Kompresja w Masteringu, Część 2

Kontynuujemy wątek z poprzedniego wpisu. Bez przydługiego wstępu przechodzimy od razu do rzeczy. Założyliśmy, że miks nie został jakoś nadmiernie skompresowany, więc mamy jeszcze trochę pola manewru na użycie dodatkowej warstwy kompresji podczas masteringu.

Jak więc użyć kompresji w masteringu?

Najpierw musimy zadać sobie pytanie, co chcemy tym kompresorem osiągnąć. Może chcemy lekko okiełznać szczyty, może chcemy uzyskać trochę więcej gęstości i głośności, może chcemy wydobyć więcej transjentów z bębnów, możemy chcemy nadać utworowi trochę charakteru i koloru, może, może…

Dopóki nie ustalimy, jaki jest cel użycia kompresji, dopóty nie mamy po co po nią sięgać… Opiszę w takim razie najczęstszy przypadek – czyli chęć wydobycia większej gęstości i postrzeganej głośności, bo jak znam życie, to ten aspekt pewnie interesuje Was najbardziej…

Jak ustawić kompresor podczas masteringu?

Mając pełną świadomość tego, jakie efekty przynosi manipulowanie poszczególnymi parametrami kompresora, możemy zabrać się za znalezienie pasujących do naszego utworu ustawień. Jak to zrobić? Bardzo prosto:

Ustawić kompresor tak, aby odpowiednio brzmiał…

Wiem, że może Wam się to na pierwszy rzut oka wydać mało pomocne, ale taka jest rzeczywistość. Co sprawdzi się w jednym gatunku muzycznym, rzadko sprawdzi się w innym. Mało tego, nawet dwa utwory z tej samej stylistyki będą się różniły od siebie na tyle, aby zaniechać poszukiwania jednego, idealnego ustawienia.

Kompresja zaaplikowana na cały utwór znacznie różni się od tej na pojedynczym instrumencie. Ustawienie parametrów właściwe np. dla ścieżki werbla, nie sprawdzi się w zderzeniu z całym miksem (co na pewno zauważyliście próbując robić kompresję sumy jeszcze podczas miksu). Generalnie można porównać kompresję sumy w miksie do kompresji w masteringu, bo w obu przypadkach wpływamy na cały sygnał, jednak podczas masteringu będziemy się starać używać bardziej subtelnych wartości, bo zwykle nie chcemy, aby kompresja była na tym etapie słyszalna. Zamiast tego, powinniśmy się nauczyć, jak stosować ją dyskretnie (przy założeniu, że w ogóle jest nam jeszcze na tym etapie potrzebna).

Pamiętajcie też, że podczas masteringu kompresji można używać w połączeniu z ograniczaniem i każdemu z tych procesów zwykle przypisuje się inne zadanie – limiter będzie odpowiedzialny za wyłapanie tych najgłośniejszych szczytów i delikatne ich przyciszenie (ograniczenie), a kompresor ma za zadanie lekko podciągnąć poziom cichszych fragmentów. To jedna z metod posłużenia się kompresorem do osiągnięcia wyższych poziomów, ale nie jedyna. Wróćmy do ustawień kompresora…

Kilka „reguł”, o których warto pamiętać i których powinniśmy się trzymać:

  1. Unikajmy bardzo szybkiego i bardzo długiego ataku (Attack) – nie chcemy przecież przyciskać transjentów, bo to szybko spowoduje wyssanie życia z utworu. Zbyt długi atak może spowodować, że kompresor w ogóle nie zareaguje w czas albo będzie się „gryzł” z parametrem release i uzyskamy sporo zniekształceń. Dzięki średnim czasom ataku przepuścimy ‘uderzenie’ stopy i werbla przy jednoczesnym zachowaniu kontroli poziomów.
  2. Używajmy w miarę krótkiego zwolnienia (Release)– to pozwoli uniknąć efektu pompowania i ewentualnych zniekształceń. Ale bądźcie uważni – za krótki release może spowodować brak odpowiedniej kontroli nad poziomami, co poskutkuje „kołysaniem się” głośności. Wywołane jest to poprzez nieustanne włączanie i wyłączanie się cyklu kompresora. Najlepsze ustawienie będzie zawsze gdzieś po środku między krótkim a długim czasem zwolnienia. A jaka będzie to wartość? Kto wie…? Trzeba to ustawić na ucho.
  3. Unikajmy zbyt dużego współczynnika kompresji (Ratio) i wywołanej nim głębokiej redukcji poziomu (Gain Reduction) – to pozwoli kompresji być mniej zauważalną, a w to przecież celujemy.

Jak już się zapewne domyślacie, kluczem do odpowiedniego działania kompresora podczas masteringu jest dobranie odpowiednich czasów zadziałania i zwolnienia. A żeby było jeszcze trudniej, są to te dwa parametry, które jest najtrudniej dobrać, szczególnie początkującym, którzy z czasem dopiero zaczynają rozróżniać atak szybki od wolnego, a usłyszenie tego, jak sygnał powraca do poziomu sprzed kompresji, będzie im sprawiać jeszcze sporo problemów. Pozostaje ćwiczyć i słuchać – innej drogi nie ma. Polecam popróbować różnych ustawień ataku i zwolnienia np. na grupie bębnów – obniżcie znacząco Threshold i dajcie wysokie Ratio, żeby sporo kompresować i zacznijcie manipulować czasami zadziałania. Dzięki tak agresywnym ustawieniom i sporej kompresji łatwiej Wam będzie usłyszeć, które wartości w jaki sposób wpływają na sygnał.

Te dwa parametry mają ogromny (jeśli nie największy) wpływ na to, jak zachowa się kompresor i dlatego właśnie tak ważne jest ich dokładne poznanie.

Kiedy i na jakiej podstawie stwierdzić, że prawidłowo ustawiliśmy kompresor?

Generalnie można by przyjąć, że jeśli porównamy sygnał po kompresji do tego sprzed, to powinno brzmieć lepiej, a przynajmniej nie gorzej. Do tego służy nam przycisk Bypass w kompresorze. Może się okazać, że po 20-miutowym kręceniu gałkami, kiedy wydaje nam się, że kompresor naprawdę podrasował nasz utwór – w rzeczywistości wyrządzamy mu wiele krzywdy i nie słyszymy już skutków ubocznych, bo nasze ucho do nich przez ten czas przywykło.

Jedna, bardzo ważna uwaga – pamiętajcie, aby robić takie porównanie po dopasowaniu poziomów sprzed i po kompresji. Jeżeli tego nie zrobicie, to możecie pochopnie ocenić wersję głośniejszą (czy to po czy przed kompresją) jako brzmiącą lepiej. Jeśli Wasz kompresor ma kontrolę poziomu wyjścia, to dopasujcie ten sygnał do tego sprzed kompresji – wtedy będziecie porównywać brzmienie sygnału, a element jego poziomu zostanie wyłączony z równania. O ostatecznych poziomach będą oczywiście osobne artykuły, dlatego na tym etapie jeszcze nie zaprzątajcie sobie tym głowy. Tu mamy tylko porównać, czy kompresor spełnia swoje zadanie i nie degraduje naszego utworu.

Rzeczy, na które warto zwrócić uwagę porównując sygnał przed i po kompresji

  • Czy postawiony cel został osiągnięty? (Jest pełniej, soczyściej, z większym kopem?)
  • Która werjsa podoba nam się bardziej? (Może się okazać, że źle dobraliśmy parametry albo kompresor wcale nie jest nam potrzebny…)
  • Czy sygnał po kompresji nadal brzmi ekscytująco i jest pełen detali? Czy może zaczynamy odnosić wrażenie, że bardziej przypomina jednolitą papkę, gdzie tak naprawdę nic nie jest wyraźne?

Jeżeli uznacie, że po kompresji jest lepiej (nie ma na to lepszego sposobu niż własny słuch), to świetnie i możecie ruszać dalej. Jeśli nie, to warto popróbować jeszcze innych ustawień, a nawet podłączyć inny kompresor. Może ten akurat się w tej sytuacji nie sprawdził? Warto wiedzieć, że każdy kompresor ma trochę inną budowę i działanie, przez co proponowane przez nie rezultaty brzmieniowe będą się często różniły. A jeśli i to nie pomoże – warto rozważyć, czy w ogóle potrzebny jest nam w tej sytuacji kompresor…

Jak ustawienia kompresora mają się do założonego wcześniej celu kompresji?

Na początku przyjęliśmy, że kompresor w naszym torze sygnału ma pomóc w osiągnięciu wyższego poziomu średniego dla całego utworu. Wykonaliśmy ku temu pierwszy krok – uzyskaliśmy w miarę transparentny i nie rzucający się w oczy (czy może bardziej uszy) – skompresowany sygnał (niskie ratio, mała redukcja sygnału), który nie zatracił ‘punchu’ (nie za szybki atak), ma skontrolowane poziomy, które nie kołyszą się jak opętane (odpowiednio dobrany release), a całość nadal brzmi naturalnie (wszystkie parametry na raz). Upewniliśmy się też, że ten skompresowany sygnał brzmi lepiej niż przed kompresją.

Tak odpowiednio przygotowany utwór moglibyśmy teraz ograniczyć limiterem na końcu łańcucha – albo obniżając Threshold w limiterze, albo podnosząc Output w kompresorze. Na pewno znacząco podnieślibyśmy poziom średni i jeśli nie przesadzilibyśmy z ilością sygnału przetwarzanego (ograniczanego) przez limiter, to nawet byłaby zachowana przy tym względną naturalność brzmienia.

Spójrzmy na konfigurację i możliwe ustawienia kompresora i limitera służące podniesieniu poziomu średniego:

  1. Wpinamy w tor sygnału kompresor, a za nim limiter. (Jeśli macie już w łańcuchu jakieś plug-iny, to wpinamy ten kompresor i limiter na samym końcu, po tych wcześniejszych wtyczkach.)
  2. Ustawmy poziom wyjścia limitera (Output lub Ceiling) na -0.3 dBFS (aby uniknąć ewentualnych przesterowań, clippingu, czy błędów przy ewentualnej konwersji).
  3. Parametr Ratio w kompresorze powinien oscylować w okolicach 1.5:12.0:1. Tym sposobem uzyskamy nie za dużą redukcję, która z kolei pozwoli nam podnieść poziom sygnału po kompresji.
  4. Atak i zwolnienie ustawiamy na dość szybkie, ale nie za szybkie – tak aby nie uciąć transjentów i tak, aby nie słyszeć zniekształceń
  5. Threshold ustawiamy tak, aby kompresować około 3-4 dB w najgłośniejszych miejscach.
  6. Podnosimy powoli poziom wyjścia kompresora. Obserwujemy przy tym mierniki redukcji sygnału na limiterze. Tak „wymasowany” i podbity sygnał powinien zacząć wprawiać w ruch limiter, a my powinniśmy przestać podnosić poziom, jak ujrzymy ok. 1-3dB redukcji na limiterze. Czasem możemy pozwolić sobie na więcej, a czasem i 3dB będzie za dużo. Sztuka polega na tym, aby ta redukcja nie trwała cały czas, a pojawiała się raczej sporadycznie – przy mocniejszych uderzeniach. Ludzkie ucho potrafi zignorować szybkie przycięcie (przyciszenie) samych szczytów i o ile odbywa się ono tylko na 3 czy 5 próbkach, co trwa mikrosekundy – ludzki słuch tego nie wychwyci. Ale bądźcie tu bardzo ostrożni, bo o ile nasze ucho potrafi tu być pobłażliwe, to nawet minimalne przegięcie w tej kwestii spowoduje bardzo nieładne artefakty, prze które nasze chytre sztuczki bardzo szybko wyjdą na jaw. Takim sposobem możemy spokojnie podnieść „głośność” naszych nagrań i zaprezentować je światu lub… tylko bratu. Bo problem z tą metodą polega na tym, że raczej nie zbliżymy się do poziomów, które znamy z oficjalnych wydawnictw. Czy to znaczy, że nie warto z niej korzystać? Sprawdźcie sami. Tylko kompresor i limiter – zobaczcie jak daleko dacie radę zajść. Przy okazji takich testów na pewno sporo Wam się rozjaśni.

Dla zachowania punktu odniesienia powinniśmy non-stop porównywać poziomy do utworów referencyjnych. Na początku pewnie będziecie się frustrować, że te komercyjne numery są głośniejsze i brzmią lepiej niż Wasze. Potem, może uda Wam się dzięki treningowi osiągnąć podobną głośność do referencji, ale brzmienie będzie pozostawiało wiele do życzenia i zniekształceń będzie za dużo. A po jakimś czasie zaczniecie się zbliżać zarówno jakością brzmienia, jak i poziomami do oficjalnych wydawnictw – czy tą metodą? Nie wiem – próbujcie jak najwięcej, wsłuchujcie się w zmiany, które wprowadzają poszczególne parametry, a na pewno będzie lepiej. I bądźcie bardzo cierpliwi – to musi trochę potrwać.

W kolejnych wpisach zaprezentuję Wam kilka mniej znanych i mniej oczywistych sposobów na to, jak osiągnąć głośny master. A Wy w międzyczasie próbujcie tej metody, wyrywajcie sobie włosy z głowy, czytajcie więcej i znów próbujcie. Jak potrzebujecie leków na frustracje, to zapraszam do siebie – ja mam już trochę tego procesu za sobą, służę też braterskim uściskiem pocieszenia 🙂

To jak, planujecie popróbować taką metodą?
Zostawić komentarz ?

87 Komentarze.

    • Przy moim ograniczonym środowisku pracy taki sposób jest najbardziej efektywny 😉

    • A ja już nie 🙂 Ale przez długi czas tak robiłem i zdecydowanie polecam na początek.

    • A udaje Ci się za pomocą jednego kompresora i limitera zbliżyć do “przyjętych” poziomów?

  1. Nie zawsze mi się to udaje, ale tak generalnie jestem dość blisko tego co sobie zakładam. Oczywiście biorąc pod uwagę warunki jakimi dysponuję, a te są iście spartańskie od jakiegoś czasu :mrgreen:

    • No, nie narzekam choć gdybym dysponował jakimikolwiek warunkami do produkcji to było by zdecydowanie lepiej 😉

      W sobotę miałem okazję pobawić się trochę studyjnym hardwarem i nagrać sesję wokalną i całkiem przyzwoicie to wyszło, więc sądzę, że temat kompresji w jakimś tam przyzwoitym stopniu opanowałem (zwłaszcza, że zanim usiadłem do gałek, to chłopaki zdążyli już zrobić masakrę na kompresorze 😉 ).

    • No to i tak nieźle 🙂

    • Znaczy się, oni jeszcze kompresji nie opanowali? 🙂

    • Oni zdecydowanie jej nie opanowali 😉

    • Kompresja ich opanowała 😀
      Jak to zwykle bywa na zakamarkach , kolejny świetny artykuł. Dziękuję

  2. Jak półtora roku temu zaczynałem zabawę w realizację, to myślałem, że korekcja jest czymś baaaardzo skomplikowanym i ciężkim do pojęcia. teraz wiem, że jest to kompresja: różne techniki, rodzaje kompresorów i 4 główne parametry (ratio, thresh, attack, release) które są ze sobą tak powiązane, że żeby dobrze “gadał” kompresor muszą ze sobą idealnie współgrać

    • to jest tak jak ostatnio pisałem Kompresor to Wielka BRoń !!:)

    • A to raptem tylko 2 procesory…

    • tak jak dynamit. może bardzo pomóc, a często wykorzystywany do “złych celów” 😀

    • Trzeba po prostu wiedzieć “co” i “po co się” robi. Wtedy nie będzie ofiar śmiertelnych 😉

  3. Ja czekam na te inne techniki. Do kompresora jestem cholernie uprzedzony, ale wpis bardzo pomocny, szczegolnie ulzylo mi przy zdaniu “czy w ogóle potrzebny jest nam w tej sytuacji kompresor…”:)
    Dzieki!Czekam z niecierpliwością na kolejne art. 🙂

    • czemu jesteś uprzedzony? kompresor to ważna rzecz w miksie. jeżeli umiejętnie zastosujesz kompresję w miksie, to oczywiście na etapie masteru może już nie być potrzebna, ale kompresja sama w sobie jest potrzebna, żeby kawałek “żył” 😉

    • Wroga swego znać trzeba 🙂 Bez kompresji byłoby ciężko, aczkolwiek niektóre gatunki muzyczne potrzebują jej o wiele mniej niż inne.

  4. Tzn. lekka kompresja faktycznie moze pomoc, uprzedzony jestem bardziej do wszechobecnej kompresji glosnosci, gdzie uwazam, iz to mocno kaleczy muzyke. Po prostu bardzo ostroznie podchodze do tego tematu:)

    • to zmienia postać rzeczy, ostrożność zawsze jest wskazana 😉

    • Wszechobecna i przesadna głośność, to inny temat. Kompresja na szczęście służy też do wielu innych, przydatnych rzeczy.

  5. sangtraceur

    Kompresor to moja ulubiona wtyczka, najbardziej lubię moment zapinania kiedy trzeba wybrać ten jeden który odwali całą robotę – i jednocześnie, który będzie kozłem ofiarnym, w razie skopanej sprawy 😉

    • a ja wole się po wkurzać jak źle ustawie kompresor :D:D:D cały sęk w tym by się nim bawić. Trzeba opanować tą broń 🙂 Ale najlepiej jest zgonić winę na kompresor z ustawieniami z presetów 😀

    • Słuszna uwaga, Adam. Trzeba znać działanie i sens zapinania każdego procesora – na presetach nikt jeszcze daleko nie zaszedł. A “bawienie się” ustawieniami, o ile świadome – prowadzi do lepszego zrozumienia działania danej wtyczki i w rezultacie – do lepszych miksów.

    • sangtraceur

      No tak, to się ma rozumieć, że eksperymenty dają najlepsze efekty, presety trzymają się zbyt sztywnych zasad , by je na szerszą skalę stosować. Niestety z przerażeniem muszę stwierdzić, że ustawiając znajomemu kompresję wokalu, zapisał sobie peset i od teraz załącza to samo ustawienie nie zwracając uwagi nawet na poziomy wejściowe jakie dostaje wtyczka 🙁 Ale przynajmniej dzięki temu mam robotę 😉 bo nigdy im nie wychodzi tak jak chcą ;p

    • Nieźle. Ja nie rozumiem ludzi, którzy nie chcą zrozumieć, jak działa narzędzie, którego używają. To jak wsiąść do samochodu, rozpędzić się, puścić kierownicę i liczyć, że samochód sam dojedzie krętymi drogami do celu…

  6. Ale czy naprawde kazde nagranie potrzebuje kompresji? nawet takie, ktore ma wysokiej jakosci brzmienia, bardzo dobra jakosc wokali, nie ma skokow glosnosci itp.?

    • Na pewno nie każdy ślad potrzebuje kompresji, ale proces miksowania bez niej raczej się nie obędzie. Mało jest prawdopodobne, żebyś uzyskał nagranie bez “skoków głośności” bębnów, basu czy wokali. Chyba, że korzystasz z samych dopieszczonych dźwięków z VST (które zapewne były uprzeednio potraktowane kompresją) lub z sampli, które zwykle są mocno skompresowane. Na którymś etapie będziesz musiał sięgnąć po kompresor.

    • Niestety ale tak się nie uda. Nawet najlepiej nagrana ściezka (powiedzmy wokalowa) tak na prawde nie bedzie “płaska”. Każda głoska będzie o innej głosności, na ten przykład podam sybilanty 😛 Tak… te sybilanty, które przysparzają nam najwiecej problemów. Przed kompresją są one cicho – po komresji głośniej (niby nie chcemy, żeby sybilanty się wybijały ale kompresja je i tak wyciągnie). Nie jest możliwe nagranie idealnej ścieżki – człowiek nie jest maszyną 😀

    • Proponuję byś zapiął na sumę miksu kompresor The Glue, lub Bus Compressor Dende i odpowiedź przyjdzie sama. Moim zdaniem w większości przypadków tak, bo jak by inaczej można skleić miks? Oczywiście można, np Waves MPX, ale to nie jest to samo co po kompresji.

    • Nie każde. Jak nie chcesz się bawić kompresorami to zajmij się nagraniami w filharmonii albo operze, na ProToolsie HD, z mikrofonami za kilkadziesiąt tysięcy złotych sztuka. Tylko najpierw naucz się czytać partytury żebyś wiedział kiedy jaki suwak przesunąc co by Ci smyki nie wyskakiwały w miksie ;).

  7. Ok, nie chce sie sprzeczac, macie napewno racje. Jednak skomponowalem jeden utwor ,który bez zadnej kompresji brzmi świetnie i dlatego sie po prostu zastanawiałem.

    • Jeśli udało Ci się zrobić utwór, który brzmi świetnie bez kompresji na żadnej ze ścieżek to możesz być z siebie bardzo dumny. Ciężko jest zrobić spójny utwór bez kompresji (nawet jeśli ścieżki będą idealnie nagrane).
      Proponuję (dla testu) zrobić nowy miks tego utworu. Tym razem z kompresją (chociażby minimalną), zobaczysz, że zabrzmi on o niebo lepiej.

    • może być też kwestia źle użytej kompresji i dlatego miks z przed kompresji bardziej ci sie podoba 🙂 czekamy na wiesci jak poszedł Ci miks z kompresja

    • Mi to i tak nie przeszkadza w używaniu kompresora 😉 A na samplach pracuję bardzo dużo. W sumie głównie na samplach 😉

    • Ja bym chciał wiedzieć, jak nagrywałeś partie lub skąd je brałeś, jeśli były wcześniej nagrane, a Ty je tylko samplujesz. Tak, jak wspomniałem – minimalne są szanse na to, że podczas tworzenia brzmienia jego autor nie użył kompresji. Więc ona może być już częścią samego pliku, a Ty nawet o tym nie wiesz 🙂

    • Bo możliwe, że ktoś, kto tworzył pliki źródłowe, był na tyle rozsądny, aby nie przesadzić, ale użyć wymaganego minimum na niektórych śladach, tym samym dając jeszcze jakieś pole manewru osobom później z tym materiałem pracującym. Dlatego chciałbym te pliki usłyszeć.

  8. A w sumie masz rację, zrobię ponowny miks bo sam jestem ciekaw jak to wyjdzie.

  9. No dobrze,dzisiaj na swojej stronce postaram się zamieścic ten utworek, nie poddany zadnej kompresji. Igor tez pewnie ma racje-sample ktorych uzylem mogly byc wczesniej skompresowane, nie twierdze,ze nie. Nie zaprzeczam tez,ze moglem zle uzyc kompresji oraz ze to nagranie z kompresja mogloby byc jeszcze lepsze,gdyby ją umiejętnie zastosować. A moze po prostu ogolnie jakosc jest zla,a mi sie wydaje cos innego, rownież nie neguje:)
    Wersja ukonczona w 30 % ale rowniez bez kompresji ukazala sie tutaj, jednak pokreslam,jest to wersja, ktora wyslalem do EiS, gdyz myslalem,ze odpisza mi na meila, bo projekt byl nieskonczony, oni jednak zamiescili to na lamach swojego pisma. Jesli mi sie nie uda dzisiaj wrzucic tej swojej gotowej wersji, to tutaj macie link do tego utworu , ktory rowniez nie byl skompresowany. Jednak na wokal nie patrzcie, wsluchajcie sie w sam podklad. A dzisiaj lub jutro wrzuce nute na strone(utwor,w ktorym wydaje mi sie,ze nawet kompresja wokalu jest zbedna,a bynajmniej ,ze spokojnie moglbym ja obejsc).
    http://www.eis.com.pl/virtual/modules.php?op=modload&name=emedia&file=index&do=showpic&pid=414

    Pozdrawiam wszystkich

    • Jak na moje ucho, piano (to główne) ma już zaaplikowaną kompresję – taki sustain jest nienaturalny. Później to drugie w prawym kanale, grające pojedyncze dźwięki w wyższym rejestrze – ma wyraźnie redukowane szczyty. Próbka stopy jest moim zdnaiem skompresowana dość mocno. Tyle wychwyciłem po pierwszym przesłuchaniu. Ogólnie fajny kawałek, acz wokalowi bym dodał lekkiej kontroli poziomów i na całość bym zapiął lekki bus-compressor, bo utwór ma w moim odczuciu za duże rozbieżności w dynamice.

  10. Z kompresją czy bez, miksy można już robić w Reaper 4! 😀
    (nie wiedziałem gdzie wpisać, to piszę tu gdzie najświeższe wątki)

    • Pewnie, że tak. Ostatnio producent się na prawdę mocno stara 🙂

  11. Zgodnie z obietnica przesylam link do utworu prawie gotowego. Jakosc to mp3/128 kbs wiec szalu i tak nie bedzie,no ale ocencie,jest to wersja bez kompresji.
    Jak juz posluchacie to dajcie znac bo chce to stamtad usunac, pozdrawiam wszystkich:)

    http://www.mdma-music.pl/music.html

    • Dzieki Igor, ale ktora wersja Ci sie bardziej podobala, ta z EiS?

    • No pewnie Adam, dziekuje za uwagi i skonczona wersja jako pierwsza poleci pod opinie do Was:)
      Tak w ogole to zamieniam nick z MDMA na Tomson, bo tamto to nazwa “sceniczna”:) a prywatnie inaczej na mnie mowia, takze witam wszystkich i milo mi byc w Waszym gronie;)

    • I Wasze,do dnia 🙂

    • haha, do dna miało być 😀

    • Sporo się to różni od tego, co poszło do EiS. Tamta wersja mi się bardziej podobała – gdyby ją tylko dopieścić. Ale to tylko moje odczucie, więc się nie sugeruj. Tak czy inaczej – kawał niezłej roboty!

    • Teraz chyba mi się jednak ta druga wersja bardziej podoba (ta z Twojej strony) 🙂 Ale tu z kolei bym inne rzeczy pozmieniał – w momentach, jak leci całość – wokal jest mocno maskowany. Popracuj trochę z pasmami. I jak dla mnie – kompresja jest mu potrzebna, jak rybie woda, bo co któreś słowo nie słychać słów. Ewentualnie złap za automatykę.

    • jeśli mogę , 1 wersja bardzo fajna, ciut tego bassu bym dodał, podobnie jak w 2 wersji jest 🙂 mam nadzieje, że podeślesz nam skończoną wersje 🙂

    • Twoje zdrowie, Tomson 🙂

    • z chęcią i do dna .. ale nie dziś jutro na woodstock jadę do pracy 🙂

    • Chłopaki jak cos to na stronce zamiescilem praktycznie gotową wersję mixu, pozdrawiam 🙂

    • Generalnie jest lepiej, jak dla mnie. Może tyć za jaskrawo i za mało niskiej średnicy – ale może to tylko moje omamy…

    • Masz racje, jest za jaskrawo, i ta wersja poszla na strone a sam poprawilem pozniej (sluchajac w samochodzie, jednak alternatywny odsluch to podstawa po calonocnym mixie:) ),srodek jest troche slabszy ale taki mialem szczerze mowiac zamysl, dzieki za uwage:)

    • Dobra rada na przyszłość – po całej sesji miksowania, odstaw miks na dzień lub dwa i potem posłuchaj z wypoczętym słuchem. Czasem można zaliczyć niezłe ździwko… Pracując zbyt długo nad jednym kawałkiem łatwo można przejaskrawić, bo słuch się szybko przyzwyczaja do zmian, szczególnie w wyższych częstotliwościach. Im słuch Ci się bardziej męczy, tym bardziej je podbijasz, ponieważ przestajesz je już wyraźnie słyszeć. Dlatego bardzo ważne jest też odsłuchiwanie referencji w trakcie miksu.

  12. Kurcze dalem tu link do tej nutki ale dwa wpisy zostaly skasowane..?

    • No masz racje, w sumie ta nuta i tak wciaz nie jest skonczona i teraz dopiero zamierzam bawic sie z nia kompresja, szczegolnie wokalu.. no ale i tak mysle,ze jak na projekt bez zadnej mojej kompresji(jedynie tak jak piszesz,sample pewnie juz byly nia potraktowane) to jako tako nutka jest chyba do przyjecia. Dzieki raz jeszcze!

    • Ja nic nie kasuję, to tylko proces akceptacji – normalne, jeśli dajesz w komentarzu jakiś link.

  13. a nie ,jednak jest wszystko.

  14. a to nie widac tych linkow?:)

    • Linków nie widać, dopóki administrator (czyt. ja) nie kliknie magicznego guzika w panelu sterowania. Ponieważ nie było mnie cały dzień, dopiero przed chwilą miałem możliwość zadziałać. MDMA – dzięki za linki, zaraz się obada sprawę.

  15. Jak zwykle doskonały artykuł i bardzo ciekawa dyskusja.A tak przy okazji-nie wiem czy zauważyliście, ale kiedy pasjonaci,dla których MUZYKA jest jednym z najważniejszych “pierwiastków” do prawidłowego funkcjonowania w naszym ziemskim żywocie,prowadzą z sobą dysputy,to zazwyczaj pozbawione są one inwektyw,kłótni i sprzeczek. Tak więc prawdziwym zaszczytem jest znaleźć się w gronie tak szacownego towarzystwa!
    A jeśli chodzi o główny temat-jedna rzecz nie daje mi spokoju.Igor pisze,a może ściślej mówiąc radzi,by poziom finalny po przejściu przez limiter nie przekraczał -0.3 dBFS. Faktem jest,że przykładowo limitery Waves właśnie tak mają ustawione poziomy końcowe,jednakże Russ Haines,jak i jeszcze słynniejszy Bob Katz uważają,że spokojnie można dołożyć O.2 db,a jedyne co,to należy pilnować,by nie osiągać absolutnego cyfrowego ZERA,albowiem co niektóre starsze odtwarzacze CD mogą przez to dostać “czkawki”.
    A jeśli już o Katzu mowa,to jest on jednym z niewielu masteringowców,który walczy z tzw. “wojną głośności”, radząc,by poziom średni nagrań nie przekraczał -14db.

    • Wiesz, jakis poziom dyskusji musi byc, a awanturnikow bedziemy tepic 🙂 Co do poziomow, to nie ma jednej ustalonej granicy – czy bedzie to -0.2 czy -0.3dBFS, to nie ma az tak duzego znaczenia, bo celem jest zachowanie jakiegos odstepu od zera, zeby nie stalo sie to, o czym co piszesz lub zeby podczas konwersji na mp3 nie bylo zbyt wielu znieksztalcen. Roznica jednej dziesiatej decybela nie ma wiekszego znaczenia, tym bardziej, ze nawet tego nie uslyszysz. Wielu inzynierow masteringu walczy ze zbyt wysokimi poziomami, ale jeszcze wiecej wytworni nie daje im wyboru i albo zrobia mega-glosno, albo utwor powedruje do innego inzyniera. Ja mam nadzieje, ze taka moda na glosnosc minie rownie szybko, jak minela na przesadzone poglosy na werblu a’la lata eighties 😉

    • O, właśnie, to jest sedno sprawy. Dzisiaj o muzyce nie decydują mikserzy czy masteringowcy ale panowie w garniturach liczący pieniądze. I to jest jeden z niewielu powodów, które idą na plus dla home recordingu – nie ma idioty nad głową, który wymaga żeby było głośno.

      Co do poziomów to tak jak Igor mówi nie ma zasady. Wręcz powiedzieć mogę, że jak byłem na konwencji AES kilka lat temu i jedną z prelekcji prowadził masteringowiec z wieloletnim doświadczeniem to nieomal błagał nas żebyśmy przy swoich produkcjach zostawiali nawet do 3dB zapasu przed cyfrowym przesterem, właśnie ze względu na algorytmy kompresji mp3 i co nawet ważniejsze – procesory emisyjne w stacjach radiowych, które i tak niemiłosiernie masakrują brzmienie i dynamikę tego co do nich wchodzi. W sumie to się nie dziwię, o ile nie działają one dynamicznie (w sensie nie przystosowują swoich parametrów do każdego utworu osobno) to można je trochę w ten sposób oszukać, bo się utwór chowa pod treshold i zamiast kompresora robi się z procesora emisyjnego co najwyżej limiter. No ale tej statyczności tych urządzeń właśnie nie jestem pewny, bo nigdy takowego nie obsługiwałem :(.

    • Myślę, że ta moda przeminie (tzn. życzyłbym sobie tego) – muzyce to wyjdzie na dobre… Chomiku, widzę, że nadrabiasz z prędkością dźiwęku… 🙂

    • Tia, ja nie nadrabiam, ja cały czas dostaję na RSS nowe powiadomienia o artykułach i komentarzach, tylko już się ze wszystkim nie wyrabiam. Dzisiaj siadłem na trochę, ale i tak niedługo będę leciał spać, może jeszcze jeden artykuł dam radę przeczytać ;). Ale pozdrawiam i cieszę się, że o mnie nie zapomniałeś ;).

    • To ja się cieszę, że Ty o nas nie zapomniałeś.

  16. Zgadzam się całkowicie z powyższym.Jako przykład posłużyć mogą np. zremasterowane przez Boba Ludwiga albumy grupy Van Halen.W porównaniu do oryginałów(brzmieniowo też dalekich od doskonałości)męczą przy długotrwałym słuchaniu aż do bólu.Miejmy nadzieję,że nadejdzie (nadchodzi?)czas opamiętania.

    • Ja mam zawsze trochę niewyraźną minę, jak słyszę o kolejnym ‘modnym’ remasteringu jakiegoś starszego albumu. Te rzeczy powinny być zostawione tak, jak zostały zrobione, bo były też w jakiś sposób znakiem czasu i ówczesnego sposobu robienia płyt. Jaki sens ma sprawianie, żeby płyty robione kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu brzmiały jak współczesne produkcje zmiażdżone do zakresu 6 dB (czy nawet mniej) nowoczesnymi brickwall-limiterami czy clipperami i rozrywały nam bębenki? O ile ktoś wytrzyma przesłuchać cały album bez zawrotów głowy i szumu w uszach…

  17. Dobrze by było też (przy okazji), poruszyć temat “limiter – clipper”. Myślę, że to dosyć ważne sprawy jeśli chodzi o masering.
    Ja osobiście preferuję clipping, bo nie ma tak drastycznego wpływu na materiał jak limiter.

  18. Ja dopiero trafilem na ten artykuł i treść Igora i dyskusja po niej jest godna uwagi. Ja bardzo duzo rzeczy robię intuicyjnie, ale z czasem widzę i już to wiem, że muszę nauczyć się i uczę się “kręcić” świadomie, a jak już się tego nauczę chętnie się wiedzą kieeedyś podzielę ;). Póki co chętnie czytam i gratuluję !

    • Świadome kręcenie to chyba najważniejszy aspekt i do tego powinniśmy dążyć.

  19. Kurcze człowieku ale ja Cię lubie. Bardzo przydatna strona. Ten artykuł bardzo mi rozjaśnij w głowie. Naprawdę Dzieki.

  20. Igor tak jak pisałeś o tym że jedne EQ służą bardziej do korygowania inne do kreowania brzmienia. To jak wygląda to w przypadku kompresorów? Tzn czy jakieś typy kompresorów sprawdzają się lepiej w fazie masteringu od innych? Jeśli tak to rozumiem że emulacje jakichś klasycznych układów np 1176 dobrze mówie? Wiem ze to umiejętności się liczą, nie rodzaj wtyczki, ale juz się nabawiłem podstawowymi z cubasea i czas trochę rozwinąć skrzydła 😉 Poleć jakieś dobre niekoniecznie bezpłatne dobre emulacje klasycznych sprzętów 🙂

    • Zalezy, jaki efekt Cie interesuje, bo moze to byc w miare niezauwazalna kompresja (tutaj wlasciwie kazdy zwykly kompreosr wtyczkowy stereo sie nada) albo cos, jak klej na calosci i tutaj emulacje Bus-Compressora od SSL przychodza mi do glowy (od Waves, UAD czy Cytomic). Akurat 1176 to dosc agresywny model i na sumie miksu (czy w masteringu) bym po niego nie siegal.

  21. osotatnio mam problem. używam studio one. osiągam dobry master bez przesadnej kompresji, lecz gdy esportuje projekt do wave,mp3 lub wypalam na płytę-już jest o wiele ciszej. błąd programu? zaznacze,że od początkuw tym programie tak jest.

    • To jest prawdopodobnie różnica między poziomami, na jakich pracujesz, a tymi, na jakich odsłuchujesz już gotowe rzeczy. U mnie generalnie DAW gra o wiele głośniej niż iTunes i inne Winampy. Dodatkowo dochodzą inne rzeczym jak same ustawienia w tych odtwarzaczach.

  22. Kiedyś czytałem już ten artykuł, jest git !
    Kiedy wydasz ksiażkę Igor ? Sprzeda się na pniu.

    Wszystkiego dobrego !

    • Jedno podejście do książki już było, ale niewiele z tego wynikło. Możliwe, że wkrótce uskutecznię próbę drugą 😉

Zostaw komentarz