Co to jest pre-produkcja?

Tworzenie muzyki, to proces składający się z kilku etapów. Oprócz tych oczywistych, jak nagrywanie, edycja czy miks, należy wspomnieć o jednym, bardzo ważnym, a często zapominanym elemencie, jakim jest pre-produkcja. Wielu z nas kojarzy to słowo z wielkimi projektami w profesjonalnych studiach nagraniowych i artystami na najwyższym szczeblu, a nie jest to do końca prawda.

Tworząc muzykę w zaciszu własnego studia, niezależnie czy pracujemy nad własnym utworem, czy współpracujemy z innymi muzykami – musimy tak samo zaplanować, jak utwór ma wyglądać i brzmieć.

Ta faza nazywa się właśnie pre-produkcją i dziś chciałem na nią zwrócić Waszą uwagę.

Na czym polega pre-produkcja?

Pisanie utworu zaczyna się zwykle tak, że rodzi nam się w głowie jakiś pomysł. Nigdy nie wiadomo, kiedy uderzy nas fala inspiracji, więc warto mieć pod ręką coś do pisania, a najlepiej telefon komórkowy z funkcją nagrywania. Jakość takiego nagrania nie ma tu oczywiście znaczenia, bo chodzi jedynie o zarejestrowanie pomysłu. Może to być fragment zwrotki albo chwytliwe słowa refrenu czy riff gitarowy – liczy się to, że uchwyciliśmy ten moment i nasz pomysł nie uleci teraz w niebyt.

Przenieśmy się teraz do naszego studia…

Naładowani energią do stworzenia hitu, siadamy za sterami naszego DAW, podłączamy mikrofon lub instrument, wciskamy czerwony guzik i nagrywamy nasz nowy utwór. Potem dokładamy do niego kolejne partie, sekcję rytmiczną, harmonie, duble, nakładki, dodatki i efekty. Robimy krótką przerwę, przeciągamy się wygodnie w naszym realizatorskim fotelu i słuchamy tego, co do tej pory stworzyliśmy.

I nagle okazuje się, że coś nie gra, coś się nie klei.

Zaczynamy się zastanawiać, czy zwrotka nie jest za długa, czy może lepiej byłoby dodać kolejny refren przed zakończeniem, czy partia smyków w momencie ściszenia reszty, to dobry pomysł, czy tempo jest odpowiednie, a może intro jest za mało interesujące, a może w ogóle jest niepotrzebne, i tak dalej. Wychodzi na to, że zmarnowaliśmy sporo czasu na nagrywanie utworu, który nie ma odpowiedniej struktury, aranżacji, instrumenty nie do końca pasują do klimatu piosenki – taka lista może być długa.

(Tyczy się to również młodych kapel, które podekscytowane możliwością zarejestrowania swoich pomysłów, wchodzą do studia bez wcześniejszego przygotowania i sensownego przemyślenia całości utworu.)

Dzieje się tak dlatego, że nie dajemy sobie szansy, na obranie jakiegoś kierunku dla danego utworu. Nie przemyśleliśmy aranżacji, układu poszczególnych składowych, instrumentarium, brzmienia, itp. Nie poświęciliśmy kilku chociaż chwil na zaplanowanie naszego dzieła. Emocje zamieniają się z podekscytowania w zalążki złości. Sfrustrowani nieudanym dziełem zamykamy nasze DAW i odpalamy Internet.

Po kilku chwilach szukania informacji na temat budowania utworów, znajdujemy taki wpis:

Pre-produkcja, to serce całej piosenki. To bardzo ważny etap jej powstawania, jeszcze przed rozpoczęciem właściwego nagrywania. To w tym miejscu podejmujemy kluczowe decyzje, co do jej kształtu i brzmienia, a proces nagrywania podporządkowujemy tym założeniom. Na tym etapie powstaje wizja utworu, którą staramy się przemienić w rzeczywistość.

Nagle doznajemy olśnienia i czytamy dalej:

Oczywiście nie oznacza to, że nie możemy piosenki zmieniać w trakcie rejestracji, wręcz przeciwnie – jeśli uderzy nas jakiś genialny pomysł, to należy go zaimplementować czym prędzej. Przecież taka mała zmiana może sprawić, że nasz utwór zabrzmi jeszcze lepiej, więc nie zrozumcie mnie źle – nie mówię o ograniczeniu się w z góry przyjętym schemacie, ale o wyznaczeniu na początku jakiejś ścieżki, którą będziemy podążać, a która to ścieżka, może przecież ewoluować.

Uśmiech powraca na naszą twarz i czytamy artykuł do samego końca:

Dlatego proponuję następującą rzecz: Mając już nasz pomysł w głowie (lub w pamięci telefonu), rozpiszcie sobie utwór na kartce papieru. Uwzględnijcie takie rzeczy, jak kolejność sekcji utworu, ich długość, tempo piosenki, tonację, rodzaje instrumentów – tym podobne. Chodzi o naszkicowanie sobie finalnego brzmienia, lub choć pewnej jego części. Następnie można przystąpić do nagrywania tzw. „scracth tracków” (koledzy raperzy – nic wspólnego ze scretchem), czyli takich ścieżek próbnych, „na brudno”, na przykład głównego instrumentu i próbnego wokalu. Wszystko to robimy po to, aby zweryfikować, czy dany układ ma sens i czy warto brnąć dalej według ustalonego planu. I tu proponuję przerwać, z tego względu, że nasza percepcja lubi nam płatać figle i często jest tak, że po pierwszych dwóch, trzech przesłuchaniach myślimy, że jest w porządku, więc nagrywamy dalsze partie, a za kilka godzin zaczynamy rwać sobie włosy z głowy.

Proponuję w tym miejscu zrobić mixdown naszych próbnych śladów, zgrać na mp3, wypalić płytę do samochodu – nieważny format, najważniejsze, to osłuchać się z tym przez klika dni. Dzięki takiemu podejściu nabierzemy lekkiego dystansu i spojrzymy obiektywniej na całość.

Gwarantuję Wam, że po kilku dniach będziecie mieli sporo notatek, dodatkowych pomysłów, a może nawet wprowadzicie totalną rewolucję do układu całości.

Podsumowanie

To tylko fragment procesu pre-produkcji, ale chciałem, abyście byli świadomi jego wagi i wartości. Zanim zaczniecie następnym razem nagrywanie, poświęćcie trochę czasu na rozplanowanie kilku elementów danego utworu – sami sobie za to później podziękujecie…

Układacie plan przed swoimi nagraniami? Budujecie je w głowie lub na kartce? Podzielcie się swoimi doświadczeniami.

Zostawić komentarz ?

19 Komentarze.

  1. Dobry artykuł!!! Wcześniej chciałem coś takiego wprowadzić w życie u siebie w głowie ;p ale nie wiedziałem do końca co i jak a ten artek sprecyzował te działania.

    Pozdrawiam!

  2. Dzięki. Cieszę się, że choć trochę rozjaśniłem. Temat na pewno będzie jeszcze rozwinięty.
    Pozdrawiam.

  3. TeO TeOeMeS - NbH - Sieah - Michał :D

    Ja pomysł tylko nagrywam na dyktafonie, ale nie rozpisuję niczego. Na bieżąco dodaje instrumenty, które mi odpowiadają, a jak nie pasują, to wyrzucam. Czasem to trwa kilka dni zanim wywalę jakiś instrument, bo przy słuchaniu mi nie pasuje, ale w końcu jakoś to idzie i gra. Takie zapisywanie wybiłoby mnie z rytmu.

  4. Jak najbardziej rozumiem Twój punkt widzenia. Sam często robiłem tak, że parłem do przodu bez większego zastanowienia i dokonywałem zmian na bieżąco. Raz się sprawdzało, raz nie. W końcu chodzi o to, aby dotrzeć zadowolonym do celu, a metody często schodzą na drugi plan.
    Zauważyłem jednak, że jak mam przed nagraniem rozpisane co, jak i gdzie, to nagranie po prostu śmiga. Nawet jeśli po sesji zdecyduję się jeszcze zmienić jedną czy dwie rzeczy, ale to już są marginalne sprawy. Mogę wtedy powiedzieć, że nagrałem wszystkie ślady w 3-4 godziny i jestem z siebie tak dumny, że ho ho 🙂
    Pozdrawiam.

  5. Nagrywałem w normalnym studiu a o czymś takim jak pre-produkcja do tej pory nie słyszałem, dla mnie zawsze było oczywiste że zanim zabierzemy się za nagrywanie wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Według mnie wymyślanie utworu podczas nagrywania w przypadku muzyki rockowej jest "stratą prądu". Pozdrawiam Mike

  6. Mike, jak się okazuje, niektórzy nie dopinają wszystkiego na ostatni guzik przed wejściem do studia lub przed rozpoczęciem nagrywania we własnym studio i w obu tych przypadkach mamy do czynienia ze stratą prądu. Przygotowanie utworu to bardzo ważna rzecz, niezależnie od tego, jak się ten proces nazywa.
    Pozdrawiam

  7. Bomba ! bardzo potrzebowałem tego typu wskazówek

    – ten wpis pomógł mi sie zdystansowac do pracy, złapać oddech.
    nawet niewiedziałem jak bardzo mi to jest potrzebne!

    pre produkcja zawsze mnie zwodziła – emocje brały góre i nie ja tylko one planowały pracę nad utworami – co nie raz kończyło sie dramatycznie:
    ze szkicu przeskakiwałem na brzmienie, potem na poprawe rytmu potem mix a potem znowu zmieniałem całośc bo okzaywało sie, że od początku nie miałem pomysłu na utwór, zachczyłem ciekawą melodie mysląc że jakoś to popłynie i sie ułoży -no układało się nijako a przebrniecie przez sesję która jest zamulona pytaniami i wątpliwosciami jest udręką i męczarnią!

    wczoraj usiadłem i zrobiłem sobie plan i zastanowiłem się jak ma wyglądać cały utwór….

    ….jeszcze nigdy nie miałem tak poukładanej sesji w DAW i dokładnie wiedziałem co mam zrobić bym otrzymał co sobie zaplanowałem.

    bałem sie zawsze planowania bo nie lubie popdać w schematy ale okazuje się ze tylko tak wszystko mozna wszystko trzymać w garsci!

    wielkie pozdro!

  8. "(…)a przebrniecie przez sesję która jest zamulona pytaniami i wątpliwościami jest udręką i męczarnią!" – dokładnie o tym mówię, trafiłeś w sedno.
    Pozdrawiam

  9. Ja robilem to tak.
    Mialem jakis tam zarys gitary rytmicznej wtedy bralem gitarke do lapy i zagralem sobie to kilka razy a pozniej wpisywalem do Guitar Pro (co robie do dzis dnia) pozniej jak nie mialem pomyslu co dalej, jak to rozwinac itd. odstawialem gitare i np kilka chwil pozniej mialem kolejny pomysl i znow zapisac w GP. Czeto bywa tak w moim przypadku, ze mam sporo pomyslow na cos, a pozniej jak mam np 5 motywow to czasami staram sie je sklejac. Moze dobrze to zabrzmi razem, jak nie to trudno, a jak by to zabrzmialo to kombinowalem cos, co by to tylko spoilo – takiego poxipolu. Jak juz ten owy klej dorwalem, to kompozycja dalej sie rozwijala – pisanie basu i perkusyjki oraz drugiej gitary 🙂 Pozdro !

  10. Tak, znam to z autopsji. Nocny spacer, raptowna myśl ” o rany już wiem co zrobić ” wpadam do domu z milionem pomysłów, odpalam komputer a po kilku godzinach horror, nic nie jest takie jak powinno “w głowie to lepiej wyglądało, to nie pasuje, to za wolno, nie tak ” a nawet jeśli coś wyskrobię to w ciągu kolejnych dni sto razy to zmienię. Złapałem się na tym nie raz i od jakiegoś czasu podchodzę do sprawy spokojniej, w przemyślany i mniej chaotyczny sposób. Świetny tekst jak wszystkie inne, pozdrawiam !

  11. Nie wiem, czy mówimy o tym samym, ale w moim przypadku bardzo często był przypływ nagły natchnienia, gdzie w kilka minut miałem całą wizję utworu wraz z poszczególnymi sekcjami oraz kluczowymi elementami.
    Potem jak siadałem do tematu to ginąłem w gąszczu szczegółów (a to mi dźwięk nie odpowiada – tu można godziny spędzić na samym tym; a to coś bym poprzestawiał itp) i zatracałem obraz całości. I bańka prysła, tyle było z hiciora.
    Dlatego strasznie ważne jest dla mnie jak najszybsze uchwycenie całej idei (co i tak jest trudne) – szybkie nagranie czegoś z grubsza, aby mieć jako taki szkic.
    Wciąż jednak brakuje mi narzędzia, by sam szkic robić jak najprędzej i na tyle dokładnie, by uchwycić jak najwięcej z oryginalnej koncepcji…

    • Tak to już z natchnieniem, weną i pomysłem jest – znikają szybciej niż się pojawiły. Dla uchwycenia szkieletu hiciora to i zwykły dyktafon wystarczy 🙂

  12. Hi, na musicradar jest artykuł “30 all star production tips” link http://www.musicradar.com/tuition/tech/30-all-star-production-tips-529097 .

    Kilka ciekawych rzeczy jest, ale ogólnie nie są to jakieś niesamowitości:D a część oczywista po znaniu materiału z Zakamarków :D. Np. by unikać clipa aż weseli:D.

    W każdym razie dużo osób zajmuję się pewnie nie tylko miksem a produkcją, kompozycją 😀 więc posłałem linka;).

  13. Cześć Igor. Czytam od jakiegoś czasu Twojego bloga i pozwolę odświerzyć temat. Masz jakiś pomysł jak radzić sobie z pre-produkcją w szeroko rozumiałej muzyce elektronicznej 🙂 ? Każdy się wypowiada na temat żywych instrumentów np gitary a ja takowych nie posiadam 🙂 Posiadam jedynie dyktafon…

    • Jeśli Twój proces tworzenia muzyki odbywa się w całości w komputerze, to właśnie tam musisz podejmować wszelkie decyzje produkcyjne. Nie widzę inaczej. A jeśli jakiś patent Ci wpadnie do głowy i nie jesteś przed komputerem, ale masz w zasięgu dyktafon, to zanuć i nagraj, cokolwiek by to nie było – jakiś rytm czy melodia czy cokolwiek. Później przenieś to na jakiś instrument w DAW.

  14. Podsumujmy czy dobrze Cie zrozumiałem z wpisu no i wiedzy z komentarzy.

    (Pisze patrząc na to że tworzę podkład tylko na komputerze.)

    1. Wpada mi do głowy melodia.
    2. Wyciągam magiczny dyktafon i nagrywam melodie która siedzi w mojej głowie za pomocą nucenia.
    3. Wracam do domu wyciągam kartkę i długopis.
    4. Puszczam nagranie z dyktafonu i zapisuje wszystko na kartce. Jak ma się rozpocząć utwór, co ma w nim być, co ma być w środku, co na końcu. (Tylko jak napisać na kartce kiedy ma być bass, gitara, perkusja, jaka rytmika itp. jak tworzę podkłady tylko w FL Studiu i nie umiem pisać na 5 linii)
    5. Zaczynam tworzyć podkład.

    Pytanie trochę odbiegające od tematu.
    Pierw pisze się tekst czy tworzy podkład ?

    • Jest na to kilka sposobów i działasz według takiego, który Ci najbardziej odpowiada. Nie musisz koniecznie używać kartki, możesz sobie nawet w Excellu zrobic arkusz i podzielić utwór na sekcje (albo na takty) i w konkretne kratki wpisać co ma gdzie się pojawić – to tylko od Twojej inwencji zależy przecież… Kolejność tworzenia jest tym bardziej sprawą indywidualną – jedni robią muzykę do napisanego tekstu, inni najpierw komponują, a dopiero potem składają słowa. Nie ma na to zasad – kto wie, co Cię pierwsze zainspiruje. Liczy się to, żebyś uchwycił ten moment i na jego podstawie zbudował resztę, a czy będzie to linijka tekstu, czy na przykład jakiś konkretny rytm albo motyw muzyczny – nie ma znaczenia. Nikt przecież nie przewidzi, co Cię pierwsze zainspiruje…

  15. Zaczynam zapoznawać się ze wszystkimi wpisami od początku istnienia bloga, ale to nie przeszkadza mi w tym, żeby Ci podziękować za ten wpis, Igor 🙂 Dwie najważniejsze dla mnie rzeczy, jakie z niego wyciągnąłem to nabranie dystansu do swoich twórczych fanaberii, czyli osłuchanie się ze stworzonym materiałem oraz zaplanowanie dzieła tak, aby nie pominąć szczegółów, które będą miały duży wpływ na całość, a “zapomnieliśmy” o nich w czasie produkcji. To moje główne przemyślenia po przeczytaniu artykułów, dzięki! 🙂 A propos mojego budowania planów kawałków to często mam tak, że nagrywam wersy, które przyjdą mi do głowy na dyktafon w telefonie, a potem staram się to wykorzystać. Pozdro

    • Cieszę się, że wyciągnąłeś z tego coś, co Ci się przyda 🙂 Pozdrawiam również!

Zostaw komentarz