Jak Zostać Lepszym Realizatorem Dźwięku – Dzień 26 (Nauka Masteringu)

Wczoraj przyjrzeliśmy się kilku powodom do oddawania własnych miksów w ręce zawodowych inżynierów masteringu. Czy to oznacza, że w ogóle nie powinniśmy robić masteringu? Bynajmniej. Wcześniej czy później trzeba będzie się go zacząć uczyć. A jak to zrobić? Czytajcie dalej.

Dzień 26 – Ucz się o masteringu i rób go samemu.

Biorąc pod uwagę to, o czym pisałem wczoraj na temat zbytniego przywiązania do własnych kawałków, proponuję Wam podjąć się masteringu kawałków innych osób. Już kiedyś o tym pisałem przy okazji cyklu o masteringu i nadal tą tezę podtrzymuję. Naprawdę warto ćwiczyć ten etap na innych niż własne produkcje, bo w ten sposób wyrabiamy sobie to chłodne, nie emocjonalne i obiektywne podejście, które jest podstawą wykonania dobrego masteringu.

Dokładnie tak samo, jak profesjonalny inżynier masteringu zajmujący się „na zimno” naszym utworem, my będziemy zajmować się utworem kogoś innego. Jest to świetny trening, bo nie dość, że nauczymy się bardziej globalnego spojrzenia na daną produkcję i nasze działania będę podyktowane tym, co jest dla danego kawałka dobre w kontekście makro, to możliwe, że otrzymamy możliwość pracy z utworami innymi niż z naszego gatunku. A to też rozwija.

Jest jeszcze kwestia robienia własnych kawałków do przysłowiowej szuflady. Co wtedy?

Jeśli nie macie w planach podbijania rynku muzycznego i tworzycie tylko dla własnej satysfakcji lub dla zaspokojenia niespełnionych marzeń swoich rodziców, to jest to jak najbardziej dobry materiał na próby masteringu, ale te bardziej zmierzające ku poznaniu jego specyfiki niż uzyskiwaniu światowego formatu rezultatów. Nie ryzykujecie stratą pieniędzy, a może czegoś Was ta zabawa nauczy. Na pewno sami zdacie sobie sprawę z tego, ile można i ile nie można podczas masteringu zrobić. Wiadomo, że lepiej próbować swych sił na jak najlepiej brzmiącym materiale, ale jeśli takowym nie dysponujecie, to nie macie za bardzo wyjścia i zostają Wam własne kawałki.

Apeluję tylko o to, żebyście poświęcili choć trochę czasu na zaznajomienie się z problematyką masteringu zanim przysiądziecie do pracy. Na start proponuję zapoznać się z tym, co pisze Bob Katz – nie tylko w jego świetnej książce – Mastering Audio, ale i na jego stronie internetowej.

Wiem, że multum osób robi mastering własnych produkcji, bo albo najzwyklej w świecie nie stać ich na opłacenia pracy profesjonalisty albo… uznają to za nieodłączny element miksu i wykonują go tak czy inaczej. Mało tego, procesy, którym poddają oni cały miks, odbywają się zazwyczaj wewnątrz sesji z miksem, na kanale Master. Jestem przeciwnikiem takiego podejścia, ale zabronić Wam tego nie mogę – bo każdy ma prawo robić produkcje tak, jak ma na to ochotę.

Ja tylko staram się Wam nakreślić, jak wygląda przykładowy sposób pracy w normalnych studiach nagrań. Tam, na mastering poświęca się zwykle osobną sesję, do której importowane są wszystkie gotowe miksy na album i w takim nowym projekcie robi się mastering całej płyty. Taka strategia pozwala na uzyskanie bardziej spójnego brzmienia płyty jako całości, bo przez cały czas trwania sesji mamy dostęp do wszystkich utworów i możemy na bieżąco dokonywać w nich korekt, tak aby wszystkie brzmiały w miarę jednolicie (w sensie, nie nudno i identycznie, ale konsekwentnie i jak część większej układanki).

Jeśli tylko produkujemy singla, to ta zasada nie ma zastosowania, ale i tak odradzam robienia masteringu w sesji miksu, chociażby ze względu na spory wysiłek, jaki będzie musiał wykonywać nasz komputer, gdy dołożymy mu kilka wtyczek na sumę, a te przeznaczone do masteringu potrafią być dość procesożerne.

Drugi minus takiego postępowania, to ryzyko pracy „na skróty”. Bardzo kuszące jest zapięcie na sumę miksu kilku procesorów typowo masteringowych, ale to zwykle zgubna metoda, bo zbyt mocno polegamy na tym, żeby to one „wyciągnęły” miks. Zamiast tego należy się podczas miksu skupiać na pojedynczych śladach i wyciśnięciu z nich jak najlepszych rezultatów. I nie mylcie proszę delikatnej kompresji sumy miksu z właściwym masteringiem. Kompresor na sumę zapina się zwykle w początkowej fazie miksu, a ma on jedynie za zadanie sklejenie miksu, a nie stanowcze ograniczanie dynamiki czy podniesienie RMS. A i tak nie zawsze jest to zabieg konieczny. Polecam zrobienie sobie dwóch miksów jednego utworu – jeden z kompresją sumy miksu, drugi bez – dzięki temu sami zdecydujecie, który sposób bardziej Wam odpowiada, bez zadawania zbędnych pytań o to, który sposób jest “lepszy”.

Alternatywne podejście do sprawy masteringu.

Jeśli macie, podobnie jak ja, wysoce zaawansowane ADHD, OCD i inne ciekawe medyczne skróty dotyczące Waszej osobowości i lubicie (oraz jesteście w stanie) robić kilka rzeczy na raz, to może warto przemyśleć inną linię myślenia o nauce masteringu i przyswajać wiedzę o nim równolegle z innymi aspektami realizacji dźwięku. Po części i tak każdy z nas tak robi – świadomie bądź nie, bo taka jest po prostu specyfika uczenia się. Przynajmniej dla szczęśliwych posiadaczy niektórych schorzeń 🙂

Ja mam tak, że zawsze mi mało i chcę więcej. I choć na jednym z początkowych etapów mojej edukacji z zakresu inżynierii wytłumaczono mi, na czym polega mastering i uświadomiono jak bardzo było to odległe mi jeszcze zagadnienie, to i tak w międzyczasie o nim czytałem i podejmowałem jakieś próby na własną rękę. Rezultaty były zwykle żałosne, ale to pozwoliło mi zrozumieć, że coś, co wydawało się z założenia banalne (np. zapięcie 3 wtyczek na sumę), okazało się chyba jedną z najtrudniejszych czynności w całym świecie produkcji muzyki. Przewrotne, prawda?

Dzięki tej świadomości wiem, że z każdego roku uczenia się o realizacji, jakieś 10% informacji dotyczyło bezpośrednio masteringu lub mogło być na ten grunt w jakiś sposób przeniesione. A najciekawsze jest to, że bardzo trudno jest czasem dokopać się do wiarygodnych i rzetelnych informacji w tej dziedzinie, stąd znalezienie jednej, nawet najmniejszej porcji informacji i zweryfikowanie jej prawdziwości uznawałem za wielki sukces, bo zbliżało mnie to do lepszego zrozumienia zawiłości masteringu.

Podsumowanie

Jeśli macie wystarczająco podzielną uwagę, spory zapas miejsca w głowie na tony informacji i umiecie w jakiś sposób filtrować i dzielić je na konkretne zagadnienia, a przy tym dysponujecie dodatkowym czasem i naprawdę pasjonujecie się dźwiękiem – może warto spróbować przyswajać informacje o masteringu równoległym torem do reszty problemów inżynierii. Ale ostrzegam, że to nie jest łatwe i nieraz przesłoni Wam podstawy i będzie chciało wyrzucić z obranego kierunku. I dobra rada – nie róbcie tego na samym początku swojej kariery, bo tylko wszystko się Wam pomiesza i będziecie później wyjeżdżać z takimi kwiatkami, jak „mastering wokali”, za co będą kary. Obiecuję.

Zostawić komentarz ?

24 Komentarze.

  1. remaztered

    Pokusa zapiecia “szybkiego masterignu” na sume jest baaardzo duza 🙂

    Drugi link nie trybi…

  2. Heh…wpadłem na taki pomysł. Udostępnij czytelnikom surowe ślady z jakiegoś projektu i jednocześnie produkt końcowy – zmiksowany i zmasterowany. Niech każdy będzie miał możliwość sprawdzenia się i swoich umiejętności, a potem porównania tego z Twoim plikiem referencyjnym.
    Nie wiem, czy piszę jasno, ale jestem po piątkowym przysłowiowym piweczku :D:D:D:D

    • Póki co, można spróbować swych sił na surowych śladach po zaopatrzeniu się w kurs miksowania. Może w przyszłości zrobimy to, o czym mówisz – nie wykluczam.

  3. A ja sobie nie wyobrażam zapinać na sumę miksu wtyczek masteringowych. Po prostu dożyna to procka i… no nie ma siły.

    Jest też inny aspekt – lepiej zrobić miks tak aby wycisnąć z niego siódme poty, podjąć decyzję, że to już koniec, odłożyć na parę dni i ewentualnie robić mastering starając się wyciągnąć jak najlepsze brzmienie, albo… wrócić do etapu miksu dokonując drobnych korekt.

  4. A ja zapinam bardzo czesto na sume (gdy juz koncze/skonczylem mix) L2 i/lub CS12 (od Terry Westa), co do ustawien nie bede nic pisał bo wiadomo – ”wedle smaku” 😉 w zasadzie robie wiec taki maly premastering zeby ”skleic” jeszcze bardziej miks jesli tego wymaga albo gdy robie tzw ”hot wersje” tzn przykladowa wersja kawalka ma byc ”dopalona” i ”ma kopać” na pierwszy ”rzut ucha” 😉 – wtedy bardziej agresywne ustawienia. W zasadzie wiec nie robie masteringu w pełnym tego slowa znaczeniu bo poprostu nie mam do tego warunków.

    • W sumie nie wiem co powiedzieć, ale przypomniała mi się anegdotka dot. określenia “premastering” – właściwie jest to prawidłowa nazwa tego co przyjęło się określać “masteringiem” (mastering w rzeczywistości oznacza proces tworzenia płyty matki, ojca itp. itd. w fabryce).

      …przynajmniej tak twierdzi Bob Katz w swojej książce 🙂

    • Andrzej S.

      CS12 to świetny procesor masteringowy 😛 w dodatku darmowy!

  5. jest blad w linku do strony Boba Katza

  6. Pamiętam brutalną dla mnie myśl z książki Modern Recording Techniques(David Miles), że trzeba wybrać kim chcemy być w biznesie muzycznym i niżej wypisane były możliwości. Strasznie mi się to nie podobało i nie chciałem rezygnować z jakiegoś aspektu ale z czasem coraz bardziej widzę, że określenie się do węższego spektrum to dobra rzecz.

    Warto próbować wielu rzeczy czy poznać mastering by wiedzieć co będzie dobre dla niego w mixie. Muzyk, który zna zasady mixu też jest bardziej świadomy i może więcej. Znajomość muzyki dla inżyniera to też podstawa itd. Tak samo w tej książce jest, ale skupiając się na jednym aspekcie(inne jako funkcje pomocnicze np. mix dla muzyka) zwiększamy swoje szanse odniesienia sukcesu:D.

    W każdym razie zgadzam się z tym co wynika z dzisiejszego i wczorajszego artykułu :), by z jednej strony masterowac a z drugiej oddawać komuś:).

    • Kwestia masteringu “samemu czy nie” jest złożona i na pewno sporo zależy od różnyych czynników. A co do wyboru konkretnej specjalizacji, to się jak najbardziej zgadzam – lepiej być bardzo dobrym w jednej dziedzinie niż średnio-dobrym w dwóch czy trzech.

  7. kurcze nie wiem jak opisać mój problem ;d chodzi o to, że nie wiem co mastering może zrobić z utworem, tzn. kręce np. jakies leady czy bas i nie brzmi (chodz wydaje mi sie ze nie moge wiecej juz wycisnąc z brzmienia) to tak jakbym chciał. Nie wiem kiedy mogę się zatrzymać i przejść do kolejnego śladu będąc pewnym, że po masteringu będzie wszystko grało tak jak sobie marze… nie weim czy ktoś coś zrozumiał z tego przekazu hehe może powiem tak: rozwiązany by był ten problem gdybym miał przykładowo ten utwór http://www17.zippyshare.com/v/55734025/file.html przed masteringiem a najlepiej przed miksem i po masteringu. Nie wiem czy ten pompujący bas z tym kickiem i w ogóle wszystko to jest sprawa masteringu miksu… po tym wpisie już nie wiem nic 😀

    • Piotr najlepiej przeczytaj artykuły od początku lub chociaż te ogólne odnośnie mix’u i masteringu. U góry strony jest archiwum i od początku jest miła i przydatna lektura! Jak dojdziesz znowu do tego wpisu będziesz wiedział dużo więcej i robił znacznie lepszą muzę.

  8. o kurde tez mam adhd ale nie lecze tego bo nie mam gdzie, przez to mam problemy z koncentracja i pojmowanie wiedzy z książek itp. z zakresu realizacji dzwieku. A ty bierzesz jakis lek?

  9. Minusem robienia masteringu na sumie jest też to, że mamy cały czas dostęp do wszystkich ścieżek. Jeśli jest to nasz mix, a jesteśmy mało zaznajomieni z masteringiem, bardzo łatwo będzie zrzucać winę na mix. To bębny coś nie tak, a to tu za cicho, a tu coś brzęczy i to dlatego nasza praca nad masterem i jej efekt brzmi jak brzmi, a wcale nie chodzi o to, że nie mamy pojęcie jak wygląda praca nad całym gotowym mixem. Nie chodzi też o to, że słuchamy tego na słuchawkach w laptopie, czy masakrujemy sygnał podnosząc bass do granic możliwości i wycinając w pień nadwyżkę limiterami, aby nasz rap brzmiał jak przystało na jakość forumową Dja O-BORZE.

    • Słusznie. I tu też dochodz sytuacja, że próbujemy procesami na sumie zamaskować to, czego nie umieliśmy zrobić na śladach. Po czym okazuje się, że jak odejmiemy procesy z sumy, to miks się rozpada… A nie tędy przecież droga.

Zostaw komentarz