Rola Odsłuchu Podczas Masteringu

Jednym z najważniejszych narzędzi podczas prac masteringowych jest nasze środowisko odsłuchowe i stojące w nim monitory.

To od nich będzie w głównej mierze zależało to, jakie będziemy podejmować decyzje w trakcie masteringu – np. które pasma zdecydujemy się uwypuklić, a które przyciąć i o ile.

Monitory tworzą z pomieszczeniem, w którym stoją, nierozerwalną więź i te dwa elementy niejako sumują się dając nam obraz tego, co i jak słyszymy.

W dzisiejszym artykule postaram się przybliżyć Wam kilka kwestii związanych z prawidłowym monitoringiem podczas prac masteringowych, a przy okazji zasugeruję przeczytanie tych czterech postów – 1. 2. 3. 4. dotykających ogólnie kwestię odsłuchu w naszym studio.

Miksowanie i mastering na tej samej parze monitorów?

Nie ma znaczenia, czy robimy mastering we własnej sypialni, czy w wartym milion dolarów pomieszczeniu zaprojektowanym przez ojców akustyki wnętrz, jeśli podejmujemy się prac na tych samych monitorach, na których wykonaliśmy miks. Dlaczego?

Bo wszystkie monitory mają pewne uchybienia i jeśli użyjemy tego samego systemu monitorującego podczas miksu i masteringu, to albo z czymś przedobrzymy, albo coś nadmiernie wytniemy – tak czy inaczej – obrabianej muzyce wyrządzimy wielką szkodę.

Żeby nie być gołosłownym:

Wyobraźmy sobie, że wynikająca z konstrukcji głośników charakterystyka odpowiedzi częstotliwościowej prezentuje nam niewielkie podcięcie w okolicach 2kHz (co akurat nie jest takie niezwykłe, bo z reguły w tych okolicach znajduje się punkt „crossowania się” filtrów w większości monitorów bliskiego pola. Jest to miejsce, w którym woofer – głośnik niskotonowy, przestaje reprezentować częstotliwości powyżej tego punktu, a rolę tę przejmuje tweeter – głośnik wysokotonowy.)

Podczas nagrywania i miksowania będziemy najprawdopodobniej kompensować za ten brak, lekko podbijając dane pasmo na nagranych ścieżkach, grupach czy nawet całym miksie. Potem, podczas masteringu, może nam się zacząć wydawać, że nadal ten rejon potrzebuje lekkiego podbicia, ale sytuacja się może diametralnie zmienić, jeśli przenieślibyśmy się na inny zestaw monitorów. Wtedy może się okazać, że średnica sprawia wrażenie, jakby chciała odciąć nam głowę, a my po prostu tego nie słyszeliśmy na naszym zestawie.

Rola pomieszczenia

Dodajmy teraz element akustyki pomieszczenia, żeby jeszcze bardziej uwydatnić problem. Załóżmy, że nasze monitory mają problem z reprezentowaniem pasm poniżej 60Hz, a nasze pomieszczenie, z uwagi na wymiary, kształt i inne zmienne, dodatkowo powoduje „dolinę” w tym rejonie, co też jest dość często spotykane. Żebyśmy słyszeli, co dzieje się w tym zakresie (a to dość ważny zakres), co robimy? Sięgamy po korektor i podbijamy okolice 60Hz o 5 czy 10dB. Rezultat – wydaje nam się, że teraz jest wszystko ok, bo słyszymy dół pasma, w tym bas i stopę. Rzeczywistość – zanieście teraz taki miks lub master do innego pomieszczenia czy nawet samochodu – usłyszycie jeden wielki i dudniący chaos.

Czy wszystko stracone i nie ma nadziei na udany mastering w domowych warunkach?

Aż tak źle na szczęście nie jest. Fakt, będziemy musieli pójść na kompromis, ponieważ fizycznych ograniczeń wynikających chociażby z akustyki pomieszczenia – nie da się obejść w żaden inny sposób niż… adaptując akustycznie pomieszczenie, ale chcę zaproponować kilka technik, które mogą nam w pewnym stopniu pomóc. Ich skuteczność będzie mocno uzależniona od naszego słuchu, który jest pierwszym i najistotniejszym narzędziem w pracach masteringowych.

Technika 1 – Wprowadzenie ścieżek referencyjnych

Zanim przystąpimy do pracy, powinniśmy posłuchać płyty lub dwóch z nagraniami, które bardzo dobrze znamy i które wiemy jak brzmią na różnych systemach odsłuchowych. Polecam słuchanie w najwyższej możliwej rozdzielczości, CD spokojnie wystarczy, FLAC też, ale błagam – pomińcie mp3 – to jest mocno stratny format, który nie potrafi wiernie oddać tego, co zostało pierwotnie dokonane w nagraniu, miksie, masteringu. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie hiperkompresja jest normą (grrr…), mp3 dodatkowo poodcina skraje pasm i mamy do czynienia z jednolitą, sprasowaną masą, której często nie da się słuchać… Ale wracając – po przesłuchaniu ulubionej płyty, nasze uszy będą niejako ‘nastrojone’ do pracy – to bardzo ważny element przygotowawczy. Po tej czynności wypadałoby zaimportować do sesji ze dwa czy trzy utwory, do brzmienia których chcemy się zbliżyć masterując nasz kawałek. Nie musi to być (i prawdopodobnie nie będzie) idealne odzwierciedlenie brzmienia naszego wzorca, ale jak uda nam się osiągnąć „gdzieś w okolicach”, to będzie już świetnie.

Tu też proponuję od czasu do czasu odziać słuchawki na kilka sekund, żeby wyłączyć z równania element akustyki pomieszczenia i sprawdzić, czy nie mamy do czynienia z jakimś natarczywym rezonansem w którymś z pasm. Robiąc to na monitorach – nie będziemy mieli pewności, czy to pomieszczenie dudni, czy coś w utworze jest nie tak – szczególnie, jeśli rozkręcimy dość głośno monitory, czego zwykle odradzam – może poza kilkoma wyjątkami.

Ścieżki referencyjne pozwolą nam uniknąć zbytniej lub niewystarczającej korekcji. Jeśli nasz utwór swoim brzmieniem nie przypomina utworu referencyjnego, to znaczy, że jeszcze długa droga przed nami. Przykładowo – jeśli w naszym wzorcu dolne pasmo nas wgniata w fotel, a naszym utworze jest ledwo słyszalne – trzeba się tym zająć (albo zmiksować kawałek od początku…), a jeśli z kolei nasz numer ma ogromny i przytłaczający dół, a kawałek referencyjny brzmi w tym departamencie dość zachowawczo i konserwatywnie – prawdopodobnie przesadziliśmy, co oczywiście wyjdzie na wierzch przy odsłuchu na innym systemie.

Technika 2 – Ustalenie trzech poziomów odsłuchu

Powinniśmy podczas prac mieć możliwość szybkiego i dokładnego przechodzenia między trzema różnymi poziomami głośności.

  • Jeden z nich powinien być dość głośny (ale bez przesady), dlatego, że tylko wtedy usłyszymy, jak zachowują się niskie częstotliwości. Jeśli ktoś słyszał o krzywych Fletchera-Munsona, to wie, o czym mówię. Dla tych, którzy nie spotkali się nigdy z tymi dwoma nazwiskami, powiem w skrócie, że ludzki słuch reaguje na różne częstotliwości z różną czułością. Niskie pasma potrzebują więcej decybeli, żeby ludzkie ucho mogło je dobrze usłyszeć, a mózg zinterpretować. Z kolei okolice zakresu 2-4kHz, to rejon najłatwiej przez nas słyszalny – to pasmo odpowiedzialne za wyrazistość ludzkiej mowy i… dziecięcego płaczu – ot, taki bonus od matki natury. Polecam trochę o tej kwestii doczytać.
  • Drugi poziom, to taki, przy którym można spokojnie prowadzić rozmowę bez konieczności podnoszenia głosu i na tym poziomie będziemy przeprowadzać 90% prac, bo w ten sposób najłatwiej będzie nam ocenić ogólny balans utworu.
  • Trzeci poziom, to bardzo, bardzo cicho – możemy sporadycznie sprawdzać, czy to, co wypracowaliśmy na średnim poziomie nadal się trzyma w ryzach przy bardzo niewielkiej głośności. Jest to także fenomenalny sposób sprawdzenia miksu, nawiasem mówiąc. Im niżej zjedziemy z potencjometrem kontrolującym odsłuch, tym bardziej istotne elementy miksu powinny zostawać na pierwszym planie, a reszta zanikać. Ja zauważyłem, że jeśli przy minimalnie wyczuwalnym poziomie z słyszę wokal, werbel i trochę ataku stopy, to znaczy, że jestem dosyć blisko. W przypadku masteringu, taki zabieg powinien nam obnażyć błędy balansu częstotliwości, np. jeśli słuchając bardzo cicho, nadal słyszymy bas, to znaczy, że prawdopodobnie przesadziliśmy z niskimi pasmami. Dobrze jest sobie oznaczyć na potencjometrze odsłuchu lub wewnątrz DAW te poziomy, żeby móc szybko i bezboleśnie się między nimi poruszać.

Technika 3 – Użycie więcej niż jednej pary głośników.

Jedynym sposobem na ocenienie, czy nasz master ma odpowiednie proporcje i można go uznać za udanego, jest praca na dwóch różnych rodzajach odsłuchów. Optymalnie byłoby posiadać, oprócz standardowych monitorów bliskiego pola (5-cio, 6-cio czy 8-calowych) – drugi zestaw ze znacznie większymi wooferami, a czasem i oddzielny subwoofer (w zależności od rodzaju muzyki). Rzeczywistość jest jednak taka, że niewielu z nas może sobie na taki luksus pozwolić. Nawet, jeśli największych rozmiarów monitory, które posiadamy mają woofer o średnicy pięciu czy sześciu cali, to nadal jest coś, co możemy zrobić, aby wnieść trochę względnego obiektywizmu do naszych prac i przy tym nie zbankrutować. Zamiast łapać się za głowę patrząc na ceny 15-calowych Genelców, spójrzmy w odwrotnym kierunku. Małe, desktopowe głośniki komputerowe, czy mini-wieża stereo lub boombox mogą stanowić świetne źródło alternatywnego odsłuchu. Nie usłyszymy na nich wszystkich detali, a często dźwięk będzie przekoloryzowany, ale może to i lepiej, bo dostajemy możliwość odsłuchu na sprzęcie typowo konsumenckim, na którym efektów naszej pracy będzie odsłuchiwała grupa docelowa, czyli potencjalni słuchacze. Jeśli więc macie możliwość podłączenia takich kompaktowych głośników czy innego ‘jamnika’ do Waszego interfejsu, to z niej skorzystajcie. Przy okazji będziecie mogli usłyszeć, jak utwory referencyjne utrzymują swoją klasę brzmienia na zwykłym sprzęcie odsłuchowym, co może Was jeszcze bardziej naprowadzić na odpowiednie tory.

Na koniec warto też sprawdzić brzmienie naszego „mastera” na słuchawkach, iPodzie oraz w samochodzie. Jeśli w każdym z tych środowisk utwór brzmi, jak z komercyjnej płyty, to możemy świętować. Jeśli nie, to wracamy do pracy…

Stosujecie którąś z tych technik? Zamierzacie?
Zostawić komentarz ?

31 Komentarze.

  1. Bardzo podoba mi się powolne i spokojne podejście do tematu Masteringu z twojej strony, to tak po za. A co do technik wydaje mi się że dla tych których nie stać na drugie monitory wybiorą 1 i 2 alternatywę, ja mam dodatkową parę głośników ale nie monitorów 🙂 i gdy chcę usłyszeć dół lub całość (bo na moich behringerkach ms16 nie da rady) wtedy je odpalam, co do ścieżek referencyjnych to muszę w końcu zacząć ich używać 😀

    • Cierpliwość jest dziś cnotą… Poza tym, bez elementarnej wiedzy, nawet nie ma co się zabierać za mastering czy cokolwiek innego w tej dziedzinie. Polecam referencje – otwierają uszy i pozwalają się zresetować naszemu słuchowi.

    • Ja ratuje sie referencyjnymi, sluchawkami i wrzucam na mp3 i slucham np. na spacerze z psami:D.

      Ale uświadomiłem sobie właśnie, ze zbyt rzadko stosuje te zmiany i leniwie do tego podchodze(poza słuchawkami). A uświadomienie to pierwszy krok do zmiany :D, więc thx! 😀

  2. Mi pozostają tylko nagrania referencyjne przy moich śmiesznych głośniczkach z creativa, które mimo, że grają czysto i ładnie górki chodzą to niższych częstotliwości jak na lekarstwo. To też najwięcej trudności mam z poukładaniem niższych częstotliwości.

  3. Ja zawsze staram się sprawdzać dodatkowo na słuchawkach. wiem że to nie jest idealne, ale na razie nie mam innych opcji. dobry tekst, tak nawiasem mówiąc. stwierdzam, że jednak mało wiem o tych wszystkich kwestiach, więc czekam na resztę artykułów. Gratsy za ciągnięcie tematu.

    • Ja też nie wiem zbyt wiele – to szeroki temat, wbrew pozorom.

  4. Ja robie tak:

    Wbijam sobie ścieżkę referencyjna do sesji miksu

    Poszczególne ścieżki z miksu grupuje do osobnego kanału i na tym kanale dokonuję „ masteringu „ czyli finalnej korekcji i kompresji i porównuje go z referencyjnym

    Kiedy mam z czymś problem prawie zawsze chodzi o poziomy lub korekcję w miksie, więc poprawiam – ale wszystkie ruchy są bardzo delikatne.

    Ścieżkę referencyjną i miks odsłuchuję kolejno w 4 pasmach i porównuje wszystkie pasma,
    Korzystam tez z tabelki,( na podstawie książek z Focal Press i dokumentów z netu zrobiłem sobie taka tabelkę – > pasma 20Hz-20kHz oraz jakie ruchy korektora odpowiedzialne są za jakie subiektywne zmiany barwy dźwięku.) wiem, ze jest takich artykułów całe mnóstwo ale postanowiłem sobie jakiś czas temu, że zaprzyjaźnię się z korektorem i swoim ułomnym słuchem a nie będę z nim walczył wiec robie tabele odniesienia – pomaga!.

    Odsłuchując poszczególne pasma rozpisuje sobie co słyszę i jaki charakter mają poszczególne pasma: tu jest zamglone tu jest mocne tu jest ciepłe, po prostu próbuje odszyfrować jak to zostało zrobione przez mistrzów , a potem staram się zbliżyć pracą na korektorze i kompresorze.

    Dobrym sposobem porównawczym jest ustawienie sobie w sesji na osobnych śladach
    Utworu referencyjnego i mojego, szybkie przełączanie miedzy nimi pozwala mi wychwycić różnice i usłyszeć braki.

  5. Hehe tą moją alternatywą do Monitorów są Altusy 300w 😀 Potężne głośniki do nagłaśniania małych imprez. Żeby było jeszcze ciekawiej to spalił mi się ostatnio tweeter w prawym głośniku, mimo to jestem do nich już bardzo przyzwyczajony i wiem co jak powinno brzmieć. Staram się nawiązywać do innych utworów i według ich brzmienia “tworzę” swoje kawałki.

  6. Oj wydaje mi się coś, że kwestia odsłuchu podczas masteringu (i nie tylko) jest najważniejsza

    • No co Ty? 🙂 Wystarczą słuchawki od iPoda. A tak serio – to rzeczywiście chyba najistotniejszy aspekt całej zabawy.

  7. Co do odsłuchu z mojej strony nie obędzie się bez słuchawek. “Otwierają” mi one uszy. Są one oczywiście ostatecznością, ale bardzo fajnie można na nich pracować z panoramą scieżek, poszerzaniem stereo, mi to przynajmniej pomaga. Jezeli mialbym ustawiać panoramę na monitorach koniecznościa wydaje się ich idealne połozenie wzgledem siebie, na czym sie nie znam do konca.

    • To ja Ci proponuję zapoznać się bliżej z poprawnym rozstawieniem monitorów w pomieszczeniu i z adaptacją takowego pomieszczenia. Decydowanie o rozstawieniu śladów w panoramie mając na uszach słuchawki sprawi, że baza stereo będzie brzmiała tylko (o ile) dobrze… tylko na tych słuchawkach. Bez monitorów się nie obejdzie. Tu znajdziesz kilka pomocnych wpisów:
      https://zakamarkiaudio.pl/page/4?s=ods%C5%82uch

    • Dzięki za rady, na pewno skorzystam , bo planuję zmienić niedługo odsluchy i wtedy zrobię już wszystko “pikobelo” 😀

    • Trzymam kciuki.

    • Ale słuchawki są wg mnie niezbędne.
      Ja mam swój ulubiony model firmy Beyerdynamic, od lat słucham na nich niezliczonych godzin muzyki i pomimo tego, że mam w miarę ok monitory, zawsze sprawdzam jak miksy brzmią na tych słuchawkach…
      Można nawet powiedzieć, że trochę bardziej im ufam 😉

      Tak w ogóle to słuchawki są dobre jeśli ktoś lubi pracować najpierw w mono, a dopiero pod koniec przejść na stereo. Miks w mono od biedy na osłuchanych dogłębnie słuchawkach jeszcze można robić, bo wtedy odpada panorama. Po przejściu na monitory trzeba będzie trochę poprawić poziomy i ewentualnie low end, ale kosmetycznie.
      Jeśli ktoś lubi zaczynać w mono, to na początkowym etapie wg. mnie można użyć słuchawek, które ponadto pozwolą wyłapać pewne niuanse, których nie usłyszysz przez monitory w niezaadaptowanym profesjonalnie pomieszczeniu.

    • Sporo mądrych słów, Wielorybie 🙂
      Sprawdzanie miksu na słuchawkach, to jak najbardziej istotna rzecz.

  8. Witam Wszystkich mam sprawe, znajomy znalazł słuchawki AKG http://sklep.rms.pl/index.php?p3219,akg-k-702-k702-sluchawki-przewodowe-audiofilskie a ich pasmo przenoszenia jest zadziwiająco duze 10-39.800hz czy to możliwe ? osobiscie wydaje mi się ze to jest jakis chwyt marketingowy bo kto jest w stanie uslyszeć cos co znajduje sie powyzej powiedzmy 25khz ? tam chyba rejestruja sie juz same szumy, prosze o pomoc i szybkie komenty Pozdrawiam

    • Tak, Adam. To jest możliwe. Nie tylko słuchawki potrafią mieć takie pasmo przenoszenia, rzecz tyczy się również preampów czy innych klocków. To, że normalny człowiek nie słyszy nic powyżej 20kHz nie oznacza wcale, że zmiany wprowadzone w sygnale wyżej niż ta wartość, nie wpłyną na postrzegane brzmienie w słyszalnym spektrum.

    • a czy z mikrofonami tez tak jest? oczywiscie sam sie z takim nie spotkałem, ale czy sa takie ?

    • Mikrofony studyjne zazwyczaj mają pasmo przenoszenia między 20Hz a 20kHz, z kilkoma wyjątkami (np. niektóre modele Braunera przenoszą do 22kHz). Jedyny, jaki znam, który przenosi od 10Hz do 30kHz to Manley Reference Cardioid Mic.

    • ja bylem przekonany ze to chwyt marketingowy .. dzieki wielkie za wyjasnienie sprawy. Jestem bardzo wdzięczny

    • Nie, to nie chłyt 🙂
      Proszę bardzo.

  9. Ten temat jest bardzo istotny. Tylko pewnie niektórzy sa niecierpliwi i odrazu przechodzą do korekcji. A potem pytanie czemu mój utwór nie brzmi profesjonalnie. 🙂 Z naturą człowieka nie wygramy :)… Bardzo fajny artykuł.!!!

    • Dzięki! Tak, rzeczywiście czasem niektórym bardzo ciężko powstrzymać takie “pierwotne instynkty” 😉

  10. A mam pytanie. Pod koniec miksowania utworu gdy dokonuje juz jednego z ostatnich kroków chodzi o automatyke. Mam miejsce w utworze gdzie za pomocą automatyki robie panorame kotłów, że raz są na prawo raz na lewo taki efekt trwa przez 4 takty. No i Te polewej są dużo ciszej niż te po prawej. Czy problem tkwi w fazie?. Dodam że to mam na jednej grupie.:) pozdrawiam

    • Może tak, a może nie. Nie mam przed sobą tego materiału, to Ci nie powiem.

Zostaw komentarz