Jak Zostać Lepszym Realizatorem Dźwięku – Dzień 24 (Sesja Masteringu)

Zgodnie z planem, kolejne kilka artykułów będzie związanych z kwestią masteringu. Jest to temat bardzo obszerny (i według niektórych owiany jakąś wielką tajemnicą), więc na próżno będzie Wam tu szukać odpowiedzi na pytanie: „Jak zrobić mastering”, bo każdy z tych wpisów musiałby mieć po kilkaset stron, a i tak byłoby to za mało, bo co jak co, ale w masteringu liczy się mnóstwo rzeczy, a teoria to dopiero start. Bez zbędnego przeciągania, przejdźmy do pierwszej wskazówki z tego zagadnienia, jaką chcę Was poczęstować.

Dzień 24 – Wybierz się na sesję masteringu do studia.

Jeżeli macie możliwość uczestniczenia w takiej sesji, to szczerze polecam wykorzystać taką okazję. Nie po to, żeby zachwycać się studiem czy jego wyposażeniem, ale po to, żeby obserwować inżyniera masteringu przy pracy. Będzie to dla Was nie lada gratka, ale najważniejsze, że zrozumiecie specyfikę tego procesu, o ile oczywiście traficie na kompetentną osobę.

Jak dostać się na sesję masteringową?

W teorii, bardzo prosto. W praktyce – wszystko zależy od studia i inżyniera. Generalnie, najprościej zlecić wykonanie masteringu jakiegoś kwałka (swojego czy zaprzyjaźnionego zespołu) i dopytać, czy nie byłoby problemu, gdybyśmy chcieli siedzieć w studiu podczas tego procesu. Mówię o tym dlatego, że obecnie spora część prac masteringowych odbywa się na odległość – utwór (utwory) dostarczane są przez sieć, inżynier wykonuje swoje zadanie, odsyła plik do zespołu i zwykle po odsłuchaniu materiału wprowadza jakieś niewielkie poprawki zgodnie ze wskazówkami ze strony artystów czy menadżera zespołu. To wszystko może się odbyć on-line, bez fizycznego poznania się dwóch stron i bardzo wiele studiów świadczy takie usługi. Możemy mieć kawałek zmasterowany przez dowolnego inżyniera na świecie nie wychodząc z domu. Koszty będą oczywiście bardzo zróżnicowane, ale warto zrobić małe badania rynku, żeby wiedzieć, na czym się stoi.

Jeśli chcemy, oprócz profesjonalnie zmasterowanego kawałka, czegoś się przy okazji nauczyć, to warto spróbować dostać się do studia na czas wykonywanych prac. Nie mówię, żeby zaraz kupować bilet do Nowego Jorku czy Londynu (mimo iż gorąco polecam). Zróbcie rozeznanie własnego podwórka, okolicznych studiów czy znanych polskich inżynierów. Może to oznaczać wycieczkę do Wrocławia, Krakowa czy Warszawy, ale myślę, że nie będzie to dzień stracony. Dogadajcie się po prostu, co do szczegółów i ruszajcie.

I teraz, w zależności od tego, na kogo traficie (lub kogo wybierzecie), sytuacja może wyglądać tak, że albo będziecie musieli siedzieć cicho i obgryzać paznokcie, jak inżynier będzie kręcił magicznymi pokrętłami, albo będzie Wam dane zadać kilka pytań. Proponuję o to też podpytać jeszcze przed sesją. Zawsze możecie też zaznaczyć, że chcielibyście móc zapytać o parę spraw, bo jesteście tą kwestią bardzo zainteresowani, a chcecie się uczyć od zawodowców. W większości przypadków nie powinno być z tym problemu. W ostateczności możecie nawet zaproponować, że dorzucicie kilka złotych za sesję, jeśli będziecie mogli uzyskać jakieś wyjaśnienia, co do wykonywanych czynności, ale zwykle nie jest to konieczne.

Trzeba się tu po prostu wykazać wyczuciem, żeby nie wytrącać zatrudnionego człowieka z rytmu. Nikt przecież nie lubi intruzów, więc nie sprawcie na kimś takiego wrażenia. Przygotujcie sobie kilka pytań i niech to będą pytania trzymające poziom, typu: „W jaki sposób osiągnąłeś tak wysoki poziom RMS bez wyraźnej straty zakresu dynamiki?” zamiast „Co to jest to ‘Q’ na tym korektorze?” Inżynierowie z reguły lubią się czymś tam pochwalić (w dobrym słowa znaczeniu), ale muszą wiedzieć, że nie mają do czynienia z totalnym laikiem, bo wtedy zasypią Was kilkoma pojęciami, których możecie nie zrozumieć i tyle po Waszej edukacji 🙂

Kiedy udać się na sesję masteringową?

Na pewno nie na początku poznawania realizacji ani nie po roku uczenia się tej sztuki. Każdy inżynier wykonujący mastering ma za sobą (przynajmniej mieć powinien) etap miksowania, edycji, produkcji, a nawet nagrań. Nie da się być inżynierem masteringu nie mając opanowanej chociażby sztuki miksowania. Mimo, że to dwa, bardzo różne od siebie procesy, to jednak przenikają się one między sobą do jakiegoś stopnia. Jeśli więc jesteście na początku swojej drogi i nie wiecie, jak działają konkretne procesory dźwięku, co to jest balans pasmowy, dynamika i wszystkie inne pojęcia, o których tu rozmawiamy – to wstrzymajcie się jeszcze z wizytą w studiu masteringowym, bo niewiele zrozumiecie. Praca masteringowa nad gotowym miksem wymaga świetnej znajomości właściwie całego zakresu realizacji dźwięku (nie wspominając o latach doświadczenia, pomieszczeniu odsłuchowym, czy słuchu inżyniera) i im lepiej jesteście zorientowani w całym temacie, tym więcej wyciągniecie z takiej wizyty.

Na pewno zauważyliście (ja aż za bardzo), że wśród dwóch czy trzech pierwszych rzeczy, jakich młodzi adepci inżynierii chcieliby się nauczyć, wymieniany jest mastering. Biorę poprawkę na to, że wielu z nich nie ma bladego pojęcia, co to słowo oznacza (co wyjaśniam m.in. TUTAJ), ale nawet z tych, którzy wiedzą, nikt nie powinien sobie tą kwestią zawracać głowy na początku swojej nauki. To jest naprawdę ostatni etap produkcji muzyki i powinien być nauczany jako ostatni, bo trzeba niestety przejść przez wszystko inne, żeby zrozumieć założenia tego procesu. Wygląda to mniej więcej tak:

Hej, jestem DJ-O-Borze, mam zintegrowaną kartę Realtek, mikser na ‘B’, mikrofon i nagrywam muzykę. Ciągle mam szumy w nagraniach i jakąś latencję (nie wiem, czy to dobrze czy źle) i chciałbym się dowiedzieć czegoś o masteringu, bo podobno poprawia on jakość nagrań.

I bynajmniej się nie nabijam, tak karykaturalnie wygląda sytuacja początkującego miłośnika home-recordingu. Myślicie, że to dobry moment, żeby O-Borze wybrał się na sesję masteringową? Jeśli czytacie bloga już jakiś czas, to zapewne zdążyliście sobie już zdać sprawę z ogromu informacji, jakie trzeba posiąść, żeby w ogóle włączyć nagrywanie w DAW-ie – przygotowanie pomieszczenia, cały proces produkcji i pisania utworu, techniki nagraniowe, psychoakustyka, opanowanie swojej stacji roboczej, itd.

Potem jeszcze dochodzi edycja audio, rozkład częstotliwości, decybele, kompresory, dynamika, pogłosy, cała gama efektów, faza, automatyka, próbkowanie, transjenty, konwertery i kwadryliard innych rzeczy, o których trzeba mieć pojęcie. Sama nauka miksu trwa lata.

Dopiero, jak ją opanujemy do jakiegoś stopnia, możemy zacząć myśleć o masteringu. A skoro już wiecie, że polecam naukę u źródła, to zróbcie mi i sobie przysługę i nie podążajcie śladami DJ-a-O-Borze i nie czerpcie informacji (szczególnie o masteringu) z jakiegoś tajnego forum, na którym O-Borze uzyskał już status moderatora (nie z powodu swojej ogromnej wiedzy, tylko z powodu ilości napisanych postów i czasu, jaki tam spędza).

Podsumowanie

Nawet, jeśli uważacie, że jest jeszcze za wcześnie na wizytę w studiu, to w sieci znajdziecie kilka miejsc, które poruszają ten temat. Są one naprawdę warte przejrzenia, ale nie są to miejsca, gdzie zagląda ktoś, kto jeszcze nie wie, jaki kupić interfejs audio czy co to są sybilanty… Możecie zacząć od przejrzenia bloga Iana Shepherda, inżyniera masteringu z UK, który co raz podrzuca garść cennych porad. Tylko tak, jak mówię – jak nie macie odpowiedniego zaplecza teoretycznego (i w miarę dobrego angielskiego), to się z tym zagadnieniem naprawdę nie spieszcie…

Zostawić komentarz ?

14 Komentarze.

  1. Dopuściłem to do swojej głowy….na razie ja jestem na etapie czytania twoich świetnych artykułów,obsługi DAW i Tłumaczeniu pojęć w google,wikipedia itp

    • To długa droga przed Tobą, ale wielki plus za inicjatywę i chęci!

  2. remaztered

    Pouczajacy artykul. Dzieki za ciekawego bloga pana Iana. Oczywiscie swojego “pierwszego” nigdy sie nie zapomina 🙂

  3. będąc skromny, to myślę, że mógłbym wybrać się do studia i porozmawiać przynajmniej na podstawowym poziomie z inżynierem masteringu 🙂 szczerze, to od dawna czuję taką “potrzebę” by zobaczyć na żywo jak wygląda proces mixu masteringu w prawdziwym studio, a nie tylko fragmenty z YT

    • widzisz ostatnio w studio Recpublica były szkolenia, techniki sztuczki itp. Miałem jakiś czas temu okazję rozmawiać z realizatorem z Recpublicki i dowiedziałem się jakie są koszta takiego szkolenia 1500pln. Szkolenie trwało kilka dni. Na stronie http://www.realizator.pl można fotki i na stronie recpublicki chyba tez sa nie sprawdzałem 🙂 Ponoć takich szkoleń ma być więcej, nie wiem kiedy, proponuje zapisać sie do newslettera Realizator.pl 🙂 zawsze informują w mailu i takich akcjach

    • chętnie bym się wybrał 😀

  4. Świetny ten blog Shepherda. Nie umniejszając oczywiście zasług Twojego bloga dla świata początkujących realizatorów – dzięki! 🙂

    Co do tematu – dlaczego ludzie chcą od razu poznać mastering, choć miks może jeszcze kuleje? Mówiąc na swoim przykładzie, normalnym jest chęć upublicznienia, co się zrobiło, a do tego by się mastering przydał, czyż nie? Dlatego osobiście sam “masteringuję” swoje kawałki. No dobra, może i czasami im zaszkodzę tą czynnością, ale generalnie uczę się równolegle kilku rzeczy naraz – z jednej strony tworzenia, nagrywania, miksu – to z drugiej czemu od razu nie rozwijać też umiejętności masteringu? Póki co nie żałuję podjętej drogi.

    • Jak najbardziej rozumiem Twój tok postępowania. Dokładnie tą kwestię (równoległego uczenia się) jeszcze w tym cyklu poruszę. Chodzi mi póki co o to, żeby nie zaprzątać sobie masteringiem głowy, skoro nie wie się nawet co to jest transjent 🙂 Pęd do wiedzy jak najbardziej popieram.

  5. Grunt to opanować do perfekcji “mastering wokalu” – to podstawa podstaw, fundament, którym jest skała ❗ 😎

  6. Zawsze chciałem się wybrać na sesje masteringu:D, ale śmiałości mi brakuje i mówię sobie, że kiedyś:D. Ale chyba się w tym roku wybiorę, a co! 😀

    Odchodząc od masteringu ale zostając przy wycieczce w jakieś miejsce:D-więc trochę na temat.

    Myślę, że warto raz na jakiś czas posłuchać kapeli i instrumentów. Nie na koncercie i nie jako iniżynier czy część zespołu. Jako wolny słuchacz na żywo. Podczas miksu byłem już nieco zmieszany, referencyjne traki nie pomagały, ale kilka godzin ze znajomymi w salce (jako spędzanie wolnego czasu) i dużo mi się rozjaśniło:). Nie chodzi o to by raz czy dwa posłuchać albo milion razy, tylko raz na jakiś czas, regularnie:D.

    Może oczywiste i dużo jest oczywistych rzeczy;) ale chyba nie każdy regularnie odwiedza/odwiedzał kapele w salce bez majków czy instrumentów:D. No i przydałby się dobry zespół :D.

Zostaw komentarz