Jak Zostać Lepszym Realizatorem Dźwięku – Wstęp

Dziś rozpoczynamy 30-dniowy cykl zatytułowany „Jak Zostać Lepszym Realizatorem Dźwięku?”. Codziennie, przez cały styczeń 2012 będę podsuwał Wam jedną, cenną radę, której wdrożenie w życie pomoże Wam uzyskać jeszcze lepsze nagrania i miksy. Seria artykułów będzie podzielona na 5 segmentów:

    • PRODUKCJA
    • NAGRYWANIE
    • EDYCJA
    • MIKSOWANIE
    • MASTERING 

Artykuły będą odnosiły się w większości do tego, jak poprawić jakość naszej pracy oraz jej wyniki w domowym studio, ale wszystkie wymienione punkty w ciągu tych 30 dni mogą mieć również zastosowanie do pracy na profesjonalnym szczeblu. Niezależnie od tego, czy jesteś początkującym beat-makerem, gitarzystą w kapeli speed-metalowej, najlepszym MC na swoim osiedlu czy na stałe zajmujesz się dźwiękiem – zestaw tych porad pozwoli Ci lepiej poznać świat realizacji lub będzie dla Ciebie dobrym przypomnieniem dawno zapomnianych reguł.

Na potrzeby tego cyklu przyjmijmy, że mówimy o realizatorze nagrań i miksu. Z góry przepraszam, jeśli ktoś z Was aspiruje do pracy przy nagłaśnianiu koncertów – to trochę inna dziedzina inżynierii, która wymagałaby prowadzenia osobnego bloga. Jeśli jest wśród Was ktoś, kto zajmuje się na co dzień pracą w takim charakterze i odczuwa chęć podzielenia się z nami swoimi doświadczeniami, to proszę o kontakt – bardzo chętnie wygospodaruję dla niego odpowiednią ilość miejsca na blogu.

I jeszcze jedna informacja, słowem tego przydługiego wstępu – liczę się z tym, że w poniższym cyklu mogą paść słowa, z którymi nie każdy będzie się zgadzał. Mało tego, prawdopodobnie nastąpię co niektórym na odcisk opisując pewne kwestie, ale biorę to na klatę i jestem gotów na polemikę, bo bez dysputy nie można liczyć na rozwój. I jakby co, nie mam problemu z przyjęciem do wiadomości, że mogę się mylić – wręcz przeciwnie, bardzo chętnie wysłucham argumentów, które pozwolą mi lepiej zrozumieć różne kwestie i samemu zostać lepszym realizatorem (o ile oczywiście będą to argumenty rzeczowe). Jak wiemy, tylko krowa nie zmienia poglądów, a mi znudziło się już odgrywanie roli wszechwiedzącego, bo wiem doskonale o tym, że nim nie jestem i jak każdy z nas, muszę bezustannie się doszkalać.

Zanim przejdziemy do pierwszej wskazówki, przyjrzyjmy się temu, co charakteryzuje dobrego realizatora dźwięku:

    • WIEDZA

    Bez tego ani rusz. Dziwię się, że o tym wspominam, bo jest to równie oczywiste jak to, że w Pekinie jest 9 milionów rowerów, ale jednak… Wśród młodych adeptów sztuki realizacji panuje przeświadczenie, że wystarczy kupić najtańszy mikrofon oraz coś, co nie powinno się nazywać mikserem, zbudować w pokoju kabinę z kartonu wyłożoną piramidkami i już mamy studio (zaadaptowane akustycznie…). Jednak już po pierwszych próbach nagrań przychodzi wielkie rozczarowanie… Do dziś nie wiem, skąd młodzi ludzie czerpią tego typu zgniłe informacje i już chyba nigdy się nie dowiem. Przejrzałem tysiące stron na przeróżnych forach, przeczytałem setki artykułów, obejrzałem godziny materiałów video, nawet studia realizacji dźwięku ukończyłem z wyróżnieniem – i nigdy nie spotkałem się z tym, żeby ktoś radził innym kupowanie jakiegoś badziewnego miksera z dwoma ‘iksami’ w nazwie. Jeśli już – to chyba w złej wierze… Jest chyba jakieś sekretne forum członkowskie w sieci, którego nie znam, a które zapewne dokładnie opisuje, „jak wywalić pieniądze w błoto i nie uzyskać dobrych rezultatów kupując sprzęt, który Ci tutaj polecimy”.

    Człowiek naładowany taką „wiedzą” (nazwijmy go DJ-O-Borze) idzie do sklepu i za przyzwoleniem sprzedawcy (który na bank jest adminem wspomnianego forum) nabywa za 300zł sprzęt do „profesjonalnego” nagrywania. Ja nie mówię, że trzeba wydać 50 tysięcy złotych na jeden mikrofon i interfejs, ale panowie i panie – trochę oleju w głowie… Po pierwszych nagraniach na tym „wypasionym rigu” na twarzy DJ-a O-Borze maluje się wielki znak zapytania. I co robi? Proste – loguje się na forum i pyta, na co wymienić sprzęt, bo jego nagrania nie brzmią, jak kawałki Eminema czy Linkin’ Park. Nasz biedny DJ sprzedał nabyty sprzęt i tym razem wyłożył 335zł w nadziei, że równowartość grama materiału baśniowego poprawi jakość jego nagrań. I znów kaplica. W końcu, przypadkiem, jakaś dobra dusza mu odpisała na forum, żeby zainwestował w coś, co się nazywa interfejs audio. W wielkiej konsternacji DJ-O-Borze zaczyna napastować wyszukiwarkę hasłami „co to jest interfejs audio” i w końcu oczka mu się świecą, bo widzi w opisie „studyjna jakość”. Jeśli widzicie siebie samych w ciuchach naszego DJ-a, to teraz jest ten moment, kiedy robicie się czerwoni na twarzy… O-Borze zakupił interfejs i pełen nadziei przystąpił do nagrywania. I co się okazało – okłamali go. „Do dupy z taką jakością” – wykrzyczał, podczas gdy w kącikach ust uformowały mu się piękne bąbelki.

    Młody nie złapie, że to może w nim tkwi problem, a nie w sprzęcie. Mogę założyć się o swojego iLoka, że gdybyśmy umieścili O-Borze w studiu z butikowymi preampami, klasycznymi mikrofonami i wyśmienitymi akustycznie pomieszczeniami, to nadal jego nagrania brzmiałyby kwadryliard razy gorzej niż miauk pijanego kota przepuszczony przez Autotune’a z ustawieniami a’la T-Pain. Mógłbym tak snuć tą baśń jeszcze długo – ale chyba łapiecie mój drift? Gdyby DJ-O-Borze NAJPIERW poczytał (niekoniecznie na tym wspomnianym, tajemniczym forum), uniknąłby straconych pieniędzy, zmarnowanego czasu, nerwów i frustracji. W sieci jest naprawdę mnóstwo wyładowanych informacjami stron, trzeba tylko trochę wysiłku włożyć. A czasem może warto nawet po jakąś książkę z realizacji sięgnąć… Wiem, że to dla niektórych brzmi jak kara, ale jeśli nie jesteś gotowy na przyjęcie tony wiedzy, to zajmij się zbieraniem kapsli po oranżadzie. Serio.

    • DOŚWIADCZENIE

    To przychodzi oczywiście z czasem. Trzeba sporo ćwiczyć, zrobić mnóstwo projektów, żeby mieć do czego się odnosić podejmując kolejne decyzje w pracy z dźwiękiem. Im dłużej będziecie się tym zajmować, tym łatwiej będzie Wam zrozumieć, że wszystko, co wiecie na temat mikrofonu czy fazy, zależy od sytuacji. Jeśli macie odpowiednią ilość wypracowanych w studio godzin (nawet, jeśli oznacza to pracę przed komputerem we własnej sypialni), to o niebo łatwiej będzie Wam znaleźć rozwiązanie danej sytuacji. Problemy, które napotkacie będą przeróżne i tylko sięgnięcie do swoich doświadczeń pozwoli Wam podjąć szybką decyzję. A żeby nadać życiu jeszcze większy smaczek – po tych latach pracy zrozumiecie, że też nie warto robić jakichkolwiek założeń, bo nieraz już okazało się, że coś, co powinno się sprawdzić, było w danym kontekście warte tyle, co waluta w Zimbabwe.

    Ileż razy pytaliście mnie, jak najlepiej ustawić mikrofon nagrywając wokal czy jakiś instrument. Sorry, ale pytanie jest do kosza. Skąd ja lub ktokolwiek inny ma to wiedzieć? Jedyną szczerą odpowiedzią może być: „to zależy”. Ja mogę założyć, że np. ustawienie go tak i tak bardziej uwydatni nosowy charakter wokalisty, ale to się wcale może nie zdarzyć… Mikrofon należy ustawić tak, jak będzie najkorzystniej brzmiał w danym momencie – biorąc pod uwagę głos wokalisty, pomieszczenie, sam typ mikrofonu, rodzaj utworu, kolor, jaki chcemy uzyskać (jaskrawy i agresywny czy ciepły i tłusty) i milion innych czynników. Spytajcie jakiegokolwiek miłośnika napojów wyskokowych, jaki trunek jest najlepszy, to Wam powie, że w lato – zimne-jasne-pełne, po 17:30 – tylko Zinfandel, na imieninach – koniecznie Absolut, etc…

    Ale wracając – zastanawialiście się kiedyś, czemu ktoś, kto ma o wiele słabszy sprzęt od Waszego uzyskuje lepsze rezultaty? Jeśli tak, to odpowiedź jest prosta – zwykle to my sami stoimy na przeszkodzie dobrych nagrań czy miksów. Dobre wieści są takie, że im będziemy to robić dłużej i z większą świadomością, tym szybciej przyjdzie poprawa. Czasem ciężko ją zauważyć, ale uwierzcie mi, każdy człowiek pracujący w tej branży uważa, że mógł coś zrobić lepiej i że „nie umie miksować”, nawet Ci z wyższej półki… Każdy projekt zbliża ich do tego punktu, który początkujący mogą nazywać – „chciałbym tak nie umieć…” Oni też zaczynali tam, gdzie Wy teraz, więc głowa do góry i do roboty!

    • UMIEJĘTNOŚCI INTERPERSONALNE

    Praca realizatora wiąże się z posiadaniem pewnych cech charakteru, ale i umiejętności. Nie każdy je ma, ale można się ich nauczyć. W zależności od tego, jaką rolę pełnimy w pracy z dźwiękiem – producenta, inżyniera nagrań, miksera czy menadżera zespołu – te cechy będą trochę inne, ale wierzcie mi, że niektórzy ludzie są do tych prac stworzeni. Z drugiej strony, są też tacy, którzy nawet nie powinni być wpuszczani do studia. Praca z muzykami (czyt. artystami) niestety nie jest usłana różami i niektórzy potrafią być naprawdę wrzodem na lewej „półkuli”. Z kolei inni, mają w sobie tyle pozytywnej energii, że proces produkcji muzyki realizuje się sam. Uczestniczyłem w jednej sesji nagraniowej (w roli asystenta), w której praca realizatora przy nagraniu wokalu trwała może 10-15 minut. Po ustawieniu i przetestowaniu kilku mikrofonów i późniejszym dopasowaniu poziomów, rozpoczęła się rozmowa (a właściwie została dokończona rozmowa z kuchni) między wokalistą w live-roomie, a realizatorem w reżyserce, która to rozmowa obfitowała w wybuchy konwulsyjnego śmiechu, desperackiego nabierania powietrza i incydentów z oplutym monitorem w reżyserce. Inicjatorem tych zapędów był sam wokalista, czyli reprezentant grupy o najtrudniejszym charakterze (nawet trudniejszym od gitarzystów), ale nasz realizator na szczęście podłapał temat i tym sposobem cały stres wyparował w kilka minut. Jak nietrudno sobie wyobrazić, wokal został nagrany w dwóch czy trzech podejściach i wynik był fenomenalny. Czy udałoby się to bez przełamania lodów? Wątpię.

    Oczywiście nie chodzi o to, aby rozbawiać się do łez. Dobry realizator musi nauczyć się adaptować do warunków otoczenia i w trybie natychmiastowym starać się nadawać na tych samych falach, co artyści, bo od tego w dużej mierze zależy powodzenie całej sesji. A czego może nas, właścicieli domowych studiów, nauczyć taka informacja? Chociażby tego, żeby nauczyć się przyjmować krytykę, bo z reguły jest ona konstruktywna i w dobrej wierze. Bardzo łatwo odróżnić ją od pustego naśmiewania się czy zaleczania czyichś kompleksów – bo z opiniami od takich ludzi się też spotkamy. Ale jeśli ktoś nam daje rzeczowe rady, to podziękujmy mu za to, zamiast odpyskować: „Twoja stara jest taka gruba, że musi brać prysznic w myjni samochodowej”… Schowajmy nasze „polactwo” czy nieuzasadnioną dumę do kieszeni. I najlepiej ją szczelnie zaszyjmy.

    • SPRZĘT

    Nie bez powodu umieściłem go na ostatnim miejscu. Taka właśnie jest hierarchia. Najlepszy dowód – umieśćcie świetnego inżyniera w bylejakim studiu, to będziecie przez tydzień zbierać szczękę z podłogi. Nieważne czy będzie tam konsola A czy B, mikrofony serii GH785LX2 czy konwertery za tysiące dolarów. Taki „szefu” wykorzysta to, co ma i zrobi to lepiej niż gdyby żółtodziób miał do dyspozycji całą szafę racków, przedwzmacniaczy i mikrofonów, a tak naprawdę nie wiedział, co to jest Threshold… Sprzęt jest istotny i bez niego nie da się robić nagrań czy miksów. Jeśli mamy dobry sprzęt, to jeszcze lepiej, ale liczy się to, jak potrafimy z niego korzystać. To są narzędzia pracy, jak dla architekta ołówek. Każdy, kto wszedł w tą branże, wcześniej czy później nabawił się nieproporcjonalnego uwielbienia dla mikrofonów czy zewnętrznych kompresorów. I póki nie jest to obsesją, to nie ma się o co martwić. Ale ktoś, kto dopiero zaczyna i ma już tego typu zapędy, daleko nie zajdzie, bo szybko wpędzi się w myślenie, że MUSI mieć ten, a ten sprzęt, bo dopiero wtedy jego nagrania zabrzmią lepiej. Rezultat jest taki, że może długimi miesiącami zbierać fundusze na ten sprzęt i jak już mu się uda, szybko znajdzie sobie następny obiekt westchnień, a w międzyczasie okaże się, że nie zrobił nowego kawałka od półtora roku – gdzie tu sens i logika…? Tyczy się to również wtyczek, które kuszą kolorowymi interfejsami i obietnicą tego „legendarnego soundu”.

    Sam padłem swego czasu ofiarą takiego myślenia i nie było łatwo się z tego wydostać. Teraz ograniczam się do jak najmniejszej ilości różnych plug-inów i staram się jeszcze mocniej poznać ich możliwości na różnym materiale. Pogłębiam tym sposobem swoją wiedzę w tym akurat temacie, będę mógł szybciej zdecydować, kiedy i jakiego plug-inu użyć oraz nie będę musiał ciągle szukać jakiejś magicznej wtyczki, która za mnie zrobi dobry miks. Wiem, że problem leżał we mnie, a nie w modelu korektora czy kompresora, z którego korzystałem. Wam proponuję zrobić to samo. Nauczcie się dobrze tego, co macie, a ewentualny upgrade sprzętu róbcie dopiero wtedy, kiedy naprawdę poczujecie, że to, co macie, już Was ogranicza. Każdy zakup powinien być uzasadniony. Nawet, jeżeli jesteście miłośnikami testowania różnych narzędzi i rotacja sprzętu to u Was normalna rzecz – upewnijcie się przynajmniej, że regularnie produkujecie jakąś muzykę.

Podsumowanie

Chciałem napisać 2 akapity wstępu do cyklu i jakoś mi się przedłużyło… Już jutro ruszymy z pierwszą wskazówką, a każdy kolejny dzień przyniesie nowy artykuł i nową poradę. Upewnijcie się, że każdego dnia przez następny miesiąc znajdziecie kilka minut, żeby rzucić okiem na te cenne słowa. Do rychłego!

Zostawić komentarz ?

42 Komentarze.

  1. Wow….super pomysł 😉 Czekam z niecierpliwością…. 😉

  2. “Jak wiemy, tylko krowa nie zmienia poglądów” hahahahaha! strzał w 10 😀

    będę miał co czytać po pracy, dzięki wielkie! 🙂

    • Nie żebym się do Ciebie odnosił 😀

    • oczywiście, ja jak zwykle lubię łapać za słówka 😀

    • Igor mam takie pytanie. czy Twoje wpisy będą jakoś mniej wiecej o tych samych godzinach np do 22? 🙂

      a co do wiru wtyczek… każdy chyba to przeżył. ja jeszcze 7-8 miesięcy temu korzystałem z Waves w wersji TryBeforeBuy, ale coś mi się nie podobał, a jak to możliwe skoro Waves, ale teraz używam WSZYSTKICH darmowych i dużo bardziej mi sie podoba ich brzmienie 🙂

    • Taki jest plan, żeby były w tych samych godzinach. Co do Waves – sporo z nich jest po prostu przereklamowanych i jest cała masa konkurencyjnych – tańszych i wcale niegorszych.

  3. hahaha 😀 rozbawiła mnie Historia ów Dj’a 😀 PS: OBECNOŚĆ OBOWIĄZKOWA ! 😀

    np. Ja to czego nauczyłem się tutaj wykorzystuję przy pracy live, choć nie zawsze jest to możliwe i staram się zrobić coś dobrego z tego co mam dane(jaki sprzęt został postawiony) 🙂

  4. Igor jak zwykle spoko wpisy, na najwyższym poziomie. szykuje powoli ten tutorial o samplowaniu, o którym rozmawialiśmy mailowo. pozdro

  5. Bo jakoś tak mnie naszło… 🙂

  6. Koniecznie kontynuuj tragedię DJ’a 😉 Super seria się szykuje, czekam! Pozdrowienia.

  7. Andrzej S.

    Kluczowe dla mnie jest to co napisałeś na końcu – “ograniczyć się” do kilku wtyczek i koniec. Sam też mam problem z tym, że ciągle szukam jakiejś nowej genialnej wtyczki, nowego syntezatora, symulacji taśmy i tak czas leci a tworzenie i nagrywanie jest zupełnie na marginesie. Trzeba z góry narzucić sobie “ograniczenia”, które tak na prawdę i tak nas nie ograniczają bo nawet jak będziemy mięli “tylko” te kilkanaście wtyczek to ustawień i kombinacji jest tyle, że z takim małym zestawem i tak możemy zrobić praktycznie wszystko. Dlatego też warto być legalnym – ograniczyć się do tego co dobre i darmowe i używać np. programów które dostaliśmy do interfejsu czy sterownika MIDI.

    • A upgrade robić tylko wtedy, gdy przyjdzie odpowiedni czas. Mądre słowa.

  8. Świetne!
    Jako początkująca debiutantka również będe regularnie zerkać na nowe wpisy 🙂
    PS chyba jestem tu jedyną kobietą??????????

  9. remaztered

    Również wpadłem w wir szukania “polepszajacych” wtyczek. Trzymalem sie jednak zasady robienia czegokolwiek dzien w dzien i tym sposobem mam 800 projektow a wlasciwie loopow, ktore jak juz wyjde z tych sideł bede mógł rozwinac.
    Bardzo fajny i szczery artykuł. Zapowiada sie dobry styczen 😀

    Pozdr !

  10. Zobaczymy filmik o kompresji wokalu? 🙂

  11. Świetnie, czekam z niecierpliwością na następne wpisy. Zacząłem już “zarażać” Twoim blogiem zainteresowanych tematem audio znajomych i idzie mi z tym coraz lepiej 😉

  12. Choć zarejestrowałem się jakiś czas temu, nie byłem częstym gościem ale mam już postanowienie noworoczne 🙂
    I od razu świetny temat na początek, miesięczna seria porad.
    Dokładnie zwróciłem uwagę na to samo co Andrzej S. i obiecuję się do tego stosować 😉 Najpierw wycisnąć wszystkie soki z tego co mam.
    Zawsze mixy można za jakiś czas wzbogacić czymś nowym. Pozdrawiam.

  13. Mistrzostwo, jak zawsze. Czekam jutra.

  14. Też załapałem wirusa szukania i kupowania nowych plug-inów zamiast nauczyć się wykorzystywać to co posiadam,ale w miare szybko go wyleczyłem. Igorze super artykuł, z niecierpliwośćią czekam na nastepne .Pozdrawiam.

  15. Wszystko to, co powiedzieli wyżej Koledzy Realizatorzy można streścić w jednym (a właściwie dwóch) zdaniach:
    ” Igor, jesteś wielki!!!
    Co my byśmy bez Ciebie zrobili….. ”
    Pozdrawiam

  16. cyberskin

    Jest w tym cała prawda i własnie mi to uświadomiłeś, własnie przeżywam ten etap szukania najlepszych rzeczy, a wynikało to z niezadawalających efektów mojego majsterkowania, ale jest jeszcze jedna sprawa, okazuje się, że kto pierwszy ten lepszy, jeśli chodzi o np instrumenty wirtualne czy sample i efekty wokalne. Jesli firma X wprowadza nowy instrument lub brzmienia, kto pierwszy wykorzysta te najciekawsze nawet w kiepskim utworze wygrywa, przynajmniej w przypadku przebitych już kapel. To moje subiektywne spostrzeżenie.

    ps. Dziękuje za potężny zasób informacji, które udzielasz na swojej stronie, jestem całkowitym nowicjuszem i rok czasu już się męcze z miksem, od czasu znalezienia twojej strony dużo wad usunąłem, ale daleka droga jeszcze…

    • Trzymam kciuki za dalszy rozwój!

    • Ja również dopisuję się do grona zarażonych wirusem zbierania czego się da. 🙁 Choć czasu nie da się zatrzymać, żeby sprawdzić wszystko, to i tak chyba trzeba sobie jakąś bazę ulubionych instrumentów/dźwięków/sampli czy procesorów wyrobić i używać tylko tej bazy.
      Stąd np przeglądam presety instrumentów i zapisuję sobie do ulubionych te najciekawsze, najbardziej inspirujące do tworzenia utworu czy edycji danego dźwięku na jakiś własny. Żeby to tylko nie zabierało tak wiele czasu… 🙄 Dla mnie nie ma nic bardziej wkurzającego niż przeglądanie w pośpiechu ogromnej bazy presetów (w tym własnych) w poszukiwaniu konkretnego dźwięku (lub zbliżonego do edycji), który jak ulał pasowałby w danym miejscu utworu 👿 Stąd wpierw filtruję bazę tego co mam i w efekcie tylko te ulubione przeglądam w pierwszej kolejności.
      Znów mam wrażenie, że zszedłem z oryginalnego tematu… 😳

  17. “Wiem, że problem leżał we mnie, a nie w modelu korektora czy kompresora, z którego korzystałem.” SZACUN!!! mam ten sam problem teraz. Dzieki za trafnie postawiony problem i uswiadomienie mi go. Thx

  18. Fajna Historia, widzę w niej siebie jeszcze dobry rok temu 🙂 heh 🙂

  19. To jest najśmieszniejszy artykuł jaki czytałem na tym forum. Początkowa historia z DJ-O-BORZE spowodowała, że musiałem aż wstać z fotela. Sama nazwa sprawiła, że śmiałem się minute czasu ze wzrastającą intensywnością podczas czytania dalszego tekstu.

    „Twoja stara jest taka gruba, że musi brać prysznic w myjni samochodowej”

    haha, dziękuję Igor.

    Pozdrawiam wszystkich! <3

    • Cieszę się, że mogłem rozbawić.
      P.S. To jest blog, a nie forum 😉

Zostaw komentarz