Jak Zostać Lepszym Realizatorem Dźwięku – Dzień 11 (Ciągłe Nagrywanie)

Dziś króciutko opowiem Wam o jednej rzeczy, która przez niektórych jest uważana za tajną broń, a przez innych jest w ogóle ignorowana. Jeśli interesujecie się realizacją już jakiś czas, to zapewne o tym słyszeliście. Pytanie tylko – czy z tego korzystacie? Rzecz niezmiernie prosta i niewymagająca od nas żadnych nadprzyrodzonych zdolności, jednak potężniejsza niż niejeden tajny sekret ninja-realizatorów, najbardziej wyszukana technika czy bardzo drogi sprzęt. Mało tego, często potrafi ona przesądzić o wyjątkowości danego utworu… Jeśli narobiłem Wam smaku, to się cieszę. Czytajcie poniżej i zacznijcie stosować natychmiast.

Dzień 11 – Nie wyłączaj nagrywania!

Są sytuacje, które zdarzają się tylko raz, a których potem, mimo wielu wysiłków, nie da się już odtworzyć. Są przypadki, gdy niespodziewanie natrafimy na jakiś dźwięk, który za chwilę zniknie.

    • Zdarza się, że wydobędziemy z instrumentu czy strun głosowych niepowtarzalny dźwięk i za żadne skarby nie potrafimy tego powtórzyć.
    • Możliwe, że gitarzysta podczas rozgrzewki zagra solo swojego życia.
    • Czasem wokaliście załamie się delikatnie i nietypowo głos w momencie jakiegoś uniesienia czy ekscytacji.
    • Nieraz podczas przerwy między nagraniami zespół w live-roomie dla żartów zanuci jakąś przezabawną przyśpiewkę.
    • Wiele innych, nie do przewidzenia niespodzianek.

Można by tak bardzo długo wymieniać, ale chyba już złapaliście zamysł? Żeby nie wyrywać sobie później włosów z głowy i nie próbować w nerwach odtworzyć danej sytuacji tylko się frustrując, zawsze miejcie pod palcem guzik do nagrywania. Kto wie, jak nietypową sytuację możecie uchwycić. Dyski twarde są naprawdę tanie w dzisiejszych czasach i nie ma sensu martwić się o niemożność nagrania z powodu braku miejsca do zapisu. A sytuacje, na które natraficie będą niepowtarzalne i wyjątkowe. Nie bez powodu o pracy realizatora mówi się, że on zazwyczaj ma zadanie nie „tworzyć”, a „uchwycić”.

Jeśli chcecie być dobrzy w tym zawodzie, to zapamiętajcie, żeby nagrywać wszystko, jak leci. Próbki, podejścia, przygotowania, rozgrzewki, wygłupy – wszystko, co może się później okazać przydatne. Nawet jeśli nic się Waszym zdaniem nie nada, żaden problem – usunięcie brudów zajmuje kilka sekund i nic nie kosztuje. Kto wie, może następnym razem natraficie na jakieś złoto…

Podsumowanie

Jeden z moich ulubionych wykładowców lubił podczas sesji nagraniowych trzymać w reżyserce mikrofon zawsze podłączony do konsolety, bo doskonale wiedział, że poza live-roomem też mogą wydarzyć się arcyciekawe rzeczy, które kiedyś mogą stać się częścią jakiegoś utworu czy chociażby interesującym przerywnikiem. Nie muszą, ale raz na jakiś czas trafiała się jakaś perełka. Wracając na rodzimy grunt – na bardzo starej płycie Hey („Fire”) macie kilka świetnych przykładów wykorzystania “sesyjnych brudów”…

Zostawić komentarz ?

12 Komentarze.

  1. haha…tak mi sie skojarzyło z ostatnio głośną kwestią nieudanego samobójstwa i operatora kamery, który dzięki temu, że nie wyłączył nagrywania, zdołał uchwycić “cenny materiał.

  2. niektóre rzeczy wychodzą tylko raz w życiu w najmniej spodziewanym momencie 🙁

  3. Znam to z autopsji, kiedy nagrywam siebie bądź kolegów. Rzeczywiście często warto włączyć nagrywanie trochę przed i wyłączyć trochę po treści właściwej, bo a nuż ktoś bądź Ty sam powiesz coś nietypowego, co później świetnie przypasuje jako wstawka do utworu. 🙂

  4. Bors u Jacka napisał też – zawsze nagrywam. Ja robię tak samo, nawet jak słyszę tekst: jeszcze nie nagrywaj, od razu wciskam gwiazdkę 😀 Bardzo mądre słowa.

  5. Wyjechaliśmy do znajomego na działkę na sesję wyjazdową. W sypialni zrobiliśmy sobie zaadaptowany liveroom, w saloniku reżyserkę i pokój, w którym sobie siedzieliśmy, który był połączony z czymś w rodzaju aneksu kuchennego. Oczywiście jak to w takich domkach izolacja akustyczna jest prawie zerowa. Stwierdziliśmy, że kończymy jakąś porcję materiału do obiadu. W ostatnim pliku, po tym jak wokalista skończył się produkować nagrał się donośny krzyk mojego kolegi ‘pierogi na stole!’ 🙂

Zostaw komentarz