Miksowanie – Ścieżki Referencyjne

Na pewnym etapie miksu dochodzimy do miejsca, w którym warto porównać efekty naszej pracy z utworami komercyjnymi.

Przez komercyjne rozumiemy oczywiście takie, które są dostępne w sprzedaży, a nie takie, które są przeciwieństwem utworów wydanych „w podziemiu”… Na jakim etapie zaczniemy zestawiać, analizować i ewentualnie korygować nasze miksy, zależy oczywiście od nas samych.

Najprostsza odpowiedź brzmi: „Nie za późno i nie za wcześnie”. W zależności od tempa i metod naszej pracy, z czasem zaczniemy wyczuwać odpowiedni moment na zaimportowanie do sesji ścieżek referencyjnych.

Czym są ścieżki referencyjne?

Za ścieżkę referencyjną możemy uznać każdy utwór, który słyszymy w typowej stacji radiowej czy na oficjalnie wydanej płycie CD. Każda ukończona, zmiksowana i zmasterowana piosenka może być dla nas punktem odniesienia, a jej brzmienie może nas inspirować lub sugerować konkretne ruchy podczas własnych produkcji.

Niezależnie od tego, jak daleko zaplanowane jest brzmienie naszego miksu i jak bardzo chcemy, aby nasz miks brzmiał wyjątkowo i odróżniał się od reszty – musimy rozważyć to, że powinien się on trzymać w pewnych przyjętych ryzach. Dlatego wprowadzamy ścieżki referencyjne. One mają stanowić dla nas pewien punkt odniesienia. Niekoniecznie musimy się na nich bezwarunkowo wzorować, ale powinniśmy mieć świadomość tego, że jeżeli chcemy konkurować z komercyjnymi produkcjami, pewien standard musi być zachowany.

Po co nam ścieżki referencyjne?

Gdy miksujemy jakiś utwór, nasz słuch dość szybko przyzwyczaja się do konkretnego brzmienia, poziomu wysokich częstotliwości czy relacji między wokalem, a resztą instrumentów. Podczas długotrwałej pracy, nasza percepcja się zaburza i czasem ciężko jest przywrócić świeże spojrzenie. Dlatego warto co jakiś czas posłuchać innego utworu, żeby „zresetować” swój słuch, powrócić na właściwy tor i nie podejmować decyzji tylko w oparciu o to, jak nam się wydaje, że brzmi miks. Możemy być przekonani, że jest coraz lepiej, gdy w rzeczywistości będzie odwrotnie. Niezależnie od tego, jak bardzo nasz słuch jest wytrenowany, zawsze powinniśmy porównywać swoje miksy z innymi (najlepiej znanymi) utworami, ponieważ nasz mózg lubi nam płatać figle. Nie chodzi tu bynajmniej o wierne kopiowanie czyichś decyzji, a raczej o zaufanie komuś, kto robi to od lat i też kiedyś znajdował się na rozdrożu…

Jak wybrać ścieżki referencyjne?

  1. To sprawa bardzo indywidualna. Zazwyczaj sięgamy po te produkcje, których brzmienie nam się szczególnie podoba – nie ma w tym nic złego.
  2. Szukajmy mniej więcej w tym samym gatunku muzycznym. Niewiele sensu miałoby porównywanie brzmienia naszego kawałka muzyki elektronicznej do utworów Milesa Daviesa. Wiadomo, że żaden utwór nie brzmi identycznie z innym, ale postarajcie się znaleźć takie produkcje, w których mamy do czynienia z choć trochę podobnym instrumentarium i ogólnym klimatem utworu.
  3. Warto oczywiście podpatrywać, jakie przyjęte normy panują w innych gatunkach, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znajomość takich zależności przyda nam się w naszych utworach.
  4. Dodajcie do listy utwory, które będą wyznaczały jakieś granice, np. jeśli nie jesteśmy pewni, jak głośno powinniśmy dać wokal w utworze z pogranicza soulu i bluesa, posłuchajmy jak zmiksowane są utwory takich artystów, jak Norah Jones. Jej wokal jest z reguły kilometr ponad muzyką. Możemy potraktować taki utwór, jako czerwone światło dla ustalania poziomu wokalu. Inna sprawa, że akurat w przypadku tej artystki, taka decyzja była prawdopodobnie trafna, bo zapewne spora grupa ludzi lubi upajać się jej głosem. Zauważcie jednak, że mimo tak bardzo wyeksponowanego wokalu, muzycy w jej zespole (świetni, z resztą) nie są niewidoczni. Takie miksy, gdzie proporcje nie są nadmiernie wygładzone i gdzie słyszymy wyraźne różnice w balansie między partiami – są moim zdaniem świetne i wyraziste.

Na co zwracać uwagę podczas porównywania naszych miksów do ścieżek referencyjnych?

  • Balans częstotliwości ze szczególnym uwzględnieniem pasm niskich i wysokich. Poprawne osądzenie, jak dużo basu powinno znajdować się w miksie, jest dość trudne, szczególnie dla początkujących. Opierając się wyłącznie na tym, co „nam się wydaje” i co słyszymy w naszym, często niezaadaptowanym pomieszczeniu, mamy małe szanse na podjęcie dobrej decyzji. Jeśli chodzi o wysokie częstotliwości, sprawa jest niemniej skomplikowana, szczególnie, jeśli mamy w pomieszczeniu jakąś nieprzemyślaną adaptację, która składa się wyłącznie z pianek / piramidek. Robimy sobie i utworowi wielką krzywdę, jeśli w takim środowisku podejmujemy finalne decyzje o tym, ile górnego pasma potrzeba naszemu miksowi… Bez zbędnego zagłębiania się w temat adaptacji, powiem tu tylko tyle, że pianki działają wyłącznie na najwyższe i średnie-wysokie częstotliwości, co z reguły prowadzi do zbyt matowych nagrań i samych miksów. Za rzekome niedostatki w tych pasmach będziemy kompensować podbijaniem wyższych pasm, co skończy się przejaskrawieniem góry.
  • Balans instrumentów, o którym wspomniałem chwilę wcześniej. Zwracajcie uwagę na takie rzeczy, jak zależność między wokalem a muzyką, basem a perkusją, gitarami a padami czy pianinem.
  • Panorama – możemy się o niej wiele nauczyć, wsłuchując się w profesjonalne produkcje. Mało tego, że wyłapiemy pewne trendy i metody, które często się sprawdzają, to jeszcze mamy możliwość poznania niekonwencjonalnych sposobów panoramy, które mogą albo wzbogacić, albo… totalne zrujnować miks. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że trzeba dużo słuchać. Naprawdę dużo i najlepiej z różnych rejonów muzycznych…
  • Ilość pogłosu w ścieżce referencyjnej i to, na których dokładnie partiach ten pogłos dodano. Jednym z najczęściej spotykanych błędów w sztuce miksowania u początkujących, jest topienie wszystkiego w pogłosach. W rzeczywistości, w profesjonalnych miksach używa się pogłosów (i delayów) bardzo subtelnie i nie na każdej ścieżce. O tym więcej we wpisie o roli efektów w budowaniu głębi.

Jak stworzyć zestaw ścieżek referencyjnych?

Wspomniałem wcześniej, że to sprawa indywidualna, bo każdy ma swoje gusta i preferencje muzyczne. U każdego lista ulubionych utworów będzie wyglądała inaczej – nawet, jeśli dwie osoby wielbią ten sam gatunek muzyczny. Taką playlistę każdy powinien sobie zrobić sam i wybrać na nią utwory, które się jemu/jej podobają najbardziej pod względem brzmieniowym. Szukajcie też utworów, które Wam się pod jakimś względem nie podobają! Ja lubiłem swego czasu posłuchać fragmentów utworu „Torn”, w którym N. Imbruglia (a raczej producenci tego singla) poczęstowali nas taką dawką sybilantów, że aż strach.

Nie zrozumcie mnie źle – warto starać się o unikalność i niepowtarzalność w brzmieniu naszych miksów, ale ścieżki referencyjne powinny stać się stałym elementem w procesie miksowania, bo są swego rodzaju „godną zaufania opinią specjalistów”.

Macie swoje listy ścieżek referencyjnych? Planujecie je stworzyć?

Zostawić komentarz ?

28 Komentarze.

  1. U mnie z tym różnie bywa… Ostatnio zrobiłem sobie taki referent, że po ponad godzinie zorientowałem się, że ja przecież miks mam robić a nie leżeć i słuchać Eryki :mrgreen:

  2. Nie mam, raczej nie potrzebuję i nie będę potrzebować bo nie tworzę muzyki na komercję. Z resztą klimat w którym tworzę brzmienia…mam codziennie na słuchawkach jak się poruszam gdziekolwiek;)

    • Nie ma znaczenia czy tworzysz do szuflady, czy na rynek. Dobrze jest mieć punkt odniesienia w trakcie tworzenia miksu. No chyba, że masz tak dobrą pamięć, że pamiętasz jak dokładnie brzmi utwór, wobec którego chciał byś się odnieść.

    • Odważne stwierdzenie… Ale nie chodzi tu bynajmniej o jakąkolwiek komercję (rozumiem, że masz wrodzony lub nabyty wstręt do tego słowa), co z resztą celowo zaznaczyłem na początku wpisu. W całym tym temacie chodzi o to, żeby robić lepsze miksy, a nie zaprzedać duszę diabłu populistycznego rynku 😉 O ile nie jesteś topowym realizatorem z trzystuletnim stażem, to ośmielę się stwierdzić, że raczej będziesz potrzebował takich ścieżek. I mówię to bez złośliwości.

  3. ja raczej nie mam czegos takiego jak “lista sciezek referencyjnych” ale robie cos takiego ze po dluzszej pracy z mixem ide sobie poogladac tv pochodzic przejsc sie do sklepu posluchac innej muzyki i powiedzmy po godzince 2-3 albo nastepnego dnia nawet wracam do mixu świeży 😉

    • To też jakiś pomysł. I to dobry. Chodzi mi tu jednak bardziej o to, aby podczas miksu móc zrobić szybko bezpośrednie porównanie, typu A/B do jakiegoś skończonego utworu.

    • tak tak rozumiem to doskonale 🙂 musze wpierw wybrac takowe sciezki 🙂

  4. mam ich dosc duzo i uzywam regularnie…czesto rwe wlosy chcac uzyskac takie samo brzmienie jak na SR..
    uwazam ze to rzecz niezbedna w amatorskich produkcjach by za mocno nie “odjechac” przy swoim mixie….

  5. Znam to uczucie kiedy wydaje się, że w końcu miks brzmi dobrze, a po porównaniu ze ścieżką referencyjną okazuje się, że to zupełnie nie w tę stronę zaszedłem z ustawieniami..

    • Dokładnie. Ja też byłem tam nieraz…

    • Znasz może jakąś sensowną wtyczkę eq, która by posiadała high i lowpass filter? coś jak ta, którą w Pro Tool’sie pokazywałeś. Nie każdy ma sprzęt m-audio i Pro Toolsa niestety.

    • W zasadzie każde DAW posiada jakąś sensowną wtyczkę EQ.

    • Cubase ma Reaper tez ma 🙂 pozatym wystarczy Brata google zapytać o EQ VST

  6. Wspominasz o sybilantach w artykule, czy mógłbyś podać przykład urządzeń, wtyczek które wzbogacają miks właśnie w nie? 😉

    • Sybilanty, to Twój wróg! 🙂 Dlaczego chciałbyś nimi ‘wzbogacać’ miks? To tak jak chciałbyś świadomie dodać do miksu trochę trzasków czy szumu… One wychodzą na wierzch, gdy używasz niewłaściwego mikrofonu do nagrania (np. budżetowe chińskie pojemniki), nieumiejętnie manipulujesz EQ, ale przede wszystkim – podczas kompresji wokalu (zależy jeszcze jakiego kompresora użyjesz).

  7. Głupie pytanie z mojej strony 😉 (Pomyliłem pojęcia 🙂 )

  8. Trafny artykuł Igorze.
    Niestety duża część osób mieniących się “mikserami” zapomina o finalnym brzmieniu nagrania … robi je na własną modłę. A potem rozczarowanie bo ten miks brzmi byle jak.
    Referencja to jeden z ważniejszych czynników miksu.

  9. Cholera. Zripowałem sobie audio CD płyty Depeche Mode – Singles 86-98 i muszę przyznać, że ogólnie podoba mi się brzmienie tej płyty, wydawało mi się nawet najlepsze z tego, co zgrywałem do tej pory. Przeraziły mnie jednak wskazania TT Dynamic Range Meter – cała płyta clippuje cały czas, natomiast dynamic range jest zmiażdżone do niemal stałego 6dB… Nie wiem, czy taką płytę mogę stosować więc jako wzorzec 🙂 Ja tam nie słyszę jakiś artefaktów clippowania, albo jeszcze mam za cienki słuch albo to jest jakoś sprytnie zclippowane.

    Inne pytanie, to zastanawiam się, czy jak będę miał jakąś piosenkę powiedzmy zripowaną z winyla i zakupiony osobno plik WAV to czy wskazania TT Dynamic Range oraz analizatora spektrum powinny być takie same? Czy może np lepiej kupić WAV niż ripować coś z winyla (pomijam artefakty samego zgrywania utworu przez mikser i kartę, bo sprzęt raczej dobry).

    • Na winyl sie troche inaczej masteruje niz na CD, wiec wskazania moga byc rozne. Proponuje uzywac WAV do referencji, chyba ze chcesz cos na winyl wyprodukowac 🙂
      Co do zmiazdzenia i wskazan TT, to kieruj sie przede wszystkim sluchem.

    • Z innej beki, to zripowałem sobie płytę Elton John – A Single Man i ku mojemu zaskoczeniu peaki osiągają -1.0dBFS (sprawdzałem waveformy i nie są zclippowane). Czy to nie jest “marnotrawstwo” głośnosci? Zachowując 0.1dBFS lub nawet 0.3dBFS zapasu, wciąż można było podgłosić o 0.7dBFS. Macie może pomysły, skąd aż tak duży zapas do cyfrowego zera na tej płycie?

    • Nie każdy chce “cisnąć” do samego końca, bo łatwo tym zepsuć brzmienie. Kilka dziesiątych części decybela nie zrobi większej różnicy w postrzeganej gośności, a będzie grało swobodniej i eliminujesz szanse artefaktów przy odsłuchu na słabszych systemach.

  10. Mój znajomy zawsze posługiwał się ścieżkami referencyjnymi przy kreowaniu brzmienia i jakoś (jak dziś myślę) prowadziło go to jednak do złych decyzji. Może była to wina odsłuchów, może adaptacji, ale mam wrażenie że porównywanie i dążenie do zrównania z nimi brzmienia prowadzi do czasami drastycznych decyzji. I mam wrażenie że może to też wynikać z tego że brzmienie ścieżek referencyjnych jest także wspierane solidnym hardwarem. I wielu cech tego brzmienia nie da się wykręcić wtyczkami. A potem biedny człek stara się “ocieplić” wokal podbijaniem pewnych częstotliwości. Oczywiście nie chce się spierać wszystkie te wpisy traktuję bardzo poważnie i biorę sobie czasem wręcz na siłę do serca jak np teraz, ponieważ zamierzam jutro przyszykować mimo wszystko zestaw sciezek referencyjnych 🙂

    • Nikt przeciez nie mowi o totalnym “zrownaniu” brzmienia, bo to by sie mijalo z celem. To tak, jakby szukac “idealnego” presetu we wtyczce… Chodzi tu o posiadanie jakiegos globalnego punktu odniesienia, jak poziom basu, bliskosc wokalu czy sto innych rzeczy. Bo wez na przyklad krzywa EQ – gdybys ja nawet w 100% dopasowal do kawalka referencyjnego, to i tak nie mialbys gwarancji, ze akurat Twoj kawalek by z nia zabrzmial dobrze (czy “najlepiej”). Chociazby sam aranz czy uzyte instrumenty sa w stanie bardzo mocno wplynac na to, jaka krzywa bedzie dla danego utworu optymalna. Wole na to patrzec, jak na swego rodzaju granice, ktorych nalezaloby sie trzymac, bo odchyly zawsze beda – z uwagi na roznorodnosc skladowych kazdego kawalka.

Zostaw komentarz