Jak Zostać Lepszym Realizatorem Dźwięku – Dzień 8 (“Na Setkę!”)

Dzisiejszy wpis tyczy się głównie przypadku, gdy mamy możliwość zarejestrowania całego zespołu jednocześnie, na tzw. setkę. Niemniej jednak warto przemyśleć poniższy tekst nawet wtedy, gdy współpracujemy z jedną czy dwiema osobami – powiedzmy duet pianista i wokalistka, a nawet tylko z jedną osobą, która jednocześnie gra i śpiewa.

Dzień 8 – Nagrywaj wszystko/wszystkich na raz.

Mimo, iż pracując w DAW mamy wręcz nieograniczoną ilość śladów, które możemy dogrywać i dogrywać bez końca, to esencja dobrze brzmiącego utworu często (o ile nie zawsze) zawiera się w interakcjach pomiędzy członkami zespołu/kwartetu/duetu, a którą to interakcję można uchwycić tylko i wyłącznie przez jednoczesne nagranie wszystkich muzyków. Kwestie logistyczne, jak odpowiednia separacja oraz kontakt wzrokowy i ogólnie przyjęty komfort, na razie zostawmy, a skupmy się na głównym aspekcie takiego podejścia do rejestracji, bo robi się tak od lat i jest to sprawdzona metoda.

Na czym polega przewaga takiego podejścia nad dogrywaniem ścieżki po ścieżce?

To ta wspólnie wytworzona i uchwycona w nagraniu energia będzie stanowiła o wartości artystycznej, spójności brzmienia i wszystkich innych walorach. Zespół to grupa ludzi, którzy grają razem – to jak gra zespołowa, gdzie każdy ma wyznaczoną rolę, ale mimo to, wszyscy dążą do jednego wyznaczonego celu. I właśnie osiągnięcie go wspólnymi siłami jest tym, do czego należy dążyć. Wiadomo, że overdubbing (dogrywanie do już istniejących partii) jest bardzo popularny i pozwala na bezstresowe dodawanie kolejnych partii bez przesłuchów z innych mikrofonów, itp, ale nie zastąpi on prawdziwego nagrania „na żywo”.

Wprawdzie overdubbing jest jakąś metodą, ale zazwyczaj sprawdza się on tylko wtedy, gdy jesteśmy np. perkusistą, basistą, gitarzystą i wokalistą w jednym. Jesteśmy skazani na samotne nagrywanie ścieżki po ścieżce. Co najwyżej możemy nagrać siebie samych grając podkład na klawiszu czy gitarze akustycznej i jednocześnie śpiewać, co naprawdę polecam dla jednoosobowych składów, ale ciężko nam będzie uzyskać taką spójność, jaką może osiągnąć zespół nagrywając cały kawałek… jako zespół. Tym bardziej, jeśli później do tych dwóch ścieżek tła muzycznego i wokalu dołożymy kolejnych 15 śladów dodatkowych rzeczy nagranych po fakcie. Szybko zatracimy ten żywiołowy i szczery charakter na rzecz krystalicznych śladów dogrywanych osobno…

Czy po nagraniu na “setkę” można jeszcze dogrywać kolejne ślady?

Oczywiście, że nawet przy nagraniach na setkę zdarzą się później jakieś dodatkowe ścieżki, podrzutki, podbitki, powtórzone solo czy coś, ale mając już solidną i spójną podstawę całego zespołu, będziemy jeszcze bliżej uzyskania porządnego nagrania.

Jakie warunki muszą być spełnione do nagrywania “na setkę”?

Trzeba zauważyć, że aby taki styl nagrywania miał sens, zespół musi reprezentować odpowiedni poziom. Każde potknięcie chociażby jednego z członków powoduje konieczność powtórzenia całego nagrania. Co prawda można jeden czy dwa błędy puścić, ale później trudno będzie dograć ten fragment bez różnicy w brzmieniu. Przypuśćmy, że gitarzysta zagrał raz nie ten akord, który powinien i chcemy to poprawić – jeśli poprosimy go o samotne wstrzelenie się tylko z tym fragmentem (bez zmian ustawień mikrofonów, etc.) to i tak zabrzmi to dziwnie, bo przecież podczas tego pierwszego nagrania z zespołem o brzmieniu tej ścieżki decydowały również przesłuchy z innych mikrofonów.

Wydawać by się mogło, że przesłuchy to rzecz, której powinniśmy za wszelką cenę unikać i po części jest to prawda. Nagrywając na setkę musimy dbać o odpowiednią separację, ale nigdy nie uda nam się uzyskać stuprocentowego odizolowania od innych instrumentów – szczególnie, jeśli pomieszczenie nie jest za duże i nie mamy zbyt wielu ruchomych ścianek (paneli) czy nawet koców, statywów, etc. Samo ustawienie muzyków, wzmacniaczy, instrumentów i mikrofonów jest tu kluczowe, ale tak, jak powiedziałem – przesłuchy zawsze będą i trzeba się nauczyć z tym żyć. Zazwyczaj jest tak, że nie są one aż tak wielkim problemem, mało tego – mogą nam one nawet wyjść na dobre, ale o tym może kiedy indziej.

Podsumowanie

Zarówno wczoraj, jak i dziś, zwróciłem Waszą uwagę na bardziej artystyczną stronę realizowania muzyki. Zrobiłem to celowo, bo uważam, że za mało się o tym mówi. Niemal zewsząd jesteśmy zalewani informacjami i reklamami o sprzęcie, nowych wtyczkach, super stacjach roboczych, etc. Ale w całym tym gąszczu często zapomina się o tym, że nie to jest tak naprawdę ważne. Liczy się przede wszystkim muzyka, a zadaniem realizatora jest nie zepsucie jej na starcie poprzez zbytnie skupienie na technicznych detalach. Pozwólcie muzykom zrobić swoje, a Wy uchwyćcie to, co chcą powiedzieć.

Przedyskutujcie te wszystkie sprawy, to będzie się Wam łatwiej współpracowało. Naprawdę lepiej poświęcić godzinę czy dwie na odpowiednie rozstawienie całego zespołu, kilka prób i modyfikacji, żeby później już tylko skupić się na odpowiednim brzmieniu. Obserwujcie tych muzyków, patrzcie jak tworzy się magia między nimi i nie psujcie tego, bo jak przyjdzie co do czego, to potencjalni słuchacze skupiają się właśnie na niej – ich nie obchodzi jaki mikrofon był użyty na wokalu i czy werbel był kompresowany za pomocą LA2A czy Fairchilda 660. Dla słuchacza liczy się cała warstwa artystyczna, którą realizator musi umieć uchwycić, nawet jeśli wiązałoby się to z nagrywaniem muzyków nago czy w samych skarpetkach. Niekoniecznie na stopach… 🙂

Zostawić komentarz ?

25 Komentarze.

  1. Ostatnio miałem od czynienia z pewnym jazzowym big bandem z Warszawy i nagrywaliśmy 6 saksów, 3 trąbki, gitarę, bas, fortepian oraz perkusję. Inaczej niż “na setkę” nie dało się tego nagrać, ale zobaczyłem jakiego poziomu technicznych umiejętności to wymaga, bo w tak dużym zespole wystarczy że pianista się raz rąbnie a take jest “do wyrzucenia”.

    Dużo było pracy przy edycji żeby jeden kawałek skleić z kilku nagranych podejść. W jednym dobrze zabrzmiał początek, w drugim środek, a z trzeciego wzięto samą codę, którą z resztą i tak nagrano chyba z 5 razy osobno.

    A co do przesłuchów to myślę, że są jedną z trudniejszych rzeczy do zasymulowania w DAWach. Tzn. sam efekt nie jest trudny do realizacji, ale jakoś nie widziałem takich narzędzi do “podrobionych przesłuchów”, a przydałoby się, mogłoby to wnieść więcej życia i bogactwa w muzykę czysto syntetyczną, jaką się zajmuję.

    • Na pewno wymaga to specjalnego przygotowania, świadomego realizatora i dobrych muzyków. Co do symulowania przesłuchów w DAW-ie, to póki co tylko niektóre romplery perkusyjne mają możliwość regulacji poziomu bleedu – SSD 4.0 i SD 2.0.

  2. My właściwie na każdej próbie coś nagrywamy właśnie na setkę (wielośladowo oczywiście) i raczej mamy ten problem, że po miksie brzmi gorzej niż przed miksem. Jest jakaś taka naturalność tych śladów, która gdzieś ucieka jak kręcimy. No ale staramy się by umięjętności dogoniły możliwości ;P

  3. Bardzo ceniłem w Zakamarkach, że otwierasz oczy na różne tematy – nigdy nie zastanawiałem się nad tym ‘czy nagrać na setkę’ bo zawsze było od razu ‘nie, nie ma warunków’. Czytam ten artykuł, zaczynam dostrzegać zalety i może w takim razie warto zrobić te warunki ? Dzięki za kolejny fajny materiał, pozdrawiam!

  4. Tak samo jest z wokalem. Czasem bardzo sztucznie brzmi nagranie, gdy dzieli się zwrotki na wiele podejść, a jak piosenkarz nie jest doświadczony, to da się to usłyszeć, chociażby przez to, że każde kolejne nagranie jest trochę nierówno w stosunku do pierwszego, albo ma ciut inną tonację. Warto pisać teksty, które dają nam trochę chwili na złapanie tchu.
    Ba, kiedyś miałem do czynienia z raperem, który nagrywał jedną zwrotkę – 16stkę, na jakieś 6 razy, a potem wyleciał z pomysłem, że on nagra między tymi podejściami sztuczne hausty powietrza, żeby nie było, że nie nagrał na raz. No komedia ;d

    ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

    A dla Igora kolejny plus. Nawet nie wiesz ile dajesz ludziom prowadząc tę stronę i pokazując, że z każdym dniem masz siłę na coraz więcej pisania, masakra. Jesteś człowiekiem, w którego ślady mógłbym pójść bez zastanowienia 😉

    • No, różne komedie mają miejsce czasem. Ale dobrego wykonania nie da się żadnymi sztuczkami podrobić. Dzięki za dobre słowo 🙂

  5. “raczej mamy ten problem, że po miksie brzmi gorzej niż przed miksem”. Sebasista ujawnił to co nas dręczy, tylko nie mamy odwagi głośno tego powiedzieć.To jest
    tak , jakbyśmy chcieli podkolorować dzieła malarzy impresjonistów, bo przeciez ich barwy są mało selektywne i za bardzo się zlewają w jedną plamę.Problem w tym, że właśnie te plamy ludziom podobają sie najbardziej. Lepsze jest wrogiem dobrego. Może więc czas przestać “kręcić”, by zachować naturalność śladów-jako rzecze Sebasista.

    • Co nieco zawsze trzeba podkręcić, ale im lepsze ślady, tym mniej kręcenia jest potrzebne.

  6. Nagrywanie na sete to rewelacyjna sprawa. Sam proces nagrywania staje się bardziej sztuką, przyjemnością, wyzwaniem i panuje ten feel utwory w całym pomieszczeniu miedzy wszystkimi:D.

    Nagrywanie pojedynczo bardziej mi się kojarzy z operacją chirurgiczną.

    W każdym razie ja jestem 3 razy na tak by nagrywac na sete, czy partiami jak gitara i wokal do podkladu.

    A co do przecieków dźwięku to ja np. ciesze się, że są, dzięki temu w miksie mam mniej do roboty:P. Całość bardziej się klei, nie ma może tak elastycznych możliwości ale to też dobrze bo nie ma magicznej kombinacji tylko skupiam się na tym co jest.

    W nagrywaniu na sete wieksza role odgrywa samo nagranie niż miks. A jak ostanio gdzies w komentach pisaliśmy to proces nagrywania jest ciekawszy od samego miksu:).

    Nie trzeba mieć wcale dużo sprzętu i perkusja elektroniczna może być pomocna. Ale jak perkusista gra zawsze na żywej i nie dostosuje sie do niego padów to utwór sporo straci:(.

    • Chociaż jest ciężej, trzeba bardziej się starać, łatwiej skopać nagrania by nic z nich nie wyszło i często może być to poza chwilowymi możliwościami(doświadczeniem).

      Ale ogólnie myślę, że tak da się więcej. Bardzo podoba mi się porada Igor dla jedno osobowego zespołu by łączyć jeżeli się da instrument z wokalem a do ewentualnych nagrań skołować sobie sesyjnie drummer’a czy cały zespół.

    • Mało tego, w dzisiejszych czasach warto rozszerzyć brzmienie i ogólnie pojęty wachlarz muzyczny swoich produkcji nawiązując kontakt z innymi muzykami. Ja np. basistą nie jestem choć jakieś tam partie sobie nagram, ale to nie to samo, jak znajomy (prawdziwy) basista zasiądzie za instrumentem.

  7. ja niestety jestem one man band :/

    • rufinmusic

      Me too:)

    • No właśnie ja też, dlatego tym bardziej nakłaniam do współpracowania z innymi. No, chyba że ktoś z nas ma talent D. Grohla.

    • Grohl to przereklamowany jest:D. Mozna ewentualnie sprawe rozwiazac jak nick cave & the bad seeds. Jest Nick i zespol co z nim gra:).

  8. metoda świetna i sprawdzona, powstało wiele numerów nazywane teraz klasykami i są tylko 4 przeszkody:
    -umiejętności muzyków, by dobrze zagrać
    -umiejętności realizatora, by dobrze to ogarnąć podczas nagrania
    -brak przestrzeni
    -brak możliwości sprzętowych

    • rufinmusic

      Jak np. “Let It Be” The Beatles. To była jedna długa sesja w 1969. z tej sesji zrobiono potem, “Abbey Road” – miksowana z udziałem członków zespołu, następnie z praktycznie “surowych” nagrań wydano pożegnalną “Let It Be”.

  9. Witaj Igorze,
    Niedługo będę miał okazję nagrywać kilka utworów na dwie gitary i wokal, do dyspozycji mam mikrofon dynamiczny, i parę stereo “paluszków”, chciałbym zarejestrować ich właśnie na setkę, co byś radził? Ja myślę, żeby wokal zgarnąć dynamikiem, i po jednym paluszku (z kardioidową kapsułą) na każdą gitarę. Co o tym sądzisz? Czy może obie gitary jednym mikrofonem o charakterystyce dookólnej, a drugim wokal?

    Pozdrawaiam

    • Raczej to pierwsze rozwiązanie.

    • I mam jeszcze kilka pytań: czy da się “na sucho” patrząc tylko na ślady określić, czy występuje problem z fazą? I kiedy zacząć się niepokoić o przesunięcia fazowe? Czy może być sytuacja, że dwie ścieżki wyglądają na zupełnie nie zgadzające się pod względem fazowym, lecz brzmią poprawnie?

    • Zdarza się tak. Zawsze ostateczna decyzja musi być podyktowana tym, jak coś brzmi, a nie wygląda.

  10. Witaj .
    A co jeśli, ktoś tworzy samemu muzykę elektroniczną przy pomocy np. 2 sekwencerów/samplerów, które są wręcz przystosowane do grania live, ale też mają swoje miejsce w studiu ??
    Załóżmy, że ktoś nagrywa na setkę przy pomocy Elektron Analog RYTM i Elektron Analog Four i nie wie co będzie po zgraniu do DAW np. Ableton .
    Dalsza obróbka audio może stwarzać problemy, szczególnie rozdzielenie wszystkich istotnych elementów, aby później móc z czystym sercem powierzyć nagranie do miksu i masteringu, tak aby realizator nie musiał sobie zaprzątać głowy niedogodnościami.
    Lubie grać na żywo i myśle, że jakbym miał poważny projekt nagrywałbym właśnie na setkę, tyle, że są problemy.
    I dodam, że układanie klocków w Abletonie to nie moja bajka, nie mówiąc już o osobnym przenoszeniu śladów z maszyn Elektrona .
    Bo tylko by się marnowały fajne graty …

    Chce poczuć żywioł, taki pozytywny, podbić kreatywność i mieć uczucie, że jestem w raju, ale wiem też, że wszystko wymaga wysiłku, nawet nagrywanie na setkę .
    Jakbyś mógł się odnieść do moich steków wątpliwości to byłbym bardzo wdzięczny za pomoc .
    Pozdrawiam, blog wymiata !!

    PS. Dodam, że rozważam zakup drugiego sekwencera, dlatego zapytałem, bo nie wiem czy jest sens i nie chodzi o pieniądze . :mrgreen:

    • O ile wiem, RYTM ma osobne wyjścia dla poszczególnych elementów, więc można bez problemu nagrywać wszystko na indywidualne ścieżki. Więc nie bardzo rozumiem, w czym miałby być problem.

Zostaw komentarz