Miksowanie – Zgranie i Pierwsza Ocena Miksu

Po ukończeniu wszystkich czynności związanych z miksowaniem naszego utworu należy ze wszystkich śladów sesji (audio, MIDI, Aux) zgrać miks do postaci jednego pliku stereo, czyli zrobić tzw. stereo mixdown lub bounce.  Jest to ostatnia czynność, jaką powinniśmy wykonać przed zamknięciem sesji i o tym porozmawiamy na początku tego artykułu. Później przejdziemy do drugiej kwestii, czyli do oceny naszego dzieła.

Jaki wybrać format pliku stereo?

Każde DAW daje nam możliwość wyboru formatu pliku audio, do jakiego chcielibyśmy zrzucić miks, np. wav, aiff, mp3, itd. Najpopularniejszym z nich jest oczywiście format wav, ale nikt nie zabroni nam wybrać na przykład formatu aiff. Kiedyś aiff nie był aż tak popularny na “pecetach” (zdarzały się problemy z jego odczytem), ale to już historia. Oba te formaty są jak najbardziej dopuszczalne, choć popularnie zwany “wave” wydaje się być najczęściej stosowanym. Bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły techniczne – różnice między tymi formatami są tak minimalne, że nie warto się nawet nad tym rozwodzić.

Zgrywanie miksu do postaci mp3 czy aac ma sens wtedy, jeśli planujemy umieścić miks na różnego typu portalach (społecznościowych czy promujących artystę, etc.). Tego typu pliki będą o wiele mniejsze w sensie rozmiaru na dysku, a to z uwagi na pokaźną dawkę kompresji danych, która zachodzi podczas konwersji do w/w formatów. Tu warto zaznaczyć, że “empetrójki”, szczególnie te kiepsko skompresowane (istnieje kilka dobrych i mnóstwo słabych konwerterów do tego celu), nie są miarodajnym źródłem informacji. Ilość straconych danych podczas konwersji potrafi czasem w bardzo negatywny sposób wpłynąć na jakość audio, co na pewno znacie odsłuchując muzykę w niskiej rozdzielczości na stronach typu Youtube czy tym podobnych.

Jakie wybrać parametry pliku stereo?

Mowa oczywiście o dwóch podstawowych pojęciach, czyli “sample rate” (częstotliwość próbkowania) i “bit depth” (głębia bitowa), o których jeszcze opowiem w oddzielnym artykule. Skupmy się na razie na praktycznej stronie tych parametrów.

Zakładamy, że nasz miks ma w późniejszym etapie produkcji zostać poddany finalnej obróbce przez inżyniera masteringu, dlatego warto podczas zgrania zachować możliwie najwyższą rozdzielczość. Oznacza to, że wybieramy takie same wartości, z jakimi była stworzona cała sesja (zazwyczaj 44.1kHz i 24bit). Tu mała uwaga – nie da się zwiększyć rozdzielczości pliku podnosząc te wartości podczas zgrania (o ile w ogóle DAW na to pozwoli) – możemy albo zachować je w takim samym stanie, albo ewentualnie wybrać niższe. Skoro więc wiemy, że miks czeka jeszcze jeden etap obróbki, optymalnie jest zostawić te parametry bez zmian – zostaną one ustalone podczas masteringu (zazwyczaj dithering do 16bit).

Co zrobić ze zgranym miksem?

Dobrodziejstwa techniczne dzisiejszych czasów i łatwość przesyłu danych przez internet umożliwiają udostępnienie naszego utworu (miksu) całej rzeszy ludzi w ciągu kilku minut. Czy warto jednak zaraz po zakończeniu pracy załadować taki plik do sieci ?

Zapewne każdego z nas korci (lub korciło), aby tak zrobić. Wstrzymajcie się! Jest jedna, ważna czynność, która uratuje Was przed prawdopodobną lawiną krytyki – zanim umieścicie miks na jakimś portalu / stronie / forum / serwerze uznając go za skończony, odczekajcie dzień, dwa, trzy. Dajcie odpocząć Waszym uszom, pozwólcie im się “zresetować” i odświeżyć. Jeżeli pracowaliście kilka długich godzin nad brzmieniem swojego (lub czyjegoś) kawałka, to są duże szanse na to, że Wasza percepcja jest na tym etapie mocno zaburzona. Ludzkie ucho to skomplikowany przyrząd, który w połączeniu z jeszcze bardziej skomplikowanym mózgiem potrafi nam płatać figle. Nasz słuch bardzo szybko przyzwyczaja się do konkretnego brzmienia i po jakimś czasie przestajemy być obiektywni – szczególnie w kwestii poziomu niskich i wysokich częstotliwości, poziomu wokalu względem muzyki, ilości pogłosów…

Jeśli macie jakieś doświadczenie w miksowaniu, to wiecie dokładnie, o czym mówię. Mi wielokrotnie zdarzało się (i do te pory się zdarza) przewalić bas czy przejaskrawić “górę”. Dlatego pamiętajcie, aby robić przerwy podczas miksowania, słuchać nagrań referencyjnych i nigdy bezgranicznie nie ufać tylko własnemu osądowi.

Po dniu czy dwóch odpoczynku i odsłuchaniu efektów naszej pracy z wypoczętym słuchem, warto ponownie odpalić sesję i nanieść poprawki, które zapewne okażą się konieczne…

Jak poradzić sobie z niedociągnięciami naszego słuchu?

Oprócz tych kilku porad powyżej, warto zwrócić się o opinię do innych osób (nie tylko realizatorów – “zwykły” słuchacz, to też bardzo cenne źródło informacji). Nie mylcie jednak rzeszy słuchaczy, którzy z reguły oczekują finalnej wersji z zaufanymi ludźmi, którzy zrozumieją, że liczycie na poradę potencjalnie mogącą pomóc w dokończeniu miksu. Takie “nieprofesjonalne” ucho nie wychwyci niuansów, typu długość ogona pogłosu, ale za to może naprowadzić nas na dobry tor rzucając nawet bardzo ogólne opinie, np. “wokal brzmi, jak z puszki”. Kolega, żona, kumpel poznany na GG, nauczyciel WOS-u czy sąsiad z przeciwka, którzy ni w ząb nie rozumieją produkcji muzycznej potrafią nam dostarczyć wielu wskazówek i informacji o tym, czy utwór ich “rusza”, “kopie” czy na przykład, jest monotonny, etc. Mimo iż nie znają “tajemnej” terminologii, są w stanie własnym słowami określić, co jest “nie tak”, a naszym zadaniem jest odpowiednie zinterpretowanie tych słów i poprawa miksu.

Ważna jest opinia każdej osoby i trzeba je zawsze wszystkie wziąć pod uwagę. Wiadomo, że niektóre z nich mogą nie być do końca trafne czy pomocne, ale mimo to – słuchajcie, co mówią o Waszych miksach inni ludzie, bo to jest bardzo ważne. To przecież ci “zwykli” słuchacze stanowią pewną grupę odniesienia. Szczerze polecam zbierać takie opinie i na ich podstawie dokonywać poprawek miksu.

Translacja (przekładanie się) miksu na różne systemy odsłuchowe.

Miejcie na uwadze fakt, że wysyłając miks do osoby (osób), na której opinię liczymy, mamy możliwość zebrania bardzo, bardzo różnych zdań. Jednym z czynników o tym decydujących jest fakt, że prawdopodobnie każda z nich dysponuje innym systemem odsłuchowym. Takie informacje pozwolą nam zrozumieć, jak brzmienie, które uzyskujemy w naszym studio przekłada się na różne warunki odsłuchowe. Nietrudno się też domyślić, jak bardzo pomocne okazuje się posiadanie więcej niż jednego zestawu odsłuchowego w naszym domowym studiu. I nie mówię tu tylko o wysokiej klasy monitorach – choć byłaby to idealna sytuacja, ale przecież nie każdego stać na więcej niż jedną parę porządnych głośników. Za odsłuch alternatywny mogą nam równie dobrze posłużyć przyzwoite słuchawki czy nawet mini-wieża stereo. Łatwiej bowiem wtedy zauważyć, jak zróżnicowanie może zabrzmieć ten sam miks. Nawet kiepskiej jakości głośniczki komputerowe potrafią obnażyć błędy popełnione podczas miksu, a chyba najlepszym środowiskiem do zweryfikowania naszego dzieła jest… wnętrze samochodu. Po zanalizowaniu wszystkich różnic wynikających z miejsca i warunków, w których odsłuchujemy miks, jeszcze lepiej zrozumiecie potrzebę translacji miksu.

Cały sens tkwi w tym, aby uzyskać miks, który zabrzmi możliwie najlepiej na każdym dostępnym systemie. Nie raz trzeba będzie pójść w tej kwestii na kompromis, bo uzyskanie super-idealnego brzmienia jest bardzo trudne. Zapamiętajcie po prostu, że użytek można zrobić nawet z “jamnika”, który co dzień rano informuje Was z kuchni o korkach na drodze 🙂

Ganianie własnego ogona i “syndrom pierwszego zdania”…

Na pewno zauważycie, że po zebraniu wszystkich opinii, odsłuchaniu miksu na różnych systemach, naniesieniu poprawek i ponownym odsłuchaniu oraz kolejnych opiniach – coś nadal będzie nam (lub komuś) nie do końca pasowało. To normalne. I choć ważne jest znalezienie złotego środka, czyli dobrej translacji miksu – trzeba wiedzieć, kiedy przestać i uznać miks za skończony. W którymś momencie należy jasno i wyraźnie sobie powiedzieć, że “bielsze nie będzie” i zakończyć wreszcie te zmagania. W przeciwnym wypadku, będziemy bez końca nanosić nowe poprawki, tym samym ganiając własny ogon i ryzykując zapadnięciem na “syndrom pierwszego zdania”. [Dla tych, którzy byli w liceum na bakier z lekturami, jeden z bohaterów “Dżumy”, Joseph Grand, całe życie zmagał się z napisaniem powieści, ale nie mógł zrobić nic poza wiecznym poprawianiem pierwszego zdania. Jak nie trudno się domyślić, powieści nigdy nie ukończył].

Nie pozwólcie, by przesadny perfekcjonizm zwyciężył nad męską decyzją, postawcie sprawę jasno i ruszajcie dalej!

Stara prawda mówi, że miks nigdy nie jest skończony i że zawsze można w nim coś jeszcze zmienić i poprawić, szczególnie w dobie DAW-ów, kiedy błyskawiczne przywołanie zapisanej kilka dni wcześniej sesji, to bułka z masłem. Grunt, to znaleźć punkt, po przekroczeniu którego, wcale nie poprawiamy już miksu, ale zaczynamy go zmieniać i zazwyczaj w ten sposób mocno mu szkodzić. Warto wtedy dla otrzeźwienia posłuchać wcześniejszych wersji naszego miksu, żeby udowodnić sobie zasadność tej tezy. Natomiast czas, który nam przepadł na wiecznym nanoszeniu poprawek powinniśmy przeznaczyć, np.  na miks kolejnego utworu (albo na spacer z dziewczyną, chłopakiem, psem czy obejrzenie dwóch odcinków “Dr House’a”). Pracując nad nowym miksem nauczymy się znacznie więcej niż podczas ciągłego zmagania się z jednym kawałkiem.

Co innego, jeśli nasz miks od samego początku był nie do końca udany. Gdy czujemy, że nie idzie nam najlepiej, to naprawdę warto wyzerować cały mikser, wypiąć wszystkie wtyczki, skasować automatykę i rozpocząć zupełnie nowy miks, ale o tym może kiedy indziej…

Podsumowanie

Niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy doświadczeni w procesie miksowania, opinie innych osób są bardzo istotne (jeśli nie kluczowe) dla uzyskania świetnie brzmiących miksów. Rzadko kiedy udaje się uzyskać “perfekcyjny miks” (to taki oksymoron) za pierwszym podejściem. Nawet najlepsi zawodnicy w tej dziedzinie robią po kilka miksów jednego utworu, bo muszą mieć pewność, że zagra on tak, jakby sobie tego życzyli na każdym systemie odsłuchowym. To, ile razy będziemy musieli zgrywać różne wersje miksu, ma niewielkie znaczenie (zakładając, że z każdą wersją jest coraz lepiej), bo liczy się przecież tak naprawdę efekt końcowy.

Pytanie do Was – zwracacie się do innych ludzi o opinie na temat swoich miksów czy uważacie, że Wasza błyskotliwość w tej dziedzinie tego nie wymaga?

Zostawić komentarz ?

47 Komentarze.

  1. Po pierwsze – systemy odsłuchowe – możesz mieć najlepsze monitory (założę, się że 80% z nas nie ma takiej opcji), a i tak będą zgrzyty na innym odsłuchu. Po drugie – zawsze słuchaj swoich miksów w aucie – nawet najbardziej wieśniacki system daje na prawdę dużo informacji o miksie.

    Po kolejne – im większa rzesza “niedzielnych” słuchaczy, tym lepiej dla Ciebie. W końcu, to niedzielny słuchacz jest ostatecznym odbiorcą. No chyba, że tworzysz typowo do szuflady.

    Nie wiem o czym była Dżuma, ale “zaliczyłem” tą lekturę :mrgreen:

    Co do siebie to powiem tak – dzisiaj jestem po kilkugodzinnej sesji odsłuchu (i oglądania) 3 koncertów na dużym ekranie. Powiem tyle – nagłośnić koncert i to nagrać to na prawdę ciężka przeprawa – życzył bym sobie żeby kiedykolwiek moje miksy brzmiały przynajmniej tak dobrze jak te koncerty.

    Dziękuję, dobranoc 😀

    • Po pierwsze – zgoda. Idealna translacje jest mniej wiecej tak latwo osiagnac, jak zycie wieczne. Co do naglosnienia koncertow, to tez mi nie raz szczeka opada i zyczylbym sobie tego samego, co Ty 🙂

  2. Wow nie sądziłem, że o tej porze Igor wrzuci artykuł.
    Wszystko bardzo ładnie opisałeś o tym sprawdzaniu miksu przez znajomych itd… tylko ja tutaj niestety mam mały problem 🙁
    Moi znajomi, są na tyle “nieogarnięci”, że nawet jak coś brzmi źle to dla nich to nie robi różnicy. Dam przykład – Kolega chciał u mnie nagrać kawałek (Rap), no wszystko fajnie, przyniósł podkład (jakiś ściągnięty z internetu – oczywiście nielegal)… ok… Po ustawieniu mu mikrofonu zaczął nagrywać, wszystko fajnie, całkiem wyrównana głośność. Po tym wszystkim powiedział, że on zrobi “mastering” (tak to nazwał) i teraz się zaczyna…
    – Ścieżek nie wyczyścił (usunął tylko co nieco)
    – Zarzucił eq na wokal, a na nim podbił górę i dół
    – Dalej poszła kompresja, tutaj bardzo delikatnie
    chwycił wokal ale za to ratio wynosiło jakies 7:1? O.o
    – Tutaj dał jakieś poszerzenie stereo (nie wiem jakie audition ma opcje, ale coś wyszperał)
    – Reverb z presetu Auditiona (bo na nim był nagrywany wokal)

    Po tych zabiegach poustawiał głośność i zaczął zgrywanie do mp3…

    Nadal często u mnie nagrywa, ale mówię mu tak: “Jeśli nagrywasz u mnie to nikomu nie mów, że to było nagrywane u mnie)

    Ehh nie ważne.
    Co do artykułu to bardzo, bardzo mądrze to wszystko Igorze opisałeś.
    Pozdrawiam 🙂

    • Jak masz nieogarnietych ziomkow, to podsylaj miksy innym ludziom do oceny. A koledze zaproponuj moze lekture jakiejs ksiazki albo bloga o produkcji muzycznej 🙂 Pozdrawiam

    • albo tą książką walnij go w łeb 😀 taaaa też miałem kiedyś okazje że raper powiedział do mnie ze on zmasteringuje 😀 mowie ok zrob zobaczymy 😀 porownamy 🙂 w jego masteringu nie bylo nic !! 😀 gdzies tam cos pociął delaye itp;D PS: ja nieustanie rozsylam swoje produkcje 😀

    • Tyle, że wy miksujecie rock itd, a ja rap… a sami pewnie wiecie, że rap w polsce stoi na bardzo niskim poziomie pod względem produkcji, oczywiście znajdzie się troche wyjątków i właśnie tych wyjątków używam jako ścieżek referencyjnych.
      Pozdro 🙂

    • Zapomniałem dodać… Raperzy w polsce są przekonania, że jak coś nie wyjdzie podczas nagrania to wyciągną to w miksie… Tu jest główny błąd polskiego rapu, ja sam oczywiście też nie jestem jakimś tam znawcą, a wręcz jestem gówniarzem, który dopiero coś tam próbuje wyciągnąć z tych nagrań, ale na pewno nie myślę tak jak oni…

    • Sorter92 – nie tylko w przypadku rapu panuje przekonanie, ze sie wszystko poprawi w miksie. Kazdy gatunek ma swoich “znawcow”, ktorzy chca robic “mastering” kazdego osobnego sladu…

    • Za Igorem, znawstwo tematu i “prawidłowego” miksowania to specjalność każdego polskiego muzyka. Niech oni się lepiej zajmą swoją robotą i doprowadzą swój warsztat do jakiego takiego poziomu, a nie będą mi mówić co ja mogę a czego nie mogę zrobić w DAWie. W końcu trochę więcej od nich wiem na ten temat. Przynajmniej w większości przypadków, a wcale nie jestem jakoś mocno zaawansowany w tej kwestii.

  3. Z rapem problem jest taki, że zajmują się tym najczęściej dzieciaki “z zajawką”, ale kompletnym brakiem wiedzy o podstawach rejestracji wokalu. O miksie już nie wspomnę. Nagrywają swoje kawałki na kradzionych bitach, a proces miksu polega w zasadzie jedynie na dopasowaniu poziomów głośności ścieżek wokalnych w stosunku do podkładu. W przeważającej większości przypadków nawet jak działają na własnych bitach, to operują na mixdownie, w nowej sesji, gdzie nie mają już żadnej możliwości ingerencji w ścieżki podkładu. I oczywiście moje ulubione podejście – zmasteringuje się i będzie dobrze :mrgreen:

    • to nie ma znaczenia czy bit jest kradziony czy nie … ludzie beatmakerzy nie są skłonni do dawania bitu w ścieżkach wiesz ile razy ja o to prosiłem ? masakra poprostu nie doprosisz sie poprostu pozatym z raperami pracuje sie o tyle ciezko ze mysla ze wszystko wiedza najlepiej ciezko im cokolwiek wytlumaczyc … przy nagraniu jeszcze najlepiej sie nachlac itp a pozniej na trzezwo patrzec 🙂 (i nagrywamy na nowo kawalek bo poprzednia sesja nie wyszla za dobrze) niestety tak jest juz z rapem 🙂

    • Dlaczego wiec nie zaczniesz robic bitow samemu? Dostep do wszystkich sladow – jest, mozliwosc edycji – jest, warunki do miksu – sa, kradziejstwa – brak. Same plusy…

    • cos tam robie swojego ale nie sa to niewiadomo jak super produkcje jedne lepsze inne gorsze i robie to od czasu do czasu 🙂 ale fakt jest taki ze majac sciezki lepiej sie mixuje i lepiej to wszystko wyglada pozniej

    • Adam – Ja równierz robie swoje podkłady i uwierz mi, że to jest dużo bardziej opłacalne niż błaganie beatmakera o ścieżki… ;/

      rozny – Takim dzieciakiem z zajawką byłem równierz ja 😛

    • sorter92 ja rozumiem doskonale ze to jest niezle oplacalne ale ja wole isc w kierunku realizacji anizeli samem produkcji choc to robi poprostu dla samej zajawki i nie tak czesto 🙂

  4. Czesc panowie 😛 .Ja mam znow problem ze swoimi znajomymi poniewaz dla nich jest wszystko eleganckie, i dochodzi do sytuacji ze to ja im mowie co jest zle(w gruncie rzeczy sam nie jestem pewien gdyz pokoik nie przystosowany jeszcze akustycznie) taka kolomyja mi nie sprzyja 😉 i zaczynam tracic zaufanie do potencjalnych sluchaczy.Moze dlatego ze nie mam wsrod znajomych osob interesujacych sie tematem…
    Idealnym rozwiazaniem bylby ktos,kto ma studio i z przyjemnoscia wystawia “werdykty”.Pomarzyc dobra rzecz…(moze jakis blog z oplata abonamentowa? :mrgreen: Pozderek

    • Moze to wcale nie sa takie odlegle marzenia… Moglibysmy kiedys zrobic jakis “Pokoj Przesluchan” w Zakamarkach 🙂

    • Nie martw się, nie Ty jeden masz problem z dowiedzeniem się co jest nie tak. Ile razy zdarzyło mi się usłyszeć – do dupy. Ale co było do dupy to już nie udało mi się wyciągnąć… Problem jest taki, że ludzie którzy nie siedzą w temacie potrafią ocenić kawałek jako całość. I oceniają linie melodyczne, a nie technikę ich wykonania, czy samo osadzenie w miksie. Albo im się spodoba, że pianinko gra akurat takie akordy a nie inne i tyle się możesz dowiedzieć. Niestety 😉

    • Istnieją serwisy oceniające nadsyłane produkcje. Kilka lat temu natknąłem się na taki anglojęzyczny. Osobiście średnio ufam takim serwisom, ale jak ktoś jest chętny, to niech poszuka w sieci, bankowo znajdzie i to pewnie niejeden.

  5. ja bym porównał miksowanie do sportu np. piłki nożnej. Nie możemy cały czas trenować bo nam nogi do dupy wejdą. Potrzebny jest czas na regeneracje aby mieć siły na nowe zmagania.
    Tak samo jest z naszymi uszami. Potrzebują odpoczynku jak wspomniał już Igor.

    Pozdrawiam

    • Dość mocne określenie “nogi do dupy wejdą” ale zgadzam się… 🙂

  6. Przede wszystkim wielkie dzięki dla autora za tę stronkę. Rewelacja! Natomiast co do naszych słuchaczy… Problem często polega na tym, że znajomi są na podobnym poziomie co my i dlatego nie powiedzą nic, czego byśmy sami nie wiedzieli. Dlatego trzeba szukać znajomości z ludźmi lepszymi od siebie. Często są to osoby o wiele bardziej bezinteresowne i skłonne do pomocy niżby się wydawało. Jak je znaleźć? Ha, ktoś kiedyś mądrze napisał, że mistrz pojawia się dopiero kiedy uczeń jest gotowy 🙂 W każdym razie dzięki paru takim ludziom przez ostatnie kilka lat nauczyłem się więcej niż przez kilkanaście lat samotnej dłubaniny.

    • Słuszne uwagi. Jam jest zdania, że im więcej opinii od różnych osób, tym lepiej. Pozdrawiam

  7. Nie znalazłem chyba innego miejsca, gdzie ten temat był poruszany, więc napiszę tu, jako że mi się przypomniał.
    Sprawą niezmiernie ważną (choć nie najważniejszą) wydaje mi się dobór parametrów audio jeszcze przed miksowaniem – ilość bitów i częstotliwość próbkowania (fs).
    O ile od dłuższego czasu pracuję na 24bitach (nie rejestruję niczego z zewnątrz, co najwyżej VSTi lub podpięty syntezator sprzętowy, a ewentualne sample najwyżej konwertuję do wspomnianych parametrów), to spotkałem się z opiniami, żeby używać 32bit float. Przetworniki na karcie mam rzecz jasna 24bitowe, co chyba i tak ma znaczenie tylko podczas nagrywania syntezatora sprzętowego. Niezaprzeczalnym, w moim rozumieniu, plusem 32bit float jest, że to format natywny dla procesora, więc mniej go obciążamy. Oczywisty minus (to akurat mam w 4 literach :)), to zwiększony rozmiar każdego pliku ze ścieżki. Czy są jakieś inne sensowne przesłania za 32bit float? Swego czasu była debata na forum EIS, spotykałem się też z tą kwestią w tutorialach MacProVideo czy innych różnych tutorialach, na które natrafiałem w przeciągu miesięcy i za każdym razem każdy ciągnął to w swoją stronę i nie udało mi się wypracować jakiegoś swojego definitywnego zdania :).
    Kolejna sprawa to częstotliwość próbkowania. Niby 44.1kHz to gotowe na płytę. Swego czasu czytałem wywiad w EIS z gościem od firmy PSP i zrozumiałem z jego wypowiedzi, że im większe fs, tym lepiej, że wtyczkom “lepiej się pracuje”. Kolejnym plusem większego fs jest zmniejszona latencja. Minus to większe zużycie procesora i większe pliki. Dlatego rozważam 96kHz a nawet 192kHz. I tu też mam pytanie, czy przynosi to faktycznie wymierne korzyści.
    Zgodzę się z tezą, że przy 44.1kHz i 24 bit można zrobić super miks bez dwóch zdań. Pytanie, czy zwiększając ilość bitów i/lub fs daje się sobie większe szanse/pole manewru na lepszy miks…

    • brak odpowiedzi od odwiedzających przez kilka miesięcy należy pewnie interpretować tak, że nie ma jasnej odpowiedzi 😀

    • Co do 32-bit float masz np. brak opcji pojawienia się przesteru. Inna sprawa, że plug-iny Ci muszą w tym formacie działać, a większość niestety tylko obsługuje 24bit. Ja bym się nad tym aż tak bardzo nie rozwodził, bo to Cię odciąga od tego, co naprawdę ważne. Pracując wyłącznie w 24bit masz takie same możliwości uzyskania świetnego miksu. Podobnie z częstotliwością próbkowania, niby masz dokładniejszą reprezentację audio przy wyższej rozdzielczości, a jak przychodzi co do czego, to co drugi realizator (nie wspominając już o zwykłych słuchaczach) nie słyszy różnicy albo jest ona tak minimalna, że szkoda w ogóle dyskutować. Jeśli chcesz sobie wyrobić własną opinię, to poszukaj w sieci testów albo samemu zrób kilka nagrań z różnymi parametrami i później w teście (koniecznie ślepym) posłuchaj i sam oceń. Zobaczysz, jakie to “kolosalne” różnice są 🙂

    • Z tym niepracowaniem większości pluginów pod 32bit float to przemawiający argument. “Odwodzenie od tego, co naprawdę ważne” to już tym bardziej przemawia 🙂
      Morał: skupiając się na esencji problemu (luźno porównując można powiedzieć, że trzymając się zasady 80/20), zostajemy 24bit 44,1kHz i nie kombinujemy 🙂

  8. Trochę nie na temat, ale swoją drogą MEGA bieda, że mając procesor Intela i7, system 64bitowy, Cubase 64bitowy ze “wsparciem” wielu procesorów i Absyntha 5 w wersji 64bit z łatwością można “zadławić” ASIO. Wystarczy odpowiedni preset + zwiększenie polifonii, kilkukrotne zagranie akordów dwoma rękami i tnie jakbym miał starego kompa jak kiedyś 👿 (zużycie procesora w menadżerze windows mega niskie ofkos). Ciekawe czy to kwestia słabo napisanego Absyntha (max polifonia 64, ale dziwnym trafem chyba wszystkie presety mają na 4 ustawioną domyślnie), słabo napisanego Cubase (btw, opcja Steinberg Audio Power Scheme w przypadku powyżej nic nie dała wymiernego) czy słabo zarządzającego rdzeniami Windowsa (nie próbowałem jeszcze opcji wyłączenia “parkowania procesorów” w rejestrze…)

    Sorry, że raczej zupełnie nie na temat i takie rozpisanie, ale to tak skojarzyłem podpinając pod temat optymalnych warunków do pracy.

  9. kamil777-87

    “Joseph Grand, całe życie zmagał się z napisaniem powieści, ale nie mógł zrobić nic poza wiecznym poprawianiem pierwszego zdania. Jak nie trudno się domyślić, powieści nigdy nie ukończył.”

    No i znowu mnie to dotknęło… 😳

    • Witam, również zwróciłem na ten kąsek uwagę. However, Igor potrafi przedstawić sprawę tak, że opisywana przez niego kwestia sama się maluje w wyobraźni. Czarodziej …? W poprzednim życiu pisarz ? 😛 A może potomek Mickiewiczów? Panie “halo halo” zdradź nam gdzie się tego można nauczyć? 😎
      Pzdr. dla wszystkich i pokój temu dowmowi!

    • Ja tam i tak nie wierze w reik, reink, rekarn, re… trudne slowo. Jesli juz, to predzej bylem zubrem 😉 Uczyc sie mozna z roznych zrodel – studia, kursy, szkolenia, ksiazki i inne internety.

  10. Witam. mam dylemat mały, w sumie trapi mnie bardzo ta kwestia – w adobe audition mam dwie opcje przy zgrywaniu materiału – 16 i 32 bit depth i jeżeli wrzucam surową ścieżke wokalną, zarzucam bramkę szumów i zgrywam tą ścieżke do wave, aby zrobić pare korekt w innym programie (nie obsluguje vst) to w jakich parametrach zgrywać ten wokal z adobe ? zgrywanie sciezki wokalu do kolejnej obrobki z dodanym ditheringiem przy 16 bitach to chyba nie jest dobry pomysł prawda ? bo sam nie wiem czy to będzie bardzo słyszalne dla innych czy nie (chyba nie moge do konca zaufac swoim uszom)… potem z tamtego drugiego programu mam opcje jedynie 16 i 24 bit przy zgrywaniu – więc… sam nie wiem czy wybierać dla takich ścieżek 16 bitów bez ditheringu, czy 16 z ditheringiem (chociaż to mi się wydaje chyba najgorsza opcja?) czy z adobe zgrywać jako 32 bit i potem z reasona zgrywać w 24 bez ditheringu, bo potem na koncu jako sume mixu musze zgrywac w 32 bitach prawda ? poniewaz jak material idzie do masteringu, to zmasterowaną sume zgrywa się do 16 bitów z ditheringiem z tego co wiem. mam nadzieje, że zrozumiesz Igorze moje pytania.. chociaz jak to czytam to samemu mi ciezko to skumac – nie wiem w ogole czy to az takie istotne, ale podejzewam ze jednak tak i wplywa to na jakosc. a tak niewiele mi brakuje aby miec spokojna glowe przy mixowaniu.. 😀 pozdrawiam

    • Zgrywaj zawsze w najwyższej rozdzielczości (lub w takiej, w jakiej pracowałeś w danej sesji) i nie aplikuj żadnego ditheringu – to się zostawia na sam koniec ostatniego etapu, czyli masteringu całości. Im mniej konwersji tym lepiej. A Adobe nie ma opcji zgrywania w 24bit? Bo taki generalnie jest standard pracy, wszystkie procesy wykonujesz w takiej głębi bitowej i dopiero na koniec masteringu dodajesz dithering i zgrywasz na 16bit (jeśli oczywiście interesuje Cię późniejsze zgrywanie materiału na CD).

  11. dziękuje. no właśnie nie mam opcji 24 bit :/ mam jedynie opcje 16 i 32. czyli potem sume mixu, która idzie do masteringu również zgrać w 32 tak ? nie wiem dla czego nie mam opcji 24 bit…

    • Ja też nie wiem, ale to trochę dziwne, że masz 16 i 32, a nie masz 24… 🙂 Tak, zgrywaj w najwyższej rozdzielczości, a ostateczny format ustawisz sobie na końcu masteringu.

  12. już pare osób się zdziwiło, że tak mam… :/ przy następnej epce trzeba chyba zmienić DAW. dziękuje pięknie Igor jak zawsze można na Ciebie liczyć 😀

    • Nie ma za co. Na pewno warto taką zmianę rozważyć, ale jeszcze bym na Twoim miejscu poszukał, czy naprawdę nigdzie nie ma tam możliwości nagrywania w 24 bit, bo to przedziwne jest.

    • Darek a sprawdzałeś czy nie będzie to wina sterowników do karty? Spróbuj przeinstalować Asio czy co tam używasz. 32 bit to głębia programowa niezwiązana ściśle z kartą dźwiękową, dlatego tę opcję widzisz…( tak mój mały móżdżek zinterpretował artykuły Pana “halo” w rozdziałach traktujących o cyfrowym słowie ).. natomiast istnienie opcji “16” może być związane z tym że Twój Daw widzi podstawowy sterownik. O ciup… ten artykuł już siwe włosy ma więc pewnie okiełznałeś problem. Iźli tak, to ja chętnie się dowiem co i gdzie źle leżało. 🙂 Pzdr.

  13. Zgadzam się w 100%. Najgorsze są momenty gdy jesteś już zadowolony z ogólnego miksu. Wysyłasz komuś do oceny czy głośności ok itp. A dowiadujesz się ze nie brzmi, syczy, duble totalnie za głośno itp. Z jednej strony “może ma racje warto się przyjrzeć. Z drugiej strony “przecież jest dobrze duble ledwo co słychać poza tym co mi będzie mówił śmiertelnik który odsłuchuje utwór na jakiś taniutkich głośnikach komputerowych nieznanej marki”. Obecnie w studio mam prócz w miarę porządnych paczek właśnie takowe głośniczki kompuetrowe ( nieoceniona pomoc) bo właśnie większość ludzi na czymś takim słucha muzyki. Najciekawsze co zaobserwowałem to to, że monitory studyjne jak i większość “normalnych” kolumn bardzo dobrze radzi sobie z częstotliwościami 10kHz w przeciwieństwie do malutkich komputerowych głośniczków które najwidoczniej z racji swojej budowy są wrażliwe na tą częstotliwość. Wcześniej po opiniach ludzi postronnych przycinałem ewentualnie 8kHz a 10 nie ruszałem. Baa czasem wręcz lubiłem podbić delikatnie tą częstotliwość.

  14. A wszystkim miksy syczały 😉

  15. A ja, jak zrobie swą pisenkę to jak zabiorę znajomych do samochodu to nic im nie mówiąc ,puszczę ją cicho.I jeśli przez cały czas trwania utworu nikt nic nie powie to znaczyc będzie,że muszę nad swoją kompozycją popracować.Ale jak ktoś się spyta czyje to jest to już będzie coś.

  16. Siemasz Igor mam spory problem nagrywając w Adobe Audition 3.0 zgrywając sesje do realizatora do mixu i potem masteringu zgrywam ślady np. jeśli zwotka pocięta 3x zgrywam do jednego śladu np. mając 20 śladów po zgraniu gł wokalu,pleców,podbitek itp. mam ich o połowe mniej i wszystko od pkt zero jest ład i porządek.Jednak w wav 32 bit stereo jakość bezstratna jak surowe nagranie w DAW dziwne bo np. jeden ślad po zgraniu ma ok.90 mb a zgrywam te scieżki w Windows PCM(*wav;*bwf) czyli standard wave wcześniej wszystkie śćięzki po zgraniu ok 8 zajmowało jakoś do 150 mb teraz po wypaleniu ścieżek spakowaniu wychodzi ponad 400 mb nawet takiego hosta nie ma za free żeby podrzucić ludziom do mixu itd. Help!

    • Troche chaotycznie to wszystko opisałeś i chyba nie wszystko dokładnie łapię… 🙂 W każdym razie, nagrywając/zgrywając w wyższej rozdzielczości pliki zawsze będą miały większy rozmiar. Jest mnóstwo darmowych hostów, gdzie możesz wrzucać większe pliki – Dropbox, Copy, Gobbler, inne 🙂

  17. Nagrać na dvd i pocztą ! Nie zaniedbujmy państwowej koniunktury :mrgreen:

Zostaw komentarz