Jak Zostać Lepszym Realizatorem Dźwięku – Dzień 10 (Ograniczenia)

Kilka miesięcy temu pisałem o tym, jakie dobrodziejstwa i przekleństwa niesie ze sobą praca w domowym studio i cyfrowej stacji roboczej. Jednym z tych dużych minusów, moim zdaniem, jest chociażby nieograniczona (lub bardzo duża) ilość śladów audio i MIDI, które możemy utworzyć wewnątrz naszego DAW. Ale to tylko jeden z aspektów, które chcę omówić dzisiaj.

Dzień 10 – Stawiaj Sobie Ograniczenia

Ta niekończąca się liczba śladów (audio czy MIDI) bardzo łatwo i szybko może nas zdekoncentrować… Zamiast skupiać się na nagraniu jednej czy dwóch ścieżek porządnie, uciekamy się do dublowania wszystkiego, dogrywania dziewiętnastej podbitki wokalu na jednej frazie czy trzech linii basowych. I czasem, w specyficznych przypadkach, może nie będzie w tym nic złego, ale w 99% sytuacji działamy na swoją niekorzyść. Weźmy na przykład gitary rytmiczne w jakimś rockowym kawałku. Każdy w takiej sytuacji prawdopodobnie marzy o tzw. ścianie dźwięku, czyli masywnym brzmieniu, które powala. I wtedy do głowy nam przychodzi nagranie jak największej ilości ścieżek gitarowych, żeby wzmocnić brzmienie. Problem jednak polega na tym, że im więcej takich partii na siebie nałożymy, tym większy wprowadzimy chaos.

Ściana dźwięku…

Nie zrozumcie mnie źle, jestem jak najbardziej zwolennikiem dublowania głównych gitar, ale jak widzę, że ktoś chce na jednym piecu użyć czterech mikrofonów, na drugim tyle samo, a potem to jeszcze wszystko zdublować, to aż mnie ciarki przechodzą. Pół biedy, jeśli relacje fazowe między wszystkimi mikrofonami będą względnie poprawne, ale jeśli połączymy ze sobą 16 ścieżek przesterowanych gitar, to skończy się to jednym wielkim bzyczeniem zamiast mocnym brzmieniem.

Dublowanie…

Inna sytuacja, to wielokrotne nagrywanie tej samej partii (np. jednym mikrofonem). Jeśli chcemy, aby partia była spójna, to musimy bardzo dużo ćwiczyć, bo jakiekolwiek nierówności w nakładaniu na siebie kilku (tym bardziej kilkunastu) ścieżek zakończą się prawdopodobnie wielkim fiaskiem. Żeby taka koncepcja miała sens, musielibyśmy (my lub muzyk) naprawdę bardzo dokładnie wszystko zagrać, a czasem trzeba by jeszcze dodatkowo manualnie wyrównać te ślady względem siebie, żeby nie stracić energii, groove’u i punchu. Nie wiem, czy komukolwiek z nas chciałoby się synchronizować każdy akcent w takiej partii na 8 czy 16 śladach – spokojnie można stracić na to cały dzień.

A jeszcze gorzej, gdy nagramy przykładowo te 16 ścieżek gitar nie po to, aby je ze sobą wszystkie zmielić, ale dlatego, że zostawiamy decyzję, co do finalnego brzmienia na fazę miksu. Niech osoba, która będzie miksowała martwi się o to, aby wybrać najlepiej brzmiące partie. Zaiste, świetne podejście… Pomyślcie teraz, ile możliwych kombinacji musiałby mikser później sprawdzić – np. „jak ślad 2 współgra ze śladem 8”, „co będzie jak dodam trzeci ślad do tej pary”, „który ślad dodać”, itd. Tak można by w nieskończoność kombinować.

Rozwiązanie…

Żeby tego uniknąć, należy podjąć decyzję podczas nagrywania. Nawet, jeśli uznamy, że kombinacja dwóch czy trzech mikrofonów brzmi najlepiej, to ustalmy odpowiedni balans między nimi i zarejestrujmy sumę sygnału z tych mikrofonów na jednym śladzie audio. Raz, że wykażemy się odwagą, dwa, że życie i praca miksera znów nabiorą sensu 🙂 Możemy nawet zrobić dubla i kolejną kombinację tych mikrofonów zgrać na drugi ślad audio. Uzyskamy wtedy 2 ślady audio brzmiące tłusto i ciężko, a zobaczcie ile zaoszczędzimy miejsca i czasu. Jeśli się odpowiednio do tego przyłożymy, to miks będzie tysiąc razy prostszy.

Less is More?

Zawsze proponuję się jak najbardziej przyłożyć do nagrania jak najmniejszej ilości śladów potrzebnych do uzyskania zadowalającego brzmienia. Nie łudźmy się, że jeśli 6 śladów nie dają nam tego, czego oczekujemy, to dodając kolejne 16 będzie lepiej. Wręcz odwrotnie. Dwa świetnie nagrane ślady dadzą nam o wiele większą satysfakcję i zabrzmią lepiej niż 8 czy 10 śladów zagranych niedokładnie. Zapamiętajcie, że jeżeli nie jesteśmy w stanie uzyskać mocy z kilku ścieżek gitarowych, to tym bardziej nie poprawimy całości dodając garść kolejnych śladów.

Pójdźmy dalej i spójrzmy na utwór całościowo. Ponieważ nasze DAW nie daje nam w zasadzie ograniczeń, co do ilości śladów, często zapychamy je mnóstwem dodatkowych ścieżek – dubli, „przeszkadzajek”, „efektów”, etc. Po raz kolejny – one oczywiście mają swoje miejsce, ale w konkretnych sytuacjach. Tylko dlatego, że możemy w sesji uzyć 256 śladów audio, wcale nie oznacza to, że powinniśmy to robić. Jeśli nasz utwór nie jest w stanie zabrzmieć jak powinien na przysłowiowych 24 śladach, to nie ma szans, żeby po dodaniu kolejnych 60 było lepiej. Dochodzi tu oczywiście kwestia umiejętnego aranżu i dobrania instrumentarium, ale dziś nie o tym. Jeżeli nasze ‘bazowe’ ślady (np. bas z perkusją) nie ‘kopią’, to trzeba się zatrzymać i pomyśleć, co z nimi zrobić, żeby kopać zaczęły, a nie dodawać 16 śladów gitar licząc na to, że to poprawi sytuację.

Zauważcie, że kiedyś, przed wynalezieniem DAW-ów, musiano się zmieścić w konkretnej ilości śladów, bo takie były ograniczenia magnetofonów – 24 ślady i koniec (właściwie 23, bo trzeba jeszcze było zostawić jeden ślad na time-code). Pomyślcie, jak bardzo należało się wtedy przykładać do zadowalającego brzmienia u źródła i jak bardzo dogłębnie trzeba było rozplanować aranż, żeby wszystko brzmiało jak należy, kleiło się ze sobą w dobry utwór i przede wszystkim – zmieściło się na taśmie. Mimo to, wyprodukowanych zostało setki fantastycznie brzmiących płyt, bo pracowali nad nimi zdolni ludzie – zarówno muzycy, jak i realizatorzy.

Wyobrażacie sobie w dzisiejszych (leniwych i wygodnych) czasach taką sytuację, że DAW nie pozwoli Wam nagrać więcej niż 24 ścieżki? Ja myślę, że byłoby to całkiem niezłe rozwiązanie, bo zamiast ślepego dodawania kolejnych śladów, od razu skupilibyśmy się bardziej na jak najlepszym uchwyceniu brzmienia przy pomocy dostępnych narzędzi. Proponuję Wam nawet zrobić taki eksperyment – następnym razem, jak będziecie rozpoczynać utwór od zera (mówię tu o nagraniu całego zespołu, a nie dogrywaniu wokali do gotowego podkładu, który siedzi w jednym pliku), to stwórzcie tylko 24 ślady i zobaczcie, czy uda Wam się tak zarządzić zasobami, żeby wszystko zgrabnie pomieścić. Jeśli nie, może to oznaczać, że trzeba coś zmienić przearanżować, przemyśleć, etc. Ale na pewno nie oznacza to, że trzeba dodać kolejne 32 ścieżki na wokale…

Mimo, że wspomniałem o czasach dość odległych, to mądrość z nich wynikająca jest ponadczasowa – im mniej, tym lepiej.

    • Im mniej śladów, tym mniej potencjalnych problemów (z fazą, z czyszczeniem, z edycją, z punktualnością, groovem…)
    • Im mniej śladów, tym bardziej przejrzysty aranż
    • Im mniej śladów, tym łatwiej wszystko szybko odnaleźć (szczególnie, jeśli miks będzie wykonywany przez inną osobę, która nie zna sesji)
    • Im mniej śladów, tym szybciej wykonany miks
    • Im mniej śladów, tym klarowniejszy będzie miks
    • Im mniej śladów, tym mniej zatłoczony będzie miks
    • (a nawet) Im mniej śladów, tym mniejsze obciążenie komputera.

Podsumowanie

Poruszyłem tu tylko kwestię ilości nagrywanych śladów, ale teoria ograniczania się w studio ma zastosowanie też w innych przypadkach (np. ilość użytych plug-inów w miksie) i naprawdę proponuję ją sobie wziąć do serca. Nie sztuką jest nagrać 120 marnie brzmiących śladów, sztuką jest uchwycić sedno utworu za pomocą minimalnych dostępnych środków. Jeśli czytacie bloga od jakiegoś czasu, to wiecie, że nie jestem jakimś fanatycznym zwolennikiem minimalizmu i wcale nie odrzucam wielkich mainstreamowych produkcji, bo wszystko ma prawo ze sobą koegzystować w świecie muzyki. Chcę Was tylko uczulić na to, że to nie ilość i rodzaj posiadanego sprzętu czy dwustuścieżkowe sesje decydują o tym, czy utwór będzie dobry czy nie i czy spodoba się ludziom. Genialne rzeczy powstały zarówno w świecie wielkich nazwisk, gdzie wydaje się miliony dolarów na produkcję płyty, jak i w projektowych studiach wyposażonych w podstawowy zestaw do nagrywania i miksu. To ZAWSZE człowiek ma decydujące słowo i to od jego ruchów zależy jakość brzmienia finalnego produktu. A ograniczenia związane z warunkami pracy powinny nas jeszcze bardziej mobilizować do wytężonej pracy, bo tylko w ten sposób się rozwijamy. A o to chyba nam wszystkim chodzi, czyż nie?

Zostawić komentarz ?

34 Komentarze.

  1. Lord_Kakturion

    Zawsze czekam od 9 wieczorem na artykuł 😀

    I jak zwykle: ciekawy, przyciągający, przejżysty i skupiający się na najważniejszym 🙂

  2. Jak to mowia jest…
    Prawda!
    Tyrz Prawda i
    G***O Prawda!
    A to jest Święta Prawda:D

    Pozdrawiam!

  3. Dokładnie! 24 ścieżki to optymalna ilość. Sam przy produkcji zaczynam od 24 ścieżkowego “szablonu” z czego część to audio a cześć MIDI i mieszcze się bez problemu.

  4. oczywiście popieram, uważam też, że musimy znać granice “dobrego smaku, nie za dużo i nie za mało”
    za mało soli w zupie ? to źle ! za dużo ? jeszcze gorzej 🙂

  5. rzadko zdarza mi się przekroczyć 16 śladów ;p

    choćbym chciał dużo to i tak mi komputer nie pozwala. ;]

    • To może i lepiej. Musisz się skupić na tym, co możesz i wyciągnąć jak najwięcej się da.

    • A w slady liczycie grupy, wysylki? Jezeli tak to mi sie zdarza dojsc do 24 ;]. Sama perka z 10 zajac może:D. Na master kanalow mam 3. Ale i tak uwazam, że sie ograniczam bo nigdy nie używam dodatkowej ścieżki jeżeli nie potrzebuje. Ale jak potrzebuje i mam to wykorzystam;]. Chyba, że mówicie tylko o trackach nagranych;)?

    • slayer-66669999

      W tamtym roku koledzy nagrywali nowy album na próbowni (bo tak taniej) i perkusja została budżetowo nagrana na 100ke jednym sm57… Samo z siebie nie zabijało to brzmieniowo, ale materiał poszedł na miks do kumatego gościa, który wyczarował z tym cuda. Mimo tego, że ślad był czystym mono całość bardzo ładnie wtopiła się w miks (no może poza paroma miejscami, w których brzmi choćby potrząsane pudełeczko z zapałkami). Dużo bardziej podoba mi się żywa, choć nie do końca perfekcyjnie nagrana perkusja, lecz z feelingiem. Powoli mam już dość tysięcy nagrań, na których każdy perkusja brzmi jak dfh, addictive drums czy steven slate, badź jakikolwiek inny automat…

    • jeżeli mam 3 ślady wysłane na jedną grupę, to liczę to jako 3 ślady.

      perkusję traktuję jako jeden, bo czasem na pojedyncze uderzenia wybieram 2 próbki (np. do rolandowej stopy 606 lubię dodać trochę środka czy góry z innej próbki, zęby się lepiej przebijała przez instrumenty.

      a czy lepiej, Igor, to nie sądzę, bo przez to dość szybko muszę podnosić bufor, więc o dograniu czegoś z ręki w połowie miksu nie ma mowy. ;]

    • Naturalna fajna:).

      A w muzyce, której słucham jako zwykły słuchacz(sporo tego) nigdy nie wychwyciłem czy słyszę AD czy nie. Jest możliwe, że jednak używali, samemu zdarzyło mi się zrobić całkiem dobrą perkę z feelingiem.

      Ale dobry drummer potrafi zagrać melodie rytmu na prawdziwej perkusji:D, na elektrycznej nie słyszałem i myślę,, że byłoby ciężko. Nie wiem czy wiecie o co chodzi mi z tą melodią ale czasem słyszę melodie z perki:D i po tym wiem, że to dobra partia:D.

    • @mazmazik a używasz opcji freez? (wiem już pare razy o tym pisałem:).

      Najlepiej nagrywac bezposrednio to buffer juz nie bedzie stanowil problemu.

  6. Tylko niestety nie każdy sobie z tego zdaje i sprawę i oczekuje cudów po miksie. A trzeba muzykom też wyjaśniać, że dobre brzmienie zaczyna się od źródła i lepiej mieć jeden świetny ślad niż 5 średnich.

  7. Jak zawsze przyznaje tobie 100% racji. Ja osobiscie nie dobrnąłem nigdy do 24 sladow. Mieszcze sie w max 12stu nie licząc wokalu i MIDI. Rowniez od 21 wypatruje kolejnego artykułu 🙂

  8. slayer-66669999

    Święta prawda;p Mam takiego kolegę, który się upiera, by zawsze nagrywać 4 ślady gitary na stronę… Oczywiście każdy ślad jest tak krzywo nagrany, ze zostawiłbym może co najwyżej dwa z całości. I finalnie całość rzeczywiście brzmi dużo gorzej niż konkretnie nagrane dwa ślady. Takie podejście forsowane od ostatniego artykułu bardzo mi się podoba i w dłuższej perspektywie oszczędza dużo czasu przy zabawie z “przeszkadzajkami”. Za prawdę powiadam Wam: strzeżcie się basisty grającego pasmami typowo gitarowymi. Pozdrawiam:P

    • 2 ślady na stronę w przypadku gitary to max moim zdaniem, a nawet przy dwóch śladach musi to zabrzmieć jak 1 gitara czyli musi być zagrane idealnie, jeśli coś pływa są drobne nierówności to efekt jest niestety przeciwny do zamierzonego. Warto to uświadomić osobom, które upierają się przy 4 śladach a nie potrafią ich dobrze zagrać 😉 pozdr!

    • slayer-66669999

      Wszystko zależy też od konwencji muzyki… W brutal death metalu jeden ślad na stronę może czasami nie wystarczyć (ale tu raczej nie chodzi o brzmienie, lecz raczej aranżacje materiału na dwie gitary, które grają czasami różne rytmy/melodie w tym samym czasie).

    • Np. na nowej płycie Decapitated nie ma dubli gitary, a daję głowę że wielu nie uzyska takiego brzmienia nawet przy 4 śladach, da się? 😉

    • slayer-66669999

      Ale jakich kombinacji sprzętowych używali by to nagrać;p Decapitated to taki typowy nowy death metal… Faktycznie świetnie to brzmi, ale to takie bezduszne jakieś, nawet jak na taką muzykę. No i mają strasznie dużo plastiku wszędzie:<

    • slayer-66669999

      Z ciekawostek brzmieniowych polecam najnowszy album Azarath-Blasphemers’ Maledictions. Moim zdaniem, to najlepiej brzmiąca płyta death metalowa 2011 roku. Nie wierzyłem, ze brzmi najlepiej, do czasu aż zrobiłem bezpośrednie porównanie z ostatnim Behemothem, którego sesja trwała wieki, każde brzdąknięcie musiało być perfekcyjne… No Azarath zjadł bez problemu Behemoth, mimo tego, ze sesja była dosyć krótka i z materiałem nie bawiono się w nieskończoność. Jako, że nagrana była w Hertz’u musiałem też skonfrontować to z ‘Agonizing Journey…’ Animy Damnaty… i też brzmiała lepiej…

  9. Moim skromnym zdaniem Igor z całą pewnością przemyślał wszystkie zaplanowane tematy, ale nie od rzeczy by było podrzucić Igorowi jakiś dodatkowy temat, który czasami nam zrzuca sen z powiek. Dla przykładu nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie po co producenci np. Presonus Fire Studio Tube uzbroili sprzęt w dwa wyjścia FireWire?

    • Może by móc rozszerzyć sprzęt w kilka takich samych jednostek i użyć tylko jedno wejścia na kompie. Przynajmniej tak mam w karcie mogę, rozszerzyć do 3 jednostek 24 fizyczne wejścia.

    • Poczytaj o specyfikacji FireWire i będziesz wiedział. FireWire można łączyć szeregowo…

    • Dokładnie tak. Mało tego, możesz sobie nawet dysk zewnętrzny podłączyć, jeśli masz w kompie tylko jeden port.

  10. 16 śladów to “tylko” 256 kombinacji (włącz/wyłącz, nie mówię o poziomach i panoramie) 😉 Kolejny art z którym zgadzam się w 100% i nieco inaczej wyraża zasadę KISS.

  11. Zgadzam się, temat na pewno też zahacza o ograniczenia w zakupach wtyczek i innych gadżetów – trzeba umieć wyciągnąć max z tego, co się ma. Oj, nawymyślam jeszcze 🙂 A za jakiś czas pewnie zrobię kolejną serię, bo jest jeszcze co wymyślać!

  12. “Less is more, love is blind” – Nirvana, “Stay Away”.

    Czekałem aż ktoś rozpozna pochodzenie tej frazy, aż w końcu to mi przypadł ten zaszczyt 😉

    Ostatnio oglądałem film (http://youtu.be/Uhf5RvbBVro) na temat młodości (?) Kurta Cobaina i między innymi było tam co nieco na temat powstania debiutanckiego albumu “Bleach” legendarnej grupy z Aberdeen. I uderzył mnie minimalizm produkcyjny, który można zresztą usłyszeć. Tam jest jedna ścieżka basu, jedna gitara, czasami dwie, perkusja i wokal. Czasem dochodzi druga ścieżka wokalu. I tyle! A kopie jak jasna cholera!

    Dla przykładu: http://youtu.be/0xCgwXWEQ10

    I teraz sobie przypominam jak nagrywałem z pewnym zespołem z Warszawy demo i samej gitary były trzy źródła (dwa SM57 oraz linia) razy np. cztery różne zestawy = 12 śladów. I ja to miksuję 👿

    Dzięki za artykuł, Igorze 🙂

  13. Hehe, ja idę tym tropem 😀 Lubię wyciskać maksimum z jednego programu/syntezatora/efektu.

    Np. od około roku robię 99% syntezy za pomocą jednego (ale za to przeboskiego!) syntezatora. Od stopy i werbla przez pady i basy aż po leady i kapiącą wodę/wiertarki a la dubstep 😉

    A no i dodatkowo – używam tylko wolnego oprogramowania (linux i te sprawy) jako że do bogatych nie należę, a im więcej tego używam tym bardziej widzę że da się w tym robić dobrą muzykę 🙂

    Mnie co prawda do profesjonalizmy jeszcze dużo brakuje, ale chyba w 10 lat zdążę 😉

Zostaw komentarz