to już nastąpi, niczym słynny realizator poustawiasz wszystko, jak należy i wtedy dopiero skupisz się na jak najlepszym wykonaniu partii.

Podsumowanie

Znajomość procesów i umiejetność przypisania ich odpowiednim rolom, w które wchodzimy w studio, to jedna z bardzo ważnych umiejętności, która zbliża nas do osiągania jeszcze lepszych rezultatów. Umiejętność skupienia uwagi na odpowiednich czynnościach w odpowiednim czasie – to wręcz cnota. Nigdy nie uda nam się w stu procentach poświęcić jednej roli, w kórej się w danym momencie znajdujemy, ale wyciszenie tych największych “rozpraszaczy” już jest sporym sukcesem. Mam nadzieję, że podane wskazówki w jakimś stopniu pozwolą Wam zidentyfikować czyhające za rogiem problemy i będziecie umieli pokonać trójgłowego smoka niewidzialnym mieczem świadomego muzyka, realizatora i producenta.

A czy Wy macie jakieś sprawdzone i własne sposoby zwalczania tej potrójnej groźby? Chętnie się zapoznam.

 

Zostawić komentarz ?

47 Komentarze.

  1. Cześć,
    czytałem z uśmiechem pod nosem bo to wpis o mnie…
    Jestem flecistą, gram w orkiestrze symfonicznej, a w domu przeistaczam się w kompozytoro-producento-realizatora.
    i powiem tak…
    jak mam się dogadać z producentką, która prosi żeby moja muzyka była bardziej błękinta, a na muzyce nie zna się nic a nic… albo powiem wprost – jest picerką przed klientem i gówno się zna na czymkolwiek…
    jak mam zapłacić realizatorowi jeśli na cały projekt dla teatru (łącznie z kasą dla muzyków) dostaję pięć koła…?
    Muszę działać sam. Na szczęście muzyka to moja wielka pasja – muzyka i wszystko co z nią związane.
    Zawsze jak mam możliwość to przygotowuję propozycję miksu i wysyłam ją zawodowemu realizatorowi, który wychodzi z moich pomysłów ale robi swój mix.
    Moim zdaniem realizator jest takim samym artystą jak ja i jego pomysły są tak samo cenne jak moje. Oddaję moją muzykę ludziom do których mam zaufanie i zawsze jak wraca to pokazuje coś na co ja bym nie wpadł… także lubię myśleć o tym jak o wzajemnej inspiracji.
    W mojej dziedzinie nie spotkałem się jeszcze z producentem z prawdziwego zdarzenia więc siłą rzeczy muszę być nim ja.
    Ale oczywiście wszystko o czym piszesz to prawda.
    Moim podsumowaniem niech będzie stwierdzenie, że nie zawsze robimy wszystko sami bo uważamy że jesteśmy the best of the best, tylko w dzisiejszych chorych czasach gdzie wszyscy szukają oszczędności – jeśli jesteśmy w stanie zrobić coś sami – to jesteśmy konkurencyjni cenowo… niestety odbija się to często na jakości.
    I na koniec – dzięki dostepowi do publikacji, kursom i takim miejscom jak ten blog udało mi się ostatnio samemu przygotować miks symfoniczny, który wygrał w konkursie gdzie jury składało się z kompozytorów i ludzi z mediów. Dopiero jak miałem info że jest pierwsze miejsce miks został poprawiony pod kontem prezentacji na dużych zestawach estradowych w NPP Studio Krzyśka Maszoty… a potem jeszcze sprawdzony naliniówce Meyer’a – ale co najważniejsze utwór został zarekomendowany do nagrania live w Filharmonii Zielonogórskiej.
    Dzięki Igor

  2. “Niby istnieją jakieś mniej czy bardziej mgliste wskazówki, co do tego, jak długo powinien trwać “dobry” utwór, po jakim czasie wstępu powinien wejść wokal, jak szybko powinien pojawić się refren czy co ile maksymalnie sekund utwór powinien się zmieniać (przechodzić z sekcji w sekcję” Gdzie mogę takie wskazówki znaleźć, np jak powinien wyglądać typowo rockowy utwór? Jest coś takiego? 😀

    • Najlepiej posłuchać trochę muzyki i analizować to co Cię interesuje. Więcej prawdy o muzyce nie znajdziesz nigdzie jak w niej samej:D.

    • @Roberto – to niewatpliwie najlepsza rada pokazujaca najwiecej prawdy.
      @Kot – sa to oczywiscie umowne liczby, bo i czynnikow warunkujacych jest kilka (jak chociazby tempo utworu czy sam gatunek), ale przyjelo sie, ze mniej wiecej te wartosci wygladaja tak:
      – wejscie wokalu – nie pozniej niz w ok. 15-20 sekundzie utworu
      – dlugosc calego kawalka – ok. 3:30min
      – refren – w ciagu pierwszej minuty
      – zmiany sekcji co maksymalnie 17-20 sekund.
      To sa wytyczne, co do popowego czy pop-rockowego kawalka, ktory jesli je spelnia, ma szanse byc puszczony w radiu. Ale wez tez pod uwage, ze jak utwor jest np. dluzszy niz te 3:30, a nadal swietny, to czesto na potrzeby emisji w radiu robi sie dodatkowo krotsza wersje (tnie fragmenty i skraca calosc).

    • Kakturion

      Niby można podawać przybliżone czasy, ale to wszystko zależy od tego, co chce się stworzyć. Podam przykłady jak zwykle z mego ukochanego Queena 😉

      -The night comes down
      -Liar

      Więc wytyczne radzę wziąć bardziej jako wskazówkę niż regułę. Warto poeksperymentować.
      Mówili, że Bohemian Rhapsody nikt w radiu nie puści bo za długie 😉

      P.S. Rock in Wrocław był super
      P.P.S. Mam autografy obydwóch Taylorów 😀
      P.P.P.S. Jak się zbytnio powiększy pole tekstowe, to nie ma możliwości pomniejszenia, (przynajmniej w firefoxie)
      P.P.P.P.S. Bym powiedział, że artykuł jest super, ale niektórzy nie lubią, jak ktoś wypisuje rzeczy oczywiste ;D

    • Nie bez powodu mówię, że to są orientacyjne liczby. A w temacie Bohemian Rhapsody – wszystko, co odstaje od tych umownych reguł bywa czasem sto razy lepsze od tego, co siedzi w schemacie, więc miejsce jest na wszystko – o ile jest dobre 🙂

  3. mi się wydaje, że każdy kto robi sam swoje utwory jest “trójgłowym potworem” i zawsze któraś głowa bardziej dominuje, w zależności w czym lepiej się czujemy 🙂

    • Gorzej jak się wybierze drogę, która nie dominuje w aspiracjach:D.

    • Dlatego warto jest np. wspolpracowac z innymi glowami – zatrudnic kolege, zeby obslugiwal DAW, jak my nagrywamy czy dac material do miksu komus innemu, etc. Takich trzech, jak nas dwoch, to nie ma ani jednego 🙂

  4. Artykuł super, problem dotyczy pewnie większości z nas więc niejednemu pomoże. Rozpoczęcie miksowania w trakcie kompozycji jest pełnym samobójstwem.

    W artykule głównie pisałeś o nagraniach a mniej o mixie i muzyce elektronicznej-syntezatorach. Tutaj sprawa jest trochę trudniejsza do oddzielenia bo przecież elementami syntezatora są filtry, efekty, kompresje i zbyt łatwo jest pójść za daleko i nieświadomie zmienić swoją role. Nawet jak działamy tylko w ramach pluginu, a np. fajnie sobie zapiąć na pierwszy insert hpf,lpf (by ujarzmić bardziej swobodne brzmienia) i nie musi to być jeszcze mix:D. Oczywiście da się nad tym zapanować:), fajnie jednak mieć kasę i 3 prawdziwe głowy bo co dwie to nie jedna:D.

    • Sluszne uwagi. A wiesz, wcale nie musisz wynajmowac muzykow sesyjnych, etatowych kompozytorow, wzietego realizatora czy najlepszego studia. Zawsze mozna w ramach dzielenia pasji nawiazac wspolprace z innym entuzjasta home-recordingu i wynagradzac sie nie pieniedzmi, a wzajemnymi przyslugami, typu ja Ci zrobie miks Twojego kawalka, a Ty mi dograj do mojego jakies ciekawe slady. Opcji jest kilka.

    • Jasne, że można jednak i takie coś ma minusy. Bo trzeba mieć więcej czasu oraz ciężej znaleźć kogoś dobrego i mieć dla niego coś na barter. A tak masz np. 1000zł na master i już wolna głowa, większa pewność, że będzie dobrze. A jednak jak już coś robi się dla klienta(w tym własne płyty na zarabianie) to stres i inne emocje są sprawą kluczową i każde ułatwienie jest dobre. Ostatnio czytałem wywiad z Ian’em Livingstone to też przyjmuje różne role ale ostateczny mix oddaje dalej do studia, więc w trakcie tworzenia ma mniejszą presje na szczegóły.

      Od sytuacji zależy co będzie lepsze tworzenie całości samemu, czy na wymianę czy za kasę. Dla mnie pewne jest, że warto ograniczać się “do swojego” obojętnie którą drogą, bo całościowo to jest zbyt trudne by osiągnąć maksymalnie dobrą muzykę. Podobnie jak z zespołem a człowiekiem orkiestrą:D.

    • Jasne. Samemu ciezko byloby podbic swiat 🙂

    • Oj tak, znalezienie kogoś, kto będzie dzielił podobny entuzjazm (najlepiej jeszcze większy :D), będzie podobnie podchodził do tematu i jeszcze będzie się interesował podobną muzyką oraz będzie otwarty na współpracę to moje marzenie 🙄 Wspomniana przez Roberta wymiana ról to ciekawa sprawa, ale wydaje mi się, że brak by było emocjonalnego zaangażowania w takim podejściu. Co innego robienie czegoś wspólnego, to brzmi ekscytująco! 🙂 (z zaangażowaniem obu stron w każdy etap produkcji, poziom “intensywności współpracy” to już kwestia indywidualna) Czytałem ostatnio, że obecnie utwory są tworzone przez cały sztab ludzi, np kilkunastu(!) kompozytorów komponuje jedną piosenkę… (każdy np doda od siebie jakiś motyw czy haczyk). W grupie siła!

      Wracając do tematu artykułu, to obecnie (od kilku miesięcy) skupiam się na nauce od strony realizatorskiej oraz producenckiej (trenowanie słuchu, poznawanie odsłuchów, zbieranie i analizowanie utworów referencyjnych itp), warstwa muzyczna zeszła na dalszy plan. Możnaby więc powiedzieć, że stosuję się do ostatniego punktu, choć wcielenie się w daną rolę trwa dużo dłużej 😉

      To co, może jakiś wspólny projekcik Zakamarkowców Audio? 😉 Mógłby się on rozbić na jakieś podprojekty skupiające się np wokół danego rodzaju muzyki (różne utwory lub ten sam utwór, ale zinterpretowany na różne gatunki muzyczne). Możnaby np zebrać do wora jakieś luźne pomysły i zobaczyć, gdzie to dalej pójdzie 🙂

    • No przez różnych ludzi i w różnych miejscach:D. Sprawdźcie na wikipedi ostatnią płytę Moniki Brodki w jak wielu miejscach realizowane były poszczególne części. Łącznie z muzyką, kompozycją, tekstem, nagrywaniem partii instrumentów, na mixie i masterze kończąc:D. A płyty wyszła bardzo fajna jak dla mnie:). Ale to chyba zasługi Moniki, że odczekała trochę nabrała emocji, dystansu i z pomysłem zrobiła tę płytę. Jak i zasługa całej reszty dobrze dobranych osób tworzących tę płytę i muzykę. Poprzednie podejrzewam były tworzone bardziej na siłę i z niekoniecznie dobrą władzą. Ale jak było nie wiadomo.

    • http://pl.wikipedia.org/wiki/Granda a nawet link podam. No i SF trafnie zauważyłeś, że jest różnica jak się robi coś na wymianę do dwóch osobnych produkcji a jak wszystkim zależy na jednym końcowym efekcie. Motywacja większa i chęć:).

    • rufinmusic

      SF, a propos: “Czytałem ostatnio, że obecnie utwory są tworzone przez cały sztab ludzi, np kilkunastu(!) kompozytorów komponuje jedną piosenkę…”, takie porównanie:
      https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10150917198991931&set=a.409010731930.190010.191264696930&type=1&permPage=1

    • @rufinmusic: świetne!!!

  5. Dzieki, Akyszu za uzupelnienie od strony prawnej 🙂

  6. To jest i mój problem, choć nie do końca. Uwielbiam tę pracę, grać na instrumentach a potem bawić się dźwiękami, wracać do wcześniejszych nagrań i wprowadzać, jak dla mnie, nowinki podnoszące walory utworku. Mam ogromną satysfakcje ze swojej pracy i to się dla mnie liczy najbardziej.
    Czytając, wykonując próby, przeróbki, modyfikacje jak by tego co robię nie nazwać – uczę się, ale dzięki Igorowi nie koniecznie na swoich błędach.
    Pozdrawiam Igorze

  7. Tak jak ktoś już wcześniej wspomniał – próby miksowania na etapie kompozycji czy nagrywania to problem pewnie wielu z nas. DAW daje niestety pełną wolność; można przerabiać, dogrywać, obrabiać itp w nieskończoność. Tym trudniej nad tym zapanować im bardziej się jest jednocześnie kompozytorem, wykonawcą, realizatorem, oraz facetem od miksu! Tym większe dzięki Tobie Igor za poruszenie tego tematu. Warto by każdy z nas ŚWIADOMIE porozdzielał w sobie te funkcje i absolutnie ich nie mieszał. Warto może zrobić plan pracy nad utworem na kartce, położyć w widocznym miejscu i się jego trzymać?

    Dzięki za świetny artykuł Igorze

    Wierny czytelnik zakamarków 🙂

    • Plan na kartce to dla mnie jedno z najlepszych rozwiązań:D. Ja robię sobie check listy, nowe podpunkty dodaje z czasem, najczęściej po świeżym odsłuchaniu. Ale te główne kółka w prosty sposób pomagają powstrzymać się od niechcianej i nieświadomej zmiany roli:D. Kartki mam zawieszone nad ekranami i można działać:D.

    • Ja też jestem zwolennikiem notatek. Podczas układania kawałka rysuję sobie bloczki, w których zaznaczam, co i w którym miejscu będzie grało, etc. A przesłuchując na spokojnie (bez patrzenia w ekran) notuję, co jeszcze trzeba zmienić czy poprawić i odhaczam po kolei.

    • rufinmusic

      😆 Także robię notatki po kolejnych odsłuchaniach. Zamykam oczy, słucham i notuję (wtedy otwieram oczy) 😈

  8. kamil777-87

    Tak sobie czytam i myślę… A może jest ktoś pracujący w Abletonie chętny nawiązać współpracę? Nie mówie tu zaraz o podbijanu świata, a raczej o stworzeniu wspólnego projektu dzięki któremu obie stwony nauczyły by się czegoś od siebie?

    • Ja niestety używam Cubase 6. Zawsze to ciężej “podbijać świat” mając różne DAW, ale też się w sumie da. 😉

    • kamil777-87

      Aż tak grubo to jeszcze nie kombinowałem. Nigdy nie miałem doczynienia z tym programem 😉

  9. Da radę produkować naprawdę dobrą muzykę elektroniczną nie będąc muzykiem i nie grając na zadnym instrumencie? Pytam bo jestem w takiej sytuacji, ale wydaję mi się, że bez problemu da rade ogarnąć ten temat.

    • Dac sie da, bo teoretycznie mozesz wszystkie partie zaprogramowac. Ale jakas wiedze muzyczna warto na pewno posiadac.

    • Mimo wszystko warto chwile pouczyć się podstawowej gry na pianinie. Łatwiej będzie wymyślać i będziesz wiedział o co chodzi z rytmem.

      Programowanie na ślepo i tak doprowadzi do tego, że nauczysz się o co chodzi, ale będziesz tyle razy wyważał otwarte drzwi, że się obrotowe zrobią:D.

      Serio, mała 2-3 oktavy klawiatura, rytm, nuty i np. dwa miechy stykną by móc sprawdzić czy ma się jakiś talent:D. No i fart np. w pluginach:D.

  10. dzięki! tego nie da sie ukryć, że im więcej wiedzy tym lepiej. Igor fajnie by było jakbyś utworzył dział, w którym byśmy pomagali sobie wzajemnie w podrabianiu dźwięków istniejących już utworów. Mam pierwszy http://www.youtube.com/watch?v=AU3egZOE9dk od 1:11 jak to fajnie pływa

    • Poczulem, ze mi plywa w bebechach. Jak bym tego posluchal dluzej niz 2 minuty to nastapilyby w moim mozgu nieodwracalne zmiany… Prawdopodobnie wyszedlbym na ulice i zaczalbym mordowac ludzi, zjadac bezdomne psy i strzelac z lasera do kotow 🙂

    • Podobno…

    • remaztered

      Piotr:
      /watch?v=D8Bdvf7nyKU

      Wberw pozorom takie kawalki tez sie rodzą przy “pianinie” 🙂

    • rufinmusic

      Igor, podziwiam Cię, że wytrzymałeś aż 2 min. 😉

  11. Igor, z tym zjadaniem psów to chyba lekko przesadziłeś :mrgreen:

    No ale jak widać są gusta i guściki 😉

    BTW. Co robisz po wysłuchaniu Pata Metheny?

  12. 4 minuty intro i 12 minut wałek 😆 jakbym czytał streszczenie mojego pierwszego numeru :mrgreen:

  13. Mam małe pytanie 😉
    Co sądzisz o Reflection Filter-ach ?
    I zrobieniu takiego ustrojstwa samemu?
    Mieszkam w bloku więc o jako takiej adaptacji akustycznej moge pomarzyć 😉
    Znalazłem ciekawy poradnik i zastanawiam się nad jego skutecznością 😉
    http://mojblog.wordpress.com/2010/06/30/diy-reflection-filter-czyli-jak-zaoszczedzic-tysiac-zlotych/

  14. Co też ciekawe za realizacje dźwięku a bycie muzykiem odpowiedzialne są różnie półkule mózgowe. Oczym sam do niedawna nie wiedziałem, myślałbym raczej, że to idzie w parze.

    • W pewnym stopniu sie to na pewno przenika, bo tak muzyk, jak i realizator musza chociazby myslec zarowno logicznie, jak i intuicyjnie 🙂

    • W takim razie wystarczy ożenić się z jakąś fajną producentką i mamy problem z głowy 😉

    • No jakoś tak 🙂

  15. Leffy Bejbe

    Bardzo ciekawy artykuł Igorze:) Bardzo podoba mi się to co napisałeś tutaj:
    ” – Dobry producent podpowie muzykowi, gdzie jego utwór ma braki lub niedociągnięcia, zasugeruje właściwy kierunek, zaproponuje zmiany, etc.
    – Dobry realizator skupi się na tym, aby uzyskać najlepsze możliwe brzmienie.
    – Muzyk dba o najlepsze wykonanie swojej partii.” Moim zdaniem jest to streszczenie tego co każdy powinien wiedzieć wchodząc do studia, bądź pracując w zakątkach własnego domu. Te 3 zdania do mnie trafiają, chyba je sobie zapisze i powiesze gdzieś na ścianie 😀

Zostaw komentarz