Efekty Modulujące, Cz. 1

W dwóch poprzednich artykułach przyjrzeliśmy się kilku zasadom stosowania podstawowych efektów w miksie, poznaliśmy pewne ogólne zasady ich stosowania i dowiedzieliśmy się, jakim procesom można je dodatkowo poddać, aby podkreślić ich obecność zachowując przy tym umiar. Zapewne zauważyliście, że nie wspomniałem wcześniej słowem o efektach modulujących, a to dlatego, że postanowiłem im poświęcić osobny wpis (a w zasadzie dwa).

Efekty modulujące podczas miksowania (a czasem i nagrywania) są niczym wisienka na torcie – jak ten mały element, który potrafi sprawić, że ścieżki brzmią jeszcze lepiej, głębiej i ciekawiej. Nawet najbardziej surowo brzmiący instrument potrafi nabrać rumieńców, gdy dodamy do niego któryś z efektów. I o ile będziemy pamiętać, aby nie przeholować z ich użyciem, nasze miksy powinny na tym sporo zyskać.

W dzisiejszym (i kolejnym) artykule postaram się wyjaśnić, na czym opiera się idea efektów modulujących i zilustruję je kilkoma przykładami audio. Miejcie na uwadze, że zaprezentowane przykłady są tylko punktem wyjścia i nie istnieją tu sztywne reguły co do tego, który z efektów należy używać na konkretnych śladach. Panuje tu niemal pełna swoboda, a ostateczną decyzję, co do zaaplikowania efektu (lub nie) należy podjąć kierując się własnym słuchem.

Jakie znamy efekty modulujące?

    • Chorus
    • Flanger
    • Phaser
    • Tremolo
    • Vibrato

Na jakiej zasadzie działają efekty modulujące?

Głównym podejrzanym w kreowaniu tego typu efektów jest Generator Wolnych Przebiegów (z ang. Low Frequency Oscillator, w skrócie LFO). Każdy, kto choć raz miał przed oczami jakikolwiek syntezator na pewno spotkał się z tym parametrem. To on jest odpowiedzialny za kontrolowanie i zachowanie większości efektów modulujących.

Czym jest LFO?

Generator funkcjonuje pomiędzy 0 a 20Hz, czyli poniżej naszego progu słyszenia, dlatego nie słyszymy tego, jak sam w sobie brzmi. Ale w zależności od jego funkcji, słyszymy jak moduluje sygnał w rezultacie tworząc powstawanie wspomnianych efektów. Czasem LFO będzie kontrolował poziom głośności (tworząc efekt tremolo), czasem częstotliwość (tworząc flanger czy phaser), a czasem wysokość dźwięku (tworząc vibrato).

Kwestia długości opóźnienia

Czymś, co pozwala nam odróżnić jeden efekt od drugiego, jest różnica w czasie opóźnienia, w którym funkcjonuje LFO. Najkrótsze opóźnienie występuje przy Phaserze (kilka milisekund), później wkraczamy na terytorium Flangera (ok. 5-20ms), a najdłuższy czas opóźnienia znajdziemy w Chorusie (nawet do 35ms). Jeśli teraz do kwestii opóźnienia dołożymy funkcję, jaką spełnia LFO, to w zależności od kombinacji tych dwóch czynników, otrzymamy różne efekty modulujące.

Przyjrzyjmy się teraz dwóm pierwszym efektom modulującym.

CHORUS

Bardzo popularny efekt, szczególnie u gitarzystów. Okres jego świetności przypadł na końcówkę lat 80-tych minionego wieku, ale do dziś jest nadal chętnie stosowany przez muzyków na scenie i realizatorów w studio. Główna różnica polega na tym, że w dzisiejszych czasach stosuje się go w znacznie mniejszym stopniu niż kiedyś. Obecnie chodzi bardziej o lekkie dopieszczenie czy wzbogacenie danej partii niż o wysunięcie tego efektu na front (aczkolwiek muzycy z Lady Pank chyba do dziś nie przestali się nim fascynować…). W latach swej świetności Chorus stosowano prawie na co drugim śladzie w miksie. Jak z każdym gadżetem – trzeba go było najpierw nadużyć, żeby z czasem znaleźć najlepszy balans i podejść do jego użycia ze zdrowym rozsądkiem. Okrutnie często stosowano go na gitarze basowej, elektrycznej, akustycznej czy nawet wokalu.

Jak działa Chorus?

Po zaaplikowaniu tego efektu (np. w postaci wtyczki), oryginalny ślad zostaje skopiowany (wszelkie operacje odbywają się oczywiście wewnątrz plug-inu), a następnie ta opóźniona o 20-35ms kopia jest odtwarzana jednocześnie z oryginałem. Chorus może również odwzorować nasz sygnał mono oddzielnie w lewym i prawym kanale tworząc wersję stereo sygnału mono. Jak wspominałem, Chorus ma najdłuższy ze wszystkich efektów czas opóźnienia, stąd czasem używa się go do zdublowania wokalu. Oprócz wariacji w opóźnieniu sygnału (co już da nam podwaliny do wrażenia dublowania w stereo – jeśli oczywiście takowego szukamy), efekt ten daje nam również pewną kontrolę nad wysokością dźwięku dzięki parametrom Depth (Głębia – w skrócie ilość efektu) i Rate (w tym przypadku kontrolującym częstotliwość LFO).

Podobnie, jak w przypadku innych efektów modulujących, jeśli nas trochę poniesie z ustawieniami (szczególnie z parametrem Rate), możemy skończyć z jednym, wielkim bałaganem brzmieniowym, czego pierwszą oznaką będzie wrażenie zbytniego odstrajania się sygnału. Jest to oczywiście wynikiem przeładowania LFO.

Poniżej przykład zastosowania Chorusa na partii gitary elektrycznej:

      CHORUS.mp3

 

Nietrudno usłyszeć, jak przez taką obróbkę gitara nabrała więcej głębi oraz ciekawszej i bogatszej barwy. Kwestia tego, czy nam się takie brzmienie podoba czy nie jest oczywiście do indywidualnej oceny. Słyszałem kiedyś, że o gustach się ponoć nie dyskutuje…

Efekt Chorus powinien być dostępny w zasadzie w każdym DAW. Ilość parametrów czy nawet czasem ich nazw może się nieznacznie różnić, ale znając zasadę jego działania nie powinniście mieć problemów z jego rozgryzieniem. Bądźcie tylko ostrożni i czujni, żeby nie przesadzić z ilością aplikowanego Chorusa do Waszych śladów. Pamiętajcie, że nawet minimalne wartości Rate i średnia głębia/intensywność już potrafą bardzo znacząco zmodyfikować brzmienie. Bardzo dobrym pomysłem jest wykorzystanie tego efektu na wysyłce, dzięki czemu będziemy mieli jeszcze większą kontrolę nad balansem między sygnałem surowym a przetworzonym.

FLANGER

Często stosowany na gitarze, szczególnie w partiach, gdzie zamiast pociągłych akordów stosujemy technikę grania po pojedynczych strunach. Ale nie jest to oczywiście jakąś żelazną zasadą. Również popularny na śladach wokalu (szczególnie w przeszłości – nagrania The Beatles w Abbey Road Studios, czy wiele innych brzmień z lat 70-tych). Obecnie trend do stosowania Flangera na śladach gitarowych można zauważyć w nagraniach Type O’ Negative czy Smashing Pumpkins. Mocno przesterowane gitary w połączeniu z tym efektem (zazwyczaj głębokim i powolnym) tworzą dość niepowtarzalne i grube brzmienie.

Zasada działania

Flanger jest trochę podobny do Chorusa, tak w brzmieniu, jak i w zasadzie działania, ale kilka rzeczy je od siebie odróżnia. Przede wszystkim, czas opóźnienia, który w przypadku Flangera jest krótszy i waha się w okolicach 5-20ms. Druga znacząca różnica polega na tym, że Flanger nie dzieli sygnału i nie pozwala na stworzenie sztucznego stereo, a zamiast tego wysyła przetworzony sygnał (wychodzący) z powrotem do oryginału. Ostatni element odróżniający go od Chorusa, to obecność parametru Feedback (sprzężenie zwrotne), który kontroluje jak dużo tych właśnie sprzężeń jest wysyłanych z powrotem na wejście. Tworząc taką pętlę powodujemy powstawanie filtrowania grzebieniowego, gdzie niektóre częstotliwości się znoszą, a inne zostają wzmocnione. I to w głównej mierze decyduje o charakterystycznym brzmieniu Flangera.

Poniżej przykład mocno przesterowanej gitary z dość pokaźną ilością Flangera:

      FLANGER.mp3

 

Inne zastosowania Flangera

Efekt ten nie jest obecny wyłącznie w sytuacjach czysto muzycznych. Niejednokrotnie sięgają po niego ludzie pracujący z kreowaniem nowych dźwięków, post-produkcją czy efektami dźwiękowymi do filmów. Aplikując Flanger z wysokim parametrem Rate i sporą głębią uzyskujemy swego rodzaju metaliczny dźwięk, który zazwyczaj dość dobrze sprawdza się w tworzeniu dziwnych, „kosmicznych” efektów czy nawet odgłosów pracującej maszynerii różnej maści. Ciężko to opisać słowami, więc po prostu posłuchajcie przykładu, w którym surowe pianino zostało przerobione na… nie wiem co – kilkoma ruchami wewnątrz Flangera:

      FLANGER-FX.mp3

 

Najciekawsze jest to, że wcale nie musimy dysponować nie wiadomo jak wielką paletą brzmień czy sampli, żeby po zaaplikowaniu Flangera uzyskać przedziwne brzmienia. Wystarczy przeprocesować dźwięk dowolnego instrumentu i za pomocą kilku efektów uzyskać odgłosy z innej planety…

Podsumowanie

To tyle na dziś. Jak zawsze zachęcam do poeksperymentowania, bo akurat w przypadku efektów modulujących mamy wręcz nieopisanie szerokie pole do popisu. Pamiętajmy tylko, aby nie zagubić się w otchłani kreowania dziwactw i że czasem mniej (efektu) oznacza lepiej. Bierzmy zawsze pod uwagę kontekst i celowość, a wtedy pozostaniemy na właściwej ścieżce. W następnym artykule poznamy trzy kolejne efekty modulujące tym samym zamykając na jakiś czas temat efektów w miksie.

Do rychłego!
Zostawić komentarz ?

20 Komentarze.

  1. ciekawe ciekawe, chorusa zdarzało mi się używać do dublowania wokali 🙂 flangera raczej nie używam, przy moich obecnych pracach nie ma czego szukać w sesjach jak narazie. Co oczywiscie nie wyklucza że, kiedyś mi sie przyda 🙂

    • Czasem można się bardzo zdziwić, jak mała dawka któregoś modulatora może uatrakcyjnić brzmienie. Ale z drugiej strony – nic na siłę 🙂

    • kiedyś przyjdzie taki czas, że flanger urozmaici mi brzmienie jakiejś ścieżki 😀

    • Z pewnością.

  2. super wpis. kiedys probowalem cos z tymi efektami ale nigdy nie bylem zadowolony z wynikow. chyba czas pokrecic tymi galkami. moze cos fajnego wyjdzie 😀

    • Wszystko nabiera sensu wtedy, gdy masz świadomość tego, w jaki sposób poszególne parametry wpływają na zmiany. Kręć!

  3. Swietny tutorial na temat efektów modulujacych

  4. rufinmusic

    Jak zwykle świetny wpis 😈 Ja używam wszystkich, ale raczej “symbolicznie” 😉
    A tu dobry przykład:
    http://soundcloud.com/rufinmusic/mirror

  5. Super artykuł! Czekam na drugą część 🙂

  6. remaztered

    Harddist + flanger = o taakk…

  7. rufinmusic

    Propozycja do słownika – Routing.
    Właśnie mam z tym problem – Garritan Personal Orchestra. Nigdzie nie mogę znaleźć dokładnego opisu, najlepiej po polskiemu:) Niby wszystkie instrumenty grają na oddzielnych ścieżkach, ale nie mogę wstawić żadnego efektu na ścieżkę instrumentu, tzn. mogę, ale nie działa. Nie działają fadery (głośność, panorama), itp. Może ktoś wie gdzie znajdę coś na ten temat?
    Oglądałem kilkanaście filmów na youtube, czytałem kilka instrukcji od Reapera i Garritan Personal Orchestra, i dalej nic nie wiem:) Trochę to dla mnie za bardzo skomplikowane 🙄

  8. A ja mam problem z chorusem, bo nawet jeśli daje go w małej ilości (ale w miare słyszalnej), to gdy odsłucham to w mono to brzmi on jak flanger i strasznie nieciekawie to wychodzi.
    Swoją drogą jak poszerzają niektóre ścieżki (chodzi mi konkretnie o muzykę elektroniczną) producenci muzyczni tego gatunku? Dając utwór niektórych z nich np Roberta Babicza czy Maxa Coopera do abletona i wrzucając izotope ozone na master, takie koło widma stereofonii jest aż czerwone, co sugeruje jakby przesadzenie z tym.
    Ja kiedyś dla próby zdublowałem ścieżki, ustawiłem 100% L i R, potraktowałem chorusem 100%, flux stereo toolem i też sztucznie poszerzyłem maksymalnie i bez takiego efektu a oczywiście brzmiało tragicznie.

    • Nie jestem fanem ani tym bardziej ekspertem sztucznego poszerzania bazy stereo, wiec o to musialbys spytac producentow tego gatunku. Moge jedynie podejrzewac, ze taka ‘przesadzona’ szerokosc jest wynikiem dobrego miksu i dzialania wielopasmowego – kompresji polaczonej z procesami w M/S.

  9. Może warto poświęcić osobny wpis zastosowaniom dublerów i chorusów szczególnie na śladach wokalnych

  10. Nie działą mi odsłuch przykładów 🙁

    • O ile się nie mylę, to musisz mieć flasha zainstalowanego. A może kwestia przeglądarki… Przykłady jak najbardziej działają 🙂

    • Problem był z java ;p

Zostaw komentarz