Jak Osiągnąć Głośny Master? Część 6 z 6

Dzisiaj poznamy ostatni ze sposobów podnoszenia postrzeganej głośności naszego utworu. Mimo iż przedstawiam go w ostatniej części tego cyklu, to zwykle wykonuje się go trochę wcześniej (nawet na początku fazy masteringu), ale zostawiłem go na koniec, bo uznałem, że:

  • Nie jest on aż tak powszechnie stosowany
  • Nie zawsze jest potrzebny

V. MIKROMASTERING

Nie jestem do końca pewny, czy to oficjalna nazwa procesu, który chcę tu opisać, ale wydaje mi się, że jest ona jak najbardziej odpowiednia.

Na czym polega mikromastering?

To nic innego, jak szczegółowa, chirurgiczna wręcz ingerencja w plik audio. Będziemy tu pracować z mikroskopijną dokładnością, ponieważ edycja pliku z gotowym miksem, to niebywale delikatne zadanie. Zgranie miksu, na które tu patrzymy, zawiera wszystkie elementy połączone w jeden plik stereo, dlatego wskazana jest niesamowita precyzja. Tu przy okazji podkreślę, jak istotna jest szczegółowa znajomość narzędzi w swoim DAW. Jeśli nie opanowaliście jeszcze do perfekcji przybliżania lub oddalania, cięcia czy crossfade’ów, to teraz byłby czas, żeby to nadrobić.

Do czego może nam służyć mikromastering?

Spójrzmy na wykres fali gotowego miksu stereo i zwróćmy uwagę na trzy główne rzeczy:

  1. Czy w którymś miejscu widać szczyty dotykające 0dB lub obcięte wierzchołki fali?
    (Znak, że w fazie miksu nie zadbano o nieprzeładowywanie sumy lub co gorsza – zaaplikowano limiter…)
  2. Czy na całej długości pliku audio obserwujemy jeden czy dwa znacząco wyższe wyskoki amplitudy?
    (Znak, że w miksie nie skontrolowano odpowiednio dynamiki)
  3. Jak ‘wyglądają’ i brzmią poszczególne sekcje utworu względem siebie – np. zwrotki powinny być zwykle lekko cichsze lub mniej intensywne niż refreny. Może jest na odwrót? A może każda sekcja wygląda i brzmi jednolicie?
    (Znak, że w miksie nie zadbano o odpowiednią dynamikę między poszczególnymi sekcjami lub nadmiernie ją spłaszczono)

Te i kilka innych rzeczy możemy naprawić (oczywiście do pewnego stopnia) dzięki bezpośredniej ingerencji w plik audio (lub za pomocą nieśmiertelnej automatyki – czy to poziomów, czy nawet wtyczek masteringowych). Jeżeli nie mamy możliwości powrócić do miksu (np. robimy mastering czyjegoś miksu), a znajdują się w nim elementy, nad którymi nie zapanowano – to możemy sięgnąć po narzędzia edycyjne i z chirurgiczną dokładnością spróbować zminimalizować te potknięcia.

Przykład 1 – nieskontrolowane wyskoki amplitudy.

Jak to zrobić?

To wbrew pozorom dość proste, ale niebywale odpowiedzialne zadanie. Przyjmijmy, że widzimy kilka zdecydowanie wybijających się szczytów na tle całego miksu (zwykle będą to uderzenia perkusji, ale niekoniecznie). Problem polega na tym, że takie dwa czy trzy wierzchołki wpłyną na działanie kompresora, limitera czy clippera, a skoro chcemy osiągnąć możliwie najgłośniejszy miks bez jakiejś wielkiej straty jakości, to musimy te kilka ‘wyskoków’ względnie zrównać z resztą zanim zaczniemy dopasowywać Threshold kompresora czy limitera. No chyba, że taki dokładnie był zamysł podczas produkcji i tymi wierzchołkami są cudowne przejścia magicznego perkusisty, które bez tego konkretnego podbicia nie miałyby takiego impaktu.

Na nasze potrzeby przyjmijmy, że są to jakieś wyrwane z kontekstu uderzenia, których nie opanowano lub je po prostu przegapiono. Jeśli zostawimy te fragmenty bez jakiejkolwiek ingerencji i zaczniemy ustawiać Threshold w stosunku do średnich poziomów szczytów w reszcie materiału, to zauważymy, że w miejscu tych felernych uderzeń kompresja będzie o wiele większa niż w pozostałych, co może być mocno słyszalne – a tego nie chcemy. Jeżeli z kolei dopasujemy Threshold do tych właśnie głośniejszych fragmentów (czyli tak, aby nie były one skompresowane za mocno), to wtedy pozostała część materiału może nie zostać odpowiednio skontrolowana.

I po to właśnie ręcznie obniżymy wartości tych kilku szczytów, żeby łatwiej nam było znaleźć odpowiedni próg dla kompresji czy ograniczania i żeby efekty redukowanego zakresu dynamiki nie były przesadzone w żadnym z miejsc.

Jakich narzędzi użyć?

Nazwy ich będą się oczywiście różniły w zależności od DAW, więc Wasza już w tym głowa, żeby przenieść te wskazówki na grunt środowiska w którym pracujecie.

Zwykle chwytamy za lupę (zoomer / zoom tool), przybliżamy na dany ‘wyskok’, dokładnie zaznaczamy (select), tniemy (cut / break) i w zależności od stacji roboczej czy ulubionych metod, obniżamy nieznacznie poziom tego uderzenia – w Pro Tools najwygodniej sięgnąć po wtyczkę Audiosuite Gain (pamiętajcie, że mówimy tu o nadrukowaniu wyniku działania takiej wtyczki na plik audio, a nie zapięciu plug-inu działającego w czasie rzeczywistym jako insert). Potem robimy crossfade po obu stronach przycięcia, żeby uniknąć ewentualnych kilków, popów czy trzasków. Na koniec weryfikujemy odsłuchując.

Jeśli wykonamy to dokładnie, to taka edycja (lub automatyka) przejdzie niezauważona, ponieważ działamy na bardzo krótkim fragmencie audio. Taki zabieg pozwoli nam względnie ujednolicić poziom redukcji sygnału na całym miksie, co w rezultacie zaowocuje lekko wyższym poziomem głośności bez słyszalnych artefaktów kompresji czy ograniczania.

Do tego samego zadania można oczywiście użyć automatyki na danym kanale i wpisać ruch suwaka w dół w tym właśnie miejscu – decyzja należy do Was. Ale ja osobiście preferuję automatykę do innego przypadku zastosowania mikromasteringu.

Przykład 2 – brak dynamiki między sekcjami

Jak to zrobić?

Są 2 szkoły myślenia:

  • Możemy, podobnie jak w pierwszym przykładzie, pociąć miks na sekcje i popracować nad poziomami w poszczególnych częściach utworu (ale odradzam takiego działania, poza tym, te relacje powinny być w miksie rozpracowane). W przypadku długich fragmentów (zwrotka, a nie pojedyncze uderzenie) taka ingerencja w audio jeszcze bardziej utrudni nam znalezienie jednego, dobrze sprawdzającego się progu zadziałania kompresji czy ograniczania albo clippingu. Tu czasem można stosować automatykę progu zadziałania kompresora dla poszczególnych sekcji, co też czasami ma sens.
  • Możemy zastosować automatykę poziomów – i tym przypadkiem się zajmiemy. Powinna się ona odbyć po przejściu przez procesory, bo jeśli zastosujemy je odpowiednio, to nasz materiał będzie w miarę równomiernie skompresowany i skontrolowany (oby…) i tak właśnie regularnie ograniczony utwór możemy później lekko zmodyfikować pod względem relacji między sekcjami. Miejcie na uwadze, że nie chodzi nam o idealnie równą dynamikę w każdej sekcji – zazwyczaj refreny są i tak o wiele mocniej kompresowane / ograniczane. W tym przypadku chcemy za pomocą automatyki posterować trochę intensywnością utworu. Już po przejściu przez wszystkie procesy, warto upewnić się, że zwrotki są trochę cichsze (nieznacznie – nawet 1 dB potrafi zdziałać cuda), a refreny wchodzą ze swoimi wielkimi buciorami i przygniatają nas swoim impaktem.

Dlaczego przyciszać zwrotki, a nie pogłaśniać refreny?

Bo ustaliliśmy maksymalny próg w ostatnim procesorze na powiedzmy -0.3dBFS i nie chcemy teraz tego zrujnować i ryzykować przesterowania konwerterów na wyjściu – tak by się stało, gdybyśmy podnieśli suwak po procesorach. Co prawda, w Pro Tools suwak na kanale Master jest przed insertami – więc jego podniesienie spowodowałoby tylko zmianę poziomu sygnału wysyłanego do obróbki i efekty byłyby zupełnie inne od zamierzonych, ale pomińmy to, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie wpina na ten kanał procesorów masteringowych. Ale o tym może kiedy indziej…

Spytacie pewnie, jaki ma to związek z osiąganiem głośnego miksu jako całości, skoro przyciszamy zwrotki. Bardzo dobre pytanie.

Głośność, to sprawa relatywna i postrzegamy ją zawsze w stosunku do jakiegoś punktu odniesienia. Jeżeli cały utwór jest jednostajnie głośny, to wcale tego nie czujemy – pierwsze, co nam się nasunie, to myśl, że kawałek jest płaski i ciągle pcha się do przodu – niezbyt to ekscytujący sposób przekazu. Już kiedyś Wam tłumaczyłem, że jeśli pisałbym non-stop wielkimi literami bez żadnych wyszczególnień, to byłoby to męczące i bez wyrazu i ciężko byłoby zwrócić uwagę na najważniejsze rzeczy.

Podobnie jest z poziomami – jeżeli fragmenty różnią się od siebie (nawet nieznacznie) głośnością, to łatwo nam odróżnić, że refren wchodzi z impetem, a podczas zwrotek trochę się uspokaja. Różnice między sekcjami są oczywiście zależne od różnych gatunków muzycznych, ale ogólnie można przyjąć zasadę, że utwór ma nas dokądś prowadzić, a poziomy bardzo sprytnie i podchwytliwie grają na naszych emocjach… Wniosek – żeby było głośno, musi być też cicho.

Podsumowanie

Kończymy rozprawiać o tym, jak osiągać konkurencyjnie głośne utwory podczas prac masteringowych. Dałem Wam kilka naprawdę cennych wskazówek i teraz Wasza w tym głowa, żeby z nich umiejętnie skorzystać. Próbujcie każdej z technik, ale przede wszystkim – miejcie świadomość tego, kiedy i w jakich sytuacjach po nie sięgać, bo nie zawsze to, co sprawdziło się wczoraj, sprawdzi się dziś. W pracy z audio jest mnóstwo zmiennych i najlepszą techniką, której niestety nie zdołam Was nauczyć – jest umiejętność podejmowania właściwych decyzji.

Zostawić komentarz ?

24 Komentarze.

  1. powiem Ci, że nigdy nie miałem takiego czegoś, że coś nagle mocniej mi się wybija 😀 wydaje mi się, że ciężko, by coś się przebiło znacząco mając kompresor na sumie.

    • Nie każdy miks jest robiony z kompresorem na sumie. Nawet jeśli mówimy o takim, który jest, to atak ustawiony jest w nim zwykle dość długi – sporo szczytów po miksie nadal będzie się wybijało – i to dobrze. Może za mocno kompresujesz sumę podczas miksu? Mi się zwykle zdarza, że mam kilka momentów, w których warto ręcznie przycziszyć (o bardzo niewiele) te króciutkie wyskoki – szczególnie w miejscach, gdy masz gęstszy aranż i wszystko wchodzi w tym samym momencie ‘na raz’.

    • wydaje mi się, że nie za mocno, bo max co kompresuje to 1,5dB przy ratio 2:1 i dość długim ataku klonem SSL G384. mogę oczywiście się mylić, ale tak mi się wydaje+nie brzmi utwór jakby był przekompresowany 🙂
      albo druga wersja jest taka, że mam takie wyskoki, ale nie zwracałem na to uwagi przybliżając wykres fali 😀

    • Albo trzecia rzecz – nie zawsze wykres fali jest idealną reprezentacją tego, co słyszysz. Do “graficznej części” DAW trzeba czasem podchodzić z dystansem i zdać się na własne uszy.

  2. Tak się zastanawiam ile szacunkowo “powinna” wynosić różnica poziomów pomiędzy refrenem a zwrotką. Słowo POWINNA celowo ująłem w cudzysłów, bo już nieraz wspominałeś, że przy masteringu nie ma sztywnych reguł, natomiast chciałbym mieć jakiś punkt odniesienia.

    • tu decyduje twoj słuch … tak jak Igor napisał czasami wystarczy roznica 1db … a jak w danym utworze bedzie za malo to 2-3, ile trzeba ty musisz o tym zdecydowac. To moim zdaniem powinna byc niewielka roznica, taka by słuchacz się nie zorientował, że jest zwotka ciszej. Ale jak wejdzie refren, słuchacz ma powiedziec coś w stylu ” o fuck ! ten refren jest zaje…” 🙂

    • Radek, powinna wynosić DOKŁADNIE tyle, ile napisał Adam. Tylko i wyłącznie Twój słuch i wyczucie muzyczne może Cię tu pokierować, a nie jakaś konkretna liczba.

  3. za mastering to ja się nie będę zabierał, bo nie widzę takiej potrzeby, no i nie mam sprzętu ani pomieszczenia do tego, jednak cała seria wpisów o masteringu mnie dużo nauczyła i na pewno mi się ta wiedza przyda w miksie, przynajmniej będę wiedział jak pracuje inżynier, co robi i co ja mam robić i na co zwracać uwagę już w miksie. dzięki. 😉

    • I taki był mniej więcej zamysł tej serii. Przede wszystkim świadomość tego, czym i po co w ogóle jest mastering. Cieszę się, że się przyczyniłem do Twojego rozwoju 🙂

  4. Remaztered

    Dobra puenta cyklu.
    Jak dlugie, wg ciebie Igorze, powinny byc crossfade’y ? Kilka próbek czy raczej w ms liczyc ?

    • Crossfade’y? Nie ma na to standardów, ale generalnie – jak najkrótsze. Warto oczywiście 17 razy odsłuchać tego przejścia i w razie czego spróbować delikatnie je wydłużyć, ale im krótsze, tym lepiej. Liczby nie są tu istotne, po raz kolejny…

    • tutaj też musi zadecydować twój słuch. Może być taka sytuacja, że w ogóle nie będziesz musiał go użyć jak odpowiednie zetniesz daną ścieżkę oczywiście. Tak mnie się wydaje 🙂

    • Remaztered

      Zawsze trzeba zrobic crossfade. Nagrywalem kiedys plyty z chorami i nakleilem sie tego mase 🙂 Wszystko zalezy co gra w momencie ciecia.

    • wszystko zależy od sytuacji, i od tego w którym momencie tniesz, bo jak zetniesz w momencie gdzie nie ma zarejestrowanego “czegoś” to nie zawsze będzie się coś pojawiało… ale mogę się mylić 🙂

    • Adam, mówisz o tzw. ‘zero point’, czyli miejscu, w którym wykres fali przechodzi przez punkt zerowy (początek lub koniec cyklu) i rzeczywiście bywa tak, że można w takim miejscu uciąć i zaniechać crossfade’a. O ile na pojedynczych ścieżkach w miksie może nam to ujść na sucho, to podczas pracy na gotowym miksie nie jest już tak kolorowo. Dla bezpieczeństwa warto go zawsze zrobić, bo i tak go nie będzie słychać, a przynajmniej masz pewność, że nic Ci nie ‘cyknie’ w tym miejscu.

    • Racja, ja jak stosuję takie operacje, to tak jak napisałeś przesłuchuję to miejsce kilka razy. Jeżeli trzeba robię crossfade’a. Fakt jest taki, że pisałem to z myślą o mixie a nie masteringu … Na temat masteringu raczej tylko czytam, skupiam się na mixie jak na razie. Fakt w masteringu to może nie przejść bez “cyknięć”, “pyknięć” 🙂

  5. Czym sie rozni kompresja miksu od kompresji mastera? To i to wplywa na sume.

    • Oczywiście. Ale tą pierwszą wykonujesz podczas miksu i kompresor wpinasz na sumę dość wcześnie – można powiedzieć, że miksujesz ścieżki w ten kompresor.

  6. Aaa rozumiem. Czyli w tym przypadku na sumie miałbym dwa kompresory. Dlaczego nie wystarczy jeden przed limiterem? Pozdrawiam.

    • Czasem wystarczy jeden, czasem dwa za mało, a czasem żaden Ci w masteringu niepotrzebny. Wszystko zależy od tego, jak brzmiący masz materiał.

  7. Blackberie

    Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, że pytam 🙂 ale po prostu niektóre tematy nie dają mi spokoju, a sam na nie nie znam odpowiedzi.. co myślisz Igorze o tej technice? https://www.youtube.com/watch?v=TZ96omNpppg sprawdziłby się ten sposób do wyrównania peaków? czy to co wysłałem nie jest związane z tym tematem? :>

    • Zwykłe ograniczanie szczytów – jedna z wielu technik, nic nadzwyczajnego przecież 🙂

  8. Halo, halo…
    Dobry wieczór Panie Igorze,mam pytanie, trochę sie pogubiłam.
    Chodzi o kolejność czynności.Jesli mam już powiedzmy dobry mix i chcę nieco poszerzyć zakres stereo to w ktorym momencie to robię.
    1. przed mixdown wszystkich scieżek na sumie zapinam wtyczkę?
    2. na zmiksowanym już tracku, na sumie przed innymi procesorami, kompresor, limiter itd(mastering)
    3. Czy samodzielnie na sumie zmixowanego tracku, zapinam np stereo enhancer i robie kolejny mixdown a potem zabieram sie za mastering jeśli to jest konieczne.
    Dziekuję za przekazywanie wiedzy!

    • Nie ma to aż tak wielkiego znaczenia. Ja, jeśli korzystam z takiego narzędzia, to wpinam je pod koniec łańcucha w masteringu, przed ostatecznymi limiterami czy clipperami.

Zostaw komentarz