Przygotowanie Do Miksu, cz. 1

Miksowanie to jeden z najbardziej emocjonujących etapów w produkcji muzyki. Zanim jednak rozpoczniemy ten proces, musimy wykonać szereg różnych czynności, które pomogą nam uczynić go płynnym, szybkim i skutecznym. W tym cyklu artykułów przyjrzymy się kilku etapom przygotowania się do właściwego miksu. Najpierw jednak, odpowiedzmy sobie na pytanie, czym jest miksowanie?

Miksowanie polega na odpowiednim połączeniu nagranych ścieżek w jedną, spójną całość. Rezultatem miksowania, będzie jeden plik stereo zawierający sumę tych ścieżek w różnych proporcjach względem siebie. Miksowanie jest niezbędnym procesem realizacji utworu i pozwala na jego odpowiednią prezentację słuchaczom. Dobry miks sprawi, że osoba słuchająca danego utworu, będzie np. podrygiwała w jego rytmie czy podświadomie podśpiewywała refren, ale przede wszystkim, że będzie chciała go posłuchać więcej niż tylko raz. Z kolei słaby miks, może wręcz zaszkodzić całkiem przyzwoitej piosence.

Rolą miksera (inżyniera miksowania), będzie zaprezentowanie utworu w jak najlepszym świetle – tak, aby wykorzystać cały, tkwiący w tym utworze potencjał. O właściwym miksowaniu opowiem w nadchodzących artykułach, przejdźmy teraz do dzisiejszego tematu.

Niezależnie od tego, czy pracujemy nad własnym utworem, czy może otrzymujemy ścieżki do utworu nagranego przez inną osobę i zostajemy poproszeni o wykonanie miksu – procedura będzie niemal identyczna. Od czego zaczniemy? Oczywiście od odpowiedniego przygotowania ścieżek. Bez niego, miksowanie mogłoby się okazać długim, męczącym i bardzo frustrującym zadaniem.

Choć pokusa, żeby zacząć miksować od razu po nagraniu, może być ogromna, to muszę tutaj zwrócić się do Was o wstrzemięźliwość i cierpliwość.

Miksowanie powinno być przecież procesem twórczym, a niestety istnieje szereg aspektów czysto technicznych z nim związanych. Proponuję rozwiązać je jak najszybciej, żeby podczas pracy, nie musieć przeskakiwać między decyzjami artystycznymi i technicznymi. Później sobie za to podziękujecie, gwarantuję!

O jakich aspektach technicznych mowa?

Żeby wymienić tylko kilka z nich – korekcja punktualności poszczególnych tracków, przycinanie początków i końcówek nagranych ścieżek, wprowadzenie „fade’ów”, tworzenie tzw. „compów” wokali, strojenie wokali, usuwanie nieużywanych i niepotrzebnych fragmentów lub całych ścieżek, czyli mówiąc najprościej – EDYCJA. Oprócz tego, musimy też zadbać o odpowiednie zorganizowanie sesji w naszym DAW, o którym opowiem w drugiej części oraz odpowiednio przygotować swoje środowisko pracy, o czym w części trzeciej.

Zanim zagłębimy się w te procesy, proponuję również wykonanie kopii zapasowej całej sesji, w razie gdybyśmy niechcący usunęli jakieś ścieżki lub dokonali destrukcyjnej edycji. Taka kopia może nas uchronić przed wieloma potencjalnymi zagrożeniami, które tylko czekają, aby nas dopaść podczas edycji. Postawmy sprawę jasno – to realizator ma mieć pełną kontrolę, a nie jakaś maszyna!

Omówienie poszczególnych etapów edycji:

1. Korekcja punktualności ścieżek

Jeżeli zachodzi potrzeba (a zazwyczaj zachodzi), zaczynam od sprawdzenia, jak równo zostały zagrane bębny. Wiadomo, że nie każdy perkusista potrafi trzymać stałe tempo podczas gry. Nawet, jeśli do nagrań użyto metronomu, niektórym bębniarzom zdarza się nieznacznie gubić rytm. Dość newralgiczne miejsca, to pierwszy werbel po zagraniu „przejścia” (z reguły za wcześnie), refreny, gdzie wzrasta poziom napięcia i ekscytacji, czy same przejścia. Klasa perkusisty jest ściśle związana z ilością koniecznych poprawek, a jeśli mamy do czynienia z amatorem bez większego doświadczenia, to prawdopodobnie zafundowaliśmy sobie kilka godzin mozolnej pracy. Są oczywiście narzędzia, które taki proces ułatwiają i jeśli połączymy je z wprawą w takich działaniach, możemy wyedytować bębny w kilkuminutowym utworze, w około godzinę.

Należy pamiętać, żeby nie przesadzić z taką edycją, bo granica między równym, a mechanicznym brzmieniem, bywa cienka. Sprawdzamy również, czy perkusja została zarejestrowana poprawnie pod względem występowania przesunięć fazowych. Jeśli nie, należy to niezwłocznie naprawić. O kwestiach fazy w nagraniach możecie poczytać TUTAJ. Warto też zaznaczyć, że jeśli mamy do czynienia z kiepskim muzykiem, żadna ilość edycji nie jest w stanie sprawić, że jego partia zabrzmi zawodowo. To muzycy tworzą magię, a nie narzędzia.

Po edycji bębnów, przyglądam się pozostałym instrumentom oraz wokalom i upewniam się, że wszystkie „siedzą w kieszeni”, tzn. atak każdego dźwięku mieści się w powiedzmy dziesięcio-milisekundowym oknie na początku każdego taktu. Jeśli nie, zabieram się za ustawianie ścieżek na linii czasu – tak, aby całość brzmiała, jak zespół, który gra równo. Proces „pocketingu” zaprezentuję w przyszłości w formie video.

2. Przycinanie początków i końcówek, umieszczanie „fade’ów”

Jedna z najprostszych czynności edycyjnych, a mająca kolosalne znaczenie. Na każdej ścieżce odcinamy fragmenty ciszy, odgłosy z pomieszczenia, chrząknięcia, mlaśnięcia, skrzypiące krzesła, słowem wszystko, co wydarzyło się przed pierwszym i po ostatnim dźwięku nagrywanej partii. Możemy również wycinać audio z pomiędzy wersów czy sekcji, gdzie instrument / głos odpoczywał. Nieuniknione jest wprowadzenie „fad-inów” (zgłośnień) i „fade-outów” (ściszeń) na początkach i końcach ciętych fragmentów (regionów), jak i cross-fade’ów między nakładającymi się na siebie końcami jednego, a początkami drugiego regionu. Pozwoli to uniknąć klików i popów.

Należy pamiętać, że czasem podczas nagrywania, zdarzają się ciekawe wypadki, gdzie nieplanowany dźwięk lub fragment rozmowy między reżyserką i artystą, dostał się na któryś ze śladów. W takich momentach, warto rozważyć nie usuwanie go z sesji i wręcz wyciągnięcie na bliższy plan, jak na przykład słynne „Teraz słyszę!” K. Nosowskiej na płycie Fire. Bezcenne.

3. Tworzenie „compów” wokalu

Tzw. composite track, czyli zlepek najlepszych fragmentów z kilku podejść wokalisty połączony w jedną, spójną ścieżkę. Nagrywając wokalistę/-tkę, inżynier powinien pozwolić mu/-jej na minimum 3-4 podejścia do zaśpiewania utworu od początku do końca. Potem zwykle dogrywa się jeszcze jakieś trudniejsze fragmenty osobno. Wszystko po to, by mieć materiał na „stworzenie” niemal perfekcyjnego wykonania. Po skończonej sesji nagraniowej, w sesji znajduje się sporo ścieżek wokalnych, które trzeba przesłuchać i podjąć decyzję o tym, które fragmenty stworzą finalną wersję.

Jest kilka sposobów wykonania „compów” i tylko od nas zależy, jaki wybierzemy, aby dotrzeć do celu. Możemy każde wykonanie rozbić na osobny ślad, stworzyć nową ścieżkę i wklejać na nią preferowane regiony z różnych podejść. Możemy też skorzystać z wirtualnych tracków (playlist) i za pomocą dodatkowych narzędzi dostępnych w konkretnym DAW, wykonać cały proces.

Im wokalista/-tka ma lepszy warsztat, tym oczywiście mniej koniecznej pracy dla nas i możliwość wcześniejszego wskoczenia w tryb miksowania. Ale pominięcie tego kroku, bądź, co gorsza, nie dostarczenie więcej niż jednej ścieżki wokalu przez inżyniera, który nagrywał, w przypadku nie najlepszego artysty – może skutkować przeciętnym wokalem w miksie, tym samym, znacznie obniżając wartość całego utworu.

4. Strojenie wokali

Pisałem już o tym wcześniej w serii o Produkcji Wokalu, jeśli nie czytałeś tego wcześniej, to polecam się zapoznać. Dodam tylko, że umiejętne dostrojenie wokali, to niemalże wymóg ówczesnych produkcji. „Głębokość” strojenia jest oczywiście ściśle związana z gatunkiem muzycznym i preferencjami muzyka, producenta czy nawet wytwórni. Niektórzy uważają strojenie za oszustwo, ja traktuje je jak kolejne narzędzie do pracy. Użyte z umiarem, potrafi dodać kilka procent do pozytywnego odbioru utworu przez potencjalnych słuchaczy, dlatego nie widzę powodów, dla których nie miałbym pomóc utworowi wspiąć się schodek wyżej.

5. Usuwanie niepotrzebnych ścieżek

Jeśli jakiś fragment lub cała ścieżka nie wnosi nic do miksu lub nie została usunięta podczas nagrywania, ale wiemy, że ma jej w miksie nie być – pozbywamy się jej. Nie ma nic gorszego, niż dziesiątki fragmentów ścieżek błąkających się bez celu po sesji. Przesłuchajmy je pobieżnie i kasujmy niepotrzebne. Nie traćmy cennego czasu, który powinniśmy spożytkować na inne czynności.

Po wykonaniu tych pięciu kroków, proponuję zrobić drugą kopię zapasową i dodać do nazwy sesji coś w stylu „do miksu”.

Tak mniej więcej przedstawia się pierwszy etap przygotowań. Może nie jest bardzo emocjonujący, ale totalnie wart poświęconego czasu. Już sam proces poprawy punktualności ścieżek potrafi sprawić, że utwór zaczyna brzmieć spójniej i po prostu bardziej profesjonalnie.

W drugiej części dowiecie się, jak odpowiednio przygotować do miksu samą sesję wewnątrz DAW. Zanim to nastąpi, chciałbym poznać Wasze sposoby przygotowań. A może od razu zaczynacie miks po nagraniach? Podzielcie się swoimi przyjętymi metodami!

Zostawić komentarz ?

19 Komentarze.

  1. Seria zapowiada się bardzo ciekawie. Będę miał lekturę na kilka następnych wieczorów. Cała strona jest świetna, wiele można się nauczyć, podpatrzyć. Zawsze mam ogromny bałagan w sesji. Mam nadzieje ze dzięki tym artykułom wiele się nauczę :)Jeśli chodzi o moje przygotowania do miksu, to na pewno wyrównanie i przycięcie ścieżek. Często mam 4 ścieżki z wokalami, i później kolejną, na którą przerzucam finalnie wybrane partie.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny artykuł z serii 🙂

    • Organizacja i porządki, to podstawa, szczególnie przy dużych sesjach. Jacek, bardzo fajna inicjatywa z Inspire Records. Pozdrawiam

  2. ciekawy temat, ale sprawy sa dosc oczywiste mysle 🙂

  3. Jak dla mnie początkującego to bardzo ciekawy temat 🙂

  4. Karol fcx

    Temat konkretny! Nie ma co ukrywać że dobry finalny mix kreuje nam charakter utworu a w dużej mierze decyduje o jego “powodzeniu”.
    Można by o tym książkę pisać stąd gratulacje za podjęcie się tego tak ważnego a w sumie rozległego tematu!

    Jak to jest u mnie? Wymienię tylko różnice –
    Robię mix w tej samej sesji co poszczególne ścieżki, dlaczego dla wygody początkującego. Tyle rzeczy człowiek chce zmienić przy mixie, tyle koncepcji że odechciewa się wciąż zmieniać poszczególne ścieżki na nowo i wrzucać do osobnej sesji “mixującej”. sprzęt na szczęście daje rade z odpalonym całym software więc to nawet wygodne

    PS: (z emaili)- W tym tygodniu odbieram polecone monitory ;d zobaczymy jak się sprawdzą w mixie hehe!

    Pozdrawiaaaam! Czekamy na cz. 2 🙂

    • Temat bardzo szeroki, fakt. Jestem zdania, że charakter utworu kreuje się już podczas jego komponowania, potem aranżowania i na końcu nagrania. Miks ma bardziej za zadanie uwydatnić intencje muzyków niż budować ten charakter od nowa.

      Nie za bardzo rozumiem, skąd wywnioskowałeś, żeby “wciąż zmieniać poszczególne ścieżki na nowo i wrzucać do osobnej sesji “mixującej”“. Przecież wszystko opisane w tym artykule dzieje się w ramach jednej sesji.

      Oby monitory Ci sprzyjały!
      Pozdrawiam.

  5. Ja również czekam na wiecej sporo się można nauczyć 🙂

  6. mam pytanie. od poczatku tworze wszystko samemu uzywajac do tego tylko komputera to czy dobrze jest poprzesuwac lekko elementy w czasie zeby nie brzmialy zbyt mechanicznie?

  7. Ja mniej więcej w ten sam sposób przygotowuje się do miksowania. Z tym że, oznaczam sobie wcześniej markerami poszczególne partie utworu, koloruje ścieżki, grupuje je, tworze dodatkowe kanały z efektami na które będe wysyłał później ścieżki. Nie wiem czy każdy widzi sens w takich działaniach. Mi zwyczajnie ułatwia to pracę, a i przyjemniej się miksuje kolorowe pogrupowane ścieżki 🙂

  8. Kompletnie nie wyobrażam sobie robienie miksu w totalnym chaosie, gdzie pełno ścieżek, artefaktów, bądź krzywych dubli. jednak nie eksportuje finalnych ścieżek do osobnej sesji. Po prostu miksuje je i wrzucam na sam dół sesji, wszysicutko ładnie obok siebie w odpowiedniej kolejności, jeśli mi coś nie pasuje szybko i łatwo wracam do sklejania wyżej. Oczywiście wszystkie efekty nakładam w formie insertów a aż ciarki przechodzą gdy pomyślę o ludziach co nakładają bezpośrednio na ścieżkę wszystko (a są i tacy do dziś)

  9. Trociniak

    Co myślicie o Mixcraft Pro Studio 6? Wcześniej nagrywałem tylko w Garageband i potrzebuję jakiegoś “przyjaznego” DAW, bo Reaper strasznie mi zamula komputer, a jestem za cienki do PT 😉

  10. Witam po ponownej rejestracji poniewaz zapomnialam swoj poprzedni nick,haslo oraz mail 😛
    Mam pytanie dot. przygotowania perkusji do miksu.(wirtualnej)Miksowac nie moge bo brakloby mi zycia na nauke (Wy jestescie mlodzi,macie czas:-D)wiec potrzebuje wszystko idealnie przygotowac dla kogos innego.
    Nie wiem np. czy jesli mam 3 rozne hi-haty przyporzadkowane kazdy do innego klawisza to czy mam to umiescic na 1 tracku czy na osobne?Pytam bo jak zaczelam rozdzielac perkusje jednego utworu na osobne tracki to z przerazeniem doliczylam sie az 24-ech.
    Nastepna sprawa:czy jesli bas nachodzi mi na nuty grane lewa reka na fortepianie to jest to do zaakceptowania?Nie pasuje mi przesuwanie o oktawe ani wyzej ani nizej.Czy osoba miksujaca da rade czy bedzie mnie przeklinac?

    • 1. Nie wiem o jakiej konkretnie wirtualnej perkusji mówisz, ale w każdym ze znanych mi romplerów hi-hat ma dla siebie jeden ślad w mikserze, niezależnie od tego, pod iloma klawiszami leżą jego różne brzmienia. Którego z nich nie naciśniesz, to i tak dzwięk wychodzi jednym kanałem hi-hatu (plus oczywiście wyłazi na overheadach i pomieszczeniu) co jest normalną rzeczą w nagrywaniu realnej perkusji. Zgrywasz więc tyle śladów ile zostało wirtualnie użytych mikrofonów (czy kanałów miksera). To, jeśli chodzi o romplery (wirtualne perkusje). Jeśli używasz jakiegoś samplera, gdzie podkładasz osobne próbki dla każdego elementu sztucznej perkusji i masz na przykład 3 różne hi-haty, 2 stopy, itd, to sama decydujesz – albo dajesz wszystko pojedynczo dla osoby miksującej, albo z tych kilku hi-hatów robisz zbiorcze brzmienie i wysyłasz jako jeden ślad hihatów wiążąc lekko ręce drugiej osobie.
      2. Jeśli osoba miksująca zna się na tym, co robi, to sobie z taką sytuacją (fortepian i bas w tej samej oktawie) poradzi.

  11. Dzieki za ekspresowa wiadomosc.

Zostaw komentarz