Jak Zostać Lepszym Realizatorem Dźwięku – Dzień 28 (Wtyczki)

Ostatnio dużo myślałem nad tym, jakiego rodzaju materiały publikuję na blogu i w jaki sposób przedstawiam Wam różne kwestie z zakresu inżynierii dźwięku. Jednym z wniosków, które wyciągnąłem, było to, że ktoś raczkujący w tym temacie łatwo może odnieść mylne wrażenie, co do tego, na czym realizacja polega.

Dzień 28 – Nie używaj każdej dostępnej wtyczki

Bardzo kuszące jest zapinanie każdej wtyczki czy podpinanie każdego zewnętrznego klocka, zarówno podczas miksu, jak i masteringu. Czasem jest to wręcz zalecane, bo trzeba się przecież kiedyś nauczyć, co i w jaki sposób dane urządzenie czy plug-in robi z sygnałem. Warto nawet poświęcić sobie kilka oddzielnych sesji na samo testowanie poszczególnych procesów, bo to bardzo mocno rozwijająca zabawa. Ale o czym chciałem dziś powiedzieć?

Otóż o tym, żeby nie wpinać na potęgę nie wiadomo ilu plug-inów tylko dlatego, że możemy i mamy dużo zapasu mocy obliczeniowej. Jest to szczególnie istotne podczas masteringu, kiedy każda, najmniejsza nawet ingerencja będzie niosła ze sobą spore konsekwencje, bo pracujemy na jednym pliku stereo, który zawiera w sobie pełny miks. Co zrobimy z myślą o werblu, wpłynie na wokal, co zrobimy z myślą o basie, będzie miało wpływ na stopę, itd. Subtelność jest tu jak najbardziej wskazana.

Jedna bardzo istotna rzecz, którą chcę, żebyście zapamiętali i ją poćwiczyli, to „przeniesienie uwagi”. Na czym ono polega?

Na analitycznym słuchaniu tego, co dzieje się z innym instrumentem, niż ten, na który chcemy podczas masteringu wpłynąć. Mówiąc po polsku – jeśli chcemy przykładowo podciąć jakąś częstotliwość, bo werbel rezonuje (niech będzie że na 358 Hertzach), to słuchajmy, co się podczas tego podcięcia dzieje z innymi śladami – wokalem, gitarami, pianinem, etc). Na początku może Wam to sprawiać trochę kłopotu, ale uwierzcie, że z czasem wejdzie Wam to w nawyk i to bardzo dobrze. Przy okazji – w miksie też to stosujcie. Pamiętacie, jak pisałem o unikaniu korekcji w solo? To jest świetna okazja do stosowania „przeniesienia uwagi”. Jak każdy ślad w miksie wpływa na kolejny, tak każdy ruch podczas masteringu wpływa na każdy ślad.

A wracając do dzisiejszego tematu.

Mastering jest zwykle procesem bardzo subtelnym (w zależności od poziomu wykonania miksu, rzecz jasna) i wymaga niewielkich zmian tu i tam – czy to małego podcięcia lub podbicia pasm, czy ingerencji w relacje fazowe, poprawności obrazu stereo, czy w końcu ostatecznej głośności. Zdarza się, że ciężko nam podjąć decyzję, co do tego, co z danym utworem zrobić, żeby był jeszcze lepszy, bo niemal wszystko wydaje się być na miejscu, a wystarczy tylko podciągnąć RMS i gotowe. I uwierzcie mi, są takie sytuacje (może trochę rzadziej w domowych produkcjach), kiedy inżynier masteringu nie ma za wiele do roboty, bo dostał fenomenalny miks.

Wniosek jest taki, że nie robi się nic na siłę. Jeśli coś gra tak, jak należy, to zostawmy to w spokoju i nie wciskajmy na siłę jakichś plug-inów, tylko dlatego że je mamy w katalogu. Najpierw trzeba posłuchać i ocenić, a nie automatycznie wypełniać insert po insercie. A jeśli nie umiemy ocenić, czy dany kawałek potrzebuje korekcji, kompresji, saturacji, clippowania, ograniczania czy innego dodatku? To znaczy, że jest jeszcze za wcześnie na podejmowanie się masteringu samemu. Jak niby mamy uzyskać dobre rezultaty, jeśli nie umiemy polegając na swoim słuchu określić, co jest dobre? Mierniki, wskaźniki, wykresy i lampki nam tu trochę pomogą, ale nie one decydują o poziomie finalnego brzmienia. To są tylko pewne drogowskazy, ale to my prowadzimy ten pojazd i to od naszych decyzji zależy, czy dotrzemy do celu, czy zaparkujemy w rowie.

Podsumowanie

Skoro mowa dziś o ograniczaniu się z plug-inami i dokładnym słuchaniu, to chcę zamknąć ten artykuł przestrogą przed używaniem wtyczek do poszerzania obrazu stereo. Jest to jeden z kolejnych mitów, którym biedny O-Borze został nakarmiony na tajnym forum i od tamtego dnia chce już poszerzać wszystko jak leci, nawet sygnały mono… Nietrudno się domyśleć, że i podczas prób masteringu swojego kawałka, DOB (to tak w skrócie o naszym Superhero) zapiął pożyczony z sieci S1 od Waves, bo przecież jego miks musi być szeroki. I zwykle kończy się to zbyt mocną ingerencją, zatraceniem „punktu”, skupienia, rozmazanym obrazem całości, problemami z fazą, etc. Wszystko kosztem tego, że chciał mieć kawałek hi-hatu z lewej strony, żeby dochodził jakby zza głowy, zza głośnika. Nie dość, że nie do końca wyszło, to i cała reszta się posypała. DOB, masz przez rok zakaz używania tej i podobnych wtyczek. Naucz się budować szeroką bazę stereo w miksie, a nie podczas masteringu, no i oczywiście pij więcej mleka…

P.S.1. To już koniec artykułów o masteringu w tym cyklu. Starałem się wyciągnąć na wierzch te kilka najczęściej popełnianych błędów i ukarać DJ-a-O-Borze za jego lenistwo, brak samodzielności i powielanie błędów, od których roi się w Sieci, a których źródła nie mogę do dziś odnaleźć. Drogi O-Borze, zadam Ci teraz pokutę, bez wykonania której nie możesz tu wrócić. Nie każę Ci zdradzać źródła, z którego czerpałeś dotychczasowe informacje (choć byłoby miło), ale wróć na te tajne fora i powyciągaj kilka biednych owieczek z tego bagna informacyjnego, w którym tkwią, ok? I podobnie z Wami, mniej czy bardziej ‘o-borze’ niż nasz bohater. Szerzcie dobrą nowinę o zakamarkach i na każdym kroku uświadamiajcie mniej doinformowanych o tym, co jest mitem, a co nie. Ja sam nie dam rady 🙂

P.S.2. Ostatnie 2 dni poświęcimy na dwie najważniejsze rady, jakie możecie dostać, jeśli chcecie być lepszymi realizatorami.

Zostawić komentarz ?

28 Komentarze.

  1. A mi się zdarza poszerzać miks o 3-5%. Czy jestem O-Borzem?

    • O-Borze poszerza dla zasady, nie wiedząc tak naprawdę, co robi. Gdzieś przeczytał, że można poszerzać, to bez zastanowienia (i słuchania) to robi. Ty, jak mniemam weryfikujesz swoje działania?

    • W sumie jak to wpływa na fazę, do tej pory nie patrzyłem, ale postanawiam poprawę.

    • Pojedź sobie specjalnie za daleko (za szeroko) i zobacz, co się dzieje z fazą. A przede wszystkim posłuchaj! Jakby Ci ktoś we łbie wiercił 🙂

  2. Andrzej S.

    Dobrze, że poruszyłeś wątek “poszerzaczy”;). Tylko nie wiem czy zwykły pogłos się do nich zalicza. Generalnie to trochę amatorszczyzna, ale sam się przyznam, że mam z tym kłopot:/ nagrywam gitarę z symulacją pieca, brzmi trochę sucho, brakuje naturalności, dodaję Reverb (Kjaerhus Classic Series) np. preset małego pokoju albo klubu (teraz brzmi trochę jakby był nagrywany prawdziwy piec w jakimś małym pomieszczeniu), ale gitara zdecydowanie rozmywa się…tak naprawdę nie wiadomo skąd dochodzi dźwięk, ciężko teraz usłyszeć inne rzeczy, bo gitara nienaturalnie się przebija właśnie tak jakby dochodziła gdzieś zza głowy… chyba czas trochę pobawić się pogłosami bo jakoś nie umiem zbudować tej przestrzeni, aby wszystko grało w “jednym pomieszczeniu”.

    • remaztered

      Mniej wet’u a wiecej dry’ja 🙂 Mozna sprobowac delaya krotkimi ustawieniami, potrafi fajnie poszerzyc (uwaga mono).

    • Na przykład.

    • Andrzej S.

      “Mniej wet, więcej dry”
      Normalnie złota rada :lol:, ale chyba coś w tym jest;D

  3. remaztered

    Kilka lat temu przeczytalem na tajnym forum ze nalezy uzywac jak najmniej pluginow typu EQ i kompresji. Wszystko powinno sie samo wyjasniac poprzez kompozycje/aranzacje. Oczywiscie wchlonelo mnie to na tyle ze nie zapinalem nawet HPF. Po tych kilku latach i masach eksperymentow dochodze do wniosku ze cos w tym jest, ze trzeba przeleciec po horyzoncie ze skrajosci w skranosc zeby znaleźć “zloty” srodek.

    • Bo pozwala to zrozumieć złożoność, zależności, kontekst, przypadek, sytuację. I tak się właśnie zdobywa umiejętności i doświadczenie. Jak przez to nie przejdziesz, to tak jak miałbyś powiedzieć, czy podoba Ci się (lub nie) jakiś film, którego nie obejrzałeś, a tylko przeczytałeś jego opis.

  4. Tym tajnym forum, o którym cały czas piszesz jest bez wątpienia dział “o produckji” na hip-hop.pl. Tam jest wielu takich didżejów O-Borze i “znawców”.

    • Rzuciłem okiem… Niewiele wartościowych wypowiedzi i żenujący poziom kultury wielu wypowiadających się 🙁

    • przez takich ludzi mamy(hip-hop’owcy) teraz status społeczny jak przysłowiowe blondynki i robimy za straszak kulturowy.

    • Na szczęście nie wszyscy. Nie dajcie się schematom. Znam niejednego hip-hopowca, który nie pasuje do tego obrazu i to napawa nadzieją na przyszłość.

    • Na takiej samej zasadzie przez niektóre zespoły metalowcy mają status zjadaczy kotów. Nie dajmy się schematom.

    • Albo nietoperków 😉

  5. Myślę, że choć w małym kawałku dotyczy to tematu.
    Ja w ostatnim czasie, postanowiłem miksować wykorzystując do tego celu, wyłącznie pluginy z mojego DAW, czyli Sonar X1. Dzięki temu, człowiek uczy sie doceniać to co ma. Przy tej okazji, wypowiedziałem wojnę ściemie jaką karmią nas dziś producenci oprogramowania – zwróćcie uwagę na to, ileż to dzisiaj powstaje magicznych magnetofonów, czy emulacji stołów w formie wtyczek. MASAKRA!
    Prawda jest taka, że nie klocek, czy wtyczka czyni miks dobrym, ale tylko i wyłącznie ludek i jego uszne drumsy. Inna sprawa, to słyszałem wiele produkcji które powstały w programie Reason, który nie “czyta” formatu vst, a jednak w odpowiednich rękach, jest mega stacją DAW.
    Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji zapoznać się z Sonar X1, to bardzo polecam. To co ma swoim pokładzie, jest w zupełności wystarczające do zrobienia dobrego miksu, a i przy okazji można wyzbyć się mani kolekcjonera wtyczek, choć to dotyczyć może tez i innych DAW. Pracując wyłącznie w środowisku DAW, człowiek temperuje swoje zapędy jeśli chodzi o nadużycia wtyczkowe.

    • To, co piszesz ma zastosowanie do większości DAW. Ludzie bez powodu lekceważą fabryczne plug-iny, które są z reguły naprawdę w porządku. I tak, jak mówisz – wszystko zależy od osoby, która tych narzędzi używa.

    • Ferdek 100% się zgadzam:).

      Długo lekceważyłem plugin’y z DAW, tym bardziej jak pozwalałem sobie na używanie piratów:D. Później i tak wolałem darmowe ściągać.

      Teraz większość używam z DAW i mam tylko te, na których mi zależy i ich potrzebuje(głównie instrumenty). Więc dokładnie jak piszesz Ferdek “Dzięki temu, człowiek uczy sie doceniać to co ma”.

    • Hehe, ja swego czasu, jak jeszcze bracia zza wschodniej granicy, okupowali “Jarmark Europa” (rok około 98-2002) byłem dosłownie kolekcjonerem wtyczek. Instalowało się wszystko co zawierała CD i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Potrzebne czy nie, trzeba zainstalować skoro się wydało 20zł na płytkę. Ale takie były czasy (choć to nie jest usprawiedliwienie), że internet w PL zaczynał się dopiero rozwijać, a jedyny dostęp do oprogramowania (choć tez nie całkiem do końca) był “Stadion”.
      Na szczęście dzis nie ma ograniczeń co do nabycia (oryginalnego) oprogramowania. Karta płatnicza i cyk myk, wtyczka ląduje na kompie, tyle że jak mówiłem już wcześniej…, trzeba być bardzo rozważnym w dzisiejszych czasach i nie liczyć na to co jest w opisach wtyczek – bardzo często to tylko marketing – bo wielu jest takich osób, które zamiast szlifować swój warsztat miksu, myślą, że kupiony magnetofon, kompresor, czy korektor vst, zmieni ich miks w bajkową muzyczną krainę. Moim zdaniem, lepiej jest najpierw zainwestować w dobrą akustykę, przetworniki i odsłuch, niż kupować bez opamiętania magiczne pluginy/klocki.

    • Ferdek, wszystko co piszesz to prawda. Niestety do tej świadomości trzeba po prostu dorosnąć, bo najłatwiej jest zapchać kompa plug-inami podczas gdy właściwa droga prowadzi przez pracę nad własnym warsztatem, słuchem, odpowiednim środowiskiem odsłuchowym i usłana jest krwią, potem i łzami, a nie nowymi ‘vst’… Mechanizm jest prosty – amator ściąga nową wtyczkę, przez 5 minut nic ciekawego nie wykręci (bo nie ma pojęcia, co do czego służy), po czym ściąga nową wtyczkę w nadziei, że ta magicznie sama poprawi mu jego słabe nagrania. I tak naokrągło. Na koniec wnioskuje, że te wszystkie wtyczki są do dupy. Paranoja… 🙂

    • Racja. Dobrze powiedziane, do tego trzeba dorosnąć. 😉

      Ciekawi mnie też Wasza opinia (choć to raczej nie na ten temat dyskusja), na temat “czy można wykręcić dobry, zawodowy i profesjonalny miks na darmowych wtykach?”. Moim zdaniem, jak najbardziej TAK!

    • Zdecydowanie można i wręcz trzeba!

  6. kończyłem czytać ten artykuł, i nasunęło mi się pewne pytanie. A mianowicie … jeśli ktoś kto szuka pewnej wiedzy odpowiedzi na jakieś pytanie, trafi na tajemne forum, gdzie ludzie pisza kłamstwa i głupoty ale postanowi sprawdzić ów informacje i trafi na 10 innych stron gdzie ludzie mowią jeszcze co innego(również kłamstwa i głupoty dopiero na 11 powiedzą mu czystą prawdę) to jak taki biedny DJ O BORZE ma wybrać prawdziwą odpowiedz, informacje ? komu ma zaufać ?

    • Może powinien wszystko weryfikować przezde wszystkim własnym słuchem.

    • trafna odpowiedz, ale nie każdy DJ O BORZE ma na tyle wycwiczony lub czuły słuch lub wyczucie dobrego smaku do tego by usłyszeć np to że 15 scieżek stereo w jednym kawałku da mu nic innego jak tylko jedną wielką Ku….

    • W takim wypadku, nie pozostaje nic innego, by ów Dj poszedł i zatrudnił się na nocki w piekarni, do noszenia worków z mąką, a z miksem dał sobie spokój. Realizacja ma to do siebie, że to sie czuje – po prostu. Wokalista czuje że potrafi śpiewać, perkusista ma manie stukania czym i w cokolwiek. Od tych reguł są oczywiście wyjątki, właśnie tacy Didżeje, co później owocuje marnotą jaką się da usłyszeć w sieci.

    • jeśli mowa o takich osobach jak ostatnio ukazany tutorial z masteringu wokali w CEP to moglbym sie zgodzic 🙂

Zostaw komentarz