Mastering w Domowym Studiu Nagrań – Wstęp

O masteringu wspominałem już na blogu niejednokrotnie.

Zanim przystąpicie do czytania tego tekstu, warto by się było zapoznać z moimi poprzednimi wpisami na ten temat – szczególnie, jeśli to zagadnienie jest Wam trochę obce lub odwiedzacie bloga od niedawna.

Najłatwiej do tych wpisów dotrzeć klikając w odpowiednią kategorię poniżej w pasku po prawej stronie lub przeglądając dział Archiwum.

Temat masteringu jest tak obszerny, że można by mu spokojnie poświęcić całego bloga. Z masteringiem związanych jest wiele kwestii i opisanie każdej z nich wymaga niemałej wiedzy i doświadczenia. Nie jestem zawodowym inżynierem masteringu, nie szkoliłem się bezpośrednio w tym kierunku (aczkolwiek jestem teraz w trakcie kursu, o którym pisałem w grudniu w ramach listy życzeń do dziadka z Laponii…), dlatego jeśli wśród Was jest ktoś, kto zajmuje się profesjonalnie tym etapem produkcji muzycznej, niech podniesie rękę – chętnie oddam mu głos.

Zanosi się na to, że rozszerzę ten wpis o kolejne i zrobimy z tego mały cykl tematyczny (drugi po cyklu miksowania), ale na razie nic nie obiecuję. Potraktujmy dzisiejszy wpis, jak coś w rodzaju wprowadzenia. Jeśli nie zabraknie mi wiedzy i motywacji, to postaram się przeprowadzić Was przez ten etap z nadzieją, że nie poniesiemy zbyt wielu ofiar. Moja wiedza z zagadnienia masteringu nie jest, póki co – wystarczająco obszerna, co tylko świadczy o tym, że przed każdym z nas, pragnącym ten proces wykonywać – jeszcze długa droga. Niemniej jednak, postaram się z Wami dzielić na bieżąco tym, co już wiem lub umiem i może wspólnymi siłami podniesiemy poziom swojej wiedzy i umiejętności.

Mastering a Miksowanie

Miejcie na uwadze, że na początku trzeba umieć rozróżnić mastering od miksowania, a z tego, co zauważyłem, wielu młodych realizatorów nadal ma z tym problem i utożsamia jedno z drugim. Taki styl myślenia może skutecznie pozbawić Was umiejętności prawidłowego wykonania masteringu, ponieważ do tego potrzeba przyjąć zupełnie inne podejście niż do sztuki miksowania!

Inna rzecz jest taka, że jeśli chcemy być dobrzy zarówno w miksowaniu, jak i masteringu, to musimy się przygotować na niewyobrażalną ilość wiedzy, którą trzeba będzie przyswoić. Można spokojnie założyć, że sam mastering, to drugie tyle informacji, co miksowanie.

Kolejny problem polega na tym, że masteringu, podobnie jak miksowania – trzeba się długo uczyć, bo sama teoria i znajomość technik, to tylko część sukcesu.

Zobaczmy, o jakich różnicach między tymi dwoma procesami mowa i jak możemy pracować nad własnym warsztatem, aby je lepiej zrozumieć.

Zwykło się mówić o inżynierach masteringu, że mają „złoty słuch”. Takie sławy, jak Bob Katz czy Bob Ludwig posiadają zdolność wychwytywania najsubtelniejszych zmian w audio. Jest to kluczowe z dwóch powodów:

  • Po pierwsze – aplikowanie jakiegokolwiek procesu do miksu stereo (niezależnie od tego, czy jeszcze podczas sesji miksowania, czy już w oddzielnej sesji masteringu) ma wpływ na KAŻDY element utworu. Dla przykładu – podbicie jakiejś częstotliwości, wpłynie zarówno na wokal, jak i bas, bębny czy gitary. Dlatego, jeśli celujecie w rozjaśnienie wokalu, słuchajcie też, co dzieje się z resztą naszych instrumentów. Działa to zupełnie inaczej niż podczas pracy z korektorem na poszczególnych trackach w miksie, gdzie „dotykamy” tylko konkretnej ścieżki.
  • Po drugie – mastering wymaga wykonania wielu malutkich kroczków, które dopiero składają się na ogólną poprawę całości. Ktoś mi ostatnio w mailu napisał, że „delikatnie, nie jakoś hardcore’owo – podbija korektorem na sumie jakieś tam pasmo o 6 dB”…

To, to, to, to jest delikatnie? Delikatnie w masteringu, to jest np.0.5dB! Jeśli tak drastyczne podbicie wpływało do jakiegoś stopnia pozytywnie na brzmienie, to znaczy że miks był naprawdę słaby i należałoby do niego powrócić i tam poprawić, a nie masakrować sumę miksu (czyli wszystkie elementy) takim mocnym uwypukleniem danego pasma. To są podstawy podstaw.

Nie da się jednym ruchem potencjometru zażegnać kilku problemów, ba – nieumiejętnym ruchem można przysporzyć sobie siedmiu nowych problemów, bowiem każda akcja wywołuje reakcję – wystarczy nieprawidłowo użyć kompresora, a ciężko wypracowany w miksie balans między poszczególnymi partiami zostanie zaburzony. Tak, moje dzieci – kompresując sumę miksu zmieniacie relacje (balans) miedzy ścieżkami. Moja rada – opanować obsługę kompresora do poziomu „co najmniej niesamowitego”, żeby być świadomym jego ograniczeń i możliwych komplikacji, które może on wywołać, gdy zostanie wrzucony na sumę. Podobnie z EQ – podbijcie za mocno jedno pasmo, a szybko zorientujecie się, że pozostałe pasma nam osłabły…

Już na tym etapie, wielu „wannabe” sobie nie radzi, ponieważ stosują myślenie typowe dla pierwszych etapów miksowania, czyli szerokich pociągnięć pędzlem… Myślcie o masteringu raczej w kategoriach „mikroskopu”. I naprawdę, jeśli chcecie się zabierać za mastering, to musicie, absolutnie musicie mieć opanowane zagadnienia miksowania i działania poszczególnych procesorów. Jeżeli chcecie po łebkach traktować oba te procesy – proszę bardzo. Nie dziwcie się tylko później, że Wasze produkcje brzmią tak, jak brzmią. Nie ma drogi na skróty, panowie i panie – tu się trzeba wziąć ciężko do roboty, a nie szukać skrótów i sztuczek na oszukanie systemu 🙂

Podsumowując ten punkt – mastering jest zwykle sztuką subtelności i musicie zrozumieć, które z małych zmian i w jaki sposób wpływają na ostateczny, wielki rezultat.

Wszystko to napisane powyżej ma oczywiście zastosowanie wtedy, gdy miks, który poddajemy masteringowi jest dobry i solidny, bo inaczej nawet nie ma co przystępować do kolejnego etapu. Miks musi być gotowy na kolejną fazę. Nikt (normalny) nie gotuje przecież ziemniaków, gdy są jeszcze w worku, prawda?

Masteringu nie stosuje się po to, aby poprawiać błędy miksu i nie liczcie na to, że ktokolwiek podejmujący się tego zadania zrobi ze słabego misku powalający master. Są oczywiście sytuacje, kiedy zdolny inżynier zdoła do pewnego stopnia poprawić niewielkie błędy popełnione podczas miksu, ale nie spodziewajcie się, że z zepsutych składników zostanie przygotowana pyszna potrawa.

I jeszcze jedno – mastering, to trochę więcej niż podniesienie ostatecznego poziomu głośności. Warto o tym pamiętać.

Mastering kiedyś i dziś.

Cały czas mówimy o masteringu jednego, zmiksowanego kawałka, czyli praktyki, która ostatnimi czasy stała się bardzo popularna. Czy to źle, czy dobrze – zdania są podzielone. Ja uważam, że takie działania zostały wywołane przez wielkie zmiany w funkcjonowaniu biznesu muzycznego, które zaszły w ciągu minionych lat i niejako wymusiły taki cykl.

Obecnie miksuje się (i masteruje) w większości single, stąd kawałki nie raz są ukończone zanim (o ile w ogóle) pojawi się album. Kiedyś mastering wykonywało się dopiero po ukończeniu wszystkich miksów, a zadaniem inżyniera było skompilowanie utworów na album i poza oczywistymi procesami typowymi dla masteringu, ułożenie ich w sensownej kolejności, ustalenie przerw między nimi, dodanie kodów i stworzenie płyty, która następnie trafiała do tłoczni, gdzie była powielana i przygotowywana do dystrybucji w odpowiednim formacie.

Na całe szczęście proces ten jeszcze nie zanikł i artyści nadal chcą wydawać pełne albumy, ale tendencje, co do kupowania płyt – znacznie zmalały, co akurat mnie osobiście bardzo martwi, bo uwielbiam mieć w rękach płytę z wkładką, która jest jakąś częścią układanki, opowieścią, zbiorem stanów artysty z danego okresu, itd… Nie wyobrażam sobie, że to mogłoby się kiedyś skończyć. Nazwijcie mnie dinozaurem, ale do dziś lubię kupić w sklepie płytę i doświadczyć tego, co poeta miał na myśli tworząc cały koncept albumu. Nie za bardzo rozumiem sens kupowania, bądź, pożal się Boże – nielegalnego ściągania pojedynczych kawałków – ale to temat na osobną dyskusję.

Podsumowując…

Podczas pisania tego tekstu (a dokładnie tej linijki) zdecydowałem, że jednak pójdziemy dalej i zaczniemy w kolejnych wpisach eksplorować zakamarki masteringu. Przyjrzymy się masteringowi od tej bardziej tradycyjnej strony (mastering albumu), jak i tej bardziej nowoczesnej (mastering jednego kawałka).

Jeśli po ukończeniu tej serii ktoś mnie jeszcze raz spyta o „mastering wokalu”, to przestanę się do Was odzywać. Obiecuję. Mało tego, wyślę Wasze dane do największych agencji reklamowych, stron z dziecięcą pornografią, internetowych marketerów, aptek internetowych, oszustów z Nigerii i rosyjskich szpiegów – gwarantuję, że już nigdy nie opędzicie się od spamu…:)

P.S. Jak wszystko dobrze pójdzie, to na koniec serii postaram się w krótkim filmiku zaprezentować Wam, jak można samemu zrobić mastering wewnątrz DAW.

Zostawić komentarz ?

50 Komentarze.

  1. No to jest duży problem wśród młodych adeptów – mylą pojęcia i są przekonani, że mastering to taka magiczna sztuczka, która z gówna miód ukręci. W domowych warunkach problem jest taki, że sami nie jesteśmy w żaden sposób obiektywni wobec swoich wypocin, więc bardzo trudno jest podkreślać niuanse, kiedy cały czas miks szaleje po głowie (nawet jak zostawi się wałek na jakiś czas, to i tak trudno o obiektywizm). Kolejnym sporym problemem jest również fakt dłubania na tym samym sprzęcie, tym samym odsłuchu itd. Moim zdaniem w warunkach domowych nie da się dobrze zrobić masteringu, zwłaszcza przez siebie samego. Jedynym rozwiązaniem jest oddanie tego w ręce kogoś kto się zna na rzeczy i będzie obiektywny (może być kolega, jeżeli ogarnia temat, wtedy nawet na tym samym odsłuchu można coś ukręcić, bo jednak inne ucho słucha). No. To takie moje przemyślenia na temat :mrgreen:

    • Mam dokładnie takie samo zdanie, o czym mówiłem i pisałem już nie raz. Mimo to, uważam, że warto spróbować się zmierzyć z tematem, nawet jeśli miałoby się okazać, że nie warto 😀

    • Heh, nizej do podobnego wniosku doszedlem. To mnie jeszcze bardziej utrwalilo w przekonaniu :D!. Pozdrawiam:).

  2. No to super cykl sie zapowiada :D. Ale własnie postanowiłem, że mastering będę oddawał w ręce innych zaufanych ludzi 😀 a sam w razie konieczności:D. Szczególnie, że korzystny jest dystans do utworu – jak pisałeś wczesniej.

    Za to ciekawy jestem kolejnych wpisów. Myslę, że znajmość masteru pozwoli przygotować bardziej wartościowy mix:D i nawet z tego punktu warto pisać ten cykl! 😀

    Czekam na kolejny wpis bo ten tylko zaostrzył apetyt na wiedze :D.

    • Tylko pogratulować dobrej decyzji z przekazywaniem utworu w bardziej doświadczone ręce. Myślę sobie, że nawet jeśli każdy wydobędzie z tego cyklu tylko odrobinę wiedzy, to warto go poprowadzić choćby dla bliższego zaznajomienia się z obszernością tego tematu.

  3. O ja… to będzie coś. Na samą myśl mi cieknie ślinka.

    • Mam tak samo 😀

      Czekan z niecierpliwością n ciąg dalszy!

      A co do oddawania swojego materiału do masterowania innym to zapewne jest to najlepsze wyjście jeśli mam y zaufanych ludzi, dopóki ich nie mamy, trzeba robić to samemu ale wiedza się przyda, kto wie czy nie przyjdzie nam masterować albumu kumpla, który w zamian zmasteruje nasz (sytuacja idealna) 🙂

    • Jest to jedna z możliwości 🙂
      Pozdrawiam

  4. Często mam takie coś, że po “skończeniu” miksu i zamiaru pochwalenia się gdzieś utworem coś mi w nim nie pasuje… Wtedy staram się na całym utworze zapiąć eq i wyszukać częstotliwości, których brakuje.
    Jak już je znajde to wracam do miksu i szukam na poszczególnych ścieżkach tej brakującej częstotliwości.
    Nie wiem czy to jest dobre podejście ale dla mnie jak na razie wystarczające 🙂

  5. Czekam na filmik ; ) kolejny konkretny wpis. Milo sie to czyta i proboje zrobic cos w praktyce po takim objasnieniu. pozdrawiam

  6. Offtop – Bardzo mi sie podoba, ze brak reklam na tej stronie! Teraz to juz sztuka i cenna umijetnosc by trafic w miejsce ktore chce a nie reklame:D.

    Jednak jezeli jest opcja umieszczenia przycisku w rogu strony – w celu odeslania do jakiejs reklamy google – to z checia klikne i to nie raz!

    Mysle, ze nie tylko ja :D. Tak wiec jak dbasz o swoich czytelnikow daj nam mozliwosc odwzajemnienia sie! 😀

    Czy z jakis powodow jest to impossible :D? A moze jest taka opcja juz:D?

    • Na poprzedniej platformie (blogspot) były reklamy od Google. Jak przenosiłem bloga na wordpress, to założyłem sobie, że nie będę cennego miejsca poświęcał na denerwujące kolorowe okienka i że jeśli kiedyś będą reklamy, to tylko konkretne. Ja nie przepadam za panującą tendencją do upychania za wszelką cenę reklam tam, gdzie nie trzeba i chciałem, żeby czytelnicy skupiali się przede wszystkim na informacjach. Sama Wasza obecność i dyskusje w komentarzach są dla mnie wystarczającą nagrodą.

    • No upychanie reklam to straszna tendencja i na szczescie z czasem ma się to normalizować:). Myślałem własnie o czymś dyskretnym, schowanym dla chetnych.

      Ale to tyle:D koniec offtopow ode mnie;).

    • Możliwe, że zrobię taki kącik kiedyś, dzięki za sugestię.

    • dobrze ze to nie Polsat bo wyobraźcie sobie ogladam sobie reklamy na Polsacie a tu nagle FILM ! WTF? 😀

    • Ja też nie lubię, jak mi oglądanie reklam jakimś filmem przerywają…

    • W przeglądarce Opera jest rewelacyjna opcja blokowania zawartości – prawy klawisz myszy na wolnym polu, “Zablokuj zawartość”, klikasz lewym z shiftem na jakąś reklamę, potem tylko edytujesz link wstawiając “*” zaraz po adresie serwera z reklamami, OK i już. I tak na serwisach, które często przeglądam mam zero reklam 🙂

  7. delikatnie, nie jakoś hardcore’owo – podbija korektorem na sumie jakieś tam pasmo o 6 dB”… To, to, to, to jest delikatnie?

    o man !! to bylo dla mnie jak upadek kowadła z bardzo dużej wysokości 🙂 z checia poczytam wiecej o masteringu …ale puki co jest wiele do zrobienia jeszcze w MIXIE 😀

    • To tylko dowód na to, że mastering jest czarną magią dla wielu (jeśli nie wszystkich) młodzików – dlatego przytoczyłem ten fragment. Miks, to podstawa!

  8. Wielkie dzięki Igor za kolejny świetny tekst !!! Czekam na więęęęęcej 😈

  9. Popieram pomysł rozszerzenia zakamarków masteringu na blogu 😉 Pozdrawiam!

  10. Bardzo mi się podobają Twoje porównania i dobitne tłumaczenie niektórych wątków – co w gruncie rzeczy jest bardzo ważne. Zapowiada się ciekawy materiał, oby starczyło Ci zapału, żeby napisać do końca cały cykl. Pozdrowienia.

  11. Adrian2610

    Przede wszystkim chcę się dołączyć do podziękowań dla Ciebie Igor, za fantastyczną robotę. Mam nadzieję, że kiedyś przyniesie Ci to duży wór kasy ( chociaż może nie za szybko, żebyś o nas nie zapomniał;) A teraz pytanie/ prośba: może znalazł by się ktoś chętny mi pomóc, widzę progres w moich miksach ale ciągle daleko mi do satysfakcjinującego mnie efektu.Zaczynam się zastanawiać, czy może nagrany materiał nie pozwala mi na lepsze efekty. Może znalazłby się ktoś chętny, kto zrobiłby miks jednego utworu ( muzyka rockowa. Z chęcią wysłałbym komuś materiał oraz zrobiony przeze mnie miks. Wtedy wiedziałbym, czy można wyciągnąć więcej, ewentualnie osoba, która podjęłaby się miksu mogłaby mi dać jakieś wskazówki;). Pozdrawiam wszystkich, którzy mieli szczęście znaleźć ZAKAMARKI;)

    • Jeśli ścieżki są porządnie nagrane, to nie powinieneś mieć problemu z uzyskaniem przyzwoitego miksu. Jest dużo możliwości. Ja chętnie wysłucham miksu. Wrzuć go na jakiś serwer albo podeślij mailem, może coś poradzę od siebie.
      Dzięki za odwiedziny i miłe słowa. Pozdrawiam

    • możesz wrzucić tracki na jakiś serwer to mogę w ramach treningu coś ukręcić 😉

    • Adrian2610

      Dzięki;) dzisiaj wrzucę tracki i mój mix na jakiś serwer.

  12. doktorsamuel

    ktoś napisał o tym że my też chcielibyśmy odwdzięczyć się Igorowi to jest moje podziękowanie i bardzo fajnie się rozwija i przy tym wiele osób dba by temat nie spadał z pierwszych pozycji portalu na którym przebywamy http://www.hip-hop.pl/forum/projector.php?forum=7&thread=13061719090291 zrobiłeś Igor tu kawał dobrej roboty ze wszystkimi tematami ja również czekam na kolejną odsłonę mastera ale również jak już pisałem adaptacja akustyczna pomieszczenia przede wszystkim pod kątem wokalu pozdrawiam

    • Rzeczywiście dyskusja się potoczyła. Dzięki za reklamę. Będą kolejne wpisy o masteringu, adaptacji, innych rzeczach. Ale ja mam tylko dwie ręce, a nie samym blogiem człowiek żyje… (nawet gdyby bardzo chciał) 🙂

  13. doktorsamuel

    wiem wiem ciężko z czasem chyba u wszystkich będę cierpliwie czekał i mam jeszcze jedno być może głupie pytanie ale jak mogę wrzucić swoje zdjęcie, żeby się pojawiało przy moich wypowiedziach bo za chiny nie mogę znaleźć tu takiej opcji

  14. dzieki Igor za nastepny bardzo mądry artykuł. Oczywiście , możemy spróbować się z tym zmierzyć w ramach treningu, jednak nie spodziewajmy się oszałamiających efektów, tak jak Igor napisał / złoty słuch moi drodzy/ o odpowiednim pomieszczeniu i całej elekrycznej machinie nie wspominając. Oczywiście trzeba wierzyć w siebie )))))
    Pozdrawiam

  15. Tak tresciwego bloga w temacie produkcji dzwieku,w ojczystym jezyku jeszcze nie spotkalem.Swietna incjatywa.Pzdr

  16. doktorsamuel

    czym więcej wiem tym jestem głupszy
    człowiekowi się czasem wydaje że dużo wie w temacie miksu produkcji mastera i różnych takich po czym trafia na taki blog i okazuje się że jest osłem

    • hehe popieram zgadzam sie w 100% 😀

    • Ja też jestem osłem w tym temacie i jeszcze długa droga przed nami… Następny etap – awans na konia 😉

  17. Miks, to podstawa!
    by Igor on May 31, 2011 at 15: 4…..hmm a ją myślę że mastering to podstawa.gratuluje tym którzy chcą zmasterowac zmiksowany juz track…gratuluje panu który założył temat,bo śledzę posty od poczatku i.zauważam niebywałą wiedzę na temat masteringu,wiedzę która powinien mieć każdy “producent” .a Jak narazie widzę,że ci którzy tutaj komentują wiedzę pana prowadzącego ,w ciągu dalszym pogłębiają się w błędach bądź nie czytaja że zrozumieniem postow. do prowadzącego; czemu tak mało na temat eq?
    😉

    • Nie no, zaraz, zaraz. Sugerujesz, że mastering jest ważniejszy od miksu…? Przecież normalną koleją rzeczy jest mastering zmiksowanego utworu. Poza tym, każdy ‘producent’ powinien mieć przede wszystkim wiedzę na temat pozostałych aspektów produkcji muzyki (komponowanie, aranżowanie, nagrywanie, etc.). Mastering to akurat powinno być jego najmniejsze zmartwienie. Chyba nieświadomie potwierdzasz tą mitologiczną wartość masteringu 😉

  18. tak ,tak uważam.dla mnie mastering to bardzo dogłębne przeanalizowanie poszczególnych ścieżek,wycinanie pasma szumow,oddechow,podbicie wokalu i wiele innych istotnych rzeczy,po zrobieniu których mogę przystąpić do mix’u.więc do tych wszystkich equalizerow,delayi,itd,itp.w których pracuje juz na zmasterowanych ścieżkach,dodając cały wyraz całości.od lat kilkunastu współpracuje ze studiami i ludźmi którzy się zajmują masteringiem,zatem jeśli uznaje mit,to nie jestem sama;)ale nie należę do osób które nie przyznają się do błędów,więc,jeśli takowymi są moje prZekonania i doświadczenia to miło mi że ktoś mnie sprostowal;)

    • Mastering przed miksowaniem?

      Hmmm. Zdaje się że nie ogarniam. Z tego co do tej pory wyczytałme to najpierw miksuje się ścieżki utworu, a następnie masteruje się sumę tych ścieżek (jednego lub kilku utworów)

      Mam wrażenie że zabiegi które opisałaś mieszczą się w pojęciu miksowania.

      Proszę – rozjaśnij nieco temat 🙂

    • @grf – większość tego, co opisujesz, nazywa się edycją śladów i rzeczywiście robi się to przed miksem, co jest jakby naturalnym i logicznym procesem, ale mylenie tego z masteringiem, to spory błąd. Tak, jak pisze ‘unfa’ – mastering, to procesy na sumie zmiksowanego już utworu (lub utworów i sklejenie ich we wspólną całość – album). Jeśli ludzie, z którymi współpracujesz w studiu od kilkunastu lat, twierdzą, że wycinanie oddechów ze ścieżki jest masteringiem, to albo żyjemy w innym wymiarze, albo po drodze Wam się zbyt dużo nieporozumień wkrada…

    • remaztered

      WTF?

  19. “Nie za bardzo rozumiem sens kupowania, bądź, pożal się Boże – nielegalnego ściągania pojedynczych kawałków – ale to temat na osobną dyskusję.”

    Niestety, sam od jakiegoś czasu kupuję pojedyncze tracki (choć 90% i tak pochodzi z singli, nie albumów), zwyczajnie dla tego, że baaardzo rzadko mi się album podoba jako całość (90-95% muzyki mi się z reguły nie podoba :/, ale za to jest ten 1%, który po prostu ubóstwiam <3). Często jest tak, że album posiada jakieś 2-3 genialne tracki, czesto wypromowane teledyskami i wcześniej wypuszczonymi singlami, a reszta jest wypełniona przeciętnymi (dla mnie) "zapchajpłytę" utworami. 😐 Jeżeli w przeciągu roku znajdę 10 albumów, którę chciałbym mieć w całości, to chyba maks, a słucham bardzo dużo (chyba za dużo jak na osobę, która ma aspiracje tworzyć coś samemu), ale cóż… nałóg wyławiania i życia tym 1% perełek 😳

  20. Ciekawi mni opinia na temat moich nagran w piwnicy .Prosilbym o jakies uwagi http://www.reverbnation.com/kmproject

Zostaw komentarz