Jak Osiągnąć Głośny Master? Część 4 z 6

Jak już zapewne zdążyliście zauważyć, jedną z głównych metod osiągania wysokich poziomów średnich nagrania jest odpowiednie użycie kompresji. Dzięki redukcji zakresu dynamiki (obniżaniu poziomu szczytów), możemy podnieść głośność cichszych fragmentów, przez co cały utwór zyskuje wyższy RMS. Generalnie rzecz biorąc, jest to najpopularniejsza, choć nie jedyna metoda podnoszenia postrzeganej głośności, ale niestety wiąże się z nią spora odpowiedzialność. Zbyt duża kompresja potrafi szybko wyssać z utworu życie, spłaszczyć go i uczynić nieprzyjemnym do słuchania. Bez względu na to, czy będziemy używać kompresji równoległej, wielopasmowej czy zwykłej – szerokopasmowej, musimy zawsze mieć na względzie to, aby podnosić RMS z możliwie najmniejszą szkodą dla piosenki. Dlatego dziś zaprezentuję Wam ostatni znany mi sposób korzystania z tego narzędzia, który przydaje się podczas produkcji muzyki i znacząco wpływa nie tylko na postrzeganą głośność, ale i na jakość i względne zachowanie oryginalnego impaktu w naszym utworze.

III. KOMPRESJA SZEREGOWA

Co kryje się pod tą tajemniczą nazwą?

Kompresja szeregowa nie wymaga specjalnych wtyczek czy zewnętrznych procesorów. Jest to sposób myślenia o kompresowaniu materiału i zaczyna się dużo wcześniej niż podczas masteringu, aczkolwiek o tym już wiecie. Po prostu nie spotkaliście się jeszcze z tą nazwą.

Ale od początku:

  • Możliwość kompresowania źródła dźwięku dostajemy właściwie na każdym etapie produkcji. Weźmy za przykład nagranie przesterowanej gitary elektrycznej. Już podczas ustawiania parametrów wzmacniacza, ilości i koloru przesteru, którego chcemy użyć, aplikujemy jakąś dozę kompresji. Dla niezorientowanych wyjaśnię bardzo szybko, że typowo gitarowe przestery dość mocno kompresują sygnał z gitary. Im przester jest mocniejszy, tym większa zachodzi kompresja i na nagranie trafi mniej transjentów i peaków. Sygnał mocno przesterowany jest sprasowany i niemalże płaski. Oczywiście, nikt nie każe nam miażdżyć brzmienia już na samym początku, ale jeśli taki jest zamysł artystyczny w danym kawałku, to nic w tym złego. Poza tym, w dalszych etapach produkcji prawdopodobnie nie będziemy musieli już takiej ścieżki więcej kompresować. Przyjmijmy więc, że nasza gitara będzie tylko delikatnie przesterowana, szczyty będą skontrolowane, ale cały sygnał jeszcze w miarę dynamiczny.
  • Drugi etap, to tor nagrania. Zwykle wystarczy nam tu dobry preamp i możemy nagrywać. Ale są sytuacje, kiedy dobrym pomysłem jest wpięcie kompresora zaraz po preampie, a jeszcze przed trafieniem sygnału na twardy dysk – np. w przypadku wokalisty/-tki z dużą rozpiętością dynamiki (np. partie szeptane i krzyczane w ramach jednego utworu). Tu kompresor może być bardzo pomocny. Aczkolwiek przestrzegam przed zbyt agresywnym jego użyciem. Pamiętajmy, że jeśli w tej fazie zbyt mocno skompresujemy jakiś sygnał i w takiej postaci trafi on na twardy dysk, to nie będziemy mieli możliwości już tego  cofnąć i naprawić. Jeśli nie jesteśmy pewni, zostawmy kompresję na trzeci etap. A nawiasem mówiąc – w takiej sytuacji, możemy dla bezpieczeństwa nagrać taki wokal na oddzielne ślady z innymi ustawieniami czułości preampa dla partii szeptanych i krzyczanych i w ogóle pominąć kompresor. Możliwości jest sporo, potrzeba się tylko chwilę zastanowić…
  • Trzecia faza, to miksowanie. Tu zwykle stosujemy najwięcej kompresji, bo ta pozwala nam m.in. osadzać dane partie w miksie, kontrolować ich dynamikę czy kreować dodatkowe efekty, etc. Etap ten dzielimy na trzy fazy, w których możemy zastosować kompresję:
  1. Pojedyncze ślady
  2. Grupy śladów
  3. Sumę miksu
  • Ostatni etap (na który mamy wpływ), to oczywiście mastering, w którym często dodaje się jeszcze jedną (lub nawet więcej – o tym za chwilę) warstwę kompresji. Nie jest powiedziane, że musimy to zrobić, ale będą sytuacje, w których warto będzie o tym pomyśleć. Nie tyle po to, aby kontrolować dynamikę jakichś partii (bo to powinno być zrobione podczas miksu), ale po to, by móc wykrzesać jeszcze trochę postrzeganej głośności z naszego kawałka. Zauważcie, że przed tym etapem, sygnał mógł przejść nawet przez nawet 5 warstw kompresji. Wydaje się to dość dużo, ale jeśli na żadnym z tych etapów nie przesadziliśmy, to są duże szanse, że nasz utwór brzmi jeszcze w miarę dynamicznie – myśl, która przecież powinna przyświecać nam podczas miksu. Niektórzy inżynierowie masteringu twierdzą, że po miksie utwór powinien jeszcze mieć wyraźne transjenty i sporo ataku. Kluczową rzeczą w dążeniu do osiągnięcia takiego stanu jest umiarkowana kompresja na każdym etapie produkcji.
  • Jest jeszcze faza emisji naszego utworu w radiu (o ile się to zdarzy). Każda stacja radiowa używa jeszcze swoich kompresorów i limiterów podczas nadawania. Między innymi dlatego, aby każdy utwór grany na antenie był mniej więcej na tym samym poziomie. Dzięki temu słuchacze nie muszą co numer regulować głośności. Drugi powód, to oczywiście ochrona i zabezpieczenie drogiego sprzętu. A po trzecie – dzięki wyciśnięciu ostatnich potów z każdego kawałka, sygnał jest jeszcze silniejszy i dociera do najdalszych zakątków naszego kochanego kraju…

To jest etap, na który my już wpływu nie mamy. Wart odnotowania jest tylko fakt, że jeśli my sami przesadzimy z kompresją podczas produkcji, to tak zakleszczony kompresją kawałek na antenie radia, z reguły zabrzmi… ciszej niż inne, bo będzie non-stop pod butem kompresora (lub limitera), a i jego jakość mocno na tym ucierpi. Z tych powodów, czasem robi się lekko inaczej mastering utworów, które trafiają na płytę od tych, które mają być singlami w radiu, ale to temat na oddzielną dyskusję.

Jak interpretować kompresję szeregową w fazie masteringu?

Mając już gotowy miks i zabierając się za mastering, w którym planujemy użyć kompresora (bo możemy mieć ku temu powody) – przyjmijmy strategię aplikowania kompresji w kilku małych krokach. Co mam na myśli? Załóżmy, że nasz utwór wymaga ok. 2dB redukcji wzmocnienia w najgłośniejszych momentach, aby względnie okiełznać pozostałe szczyty, zachowując przy tym jeszcze jakąś dynamikę. Możemy wpiąć jeden zwykły kompresor szerokopasmowy i dobrać takie ustawienia, żeby peaki były ściszane o ok. 2 dB i ruszyć dalej. Ale czy jest to rozwiązanie optymalne?

2 dB mogą wydawać się minimalną ilością redukcji, ale pamiętajcie, że mówimy o kompresji całego utworu, a nie pojedynczych ścieżek w miksie, bo tam nawet 4 czy 6 dB redukcji może być ledwo zauważalne. W przypadku kompresji całości, nawet 2 dB redukcji mogą zrujnować dynamikę całego kawałka. Jak więc temu zaradzić?

Kompresja szeregowa w masteringu

Aplikując wiedzę z poprzednich etapów produkcji muzyki, możemy podejść do kwestii kompresji w masteringu w następujący sposób. Zamiast aplikować jeden kompresor i powierzyć mu trudne zadanie, jakim jest transparentna kompresja miksu o te przykładowe 2 dB, możemy użyć dwóch lub trzech kompresorów zapiętych jeden po drugim (szeregowo) indywidualnie redukujących wzmocnienie o znacznie mniejszą wartość, ale w sumie dającą nam te 2 dB redukcji. Dzięki takiej technice, nie usłyszymy aż tak wyraźnej kompresji – bo tego chcemy przecież uniknąć, a nadal uzyskamy kontrolę, której na początku szukaliśmy. Dzieje się tak dlatego, że aby uzyskać pożądaną ilość redukcji, jeden kompresor zapięty na całym utworze musi pracować o wiele ciężej niż kilka kompresorów z delikatniejszymi ustawieniami. Im mocniej musi pracować dana wtyczka (a w szczególności kompresor), tym bardziej jest to słyszalne.

Ponieważ celujemy w możliwie najmniej słyszalną kompresję, takie rozwiązanie pozwala nam na uzyskanie lekko wyższych poziomów RMS (bo redukujemy szczyty i możemy podnieść cichsze fragmenty) bez zabijania muzyki i miażdżenia dynamiki, która jest potrzebna jak rybie woda.

Jakich ustawień kompresora (kompresorów) użyć podczas kompresji szeregowej w masteringu?

Starajmy się trzymać podobnych ustawień w każdej instancji kompresora (szczególnie jeśli chodzi o atak i zwolnienie), a dostosowujmy przede wszystkim Ratio i Threshold. Pamiętajmy, żeby skupić się wyłącznie na redukowaniu szczytów o minimalne wartości i nie używaniu zbyt szybkich czasów ataku (tym zajmiemy się na końcu łańcucha). Na wyjściu każdego kompresora możemy delikatnie podbijać poziom nadrabiając za stratę podczas kompresji i tym sposobem, małymi kroczkami uzyskujemy coraz głośniejszy master, a cały proces przebiega prawie że niezauważalnie. Taki rezultat byłby nieosiągalny, gdybyśmy zastosowali tylko jedną instancję wtyczki i powierzyli jej zapanowanie nad całym sygnałem z zachowaniem odpowiedniego impaktu.

Czy kompresory działające szeregowo muszą być połączone „jeden za drugim”?

Niekoniecznie. Niektóre kompresory, szczególnie te pełne charakteru (np. lampowe), potrafią lekko zaburzyć balans częstotliwości (uwypuklić sybilanty czy lekko zamulić cały miks), dlatego czasem warto rozważyć wpięcie pomiędzy kompresory korektora czy nawet minimalnie działającego de-essera. Wszystko zależy od tego, co dzieje się z naszym sygnałem. Trzeba się tu mocno skupić i wnikliwie analizować materiał, żeby odpowiednio i świadomie reagować na to, co usłyszymy. To jedyna droga do osiągnięcia głośnych, a przy tym dobrze brzmiących nagrań.

Kompresowaliście kiedyś w ten sposób? Kilka kompresorów zamiast jednego? Jakieś doświadczenia, wrażenia i obserwacje?
Zostawić komentarz ?

21 Komentarze.

  1. powiem Ci, że jak najpierw przeczytałem nazwę to myślę “o co chodzi?!”, ale jak przeczytałem, to przecież nic skomplikowanego, jedyne co, to trzeba mieć dobrze “wyczucie smaku” by odpowiednio kompresory ze sobą współgrały

    • Otóż to – trzeba iść do góry schodek po schodku ostrożnie stawiając każdy krok, bo wtedy się ani nie nadwyrężysz, ani nie umknie Ci żaden szczegół.

    • jeszcze mam pytanie. czy w tym rodzaju kompresji konieczne jest użycie jednego kompresora np. 3 razy, czy również można różne, ale je ze sobą “sparować” (coś jak mikrofony do nagrania stereo)?

    • *zparować
      przepraszam za błąd, późna już godzina, a za kilka godzin praca czeka 😳

    • Przyłączam się do pytania: czy zwykle używa się kilka razy tego samego kompresora?

    • Użycie tego samego kompresora nie jest wcale konieczne, ale i nie jest zabronione.

  2. Jeszcze nie przeczytałem a już gratuluję kolejnego świetnego wpisu 😛

    • Odważne stwierdzenie… A jakbym tam napisał, że jestem fanem Dżastyna Bimbera? 🙂

    • Oooo to next time muszę uważać…. Zestresował mnie ten Bimber 😕 ps. Chciałem też mieć pierwszy koment do wpisu na mój “dzień dobry” na tym blogu, ale za długo przysiedziałem przy wyborze emota co zaowocowało że pan Cielak mnie uprzedził 😛 Pozdrawiam wszystkich 😈

    • No to prawie Ci się udało 😉 Pozdrawiamy również!

  3. Remaztered

    Gratuluje. Mucha nie siada.

  4. Ja tam mam inną teorię, to znaczy może nie inną ale lekko zmodyfikowaną. Napisałeś żeby nie ruszać czasów. Otóż wydaje mi się, że ciekawiej i chyba bardziej plastycznie wyszłoby gdybyśmy dali na pierwszym kompresorze krótkie czasy żeby ścinał zbyt wysokie szczyty sygnału, a na kolejnych coraz dłuższe żeby masowały ogólny miks. W ten sposób właśnie kolejne przepuszczałyby transjenty limitowane przez pierwszy kompresor, a podnosiły poziom masy utworu.

  5. NiktWazny

    witam. powiem szczerze, że w teorii mastering nie wydaje się trudny – ale w praktyce ja np. dostałem łopatą w mordę. trudny ciężki proces. trudno osiągnąć zadowalającą głośność zachowując dobrą jakość.. no ale trzeba walczyć. czy po kompresji szeregowej zapodaje się kompresje wielopasmową ? czy to trochę mija się z celem ?

    • Praktyka to 90% sukcesu. Nie wystarczy wiedzieć, trzeba jeszcze umieć, a żeby to osiągnąć, trzeba sporo praktykować 🙂
      Co do kompresji (czy każdego innego procesu), tu nie działa się kategoriami “czy powinienem…”. Jeśli coś czegoś wymaga, to się to aplikuje, jeśli nie – to nie.

  6. NiktWazny

    rozumiem. trzeba dużo się nakręcić gałkami, aby to zabrzmiało 😀

    ps. dałeś jak dla mnie złotą radę w którymś z wpisów – żeby przyczyn złego brzmienia szukać w mixie. przekonałem się na sobie ile może dać powrót do sesji z mixem

    pozdro

    • Trzeba przede wszystkim świetnie nagrać, żeby mieć na czym pracować w miksie, bo dużo przyczyn leży zwykle w samej rejestracji… A jak masz jakieś byki w miksie i chcesz je poprawić podczas masteringu, to będziesz zwykle ganiał własny ogon…

  7. Blackberie

    jak się ma kompresja szeregowa do ratio? 😉 czy zapinając np. 3 kompresory (szeregowo) ratio się nie mnoży? czy dzieje się tak tylko jak np. podłączymy zewnętrzy kompresor i na łańcuchu damy też wirtualny kompresor?

    • Ratio kompresji się mnoży. Nie ma znaczenia czy kompresor jest wirtualny czy zewnętrzny.

Zostaw komentarz