Jak Zostać Lepszym Realizatorem Dźwięku – Dzień 27 (Dynamika)

Jedną z podstawowych (a czasem jedynych) rzeczy, którą DJ-O-Borze kojarzy z masteringiem, jest podniesienie poziomu średniego nagrania, czyli mówiąc laicko – podniesienie głośności. Opisałem w ramach cyklu o masteringu kilka czynności, które mogą biednemu DJ-owi w tym pomóc, więc nie będę się powtarzał. Zamiast tego przyjrzymy się jednemu, wielkiemu niebezpieczeństwu, które czyha na niedoświadczonego młodzika i bardzo szybko wyprowadzi go na manowce, jeśli ten nie będzie świadomy zagrożeń w zachodzących procesach.

Dzien 27 – Naucz się zachowywać dynamikę

Zacznijmy może od wyjaśnienia, czym jest dynamika i czym jest jej zakres w kontekście masteringu.

Możemy na nią spojrzeć w dwojaki sposób:

    • Najprościej rzecz ujmując, mówimy o utworze, że jest dynamiczny wtedy, gdy istnieją odczuwalne różnice w głośności i intensywności pomiędzy poszczególnymi sekcjami utworu, np. gdy wchodzi refren, czujemy, że jest mocniej, głośniej, gęściej, po prostu „bardziej”. Największy wpływ na zachowanie tych różnic ma oczywiście aranżacja, dobór instrumentów, zmiana partii (np. w zwrotce kilka pojedynczych dźwięków, a w refrenie mocne uderzenia akordów czy kwint). Są oczywiście też sytuacje, w których różnice między dwiema sekcjami są niewielkie i wtedy my możemy do pewnego stopnia manipulować stopniem natężenia (automatyką, efektami, etc.). Wszystko sprowadza się do tego, aby słuchacz poczuł, że zmienił się charakter czy brzmienie i jesteśmy już w innej sekcji.
    • Drugi sposób patrzenia na dynamikę i jej zakres tyczy się kwestii bardziej technicznej i nie odnosi się do poszczególnych miejsc w utworze, a do ciągłych zmian relacji między poziomem szczytowym a średnim sygnału. Im ta odległość jest większa, tym większy jest zakres dynamiki, przez co utwór jakby swobodniej oddycha, kołysze się i nie dusi. Świetnym narzędziem, o którym wspomniano na blogu niejednokrotnie, jest darmowy TT Dynamic Range Meter. Gorąco polecam zaopatrzenie się w niego, bo pomoże on nam po prostu zachować zdrowy rozsądek – czyli coś, o czym O-Borze dość często zapomina…

Dlaczego dynamika jest tak ważna?

Oprócz wspomnianego wyżej „oddychania” utworu (co jest podstawą), zbyt mały zakres dynamiki spowoduje spłaszczenie kawałka, nad którym pracujemy. Niewielkie wahania dynamiki spowodują też, że utwór nie będzie miał potencjału do poruszenia nas w kulminacyjnym momencie, bo przez cały czas jego trwania poziomy będą bardzo podobne – a wiadomo, że jeśli chcemy, aby jakaś sekcja uderzyła mocno i wbiła nas w fotel, to poprzedzający ją motyw musi być cichszy! Jeśli wszystko jest przyprasowane limiterem do granic, to te różnice nie będą miały miejsca i kawałek zabrzmi płasko i bez emocji. Mało tego, jeśli nieumiejętnie zmiażdżymy sumę limiterem czy innymi procesami, to może się okazać, że wręcz cichsze z natury sekcje zabrzmią pełniej i masywniej niż z założenia masywny refren. To już nie jest błąd, to jest wielbłąd. Oprócz tego, nadmierne procesowanie limiterem (celem uzyskania większej głośności) negatywnie wpłynie na jakość materiału, bez dwóch zdań. Te kilka punktów powinno Was wystarczająco mocno wyczulić na ostrożne obchodzenie się z dynamiką podczas masteringu.

Jak dbać o zachowanie dynamiki w utworze?

Odnosząc się do pierwszego przypadku (dynamika sekcji w utworze), podczas masteringu nie mamy zbyt wielu możliwości ingerencji w nasz materiał, ale nie znaczy to, że nic nie możemy zrobić. Całą dramaturgię miksu powinno wykonać się… podczas miksu, a zadaniem inżyniera masteringu jest zrobienie „swojego” bez zepsucia tego, co wypracował mikser, producent i zespół.

Dlatego bardzo cenna wskazówka, jaką chcę Wam dzisiaj podać tyczy się właśnie dbałości o zakres dynamiki. Jeżeli chcecie mieć pewność, że nie zabijecie dynamiki i nie spłaszczycie kawałka podczas masteringu, to w momencie gdy będziecie pracować nad ostateczną głośnością materiału – zacznijcie od najgłośniejszego/najgętszego miejsca w utworze. Zazwyczaj będzie to refren (zwykle ostatni) czy czasem bridge. Tam, gdzie dzieje się najwięcej, jest najbardziej intensywnie.

Dlaczego w ten sposób?

    • Dlatego, że bierzemy pod lupę najbardziej ekstremalne miejsce w utworze i szybko usłyszymy, jak przesadzimy.
    • Dlatego, że gdybyśmy robili to w sekcji, która nie jest tak gęsta (np. zwrotka) i dopasowali do niej stopień ingerencji w dynamikę, to w sekcji intensywniejszej byłaby już masakra.

Moglibyście pomyśleć: „Dlaczego w takim razie nie zautomatyzować Thresholdu w limiterze i nie dostosować jego ustawień do poszczególnych sekcji – tak, aby z każdej z nich wycisnąć możliwie najwięcej głośności?” A dlatego, że może udałoby się Wam w ten sposób uniknąć wielu artefaktów nadmiernego ograniczania, ale nadal byście dążyli ku spłaszczeniu utworu. Moje niezbyt długie doświadczenie w pracach masteringowych podpowiada mi jednak, że najlepiej jest polegać na tym, jak naturalnie zmienia się dynamika utworu (o ile jest oczywiście dobrze napisany, zagrany, nagrany i zmiksowany przez „mądre uszy”). Jeśli odpowiednio dopracujemy dynamikę w najgłośniejszym momencie utworu, to pozostałe sekcje naturalnie się same dopasują.

Inna rzecz, którą możemy zrobić, to po prostu zautomatyzować poziom sygnału pod suwakiem od miksu w różnych miejscach utworu, np. podbić lekko poziom refrenu (np. o 1-2 dB), ściszyć potem drugą zwrotkę (np. o 0.5-1 dB), i tak dalej. Samą automatyką suwaka sumy możemy odbudować trochę dynamiki i dramaturgii utworu. Jest to operacja dość subtelna, ale całkiem skuteczna, szczególnie, gdy osoba miksująca nie zwracała uwagi na aspekt dynamiki.

Co do drugiego przypadku, czyli różnic między szczytami (peak) a poziomem średnim (rms), bądźcie bardzo ostrożni z kompresją podczas masteringu. A najlepiej, jeśli uda Wam się jej uniknąć. Wszystko oczywiście będzie podyktowane tym, jak bardzo skompresowany materiał otrzymaliście do masteringu, bo czasem na dodatkowej kompresji trochę zyskamy bez większych ofiar, a czasem trzeba jej po prostu uniknąć. Jeżeli otrzymany miks jest już przymiażdżony na potęgę (tzn. jego zakres ma tylko kilka dB), to mamy ciężki orzech do zgryzienia i wtedy polecam zwrócenie się do osoby miksującej o poprawki – to zawsze poskutkuje lepszym rezultatem niż usilne próby odkompresowania miksu podczas fazy masteringu…

Druga cenna wskazówka dnia dzisiejszego tyczy się właśnie takiej sytuacji, aczkolwiek nie zawsze się sprawdzi – wiadomo. Jeżli chcemy odzyskać jakiś procent dynamiki i wyciągnąć poziom szczytów, możemy subtelnie użyć wtyczki do eksponowania transjentów, jak SPL Transient Designer, Sonnox TransMod czy darmowy Flux Bittersweet. Będą one zwykle najbardziej wpływały na stopę i werbel (choć to zależy od wcześniej wykonanego miksu), z czego powinni się ucieszyć hip-hopowcy i zwolennicy cięższej muzy. Rezultaty mogą być różne, ale radzę sięgać po te narzędzia tylko i wyłącznie w sytuacjach podbramkowych, kiedy nie ma możliwości korekty miksu.

W przypadku zbyt skompresowanego miksu odradzam szczerze stosowanie wszelkiego rodzaju wtyczek czasem określanych jako te mogące „odkompresować” jakiś materiał (np. ekspander), bo te oddziałują na całe audio kompleksowo i powodują masę nowych problemów i przedziwnych artefaktów. Przewaga wtyczek ingerujących w transjenty jest taka, że te działają tylko na ułamek śladu (najwyższe amplitudy), a nie dotykają poziomów bazowych.

Podsumowanie

Podczas masteringu mamy często związane ręce, bo są rzeczy, których się po prostu nie da zrobić tak, jak robić się je powinno. Dlatego uczulam Was na to, aby na każdym etapie produkcji dbać o wszystkie szczegóły (łącznie z dynamiką) i dzielić się swoją wiedzą z innymi ludźmi, z którymi współpracujecie. Wszystko po to, aby na każdym z etapów wykonywać odpowiednie czynności i nie utrudniać życia osobom, które będą się zajmowały innymi etapami. Jeśli jesteście mikserami i chcecie oddać materiał komuś innemu do masteringu, to zostawcie mu trochę pola manewru, zluzujcie z kompresją sumy miksu, nie wpinajcie na sumę limitera, etc. Skupcie się na jak najlepszym miksie i przekażcie cudo dalej. Myślcie o tym w ten sposób, jak byście byli inżynierami masteringu i w jakiej postaci chcielibyście otrzymywać od mikserów miksy do ostatecznej obróbki. To zawsze pomaga w zachowaniu zdrowego rozsądku…

Zostawić komentarz ?

24 Komentarze.

  1. Jeśli chodzi o kompresowanie sumy, kiedy oddajemy utwór do masteringu – to do dzisiaj nie widzę sensu tego działania. Wierzę, że pan inżynier zrobi to lepiej od nas.

    Pytałem jakiś czas temu o “odkompresowywanie” podkładu i dzięki za odniesienie. Nie wpadłem, żeby podnieść transjenty na nim, podnosiłem za to na sumie już po jej kompresji, która to jednak trochę ich zabiera. I we właściwym podejściu do miksu – wiele ścieżek zamiast zamiast podkładu (oh tak, rozwijam się!) – to chyba nadal będzie miało zastosowanie. Tym bardziej, jak chcemy jeszcze później zapiąć limiter, który powyżej jakiegoś 1 dB już dosyć mocno je tranjenty. Zapinając na samym końcu clipper, możemy ustawić go na mniejszy threshold, a bardziej bałbym się tutaj większego thresholdu niźli podniesienia transjentów. Żeby było czytelniej, mój łańcuch “masteringowy”: equalizer/inny korektor masteringowy, kompresja szeregowa (2 kompresory te same), saturator, czasami deesser, wydobycie transjentów, limiter wielopasmowy (zmiany maks. rzędu 0,1-0,2 dB, choć wiadomo, u Was może być inaczej), clipper, wtyczka monitorująca RMS. Dobrze jest po tym wszystkim przeczesać każdy zakres pasmowy z osobna (np. owy limiter wielopasmowy ma często tryb solo na każdym paśmie) w poszukiwaniu słyszalnych clipów, artefaktów.

    • Kompresja sumy od początku tworzy współdziałanie, wzajemne relacje między dynamikami osobnych ścieżek. Kompresja i tak będzie w masterze, warto więc słyszeć w miksie jak to wpływa na muzykę i lepiej dostosować miks. No i klej jaki daje kompresja sumy jest niezastąpiony:D.

      Ale opisane było już na blogu i warto ją dawać jeżeli pomaga:).

    • Nie no, co robi kompresja na sumie, to chyba każdy wie. Nie widzę nic złego w miksowaniu z zapiętym kompresorem, natomiast widzę trochę złego w oddawaniu skompresowanego miksu do masteringu, bowiem należy założyć, że pan inżynier zrobi to lepiej od nas. Zapinając kompresor samodzielnie, ograniczamy mu pole do popisu.

    • Zrozumiałem, że całościowo mówisz o kompresji sumy a nie tylko odejmowaniu przed masterem. A czemu należy założyć, że lepiej zrobi? Ja to traktuje jako część i miksu, miksuje pod te ustawienia i one są dla mnie najlepsze:).

    • Zielony, bezsensem byłoby robienie całego miksu “w kompresor” sumy (działający bardzo subtelnie) i na końcu go wypięcie. Przez cały czas trwania miksu podejmujesz bowiem decyzje uwzględniając ten kompresor na sumie (np. mniej kompresujesz pojedyncze ścieżki) i pozbywając się go na końcu miks Ci się po prostu rozpadnie, a w najoptymistyczniejszym wariancie – rozklei. Nic inżynierowi masteringu nie ograniczasz, bo kompresujesz sumę max 1-2 dB. Tak, jak mówi Roberto – to jest część miksu, a nie element masteringu. To jakbyś zrobił piękny miks i przed oddaniem go do masteringu wyłączył wszystkie pogłosy 🙂

  2. true, co do 2giego punktu/przypadku niestety teraz dla niektórych liczy się głośność a nie dynamika, widziałem kiedyś tutorial o masteringu na yt w którym gościu zrobił z dobrze brzmiącego miksu sprasowany “kwadrat”(mam nadzieję że wiadomo o co chodzi) i mówił że tak jest lepiej bo głośniej… cytując Boba Katza “it’s not HOW LOUD but it’s HOW you MAKE IT LOUD”

    • Zgadzam się, głośność to taka trochę choroba cywilizacyjno/pokoleniowa.

  3. Podoba mi się zwrot „mądre uszy”, zapamiętam sobie:D. Ja na razie mam zbyt mądre od miksu by zabierać się za master:D. A artykuł jak zwykle trafia w sedno :D.

  4. zachowanie dynamiki to jest jeden z największych problemów udanego utworu. mi niestety nie zawsze się udaje 🙁

  5. Pomimo wszystkich wad i przestróg przed mocnym dopalaniem utworu, ja jednak chciałbym się nauczyć robić ten “kwadrat”, ale dobrze. No bo można, da się. Są utwory ściśnięte do granic możliwości i brzmią pięknie. Nie wiem nadal w czym tkwi klucz do sukcesu, bo nie wychodzi mi to do końca. -10db RMS pokazane przez SPAN to granica, której nie umiem przekroczyć.

  6. Jeśli chodzi o uzyskiwanie dynamiki między poszczególnymi częściami utworu przede wszystkim za pomocą miksu, to oto świetny przykład: http://www.youtube.com/watch?v=fZIB7dN460M

    • Całkiem, całkiem. Sprawdź to:
      http://www.youtube.com/watch?v=5AWEVv0Q27w
      Totalnie banalny aranż, który daje zarówno kopa, jak i buduje napięcie. Automatyka poziomu bębnów w bridge’u aż do przesady słyszalna, ale to tylko pokazuje, jak niewiele trzeba, żeby wywołać ciarki na plecach 🙂

  7. remaztered

    Dobry artykul i ciekawe “blue cross”‘y 🙂
    Jedna rzecz mnie trapi. Moj TT DRM pokazuje przeklamane wartosci… Porownywalem jego wyniki z 2 innymi miernikami i przy 2 odczytach 10RMS, TT pokazywal 7/6. Czy ktos mial taka sytuacje ?

    • Mi szybciej wykrywa peak w TT niż w DAW, więc może coś w tym jest.

  8. Igorze czy Flux Bittersweet jest darmowy w pełnej wersji czy tylko w wersji trial ?

    • Nie słyszałem o tym, że w ogóle jest wersja trial. U mnie działa jako darmowa pełna wersja.

    • ok znalazłem już odpowiednia strone 😀

  9. Hallo! Panie Igorze mam pytanie, Czy można zmiksowac utwór z funkcją freeze, czy trzeba wszystko odmrozić? I co Pan sądzi o wykorzystaniu wtyczki Maserati do masteringu? Dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

    • Można miksować z zamrożonymi ścieżkami.
      Nie wiem, o której konkretnie wtyczce Maserati mówisz, bo jest ich kilka…

  10. No tak, racja.Maserati GRP stereo waves

    • Generalnie to plugin przewidziany na grupy instrumentów (bębny,smyki, chórki), ale nikt Ci nie zabroni wpiąć go na sumę. To dość subtelne narzędzie, więc jest duża szansa, że się tam sprawdzi.

  11. Wielkie dzięki za odpowiedź:)

Zostaw komentarz