Mastering – Zakres Dynamiki

O kompresji można rozmawiać bardzo długo. Jest to jedno z najpopularniejszych narzędzi używanych zarówno podczas nagrywania, miksowania, jak i masteringu.

Umiejętne użycie kompresora podczas nagrywania pozwoli zarejestrować bardziej kontrolowany sygnał, w pewnym stopniu zabezpieczyć przed nadmiernymi szczytami, które w konsekwencji mogłyby przeładować konwerter A/D, ale i potrafi nadać trochę więcej energii i intensywności niektórym instrumentom.

W trakcie miksu, możemy użyć kompresji do wielu celów, o których możecie poczytać TUTAJ.

Podobnie w masteringu – tu kompresor też jest dość często spotykanym elementem w torze sygnału, choć nie zawsze.

W każdej z tych trzech faz mamy do rozważenia inne aspekty, ale tym, co łączy kompresję w każdej fazie produkcji muzyki, jest jej zdolność do redukcji zakresu dynamiki sygnału i o tym będzie dzisiejszy wpis.

Czym jest zakres dynamiki?

Zakres dynamiki to nic innego, jak różnica pomiędzy najgłośniejszymi momentami w sygnale, a tymi cichszymi, w danym odcinku czasowym. Zwykle odnosimy się do niej w kontekście różnicy między szczytami (Peaks), a poziomem średnim (RMS). Zakres dynamiki wyraża się w decybelach – przykładowo, jeśli szczyty dotykają -1dBFS, a RMS rejestruje się na -12dBFS, mówimy o 11 dB zakresu dynamiki (DR – z ang. dynamic range). Dla jasności, zakres dynamiki „obowiązuje” na każdym poziomie postrzeganej głośności – weźmy na przykład brzmienie jakiegoś PAD-a, który siedzi w tyle miksu, np. na
-26dFBS, a jego pierwsze, inicjujące dźwięki, czyli atak – rejestruje się na -24dBFS. Jego zakres dynamiki będzie równy 2 dB niezależnie od tego, czy damy go głośniej, czy nie. To są dwie oddzielne kwestie.

Dlaczego zakres dynamiki jest tak ważny?

WYOBRAŹCIE SOBIE ŻE PISAŁBYM DO WAS WYŁĄCZNIE WIELKIMI LITERAMI Z POGRUBIENIEM I BEZ ZNAKÓW PRZESTANKOWYCH JEDNYM CIĄGIEM BEZ PODKREŚLENIA WAŻNIEJSZYCH SŁÓW I ISTOTNYCH KWESTII A DO TEGO ROBIŁBYM TAK BEZ PRZERWY NA CAŁEJ STRONIE I W KAŻDYM ARTYKULE…

Ciekaw jestem, jak dużo byście z takich wpisów zrozumieli i zapamiętali, ale przede wszystkim – jak długo byście to znieśli… Ja bym prawdopodobnie przestał czytać taki tekst po kilku linijkach. Przenosząc to na grunt muzyczny – jak odbieralibyśmy muzykę, która w każdym momencie była maksymalnie głośna? Ja bym jej nie odbierał, tylko wyłączył…  Dobrze wyprodukowana muzyka zawiera mieszankę momentów cichszych i głośniejszych. Jednostajnie głośny materiał bardzo szybko robi się nudny i męczący, dlatego kontrast w dynamice utworów jest jednym z podstawowych zabiegów stosowanych przy pisaniu, aranżowaniu i miksowaniu muzyki, ponieważ pozwala w pewnym stopniu kontrolować nasz sposób jej odbioru i emocje, których możemy podczas słuchania doświadczać.

Dynamika w aranżacji

Zauważcie, że z punktu widzenia aranżacyjnego, refreny są z reguły gęstsze, dlatego „uderzają” w nas mocniej niż zwrotki i czujemy swego rodzaju podniecenie, gdy nadchodzą. Podobnie sytuacja ma się w momentach kulminacyjnych niektórych utworów – na pewno znacie produkcje, w których prawie cała piosenka prowadzi do tego jednego miejsca, w którym dostajecie gęsiej skórki. To jest moment kulminacyjny, który powinien być najgłośniejszy, inaczej cały wysiłek autora muzyki idzie na marne. Najłatwiejszym sposobem na zrujnowanie takiego momentu jest nadmierna kompresja sumy (czy to podczas miksu, czy już w masteringu). Dajcie kompresor niedoświadczonemu realizatorowi, a on już zadba o to, żeby w tym momencie kompresor mocno przycisnął i ściszył to jedno, kluczowe miejsce, pozbawiając utwór jego wyjątkowości.

Dynamika w miksie

Nie bez powodu staram się Wam regularnie przypominać, że kompresor jest narzędziem świetnym, ważnym, ale i niebezpiecznym. Mimo jego wszystkich zalet, użyty nieumiejętnie, potrafi pozbawić życia nawet najbardziej dynamicznie napisany i zagrany utwór. Dbajcie o to, aby przepuszczać trochę sygnału nieskompresowanego, inaczej Wasza muzyka zabrzmi jak sprasowana pulpa. Są sytuacje, kiedy duża kompresja jakiegoś śladu będzie wskazana, żeby móc opanować zbyt dużą rozpiętość takiego sygnału. Jeśli więc mamy sensowne powody i jesteśmy w pełni świadomi sposobności jej użycia, nie wahajmy się tego zrobić. Należy tylko pamiętać, aby potem w jakiś bardziej kontrolowany sposób przywrócić trochę dynamiki do tak potraktowanego śladu, np. używając automatyki.

Dynamika w masteringu

To najbardziej newralgiczny etap, jeśli chodzi o kompresję i to w tym miejscu popełnianych jest najwięcej błędów. Ekstremalnym przykładem nadużycia kompresora (ale niestety dość częstym) jest sytuacja, w której zwrotki są głośniejsze od refrenów. Powody są dość oczywiste – za głęboka kompresja, za nisko ustawiony Threshold, niedostosowane czasy zadziałania i zwolnienia. Dzieje się tak, ponieważ oszczędniej zaaranżowane zwrotki mają potencjał na wyższy poziom RMS i nabierają przy tym tylko minimalnych zniekształceń (o ile w ogóle). Co innego, gęste refreny – te z uwagi na przeładowane instrumentarium zaczynają się przy dużej kompresji dusić, czego efektem jest… obniżenie ich postrzeganej głośności i wyraźne artefakty (zniekształcenia, skutki uboczne). Wsłuchajcie się szczególnie w produkcje popowe puszczane dziś w radiu (które dodatkowo ogranicza dynamikę emitowanego sygnału). Z pewnością zauważycie, że cichszy (z natury) wstęp z jednym czy dwoma instrumentami, brzmi trochę dziwnie, kiedy po nim wchodzą pozostałe instrumenty z sekcją rytmiczną, a całość jakby wtedy „siada”, bo robi się po prostu ciszej. Za dużo kompresji. Dużo za dużo…

Potęga ciszy

Jedno z najbardziej niedocenianych i obecnie niemalże zapomnianych narzędzi w pisaniu i produkowaniu muzyki. Chcecie zwiększyć zakres dynamiki i spowodować, żeby Wasza muzyka miała jeszcze większego „kopa”? Używajcie ciszy lub chociażby bardzo cichych momentów, wtedy moment powrotu całości na pełnych obrotach zmiażdży Was swoim impetem!

Analogia do filmu

Jak ktoś ogląda i lubi horrory (ale nie te klasy F), to wie, co to napięcie. Przestraszony i drżący bohater (w filmie klasy F będzie to niezbyt inteligentna blondynka) skrada się po ciemnym domu – jest tak cicho, że słychać każdy krok bosych stóp, muzyka w tle jest albo na ledwie słyszalnym poziomie, albo nie ma jej w ogóle – po czym dwa kolejne kroki bohatera… i nagle – BAM! Krótki wystrzał dźwięku, który podrywa z fotela nawet najtwardszych amatorów mocnych wrażeń. To jest potęga dynamiki. Fakt, film może sobie pozwolić na zdecydowanie większe odstępstwa w tej kwestii, ale wyobraźcie sobie, że Wasza muzyka mogłaby wywoływać w słuchaczach takie emocje…

Pamiętajcie, że bez cichego, nie ma głośnego. Jak coś jest non-stop głośno, to nie czujemy tego, że jest głośno, bo jest po prostu jednostajnie i nie ma z czym tej głośności porównać.

Jak sobie radzić z dynamiką?

Przede wszystkim, trzeba mieć świadomość tego, że dodając kompresji na każdym etapie produkcji, coraz mocniej i mocniej pozbawiamy sygnał dynamiki. Kompresja się niestety przez siebie mnoży, a nie dodaje – gdybyśmy podczas nagrywania wokalu dali Ratio na zewnętrznym kompresorze 3:1, a później w miksie dodali kolejny kompresor z ustawieniem 3:1, to w rezultacie otrzymamy sygnał zredukowany nie sześcio-, ale dziewięciokrotnie. Dodajcie później ewentualną kompresję sumy miksu, a potem jeszcze mastering… Dynamice możemy zaszkodzić na wielu etapach. Oto, co proponuję, aby temu zapobiec:

  • Podczas nagrywania – nie używajcie kompresji w ogóle, a przynajmniej nie na początku swojej przygody z dźwiękiem. Jak opanujecie pkt.2, to dopiero wtedy proponuję podejmować się nagrywania z kompresją. Jeżeli zaaplikujecie nieprawidłowe ustawienia do kompresora w nagraniu, to już tego nie cofniecie i jedynym skutecznym lekiem będzie ponowne nagranie.
  • Podczas miksowania – uważnie słuchajcie tego, co kompresor robi z sygnałem. Jeśli nie potraficie jeszcze wyraźnie usłyszeć działania tego procesora, to poświęćcie kilka godzin na zabawę z nim w różnych ustawieniach i na różnych źródłach dźwięku. Powinniście zapoznać się z tym, jak brzmi delikatna kompresja na pianinie czy wokalu, jak i z tym, jak brzmi hiper-kompresja na bębnach czy basie. Im więcej różnych przykładów, tym lepiej. Podczas testów nie bójcie się zmiażdżyć sygnału, ale i starajcie się użyć możliwie najmniej inwazyjnych ustawień i mocno wytężajcie słuch. Celem tych ćwiczeń jest przede wszystkim wychwycenie tego, jak brzmi minimalnie(pseudo-naturalnie) kompresowany sygnał.

Również warto porównać kilka kompresorów, bo one potrafią traktować dźwięk w bardzo różny sposób. Upewnijcie się, że dany kompresor robi w konkretnej sytuacji to, czego od niego wymagacie. Nie wpinajcie kompresora „dla zasady” i na każdym śladzie – jeśli pomaga osiągnąć zamierzony cel – świetnie, jeśli nie – wymieńcie go na inny lub wypnijcie go z toru sygnału. Naprawdę nie każda ścieżka potrzebuje kompresji, dlatego zawsze wciśnijcie magiczny guzik Bypass. Tak dla pewności…

  • Podczas masteringu – bądźcie bardzo, bardzo oszczędni. Miejcie świadomość tego, że wpływacie globalnie na CAŁY MIKS. Jeśli zdecydujecie się użyć tu kompresji (co nie zawsze jest tu konieczne), ustawcie bardzo małe Ratio – 1.5:1, może 2:1, ale nie więcej. Celujcie w minimalną ilość redukcji wzmocnienia – z reguły 1-2dB w zupełności wystarcza, a czasem i to bedzie za dużo.

Zrozumieć zakres dynamiki – podsumowanie

Najlepszym sposobem na zapoznanie się z tym zagadnieniem i pełnym go zrozumieniem jest przeprowadzenie dość odważnego, ale jakże obnażającego naszą wiedzę testu. Zróbcie kolejny miks… nie używając kompresji lub używając jej w ilości dziesięciokrotnie mniejszej niż zwykle. Nie tylko zrozumiecie, jak działa dynamika, ale i przyswoicie sobie to, jak naturalnie brzmiące instrumenty odnajdują się (lub nie) w miksie bez ingerencji w rozpiętość ich poziomów. Druga, wielka korzyść z takiego testu – nauczycie się, jak podchodzić do robienia lepszych nagrań, a kompresor przestanie Wam służyć jako wieczne narzędzie naprawcze. Taki test warto powtórzyć raz na jakiś czas – iście niesamowita metoda sprawdzenia robionych postępów.

Teraz Wasza kolej – jak często podczas nagrań, miksu czy masteringu myślicie w obsesyjny sposób o zakresie dynamiki?
Zostawić komentarz ?

32 Komentarze.

  1. w obsesyjny nigdy, ale fakt że sporo kompresorów zapinam podczas miksu. następnym razem zobaczę co się będzie działo przy mniejszej ilości.

    świetny wpis swoją drogą 🙂

    • A dzięki!
      Przytoczę przykład z własnego doświadczenia. Dziś robiłem miks i pod sam jego koniec coś mi na maksa nie pasowało. Niby proporcje git, panorama poprawna, wszystko na swoim miejscu, ale gdzieś po drodze utraciłem cały ‘jebut’ 🙂 Zacząłem się przyglądać swoim trzystu kompresorom i połowy się pozbyłem, a na reszcie trochę wyluzowałem. Po kilku korektach poziomów i wypięciu jednego z 2 kompresorów na sumie od razu odzyskałem ‘pazura’ 🙂

  2. ja kompresuję bębny – dość mocno, czasami dodatkowo werbel bardzo mocno, wokal – lekko, sumę miksu – też lekko, czego nauczyłem się od Igora ;], instrumentów syntetycznych praktycznie nigdy, czasem sample i bas, jeśli tego wymagają.

    podczas nagrywania wokali nie używam kompresora, po prostu ustawiam gain mikrofonu tak, aby nie było przesterów i tyle. ;]

    • Mądrze. Ja bym jeszcze na Twoim miejscu rozważył mniejszą kompresję werbla.

    • Bardzo podobnie robię, z tym,że zazwyczaj załączam kompresję na cały set perkusyjny, nie na każdy element osobno (oprócz ścieżek Room i Overheadów, które mocno kompresuję). Wokal kompresuje jeśli sytuacja tego wymaga, a instrumentów zazwyczaj w ogóle nie ruszam.

      Pozdrawiam 😉

    • ja stopę i werbel osobno i jeszcze dodatkowo sumę perkusji puszczając sygnał skompresowany i czysty na sumę miksu. dodam że robię hip hopowe beaty ;]

    • I dokładnie to niedługo zobaczycie na filmie 😉

    • Kompresję stosuję różną w zależności od potrzeb, np. bardzo nierówno dynamicznie zagrany werbel na całej ścieżce trzeba albo samplować albo mocno kompresować. Wniosek jest taki, że kompresji używa się żeby trochę zamaskować ludzki czynnik, dlatego im lepszy instrumentalista i lepszy jego sprzęt, tym mniej powinno się użyć wszelkich narzędzi do obróbki jego ścieżki.

      A to jest ta kompresja nowojorska, tak? Gdzieś tu jeszcze przeczytałem czy usłyszałem, że można ją stosować podczas masteringu, co sam już testowałem 😉

    • Słuszne spostrzeżenia, Łukasz. Tak, mówimy o kompresji nowojorskiej.

  3. Hej! Kiedyś kompresowałem wszystko i to na potęgę, ale ostatnio nawet trochę boje się używać kompresora i używam go aż za delikatnie. Musze się jeszcze sporo nauczyć w tej kwestii. Ciężko znaleźć mi złoty środek, najlepiej by było podpatrzyć jak to robią profesjonaliści, ale takich informacji w sieci chyba nie ma? 🙂 Mam pytanie co do “automatyki” w tym tekście: czy używasz jej do wyrównania poziomu sygnału przed wpięciem w kompresor, tak? A tak btw, Igor dzięki, że dzielisz się swoją wiedzą i doświadczeniem, dzieki Tobie dowiedziałem się jak wiele jeszcze nie wiem 😉 Pozdro!

    • automatyzuje się wyjście z kanału, czyli sygnał po wszystkich efektach. jeśli będziesz automatyzował sygnał przed kompresorem, może on wpłynąć na sygnał inaczej niż będziesz chciał.

    • W tej kwestii nie ma jednej, “prawidłowej” metody. ZAZWYCZAJ automatyzuje się poziomy już po wszystkich efektach w celu ostatecznego i bardzo dokładnego ich wyrównania, ale…
      Jeżeli masz przykładowo wokal, który w jednym momencie jest bardzo cicho, a w innym dość głośno, to warto go choć trochę wyrównać jeszcze przed wpięciem jakichkolwiek wtyczek, bo inaczej nie ustawisz optymalnie kompresora – jak dasz tyle kompresji, żeby tylko najgłośniejsze miejsca ogarnąć – to nie usłyszysz tych cichszych. Jak z kolei przysadzisz mnóstwo kompresji, by wyciągnąć te cichsze momenty, to głośniejsze będą zmiażdżone na potęgę. Ja w takich sytuacjach zwykle tnę audio na fragmenty i po prostu bezpośrednio je ściszam lub podgłaszam albo ewentualnie używam wtyczki Trim / Gain i to ją automatyzuję. Typową automatykę suwaka oszczędzam na końcową fazę miksu. Ewentualnie można zrobić ‘splita’, czyli podzielić wokal na dwie ścieżki – jedna z tymi cichymi momentami, druga z głośniejszymi i obrobić je wtyczkami niezależnie od siebie. Jak ze wszystkim – jest kilka sposobów.

  4. Dzieki za odpowiedź, rzeczywiście ‘split’ na elementy o różnej dynamice to świetny pomysł, tym sposobem kompresja nie bedzie zbyt mocna. Jeśli można spytać, robisz to od razu w Pro Tools’ie, duplikując ścieżki czy w jakimś zewnętrznym programie? Optymalizacja workflow to ważna sprawa 😉 pozdrawiam!

    • Ja nigdy nie wychodzę z Pro Toolsa – dosłownie i w przenośni 😀
      Do mojego workflow nie potrzebuję dodatkowych programów.

    • Ja pracuję na FL Studio. Niestety ścieżki nagrywam w Adobe Audition, a ostatnio nawet w darmowym Audacity i tam usuwam wszelkie niepożądane odgłosy/szumy. Sample tnę w Sony Sound Forge. Później przenoszę to wszystko z powrotem do FL Studio, gdzie robię miks i wcale nie jest to takie skomplikowane jak mówi to wieeeele osób 🙂 Dalej przechodzę z gotowym miksem spowrotem do Auditiona lub Sony Sound Forge i tam lekko podnoszę głośność i lekko koryguję pasmo. Sporo mam tych “przeprowadzek” i dlatego też planuję się przesiąść na inne DAW (nie wykluczam Pro Toolsa, bo jest pierwszy w kolejce)

    • Mobilny jesteś 😉

    • Hehe dosłownie tak to można nazwać 🙂

  5. bananovitch

    ja w swoich domowych superprodukcjach (ehe) korzystam z kompresji sporadycznie, a jeżeli już to raczej nieinwazyjnie. głównie w przypadku perkusji – stosuję kompresję równoległą, mieszając skompresowany sygnał z nieprzetworzonym. jeżeli chcę żeby coś w miksie było głośniejsze to raczej obniżam poziomy pozostałych ścieżek, niż od razu sięgam po kompresor. natomiast bardzo lubię wszelkiej maści saturatory/ocieplacze, ale też z nimi ostrożnie bo łatwo można wszystko przegotować. a ponieważ masteringu się boję i się nim nie zajmuję to kompresora nie zapodaję w ogóle ;p

    • Bardzo lekko kompresować możesz spokojnie 🙂 Wtedy każda ze ścieżek nabierze mocy, potem to wszystko złoży się w całość i będzie bardziej spójne. Jeśli przesadzisz z kompresją to oczywiście rezultat będzie odwrotny 🙂

  6. bananovitch

    pewnie że mogę – ale jakoś po prostu nie przepadam

    • Grunt, to osiągnąć zadowalające rezultaty, nieważne jakimi metodami.

  7. tomasznanus

    Jeśli chodzi o moje podejście do kompresora,robiąc muzykę klubową stosuje kompresje tylko na kick’u i werblach lub clapach,instrumenty kompresuje bardzo sporadycznie,jeśli jest taka potrzeba :)Na masterze stosuje kompresor multiband,to również zalezy od kompresora bo każdy ma swoje inne brzmienie..Pamiętam raz wpiąłem kompresor na scieżkę,wszystko świetnie grało,zapisałem sobie projekt,otworzyłem go za kilka godzin i ustawienia kompresora znikły, drugi raz nie potrafiłem zrobić tak jak było wcześniej 🙂

    • To zdumiewające, ile partii często w ogóle nie potrzebuje kompresji. Z drugiej jednak strony, są realizatorzy, którzy kompresują bardzo dużo i to tez potrafi dobrze zabrzmieć. Wszystko ma swoje miejsce…

  8. Ktoś tu pytał o zawodowców. No nie wiem jak jest z rozrywką, ale ja miałem okazję pogadać parę lat temu z realizatorami z jednej z najlepszych chyba firm zajmujących się nagraniami i postprodukcją (nawet do SACD) wszelkiej maści muzyki poważnej, operowej etc. Z grupy padło pytanie o kompresję, a odpowiedź była – żadnych. Tylko fader. Goście mają tak dopracowany sprzęt (dla trochę zorientowanych – dysponują własnoręcznie modyfikowanymi mikrofonami Schoeps’a, własnymi preampami, swojej konfiguracji komputerami z postawionymi na nich Pyramix’ami i zdaje się że chyba były tam też przetworniki Myteka, ale tego nie jestem pewny) i workflow przy nagraniach, że po przyjeździe np do moskiewskiej opery (a jeżdżą tam z Holandii!!) jeden dzień przeznaczają na szukanie najlepszych miejsc na powieszenie mikrofonów, ustawienie realizatorki (mają swoją, przenośną) zestawu odsłuchowego 5.0 (B&W serii 800) i uruchomienie tego wszystkiego. Robią zapis z kilku prób oraz właściwego występu, a potem przywożą ten materiał (nawet 1TB z jednego wyjazdu) do siebie i tam robią miks. Czytają partyturę i na tej podstawie wiedzą kiedy jaki instrument powinien wejść wyżej, a kiedy się schować w miksie. Korekcja minimalna. Mastering… chyba w ogóle tam nie istnieje, nie ma takiej potrzeby. Fakt, ich nagrania raczej nie nadają się do słuchania w samochodzie, ale jak ma się jakieś pomieszczenie gdzie można spokojnie posłuchać sobie tego materiału to naprawdę wymiata z kapci człowieka :D.

    • Muyzka klasyczna / poważna czy nawet jazz to trochę inny świat, gdzie ‘typowa’ realizacja miksu czy masteringu nie ma zastosowania. Taka muzyka brzmiałaby fatalnie, gdyby ją potraktować “nowoczesnymi” metodami produkcji. Tam musi być rozpiętość poziomów, naturalne plany, itd. Czego my, home-recordingowcy powinniśmy się od nich uczyć, to uzyskiwania prawie że kompletnego produktu już podczas nagrania, a przynajmniej powinniśmy się starać do tego dążyć. Jak coś uchwycisz dobrze u źródła, to potem nie trzeba tyle główkować w miksie. Oni to wiedzą i nie bez powodu spędzają cały dzień na ustawianiu mikrofonów, robieniu prób, etc.

  9. Remaztered

    Mialem przyjemnosc nagrac pare płyt z muzyka klasyczna (poważną…). Wg mnie taka muzyka nie wymaga prawie zadnej ingerencji (nie mowiac o montazu :)). Dobre omikrofonowanie i lekka kompresja dla wysterowania poziomu ogólnego wystarczy.

  10. Hej,

    wiecie może jak przy ściszaniu dokładnie przełożyć wartość z db na procenty:)?

    Czasem przekazując materiał mówię, że np. dany plik audio w konkretnych momentach powinien być ściszony o 6 db. Wszystko byłoby fajnie ale menadżer audio w sofcie, operuje na procentach więc dostaje pytanie “a ile jest to procent?” no i muszę szacunkowo mówić.

    Z matma nie mam problemu ale nie wiem od jakiej liczby w dół 0db jest liczone jako 100% :D.

    • remaztered

      Trzeba pamietac ze skala dB jest logarytmiczna.
      Chyba prosciej jednak aby czlowiek operujacy w %, wpiął miernik dB w kanał.

    • Dzięki za odpowiedź:).

      Z logarytmami tez nie mam problemu, może jakiś namiar na wiedzę co mi z tym pomoże:)? Bo niestety jak jest silnik np. unreal to tam nie ma za bardzo możliwości wpinania mierników w db. Tym bardziej jak jeszcze niektóre wydarzenia są powiązane z programowaniem.

      Druga sprawa, że nawet jak się da coś zrobić to mój wizerunek słabo wychodzi na tym. Zamiast dac prostą odpowiedź(ściszyć o tyle procent) to będę pisał o rozwiązaniach o których mam mgliste pojęcie bo ile narzędzi w muzyce to tyle w programowaniu:D.

      Póki co radze sobie ściszając procentami i dając mniejwięcej bliskie liczby :D, ale fajnie byłoby jakoś to prosto zamienić. Bo to taka mała niby śmieszna rzecz, a jednak jest.

  11. A jak to jest w interfejsach? Np. Jeden z interfejsów ma na wszystkich wejściach dynamikę rzędu 105 dB A-ważone, a drugi 110 dB A-ważone. Zdaje sobie sprawę z tego, że róznica jest bardzo mała, ale jak to odnosi się do praktyki, czy im większa wartość dynamiki na wejściach tym lepiej, czy im mniejsza tym lepiej? pozdrowienia, świetny wpis. 😛

    • Im większy zakres tym lepiej, bo większa jest odległość między maksymalnymi poziomami przed przesterowaniem a poziomem szumów. Ale w praktyce, te 2 dB nie robią znaczącej różnicy – nikt tego nie usłyszy 🙂

Zostaw komentarz