Domowe Studio Nagrań – Dobrodziejstwo Czy Przekleństwo?

Dziś będzie trochę bardziej refleksyjnie…

Naszła mnie taka myśl ostatnio, że te wszystkie nasze kochane DAW-y, które pozwalają nam na urealnianie najbardziej wyszukanych pomysłów muzycznych, to jedna wielka zmora, ale i dar z niebios za razem.

Dla tych, którzy dali się złapać w sidła produkcji muzycznej stosunkowo niedawno, pewnie nie ma to aż takiego znaczenia, bo przecież dla nich programy do nagrywania istniały od zawsze…

No, w każdym razie, odkąd pamiętają.

Ci lekko starsi na pewno dobrze pamiętają czasy nagrywania na taśmę w wielkich studiach, z ogromnymi konsoletami, mnóstwem sprzętu analogowego, zdolnym realizatorem i asystentem, często sporym budżetem i wielkimi wymaganiami ze strony wytwórni.

Tradycyjne Studio Nagrań

Nie w głowie mi oczywiście smętny, sentymentalny tekst o tym, co przeminęło. A w każdym razie, przemija – choć tylko w pewnym sensie i do jakiegoś stopnia. Wielkie studia nagraniowe jeszcze nie wyginęły i nie sądzę, żeby kiedykolwiek spotkał je taki los. Mało tego, da się jeszcze natrafić na miejsca, w których nadal nagrywa się na taśmę – jakby czas się w nich zatrzymał. Ale z uwagi na spore koszty eksploatacji i lekko utrudniony dostęp do komponentów elektronicznych czy fachowców umiejących się takimi klasycznymi urządzeniami posługiwać i je serwisować – takich miejsc jest rzeczywiście mniej niż kiedyś. Mimo iż ostatnimi laty głośno jest o tym, że planuje się zamknięcie legendarnych placówek tego typu (np. Abbey Road Studios w Londynie), to nadal popyt na oferowane przez nie usługi jest stosunkowo duży. Thank f**k.
Spory udział w takim rozwoju sytuacji ma oczywiście rozkwit technologii cyfrowych, który (w wielkim skrócie) pozwolił na wykonywanie sporej części zadań, kiedyś typowych dla fachowego studia – w zaciszu domowego studia. Mówię „w wielkim skrócie”, bo nie jest to jakby bezpośrednia przyczyna. Chcę tylko zaznaczyć, że wraz z nastaniem ery cyfrowego nagrywania i popularyzacji DAW-ów, dostęp do programów i sprzętu potrzebnego do robienia nagrań we własnym domu, znacznie się zwiększył – co z chęcią wykorzystali entuzjaści rejestrowania wszystkiego, co wydaje dźwięki. Reszta, to już historia.

Domowe Studio Nagrań

Nie potrzebujemy już sześciocyfrowego budżetu na nagranie płyty, nie potrzebujemy sztabu ludzi odpowiedzialnych za każdy aspekt projektu – producentów, menadżerów, instruktorów śpiewu, drum-tech-ów czy gońców. A już tym bardziej nie potrzebujemy księgowych czy zarządu. Dziś każdy może nagrać własną płytę w domu, wydając na to promil (bo nawet nie procent) kwoty, jaką musiałby wyłożyć planując nagrania w „prawdziwym” studiu nagrań. Może nie są to już tak bajońskie sumy jak kiedyś, bo i studia zostały zmuszone do obniżenia swoich stawek, aby przetrwać – ale nadal koszt zrobienia płyty we własnej sypialni jest nieporównywalnie niższy. W zależności od rodzaju muzyki, którą uprawiamy, nasze wydatki ograniczają się zwykle do zakupu stacji roboczej, interfejsu audio, odsłuchu (monitorów / słuchawek), adaptacji akustycznej pomieszczenia (tak często zaniedbywanej), mikrofonu i ewentualnie instrumentu (-ów) – tak pokrótce. Wychodzi na to, że koszt podstawowego zestawu narzędzi, potrzebnego do zrobienia pełnego albumu, płyty demo, czy EP-ki, od początku do końca – nie przekracza przyzwoitej miesięcznej pensji.

W ciągu kilku ostatnich lat, wysyp domowych studiów nagrań jest szczególnie mocno zauważalny i w sumie, trudno się temu dziwić. Dziś każdy muzyk posiadający w domu komputer może w mgnieniu oka i z niewielkim wkładem finansowym rozpocząć prace nad swoim albumem i to bez wychylania nosa za okno swojej sypialni.
Taka sytuacja na pewno mocno podbudowuje amatorów pani „Produkcji Muzycznej”, ale za jej chytrymi plecami kryje się mnóstwo pułapek, o których młodzi adepci tej jakże pięknej sztuki często pojęcia nie mają. Zanim przejdziemy do „plusów ujemnych”, podsumujmy najpierw te „dodatnie”, czyli przemawiające za posiadaniem domowej pracowni z cyfrową stacją roboczą:

  1. Ogromna oszczędność kosztów. Koszt kilku dni pracy w studiu jest równy naszemu całemu setup-owi, który będziemy wykorzystywać przez najbliższe lata.
  2. Wygoda pracy we „własnym świecie”. Każdy wie, że komfort podczas nagrania, to jeden z gwarantów świetnych wyników. W wynajętym studio, przez pierwsze godziny, czesto czujemy się nerwowi, stremowani, nieskupieni, a presja czasowa (czyt. finansowa) różnie wpływa na różnych ludzi – z reguły negatywnie.
  3. Niezależność czasowa. Nagrywamy wtedy, kiedy mamy ochotę, czas, możliwości, „wenę” – 4 nad ranem czy druga w południe – jesteśmy panami swojego losu.
  4. Brak narzuconych terminów. Nie musimy się spieszyć z ukończeniem naszych produkcji. Pracujemy we własnym tempie i nikt nie zagląda nam zza pleców, pytając: „Długo jeszcze?”
  5. Możemy realizować najbardziej szalone i skryte pomysły. Nasz wyobraźnia nie jest ograniczona przez pana z wąsem, który szorstko stwierdzi: „tak się nie robi”. Ja zawsze chciałem zrobić EP-kę składająca się wyłącznie z piosenek na mandolinę, banjo albo ukulele. Obecnie jestem na etapie nauki gry na tym ostatnim. Może Ty planujesz nagrać album pełen odgłosów skrzypiącego tapczanu puszczanych od tyłu? Proszę Cię bardzo.
  6. Korzystając w domu z DAW-ów nie mamy w sumie żadnych ograniczeń (zazwyczaj, zdarzają się wyjątki):
  • mamy nieograniczoną ilość śladów
  • dzięki wtyczkom VST, mamy dostęp do każdego istniejącego na świecie instrumentu i procesora studyjnego (jego cyfrowego odpowiednika)
  • możemy edytować każdy, nawet najmniejszy element naszych nagrań, czyli poprawiać timing (punktualność), strój (instrumentów i głosu) i wiele innych
  • możemy w nieskończoność dobierać brzmienia (syntezatorów, symulacji pieców gitarowych, romplerów perkusyjnych) i wielu innych
  • możemy wielokrotnie nagrywać daną partię i na koniec dnia wybrać najlepsze jej wykonanie albo zmontować master-comp z fragmentów wszystkich podejść…
  • możemy korzystać z wszelkich innych udogodnień, plug-inów, algorytmów, funkcji, zaawansowanych obliczeń wewnątrz DAW, o których nie śniło się inżynierom 20 lat temu.

Można by tak wymieniać jeszcze długo, ale nie w tym rzecz. Wszyscy doskonale wiemy, jak wygodna jest praca na komputerze we własnym pokoju. Ale spójrzmy teraz na minusy takiej sytuacji:

  1. Brak wiedzy w ogólnie pojętym temacie produkcji muzycznej.
    Dziedzina realizacji dźwięku jest bardzo obszernym tematem i zatacza swe kręgi wokół wielu nauk ścisłych (fizyka, elektronika), wiedzy muzycznej (komponowanie, aranżowanie, rytmika, harmonia…), znajomości panujących trendów w muzyce (kto jak kto, ale inżynier dźwięku musi być zawsze na bieżąco), jak i pewnej wrażliwości muzycznej. Nie wystarczy nam wiedzieć, że Hendrix grał na „Stratach”, a Ray Charles był niewidomy.
  2. Brak doświadczenia w pracy realizatorskiej.
    W tym świecie liczy się przede wszystkim to, co umiesz. Doświadczenie z reguły idzie w parze z wiedzą. Bez opanowania tych dwóch elementów daleko nie zajdziemy. Będąc w studio zawsze możemy liczyć na cenne uwagi i wskazówki od realizatora. Nie bez powodu Sir George Martin nazywany jest „piątym Beatlesem”… Możliwość skorzystania z czyichś umiejętności w realizowaniu nagrań jest błogosławieństwem. Szczególnie, że „stary wyjadacz” za konsoletą prawdopodobnie pracował z muzykami z przeróżnych kręgów muzycznych i jeśli ma dobry dzień (zawsze uważałem, że tekst „Proszę nie drażnić rekina” wypłynął z jakiejś sesji nagraniowej), to będzie skory wiele nam i naszej muzyce pomóc.
    Mnóstwo potrzebnego doświadczenia można zdobyć tylko i wyłącznie biorąc udział w prawdziwych sesjach. I tyczy się to zarówno umiejętności obsługi sprzętu, roztropnego planowania działań, jak i sztuki pracy z ludźmi. Ta ostatnia zdolność przydaje się szczególnie wtedy, gdy gościmy w skromnych progach swojego studia klientów. Czy będzie to nasz najlepszy ziomek z osiedla, czy ktoś nieznany, to właśnie w tym miejscu takie zdolności się przydadzą. Zadowolony klient z reguły wraca, więc jeśli planujemy uczynić naszą pracownię źródłem jakiegoś dochodu, musimy koniecznie opanować te umiejętności do perfekcji.
  3. Brak odpowiednich warunków.
    Nie oszukujmy się, podstawa dobrych nagrań, to przede wszystkim odpowiednie warunki pomieszczenia. Typowa sypialnia, pokój na poddaszu czy stara piwnica zawsze będą nastręczały wielu problemów z akustyką, izolacją i przeczulonymi sąsiadami, którym możemy zepsuć popołudnie z „Modą na sukces”. Nie bez powodu sporą część kosztów budowy studia nagrań stanowią materiały izolujące, pochłaniające i rozpraszające. Mało tego, w przypadku naprawdę poważnych inwestycji, sprowadza się to do zaprojektowania całego studia od fundamentów – od konstrukcji i kształtów począwszy, przez „pływające podłogi”, „pomieszczenie w pomieszczeniu”, przez zaawansowany systemem wentylacji, oddzielny system zasilający i tak dalej. Nasza sypialnia z gołymi ścianami i wymiarami 3 x 4, to bardzo słaby start. Tu mała rada – jeśli traktujecie pracę z dźwiękiem choć trochę bardziej serio, to zamiast rozglądać się za nowym mikrofonem, zestawem wtyczek, czy lepszym interfejsem – skierujcie swoją uwagę na chociaż podstawową adaptację akustyczną pomieszczenia. Nie, żebym od razu sugerował rozbijanie wielkiej świnki i inwestowanie kilku tysięcy złotych w rozwiązania komercyjne, ale zacznijcie od kilku absorberów szerokopasmowych w kilku newralgicznych miejscach, to zorientujecie się, co to znaczy kontrolowany dźwięk w pomieszczeniu i jak się uzyskuje „ten” magiczny dźwięk. Tu mała podpowiedź – pianki/gąbki/piramidki nie mają wiele wspólnego z adaptacją. Nie warto wydawać na nie pieniędzy, bo i tak po jednej sesji nagraniowej czy mikserskiej zedrzecie je z impetem ze ścian. Jak myślicie o ich zakupie, to lepiej pomalujcie sobie ściany w pokoju na kolor burakowy, uzyskacie mniej więcej taką samą poprawę w akustyce…
  4. Braki sprzętowe.
    Każde szanujące się studio dysponuje profesjonalnym sprzętem do rejestracji nagrań. Bynjamniej nie twierdzę, że używanie tylko najwyższej klasy urządzeń jest konieczne do zrealizowania porządnych produkcji, bo to jest wierutna bzdura, ale chcę tylko zasygnalizować, że typowe domowe studio z jednym mikrofonem znacznie ogranicza nasze pole manewru w różnych sytuacjach. Z drugiej strony, kupowanie szesnastego mikrofonu czy najnowszych plug-inów też niczego nie gwarantuje, bo liczą się zdolności osoby używającej tych narzędzi. Inna kwestia, że mało którego posiadacza studia domowego stać na więcej niż podstawowy zestaw z jednym mikrofonem, a lista gadżetów może być naprawdę długa… Jeśli nachodzą Was myśli o jakimś zakupie do studia, to przemyślcie przede wszystkim to, czego najbardziej Wam brakuje, co bezpośrednio wpłynie na jakość Waszych produkcji. Dam sobie środek głowy ogolić, jeśli w 90% nie będzie to adaptacja akustyczna. Miło jest mieć zewnętrzny, dedykowany preamp wyższej klasy niż ten w interfejsie, ale gwarantuję, że nie usłyszycie dobrze jego walorów, dopóki warunki odsłuchowe nie będą przynajmniej akceptowalne. I przede wszystkim pamiętajcie, że posiadanie konkretnego narzędzia, nie czyni nas jeszcze fachowcami – możemy kupić sobie skalpel – ale czy to od razu robi z nas chirurga…?
  5. Niedostateczna znajomość swoich narzędzi (w tym DAW).
    Nie muszę chyba nawet pisać o tym, że studio nagrań nie zatrudnia byle kogo z ulicy i w obecnych czasach, jednym z wymogów pracy w takim miejscu jest bardzo dobra znajomość stacji roboczej, której się w danym studiu używa. To nie podlega nawet dyskusji. Nagrywając swój materiał w studiu, nie musicie się martwić o to, że realizator nagle wypali przez „talkback”, że musicie poczekać 5 minut, bo on nie wie, gdzie się nową playlistę w tym „gupim programie” włącza… Myślę, że dość szybko musiałby stamtąd palić laczka… Zróbcie sobie (i ewentualnym klientom) przysługę i przeczytajcie instrukcję obsługi Waszego DAW, zaopatrzcie się w kursy na DVD, zapiszcie się na jakieś warsztaty – cokolwiek. Poznajcie swoje środowisko pracy zanim powędrujecie na jakieś forum i zadacie podstawowe pytanie o obsługę DAW, których jest już tam i tak o 3 miliony za dużo. Wertując instrukcję w poszukiwaniu odpowiedzi natraficie z pewnością na dziesiątki innych rzeczy, o których nie mieliście pojęcia i jako skutek uboczny – będziecie bogatsi w dodatkową wiedzę. Zdobytą samemu, bez kompromitacji i publicznego linczu. To samo tyczy się wszystkich innych narzędzi, które macie w studio. Poznajcie ich mocne i słabe strony i korzystajcie na co dzień z tej wiedzy. Zanim się obejrzycie, Wasze nagrania zaczną brzmieć coraz lepiej.
  6. Nieznajomość pewnych kanonów sztuki.
    Możemy mieć nawet najbardziej wybujałą wyobraźnie i naprawdę chcieć zrobić album będący odą do tapczanu, ale pomoc pana z wąsem może się okazać bezcenna, bo jest bardzo prawdopodobne, że realizował w przeszłości nawet bardziej pokręcone projekty i ma w zanadrzu tabletki, o których istnieniu nie mieliście pojęcia. Ale na poważnie – trzeba mieć trochę rozeznania nawet w alternatywnych produkcjach, bo i one, wbrew pozorom – trzymają się pewnych zasad. Eksperymenty są świetne, komercyjne płyty są nimi przepełnione, ale są to zwykle eksperymenty lekko kontrolowane, tzn. przeprowadzone pod nadzorem osoby dorosłej, która nie raz się pewnie sparzyła. Uczmy się na błędach innych.
  7. Dążenie do krystalicznie czystych nagrań z „najlepszą jakością”.
    Teoretycznie są one w dzisiejszych czasach w zasięgu ręki, ale to trochę droga donikąd. Nie dajmy się nabrać na tani slogan reklamowy, że super czyste nagrania oferowane przez mega-transparentne preampy czy konwertery, to klucz do sukcesu. Kiedyś nie było takich udogodnień, taśma i lampy szumiały jak opętane, a nawet potknięcia (o ile w kontekście) były zostawiane w nagraniu, bo dodawało to realizmu i smaku. Któż nie lubi usłyszeć gdzieś między ścieżkami przesłuchu z mikrofonu z reżyserki czy lekko trykającego wzmacniacza gitarowego albo latających przez cały live room pałek perkusyjnych uderzających w mikrofony ambientowe po skończonym ujęciu (mój faworyt). Nie jest to oczywiście wyłącznie domena starszych nagrań, do dziś w studiu zdolne ucho realizatora dokona selekcji materiału z dysku twardego i prawie zawsze znajdzie się coś nietypowego, co w piękny sposób wpasuje się w dany utwór. A cóż my możemy zaoferować, jako „smaczek studyjny”? Dźwięk otwieranej puszki z piwem, podpalanego jointa, warczącej lodówki czy jęczącego kota przygotowującego się do skoku w głębiny akwarium z rybkami?
  8. Teraz, jako kolejny minus, mogę wymienić wszystkie plusy pracy z DAW opisane kapkę wyżej… (pomyślicie, że jestem schizofrenikiem i nie będziecie w sumie w błędzie, ale czytajcie dalej):
  • Nieograniczona ilość śladów. Co za bezsens. Do zrealizowania porządnego utworu powinno starczyć maksymalnie 20-30 śladów. Jeśli na tylu ścieżkach nie udało nam się uchwycić esencji utworu, to dodanie kolejnych dwudziestu na pewno tego nie zmieni. Jeśli 16 ścieżek w sesji bezustannie walczy o uwagę, to myślicie, że kolejne 8 sprawi, że zrobi się klarowniej?? Spróbujcie następującej rzeczy: Tworząc nową sesję, postanówcie sobie twardo, że limit tracków audio, to sztuk 24 i trzymajcie się tego, jak wyroczni. Mówimy oczywiście o typowej sesji kilkuosobowego zespołu. Młodzi bitmakerzy czy raperzy zwykle korzystają z dwóch śladów stereo, prawda? Macie więc łatwiej, nie będę Wam proponował ograniczania się do jednego śladu.
  • Nieskończoność instrumentów VST i kwadryliardy brzmień z bibliotekami po kilkadziesiąt GB. Bądźmy poważni, przejrzenie wszystkich brzmień w ramach jednego tylko instrumentu od Eastwest Quantum Leap zajmie Wam około 7 lat. Z przerwami na sen i kawę. W tym czasie, „konkurencja” wyda już dziesiąty album. Moja rada – przede wszystkim, przestańcie kraść kolejne instrumenty z torrentów. Wasz komputer – Wasze zmartwienie, ja na Was nie doniosę, bo mi to lata koło kciuka, ale zastanówcie się nad czymś innym. Jak często korzystacie z tych brzmień? Ile czasu spędzacie na dobraniu odpowiedniego brzmienia do kawałka? Jeśli 5 minut, to nieźle, ale jeśli 2 godziny, to prawdopodobnie cała inspiracja już dawno wyleciała przez okno i właśnie w pięknym stylu straciliście cenny czas. Nie mówię, że instrumenty wirtualne to zło, ale znacznie lepiej jest zaopatrzyć się w sztukę jedną i poświęcić dzień czy dwa na pełną jazdę testową i może utworzyć własny katalog ulubionych brzmień, żeby potem w trakcie prawdziwej sesji móc je w mgnieniu oka przywoływać. Pomyślcie o tym zanim kolejny raz będziecie pstrykać między presetami do trzeciej w nocy.
  • Nieskończone możliwości edycji. Nauczcie się dobrze swoich partii, przetrenujcie je do upadłego – tak, aby w momencie włączenia nagrywania, móc je zagrać z zamkniętymi oczami. Podczas nagrywania o wiele bardziej skupicie się na „smaczkach”, a nie będziecie rozproszeni myśleniem, typu: „kurcze, za chwilę wchodzi refren, jak ja to grałem…?”, itd. To samo tyczy się wokalu – rozgrzejcie głos, przećwiczcie daną partię i nauczcie się słów na pamięć. Czytanie z kartki słychać. Taki wokal zawsze wyjdzie suchy i nieprzekonywujący. Każdy realizator w studiu Wam to powie i będzie się na Was dziwnie patrzył jak wyciągniecie z tylnej kieszeni zmiętolone notatki na odwrocie ulotki ze szkołą angielskiego. Dobrze wykonana partia oznacza minimum edycji, np. przycięcie początku i końca ścieżki, pozbycie się ewentualnych hałasów, etc. Realizator w studio Wam powie, że macie nagrać najlepiej, jak się tylko da. Z dwóch powodów – po pierwsze, dobrze nagrana partia jest już sama w sobie skarbem i brzmi lepiej niż „sklejka” z kilkunastu podejść. Po drugie – perspektywa spędzenia kilku godzin na edycji ścieżek, to słaby plan na piątkowy wieczór. Następnym razem, jak będziecie nagrywać, to wyobraźcie sobie, że siedzi z Wami realizator i dokładnie nasłuchuje. Różnica tylko polega na tym, że po nagraniu, to Wy będziecie tym realizatorem i to Wam przypadnie ta wspaniała rola edytora. Więc nie kopcie pod sobą dołków.
  • Wszelkie inne udogodnienia w DAW. One są tu po to, aby przede wszystkim usprawnić i przyspieszyć naszą pracę. Znać je trzeba, bo nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie nam skorzystać z Elastic Audio czy Flex Time – może akurat znajomy perkusista poprosi Was o lekkie wyrównanie punktualności jego śladów – kto wie? Pamiętajcie jednak, że kiedyś nie było tak zaawansowanych technik pracy w studio, a „magia” nagrań brała się ze szczerej pasji, miłości do muzyki, warsztatu muzyków, interakcji między ludźmi w studio i z dobrze skomponowanych, zaaranżowanych i zagranych utworów. Ciężko mówić o lawinie emocji i burzy mózgów, kiedy siedzimy w pokoju samemu czy z kolegą i żaden z nas nie wie do końca o co chodzi z synkopami i dlaczego ten rytm nie „buja”. Równie trudno jest uzyskać elektryzujące i emocjonujące nagranie, kiedy wszystkie partie nagrywamy samemu, jedna po drugiej. Następnym razem, może warto zaprosić znajomego basistę czy gitarzystę, zrobić małe jam-session i połączyć siły podczas nagrania. Prawie każdy realizator w studio preferuje nagrywać cały zespół na raz, na tzw. Setkę, bo jeśli muzycy reprezentują dobry poziom, to przekaz emocjonalny utworu wyłoni się sam z siebie, naturalnie. Trudno jest to stworzyć, gdy samemu nagrywacie do metronomu.

Podsumowanie

Nie zrozumcie mnie źle, jestem jak najbardziej zwolennikiem nagrywania w domu i korzystania z DAW-ów. Niemniej jednak, chciałem w tym lekko przydługim wpisie zaznaczyć, że warto poznać świat realizacji od tej bardziej profesjonalnej strony. Znajdziemy w nim mnóstwo rzeczy (nie chcę pisać „sekretów”, bo to nie na miejscu), których poznanie otworzy nam nowe horyzonty i pozwoli spojrzeć na naszą pracę nieco inaczej. Jeśli myślicie poważniej o związaniu swojej przyszłości z tym zawodem, to zgłębiajcie swoją wiedzę, ćwiczcie na młodych i niedoświadczonych jeszcze zespołach, wokalistach, raperach i samych sobie, a w międzyczasie poszukajcie jakiegoś stażu czy innej możliwości zaczepienia się w prawdziwym studiu. Mało tego, że miernik poziomu zadowolenia Wam skoczy do sufitu, to dla kontrastu, jak się zorientujecie, nad czym trzeba mocno popracować i jak wielkiego wkładu wymaga prowadzenie Waszego domowe studio – szczęka Wam opadnie do podłogi.

Nie ma lekko…

Zostawić komentarz ?

68 Komentarze.

  1. Nie ma lekko. Zwłaszcza, że coraz częściej temat sprowadza się do “o, to jest fajne. ściągnę sobie”. I bez względu na to czy będzie do czegokolwiek potrzebne, czy będę potrafił to wykorzystać, czy znam w ogóle przeznaczenie – ściągam, bo przecież w internecie, to za darmo… Dygitalizacja zabija niestety proces realizacji dźwięku. Przez to powstają takie gnioty jak dżastin bimber, czy ta rebeka cośtam. I to jest smutne. Kiedyś w żadnym szanującym się studio by tego nie zrealizowali, bo nikt by tego nie chciał słuchać. Teraz niestety wszyscy mają dostęp do sprzętu i softu (jak nie za darmo, to po względnie niskich kosztach, jak zauważyłeś) i zewsząd atakuje nas często zwyczajny chłam. A ludzie przestają wymagać i mamy pętle, z której wychodzi coraz więcej syfu.

    Ja też jestem fanem homerecordingu, ale przeraża mnie to w jaki sposób to wbija się w świat komercyjny… 🙄

    • What a pain… It hurts my brain 😆 No co, music maker w nowej odsłonie. Zainstaluj, wrzuć pętle, dograj wokal (z obowiązkowym strojeniem a’la autotune) i masz hiciora 😆

    • Obawiam się, że niestety w mniejszości są ludzie, którzy to zauważają. Chłopcy myślą, że jak sobie kupią MPC czy Cubase’a, to już mają studio i są ‘producentami’ 🙂 BTW, taką porażkę ostatnio zauważyłem: http://www.izotope.com/products/audio/tpaineffect/
      Jeżeli ktoś to kupi, bo uwierzy w te brednie, co ten koleś wygaduje, to mocno współczuję. Żenada, że Izotope to w ogóle wypuszcza – no cóż, taki rynek, jaki popyt 🙂

    • T-Pain Effect to zabawka. Wszystko to co jest zawarte w tym pakiecie można zrobić na podstawowych narzędziach w niemal każdym środowisku.

      Mało wiem o prawdziwym hardware, bo po za komputerem niczego innego nie posiadam. JP8000 to chyba jedyny zewnętrzny sprzęt jaki podłączałem 🙂

      Odnośnie całości.. dzisiaj mówi się tak:
      “Nie ważne na czym robisz, ważne jak brzmi efekt końcowy” i ja się z tym zgadzam.

    • Prawda – liczy się znajomość swoich narzędzi i końcowy rezultat. Co do tej śmiesznej zabawki, to moim zdaniem, jest to ostre przegięcie. Początkujący gotowi będą pomyśleć, że kupią taką zabawkę i będą fajni jak T-Pain… Tymczasem ten efekt był tak wiele razy użyty i nadużyty, że jak dla mnie jest już przeżytkiem i powinni go zabronić albo chociaż za jego użycie chłostać 🙂

    • mnie niesamowicie wkurza i za razem boli ta inwazja robotów ;p przepraszam, ale co to ku**w ma być? śpiew? a gdzie cała ekspresja, emocje jakie się wkłada w nagranie, nie mówiąc już o umiejętnościach wokalnych i barwie głosu wokalisty. powinni zabronić tego używać, bez kitu ;p

    • Ehh… Widać, że iZotope musi z czegoś żyć, bo coraz częściej wydają jakieś dziwne wtyczki. Amator na tym się niczego nie nauczy, nawet mu zaszkodzi. W innym artykule ktoś tu poruszył temat one-knob’ów, jak ktoś myśli poważnie o nagrywaniu, nawet hobbistycznym, to mimo wszystko warto mieć trochę świadomości stosowanych efektów. Zresztą, po to istnieją Zakamarki żeby tą świadomość posiąść 😀 Co do ilości plug-in’ów to póki co mam kilka i myśle, że do homerecording’u nie trzeba mieć niewiadomo czego, bo po prostu ciężko odróżnić w takich warunkach jedną wtyczkę od drugiej.

    • Gie, słuszne uwagi. Jeśli chodzi o OneKnob-y, to ja osobiście ich odradzałem, bo uważam je za “odmóżdżacze” 😉

    • rozny wybacz ale nie zgodze sie troszke z toba … takie gnioty jak Dzastin bimber powstaja ze względu na potrzeby rynkowe które trzeba zapełnić tylko i wyłącznie 🙂 (to jest moje zdanie) I osobiscie uważam że proces realizacji dzwieku zabijają sami ludzie, realizatorzy, używając i nadużywając takich pluginów jak TPAINEEFFECT, AUTOTUNE choć uważam że autotune, czy też melodyne to dobre pluginy (choć każdy z nas wolałby nie fałszującego wokaliste) oczywiscie użyte beż przesadyzmu !! lekkie korekty lekkie efekty czasem moga wyjsc na dobre (nie mowie tu o tym efekcie TPAIN) wszystko zalezy od tego, jaki mamy cel przy realizacji danego utworu, ja ostatnio stawiam na realizm a nie na brzmienia kosmosu 🙂

    • Adam, generalnie każdy plug-in może być dobry, jeśli się wie, jak go użyć. U mnie na porządku dziennym jest Auto-Tune czy Melodyne, bo wokaliści mało się przykładają do porządnego śpiewania. Nadużycia w stylu T-Paina są już po prostu passe. Co do Bimbera 😉 i jemu podobnych, to tu chodzi bardziej o stworzenie ‘produktu’ i zarobienie pieniędzy, a nie o wartościową muzykę…

    • to jest akurat fakt, że chodzi o produkt. Ale gdyby nikt tego nie chciał słuchać, nikt by tego nie zrobił. I takie rzeczy są potrzebne na rynku. Dla nas to gniot a dla młodych nastolatków to jest “muzyka” coś jak w rodzaju Gosi Andrzejewicz i Gosiomaniaków 😀

    • Zapotrzebowanie kreują rozgłośnie i stacje telewizyjne. Zdrowy człowiek w życiu by nie zgłosił potrzeby słuchania czegoś takiego jak te małoletnie gwiazdeczki. Prawda jest taka, że do takiego rozwoju wydarzeń przyczynia się zwłaszcza rozwój homerecordingu, bo coraz łatwiej można zaprezentować światu kilka sampli swoich możliwości. To potem leci, a podłapane przez komercyjne stacje, które zwęszą hajs robi karierę. Gdyby nie piekielnie łatwy dostęp do sprzętu i softu takie gnioty jak Bibery czy inne dzieciaki by w życiu nie pojawiły się na listach przebojów. Może lokalnie odniosły by jakiś niewielki sukces i tyle. Myślicie, że 15 lat temu nie było takich talentów? Było i to mnóstwo, tylko nagrywali na jamniki i trzymali na kasetach w szufladzie…

    • tak nawiasem mówiąc ci też są nagrani na czysto:

      http://www.youtube.com/watch?v=cmsvEhce_GQ

      power of home recording :mrgreen:

    • Nic, tylko mu odbić tego lachona 😈 Pokochałem jej taniec.

    • A najbardziej boli mnie, że potem takie “gwizdy” pojawiają się na galach MTV i wychodzą z nich ze statuetkami. I tak się kreuje popyt na produkt. “No przecież on/ona dostał nagrodę, to ta muzyka pewnie jest coś warta, to muszę ją słuchać” :/. Żal patrzeć jak dzieciaki sprzedaje się za grube pieniądze masom bez własnego zdania.

  2. Witaj Igor,
    wywolales mnie do tablicy, jeśli chodzi o prace studyjną z prawdziwego zdazenia na szesnastosladowym 3M i dużej konsolecie Studer, jednak jestem teraz na urlopie a Ty ciągnij temat dalej ja wracam za miesiąc, wiec napisze na forum coś ciekawego co może przyda sie wszystkim miłośnikom zakamarków audio. pozdrawiam wszystkich Darek

    • Byłoby bardzo miło. A może chciałbyś skrobnąć jakiś artykuł specjalnie dla nas?

  3. Ej.. czemu odrazu Cubase:(? 😛

    A prawda, ze im wiecej mozliwosci to kreatywnosc umiera. Ostatni wpis (free vst)zalamal mnie… sciagnalem wszystkie pluginy, ktorych nie znalem… ale poki co siedza w katalogu pobrane i poki nie poczuje potrzeby nie ruszam! :D)

    Mocno zmobilizowal mnie do dzialania filmik o Olivi Broadfield. Odniosla mniejszy a raczej wiekszy sukces w domowym studiu nagran.

    Spojrzcie na sprzet jaki ma http://www.youtube.com/watch?v=mAjzMAGlFos&feature=player_embedded , jezeli pomyslicie to co ja “Ku**a… mam chyba nawet lepszy” czy cos podobnego. To chyba trzeba zaczac szukac przyczyn w sobie i w koncu cos skonczyc, a nie zostawiac tysiac niedokończonych projektów-jak np. ja.

    Zachecam do pracy, pracy, pracy i pokochania tej pracy :D!Od dwoch dni ostro zabralem sie za tworzenie muzyki do gry(nawet nie takiej malej). Mam nadzieje, ze bede mogl sie pochawlic czyms konkretnym jak gra zostanie ukonczona z moja muzyka. Ale jezeli to i tak nieistotne bo przyklad widac na filmiku wyzej. Tak wiec do dziela:D!

    P.S. Moze artykul o akustyce sie zbliza:D? Mysle, ze teraz bedzie jeszcze bardziej porzadany:D

    • Cubase tylko jako przykład DAW – wybrany zupełnie przypadkowo. Filmik o Olivii jest akurat zwykła reklamą Focusrite i ma mało wspólnego z rzeczywistością 😉 Ale z Twoimi punktami się zgadzam – nie sprzęt robi nagrania, a posługująca się nim osoba. Czasem ciężko to przyznać, ale trzeba umieć być samokrytycznym i zdać sobię sprawę z tego, że to my sami jesteśmy zwykle największą przeszkodą w osiąganiu dobrych rezultatów.
      Praca nad sobą i swoimi umiejętnościami oraz nad trenowaniem słuchu, to najskuteczniejsza, ale i najtrudniejsza metoda na odniesienie jakiegokolwiek sukcesu. Żaden sprzęt tego nie zmieni. Artykuł o akustyce za jakiś czas się pojawi.

    • No tak reklama, ale wciaz przeslanie jest 😀 to samo. Nic… moze produkuje sie jak swir. Wiec lece skillowac 😉 i tam zostac. Pozdrawiam!

    • Produkuj się, produkuj. I muzykę też produkuj. Nie ma nic gorszego, jak tysiąc rozgrzebanych projektów i żadnego skończonego. Sam się często na tym łapię 😉

    • Tomasz Buga

      Rozgrzebane projekty to moje przekleństwo – dlatego po rozpoczęciu nauki na studium realizatorskim mam nadzieję na możliwość miksowania numerów w studiu uczelni. Nie wiem, jak Wy, ale ja w domu mam zbyt dużą liczbę “przeszkadzajek” i rozpraszaczy, przez które nie mogę dokończyć rozpoczętych projektów.

    • Tomasz – to zmora wielu z nas. Jedno, co ważne, a czego przyswojenie zajęło mi sporo czasu – to samodyscyplina i umiejętność zdecydowania się na coś konkretnego, tzn. mając nieograniczone możliwości manipulacji dźwięku w DAW, w zasadzie nigdy nie kończymy projektu, bo mamy cały czas otwarte opcje, a to duży błąd. Czasem odcinając sobie drogę do kolejnej wtyczki lub zapisując na zawsze brzmienie symulacji na track – szybciej idziemy do przodu i w rezultacie jest szansa na dokończenie projektu 🙂 Stąd w studiu kładzie się nacisk na to, aby już sam plik źródłowy brzmiał jak najlepiej – potem życie miksera jest o wiele łatwiejsze. W swoich domowych produkcjach powinniśmy przyswoić dokładnie to samo podejście. Co do przeszkadzajek – to generalnie rozumiem 🙂

    • a ja np. pobrałem tylko te wtyczki, które mnie interesowały. 🙂 No dobra dwie pobrałem dodatkowo i z jednej jestem zadowolony ze to zrobiłem 🙂 a co do pomieszczenia i gąbek to, mam zbudowana kabine do wokalu, w srodku gąbki,
      i przynajmniej nie mam na nagraniu dźwięku pomieszczenia i te nagrania wyglądają lepiej 🙂 jak dla mnie oczywiscie

    • W kwestii braku odbić z pokoju pewnie jest lepiej, a nie miewasz wrażenia, że wokal po ‘przejściu’ przez gąbki traci blask, jest matowy i lekko muli? Ja miałem takie odczucia, jak kiedyś swój anielski głos rejestrowałem w takiej piankowej chatce i byłem bardzo zniesmaczony.

    • wiesz Igor może nie zwróciłem na to uwagi, ale nie odniosłem takiego wrażenia. Jedne wokale podobają mnie się bardziej inne mniej. Miałem tylko wrażenie że, w tych wokalach czasami czegoś brakuje, jakiejś lekkiej koloryzacji (może), czasem gdybym mógł zamienił bym mikrofon na inny. Jeśli chcesz to odpalę sesje z nagraniem z tej kabiny i podeślę ci jedną ścieżkę byś zobaczył, ale mówię może nie zwróciłem na to uwagi

    • Najważniejsze, żebyś sam to zauważył, a nie ja 🙂

    • Będę starał się jeszcze bardziej nasłuchiwać. Chciałem tylko byś po prostu posłuchał. Ja zwrócę na to większą uwagę

    • Zrób kiedyś eksperyment i nagraj wokal na “otwartej przestrzeni”, tzn. bez pianek, a potem z piankami i wyeliminuj słuchem (na ile będziesz potrafił) element odbić i porównaj.

    • tak też uczynię. Dzięki za rade

    • czyści nie są 😀 na bank na czymś jadą 😀 może nie koleś bo kierowca ale laska na bank na pigułach 😀 hahaah

  4. Cześć Igor.
    Chciałem odwołać się tylko do tego fragmentu o akustyce i gąbkach. W sumie widziałeś fotki (kiedyś Ci je na mejla podesłałem) i w moim przypadku zmieniły one dużo. Przyznaje sie od razu bez bicia że nagrywam tylko i wyłącznie wokal, ale przed gabkami nawet reflection filter nie był w stanie zlikwidowac pogłosu z pokoju. Co prawda pokój tez daleki od doskonałości (2x4m) no innego nie mam 🙂 na szczęscie wyłozenie go całego kosztowało mnie tylko 0.7 danielsa wiec nieduzo (i wątroba też mogła odetchnąć choć na chwile 🙂 )
    Polecam każdemu eksperymentowanie a wtedy na bank znajdziecie brzmienie o jakie walczycie. Przez pare lat przerobiłem juz takie kosmiczne patenty że jak na to teraz patrze to chce mi się śmiać. I za nastepne pare lat pewnie bedę się śmiał z tego co robie teraz 🙂

    • Tak, pamiętam te fotki. Reflecion Filter nie ma za zadanie likidować pogłosu z pomieszczenia, ale jak sama nazwa wskazuje – filtrować odbicia, czyli sygnał, który trafia do mikrofonu po poodbijaniu się po ścianach. Stąd skuteczniejsze jest potraktowanie samych ścian, a nie zabudowanie mikrofonu 🙂 Nie wątpię, że odczuwasz dużą zmianę po wyklejeniu całego pokoju gąbkami, znaczy że Twój słuch działa prawidłowo. Jednak skuteczność piramidek jest znikoma w średnim paśmie, a żadna w niskim i najniższym – a to one są głównym winowajcą problemów z falami stojącymi, filtrowaniem grzebieniowym i ogólnym zapanowaniem nad dołem spektrum. Stopniowo polepszaj adaptację, to i rezultaty będą lepsze, a po kilku latach będziesz się śmiał z tego, że pokryłeś 100% ścian karbowanym badziewiem 🙂

    • Jeśli chodzi o nagrywanie wokalu, to też w pokoju mam nieprzyjemny pogłos co przy mikrofonie pojemnościowym wychodzi od razu. Więc wymyśliłem taki patent, że pootwierałem wszystkie szafki i szuflady, mikrofon ustawiłem pomiędzy otwartymi drzwiami szafy na ubrania, na tych drzwiach zawiesiłem grube koce, za wokalistką postawiłem drabine i zarzuciłem na nią koc :D. Do ideału jeszcze daleko, ale poprawiło się baaardzo! Polecam przetestować każdemu, efekt bardzo zadowalający!

    • Każdy się boryka z tym problemem w niezaadaptowanym pomieszczeniu i jeśli można coś zrobić, aby lekko sytuację naprawić, to jak najbardziej trzeba próbować!

    • Gie: ja zrobiłem podobnie, pożyczyłem od mojego szefa statyw do świateł z poprzeczką, wyciągnąłem prawie pod sam sufit i zawiesiłem na nim koc, przed nim postawiłem statyw z mikrofonem i nagrałem tak wokal. Potem miałem już tylko ochotę nawrzucać wokaliście :D.

  5. Dzięki Igorze za ten temat.
    To świetna “odskocznia” od tych “ścisłych” tematów 🙂

  6. bananovitch

    Muszę pogratulować bardzo ciekawego wpisu 🙂

    A tak moim zdaniem: domowe studio i multum możliwości mogą być zarówno zmorą jak i błogosławieństwem – a moim zdaniem zależy to od tego czy umiemy to okiełznać. Sam wpadłem nieco w syndrom zbierania sprzętu i oprogramowania, widziałeś z resztą że widziałem chyba każdy darmowy plugin w sieci, nie mówiąc już o gigabajtach ściągniętych sampli, stercie płyt z zestawami próbek itp, wszystko w nadziei że znajdę tam TEN DŹWIĘK. ale nic takiego się nie wydarzyło. I teraz staram się właśnie wszystko ograniczać. np. ustalam sobie że robię kawałek i wszystkie brzmienia robię tylko z wykorzystaniem jednego instrumentu, albo np. ustalam sobie zamiast 24 tylko 4 (a co!) ślady, nie mówiąc już o tym że wyznaczam sobie czas np. dobra, dziś do 16 muszę to skończyć, choćby żabami miało z nieba rzucać. Wówczas trzeba się nieco nagimnastykować, a tego typu założenia od razu dają ciekawe, kreatywne rezultaty 😀

    • bananovitch

      i na deser aforyzm 😀 “kiedy nie wiesz do którego portu płyniesz, żaden wiatr nie jest sprzyjający” 😀

    • Ustalanie pewnych ograniczeń jest bardzo mądrym posunięcięm – raz, że szybciej dotrzemy do celu, a dwa, że lepiej nauczymy się tych narzędzi, które mamy – szczególnie jeśli za nie zapłaciliśmy… Aforyzm bardzo trafny!

  7. Pamietajmy , że tak naprawdę w tym wszystkim najwazniejsza jest muzyka i to co wychodzi spod palców , często spotykam się z takim błednym kołem, ktoś słyszy jak ktoś inny gra , i mówi , zajebisty instrument, co to jest ?? A niestety często nikt nie bierze pod uwagę umiejetnosci muzyka , który dźwieki te tworzy, ogólnie według mnie ludzie w coraz mniejszym stopniu pracują nad instrumentami, czesto na koncercie jest rozczarowanie ponieważ odtwórcy nie potrafią na zywo zrealizowac studyjnych projektów. Dobry pomysł , fejnie zagrany zawsze sie obroni . Pozdrawiam , może troszke odbiegam od tematu, więc przepraszam ))))

    • Masz bardzo dużo racji. Liczą się przede wszystkim zdolności muzyków. Podobna sytuacja jest ze studiem – nieprzygotowany zespół wchodzi do studia i dziwi się, że po nagraniu brzmi, jak… słaby zespół. A potem winą obarczają realizatora, który nie wyczarował im magii z nagrań. Magia, to się tworzy pod palcami utalentowanych muzyków, a nie w suwakach miksera. Jest dokładnie tak, jak mówisz – kawał dobrej muzyki może nie brzmieć perfekcyjnie, ale będzie zawsze 100 razy lepszy niż cudownie zrealizowana szmira. Pozdrawiam również!

    • no tak już jest, jak zespół nie gra, to nie ukręcisz nic dobrego czy w mixie czy na koncercie live. Miałem nie jedną taką sytuacje. Pierwszy zespół brzmiał źle, i myślę sobie aż tak chu… to skręciłem ? przychodzi następny zespół (akurat z niemiec) szybka próba i lecimy. TADAM!! MADŻIK!! jest 300% lepiej i z realizacji jestem zadowolony.
      Co się zmieniło ? back line i muzycy którzy grali 300% lepiej. I to jest częste zjawisko, i czasem mimo najszczerszych chęci nie jesteśmy w stanie z GÓW.. zrobić czekolady Milki 🙂

    • bo jak to się mówi, z gówna miodu nie ukręcisz… :mrgreen:

    • Synonim rzeźby w kale? 😀

  8. Najważniejsze, to wykorzystywać w pełni możliwości ten sprzęt, który się posiada. Wielu moich znajomych choruje na tzw. zbieranie sprzętu, wydają nie małe pieniądze, aby powiększyć swoją ilość sprzętu w ‘studiu’, wtedy to już nie jest fajna sprawa, bo nie umiemy wykorzystać swoich podstawowych narzędzi pracy, a powinno być inaczej. Bardzo dobry artykuł, oglądam też Twoje filmy na YT i jestem pod wielkim wrażeniem Pańskiej wiedzy :), realizacją dźwięku zainteresowałem się w wieku 12 lat i po 4 latach nadal mnie to fascynuje, a do każdego realizatora dźwięku, który jest z prawdziwego zdarzenia kłaniam się bardzo nisko. 🙂 Pozdrawiam 🙂

  9. Według mnie takie domowe studia nagrań to błogosławieństwo (oczywiście w miarę umiejętnie prowadzone)ponieważ dzięki nim skutecznie niszczony jest ten komercyjny tandetny “przemysł muzyczny”. Powstaje ogromna ilość niezależnych produkcji które są bardzo dobre, a ludzie są spragnieni innej oryginalnej muzyki, a nie tej papki którą serwuje nam tv i radio. W takich malutki domowych studiach często powstają rewelacyjne projekty, które potem dzięki mocy internetu i mediów niezależnych trafiają w ręce odbiorców. Przemysł muzyczny dzięki temu może, a właściwie już się do pewnego stopnia obronił przed opanowaniem go przez wielkie korporacje 🙂

    • Nie przesadzajmy 🙂 Domowe studia nie zniszcza tandety w muzyce – chociazby ze wzgledu na niezbyt wyszukane gusta odbiorcow. Poza tym, nie mamy takiej sily sprawczej. Fakt, dzieki domowym produkcjom i sile internetu mamy mozliwosc posluchania rzeczy, ktore normalnie nie mialy by szansy byc puszczone w eter. Acz z drugiej strony, nie oszukujmy sie – zapalency home-recordingu produkuja tez mase kiepskich rzeczy i wlasnie z tego powodu mocno polecam zapoznanie sie z ta bardziej zawodowa strona calego tego przedsiewziecia. Celem tego wpisu bylo przede wszystkim uswiadomienie poczatkujacym, ze mozna, a w zasadzie – trzeba poznac realizacje od tej bardziej profesjonalnej strony, zeby nie utknac w miejscu i np. nie dziwic sie, dlaczego wpinanie mikrofonu w karte zintegrowana jest do bani 🙂

    • Pewnie, że domowe studia nie zniszczą tandety w muzyce, ale im więcej zapaleńców tym większa szansa na to, że część z nich stanie się profesjonalistami i powiedzmy nie da się wciągnąć w papkę, a pozostanie niezależna 🙂 A to, że trzeba się uczyć jak najwięcej to święta prawda, popieram i stosuje! 😀

  10. dźwiękowyKoleżka

    bonrzur

    Pozwolę sobie napomknąć o zjawisku, które rodzi się w tej chwili. Mamy już pro-studia i home-studia. Teraz mamy również studia nagraniowe w plecaku. Laptop, interface, słuchawki, mikrofon i mózg. Tak ascetyczny zestaw to ograniczenie, ale tylko z pozoru. W rzeczywistości to możliwość tworzenia i nagrywania WSZĘDZIE i prawie wszystkiego. Kwestia umiejętności i wizji.

    Ja osobiście jestem zachwycony możliwościami jakie daje mi świat technologii obecnie. Ostatnio popełniłem nagranie w starej, sypiącej się stodole, pod granicą białoruską. Drzwi i ściany – stare suche drewno, mnóstwo siana. Jeden z przyjemniejszych pogłosów jakie w życiu słyszałem. Nagrywałem świetną wokalistkę. Na pierwszy rzut oka to była abstrakcja. W efekcie nowe doświadczenie. Samo miejsce było napełnione kreatywnością.

    Igorze i reszto czytelników co myślicie o takim mobilnym studiu?

    • Bążur! 😉
      Jestem jak najbardziej zwolennikiem chwytania prawdziwych ambientów kiedy tylko mamy możliwość. Do takiego mobilnego nagrywania nawet nie trzeba laptopa i interfejsu, wystarczy jakiś handy recoder Zoom-a i słuchawki. A z resztą, obadajcie to:
      http://www.youtube.com/watch?v=Ah2onbGK2hE&feature=player_embedded

    • Świetny motyw nagrywania wokalu w tej uliczce 🙂

    • Prawda. Dodatkowo – element adrenalinki 🙂 Ja wymiękłem jak nagrywali na placu.

    • dźwiękowyKoleżka

      O to mi właśnie chodzi. Świetna rzecz. Możliwość nagrywania wszędzie i wszystkiego.

    • Jak to Ronan stwierdził – trzeba uchwycić ducha danego miejsca. Żaden sztuczny pogłos nie odda takiego klimatu.

  11. Hej jeżeli ktoś ma ochotę obejrzec jak pracowal Peter Gabriel w studio i generalnie samo studio polecam http://productionadvice.co.uk/peter-gabriel-4-in-the-recording-studio/

    Jezeli ktos sie niecierpliwi to mozna przewinac od 10 minuty jest studio i potem w kolejnych czesciach. Ale chyba warto zrobic herbate i troche inspiracji nabrac do pracy w studiu :). Ja jeszcze jestem w 1 czesci;).

  12. adamrec12

    nie zgadzam sie ze tasma analogowa schodzi na obrzerza produkcji audio ,duze studia nigdy nie zrezygnowaly z analogu ,powodow jest kilka
    1-wspolczesme analogi ,to duzy sentyment iresentyment do tego co artysta wykonywal 30 40 lat temu.
    2zaden DAW nie zastapi nie4 powtarzalnego brzmienia tasmy
    3-wspolczesne tape recordings maszine to jest cos odwrotnego do digital ,a mianowicie to DAW pracuje
    nad doskonalym brzmieniem analogu. NIE WSTYDZCIE SIE TASMY !

    • Przecież nie mówię, że z taśmy zupełnie zrezygnowano – i chwała światu realizatorskiemu za to 🙂 Cyfra po prostu zdominowała dzisiejsze studia, bo jest tańsza i wygodniejsza. Ale do dziś robi się nagrania na taśmę i tak pewnie jeszcze będzie przez długi czas.

  13. Powiem tak, Nie mam zielonego pojęcia jak się powinno produkować muzykę, jakie są niezbędne “procedury” co do czego służy itp. stawiam pierwsze kroki i robie wszystko na słuch/wyczucie, metodą prób i błędów, i tak serio to w nosie mam czy dobrze skompresuję to czy tamto, ale na pewno nie zgodzę się, że można nagrać przyzwoitą epke czy płytke demo na sprzęcie którego koszt nie przekracza średniej miesięcznej pensji. Podstawa = Komp + głośniki + daw = minimum 4 000 zł i nie pierdzielcie mi że nie, bo na sprzęcie niższej wartości przy 30+ ścieżkach i kilku wtyczkach vst kompy za 2 tys. zł same sobie kabelki z bebechów wyrywają.

    • Nie wiem, czy dokładnie wczytałeś się w artykuł, ale mówię o wydatku na sprzęt, nie wliczając w to komputera.

  14. Dla humoru wklejam dobry tutorial m.in o kompresji nowojorskiej. NAPRAWDĘ POLECAM 🙂

    http://www.youtube.com/watch?v=_UtvAvG4Kkk

    • Ja mam nadzieję, że ten człowiek to dla jaj sobie robi? Bo nie wierzę, że mówi i robi aż takie głupoty… 🙂

  15. Sądzę że zażartował sobie w ten sposób z wielu “szybkich producentów”. Śmiać mi się chce lecz niestety dla przykładu takie kręcenie “na przypał” kompresorem to dość czesto spotykana rzecz. 🙂

  16. Z drugiej strony łatwiej docenić dobre nagrania i ludzi 😀

Zostaw komentarz