Miksowanie z Myślą o Masteringu

Jeśli uważnie śledzicie bloga, a w szczególności komentarze pod artykułami (co szczerze polecam, bo często dyskusje tam się rozwijające są skarbnicą wiedzy), to zapewne zauważyliście, że wśród nas, realizatorów, mikserów, producentów, muzyków i artystów wszelkiej innej maści – znajdziemy szereg przeciwników wykonywania masteringu w zaciszu własnego studia.

I wcale nie będzie to mocno odosobniona grupa ludzi…

Ja również skłaniam się ku tej grupie, bo jest to jednak bardzo odpowiedzialne i trudne zadanie, które wymaga nie lada zdolności (i nie tylko zdolności), mimo że w rzeczywistości – jest ono banalnie proste… Nie, nie przeczę sobie.

Cóż bowiem trudnego może być we wpięciu kilku wtyczek na sumę i pokręceniu gałkami? Otóż może.

Znacznie liczniejszą grupą są jednak zwolennicy myślenia, że mastering, to nieodłączny element produkcji muzyki i drugi proces, zaraz po miksie, który należy poznać. Jeszcze pół biedy, jak potrafimy te dwa procesy rozdzielić, bo są i tacy, dla których nie ma to znaczenia. Ale nie będę się już powtarzał…

W kilku poprzednich wpisach obejmujących temat wypunktowałem, dlaczego uważam “mastering w domu” za nie najlepszy pomysł, ale też zobowiązałem się do tego, aby uchylić rąbka tajemnicy i pomóc Wam oswoić bestię, której boi się Adam 🙂 Zapewne nie on jeden… Ja z resztą też nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, więc możecie z powodzeniem zignorować moje rady, jeśli okażą się nietrafione. Przyjmę to na klatę jak mężczyzna i nie pójdę płakać w kąt. Zamiast tego, będę dążył do poszerzenia swojej wiedzy i ciągłego doskonalenia warsztatu – to jedyna, słuszna droga.

Kiedy i dlaczego robimy mastering w domowym studio?

Są sytuacje i przypadki, gdy próba zrobienia masteringu własnych (lub czyichś) nagrań jest jak najbardziej wskazana. Zazwyczaj ma to miejsce wtedy, gdy nie myślimy o wydawaniu płyty, podbijania świata, zdobywaniu pierwszych miejsc list przebojów, czy szturmowania radia i telewizji, a punktem docelowym naszej twórczości jest… dno szuflady czy różnego typu portale w internecie. Niby dlaczego mielibyśmy zatrudniać do takiego zadania profesjonalistę i wykładać na to pokaźne sumy? Niewątpliwie miałoby to mało sensu. Miejcie tylko na uwadze fakt, że gdy masterujemy utwór (utwory) sami, to szanse na osiągnięcie porządnie brzmiącego, finalnego produktu, który będzie na poziomie oficjalnych wydawnictw – są raczej niewielkie. W grę wchodzi masa czynników, a element ludzki, to tylko jedno z ograniczeń, które napotkamy na swej drodze.

Jeśli nasze ambicje idą trochę dalej niż okolice komody lub YouTube, to warto, naprawdę warto wynająć do tego zadania zawodowca, bo nieumiejętnym podejściem do sprawy możemy więcej napsuć niż polepszyć.

Tyle słowem wstępu. Teraz pomińmy kwestie etyczne i ekonomiczne naszego wyboru i załóżmy, że nie mamy możliwości przesłania swojego miksu do profesjonalnego masteringu i jesteśmy skazani na wykonanie go samemu.

Gdzie i jak zacząć, żeby “domowy mastering” przyniósł więcej pożytku niż szkody?

Na początek naszego cyklu podzielę się z Wami kilkoma uwagami i wskazówkami na temat tego, jak przygotować miks do masteringu, bo już na tym etapie zaczyna się cała zabawa. Dla jasności – zakładam, że pracujemy na gotowym miksie stereo, a nie zapinamy procesory na kanale Master w sesji, w której wykonywaliśmy miks. Tak będzie łatwiej dla nas i lżej dla procesora, poza tym, skupiamy się już na ostatecznej obróbce skończonego miksu, a nie staramy się poprawiać jakieś niedociągnięcia skacząc od “trybu miks” do “trybu master”. Jeśli wyda się Wam sensowne powrócenie do miksu, bo błędów jest zbyt dużo – proszę bardzo. Miks ma być solidny zanim podejmiecie się masteringu. Robienie masteringu w sesji miksu jest tylko drogą na skróty, która prędzej czy później odwdzięczy się Wam z nawiązką i odgryzie prawy pośladek. Nie bierzcie się więc za mastering mając niesklejony i niezbalansowany miks, bo kilka wtyczek na sumie tego magicznie nie zmieni. Miks ma być gotowy zanim zapniecie pierwsze procesory masteringowe!

Inna kwestia jest taka, że jeśli robicie mastering kilku kawałków na album, to o wiele wygodniej jest mieć 8 gotowych miksów stereo w DAW i je ze sobą kompilować niż w sesji miksu jednego kawałka mieć 7 pozostałych miksów stereo do porównywania… Do prac nad całym albumem szczególnie polecam stworzenie nowej sesji i załadowanie tam wszystkich utworów, które mają się znaleźć na płytce. Ja mam na dysku w ogóle oddzielny katalog na swoje sesje pseudo-masteringowe, dzięki czemu, oprócz komfortu pracy, zachowuję porządek, co jest dość istotne. Z każdym nowym projektem dysk puchnie i dobrze jest mieć wszystkie sesje uporządkowane wedle jakiegoś sensownego schematu.

A teraz kilka szczegółowych kroków do przygotowania miksu do masteringu:

  • Wyeksportujcie sobie kilka wersji miksu i dokładnie je opiszcie. Nie ma nic bardziej frustrującego, jak to, że podczas prac masteringowych okazuje się, że wszystko byłoby prostsze, jeśli np. bas był 1 czy 2 dB ciszej / głośniej. Ja z reguły robię 3 miksy:
  1. najlepszy (wedle mego uznania) – MIX
  2. z wokalem ciszej o 1-2dB (bo mam tendencję do zbytniego uwypuklania wokalu) – VoxDown
  3. z basem głośniej o 1-2dB (bo mam tendencję do zbytniego chowania go w miksie) – BassUp
  • Podczas miksu nie przesadzajcie z korekcją (szczególnie na skrajach pasm). Zbytnie obcięcie niskich tonów może spowodować problemy, gdy okaże się, że miks jest zbyt lekki, bez ciężaru. Ciężko potem dodać pasmo, którego w miksie nie ma. Z kolei w przypadku wysokich częstotliwości, nie przesadzajcie z ich podbijaniem, bo po przejściu przez kompresory i limitery niektóre rejestry będą chciały przebić nam bębenki pinezkami. Większość z nas lubi klarowne i “jasne” nagrania, ale o wiele łatwiej będzie, gdy sam miks nie będzie ich zbytnio eksponował. Balans jest tu kluczem, ale to przecież już wiecie.
  • Stosujcie konserwatywną ilość kompresji. Jest to chyba najważniejsza zasada miksowania. Redukcję dynamiki należy stosować z umiarem i trzeba nauczyć się tego, jak brzmi lekko skompresowany ślad. Jednym z najczęstszych błędów jest przekompresowanie poszczególnych śladów (jak i grup lub sumy miksu przy delikatnym kompresowaniu całości) i wynika ono zapewne z tego, że nie przywykliśmy do brzmienia kompresji i kompresujemy zwykle więcej niż potrzeba. Weźcie pod uwagę fakt, że podczas masteringu użyjemy jeszcze jednej, dwóch czy nawet trzech faz kompresji, więc musimy mieć na starcie jeszcze w miarę dynamiczny materiał. Przez dynamiczny rozumiemy tutaj taki, który ma spory zakres dynamiki, a nie “szybki” lub “agresywny”. Nie kompresujcie wszystkiego jak z taśmociągu, tylko dlatego, że macie taką możliwość. Stosujcie kompresję wtedy, gdy jest potrzebna i luzujcie z Thresholdem, no chyba że jakiś pojedynczy ślad się wyjątkowo prosi o hiperkompresję z jakiegoś powodu, ale to są skrajne przypadki.
  • Jeśli używacie w miksie utworów referencyjnych (co robić powinniście), to upewnijcie się, że znacznie obniżycie ich poziom względem Waszego miksu. Kwestia głośności względem komercyjnych utworów na tym etapie jest spokojnie do pominięcia.
  • Nie dążcie do osiągnięcia bardzo głośnego miksu. Nieprawdą jest, że miks musi być głośny, żeby master był super-głośny. To kolejna obiegowa legenda, która właśnie dostała ode mnie w twarz. Wasz miks może mieć szczyty na poziomie np. -12dBFS i w żaden sposób mu to nie przeszkodzi w osiągnięciu przyjemnie wysokiego poziomu po masteringu, szczególnie że pracujemy w domenie cyfrowej z niesamowitym zapasem dynamiki. Zakładam, że każdy z nas nagrywa w 24bit, tak?
  • Zgłośnienie (fade-in) na początku czy ściszenie na końcu (fade-out) zostawcie na fazę masteringu. Jeśli chcecie, aby utwór kończył się wyraźnym, kilku (lub kilkunastu) sekundowym ściszaniem, nie róbcie tego na zgranym pliku stereo. Podczas aplikowania kompresji przy masteringu, taki fade-out będzie działał przeciwko poziomowi aktywowania się kompresora (Threshold). Taka zmiana poziomów wywołana fade-outem sprawi, że w pewnym momencie kompresor “odpuści” sygnał i track się generalnie trochę rozpadnie, a poziomy nagle zwariują. Ostateczny fade-out należy wykonać po kompresji, wtedy cały skompresowany sygnał będzie się jednostajnie ściszał. W trakcie miksu, zapiszcie sobie lub zapamiętajcie, w którym miejscu byście chcieli takie ściszanie zacząć i przywołajcie te zapiski pod koniec masteringu.
  • Zgrywając miks zostawcie trochę przerwy na początku i końcu utworu. Podczas masteringu się to ładnie przytnie, a i ewentualne pogłosy na samym końcu muszą wybrzmieć do końca.
  • Zawsze sprawdzajcie swoje miksy w mono, a już szczególnie przed zgraniem go do pliku stereo. Jeśli okaże się, że w miksie coś jest ze sobą w przeciwfazie, zrzucając miks do mono szybko to wychwycicie. Takiego błędu żaden człowiek ani procesor nie poprawi.

Te kilka kroków znajdzie również zastosowanie, jeśli zdecydujecie się wysłać miks do masteringu komuś innemu, ale tą decyzję mamy już za sobą 🙂

Zdaję sobie sprawę, że niektóre z tych kroków mogą zaburzyć Wasz dotychczasowy tok pracy i możecie się z nimi nie zgadzać. Macie do tego oczywiście prawo, mało tego – chętnie wysłucham i podyskutuje poniżej na temat miksowania z myślą o masteringu. Bierzecie w ogóle pod uwagę któreś z tych zagadnień?

Zostawić komentarz ?

64 Komentarze.

  1. Zwykle wpinam procesory na sume w miksie, ale zaczynam chyba powoli zauwazac sens w robieniu oddzielnej sesji tylko do masteringu. sprobuje takiego podejscia w nastepnej sesji. dzieki za dobry wpis.

    • Prosze bardzo. Takie podejscie ma duzo plusow. Powodzenia z kolejnym projektem i daj znac, jak sie sprawdzilo.

  2. Kolejny dobry wpis :mrgreen: Rowniez do niedawna laczylem te kwestie.Moze to z powodu checi eksperymentu.Malo takich informacji po sieci.Zwlaszcza w ojczystym jezyku,wiec duzo poczatkujacych pracuje metoda prob i bledow,eksperymentuje.Teraz tylko kompresor na sumce delikatny.Mam pyt.Czy jest sens rozbijac miks na grupy np.bebny,haty,bass,synth,gitary i te grupy w oddzielnej sesji miksowac,pozniej taki miks wyslac do ewentualnego masteringu?Czy te grupy obrabiac dynamicznie w pierwszym miksie?Chodzi mi o kompresowanie grupowe bebnow(ja to robie przez wysylke nie wiem czy dobrze 😀 ale jakos lepiej brzmi)Jak sie ma EQ i kompresja na poszczegolnych sciezkach do kompresji miksu(suma) i kompresji gotowego pliku audio.
    Dziekuje za ewentualne porady.
    Pzdr

    • To Igor odpowie profesjonalnie 😀 ale. W dzieleniu na grupy jest wiele sensu i na nich dzialania, jednak nie rodzielac tego na osobne projekty a wszystko robic w ramach jednego utworu. Piosenka to jak system wszystkie czesci sa ze soba powiazane wzjaemnymi relacjami.

      O ile dobrze zrozumialem pytanie. A jezeli chcesz dzielic by odmulic kompa, polecam opcje freez! Zamraza dany track i wszystkie pluginy. Minus jest taki ,ze w czasie zamrozenia nie mozemy zmieniac parametrow. Ale szybko mozna odmrozic zmienic i znowu zamrozic:D. Przy slabym kompie dobra opcja. W cubase to taka ikona platka sniegu przy kazdym tracku, No poza EQ z ktorego mozna korzystac bo kazdy track ma domyslnie zalozony EQ. Po nacisnieciu klawisza E mamy wszystkie info o danym tracku 🙂 bardzo mila opcja.

    • Ja zazwyczaj mam grupy od poczatku w miksie i kompresuje zarowno je, jak i poszczegolne slady. To pomaga sklejac je w calosc i jednoczesnie nie potrzebujesz nadmiernie kompresowac w zadnej z faz. Lepiej zrobic 2 fazy lzejszej kompresji niz jedna za mocna – szczegolnie w przypadku bebnow. Nie bardzo widze sens w robieniu dwoch oddzielnych sesji miksu tylko po to, by oddzielnie obrobic grupy. Rzadko kiedy inzynier masteringu poprosi Cie o oddzielne grupy instrumentow i wokali (tzw. stemy), czesciej spotyka sie to raczej w pracy przy filmie.

    • R.O. – Freeze to funkcja, ktorej mi troche brakuje w PT i na chwile obecna trzeba to troche inaczej obchodzic. Ale z tego, co skowronki cwierkaja, wprowadzenie tej opcji w PT jest obecnie chyba najwyzej na liscie priorytetow 🙂 Oby sie Avid spisal.

    • No pamietam jak na starym i rozwalonym kompie, nie majac praktycznie nic, odkrylem funkcje freeze:D… myslalem ,ze juz nic mnie nie powstrzyma 😀

    • Bo to użyteczna funkcja jest. Szczególnie jak komputer jest nie najszybszy…

    • Nie wiedziałem o istnieniu funkcji freeze!! To jest genialne rozwiązanie. Dzięki Panowie za podpowiedź. Wczoraj cieszyłem się jak dziecko. Mam w sesji 6 ścieżek wirtualnych i komp powoli się “pocił”, a z freeze hula jak trzeba 😀
      Mam jeszcze jedno pytanie. Z definicji wiem co to “transjenty”. Ale czy może ktoś to przetłumaczyć z polskiego na polski?

    • Transjent, to pierwszy, bardzo krotki, szybki skok sygnalu, szczyt, ktory jest mocno zauwazalny na przyklad w przypadku dzwiekow perkusyjnych – odpowiada za atak i prezencje. Dzieki niemu slyszysz ‘uderzenie’, ‘strzal’ np. werbla. Bez niego dzwiek bylby plaski, bez zadziora.

    • Dzięki wielkie 😀

    • W Reaperze ten Freez to się nazywa Offline i znajdziecie go w menu kontekstowym na ścieżkach.

    • Drobna poprawka, Offline FX i znajduje się w menu kontekstowym efektów ;]. Taki drobny błędzik, nie sprawdziłem wcześniej dokładnie gdzie to się znajduje, sorki 😀

    • rufinmusic

      Czy jeśli włączę funkcję freeze, (offline w Reaper) na ścieżce, to podczas odsłuchu efekty działają? Nie bardzo rozumiem jak to działa:(

    • Tak. Chwilowo efekty są jakby nadrukowywane na ścieżkę i słyszysz je tak, jak by działały w czasie rzeczywistym. Potem możesz oczywiście odmrozić i dokonać zmian.

    • rufinmusic

      Dzięki, szkoda że wcześniej nie korzystałem z tej przydatnej funkcji 🙂

  3. Hej :D, co do wokalu to ja akurat wole zrobić wersje z glośniejszym idac za radą Terry’ego Howarda http://www.youtube.com/watch?v=WH45RaEKnME&feature=player_embedded i w moim wypadku faktycznie pomaga to w masteringu. Za to mysle, ze moje glosno moze byc jak Twoje cicho i taka to rozmowa:D.

    Co do fade to lubie uzywac patentu by na koncu jak sie scisza podnosic mix na poglos do 80-100%. Fajny efekt jest jakby piosenka leciala do slonca i dalej sobie tam grala ale juz bez nas. Mam ochote do niej wrocic:D.

    A fade w mixie z mysla o masterze – robie takie cos:D. Najczesciej gdy jest fragment wymagajacy rosnacej glosnosci. Zamiast w mixie robic calosc(np. rap) bit zostawiam bez zmiany, a wokal automatyzacją lekko rosnie – tu i tak kluczowe jest wykonanie muzyka ale mozna pomoc. Później w masterze caly track w tym samym(lub podobnym) odcinku rowniez zglasniam automatyzacja. Otrzymuje fajny, zywy, poziomowy efekt. Bo i calosc idzie w gore i wokal zaczyna dominowac nad juz rosnacy bitem. I jak na moje ucho jest to efektywne bo zyskuje wiecej glosnosci w odczuciu niz na wskazniku;). Nawet mam tego graficzne wyobrazenie ale to juz w mojej glowie powinno zostac:P.

    • Trzeba dostosowac ten system do swojego stylu pracy, bo przeciez kazdy ma lekko inne podejscie i styl miksowania. Efekt typu ‘reverb swell’, o ktorym piszesz, to bardzo fajna rzecz i nie tylko na koncu piosenki – swietnie sie to sprawdza tez na koncowkach fraz wokalu, kiedy na przyklad utwor sie na chwile uspokaja, a wokal sie pieknie odsuwa w dal.

    • No tak fajnie wyciaga:D

  4. No to najwyższa pora oduczyć się nadużywania korekcji 😀 Dzięki za porady.

    • Naduzywania wszystkiego pora sie oduczyc 🙂 Z czasem kazdy na to wpada, a zazwyczaj jest to poprzedzone faza fascynacji wszystkim i stad niektore miksy np. tona w poglosach.

  5. Tonę pogłosów na szczęście mam już za sobą 😀 teraz kwestia wybrzuszania basu :P, a temat ciekawy jak zwykle. Dzięki za lekturę

    • Ja z czasem odkryłem, że za wybrzuszanie basu odpowiedzialne było moje środowisko odsłuchowe, które kłamało, jak z nut 🙂

  6. jacek zdaje się, że czytałeś między wierszami i nie złapałeś koncepcji całości. Igor nie pisze o robieniu miksu z założeniem, że mastering coś poprawi/zmieni. Chodzi o to, że podczas miksowania należy wykonać pewne ruchy, dzięki którym miks będzie dobrze przygotowany do etapu masteringu i właśnie nie wyjdą baboki podczas masteru. Dalej w temacie fade’ów Igor pisze o fade in i fade out w kontekście całego miksu, a nie poszczególnych ścieżek. Powiedziane przecież zostało, że czasem poszczególne ścieżki wymagają fade’a i w tym momencie zastosowanie go w miksie jest jak najbardziej na miejscu. Co innego na sumie…
    Co do zostawienia miejsca na końcu, to pomyśl logicznie – jak można to z góry określić, skoro końcowe wybrzmiewanie instrumentów może być różne w zależności od paramterów, choćby głupiego release, nie wspominając o pogłosach, które też przecież żyją własnym życiem w zależności od zapodanych warunków… Nie da się tego określić ogólnie…

  7. Jacek, nieraz powtarzam na blogu, że mastering nie jest lekiem na zły miks i dziwię się, że zinterpretowałeś ten wpis w totalnie odwrotny sposób… Dalej – fade’y, uważam, że po to się między innymi mikser/producent/artysta komunikują z inżynierem masteringu, żeby wskazać mu, w którym miejscu chcieliby, aby na przykład fade out się rozpoczynał, bo po co robić go w miksie, skoro potem inżynier masteringu musi go i tak zrobić po swojemu. Tak jest po prostu łatwiej i wygodniej. Poza tym zawsze można oddać do masteringu 2 miksy, przy czym jeden (z fade-outem) może służyć tylko jako przedstawienie koncepcji, a inżynier masteringu zrobi taki fade out sam automatyką na miksie właściwym i dobierze odpowiedni kształt używając swoich złotych uszu i to bez konieczności przeciwdziałania temu, co mogło być zrobione z błędem podczas miksu. Fakt, nie napisałem, jak długie powinny być przerwy przed i po audio. Sekunda przed wydaje się być sensowną, umowną wartością, ale umówmy się – to są detale. Jak dostarczysz miks z 3 sekundami ciszy po wygaśnięciu wszystkich ogonów, to świat się nie zawali 🙂 A na marginesie – bardzo dziękuję za odwiedziny i czujność w temacie.

  8. Twoje prace w miarę znam i bardzo cenię. Nie uważam, żeby szło Ci to kiepsko. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale Ty chyba nie oddajesz swoich miksów dalej, a robisz mastering samemu, prawda?
    Sposobów miksowania (czy z myślą o masteringu, czy bez) jest przecież sporo – ja piszę akurat w kontekście tych kilku punktów, które wymieniłem w poście i które biorę pod uwagę. Potem skupiam się już wyłącznie na miksie i nie zaprzątam sobie głowy kwestią masteringu do etapu masteringu.
    Jestem jak najbardziej świadom tego, że mnóstwo ludzi upatruje w masteringu jakiejś recepty na słaby miks czy nawet kiepskie nagrania… Z niejasnych dla mnie przyczyn słowo ‘mastering’ urosło niemal do rangi kultu, a tym przecież nie jest. Staram się to podkreślać, kiedy tylko mogę, bo naprawdę dużo bzdur ludzie sieją w sieci, stąd mój pomysł z tą stroną.

  9. Oj, wielką mam nadzieję, że coś kiedyś zaskoczy. Bynajmniej nie odebrałem Twoich komentarzy, jak coś złego – wręcz odwrotnie, stąd jeszcze bardziej się na początku zdziwiłem. Zgadzam się, co do zduszenia ataku w polskich produkcjach i też tego nie trawię. Fakt, dobre studio masteringowe potrafi przysunąć ładną sumkę, ale są też studia lekko tańsze i nie zawsze gorsze.

  10. poza tym tu nie chodzi ze kompresja zmieni fade out czy fade in tylko zmieni w danym momencie to jak kompresor dziala na mix stereo (czyli na nasz track wrzucony do nowej sesji) o to tu chodzilo :)jak się mylę poprawiać mnie !:D

  11. ale zgadam się chyba z tym ze mix ma być dobrym mixem … i trzeba dążyć do tego by mix był jak najlepszy a to czy on trafi do masteringu czy nie, nie powinno nas interesować do czasu zakonczenia pracy nad mixem … Najpierw sie nagrywa potem mixuje a pozniej masteringuje Mix ma byc dobry ma sie go dac sluchac ma sie nam podobac a jak cos zrobilismy zle to inzynier masteringu odesle nasz mix do poprawy i podesle nam kopa jak bedzie tragicznie 😀 ja uważam “mixowanie z mysla o masteringu” moze troszke za zly tytuł 🙂 ja osobiscie w mixie robie fade out konca gdy trzeba ale nigdy tez nie wysyłałem materialu do masteringu

  12. Witam.

    Zboczę troche z tematu może ale nie wiem gdzie udać się z tym pytaniem. Co myślicie o zakupie miksera BEHRINGER EURODESK SL3242FX – PRO ? Nie moge się doszukać nigdzie informacji o podłączeniu takowego sprzętu do Mac’a. Interfejs mam nowego mboxa do protools 9. Wogóle staram się ujarzmić program ale jeśli chodzi o hardware, kable i to wszystko to jest to dla mnie czarna magia… Za dużo tego wszystkiego jest na rynku. GRRRR

    • po co ci mikser jak masz interfejs ??:)

    • No właśnie w tym rzecz. Pytam o hardware bo nie wiem czy to przydatne. Do tej pory używam wbudowanego mixera w pro tools, nie miałem styczności z “realnym” sprzętem. Jestem w kropce stąd pytanie, co o tym sądzicie 🙂 Ale widze że chyba nie ma sensu

    • Mikser jest Ci średnio potrzebny do home-recordingu. To kolejny obiegowy mit. Interfejs jest w pełni wystarczalny i ma zwykle o wiele lepsze parametry niż jakiś mikser. Ten, który wspominasz, to już w ogóle jest strata pieniędzy. Takie moje zdanie. Chyba, że myślisz nagrywać cały zespół na setkę. Ale do tego celu są o wiele lepsze miksery…

    • generalnie by mixer podlaczyc czy pod pc czy pod maca musisz miec jakąś karte dzwiekowa prawda? taki mixer wtedy podlączasz pod interfejs zalezy jak chcesz wysylać sygnał do kompa przez mixer czy poprzez aux czy suma LR (przy sumie LR na jednej sciezce nagrasz wszystkie kanały z mixera ale pozniej nie bedziesz miał możliwosci ingerencji w cokolwiek auxem tez wyslesz ale gorzej chyba bedziesz miał z ustaleniem proporcji przy nagraniu) kolejna sprawda to jak juz naprawde chcesz mixer to nie behringera moze jakis MIDAS SOUNDCRAFT ? Crest ? … jezeli chcesz nagrywac naraz wiecej jak 1-2 kanały bo np 8 to kup odpowiedni interfejs 8 kanałowy mixer dzis do tego nie jest potrzebny interfejsy maja wiecej jak 1 wyjscie (zalezy od interfejsu) wiec wyslesz sobie sygnaly na monitory (lub inne odsłuchy) + wyjscie słuchawkowe ktore dasz np wokaliscie przy nagraniu lub gitarzyscie lub innemu czlowiekowi ktorego bedziesz nagrywać 🙂 dzieki interfejsowi masz mozliwosc (jesli mowa np o 8 kanałowym jakbys taki mial) to nagrasz sobie powiedzmy zestaw bebnów kazdy instrument perkusji na osobnej sciezce i pozniej masz mozliwosc ingerencji mixowania poprawiania itp itp itp .. masz m-boxa wiec mozesz np nagrac sobie 2 wokalistów jednoczesnie i kazdy mikrofobn nagra ci się osobno (na osobnych sciezkach) jak coś pytaj 🙂 bo nie mam pomysłów co ci jeszcze napisac

    • Przede wszystkim, Dawid – musisz sobie zadac pytanie, co chcesz nagrywac i czego potrzebujesz. Czesto okazuje sie bowiem, ze dodajac jakis slaby mikser w swoim torze sygnalu, tylko zaszkodzisz nagraniu, bo to kolejny, szumodajny element. Adam Ci generalnie wypunktowal, co i jak z podlaczeniem, wiec deyczja jest Twoja.
      BTW, juz myslalem, zes Adamie zniknal… 😉

    • nie nie Igorze poprostu bylem na wyjeżdzie 🙂 koncerciki nagłaśniałem 😛

    • Dziękuje bardzo wszystkim za pomoc, już wiem co i jak. Igor proponuje stworzenie jakiegoś forum z czasem, na pewno wiele osób będzie je odwiedzać 😛 Ja jeszcze mam jedno pytanie jakich dysków zewnętrznych używacie ? Dokładny model i czy jesteście zadowoleni ? Taka obiektywna opinia bez wątpienia by się przydała, bo staram się coś poszukać na firewire do swojego maca gdyż puszczanie wszystkich ścierzek prosto z wbudowanego dysku strasznie mi mrozi system… I właśnie to powód by stworzyć forum ^ Przepraszam za offtopa, zadałem pytanie na 2 forach ale do tej pory cisza.

    • Najlepsze rozwiazanie, jakie znam, to Glyph i G-Drive. Jakiegokolwiek modelu nie wezmiesz, to bedziesz zadowolony. Nagrywanie na systemowy dysk, to bardzo zly pomysl. For internetowych o tej tematyce jest w sieci wystarczajaco duzo. Jak bym chcial zalozyc forum, to bym nie zakladal bloga 🙂

  13. Masz rację, może to i lepszy pomysł. Anyway dzięki za radę, research rozpoczęty ! Miłego dnia

  14. To ja jeszcze wrócę do meritum tego wpisu, boli mnie mianowicie trochę, że nawet jak człowiek wyłoży spore pieniądze na jakieś studium realizacji dźwięku czy coś podobnego to tak naprawdę chyba nigdzie, a przynajmniej nie wiem gdzie, dostanie do posłuchania i porównania dobrze zrobiony miks PRZED masteringiem i dobrze zrobiony mastering, a to wszystko w odpowiednio przygotowanym pomieszczeniu. Po prostu nie uczy się ludzi słuchać jak to wszystko powinno brzmieć przed i po masterze. A potem jest wielkie zdziwienie, że materiał wrócił ze studia bo się nie nadawał. No pewie, że się nie nadaje jak autor miksu nie ma bladego pojęcia do czego dążyć. Jedyny wzorzec jaki ma to gotowe nagrania z płyt CD, które już są zmasterowane. Nic więc dziwnego, że samemu robimy masę podejść do masteru własnych nagrań, bo inaczej się w tej sytuacji nie da.

    • Masz sporo racji – małe są szanse na posłuchanie gotowego miksu komercyjnego przed masteringiem. Dlatego to zawsze będzie trochę loteria. Na pewno trzeba brać pod uwagę fakt, że nasz miks przed masteringiem powinien być trochę dynamiczniejszy niż gotowy utwór referencyjny, bo w dzisiejszych czasach ukończony master jest z reguły mocno skompresowany. Inna sprawa, że jest sporo nagrań sprzed kilku lat, które są o wiele lepszym punktem odniesienia niż dzisiejsze produkcje, bo nie są nastawione na wyciskanie ostatnich możliwych “potów” z kawałka. Jeśli będziesz porównywał swój miks z gotowym, współczesnym masterem, to z pewnością przesadzisz z kompresją sumy i wtedy taki miks wróci do poprawki. Poza tym, jak dobrze poszukasz, to są w sieci strony studiów, które zajmują się masteringiem i udostępniają do posłuchania wersje “przed” i “po”, żeby potencjalny klient mógł usłyszeć, jakie korzyści może uzyskać korzystając z ich usług. Druga rzecz, to na stronie Boba Katza (http://www.digido.com) w dziale Honor Roll znajdziesz kilka dobrych “naprowadzaczy”.

    • Ok, dzięki za podpowiedź. Niemniej uważam, że to zadanie (nauczenie) powinno spoczywać na uczących a nie na uczniach. Ale cóż, takie życie, taki świat.

    • Jak najbardziej się zgadzam. Dociekliwość ucznia, choć jest wielką cnotą, to jednak tylko jedna strona medalu, bo nauczyciele powinni stanąć na wysokości zadania i dotrzeć do wersji “przed”, żeby móc je prezentować na zajęciach.

  15. Jako że produkuje przeważnie muzykę elektroniczną, to (nie wiem jak taka opcja sprawdzi się w innych gatunkach) zawsze daje stopę deczko głośniej, niżeli była ustawiona w miksie optymalnie. Tak samo wokal. Bywa że jak stopa, czy wokal zostaną zgrane pod master w optymalnych ustawieniach gain w miksie, to na masterze niekiedy (choć raczej przeważnie), giną pod wpływem kompresji i staja się zbyt ciche.
    Napiszcie jak to u Was wygląda.

    • Różnie bywa… Jak dasz z kolei zbyt głośno stopę w mixdownie, to później robiąc mastering, ta stopa będzie pierwszym elementem aktywującym kompresor, przez co zacznie się momentalnie chować. Lekarstwem na taką sytuację może być wtedy precyzyjniejsze dostosowanie czasów ataku i zwolnienia albo odfiltrowanie najniższych pasm w układzie side-chain, który wykrywa sygnał aktywujący kompresję – o ile użyjesz wtyczki z taką funkcją. Wtedy kompresor nie będzie “słuchał” tej stopy i zacznie kompresować na podstawie pozostałych składowych sygnału.

    • To prawda. Kiedyś kilka razy tak mi się zdarzyło właśnie, ale z czasem człowiek zaczyna słyszeć na ile stopka ma być głośniej. Myślę, że tu dużą rolę odgrywa też znajomość używanego do pracy odsłuchu.

    • Mało tego, znajomość odsłuchu odgrywa ogromną rolę w każdym etapie produkcji 🙂

  16. Podoba mi się pomysł z tymi trzema wersjami miksu, niestety też mam tendencję do ściszania basu, spróbuje Twojego patentu 😉

    Mam jeszcze pytanie, co do samej ścieżki basu elektronicznego, przy ostatnim utworze mój bas praktycznie nie ma częstotliwości powyżej pierwszej harmonicznej (tzn. są ale bardzo ciche), słuchając utworu na moim sprzęcie wszystko ok, natomiast przy odsłuchu na słuchawkach konsumenckich (lubie to słowo ;)) praktycznie jest niesłyszalny. Słyszałem o czymś takim jak lekkie przesterowanie i podłośnienie wyższych częstotliwości, tylko nie wiem czy takie praktyki są stosowane, co byś mi doradził w tej kwestii?

    • To stary i sprawdzony patent. Zrób kopię ścieżki basu i ją trochę przesteruj, nasyć symulacją taśmy lub dodaj charakteru lampy, etc. Domiksuj taki przeprocesowany bas do oryginalnej ścieżki i voila – harmoniczne odzyskane i bas lepiej słyszany.

  17. Ja mam pytanie odnośnie kwestii filtrów.
    Czy poprawnie jest ucinać wszystko co basowe do 40Hz HP i resztę powiedzmy do 16kHz LP.
    Ja oczywiście nie praktykuje tak ostrych filtrów, ale jeden kolega trzyma się tych częstotliwości twardo i próbuje mi to udowodnić za wszelką cenę.

    • Zależy. 40Hz, to trochę ostro, a szczególnie, gdy robisz hip-hop czy RnB, gdzie okolice tych pasm są dość ważne. Obcinając przy 40Hz też wpływasz na częstotliwości lekko powyżej, a szkoda by było pozbawić stopy tąpnięcia. Co do LPF, to zależy jeszcze, jak stromo Twój kolega ustawia filtr. Ja zazwyczaj tego nie obcinam, ale i nie podbijam (na sumie) – to pasmo ma naturalną tendencję do opadania powyżej 14-15Hz, więc jeśli nie masz tam za dużo informacji, to to się samo filtruje. Jeśli utniesz za mocno, to może się zrobić za ciemno (w zależności od użytego filtra). Po raz kolejny radzę się trzymać swojego słuchu niż jakiejś sztywnej zasady, bo te z reguły nie istnieją.

    • Można ściszyć dół, te częstotliwości są odpowiedzialne za uczucie “walenia basem po klacie” 😉 i zawierają sporo energii, wiec całkowite ich wyciszanie nie jest chyba poprawne. Natomiast przy instrumentach typu gitara czy pianino (o ile nie są solo w utworze) można śmiało zapodać LP i to nawet na większych częstotliwościach np. 100Hz.

    • Nie do końca jestem pewien tylko, czy TRANE pyta o filtry w masteringu (bądź na sumie miksu) czy na poszczególnych śladach. Moja odpowiedź była w kontekście całości, a nie pojedynczych ścieżek. TRANE, sprecyzuj się!

  18. Nie, nie.. temat jest o miksie i miałem na myśli każdą ścieżkę osobno 🙂

    • Ło jezu… i ten Twó kumpel tak tnie HPF na 40Hz i LPF na 16kHZ na każdej pojedynczej ścieżce?

    • Mówi że tak. Podobno powyżej 16kHz nie ma nic istotnego, a poniżej 40Hz samo błoto 🙂

    • Co do dołu, to jeszcze bym był skłonny dać się w skrajnych przypadkach przekonać, acz zależy od śladu, ale na pewno nie ciąłbym wszystkiego powyżej 16kHz. Chociaż z drugiej strony – jeśli Twój kolega osiąga dobre rezultaty, to czemu nie? Trzeba spróbować…

  19. Witam !
    Jestem wiernym fanem bloga ! Wiele się nauczyłem dzięki Twoim artykułom. Oczywiście wiele jeszcze przede mną ale jakby to ująć pokazałeś mi drogę 😀 haha

    A teraz mam do szanownych Państwa prośbę. Zgrałem tutaj przewodni motyw utworku, nad którym teraz pracuję, muzyka : house.
    Oceńcie proszę ten wstępny miks.

    http://www.speedyshare.com/files/30002297/buczar_-_przypadek3.mp3

    No i jakby ktoś chciał proszę o zobaczenie mojego profilu na YT, jest tam kikla pozycji jedne lepsze drugie gorsze.
    Pozdrawiam !

  20. Mam pytanie odnośnie kwestii, której chyba nikt jeszcze nie poruszył.

    Chodzi o to, że pracuję dużo na samplach. Często zdarza się, że są one 16-bitowe.

    Kończąc miks mam więc w Abletonie Live traki, na których jest materiał 16-bitowy, na innych 24-bitowy, czasem zdarza się 32-bitowy, wszystkie w jednym projekcie.

    Co z tym zrobić?

    Większość studiów masteringowych przyjmuje materiał 16- i 24-bitowy.

    Czy opłaca się eksportować miks, w którym jest materiał 16-bitowy, do 24-bitowego pliku stereo?
    Przecież po masteringu znowu zredukują go do 16 bitów, a takie konwersje rozdzielczości ‘w górę i z powrotem w dół’ obniżają ponoć jakość materiału audio?

    Może po prostu zrobić dithering całości do 16 bitów i to im wysłać?

    Jaki sposób przygotowania pliku do masteringu byłby w tej sytuacji najlepszy?

    I czy w ogóle samodzielne bawienie się w dithering ma sens bez dogłębnej wiedzy na jego temat?

    I jakie są właściwie różnice w masteringu materiału 16- i 24-bitowego?

  21. Zastanawiam się co miałeś na myśli mówiąc “Jeśli używacie w miksie utworów referencyjnych (co robić powinniście), to upewnijcie się, że znacznie obniżycie ich poziom względem Waszego miksu. Kwestia głośności względem komercyjnych utworów na tym etapie jest spokojnie do pominięcia.” Czy chodzi o to, że po prostu na etapie miksu i tak nie powinniśmy mieć tak głośno i tak mocno skompresowanego jak w komercyjnych (przemasterowanych już) nagraniach?
    Pewnie w masteringu sytuacja wygląda tak samo, bo ciężko osiągnąć taką głośność, ale jak myślisz na jakim poziomie powinno się te “refery” ustawiać w takim razi? Szczyt na 0db, czy tam -0,3dB i pod patrzeć?

    Mam nadzieję, że nie zamotałem 😛

    Pozdrawiam i dzięki za artykuł. Właśnie sobie spisuję punkt, po punkcie… wiele z tych rzeczy robię, ale czasem coś mi umknie to mogę sobie punkt po punkcie sprawdzić co 🙂

    • Ściszasz referencje do momentu aż będą grały na podobnym poziomie głośności, co Twój miks. Wszystko po to, żeby głośność nie była elementem decydującym o czymkolwiek.
      Z kolei podczas masteringu, jeśli dążysz do takiej głośności, jak komercyjne wydawnictwa, to referencje zostawiasz na zero, tak jak były w oryginale i do tego próbujesz dociągnąć swoje produkcje.

  22. Mam pytanie co do stwierdzenia “Zgłośnienie (fade-in) na początku czy ściszenie na końcu (fade-out) zostawcie na fazę masteringu.”.
    Ja się spotkałem z taką zasadą, że właściwie każdy ślad (region) po nagarniu, przed miksem na etapie edycji powinien dostać fade in i fade out, taki kilku samplowy, ramkowy. Nie mówię tu o jakimś kilku sekundowym ściszeniu. Chodzi tu o to by pozbyć się ewentualnych mikrokliknięć i tego typu cyfrowego syfu. Ty nie robisz tego typu obróbki ?

    • Zasada, o której mówisz, ma jak najbardziej zastosowanie podczas miksu, gdzie pracujesz na pojedynczych ścieżkach. Zacytowane przez Ciebie stwierdzenie odnosi się do zgranego już miksu do jednego śladu stereo.

Zostaw komentarz