Eksport Utworów Po Masteringu, Część 1 z 2

Zakończyliśmy proces masteringu naszego utworu (utworów), więc teraz nadszedł czas na to, aby nasze dzieło ujrzało światło dzienne i popłynęło w eter. Zakładam, że dysponujemy finalnym, zmasterowanym utworem (lub utworami) w postaci pliku (plików) stereo i jedyne, co nam pozostało, to wyeksportowanie gotowego produktu i zostanie sławnym, pięknym, młodym i bogatym. Sposób, w jaki będziemy eksportować skończony materiał z naszego DAW, uzależniony jest od nośnika (lub medium), na którym ma się on docelowo znaleźć. W tym dwuczęściowym artykule przyjrzymy się dwóm najbardziej popularnym sposobom dystrybucji muzyki, czyli płycie CD oraz formatowi mp3, który zazwyczaj służy do umieszczania naszej muzyki w sieci.

I. Mastering na płytę CD

Jest kilka technicznych i artystycznych punktów, o których musimy pamiętać, jeśli chcemy, aby rezultat naszej pracy skończył na krążku CD. Spójrzmy najpierw na część artystyczną:

Kolejność utworów

Nie musimy się zbytnio o nią martwić jeśli pracowaliśmy tylko nad singlem albo w sytuacji, gdy planujemy umieścić utwory z naszej kompilacji w serwisie iTunes, gdzie zainteresowani mogą kupować pojedyncze sztuki bez całościowego kontekstu. Jednak w momencie, gdy decydujemy się wydać album jako pełną kompilację, kolejność utworów zaczyna nabierać niemałego znaczenia. Sekwencja, w której odtwarzane mają być utwory, jest elementem sztuki samym w sobie. Odpowiednie zestawienie piosenek jedna po drugiej to kolejna cegiełka do tego, aby album był odebrany, jako swego rodzaju podróż, opowieść o artyście, urzeczywistnienie jego wizji dotyczącej tego właśnie świeżego arcydzieła.

Celem nadrzędnym w tym procesie jest zbudowanie pewnej dynamiki płyty – tak, aby słuchacz się nie nudził i chętnie przesłuchał album od deski do deski. Jest to coś podobnego do aranżu pojedynczego utworu – dzięki mądrym decyzjom o wprowadzanym instrumentarium i kolejnych, płynnie po sobie wchodzących sekcjach, prowadzimy słuchacza za rękę i pozwalamy mu doświadczać emocji zawartych w piosence, jednocześnie dbając o to, aby się nie znudził. Podobnie jest właśnie z płytą – każdy utwór powinien gładko ‘wpadać’ w kolejny.

Może miewacie czasem taką sytuację (ja bardzo często), że słuchacie jakiegoś pojedynczego utworu (np. na YouTube), który świetnie znacie z jakiejś płyty i zaraz po ostatnich jego dźwiękach słyszycie w głowie początek kolejnego numeru, który włączał się, gdy słuchaliście tej płyty? To znak, że ktoś włożył trochę serca w odpowiednie ustawienie kolejności tych utworów. Za prawdę ważna to rzecz.

„Spready”, czyli przerwy między utworami

Kolejny, istotny czynnik wpływający na odbiór płyty jako całości, to czas, jaki dzieli poszczególne utwory. Spready wpływają na to, jak postrzegamy tempo płyty. Jeżeli przerwy są dość krótkie – postrzegamy album, jako szybki, energiczny. Jeśli są dłuższe – wydaje nam się, że album ma spokojny i niezbyt natarczywy charakter. Najczęściej jednak spotykamy mieszankę przerw krótkich i szybkich, bo to czyni album jeszcze bardziej interesującym, dynamicznym i zmieniającym się – tak, jak nastroje naszego potencjalnego słuchacza. Czasem także natrafimy na miejsca bez przerw, gdzie jeden utwór „przechodzi” w drugi (crossfade) – coś, z czym DJ-e mają do czynienia na co dzień.

Jak Was znam, to spytacie zaraz, jak długie powinny być te przerwy. I choć bardzo chciałbym powiedzieć, że dokładnie 2.38s, to niestety Was zawiodę. To się robi na ucho – ma być tyle, ile akurat potrzeba. Jest wprawdzie jedna metoda, którą można się kierować, ale też nie zawsze się ona sprawdza. Mianowicie – bierze się pod uwagę ostatnie uderzenie kończącego się utworu i ustawia się początek kolejnego numeru tak, aby jego pierwszy dźwięk rozpoczynał się niejako w tempie tego poprzedniego – wyobraźcie sobie nieme 4 czy 8 taktów klikającego metronomu pomiędzy tymi dwoma utworami i ustawcie nowy utwór na pierwszy down-beat (czyli na ‘raz’) w tym właśnie tempie. To, że nowa piosenka ma inne tempo nie ma oczywiście znaczenia, liczy się tylko moment, w którym ona się rozpoczyna, pierwsze uderzenie.

Jak ważna jest odpowiednia kolejność utworów i długość przerw między nimi?

Wszystkie decyzje, co do konkretnych przerw oraz sekwencji utworów powinny zostać podjęte przez artystów, producenta i inżyniera masteringu wspólnie, bo każdy ma na pewno jakąś wizję i warto by było ją sensownie zrealizować. Zaniechanie tych dwóch ważnych kroków może znacząco pogorszyć odbiór naszego arcydzieła, nad którym tak ciężko pracowaliśmy. Nie chcemy, aby płyta była nieciekawa i niespójna czy jednolita i płaska. Chcemy, aby przykuwała uwagę i była dynamiczna, a te dwa, z pozoru mało istotne aspekty jej produkcji – mogą jej w tym bardzo dopomóc.

Spójrzmy teraz na stronę techniczną eksportu naszych utworów na płytę CD:

Kody PQ

Są to kody zaimplementowane w poszczególne utwory, które „mówią” płycie CD, kiedy rozpoczyna się i kończy utwór, ale niestety większość DAW-ów nie posiada możliwości ich umieszczenia. W rezultacie, gdybyśmy wyeksportowali wszystkie nasze utwory ze spreadami jako jeden plik, czytnik płyty CD nie byłby w stanie rozróżnić indywidualnych utworów. Tu z pomocą przychodzą oddzielne programy (Toast na Maca czy CD Architect na PC), które pozwalają nam umieścić kody PQ, ale ich spready zwykle są ograniczone do interwałów sekundowych lub półsekundowych. Zwykle to wystarcza, ale jeśli potrzebujemy większej precyzji (np. 1.39 sekundy przerwy, bo akurat tak wydaje się odpowiednio), to potrzebujemy dedykowanego edytora kodów PQ. O ile się nie mylę, Wavelab ma na pokładzie takie możliwości, ale głową nie ręczę.

Pozostałe kody

Istnieje jeszcze kilka tajemniczych skrótów i kodów (ISRC, UPC…), w których rozwinięcia nie mam ochoty Was wciągać, tym bardziej, że średnio tyczą się one naszej sytuacji, poza tym w różnych krajach obowiązują różne standardy. Wspomnę tylko, że zazwyczaj sprawa rozchodzi się o prawa autorskie, tantiemy (polski ZAIKS), kody kreskowe do masowej dystrybucji, itd. Jeżeli ktoś chce zgłębić ten temat, to odsyłam do dalszych poszukiwań. W Sieci znajdziecie sporo szczegółowych informacji. Uznałem, że na nasze warunki domowego studia, nie bardzo jest sens się na ten temat rozpisywać.

CD Text

Podobnie, jak w przypadku kodów PQ, aplikacje umożliwiające nam umieszczenie tych kodów, pozwalają nam również na dodanie do płyty informacji o nazwie płyty, wykonawcy, tytułach utworów, itp. Te dane są oczywiście niewidoczne dla zwykłego odtwarzacza CD i w niczym nie przeszkadzają mu w odtwarzaniu muzyki. Mało tego, CD-Text możemy dodać do płyty audio używając zwykłego programu do wypalania płyt, jak Nero czy tym podobne.

Standard Czerwonej Księgi (Red Book Audio)

Na pewno spotkaliście się już z tym określeniem. Jest to nic innego, jak przyjęty format audio, który będzie prawidłowo odczytany przez płytę CD. Co to dla nas oznacza? Mniej więcej tyle, że nie możemy sobie umieścić na płycie naszej muzyki ot tak, w nieważnej jakiej częstotliwości próbkowania (sample rate) czy długości słowa cyfrowego (bit depth).

Red Book Audio wymaga tego, aby nasza muzyka przeznaczona na płytę CD miała następujące parametry:

  • Sample Rate – 44100Hz (częstotliwość dwukrotnie wyższa od 22.05kHz – zainteresowanych odsyłam do poczytania o Teorii Nyquista-Shannona)
  • Bit Depth –  16bit (zakres dynamiki płyty CD to 96dB – około 6 dB na każdy bit)

Pozostałe specyfikacje standardu Red Book Audio:

  • Bit Rate – 1,411.2 kbit/s
  • Maksymalny Czas Odtwarzania – 79.8 minut (choć zwykle podaje się 74 minuty)
  • Minimalna Długość Utworu – 4 sekundy (wliczając 2 sekundy przerwy)
  • Maksymalna Liczba Ścieżek – 99

Jeśli nie spełnimy podstawowych wymogów, płyta może się nie wypalić prawidłowo lub nie wypalić w ogóle. Oznaką niezadbania o te standardy będą słyszalne trzaski, problemy z odczytem, itp. Jeśli tak nieodpowiednio przygotowaną płytę wysłalibyśmy do tłoczni, to szybciutko by wróciła narażając nas na niepotrzebne koszta, o wstydzie nie wspominając…

O co musimy zadbać podczas wypalania płyty CD ze standardem Red Book Audio?

Jeżeli cały proces produkcji naszej muzyki przebiegał w innej niż docelowa częstotliwość próbkowania i długość słowa cyfrowego (np. w 24bit i 96kHz), to musimy przed wypaleniem płyty przekonwertować rezultat naszej pracy do 44.1kHz i 16bit. Na to oczywiście pozwoli nam każda stacja robocza, ale jest jedna rzecz, na którą musimy zwrócić szczególną uwagę.

Dithering

Gdybyśmy po prostu wyeksportowali naszą muzykę nagraną w 24bit do formatu 16bit, usłyszelibyśmy podczas odtwarzania mnóstwo trzasków (nie mylić z clippingiem wywołanym nieprawidłową obróbką sygnału). Te błędy, to tzw. truncation, czyli efekt obcięcia ostatnich 8 bitów. Żeby zamaskować te błędy, stosuje się, jako ostatni procesor w torze sygnału podczas masteringu, wtyczkę dodającą losowy szum na bardzo, bardzo niskim poziomie. Jego obecność można by zaobserwować w najcichszych momentach nagrania, ale przy współczesnych metodach produkcyjnych, gdzie cisza prawie nie istnieje, nie uświadczycie tego zjawiska. Dither dodajemy tylko raz, podczas masteringu i na końcu łańcucha (jako ostatnią wtyczkę).

Prędkość wypalania płyty

Opinie, co do konkretnej liczby są podzielone. Poza tym, jedna wypalarka drugiej nie równa, jeden odtwarzacz drugiemu nierówny, etc. Istnieją zwolennicy myślenia, że im prędkość jest mniejsza, tym lepiej, aczkolwiek nieraz spotkałem się z opniniami, że najmniejsza możliwa prędkość wypalania wcale nie gwarantuje bezbłędnego zapisu. Z kolei zbyt szybki zapis jest niemal proszeniem się o błędy w zapisie. Cóż, pozostaje więc użyć przyzwoitej prędkości gdzieś pomiędzy jednym, a drugim ekstremum.

Podsumowanie

Te kilka wskazówek powinno Wam pomóc następnym razem, gdy postanowicie oddać swój skończony album w ręce wiernych fanów. W kolejnym wpisie zajmiemy się kwestiami koniecznymi do rozważenia podczas dystrybucji naszego materiału w postaci mp3 i innych formatów.

Zostawić komentarz ?

24 Komentarze.

  1. A może dorzucić jeszcze jeden – winylowy nośnik? 🙂
    Z tego co wiem to przygotowanie materiału do tłoczenia na wosku jest dosyć ciekawym zagadnieniem.

    • Niewątpliwie, tylko czy ktoś z nas tłoczy winyle w domowym studio? 😉

    • W studio pewnie nie tłoczy ale może chciałby w domowym studio przygotować materiał do tłoczenia. 😉
      Nośnik nie jest tak popularny jak CD czy mp3 ale za to jaką ma “duszę”. 🙂

    • czarna płyta jest zaskakująca choćby w wielkości 😀
      w ogóle Igorze, dobrze, że napisałeś coś o Red Book’u bo nigdzie na internecie nie mogłem tego znaleźć 🙂

  2. Cielak, no to chyba masz jakieś zepsute google 🙂

  3. A ja bym z przyjemnością usłyszał jaki rodzaj ditheringu stosować w jakiej sytuacji 🙂 Prostokątny, trójkątny, uformowany? Który i kiedy lepszy?

    • Radek, mówisz chyba o funkcji Noise Shaping, która zazwyczaj występuje razem z Ditheringiem i wyraża się po prostu w numerach od 1 do 3. Służy ona temu, aby “przenieść” ten losowy szum na pasma, które są słabiej słyszalne przez ludzkie ucho. Wtedy noise nie jest liniowy, tylko rezyduje poza najbardziej newralgicznymi punktami dla naszego słuchu, dzięki czemu ten szum jest niesłyszalny. To są naprawdę tak minimalne wartości, że nie ma możliwości, żebyś go usłyszał przy odtwarzaniu muzyki, a błędy kwantyzacji i efekty obcięcia tych ośmiu bitów są idealnie zamaskowane. Co do konkretnych ‘kształtów’ tego szumu, to niewielkie ma znaczenie, który wybierzesz. Podobno jest tak, że wyższe numery kształtowania szumu są odpowiedniejsze do bardziej dynamicznej muzyki (w sensie takiej z większą różnicą między cichymi a głośnymi momentami, jak jazz czy klasyka).

    • Korzystam z Ardoura i tam jest to opisane jako Rodzaj ditheringu. Do wyboru są trzy ustawienia: brak, rectangular, shaped noise i triangular. Nie za bardzo potrafię sobie wyobrazić jak powiązać te nazwy z krzywymi izofonicznymi słuchu. Może masz jakiś pomysł?

    • A w instrukcji nie piszą nic o tym? Ja bym uderzał właśnie w Shaped Noise.

  4. a ja mam pytanie: czy spotkaliście się z granicą -0,3 dB FS aby wszystko na CD było ok, zdarzało mi się, że jak dociągałem do 0 dB to pojawiały się trzaski od kiedy robię max -0,3 dB nie miałem problemu ??

    nie pamiętam gdzie znalazłem tą informację, ale uznałem, że warto o to zapytać w tym miejscu 🙂

  5. Remaztered

    Na maca oprocz toasta polecam takze WaveBurner.

  6. Igor, czy miałeś kiedykolwiek do czynienia z tzw sumą kontrolną? Jest to plik używany w przypadku, gdy np. płytę wysyłasz do tłoczni via internet, na serwer. Ja kilka razy próbowałem wykonać coś takiego, lecz później okazywało się, że miałem wyniki zupełnie niezgodne z tym, co Pani w tłoczni zrobiła na podstawie przesłanej fizycznie płyty. Choć korzystaliśmy z tego samego programu i na tym samym materiale.

    • Obce mi jest to, o czym mówisz, bo nigdy nie miałem bezpośredniego kontaktu z tłocznią.

  7. Jeśli chodzi o prędkość wypalania płyt CD (i DVD) to znane, fachowe czasopismo komputerowe, po przeprowadzeniu licznych testów zaleca prędkości 8-12X wtedy powstaje najmniej błędów. Z własnego doświadczenia powiem że byłem kiedyś w rozgłośni radiowej, gdzie akurat leciał dj mix z kompaktu i co chwila były problemy z dźwiękiem i pamiętam jak realizator bluźnił i narzekał, że to przez to,
    że “DJ-Debil” napewno nagrywał z max. prędkością i że on sam trzyma się żelaznej zasady: Albo 8X albo nic nie nagrywa.

    • Taka prędkość jest dość rozsądna, tak jak pisałem – prawda leży gdzieś po środku, czyli nie za szybko i nie za wolno 🙂

  8. rufinmusic

    Mam przyznany przez ZPAV kod ISRC, co mi to daje? 🙄 Może głupie pytanie, ale proszę o wyjaśnienie 😳

  9. Cześć Igor – mam pytanie:

    Bit Rate – 1,411.2 kbit/s
    Maksymalny Czas Odtwarzania – 79.8 minut (choć zwykle podaje się 74 minuty)
    Minimalna Długość Utworu – 4 sekundy (wliczając 2 sekundy przerwy)
    Maksymalna Liczba Ścieżek – 99

    te rzeczy ustawia się w programie gdzie wypala się płytę ? czy w programie w którym robiło się master ?

    • Jak ustalasz, co ma byc na plycie, to patrzysz, czyt spelniasz te wymogi:
      Maksymalny Czas Odtwarzania,
      Minimalna Długość Utworu,
      Maksymalna Liczba Ścieżek.
      Inaczej Ci sie plyta nie wypali albo wypali z bledami.
      A Bit Rate zawsze bedzie rowny 1,411.2 przy parametrach Red Book. O to sie nie martw.

Zostaw komentarz