Jak Omikrofonować Dowolny Instrument? Cz.2

W poprzednim artykule przyjrzeliśmy się kilku zasadom, których warto się trzymać podczas nagrywania dowolnego instrumentu. Mówiliśmy o warunkach, jakie wpływają na uzyskanie zadowalającego nagrania za każdym razem i jednym z tych warunków było prawidłowe ustawienie mikrofonu względem instrumentu. Obiecałem, że ten właśnie temat rozszerzę, bo zasługuje on na oddzielny artykuł, więc niniejszym to czynię.

Przypomnę tylko, że to, co Wam tu zaprezentuję stanowi jedynie punkt startowy, bo w ostatecznym rozrachunku zawsze będzie liczyło się to, co i jak słyszycie oraz co Waszym subiektywnym zdaniem brzmi lepiej. Jeśli musicie złamać wszystkie ogólne zasady czy zignorować wskazówki, żeby uzyskać zadowalający rezultat – proszę bardzo, róbcie to bez wahania…

3 Kategorie Pozycjonowania Mikrofonu

Gdy przystępujemy do omikrofonowania jakiegokolwiek instrumentu, pierwsze pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać, to: „Jakie brzmienie mnie interesuje? (bliskie, wyraźne i “w twarz” czy otwarte i naturalne, a może zupełnie odległe i przestrzenne)”. Kolejne pytanie to: „Jak je osiągnąć?”. Potem powinniśmy drogą eksperymentu (i wcześniejszych doświadczeń) starać się osiągnąć postawiony cel. Proste, prawda? Zobaczmy, jakie mamy możliwości.

KATEGORIA I – Mikrofony punktowe, bliskie

Przy tej technice mikrofon będzie umieszczony od kilku do kilkudziesięciu centymetrów od źródła dźwięku, co da nam dość zwarte, tłuste i jak nazwa wskazuje – bliskie brzmienie. Coś, jak przystawienie ucha wprost do źródła sygnału. Przykład – standardowe omikrofonowanie werbla czy wzmacniacza gitarowego jest świetną ilustracją używania mikrofonów punktowych.

Jeszcze jedna zaleta wynikająca z takiego sposobu, to eliminacja (lub chociaż ograniczenie) odbić z pomieszczenia, które zbierze mikrofon.

Kolejna (i dość ważna w domowych warunkach) – to minimalizowanie wpływu hałasów otoczenia oraz szumów komputera. Im bliżej instrumentu ustawimy mikrofon oraz im bardziej odwrócimy go tyłem do źródła hałasu (przy założeniu, że używamy charakterystyki kardioidalnej), tym uzyskane nagranie będzie czystsze.

Jak blisko?

Podana powyżej odległość jest oczywiście orientacyjna, musimy sami znaleźć tę optymalną w danej sytuacji. Najłatwiej poprosić muzyka, żeby zagrał nam swoją partię, a my w tym czasie zakładamy słuchawki i przesuwamy mikrofon w bliskiej okolicy instrumentu szukając miejsca, które zabrzmi dla nas najlepiej – ruszamy mikrofonem zarówno na boki, jak i w przód / tył. Pamiętajcie, że umiejscowienie mikrofonu, które sprawdziło się wczoraj, niekoniecznie sprawdzi się dzisiaj. Nie istnieje, jeden złoty punkt, który zawsze da nam świetny rezultat. Nie bez powodu każdy rozsądny realizator, choć miałby 30 lat stażu, zawsze będzie „przemiatał” okolicę instrumentu mikrofonem, bo tylko jego słuch jest czymś, na czym może polegać, a nie konkretna odległość w centymetrach czy kąt nachylenia mikrofonu.

Jak jeszcze inaczej można podejść do bliskiego omikrofonowania danego instrumentu?

Oprócz standardowej i sprawdzonej metody powyżej, możemy spróbować kilku alternatywnych miejsc, w których ustawimy mikrofony. Eksperymentowanie i uważne słuchanie jest tu kluczem, a nuż trafimy na coś niesamowitego – nie bójcie się próbować. Na przykład:

Z perspektywy muzyka

Jak nazwa wskazuje, ustawiamy mikrofon blisko ucha muzyka i kierujemy membranę mikrofonu w stronę instrumentu. Można powiedzieć, że celujemy w to, co słyszy artysta podczas gry. Jednym z popularnych przykładów takiej techniki jest ustawienie mikrofonu ponad ramieniem muzyka nagrywającego gitarę akustyczną.

Punkt, gdzie palce (lub usta) muzyka stykają się z instrumentem

Zazwyczaj w tych właśnie miejscach generuje się spora część brzmienia niektórych instrumentów. Spójrzmy na saksofon – mimo iż otwory wzdłuż instrumentu, które są odsłaniane klapami w czasie gry, nie oddadzą z pewnością pełni brzmienia instrumentu, to mogą być ciekawym uzupełnieniem tego, co uzyskamy przystawiając mikrofon do czary głosowej (wylotu). Dla kontrastu – klarnet warto omikrofonować w okolicach ustnika i klap, bo to w tych okolicach uzyskamy około 70% generowanych harmonicznych.

Nawet, jeśli tym razem nie osiągniemy sukcesu, dopisujemy kolejne punkty do swojego doświadczenia i pniemy się w górę wysokiej drabiny.

Tak jak żaden muzyk nie będzie sławny dopóki nie wyjdzie ze swojej sypialni i nie pokaże się światu, tak samo żaden realizator nie osiągnie sukcesu spędzając czas na czytaniu o realizacji – trzeba na własnej skórze poczuć, jak działa ta machina – nawet, jeśli trzeba się będzie wielokrotnie poparzyć.

Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego…

Pamiętajcie o tym, że nie każdy instrument nadaje się do tego, aby omikrofonować go z bliska. Jeśli mamy do czynienia z instrumentem, który generuje mnóstwo harmonicznych lub emanuje z niego mnóstwo niuansów, czy po prostu jest duży (jak np. fortepian czy organy w kościele), może się okazać, że jeden, punktowy mikrofon, to trochę za mało, bo nie uchwyci on wszystkiego, co chcielibyśmy uchwycić (ciężar, wagę, rozmiar, głębię, overtony, rezonanse, ambiens, etc). Szczególnie, jeśli jest skierowany tylko na specyficzną część dużego instrumentu. Na ratunek przychodzą nam wtedy albo techniki stereo (z dwoma lub więcej mikrofonami) albo kolejna kategoria pozycjonowania mikrofonu…

KATEGORIA II – Mikrofony z odległości

Taka technika zakłada odsunięcie mikrofonu na odległość powiedzmy metra czy dwóch. Dzięki takiemu zabiegowi, uchwycimy bardziej naturalny charakter danego instrumentu, ponieważ dźwięk ma szansę się wtedy bardziej rozwinąć, a w membranę mikrofonu uderzy niejako zbalansowana już mieszanka wszystkich niuansów składających się na charakter dźwięku, który nasz instrument generuje. Główna różnica między tą a poprzednią techniką polega na tym, że dźwięk z dystansu reprezentuje ogólny obraz brzmienia całego instrumentu, a dźwięk z bliska, tylko fragment brzmienia instrumentu, na który nakierowaliśmy mikrofon.

Minusem omikrofonowania z odległości jest jednak to, że uchwycimy wtedy sporo odbić i rezonansów z pomieszczenia. Mikrofon „przyjmuje” wszystkie dźwięki, które do niego docierają, niezależnie od tego, czy są one przez nas pożądane czy nie. Nie stanowi to żadnego problemu, jeśli dysponujemy ładnie brzmiącym pomieszczeniem, ale prawda jest taka, że większość z nas nagrywa w niewielkim pokoju i zazwyczaj nie chcemy, aby charakter tego pomieszczenia znalazł się na naszych nagraniach. Jednym z najlepszych rozwiązań jest oczywiście odpowiednia adaptacja akustyczna naszego kącika do nagrywania, nawet taka prowizoryczna, która ma przede wszystkim służyć odizolowaniu docierających do membrany odbić. Kolejną rzeczą, jaką możemy zrobić, to pójść na kompromis i postarać się znaleźć jakiś przyzwoity punkt między bliskim a dalekim pozycjonowaniem mikrofonu, żeby uzyskać w miarę przyzwoicie brzmiący ślad bez nadmiernych artefaktów wynikających z braków adaptacji.

Coś, co może pomóc nam znaleźć nieźle brzmiące miejsce w naszym pomieszczeniu, to (podobnie jak w przypadku znajdowania pozycji dla bliskich mikrofonów) wycieczka ze słuchawkami po pokoju, podczas gdy artysta gra swoją partię. Ustawiamy mikrofon w kilku miejscach pomieszczenia, kierujemy go w stronę instrumentu i staramy się wychwycić, gdzie brzmienie jest najbardziej sensowne. Jak już to zrobimy, możemy dostawić po bokach (w linii między mikrofonem a instrumentem) statywy z przewieszonymi kocami czy grubymi zasłonami, żeby uzyskać bardziej kontrolowany, ale naturalniejszy niż z bliska sound.

Jedną z przydatnych technik do znalezienia optymalnego punktu w tej kategorii pozycjonowania mikrofonu, jest skorzystanie z prostej zasady – odsuń mikrofon od instrumentu na taką odległość, jakiej szerokości (lub wysokości) jest instrument. Jeśli mamy za zadanie nagrać cymbały, które rozciągają się na półtora metra, umieśćmy mikrofon półtora metra nad nimi. Zastosowanie tej techniki zwykle da nam bardziej niż przyzwoite wyniki, a przynajmniej wskaże nam właściwą drogę.

KATEGORIA III – Mikrofony ambientowe

Ta technika zakłada ustawienie mikrofonów w sporej odległości (kilka, a nawet kilkanaście metrów) od źródła dźwięku. Polega ona na uchwyceniu przede wszystkim naturalnego pogłosu pomieszczenia, w którym nagrywamy. Jest oczywiście mocno uzależniona od warunków lokalowych, ale tak jak pisałem w poprzednim poście – czasem naprawdę warto rozważyć wycieczkę do innego pomieszczenia, żeby zarejestrować jakiś instrument. Czy będzie to wielki salon w rezydencji kolegi, czy opuszczona hala przemysłowa – spakowanie laptopa, mikrofonu, interfejsu i kabla to mały wysiłek w porównaniu z tym, jak niesamowite rezultaty możemy uzyskać. Polecam.

Inna wariacja tej metody, to zarejestrowanie odgłosów z innego pomieszczenia niż to, w którym stoi instrument. Nie jedna krąży historia o tym, jak na czas nagrania bębnów w studiu otwierano drzwi od pomieszczenia, gdzie one stały, a mikrofon umieszczano w korytarzu, czy wręcz na klatce schodowej. Uzyskany w ten sposób sound jest niepowtarzalny i czasem może on znaleźć zastosowanie w końcowym miksie – czy jako stały element, czy jako przerywnik w którymś z momentów utworu.

Po raz kolejny, jeśli nie dysponujemy tak wielkimi pomieszczeniami czy długimi i odbijającymi korytarzami prowadzącymi do tych pomieszczeń, zawsze możemy skorzystać z mikrofonów ambientowych na trochę mniejszą skalę.

Gdzie ustawić mikrofony ambientowe w domowym studiu?

Jak najdalej od źródła, np. w rogach pomieszczenia lub bezpośrednio na przeciwległej ścianie…

Do tego drugiego rozwiązania będziemy wprawdzie potrzebować specjalnych mikrofonów typu PZM (Pressure Zone Microphones), które montuje się na płaskich powierzchniach (z reguły na ścianach) i zbierają one sygnał z całej okolicy (coś w kształcie półkola). Jest to dość ciekawe rozwiązanie, ale wymaga dodatkowych nakładów. Co zdolniejsi i ze smykałką DIY mogą pokusić się o zbudowanie takiej konstrukcji samemu.

Zalety korzystania z różnych technik

Zastosowanie tylko jednej z technik raz się sprawdzi, raz nie. Wszystko będzie zależało od tego, co napisałem na początku artykułu – czyli jaki konkretnie rezultat chcemy osiągnąć. Kolejne elementy warunkujące wybór danej metody, to znajomość właściwości instrumentu, który nagrywamy (rozmiar, generowana głośność, konkretne punkty na instrumencie) czy typ i ilość mikrofonów, jakimi dysponujemy.

Niektóre instrumenty w niektórych sytuacjach będą korzystały na kombinacji dwóch technik (np. bliskiej i ambientowej), niektóre na wszystkich trzech, a jeszcze inne zabrzmią najlepiej zebrane tylko jedną metodą. I o tym porozmawiamy w ostatniej części tego mini-cyklu.

Zostawić komentarz ?

13 Komentarze.

  1. Tak często powtarzasz, że nie ma stałych reguł i że wszystko zależy od tego co chcemy osiągnąć, że chyba nie ma już na blogu czytelnika, który tego nie wie 🙂

    • A i tak nadal będę pytany, jak “najlepiej” nagrać coś tam… Poza tym, powtarzanie to najlepsza metoda zapamiętywania 😉

    • Przy najbliższej okazji obiecuję, że zadam Ci to pytanie 🙂 Tak, a pianki są złe.

  2. Ostatnio nagrywając okazało się, że mikrofon w drugim pomieszczeniu był uzbrojony, drzwi otwarte, całkiem fajnie nagrała się gitara. Oczywiście taki ślad może być wykorzystanie głównie jako koloryt, ale takie działania też są możliwe.
    Przed laty opowiadali mi, jak Josse Torres nagrywał przeszkadzajki na płytę zespołu raz, dwa trzy, korzystał z betonowego owalnego korytarza (studio mieściło się wówczas w schronie). Naustawiał mikrofonów wzdłuż tego tunelu po jednej i drugiej stronie, tak, że miał obraz stereo w ujęciach bardzo bliskich i bardzo ambientowych.
    Chciałem tylko dodać, że ta właśnie kwestia – jak nagrać dźwięk jest dla mnie najbardziej fascynująca w całym procesie produkcji.

    • Poza sama muza to dla mnie tez!

      Jak ja lubie kiedy nawet za eq nie musze lapac by juz przyjemnie sluchalo sie muzy:). Jedynie wyostrzyc obraz tego co jest i koniec:) – jak naciaganie juz postawionego namiotu do perfekcji:D.

    • Laser, ja się zawsze fascynowałem tą kwestią. To jak wziąć latarkę i zanurkować w rafę koralową czy powiedzmy eksplorować jaskinię (co kto woli). Nigdy nie wiesz na co trafisz i to jest piękne…
      R.O. Też tak lubię. Dobrze nagrane ślady zazwyczaj same się miksują, my tylko przycinamy trochę tu, trochę tam, dodajemy szczyptę soli, pieprzu, przystrajamy i możemy podawać do stołu 🙂

  3. Ja siedzę mocno w klasyce (w różnych jej formach) i moje doświadczenia mówią mi że w przypadku bliskich ujęć łatwo jest przegiąć z tą tzw bliskością… i po pierwsze zaczynamy łapać niechciane rezonanse instrumentu, przydźwięki strun, mechanikę a czasem nawet zatkany nos grającego 🙂
    A po drugie instrument “nie oddycha”, “traci powietrze” jeśli wiecie co mam na myśli….
    Choć zdarzało mi się w różnych miejscach ratować dzięki Audiotechnice ATM 350 czy powiedzmy DPA 4099. Zełaszcza gdy delikatnie mówiąc “studio:) ” niezbyt pomagało…
    Także uwaga żeby nie przesadzić.!!!

    • Dużo prawdy w tym, co mówisz. Również jestem zwolennikiem odsuwania mikrofonu, o ile pozwalają na to warunki (np. akustyka pomieszczenia). Za bliskie ustawienie często daje mocno nienaturalne rezultaty.

  4. cała strona jest ŚWIETNA!
    a sam właśnie zaczynam nagrywanie ponad metrowej rozpiętości cymbał, w których każda z ponad stu strun ma bardzo długi sustain i to jest jakiś kosmos wszystkie interferencje fal jakie zdolny jest ten instrument popełniać, ojej…
    pozdrawiam i dziękuję za wspaniałe opracowania!

  5. Pytanko: Mikrofon ambientowy w rogach pomieszczenia? Czy to nie tutaj rezonanse są słyszalne najbardziej? Przynajmniej tak wyczytałem jeśli chodzi o kwestie pomiarów 😉 Wiem, że nie ma reguł, ale z reguły unika się rezonansów pomieszczenia, czyż nie? Jeśli gadam głupoty, proszę o naprostowanie 😉 Pozdrawiam.

    • Nie gadasz głupot, ale często ambientem (szczególnie na bębnach) chcemy właśnie uchwycić te wszystkie odbicia, rezonanse i niuanse, których inaczej nie uchwycimy. Ich nadmiar zawsze można potem lekko podciąć. Jest to po prostu jeden z wielu sposobów. Poza tym, jeśli masz w rogach adaptację w postaci bass-trapów, to już w ogóle może być bajka, bo tylko góra i środek Ci będzie “wibrowała”. Czystość i naturalność nagrania swoją drogą, ale kiedyś kreatywni ludzie umieszczali w live-roomie metalowe arkusze, żeby celowo wzbudzić odbicia i rezonanse w pomieszczeniu, bo nadawało to żywszego charakteru takiemu pomieszczeniu… Więc masz jak najbardziej rację – tu naprawdę nie ma reguł 🙂

Zostaw komentarz