Miksowanie – Procesy Na Sumie Miksu

Sesja z miksem naszego wirtualnego utworu dobiega już końca. Wszystkie typowe czynności, które wykonuje się podczas miksu, mamy za sobą, a miks w końcu brzmi solidnie i do tego interesująco. Udało nam się podkreślić najważniejsze elementy, zwróciliśmy szczególną uwagę na to, aby przekazać emocje i sens warstwy lirycznej, więc można założyć, że miks jest gotowy. Zanim jednak zachowamy i zamkniemy sesję, aby udać się na zasłużony odpoczynek, warto rozważyć jeszcze jedno działanie – procesowanie sumy miksu.

Kto ma rację?

Nie ma zgodności na temat tego, czy powinno się wpinać konkretne procesory na sumę miksu, czy nie i szczerze mówiąc, trudno jednoznacznie stwierdzić, która ze stron ma w tej dyskusji rację – ilu różnych realizatorów, tyleż samo argumentów ‘za’ i ‘przeciw’. Ja twierdzę, że pewne procesory wpinać się powinno, a innych – nie.

Ale czy to nie jest już mastering?

W ostatnich latach panuje tendencja do wpinania wielu procesorów na sumę, co często przynosi pożytek, ale i potrafi zepsuć pieczołowicie wypracowany miks, jeśli efekty te zaaplikujemy nieprawidłowo. Muszę tu zaznaczyć, że nie mówimy tu o właściwym masteringu, który to przecież opiera się na procesowaniu sumy miksu (a właściwie, to miksu zgranego już do postaci stereo), chodzi bardziej o to, że te efekty stają się integralną częścią brzmienia (jak pogłos na wokalu) zanim jeszcze miks trafi do masteringu.

Procesować sumę czy nie?

Zwolennicy procesowania sumy miksu mają w sumie dużo racji, bo Ci, którzy pamiętają czasy, gdy miksy wykonywano wyłącznie na dużych konsoletach analogowych, wiedzą o tym, że na wielu wysokiej klasy stołach (np. SSL G-Series) montowano tzw. bus-compressor, który znajdował się właśnie na głównej szynie i miał za zadanie wpływać globalnie na cały miks. Wspominałem o kompresji sumy miksu w TYM ARTYKULE.

Dla równowagi powiem tyle, że niektórzy twierdzą, iż wszelkie procesy na sumie miksu powinno zostawić się na etap masteringu i powinniśmy pozwolić komuś doświadczonemu się tym zająć. W kwestii delikatnej kompresji sumy, pozwolę sobie nie zgodzić się z taką teorią. Nie będę się nad tym tu zbytnio rozwodził, bo wystarczy przeczytać wspomniany wyżej artykuł. Sedno sprawy leży w tym, że na sumie miksu możemy wpiąć nie tylko kompresor-klej i dopiero po jego zaaplikowaniu mogę zwrócić honor zwolennikom pozostawienia procesowania sumy na czas masteringu.

Mówiąc wprost – podczas miksu, kompresja sumy (która ma za zadanie pomóc w sklejeniu całego miksu) jest jak najbardziej dopuszczalna, bo miksując „przez” kompresor stereo na głównej szynie podejmujemy szereg decyzji. I to jest integralna część miksu. Ale reszta procesów, moim zdaniem, powinna mieć miejsce rzeczywiście podczas masteringu, no może z wyjątkiem delikatnego nasycenia miksu symulacją taśmy analogowej (bo przecież taśma była do niedawna popularnym medium do rejestracji). Natomiast ta reszta procesów powinna być pozostawiona inżynierowi masteringu, który prawdopodobnie zrobi to lepiej, bo jest duża szansa, że dysponuje bardziej wyspecjalizowanymi narzędziami do tego typu zadań.

O jakich procesach na sumie miksu mówimy?

Wspomniałem już o delikatnej kompresji sumy i ewentualnej symulacji taśmy analogowej. Do tej samej grupy można by jeszcze zaliczyć symulatory wzmocnienia z konsoli analogowej (patrz McDSP AC 1). Ale czy warto zapinać na sumę korektor, limiter czy na przykład stereo enhancer? Mhm… tu już zdania są o wiele bardziej podzielone. Przedstawię swój punkt widzenia i bardzo chętnie z Wami na ten temat podyskutuję w komentarzach, bo to ciekawa i (niestety) bardzo na czasie kwestia. Dlaczego „niestety”? Już mówię.

Nieznośna tendencja współczesnych (przede wszystkim młodych) realizatorów.

Każdy chce, aby jego miks był „tłusty”, „kopiący” i… głośny. Nie ma w tym nic złego, oprócz tego, że często jest to postawione, jako cel nadrzędny, przez co cierpi na tym muzyka. Jeśli ponad wszystko stawiamy na głośny miks, to pozostałe, a wręcz podstawowe warunki, które miks musi spełniać, są po prostu zaniedbywane. Posłużę się przykładem miksów, które czasem od Was dostaję do oceny.

Zdecydowana większość z nich (oczywiście i na szczęście nie wszystkie) jest nieznośnie zmiażdżona kompresorami, limiterami czy clipperami i zazwyczaj nie da się takiej zmiażdżonej kiełbaski słuchać dłużej niż minutę. Abstrahując już od totalnego braku dynamiki w takich miksach – od razu rzuca mi się w uszy wielkie niedbalstwo w budowaniu właściwych proporcji, przestrzeni, planów czy nawet samej aranżacji. Nie zrozumcie mnie źle – doskonale rozumiem taki styl pracy, bo wiem, że wynika on zazwyczaj z niewystarczającej wiedzy i umiejętności oraz po części, z wymagań i obecnych trendów.

Pragnę tylko podkreślić fakt, że wbrew pozorom, to nie limiter na sumie decyduje o tym, jak głośny i „kopiący” będzie nasz miks, ale cała włożona w produkcję praca, która pozwoli stworzyć potencjał do tego, aby miks powalał nas swoim bogactwem i ciężarem i w ostatecznym rozrachunku – wysokim poziomem średnim (RMS).

Ale wróćmy do sedna…

Moje podejście do sprawy procesowania sumy (poza subtelną kompresją i ewentualnie symulacją taśmy czy bloku wzmocnienia z konsoli analogowej) wygląda bardzo prosto – zostawić sumę w spokoju!

Jeśli korci Was, aby użyć korekcji na sumie, zamiast bezmyślnie wpinać wtyczkę EQ, zastanówcie się, dlaczego chcecie to zrobić. Może Wam się wydawać, że miks jest zbyt „szklisty” i naturalnym rozwiązaniem byłoby lekkie ograniczenie wysokich częstotliwości. Ale nie tak szybko… Spróbujcie odnaleźć sprawcę takiego stanu rzeczy (mogą to być na przykład blachy albo ogony pogłosów) i to nim bezpośrednio się zajmijcie. Skutek będzie taki, że ta „szklistość” zniknie, a miks nie stanie się wtedy nadmiernie matowy, co mogłoby się stać, gdybyście obcięli wysokie częstotliwości używając korektora na całym miksie.

Podobnie jest w sytuacji, gdy miks wydaje się być bardzo „wąski”. Niedoświadczony realizator pomyśli, że najprościej wpiąć wtyczkę sztucznie poszerzającą bazę stereo i gotowe. Otóż, nic bardziej mylnego. O wiele lepsze rezultaty uzyskamy poszerzając brzmienie poszczególnych elementów miksu i tylko tych, którym wyjdzie to na dobre (np. pogłosów czy dublowanych gitar elektrycznych w kawałku rockowym). Poszerzając bazę stereo wtyczką na sumie, rozjedzie nam się na przykład bas czy skupienie werbla, że o problemach z fazą nie wspomnę…

Chodzi oczywiście o to, że mając dostęp do poszczególnych śladów, to na nich powinniśmy pracować, a nie naprawiać błędy miksu poprzez procesy na sumie. Takich przykładów można by naprawdę mnożyć. Chciałbym, żebyście wyrobili sobie nawyk do tego, aby stworzyć jak najlepszy miks bez opierania się na takich procesach sumy miksu i rozgraniczyli, gdzie kończy się miks, a gdzie zaczyna już mastering.

Kolejny argument przemawiający za tym, aby nie equalizować, poszerzać czy ograniczać sumy podczas miksu jest taki, że jeśli pozwolimy zrobić to komuś bardziej doświadczonemu, nasz miks ma większe szanse, aby zbliżyć się brzmieniem do pewnych przyjętych norm. Wyszkolony słuch inżyniera masteringu, to najlepsze narzędzie w tym ostatnim procesie produkcji muzyki. Narzędzie, którego młodzi adepci sztuki realizacji nie posiadają i którego nie da się kupić w żadnym sklepie, a którego wpięcie jednej czy dwóch wtyczek z „jakimiś” presetami – nigdy nie zastąpi.

Ostatnie słowo o masteringu, które chcę, abyście zapamiętali, to właśnie kwestia umiejętnego rozdzielenia tego procesu od miksowania. Mówiłem i pisałem o tym nie raz, ale warto zakodować sobie to głęboko w głowie. To SĄ dwa oddzielne i bardzo różne procesy. Nie dziwcie się, że mastering Wam nie wychodzi, jeśli 90% czasu, który poświęcacie na naukę realizacji, przeznaczony jest na nagrywanie czy miksowanie. Mastering wymaga odrębnych zdolności, treningu, sprzętu i warunków. Jeśli chcielibyście robić to zawodowo, to warto już teraz o tym pomyśleć i zacząć się w tym kierunku szkolić.

Co zapiąć na sumę miksu?

Zapewne chcielibyście wiedzieć, jakich w takim razie procesów używać na sumie miksu, a jakich nie i kiedy można uznać, że to już mastering.

Moja odpowiedź i zdanie na ten temat zawiera się w bardzo prostym stwierdzeniu:

Wpiąć na sumę możemy wszystkie procesory, których zadaniem jest nie zepsucie ciężko wypracowanego miksu.

I zazwyczaj będzie się to ograniczało do lekkiej kompresji i saturacji.

Szanse, że o prawidłowym wykorzystywaniu narzędzi typowych do masteringu (np. mocna kompresja, ograniczanie, korekcja, procesy w matrycowaniu Mid-Side czy clipping, itp.) wiecie wystarczająco dużo, są nikłe i zastosowanie ich na sumie miksu prawdopodobnie przyniesie Wam więcej szkody niż pożytku. Warto zostawić te procesy bardziej doświadczonej osobie, bo zgodnie z tym, co pisałem – inżynier masteringu robi takie rzeczy od lat i od niego powinniśmy się uczyć, a nie udawać, że umiemy po roku pracy z dźwiękiem robić, to czego on uczył się od dawna.

A teraz coś, żeby Was jeszcze bardziej skołować, czyli “kiedy wpiąć limiter na sumę miksu?”

Ja nie żartuję. Jest jeden przypadek, gdy dopuszcza się wpięcie limitera na sumę, aczkolwiek ma to więcej wspólnego z zadowoleniem klienta / muzyka niż z procesem miksowania.

Załóżmy, że właśnie skończyliśmy miks kawałka dla zaprzyjaźnionej kapeli. Brzmi oczywiście nieziemsko, więc wysyłamy go do oceny. Chłopcy z kapeli odpisują po przesłuchaniu, że gra fajnie, ale jest cicho w porównaniu do innych nagrań. Oczywiście muzycy nie wiedzą o istnieniu takiego procesu, jak mastering i że to miks mieli ocenić, a nie jego głośność, dlatego można postąpić w tym miejscu w dwojaki sposób: wytłumaczyć im, że po masteringu będzie wystarczająco głośno albo przed wyeksportowaniem miksu wpiąć limiter i podnieść poziom nagrania dla zaspokojenia ich potrzeb. Pamiętajcie tylko, żeby potem ten limiter wypiąć przed wysłaniem miksu do masteringu, bo mocno zwiążecie ręce komuś, kto będzie ten mastering wykonywał.

Przyznać mi się tu, kto nie żałuje sobie „dopalić” sumy…

Zostawić komentarz ?

41 Komentarze.

  1. Rzadko bardzo delikatnie kompresor wpinam, jeszcze rzadziej LPF, gdzie odcinam najwyższe dźwięki. Raczej coś właśnie jak limiter, albo delikatnie wtyczkę o widening’u(mid/side). To wszystko. Sztucznie też nie podwalam limiterem paska głośności żeby lepił się przez cały czas do 0dB, bo nigdy nie miałem takiego nawyku.

    • I słusznie. Im mniej zmasakrujemy sumę podczas miksu, tym lepiej. Pozdrawiam

  2. Szczerze powiedziawszy to nigdy nic nie nakładałem na sumę, dopiero do skończonego miksu (lub miksu pokazowego) na sumę zakładałem lekki kompresor/limiter. To oczywiście nie był mastering, tylko sprowadzenie miksu do odpowiedniej głośności.
    Myślę, że na początek warto jest opanować niemalże do perfekcji miks (chociaż i to jest bardzo ciężkie), a dopiero potem brać się za naukę Masteringu

  3. Przyznać mi się tu, kto nie żałuje sobie „dopalić” sumy… no to ja musze sie przyznac ze zdarzyło mi się parę razy zapiąć eq na sumie by dodac gorki 🙁 WINNY !! ale zazwyczaj tylko lekka kompresja (pokochałem ten proces na sumie) i czasami limiter ale nie by podbic w gore a zeby ciut sciagnąć zazwyczaj jest to 0.4db max 🙂 przynajmniej nie widze tego czerwonego wtedy na sumie co mnie drażni 😀 niesety nikt moich prac nie masteringuje 🙂 sam tez tego nie robie wiec limiter zazwyczaj zostaje 🙂

    • sprostuje troszke .. zazwyczaj ten limiter sciagam o 0.4db max 🙂

    • Jak najbardziej łapię Twój punkt widzenia i sposób działania. Też kiedyś lubiłem sobie dopalić sumę i tłumaczyłem sobie to tak, że tylko chciałem mieć obraz tego, jak to zabrzmi po właściwym masteringu. Jak oddałem jeden z kawałków po miksie do gościa, który na co dzień robi mastering, to mi szczęka opadła… Dokąd nie opanuję tego procesu do wymaganego minimum, dotąd za mastering się sam zabierał nie będę. Jego “master” w porównaniu do mojego, to niebo a ziemia…

    • wybacz że spytam ale czy coś z blogiem się stało ? Reply np pojawia sie tylko przy “głownym” poscie komentujacego ale juz “nizej” do odpowiedzi juz nie ? cos sie stalo ? … PS: nie wiedziałem ze zabierasz sie za oceny mixów innych realizatorów ale ja chyba nie chce byc oceniany 😀 poczekam na konkurs 😛 chociaż pochwały zawsze mile widziane 😀 tylko mnie teraz nie chwal bo nic nie slyszałes ! 😀

    • Nic się nie stało, po prostu wyłączyłem te wszystkie 9 poziomów odpowiedzi, bo się robił syf. Teraz wystarczy odpowiadać na “główny” post i jest bardziej przejrzyście. Taka moja opinia 🙂 Oceniam, jak ktoś podeśle i o to poprosi. Chwalę, jak zasłuży 😀

  4. Czasami, kopresor, suptelny EQ, minimalny pogłos. Limiter w skrajnie ekstremalnych przypadkach, ponieważ nie potrafię go porawnie zastosować. Fajny wpis – daje do myślenia. Pordro

    • W takim razie, mozna powiedziec, ze w zaleznosci od potrzeb. Naprawde zachecam do nie zawalania sumy roznymi procesorami (w szczegolnosci korektorami, ze o limiterach nie wspomne), a zamiast tego skupic sie na poszczegolnych trackach. Mamy dzieki temu lepsza kontrole nad caloscia i wplywamy tylko na ten element, ktory tego wymaga. Dzieki za komentarz 🙂 Pozdrawiam

  5. Swego czasu miałem na sumie zapięte conieco. EQ, kompresor, limiter, stereo expander i co tam jeszcze technika nam dała 😈 Na szczęście z wiekiem rozum się wzbogacił o wiedzę tajemną i już wiem dlaczego taki syf mi się robił w pewnym momencie miksu. Teraz mam kompresor i prawie nigdy nie zapinam innym procesorów. Nie ma potrzeby. Wszystkie korekcje, bramki i co tam jeszcze wolę zrobić na suchej ścieżce niż na sumie. Przynajmniej łatwo można sprawdzić co brudzi w miksie, a nie totolotek :mrgreen:

    • Dokladnie tak. Kolejna rzecz jest taka, ze dzieki takiemu podejsciu czlowiek sie wiecej uczy i uwazniej slucha, a to podstawa w tym biznesie 😉

  6. No ja też się przyznam, że wpinam. Zresztą Igor słyszał. Ale to bardziej ze względu na wymogi finansowe klienta niż dlatego, że mi tak lepiej gra. Po prostu nie ma kasy na prawdziwy mastering.

    • No właśnie, zbyt często trzeba iść na kompromis. Pół biedy, jak robisz komuś tylko jeden kawałek i wiesz, że on nie pójdzie do masteringu, a zespół daje Ci wolną rękę i oczekuje skończonego produktu. Ale z drugiej strony, trzeba mieć nie lada odwagę, by zrobić samemu mastering kawałka, który się miksowało, szczególnie jeśli warunki odsłuchowe, sprzęt czy nasze słuch – nie są takie, jak byśmy chcieli.

    • True ;]

  7. niktważny

    witam. a ja mam takie pytanie, które mnie nurtuje (kolejne 😐 ) – robię mix instrumentów, podkładu w reasonie (wygodnie mi tak i dobrze obcykałem ten program) mixuje potem to z wokalem w adobe audition (jak cos mi nie pasuje w podkładzie to wracam do reasona i poprawiam) i tak się zastanawiam… nie powinno się zapinać kompresji, ani używać maxymalizera na sumie samego podkładu prawda ? tylko, że to nadaje podkładowi fajne brzmienie… bez tego brzmi pusto dość. a więc pytanie moje – czy użycie kompresji i mazymalizera tylko na sumie mixu podkładu (a potem dodatkowo na sumie razem z wokalem, ale to już inny kompresor) jest wielkim błędem ?

    • Małą kompresję możesz sobie na podkładzie zapiąć, ale nie jakieś maximizery. Przecież wiesz, że w perspektywie będziesz jeszcze dokładał do tego wokal. Dopiero to wszystko razem “zamykasz” limiterem czy innym maximizerem.

  8. niktważny

    tak jak mówisz. dziękuje 🙂

  9. Ja dopiero sie ucze dzieki tej stronce>Ale kompresor na sumie tak 🙂

  10. kamil777-87

    “Zdecydowana większość z nich (oczywiście i na szczęście nie wszystkie) jest nieznośnie zmiażdżona kompresorami, limiterami czy clipperami i zazwyczaj nie da się takiej zmiażdżonej kiełbaski słuchać dłużej niż minutę. Abstrahując już od totalnego braku dynamiki w takich miksach – od razu rzuca mi się w uszy wielkie niedbalstwo w budowaniu właściwych proporcji, przestrzeni, planów czy nawet samej aranżacji.”

    Miałem wrażenie jakbyś pisał o mnie… 🙄

  11. A co z tym limiterem ? Można zapiąć po to by obniżyć sobie próg do -3dBFS np. ? Żeby nie było tych przesterów czy jednak zrobić to tak subtelnie jak Adam to robi czyli sciagnąć jak najmniej zeby tylko przesterów nie bylo ?

    • W miksie się limitera nie używa na sumie, przeczytaj uważnie artykuł. Jeśli chcesz się upewnić, że nie będzie przesterów na sumie, to obniż po prostu globalnie poziom wszystkich śladów. Po co później rozpoczynając mastering masz mieć miks, któy ma już poobcinane szczyty?

  12. Okej, okej 😀 rozumiem, tak tylko zapytałem dla upewnienia się 😛

  13. Witam. mam pytanie – obiło mi się o uszy ostatnio, żeby na sumie mixu usuwać korektorem wszystko co jest poniżej 40 hz i to co jest powyżej ok 16500 hz. co Ty Igorze o tym myślisz ?

    • Jeżeli nie chcesz by nic nie było poniżej 40hz i powyżej 16500hz to dobry pomysł. Można użyć filtra zamiast korektora, tak dla przejrzystości.

      Tylko pytanie, po co to usuwać? Weź sobie piosenkę co lubisz(najlepiej lossless), usuń te częstotliwości i sprawdź czy w Twoim odbiorze pomoże jej to.

  14. no właśnie pytam się po co ? moje niedoświadczone uszy i nienajlepszy odsłuch mogą nie wyłapać tego – więc się pytam, czy serio robi się takie zabiegi na sumie ?

    • Jak się komuś to sprawdzi to będzie tak robił, ale myślę, że będzie niewiele takich przypadków.

      Zachęcam do eksperymentowania. Możesz odciąć odwrotne częstotliwości i sprawdzić co dokładnie się ucina normalnie w takim zabiegu. Te wyższe usłyszysz nawet na słuchawkach. Prosty eksperyment a powiększy doświadczenie. Sam będziesz wiedział czy warto pozbyć się brzmienia które “tam” słychać, np. cichego ale wyraźnego HH.

    • Z obcinaniem dołu to przede wszystkim zależy od rodzaju muzyki. Coś, co ma być grane w klubie i ruszać ludzi do tańca, potrzebuje więcej najniższych pasm niż na przykład utwór kapeli country. Co do obcinania góry, to niezbyt częsty zabieg, ale jak mówi Roberto – usuń sobie i zobacz, czy jest ok. Zazwyczaj jest tak, że przy dobrze zbalansowanym pasmowo miksie nie musisz tego wcale robić, bo wysokie częstotliwości zaczynają naturalnie i powoli opadać od ok 14-15kHz.

  15. A czym robisz ten szum taśmy analogowej na sumie, jeśli można wiedzieć? 🙂

    • Ja zwykle nie robię, ale można użyć chociażby DUY DaD Tape, Speakerphone czy darmowego Ferox-a. Oprócz tego można nagrać prawdziwy szum z kaseciaka – opcji jest sporo.

  16. KeniMaster

    Ja zawszę staram sie zapodać ten klej na miks zaraz po ustawieniu proporcjonalnych do końcowego miksu głośności.Skleja mix w całość i wszystko staję się spójniejsze lepsze i łatwiejsze(bas gra wyraźniej,stopa) pomaga to w mixowaniu…Ustawiam w nim średni atak i średnie zwalnianie(redukcja w największych szczytach ponad -2 żeby nie przesadzić na wstępie) ale jest jedno ”Ale” potem na wokalach zapinam na grupy po dwa kompresory jeden żeby zredukować szczyty a drugi taki sam co na sumie żeby dodać ciepła i charkateru i daję troszkę dłuższy atak i relase. Jak to pogodzić i co odpuścić z tego bo wiele osób mi mówi że zabijam lekko dynamikę miksu?Ciężki orzech….. 😡

    • Pogodzić należy tak, żeby nie przesadzić z kompresją… Jak ją dajesz na sumie, to dajesz mniej na śladach. Jeśli dodatkowo dajesz ją w masteringu, to musisz mieć ku temu powody. Nie robi się jej “dla zasady”. Dajesz tyle, ile potrzeba – nie mniej, nie więcej. Twój słuch (i ewentualnie mierniki zakresu dynamiki) mogą pomóc w podejmowaniu takich decyzji. Innej drogi nie ma.

  17. KeniMaster

    Po czym dodam że robiąc sam mastering daję czasem również 2 kompresory (do sklejenia masteringu i vintagowy do wiadomych celów) bo nie wyobrażam sobie masteringu bez kompresji.Wiem kiepsko to wygląda po przeczytaniu :mrgreen:

  18. KeniMaster

    Wiem wiem poprostu jakoś nie mogę się pozbyć albo przyzwyczajenia albo czegoś w rodzaju będzie gorsze jak nie dam 😉 W masteringu nawet czasem ciężko się doświadczonym od tego ludziom odnaleźć bo wyraźnie chyba zabijał dynamike.Na szczęście wiem jaka jest granica RMS żeby nie przekompresować i częśćiej bd sprawdzał z wył efektami czy nie przaginam.Mimo to dzięki za podpowiedź 🙂

  19. Bartek3033

    A co zrobić gdy na prawdziwy mastering nie mamy co liczyć, i do wyboru są dwie drogi. Ciche zrenderowane nagranie zostawione w surowym stanie po miksie, lub wyśrubowane limiterem.

    • Ale w jakiej sytuacji? Miksu nie dopalasz literem jeśli ma trafić do masteringu, ewentualnie możesz go dodać tylko wtedy, gdy wysyłasz go artyście do posłuchania, żeby nie czuł, że jest za cicho. Jak na prawdziwy mastering nie masz co liczyć, to robisz go sam. Proste.

    • Bartek3033

      Na mastery to brakuje mi jak na razie wiedzy i warunków odsłuchowych (co nie zmienia faktu, że będę dożył do poprawy jednego i drugiego 😀 )
      Chodzi mi o sytuacje gdy kończę miks, i nie ma kto tego zmasterować lub generalnie nie warto inwestować kasy w profesjonalny master danego numeru (miksy bardziej dla znajomych, w celach ćwiczeniowych itd. i czy po prostu zostawiać jak jest, robić dopałkę limiterem, a może zakasać ręcę do nauki i pokusić się o jakiś pseudo mastering? (zauważyłem, że generalnie kompresja wielopasmowa jest w stanie wiele dobrego zrobić z numerem, ale też bardzo wiele zepsuć w nieprawionych rękach)

    • Póki się nie nauczysz, to dopal całość lekko, żeby choć trochę głośności zyskać, a w międzyczasie się ucz.

Zostaw komentarz